logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: -recenzja
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2019-01-17 22:18
Co by tu napisać przy okazji pracy, czyli recenzja książki „Świat według reportera. USA” Piotra Kraśki
USA. Świat według reportera - Piotr Kraśko

 

Z dużą dozą samozaparcia przebrnąłem przez książkę „USA” z serii „Świat według reportera” Piotra Kraśki. Udało się, ale nie jestem z siebie dumny niestety. Nie miałem kłopotów z samym tekstem. Pisany jest lekko i akapit szybko mija za akapitem. To niezaprzeczalny atut tej książki. Publikacja nie jest też specjalnie obszerna. Raz za razem zżymałem się jednak na treść i podejście autora do opisywanej rzeczywistości.

 

Wbrew podpisowi zdjęcia z książki „Świat według reportera. USA”, tzw. kiwony, to nie są maszyny wiertnicze (zrzut ekranu z e-booka „Świat według reportera. USA”)

 

Nie czytałem jakoś wiele książek polskich reporterów ze Stanów, ale po raz kolejny miałem wrażenie, że mam w ręku raczej folder reklamowy czy przewodnik turystyczny niż książkę „reporterską”. Wcześniej dotknęło mnie coś takiego przy „Drodze 66” Doroty Warakomskiej.

 

Moim zdaniem książka pod tytułem „USA”, będąca częścią większej serii mającej opisywać świat, powinna oferować czytelnikowi trochę (eufemizm) więcej. Tu otrzymujemy tylko migawki z zawodowego życia dziennikarza i to raptem w kilku miejscach z ogromnych (jak podkreśla sam autor oraz jego rozmówcy) Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tematy pojawiają się jeden po drugim tak trochę przy okazji zawodowych obowiązków. Dochodzą do tego fakty historyczne (raczej sprzed kilkudziesięciu niż sprzed kilku lat) i trochę anegdot. Można więc odnieść wrażenie, że „świat według reportera” składa się ze służbowych podróży w miejsca, gdzie coś się dzieje. I taka konstatacja to chyba największy atut tej książki. Szkoda tylko, że nie idzie to w parze z szerszym spojrzeniem, pogłębieniem tematu czy wyjaśnieniem problemu. No bo co na przykład otrzymujemy z pobytu w Nowym Orleanie po przejściu niszczycielskiego huraganu? Bynajmniej nie opowieść o jednej z największych katastrof humanitarnych w najbogatszym kraju świata, a historyjkę o barze, w którym można się było napić nawet wtedy, gdy naokoło ludzie głodowali a policjanci na noc barykadowali się na posterunkach w obawie przed uzbrojonymi bandami grasującymi po zdewastowanym mieście.

 

Bary w ogóle stanowią całkiem sporą część opowieści. Nie trzeba być reporterem, żeby przy piwie pogadać z przygodnie napotkanymi ludźmi. Wydawało by się, że reporter ma (czy też może powinien) mieć trochę większe ambicje jeśli pisze książkę po tytułem „USA”. Zapewne łatwiej jest nawiązać rozmowę przy piwie niż umówić się na rozmowę z kimś mającym istotny wpływ na opisywaną społeczność. Jestem jak najbardziej za pokazywaniem świata przez pryzmat zwykłych ludzi, ale jeśli reporterowi brakuje innych rozmówców, wychodzi z tego jednak dość jednostronna opowieść.

 

„Formalnie nie jest to część Stanów Zjednoczonych. Praktycznie pewnie będzie zawsze. Łącznie 120 km kwadratowych wody i lądu, jakie Amerykanie dzierżawią od Kuby od 1903 roku. Ummowę przedłużono na czas nieokreślony 29 lat później. Jest w niej zapis, że może wygasnąć tylko za zgodą obu stron, a takiej decyzji Waszyngton zapewne nigdy nie podejmie."

Piotr Kraśko „Świat według reportera. USA”

 

Nie wiem, czy z nieświadomości, czy z maniery czy z jeszcze innego powodu, autor nieustannie utożsamia Stany Zjednoczone Ameryki z Ameryką. Jest to może zrozumiałe dla samych obywateli tego kraju, którzy (jak to wynika także z tekstu recenzowanej pozycji) mają bardzo mgliste pojęcie o tym, co się dzieje poza ich stanem, a poza krajem to już tylko miejsca walk US Army. Ale dla wykształconego dziennikarza z Europy nie powinno to być aż takim problemem. A jednak jest.

 

Okładka e-booka Piotra Kraśki „Świat według reportera. USA” (źródło: ebookpoint.pl)

 

Problemem jest też zbytnia wiara autora w to, co mu opowiadają ludzie. Albo przynajmniej brak jakiegoś autorskiego komentarza, puszczenia oka do czytelnika czy głębszej refleksji (poza zwątpieniem w drzewo genealogiczne przewodnika po Nowym Orleanie). Oto z jednej strony pokazuje jak to czuł się uprzywilejowany lecąc samolotem pełnym rządowych agentów, których nie obowiązywały jakieś tam przepisy o odprawie wizowej na lotnisku czy zapinaniu pasów podczas startu samolotu. A w chwilę później z pełną powagą relacjonuje, że prawo jest jednakowe dla wszystkich i nawet niemal stuletnia babcia musi pokazać prawo jazdy w knajpie, żeby udowodnić, że jest już w wieku upoważniającym do zakupu alkoholu. Litości!

 

Póki co, lektury z serii „Świat według reportera” sobie odpuszczę.

 

Książkę w wersji elektronicznej można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint: Piotr Kraśko „Świat według reportera. USA”.

 

Like Reblog Comment
review 2019-01-11 18:53
Jeszcze BĘDZIE NORMALNIE – recenzja książki „Jak rowery mogą uratować świat” Petera Walkera

Peter Walker, autor książki „Jak rowery mogą uratować świat”, wychodzi z bardzo prostego założenia – lekarze od dawna zgadzają się co do tego, że ruch ma fundamentalne znaczenie dla kondycji naszego organizmu. Po przyjęciu do wiadomości tego faktu, dalej już sprawa toczy się gładko. Minimum aktywności fizycznej można mieć „przy okazji” (np. dojście do sklepu, na przystanek czy stację, jazda rowerem do pracy) albo „specjalnie” (np. piesza czy rowerowa wycieczka na świeżym powietrzu lub siłownia i inne aktywności w pomieszczeniach zamkniętych).

 

 

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 

A w Krakowie korki... ;) #Kraków #Cracow #rower #bicycle #korek #traffic #ulica #street

Post udostępniony przez Grzegorz Brzęczeszczykiewicz (@cyfranek) Kwi 6, 2016 o 7:23 PDT

 

Jako, że jazda na rowerze może być też rodzajem aktywności wykonywanym podczas codziennych innych czynności (np. dojazd do pracy, do sklepu, do kawiarni, w odwiedziny) oraz wymaga trochę więcej ruchu niż leniwy spacer, wydaje się ona być znakomitym panaceum na lawinowo rosnące koszty leczenia chorób cywilizacyjnych wynikających z bezruchu. Wychodzi więc na to, że są logiczne argumenty za tym, aby wszystkim zależało na zwiększeniu ruchu rowerowego, szczególnie w miastach.

 

Niestety, tak nie jest. Każdy, kto próbuje uprawiać w naszym kraju sporty ekstremalne pod nazwą „jazda rowerem po mieście” wie, że ten rodzaj aktywności fizycznej wiąże się z dużym ryzykiem. Wynika ono głównie z fatalnie zaprojektowanej infrastruktury drogowej dla rowerów (o ile jest) oraz całej masy bezmyślnych lub wręcz wrogich działań kierowców samochodów. O wrogości skierowanej przeciw słabszym (bo nie chronionym blachą i poduszkami powietrznymi) użytkownikom dróg świadczą np. niezliczone wypowiedzi zamieszczone w internetowych forach czy serwisach. Nie pomaga też stronniczość służb (skierowana przeciw rowerzystom) mających czuwać nad naszym bezpieczeństwem. Sam widziałem wyrok sądu, który uniewinniał agresywnego kierowcę samochodu, ponieważ „rowerzyści jeżdżą nieprawidłowo”. Nie ten konkretny rowerzysta ze wspomnianego wyroku źle jechał, tylko „rowerzyści”. I to było argumentem, pretekstem i uzasadnieniem uniewinnienia agresywnego kierowcy samochodu. Szkoda gadać.

 

 

„Wnioski były naprawdę szokujące. Incydenty odnotowywane przez uczestników były mniej i bardziej poważne – od samochodów wyprzedzających w zbyt bliskiej odległości po kierowców celowo najeżdżających na rowerzystów. Ponad 80 procent badanych zadeklarowało, że w wybranym dniu przydarzyło im się coś złego przynajmniej raz. Z dzienniczków wynikało, że „bardzo groźne” incydenty są zmorą rowerzystów każdego tygodnia, z czego prawie trzy czwarte przypadków ma związek z samochodami.”
Peter Walker „Jak rowery mogą uratować świat”

 

Największym zaskoczeniem wynikającym z lektury książki jest dla mnie jednak przesłanie, że nie tylko w naszym kraju kierowcy samochodów są agresywni w stosunku do rowerzystów i spotyka się to z aprobatą społeczną. Sam poza Polską jeździłem po miastach na rowerze niewiele. Głównie w Holandii. I byłem przekonany (jakże błędnie, co wykazuje książka Walkera), że na Zachodzie można się czuć bezpiecznie jako miejski rowerzysta. Nie jest to niestety pocieszające. Ale daje wyjaśnienie tej arogancji osób którym nic się nie stanie w razie kolizji z rowerzystą. Zapłacą karę? Stracą prawo jazdy? Okazuje się, że takie myślenie nie zależy specjalnie od kultury, a od „bezkarności”.

 

„Jak rowery mogą uratować świat” Petera Walkera także w e-booku

 

Podsumowując, książka w rzeczowy sposób pokazuje, jeden z niezwykle ważnych aspektów bezpiecznego miasta. Miasta, po którym ludzie nie muszą przemykać między samochodami zaparkowanymi na chodnikach i pędzącymi po ulicach. Powinni się z nią zapoznać wszyscy ci, którzy zajmują się i korzystają z infrastruktury transportowej. Czyli niemal każdy.

 

E-booka można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint.

 

Like Reblog Comment
review 2019-01-06 11:01
Dyplomatyczne PRZECIEKI z Indii, czyli RECENZJA książki Piotra Kłodkowskiego „Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach”

 

„Imperium boga Hanumana” Piotra Kłodkowskiego to przede wszystkim próba scharakteryzowania głównych nurtów indyjskich przemian społeczno-politycznych ostatnich lat. Autor, jako przedstawiciel polskiej dyplomacji w Indiach, miał możliwość bliższego przyjrzenia się jak funkcjonują indyjskie elity. Z możliwości tej skorzystał i dzieli się teraz swoją wiedzą, obserwacjami i przemyśleniami (choć tych ostatnich w książce jakby trochę mniej) na temat współczesnych Indii. Autor stawia sobie za cel także przybliżenie Indii polskiemu czytelnikowi. I ten cel udaje mu się osiągnąć!

 

Fragment kolejki do bankomtu HDFC Bank, w tydzień po ogłoszeniu przez Narendrę Modiego demonetyzacji (Gurgaon, 2016 r.)

 

Mamy z jednej strony spojrzenie na hinduizm raczej jako sposób życia niż oderwaną od rzeczywistości religię. Mamy także próbę wielostronnego pokazania postaci Narendry Modiego, wciąż budzącego tak nadzieje jak i kontrowersje. Dzięki „Imperium...” otrzymujemy także przy okazji zgrubny wgląd w aktywność polskich służb zagranicznych. To z jednej strony wielka zaleta ale i po trochu wada tej książki. Główną zaletą pozostaje w każdym razie, bardzo wysoki poziom merytoryczny tekstu.

 

„Garnitur premiera Modiego przyciąga wzrok, zwłaszcza obecnych przez moment fotografów. Powiększone później zdjęcia wyraźnie pokazują, że widoczne z daleka prążki na kurcie wcale nie są zwykłymi prążkami. To wyszyte złotą nitką imiona i nazwisko premiera: Narendra Damodardas Modi. Na całej kurcie, bez wyjątku, każdy prążek to powtarzany garderobiany złoty refren: Narendra Damodardas Modi. Garnitur, tego się ukryć nie dało, był specjalnie uszyty na tę okoliczność, to jest na kolację z prezydentem Barackiem Obamą w Hyderabad House. To precedens w najnowszej historii dyplomacji indyjskiej. Nikt nigdy nie zdobył się na taką śmiałość, aby bawić głowę innego supermocarstwa w garniturze z wyszytym własnym imieniem i nazwiskiem.”

 Piotr Kłodkowski „Imperium boga Hanumana”

 

W książce nie brakuje także polskich akcentów, które (zapewne) powinny bardziej trafić do polskiego czytelnika. Choć nie wiem, czy nie powinny one trafić raczej do osobnej publikacji, ponieważ odbiegają trochę od głównego tematu. Ale skoro już się tu znalazły... to moje szczególne uznanie zdobyła część o Stefanie Norblinie, któremu nawet w polskiej Wikipedii poświęcono stosunkowo niewiele miejsca. A o jego epizodzie indyjskim są tam raptem raptem dwa zdania. Jako uzupełnienie tematu mogę polecić także dokument filmowy - „Chitraanjali. Stefan Norblin w Indiach”.

 

Powrót Ramy i Sity z Lanki wg Stefana Norblina (kadr z filmu „Chitraanjali. Stefan Norblin w Indiach”)

 

Książka ma jednak (dla mnie) także swoje „wady”. Jedną z nich jest zbyt wyważona i nawet trochę monotonna narracja. Byłoby to całkowicie zrozumiałe w oficjalnych komunikatach dyplomatycznych czy publikacjach akademickich, ale moim zdaniem książka dla szerokiej rzeszy czytelników i to pisana po latach od relacjonowanych wydarzeń, powinna bardziej porywać narracją. Może również od strony emocjonalnej. Daleki jestem od namawiania autora do konfabulacji, jak to bywa w książkach z „wypraw” polskich celebrytów. Jednak ożywienie narracji mnie by się bardzo spodobało.

 

Drugą „wadą” była dla mnie także dość jednostronne spojrzenie na niektóre tematy. Nie mam tu na myśli spojrzenia w duchu jednej opcji politycznej (w książce spotkamy szerokie spektrum przedstawicieli różnych stron sceny politycznej Indii czy Nepalu). Chodzi mi raczej o budowanie przez autora opowieści wynikającej w dużej mierze ze spotkań z osobami wykształconymi, znanymi, znaczącymi w społeczeństwie. To oczywiście naturalna kolej rzeczy w pracy dyplomatycznej, ale znowu – w książce autorstwa dobrego znawcy tematu, również jakieś szersze spojrzenie „oddolne” byłoby bardzo wartościowym uzupełnieniem. Wiadomo, że dyplomata to nie reporter i nie będzie się na przykład szwendał po ulicach z plecakiem i nagabywał przechodniów o ich zdanie na jakiś temat. Autor próbował choćby pociągnąć za język np. wożącego go, miejscowego kierowcę, ale głosu „ludu” w narracji Piotra Kłodkowskiego trochę mi jednak brakowało do pełnego obrazu sytuacji.

 

Podsumowując, chcę (pomimo marudzenia) podkreślić, iż uważam „Imperium boga Hanumana” za bardzo wartościową pozycję, umiejętnie podsumowującą ostatnie lata społeczno-politycznego życia Indii. Bardzo na naszym rynku brakuje takich mądrych książek, pisanych ze znajomością tematu i wyczuciem problemu. Pozostaje cieszyć się, że również tacy ludzie (jak autor), w naszej dyplomacji pracowali (a chciałbym wierzyć, że i obecnie pracują osoby o podobnych kwalifikacjach). Mam także nadzieję, że autor będzie także w przyszłości popularyzował w naszym kraju tematykę indyjską.

 

E-booka można kupić tylko w księgarni woblink.com

 

Zdecydowanie polecam „Imperium boga Hanumana” każdemu zainteresowanemu tematyką indyjską, choć zastrzegam, że trzeba się podziewać raczej spokojnej i rzeczowej niż porywającej i emocjonalnej lektury. Jednak nawet ktoś zainteresowany tematyką ma szanse dowiedzieć się czegoś nowego.

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-12-31 11:37
Trza być w butach na akcji, czyli recenzja "Kastora" Wojtka Miłoszewskiego
Kastor - Wojtek Miłoszewski

Pomysł fajny, czas ciekawy, miejsce niezłe - tylko wykonanie takie sobie. Gdyby to był pierwszy taki kryminał z czasów transformacji systemowej, to bym może był mniej krytyczny. Ale niestety (dla autora i czytelnika "Kastora"), wysoko poprzeczkę ustawili poznańscy milicjanci z książek Ryszarda Ćwirleja. W "Kastorze" nie znajdziemy niestety tego wszystkiego, co tak dobrze buduje atmosferę w "Trzynastym dniu tygodnia", "Mocnym uderzeniu" czy "Ręcznej robocie". U Wojtka Miłoszewskiego bohaterowie są jacyś tacy z kosmosu, zabrakło im "legendy" a postępowanie jest mało logiczne, tudzież zupełnie niezrozumiałe. A już szczególnie na pierwszy plan pod tym względem wybijają się dwie postacie - Czarka i Kwiatka. O pierwszym nie będę pisał, żeby nie zdradzać fabuły. Natomiast drugi jawi się niemal jak polski Doktor Jekyll i pan Hyde w jednej osobie. Przemiany z menela w amanta ubranego każdego dnia w coraz to nowe ciuchy są dla mnie zupełnie nieprzekonujące.

  

Promocja książki "Kastor" na Targach Książki w Krakowie. Choć na szybie policyjnego Poloneza  widniał napis "Wszystko po 3 zł", to niestety oferowane tam książki były znacznie droższe... (Kraków, 2018 r.)


Ale najsłabszy jest chyba w książce bardzo słaba stylizacja języka. Już na pierwszej stronie można przeczytać, że "Stojący z tyłu mężczyzna ubrany był w sztruksowe spodnie, za dużą marynarkę w kratę i brązowe znoszone pantofle". Żyję od wielu lat w Krakowie, ale osób chodzących po ulicy w pantoflach widziałem naprawdę niewiele. Zwykle były to starsze panie w papilotach i szlafrokach, wyrzucające śmieci. Gdzieś w kamienicy na swoim podwórku, może pod blokiem. Nie wiem, czy w Warszawie chodzenie po ulicy w pantoflach to jest powszechne zjawisko, ale jednak w Krakowie po prostu chodzi się w butach. To prawda znana od ponad wieku, bo zamiast w pantoflach - "trza być w butach na weselu".

 

"Czekali jeszcze ze dwadzieścia minut, aż w końcu nadjechał skład do Zabierzowa. Zajęli miejsca w zdezelowanym wagonie i po chwili pociąg ruszył z głośnym zgrzytem. Jedne z drzwi nie mogły się zamknąć mimo beznadziejnych prób zamontowanych siłowników. Dlatego podróży oprócz stukotu kół towarzyszył rytmiczny syk uszkodzonego mechanizmu."

Wojtek Miłoszewski "Kastor"


W "Kastorze" autor ewidentnie zostawił sobie wiele furtek do dalszych części. Niewykluczone, że po nie sięgnę, jeśli będą związane z Krakowem. W przeciwnym razie sobie raczej odpuszczę.

 

E-booka można nabyć m.in. w księgarni Ebookpoint.

Like Reblog Comment
review 2018-09-20 06:55
KINDLE OASIS 2 – recenzja największego czytnika z rodziny Kindle (część II)

Pierwszą część recenzji Kindle Oasis 2 poświęciłem uwagom na tematy techniczne. W części drugiej przedstawiam więcej wrażeń z codziennego korzystania podczas pięciu tygodni intensywnych testów.

 

Kindle Oasis 2

Kindle Oasis 2 z okładką typu origami

 

Czytanie książek

Kindle Oasis 2 sprawnie radzi sobie z książkami w formacie MOBI, AZW3 (KF8), KFX oraz PDF. Te dwa pierwsze są najbardziej odpowiednie do polskojęzycznych e-booków. Trzeci z wymienionych - najnowszy format przeznaczony dla czytników Kindle, nie ma obsługi języka polskiego. Książki (zarówno własne jak i zakupione) do czytnika można wgrywać przez kabel USB lub bezprzewodowo. Każdy czytnik Kindle ma swój unikalny adres e-mail, na który można wysłać pliki. Omówiłem to szczegółowo w poradniku „Jak wgrać książki do czytnika Amazon Kindle?”.

 

Książki  w czytnikach Kindle nie zawsze mają okładki (od lewej: audiobook z Audible, PDF z polskiej księgarni, MOBI z wtyczki Push to Kindle)

 

Wadą oprogramowania czytników Kindle jest to, że nie wszystkie książki (szczególnie te pochodzące z polskich sklepów) będą wyświetlać się z okładkami. Jeśli to kogoś denerwuje, zawsze można widok biblioteki zmienić z „Grid” na „List”. Po wybraniu tej drugiej opcji na ekranie mieści się więcej tytułów. Pokazywanie zawartości biblioteczki w czytnikach Kindle bywa konfundujące dla początkujących użytkowników. Aby nie mieć z tym kłopotów trzeba zrozumieć czym się różni opcja „All” od „Downloaded” (lewy górny róg okna biblioteczki. Po wybraniu pierwszej opcji będą wyświetlane wszystkie pozycje, które są na naszym koncie. Natomiast wybranie „Downloaded”, spowoduje wyświetlenie tylko tych pozycji, które mamy pobrane do pamięci czytnika.

 

Zmiana stron działa szybko i bez żadnych problemów, zarówno dotykiem jak i przy pomocy fizycznych przycisków

 

Książki otwierają się błyskawicznie, więc po wskazaniu palcem okładki, pozostaje cieszyć się lekturą i zmieniać stronę za stroną. A strony zmienia się bardzo sprawnie zarówno przy pomocy dotyku jak i klawiszy. Bardzo mnie cieszy, że do Kindle powróciły fizyczne przyciski zmiany stron. Sprawdzają się one w Oasisie 2 znakomicie. Ich umieszczenie w bocznej ramce obok ekranu to dobry pomysł. Podobne rozwiązanie znamy choćby z PocketBooka InkPada 2 czy najnowszego Bookeena (Nolim i Saga). Fakt, że są tylko po jednej stronie w niczym nie przeszkadza. Można z nich korzystać zarówno trzymając w prawej jak i lewej ręce. Po obrocie urządzenia o 180º, tak samo obraca się także (błyskawicznie) obraz na ekranie. Jeśli jednak chcemy, aby ekran obrócił się tylko o 90º, trzeba użyć kontekstowego menu w książce.

 

W ustawieniach dla praworęcznych (domyślne), górny przycisk służy do zmiany stron na następną. Można to w ustawieniach zmienić, wybierając opcję "Reverse"

 

Poza wspomnianym sprawnym otwieraniem i wyświetlaniem e-booków, jedną z cech ułatwiających czytanie, jest możliwość powiększenia ilustracji. Tego mi brakuje u niektórych konkurentów (np. PocketBook). A w kindelku wystarczy dwa razy stuknąć w ilustrację i widzimy ją powiększoną na cały ekran. W wielu książkach – bezcenne. Nie bez znaczenia dla komfortu czytania jest również bezbłędna obsługa przypisów. W większości czytników są z tym mniejsze lub większe problemy. W Oasisie 2 działa to w zasadzie bezbłędnie. Miałem problem z jedną książką z wypożyczalni Legimi, ale to raczej wina samego e-booka, bo w innych przypadkach się coś takiego nie powtórzyło.

 

W starszych plikach MOBI, w ustawieniach formatowania nie ma opcji regulacji pogrubienia tekstu

 

Możliwości definiowania wyglądu tekstu są dość standardowe. Po wywołaniu menu (dotknięcie w górnej części ekranu i wybranie ikonki „Aa”) otrzymujemy w menu „Font” możliwość wyboru czcionki (znakomita Caeclia i Bookerly); regulację wielkości (14 poziomów) oraz regulację pogrubienia liter (dla książek w nowszej wersji formatu MOBI). Druga zakładka „Page”, pozawala na podstawowe ustawienia odstępu między wierszami, marginesów, orientacji strony (pozioma i pionowa) oraz wyrównania tekstu (justowanie, wyrównanie do lewego marginesu). Ostatnia zakładka „Reading Settings” umożliwia włączenie zegara w nagłówku strony (bardzo miła opcja) oraz zdefiniowanie sposobu wyświetlania postępów czytania.

 

Menu formatowania strony w pliku MOBI (od lewej: odstępy między wierszami, marginesy, orientacja strony i wyrównanie tekstu)

 

Szczególnie warto zwrócić uwagę na dwie nowe cechy, których nie było w starszych czytnikach Amazonu. Mam na myśli pogrubianie tekstu (pięć poziomów, ale nie działa w starszej wersji formatu MOBI) i wgrywanie własnych czcionek. Te funkcje stosunkowo niedawno trafiły do nowszych modeli czytników Kindle (nie ma ich np. w Kindle Paperwhite 1), choć konkurencja oferowała je od dawna. Są one od razu dostępne w Kindle Oasis 2. Akurat w Kindle Oasis 2 dobrych czcionek w zasadzie mi nie brakuje (no, może poza Kobo Nickel). Ekran i czcionki Oasisa 2 - są na najwyższym poziomie. Pogrubianie natomiast może się przydać szczególnie osobom, dla których dostępne liternictwo jest zbyt delikatne a wgranie grubszego kroju jest zbyt trudną operacją. W każdym razie miłe, że jest możliwość lepszego dopasowania wyglądu tekstu w razie potrzeby.

 

Definiowanie sposobów wyświetlania postępów czytania

 

Pewnym mankamentem pozostaje raczej skromny zakres regulacji wielkości tekstu (14 poziomów). Mnie on najczęściej wystarcza. Jeśli nie, można wgrać i samodzielnie definiować plik „konfiguracyjny”, w którym użytkownik definiuje stopień zmiany wielkości czcionki w każdym skoku.

 

Dla mnie w sferze ciekawostek pozostaje możliwość czytania w tzw. trybie nocnym. Funkcję można włączyć w sekcji „Accessibility” ustawień. Polega to na negatywowym odwróceniu wyświetlanego przez czytnik obrazu (i nazywa się „Invert Black and White”). Działa nie tylko z tekstem, ale odwraca kolory globalnie. Również w menu czy stronie głównej. Jednak czytanie białego tekstu na czarnym tle to nie dla mnie.

 

Do zdecydowanych pozytywów zaliczam kolejną „ciekawostkę” wprowadzoną w Kindle Oasis 2, a mianowicie możliwość wyłączenia dotyku na ekranie. Przydaje się to, jeśli np. czytnik przenosimy czy wkładamy na chwilę do kieszeni (np. podczas wsiadania do autobusu, przesiadek) i nie chcemy aby przypadkowo zmieniły się w tym czasie strony. Funkcję wywołać można z menu ustawień (trzy kropki), a nazywa się „Disable Touchscreen”. Dotyk powraca po wyłączeniu i ponownym włączeniu czytnika przyciskiem wyłącznika.

 

Wyłączenie i ponowne włączenie czytnika przywraca obsługę dotykowego ekranu 

 

Podsumowując, stwierdzam, że Kindle Oasis 2 to przykład sprzętu, na którym codzienne czytanie jest bardzo przyjemne. Widać, że czytnik został zaprojektowany z myślą o wygodzie czytelników i udało się ten zamysł zrealizować.

 

Pliki PDF w Kindle Oasis 2

PDF to nie jest format najlepiej sprawdzający się w czytnikach książek. Najnowszy Kindle daje jednak spore nadzieje na ogarnięcie e-booków w takiej postaci. Kindle Oasis 2 najszybciej (ze znanych mi czytników) radzi sobie z plikami PDF. I to radzi sobie bardzo dobrze. Sprawdzało mi się to zarówno podczas okazywania „bilecików do kontroli” w pociągach jak i przy dłuższym czytaniu książek. W ramach dostosowania PDFu do czytnika Kindle, można korzystać z obrotu obrazu o 90º, zwiększenia kontrastu oraz trybu kolumnowego (np. pozwala to m.in. na obcinanie marginesów).

 

Kindelki nie mają tak rozbudowanych narzędzi do przystosowywania PDFów jak to jest w np. PocketBookach czy Bookeenach, to prawda. Ale Oasis wyświetla i przetwarza takie pliki tak sprawnie, że rekompensuje to braki w możliwości przycinania marginesów czy przetwarzania na tekst (tzw. rozpływ). Dzięki błyskawicznie działającemu trybowi kolumnowemu (wywołanie przez dwukrotne stuknięcie w ekran z wyświetlonym PDFem) i większemu ekranowi, PDFy zyskały w Oasisie 2 nowe życie. Należy pamiętać, że PDF to wciąż format, z którym nawet PocketBooki czy Kindle miewają kłopoty, ale Oasis 2 ma pod tym względem dużo do zaoferowania. W ramach testu przeczytałem w całości książkę w formacie PDF, zawierającą dużo graficznych „udziwnień” oraz fotografii. Pomimo kilku(nastu) potknięć (dłuższe wczytywanie stron ze zdjęciami), czytało mi się całkiem sprawnie.

 

Ustawienia wyświetlania PDFów (kontrast, marginesy i orientacja strony)

 

 

Ani Kindle nie jest ideałem do wyświetlania PDFów, ani PDF nie jest formatem dla czytników. Ale połączenie szybkiej obróbki z większym ekranem (siedem cali, 300 ppi) daje już całkiem sporo możliwości czytania dokumentów w tym formacie.

 

 

 

 

Słownik, podkreślenia, Wikipedia

W recenzowanym czytniku nie mam powodów do narzekania na działanie słowników i Wikipedii. Choć w sumie tak, muszę zaznaczyć, że z powodu braku spolszczenia, nie ma możliwości skorzystania z opcji tłumaczenia obecnej w menu czytnika. W okienku „Translation”, które znajdziemy po wybraniu słowa w tekście, brak języka polskiego. Możemy tłumaczyć z języka arabskiego, chińskiego, duńskiego, angielskiego, fińskiego, francuskiego, niemieckiego, hindi, włoskiego, japońskiego, koreańskiego, norweskiego, portugalskiego, rosyjskiego i hiszpańskiego. Ale polskiego tłumacza nie uświadczymy. Mechanizm tłumaczenia (Kindle korzysta z usługi Bing Microsoftu) działa poprawnie. W przykładowym krótkim tekście, który przetestowałem (tłumaczenie z rosyjskiego na angielski) nie odnaleziono kilku (na kilkadziesiąt) wybranych (trudniejszych dla mnie) słów. Dla polskich użytkowników, ważne jest, że wciąż można zainstalować sobie własny słownik. I tutaj w przypadku języka angielskiego króluje BuMato, a niemieckiego DePl. Dla słownika języka polskiego – mamy SJP dzięki wysiłkowi Internautów.

 

Natomiast zdecydowaną wadą czytników Kindle (w tym także recenzowanego Oasisa) jest brak możliwości korzystania z polskich znaków na klawiaturze ekranowej. Skutkuje to m.in. ograniczonymi możliwościami wyszukiwania. Nie możemy wyszukiwać słów zawierających polskie znaki (np. ą, ś, ź itp.).

 

 Efektem braku spolszczenia Kindle jest m.in. brak firmowych słowników z językiem polskim. Na szczęście można zainstalować własne

 

Wybierając czytnik marki Kindle, warto więc pamiętać, że ma bardzo przyjazne mechanizmy wspierające czytelnia w pracy nad tekstem, ale nie zawsze sprawdzą się one w przypadku polskiego czytelnika. Wszystko rozbija się o brak spolszczenia i wynikające z tego konsekwencje (brak firmowych słowników itd.).

 

Audiobooki

W przypadku audiobooków mamy rzeczywiście do czynienia ze słynnym „zamkniętym ekosystem” Amazonu. I faktycznie tym razem dotyka to zwykłego użytkownika, szczególnie w Polsce. Do czytnika, który ma obsługę audiobooków, nie możemy wgrać własnych plików. Jedyny akceptowany przez Kindle format, to książki audio zakupione w serwisie Audible. W sklepie jest osobna sekcja audiobooków w różnych językach (np. po hiszpańsku, portugalsku czy chińsku), ale nie natrafiłem na polskie.

 

Nie mam słuchawek BT, więc audiobooka testowałem na głośniku. W tramwaju czy pociągu jednak by mi się taki zestaw średnio sprawdził...

 

Czytnik nie posiada gniazdka audio ani głośników. Jedyna opcja odsłuchu to podłączenie odbiornika (np. głośnik, słuchawki) przez łącze Bluetooth. Nie jest to zbyt wygodne. Ja na przykład nie odczuwam najmniejszej potrzeby posiadania bezprzewodowych słuchawek BT, więc testowałem funkcję audio na głośniku. Ale z drugiej strony w podróży słuchawki byłyby nieodzowne. Konfiguracja samego połączenia z urządzeniem audio jest prosta i sprowadza się do sparowania. Odtwarzanie jest płynne i nie powinno nastręczać kłopotów. Książki audio nie są specjalnie wydzielone w bibliotece, ale mają oznaczenie Audible.

 

Ekran odtwarzania audiobooka

 

 

Bateria

Kindle Oasis 2 nie wyłącza się, lecz przechodzi w dwa tryby uśpienia. Przy częstym korzystaniu z urządzenia, wybudzanie trwa szybko. Jeśli czytnik dłużej nie jest używany, wtedy uruchomienie będzie trwało ciut dłużej - kilka sekund. W zwykłym użytkowaniu takie rozwiązanie sprawdza się nieźle pod względem wygody korzystania.

 

Bateria w moim Oasisie 2 jest największym zaskoczeniem tego testu. Dopóki korzystałem z czytnika sporadycznie, nie widziałem problemu. Ale podczas intensywnego testu na potrzeby recenzji, zaczęły się schody... Mój egzemplarz jest chyba wadliwy, ponieważ co chwilę muszę go ładować. To „co chwilę” oznacza przynajmniej raz w tygodniu, a bywa, że i dwa razy. Zazwyczaj czytam na czytnikach przy wyłączonym oświetleniu i załączonym wi-fi. Przy takim korzystaniu z Oasisa 2, poziom naładowania baterii po prostu niknie w oczach. Szczególnie jeśli w książce dokonuję jeszcze jakiś zaznaczeń. Nie pomaga czyszczenie pamięci i przywracanie ustawień fabrycznych po aktualizacji oprogramowania. Mój czytnik trzeba ładować za często. Nawet wyrobiłem sobie nawyk sprawdzania poziomu naładowania baterii w Oasisie przed wyjściem z domu, co w przypadku innych czytników już dość dawno nie miało miejsca.

 

Ale poza słabymi wynikami mojego egzemplarza, jest też chyba coś na rzeczy. Na forum Mobileread założony został nawet na ten temat osobny wątek („new Oasis battery life”). I jest to nawet jeden z najliczniej komentowanych ostatnio tematów w sekcji Kindle. W momencie, gdy piszę te słowa, w wątku było prawie pięćset wpisów a ich liczba ostatnio szybko rosła. Z wypowiedzi wielu dyskutantów można wnioskować, że Oasis ma baterię, która często nie jest w stanie zapewnić komfortu, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni w wielu innych czytnikach.

 

Czas działania na jednym ładowaniu wydłuża się przy wyłączonym wi-fi. Widuję wypowiedzi osób, które się zarzekają, że „nie potrzebują w czytniku łączności sieciowej ani żadnych innych bajerów”. W takim przypadku bateria może być wystarczająca. Ale nie dla mnie, ja ciągle korzystam z przesyłania tekstów przez wi-fi.

 

Podsumowując, prawdopodobnie baterie w Oasis 2 są za słabe, a w moim egzemplarzu trafiła się wręcz kiepska. Zaraz po zakończeniu testu zgłaszam to jako usterkę i po raz pierwszy na własnej skórze przećwiczę procedurę reklamacyjną w Amazonie.

 

Podsumowanie

Gdyby nie bateryjna mizeria mojego egzemplarza, Kindle Oasis 2 mógłbym uznać za czytnik, który mimo wygórowanej ceny, reprezentuje najwyższą jakość, za którą rzeczywiście warto zapłacić ok. tysiąc złotych. Ze względu na cenę, nie jest to raczej czytnik dla osób sporadycznie sięgających po lekturę. Ale aktywni czytelnicy docenią wygodę, którą oferuje Kindle Oasis 2. To, ogólnie rzecz biorąc (lub baterię pomijając), znakomity czytnik, w którym dobry projekt w połączeniu z bardzo starannym wykonaniem (za wyjątkiem baterii w moim egzemplarzu), dał w efekcie udany produkt. Wygodnie się na nim czyta, ma bardzo dobry ekran, szybko i stabilnie działa. Szczególne wrażenie robi szybkość przetwarzania PDFów i działanie przeglądarki WWW. Trudno mi jednak Oasisa 2 polecić w stu procentach, a to z powodu wspomnianej słabowitej baterii. Przypadłość mojego egzemplarza nie jest zupełnym wyjątkiem niestety. W tak drogim sprzęcie to nie powinno mieć miejsca. Albo przynajmniej producent, zamiast pisać o „tygodniach używania na jednym ładowaniu” (niem. „Wochenlang lesen mit nur einer Ladung”), mógłby informować o „kilku dniach”? Przy podejmowaniu decyzji o ewentualnym zakupie, trzeba też pamiętać, że zamówić go do Polski można tylko przez wspomnianego wcześniej pośrednika pocztowego.

 

Kindle Oasis 2

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli chcesz mieć znakomity czytnik, który może wymagać ładowania baterii nawet raz/dwa razy w tygodniu, to Kindle Oasis 2 jest dla Ciebie. Ale są też na rynku inne bardzo dobre czytniki z większym (niż 6 cali) ekranem, np. spod znaku Kobo (Aura ONE, Aura H2O), PocketBook (inkPad 3) czy Tolino (Epos), które kupisz taniej. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na e-booki.

 

Plusy:

- bardzo dobry ekran;

- bardzo dobre wykonanie i wzornictwo;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- lekki;

- bardzo dobra ergonomia korzystania;

- bardzo sprawne działanie;

- bardzo precyzyjna reakcja na dotyk;

- częste aktualizacje oprogramowania wewnętrznego;

- bardzo dobra integracja z usługami zewnętrznymi (synchronizacja postępów czytania, bezprzewodowa wysyłka e-booków);

- bardzo szybkie wczytywanie i przetwarzanie PDFów;

- wodo/pyłoodporność;

- wyświetlanie zegara w nagłówku strony czytanek książki;

- możliwość powiększania ilustracji zawartych w e-bookach;

- możliwość czasowego wyłączenia dotyku;

- znakomite wbudowane czcionki,np. Caecilia czy Bookerly (można też dograć własne, ale nie ma potrzeby);

 

Minusy:

- słaba bateria;

- wysoka cena;

- brak spolszczenia;

- brak podziału wyrazów (w większości e-booków);

- mało rozbudowane narzędzia do przetwarzania PDFów;

- brak możliwości bezpośredniego zakupu do Polski;

- sporadyczny brak okładek dla niektórych książek spoza Amazonu;

- brak możliwości zmiany nudnego wygaszacza ekranu (np. na okładkę czytanej książki czy własną grafikę).

 

Dane techniczne Kindle Oasis 2 wg producenta:

 

Ekran: przekątna 17,7 cm (7 cali) ekran E-Ink Carta i rozdzielczością 1680×1264 pikseli, 16 odcieni szarości, dotykowy, 300 ppi;

Waga: 194 g;

Rozmiary: 159×141×3,4–8,3 mm;

Żywotność baterii: tygodnie;

Pamięć: ok. 6,2 GB wewnętrznej (8 GB pomniejszona o pliki systemu operacyjnego; dostępna wersja z 32 GB);

Wodoodporność: tak;

Czcionki: 9 krojów łacińskich czcionek;

Obsługiwane formaty tekstowe: Kindle Format 8 (AZW3), Kindle (AZW), TXT, PDF, MOBI, PRC;

Obsługiwane formatu audio: audible;

Łączność: Wi-Fi, USB (2.0);

System: linux;

Główne funkcje: słowniki (bez polskiego), przeszukiwanie książek, zakładki, wbudowana przeglądarka WWW, unikalny adres e-mail, konto w chmurze Amazonu, automatyczne dopasowanie poziomu oświetlenia, Bluetooth.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?