logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Agra
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2016-07-29 20:41
Bianciardi d'essai. La «vita agra» di Luciano Bianciardi a Grosseto raccontata da Isaia Vitali, Mario Dondero, Maria Jatosti - Irene Blundo

Dal circolo del cinema al bibliobus, il furgone attrezzato che Luciano usava per portare i libri della Chelliana alla gente delle campagne e ai minatori. Aveva trovato anche la rima: “Questo è il bibliobus Chelliana che passa una volta a settimana”. Ci andava con l’amico Cassola.
A raccontare il periodo grossetano di Bianciardi sono gli amici, quelli che hanno collaborato con lui. Quelli che credevano, come credeva lui, al valore della cultura. Lo fanno con quel po’ di riservatezza, di gelosia, forse trattenendo per sé i ricordi più cari, quelli più amari, quelli più preziosi. Quelli più belli.
È una lusinga, un bisbiglio. Un refolo di dolcezza. Un sospiro di nostalgia.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-12-20 10:17
Blondynka w Indiach - Beata Pawlikowska

Muszę się zmieścić z recenzją w kilku zdaniach, ponieważ z każdym następnym istnieje realne zagrożenie, że napiszę dłuższy tekst niż autorka "Blondynki w Indiach". Na miniksiążkę składa kilka króciutkich notatek z podróży po północnych Indiach - z Delhi, Agry i Radżastanu. Przeciętny bloger pisze więcej po kilku dniach w stolicy Indii. Ale może właśnie taka krótka forma ma zachęcić młodego czytelnika do sięgnięcia po książkę. Bo raczej do takiej grupy odbiorców publikacja jest kierowana.

 

"- Wszystkie elementy dopracowywano w najdrobniejszych szczegółach - usłyszałam nagle za plecami głos przewodnika. Mówił po angielsku, prowadząc grupę wzdychających z zachwytu Amerykanów. - Proszę spojrzeć tutaj - wyciągnął wskaźnik, za którym posłusznie podążyły wszystkie głowy - w tym jednym detalu umieszczono ponad pięćdziesiąt starannie przyciętych klejnotów. 
- Ach, ach!... - zasapali Amerykanie, wpatrując się w maleńki dekor o średnicy kilku centymetrów. 
- Drogocenne kamienie zostały tak umieszczone w ścianach Taj Mahal - ciągnął przewodnik - że podczas pełni księżyca błyszczą tajemniczą poświatą. 
- Och, och, och! - zawołali turyści."

"Blondynka w Indiach" Beata Pawlikowska

 

Tadż Mahal w wersji większej niż w e-booku (Agra 2003 r.)


Bardzo miłym zaskoczeniem jest brak celebryctwa, którego się spodziewałem przystępując do lektury. Co prawda i tutaj (jak u Jarosława Kreta) mamy białego szczura, którego dostrzegła autorka, a tłum pielgrzymów nie miał tego szczęścia, ale treści i wrażenia podane są bez zbędnej autoreklamy i wychwalania swojego "podróżnictwa". Autorka nie udaje, że widziała wszystko, wie wszystko i wszystko jest specjalnie dla niej, to miłe. Szkoda tylko, że nie pokusiła się o coś więcej niż kilka luźnych, oderwanych notatek z wyjazdu spisanych, jak się zdaje, w oczekiwaniu na powrotny samolot. Lektura, którą można polecić osobom zainteresowanym "egzotyką" Indii, ale niezbyt lgnącym do dłuższych tekstów z racji młodego wieku lub umiarkowanego zainteresowania czytaniem.

Wartością dodaną są zapewne zdjęcia z podróży, ale w e-booku nie mogłem ich docenić z powodu niewielkich rozmiarów zamieszczonych fotografii.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-16 07:44
Oddech Boga - Jeffrey Small,Agnieszka Kalus

Kolejna pozycja, przy której od razu nasuwają się porównania do książek Dona Browna. Tym razem nie wiem, czy to źle, czy dobrze. Mimo podobieństw do bestsellerowych "pierwowzorów" i schematyzmu konstrukcji fabuły, książka jest dość strawna.

 

 

Co prawda znowu mamy młodego amerykańskiego naukowca (doktoranta), który ma lekką fobię przed publicznymi wystąpieniami, ale jest też momentami dość infantylny w swoich zachowaniach. Chwilami odnosi się wrażenie, że bohater dąży "do doktoratu po trupach"... Nie jest denerwująco "wszechwiedzący" jak u Browna. Trzeba mu na przykład tłumaczyć podstawy wiedzy o różnych religiach (może poza protestantyzmem), mimo że jest doktorantem od lat zajmującym się religiami i ich historią (na "czołowych" amerykańskich uniwersytetach). Ale na przykład wie doskonale ile dokładnie cali szerokości i długości mają księgi czytane przez mnichów w buddyjskim klasztorze w Bhutanie...

 

 

Co prawda znowu mamy młodą, śliczną dziennikarkę, ale jest dość ogarnięta.

 

 

Co prawda znowu mamy psychopatycznego obrońcę dogmatów, posiadającego znakomite źródło informacji i bliżej (początkowo) nieokreślonych potężnych mocodawców, ale przynajmniej jego działania nie idą równoległym torem z działaniami policji i FBI.

 

Autobusy turystyczne w Sarnath. Szacunek dla tych, którzy uważają, jak bohaterka książki, że można tam dojechać w dziesięć minut z Waranasi (Sarnath, 2012 r.)

 

Jest też niestety dość standardowe postrzeganie świata. Oto poszukiwany artefakt powinien trafić do Stanów, bo tylko to zapewni jego ewentualną analizę. Inny sposób weryfikacji jego prawdziwości nie wchodzi w grę. Bohater nie ma co do tego absolutnie żadnych wątpliwości. Gloria na amerykańskim uniwersytecie, albo niebyt.

 

"- Sarnath! - wykrzyknęła Kristin. - Miasto, do którego udał się Budda, kiedy osiągnął oświecenie.
- Tam, gdzie miał swoje pierwsze publiczne wystąpienia? - Grant zrozumiał dopiero po chwili.
- Byłam tam - przytaknęła Kristin. - Sarnath znajduje się dziesięć minut drogi od Waranasi."

Jeffrey Small "Oddech Boga"


Koniec końców otrzymujemy rozwinięcie dość ciekawego pomysłu na temat losów świata i łagodne wprowadzenie do religioznawstwa (buddyzm, chrześcijaństwo, islam) okraszone kilkoma niezłymi opisami Indii i Bhutanu z trochę mniejszym poziomem szczegółowości niż u wspomnianego Dana Browna. Mam wrażenie, że autorowi (tłumaczowi?) pomylił się Tajwan z Tajlandią i że zabrakło dżinizmu, ale w sumie całkiem to strawne, może nawet potrzebne, zakładając że kilka osób dowie się z książki co to Bhutan czy Sarnath.

Like Reblog Comment
review 2015-01-17 21:25
Io mi oppongo.
La vita agra. Introduzione di Geno Pampaloni. - BIANCIARDI Luciano -

Ci sono grandi idee. Come quella di far saltare in aria il coperchione del Potere. E ci sono le mille difficoltà che la vita ti presenta. Ombre sgradevoli sempre presenti. Ombre senza volto e senza cuore. Ombre che possono scaricarti in ogni momento perché tu non sei alle dipendenze, sei libero e devi pagare. Ombre che ti negano le cure perché te mica ce l’hai l’assistenza sanitaria. Sei libero? Devi pagare. Ombre che ti costringono a ordinare mezze porzioni perché sei libero e un pasto intero te lo puoi scordare. Ombre che devi inseguire nonostante la rabbia perché sono loro che ti concedono di lavorare, di sopravvivere. Ombre che devi sopportare per non morire. Fin che ce la fai.
E poi c’è l’umanità. L’altra. Quella che incontri sul tram. Quella fatta di facce da ragioniere con i baffetti e la camicia bianca, gli occhi stanchi di sonno già alle otto del mattino. Quella fatta di facce da casalinga, facce disfatte dirette al mercato lontano perché si risparmia un po' di dané. E quella fatta di facce da “dattilografetta con le gambette secche”, la faccia smunta, “color del verme peloso che striscia sulle foglie dei platani”. L’umanità che ti è di fronte e non ti vede, che non distingui perché è tutta uguale.
L’umanità che davanti a un ubriaco morto sul marciapiede si scansa un po’ per non pestarlo.
Quel prossimo che si ricorda di te solo se devi pagare. Quel prossimo che chiede toglie e se ne va. Il prossimo che ti guarda opaco appena prendi un calcio in culo e sa soltanto pensare “meno male che non è toccato a me”. Lo stesso prossimo disposto a tutto per ottenere il miracolo promesso, prossimo disposto anche a far polvere, a calpestare il suo vicino, a “tafanarsi”. Perché i miracoli si pagano anche se nessuno te l’ha detto.
Ma i miracoli veri non si pagano, i miracoli veri “ sono quando si moltiplicano pani e pesci e pile di vino, e la gente mangia gratis tutta insieme, e beve”
Allora, in un mondo di servi lo spirito libero non può far altro che dire: “Io mi oppongo”. Perché la rivoluzione comincia da dentro. Inizia quando s’impara rimanere immobili, a non collaborare, non produrre, a non crearsi bisogni nuovi, a rinunciare a quelli che si hanno.
Lo spirito libero non può che rimanere ai margini, guardare il mondo falsato dalla nebbia che scende scolorando qualsiasi abbozzo d’emozione.
Rimangono il grigiore, la rabbia, l’amarezza. Rimangono una risata dissacrante, una parola irriverente, una battuta iconoclasta. Rimane forte la voglia di sognare, di poter sognare ancora. E rimane, forse, il rimorso per non aver avuto quel poco di coraggio in più.

 

P.S. Negli anni Cinquanta, Luciano Bianciardi, direttore della Biblioteca Chelliana di Grosseto, creò il Bibliobus, un furgone carico di libri della Biblioteca che viaggiando per la campagna grossetana raggiungeva anche i paesi più isolati.

Like Reblog Comment
review SPOILER ALERT! 2014-07-24 16:55
Cheshire Cheese Cat
The Cheshire Cheese Cat: A Dickens of a Tale - Carmen Agra Deedy,Randall Wright,Barry Moser

Children will take pleasure in reading this adventurous and humorous Victorian story set in London’s Ye Olde Cheshire Cheese.  It is a book whose main characters are animals and humans play the supporting roles.  One of those humans being British author Charles Dickens.  It is evident that Dickens and his works served as a great inspiration to the author.  Some of the characters, like Nell and Pip, are named after some of Dickens’ own characters.  Even though this is a chapter book, it does contain a few realistic looking illustrations of the scenes and characters in black and white.  The book is full of figurative language including some well executed puns and idioms.  Deedy’s clever play with words; as seen in Chapter 10 p. 34- 35, are delight to see and read.  The book is also full of cliffhangers (the end of chap. 26 p.104, chapters 27 and 28) that are sure to keep a child’s attention.  Children will surely enjoy this unexpected tale of two friends; Skilley, the inn’s new mouser cat, who befriends a mouse named Pip.  Both cat and mouse hold secrets and embark on a dangerous adventure to save the royal raven.   

My favorite character from The Cheshire Cheese Cat had to have been Pip the literate mouse with a spectacular vocabulary.  Yes, mice are smart but Pip is a self-taught mouse that can communicate with mice, cats, ravens, and even humans.  He is humorous, a good friend, and courageous.  One of my favorite and most humorous scenes in the book is found in Chapters 37-38.  As Pip tries to write the rescue letter all the animals are trying to hurry him.  Pip tries to tell everyone that “words must have context.”  When Pip leaves the room, the rest take on the task of finishing the letter which ends up looking like a lot like a random letter.  The illustration shows the blood stain on the letter (from the meat) and it resembles a raven.  This scene, the animal’s haste and insistence foreshadow that a surprising event will follow suit.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?