logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: 20-lecie-międzywojenne
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2014-02-27 13:45
Wydobyte z mroku
Reflektorem w mrok - Tadeusz Boy-Żeleński

 

Na "Reflektorem w mrok" trafiłam nieco przypadkiem, przeglądając biblioteczną półkę z wymieszanymi zbiorami reportaży, esejów i felietonów. Pokaźny, bordowy tom ze złotymi, tłoczonymi literami wyróżniał się na tle bardziej kolorowych, nowszych okładek. Początkowo zastanawiałam się, czy podołam takiemu wyzwaniu, ale po przebrnięciu przez niezbyt zachęcający wstęp dalsza lektura była czystą przyjemnością.

 

O czym właściwie jest ten zbiór felietonów? O Krakowie, takim, jaki pamięta go Boy-Żeleński. O literaturze i sztuce, ale nie tej "na piedestale", ale tej żywej, tworzonej przez ludzi i dla ludzi. O artystach na co dzień, a nie tylko zachowanych w legendzie. O młodym państwie polskim, niektórym jego problemach i proponowanych przez Boya rozwiązaniach. Oraz o zwykłych ludziach - tych, których te problemy dotykają.

 

 

To, co najbardziej zadziwia mnie w felietonach Boya jest ich aktualność - choć może brzmieć to dziwnie w stosunku do tekstów napisanych w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Niektóre z poruszonych tam problemów, jak np. rozwiązania prawne dotyczące aborcji, są nadal aktualne, ciągle nierozwiązane. Zdawać by się mogło, że żyjemy w czasach tak odmiennych, a jednak czytając o przestarzałym programie nauczania w szkołach czy irracjonalnym prawie (którego przykładów Boy-Żeleński przytacza bardzo wiele) miałam dziwne uczucie deja vu...

 

 

Obok tak poważnych tematów "Reflektorem w mrok" jest też bogatym zbiorem anegdot dotyczących artystów, ówczesnego życia (nie tylko artystycznego), obyczajów, a nawet języka polskiego. Prawdziwą perełką jest dla mnie esej "Historia pewnych mebli" w którym dowiadujemy się o zaskakującej pasji Wyspiańskiego, czyli... projektowaniu mebli. O ile jednak meble owe były niezwykle piękne - projektując je Wyspiański ściśle trzymał się zasad proporcji - o tyle zupełnie nie nadawały się do normalnego użytku:

 

 

Co się tyczy mebli, Wyspiański miał swoje odrębne pojęcia. Pojedynczy mebel nie był dla niego rzeczą samą w sobie, ale składową cząstką architektonicznej niejako kompozycji, którą był cały pokój. Miejsce i ustawienie każdego mebla było ściśle oznaczone. [...] Z jednym tylko nie liczył się Wyspiański zupełnie, mianowicie...z anatomią ciała ludzkiego i z ludzkimi potrzebami. Sam nie miał tych potrzeb zupełnie, będąc czystym niejako duchem, ożywionym niezłomną wolą [...] Surowość była najwybitniejszą cechą tych mebli, dużych, ciężkich, z ogromną przewagą kloców drzewa, o chudo wysłanym siedzeniu, zbudowanych z samych linii prostych, bez jednej falistości, bez jednego wygięcia.

Anegdot, zwłaszcza dotyczących artystów, jest tam znacznie więcej - Boy chce w ten sposób przedstawić czytelnikom prawdziwy obraz ich życia, nie tylko ten ugładzony przez legendę dziedzictwa narodowego. Również w przypadku twórców, których autor nie znał osobiście, m.in. Mickiewicza, pragnie pokazać ich życie takim, jakie było naprawdę, ze wszystkimi mniej i bardziej chlubnymi aspektami. Zdjąć ich z piedestału, uczynić przystępnymi dla mas.

 

 

"Reflektorem w mrok" jest tylko bardzo małym wycinkiem z twórczości Boya-felietonisty, nieco już dziś zapomnianej. Mimo upływu ponad osiemdziesięciu lat od napisania tych szkiców, wciąż zachwycają one lekkością języka i trafnością spostrzeżeń. Nie mam wątpliwości, że autor w większości przypadków osiągnął to, co zamierzał - zachował dla potomnych obraz międzywojennej Polski, ludzi, miejsc i obyczajów. Uważam, że naprawdę warto poznać te felietony, zarówno dla wiedzy jaką możemy zdobyć, jak i po prostu dla samej przyjemności ich czytania.

 

 

 

 

Like Reblog Comment
review 2013-03-06 10:04
Tadeusz Dołęga-Mostowicz - "Kariera Nikodema Dyzmy"
Kariera Nikodema Dyzmy - Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Choć dziś Józefa Piłsudskiego określa się jednoznacznie jako prawdziwego herosa, twórcę II Rzeczypospolitej (z którym twierdzeniem zgadzam się całkowicie), często zapomina się, że był on autorem tzw. przewrotu majowego - zamachu stanu dokonanego pod hasłem “odnowy moralnej”. Po sukcesie tej akcji władzę w Polsce przejęła sanacja (“sanatio - odnowić”), która trwała u steru do wybuchu drugiej wojny światowej. I chociaż nawet średnio rozgarnięty człowiek zdaje sobie sprawę, że lepsza sanacja, niż endecja, znowu często zapomina się, że choć dzięki rządom Mościckiego-Becka-Rydza wielu Polaków nie musiało się wstydzić za endeckie zapędy faszystowskie, to jednak sama sanacja wcale nie była elitą ludzi uczciwych, skupionych na dobru narodowym, marzących o lepszej, silniejszej i bogatszej Polsce.

Właśnie od sanacyjnych bojówek oberwało się niejakiemu Tadeuszowi Dołędze-Mostowiczowi. Facet został pobity i porzucony w lesie. Wyobrażacie to sobie? Już kilka lat po odzyskaniu niepodległości Polacy pokazali, że najważniejsze są podziały między nimi samymi (jak dziś, prawda? Albo w początku lat dziewięćdziesiątych). Gdyby nie przypadkowy chłop, który zajął się autorem, literat nigdy nie napisałby swoich świetnych powieści.

Dlatego też w “Karierze Nikodema Dyzmy” bez litości Tadeusz Dołęga-Mostowicz obnaża realia życia w Warszawie, w środowisku arystokracyjno-inteligencko-politycznym. Jasno pokazuje, że tak jak dziś przekręt goni przekręt, a ręka rękę myje, korupcja zżera wszystko, a idioci u władzy nie potrafią nawet znaleźć odpowiednich ludzi do wydawania środków unijnych, tak samo było przed wojną. Trochę w głowie się nie mieści, by naród po 123 latach nieobecności na mapie Europy już w kilka lat po odzyskaniu niepodległości pokazał, że za nic ma martwych, którzy o Polskę walczyli. Liczy się tylko tu i teraz, pieniądze, władza, konto za granicą, a po mnie choćby potop.

Kariera Nikodema DyzmyNikodem Dyzma nie jest wcale człowiekiem sprytnym, nie budzi także sympatii czytelnika. Jest tym, co najgorsze: idiotą traktowanym jak mędrzec, kretynem nie potrafiącym liczyć uznawanym za ekonomistę, debilem bez pojęcia  o kulturze uznawanym za arbitra elegancji. Autor wspaniale pokazuje mechanizm manipulacji, w którym tłum, by nie powiedzieć brutalniej: tłuszcza sama się nakręca, i w strachu przed podjęciem decyzji samodzielnie, w strachu przed poniesieniem konsekwencji swoich czynów i odpowiedzialności za nie da władzę każdemu, ślepnąc na prawdę o wybrańcu.


Jeśli ktokolwiek myśli, że czasy półgłówków u władzy to przede wszystkim słynny PRL - jest w błędzie. Także mając wolność Polak często wybiera na dziś, nie na lata, z powodu swojego dobra, a nie dobra wyższego. Być może powieść jest nieco przerysowana, jednak obawiam się, że nawet jeśli, to w niewielkim stopniu. Wystarczy włączyć telewizor i spojrzeć na naszą “wybitną klasę polityczną”, by dostrzec, że Dyzmów nie brakuje i dzisiaj. A Polacy wciąż idą za nimi jak zwierzęta prowadzone do rzeźnika. A gdy ktoś odważy się głośno protestować, zostaje natychmiast uznany jak ten hrabia, co na Dyźmie się poznał od razu - za wariata chorującego na fiksum dyrdum.

 

...skoro tak politycznie mi wyszła ta opinia, to pójdźmy jeszcze dalej. Polecam stronę zmieleni.pl

 

Kariera Nikodema Dyzmy
Fundacja Nowoczesna Polska 2012
More posts
Your Dashboard view:
Need help?