logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Amazon
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2017-05-13 17:11
Kobo Aura H2O – recenzja wodoodpornego czytnika z ekranem 6,8 cala (część III)

 

Zapraszam na trzecią część wyników testu czytnika Kobo Aura H2O, która poświęcona jest mniej oczywistym cechom urządzenia. O ile w pierwszej części recenzji opisałem stronę sprzętową a w drugiej wrażenia z użytkowania, o tyle teraz trochę o przeróbkach oprogramowania.

 

Kobo Aura H2O w ciepłych objęciach filcowej okładki z filcaki.com.pl

 

Statystyki, nagrody za czytanie i kepub

Kolejnym wyróżnikiem czytników Kobo jest dość unikalny format KEPUB. Takie e-booki mogą w czytnikach Kobo działać szybciej i dodatkowo mieć: statystyki dotyczące czytania (Reading stats) oraz rozszerzone możliwości formatowania tekstu. Do dwu pierwszych funkcji najprościej wejść z ekranu głównego czytnika (Menu „Extras”). Do statystyk mamy także dostęp w czasie czytania książki przez wejście z menu w dolnej części ekranu. Czasy czytania podawane przez czytnik dotyczą bieżącej lektury jak i całej biblioteczki. W pierwszym przypadku jest to czas spędzony nad książką czy pozostały do końca rozdziału czy całego tekstu (tylko dla plików w formacie kepub). Wśród liczb opisujących biblioteczkę mamy między innymi ogólną ilość godzin poświęconą na lekturze przy użyciu czytnika.

 

Książka w formacie KEPUB to m.in. statystyki czytania, ale także marnowanie ekranu na nagłówek (tytuł książki) i stopkę (tytuł rozdziału), które są na każdym ekranie

 

Plik w formacie KEPUB można (domyślnie) kupić w księgarni Kobo lub otrzymać np. w programie calibre (w locie) podczas kopiowania e-booka do czytnika. W tym celu należy w ustawieniach programu zaznaczyć, że taki właśnie chcemy mieć plik w Kobo.

 

Przykładowe nagrody w czytniku Kobo

 

 

Mnie niezmiennie bawią nagrody za czytanie (zdobywane zarówno za czytanie jak i np. udostępnienie cytatu). Niby nic, ale za przeczytanie długiej książki czy za podjęcie lektury w określonych porach, otrzymujemy „odznaki”. Ja ich jakoś za często teraz nie dostaję, ale i tak co jakiś czas sprawdzam, jakie mam na koncie.

 

Reset ustawień czytnika, jak widać powyżej, zeruje także statystyki czytania

 

Kobo - własne modyfikacje

Oprogramowanie czytników Kobo jest dość dobrze rozpoznane przez użytkowników i podatne na modyfikacje. Nie ma konieczności stosowania opracowanych przez społeczność modyfikacji, ale chcąc czytnik przystosować do polskich warunków i własnych upodobań, warto o tym pomyśleć. Trzeba jednak zachować w tym rozwagę i mieć świadomość, że wszelkie zmiany w oprogramowaniu wykonujemy na własną odpowiedzialność. Przypomnę tutaj kilka uwag, które wcześniej napisałem już przy moich wcześniejszych recenzjach czytników Kobo.

 

Kobo akceptuje własne czcionki użytkownika (tu Amazon Ember Bold oraz Bookerly), wgrane do katalogu /fonts

 

Własne czcionki. Do czytników Kobo w łatwy sposób można dodać własne czcionki. Pliki *.ttf należy wgrać do katalogu /fonts utworzonego w pamięci czytnika. Można w ten sposób korzystać na przykład z opracowanej na potrzeby książek elektronicznych kroju Bookerly. Przy kopiowaniu, należy pamiętać o odpowiednich nazwach plików. Może to wyglądać na przykład tak:

Bookerly-Regular.ttf

Bookerly-Bold.ttf

Bookerly-BoldItalic.ttf

Bookerly-Italic.ttf

Ale mnie akurat w Kobo i tak najbardziej podoba się zainstalowana domyślnie Caecilia i tej używam :)

 

Jest również kilka modyfikacji, które można uzyskać poprzez edycję pliku konfiguracyjnego „Kobo eReader.conf”. Plik ten znajduje się w katalogu ./kobo/Kobo czytnika. Przed wprowadzaniem jakichkolwiek zmian, warto wykonać jego kopię zapasową na dysku komputera. Plik można otwierać i modyfikować w edytorze tekstowym, nie w MS Word czy OpenOffice Writer. Najlepiej użyć systemowego Notatnika, edytora Notepad++ lub podobnego programu pracującego w trybie tekstowym. Oto usprawnienia, które warto wprowadzić:

zdefiniowanie Polski, jako lokalizacji w ustawieniach regionalnych. Dzięki temu zegar będzie pokazywał czas w systemie dwudziestoczterogodzinnym, a w wyszukiwarce zostanie uwzględniona polska Wikipedia (zamiast anglojęzycznej). We wspomnianym pliku należy podmienić frazę „en_US” na „pl_PL” w linijce „CurrentLocale=en_US” (sekcja „[ApplicationPreferences]”). Konieczny jest restart czytnika, aby zmiana została zastosowana;

 

Wprowadzenie Polski, jako regionu, pozwala m.in. wyświetlać godzinę w systemie 24-godzinnym

 

- możliwość wyłączenia nagłówków i stopek na ekranie w czytanej książce. Usunięcie obydwu elementów umożliwia wprowadzenie frazy „FullScreenReading=true” w sekcji „[FeatureSettings]”. Jeśli wspomnianej sekcji brak, należy ją w pliku dopisać. Po restarcie Kobo, w menu Settings/Reading settings” pojawi się opcja „Show header and footer:”. Jej odznaczenie wyłączy wspomniane elementy. Tekst na ekranie zajmie znacznie więcej miejsca. Przy wyłączonym wyświetlaniu numerów stron w stopce, postępy lektury można w każdej chwili sprawdzić poprzez wywołanie statystyki czytania. W bieżącej wersji oprogramowania ta modyfikacja może powodować czasami obcinanie tekstu przy prawym marginesie. Jeśli tak się dzieje, trzeba z niej zrezygnować lub włączyć w formatowaniu e-booka wyrównywanie tekstu do lewego marginesu.

 

Modyfikacja "FullScreenReading=true" wprowadza do menu "Reading settings" możliwość wyłączenia nagłówków i stopek ("Show header and footer:")

 

Wygląd dwóch kolejnych stron pliku KEPUB z nagłówkami i stopkami

 

Ten sam tekst (co powyżej) ale z wyłączonymi nagłówkami i stopkami - zysk to wyświetlenie siedmiu linijek tekstu więcej

 

Korzystam również z kilku usprawnień, wymagających większej interwencji w oprogramowanie wewnętrzne czytnika. Są to:

- podział wyrazów wg polskich reguł. Uzupełnienie, dzięki któremu uzyskać można dzielenie wyrazów w plikach KEPUB i artykułach zapisanych na koncie Pocket;

- własny słownik w Kobo. Uzupełnienie, dzięki któremu można korzystać z polskojęzycznego słownika.

 

Możliwości jest znacznie więcej, ale to temat bardzo rozległy i materiał na osobny wpis.

 

Okładka

Zainspirowany nieustannymi narzekaniami wielu czytelników, że e-booki nie pachną a czytniki książek elektronicznych nie szeleszczą tak estetycznie, jak papierowe książki, postanowiłem przy okazji recenzji Kobo Aura H2O przetestować jak najbardziej „naturalną” okładkę. Początkowo mój wybór padł na etui z materiału konopnego, ale dostępność takowych jest dość ograniczona. Zdecydowałem się więc na filc. Recenzowany przeze mnie Kobo Mini, ma się nieźle w filcowym, wsuwanym etui zakupionym w sklepie filcaki.com.pl. Poszedłem więc tym śladem, tym bardziej, że firma oferuje nie tylko standardowe okładki na najbardziej popularne urządzenia, ale również nietypowe - na wymiar. W ofercie są okładki na różne czytniki, m.in. Kobo. Na potrzeby niniejszego testu Kobo Aura H2O wybrałem okładkę tradycyjną – otwieraną jak książka.

 

Wsuwane etui na Kobo Mini było dobrym zakupem, co zachęciło mnie do sięgnięcia po filcową okładkę również na recenzowany model

 

W okładce wybranej do testu, czytnik w rogach przytrzymują gumki

 

Po miesiącu użytkowania, mogę stwierdzić, że dwa najważniejsze założenia okładka spełniła. Pierwsze to oczywiście ochrona czytnika, który nosiłem w plecaku czy w kieszeni zimowej kurtki. Gruby, równiutko i estetycznie zszyty filc, zapewnia ochronę czytnika. Drugie założenie, czyli zbliżenie czytnika „do natury” chyba także wypadło pozytywnie. Co prawda czytnik chroniony filcem, wciąż nie przypomina w dotyku papierowej książki, ale jest też zdecydowanie mniej „plastikowy” oraz miły, czy nawet „ciepły” w dotyku.

 

Przy wyborze okładki kierowałem się możliwością postawienia czytnika na stole. Niestety, nie pamiętałem o tym, że w  czytnikach Kobo nie ma obracania tekstu na ekranie (poza PDFami)

 

Muszę jednak zaznaczyć, że okładka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Częściowo jednak z mojej winy! Po pierwsze, planowałem, że będzie mi służyć również jako podstawka. Po odwinięciu zaczepu, można ją tak ustawić, że czytnik poziomo stoi na stole (na przykład podczas czytania przy śniadaniu). Niestety, nie pamiętałem, że w Kobo brak jest możliwości obrotu tekstu na ekranie przy wyświetlaniu e-booków. Czytnik może więc stać obrócony na stole, ale tekstu obrócić już się nie da... Drugi problem dotyczy projektu okładki. Gumki mocujące czytnik zasłaniają klapkę na dolnej krawędzi urządzenia. Każdorazowe podłączenie czytnika do komputera wymaga otwarcia klapki, a tego nie da się zrobić bez wyciągnięcia go z okładki. Trzeba przynajmniej wypiąć gumki przytrzymujące go od dołu. Nie da się ukryć, że w czasie testowania, co chwilę jest taka potrzeba. Podobnie, czytnik musi być wyjęty z okładki podczas ładowania. Już po dwóch tygodniach takich operacji zauważyłem, że do odciągnięcia, wciąż naciąganych, gumek potrzeba coraz mniej siły. Póki co, wciąż trzymają pewnie, ale obawiam się, co będzie dalej. Trzeci problem dotyczy zapięcia. Rzep trzyma raczej słabo. Albo powinien być większy, albo mocniejszy.

 

Każdorazowe ładowanie lub podłączenie kablem do komputera, łączy się z wyciąganiem czytnika z gumek, mocujących go do okładki. Nie wpływa to dobrze na ich trwałość

 

Podsumowując, przekonałem się do filcowych okładek, przynajmniej tych, które mam z filcaki.com.pl. Do tej pory nie żywiłem dla filcowych etui szczególnych sympatii, uważając, że zbyt słabo chronią ekran czytnika. Podczas testu Kobo Aura H2O, nie tylko polubiłem czytnik, ale i okładkę. Decydując się na zakup filcowego etui należy się liczyć, z jego mniejszą trwałością (łatwiej go uszkodzić czy zabrudzić niż skórę czy skaj). Jednak (jak dla mnie) ewentualny krótszy żywot filcu, rekompensują walory estetyczne. Nie znaczy to, że inne okładki nie mogą być estetyczne, ale w tym przypadku mam tu na myśli głównie „dotyk natury”.

 

Po kilku tygodniach użytkowania, rzep stracił trochę swej mocy. Powinien być solidniejszy

 

Nowa czy stara Aura H2O?

Na rynku lada chwila pojawi się nowa wersja H2O, następca recenzowanej tutaj Aury H2O („Kobo Aura H2O edition 2 – pod koniec maja w sklepach”). Najważniejszy element czytnika – ekran – pozostał w nowym modelu ten sam. Podstawową innowacją drugiej edycji będzie regulowana ciepłota barwowa oświetlenia i zwiększona do 8 GB pamięć wewnętrzna. Pod względem wagi bliżej nowej wersji do czytników sześciocalowych, niż większych (Kindle Paperwhite jest raptem o 5g lżejszy od nowej Aury). Zabrakło natomiast gniazda kart pamięci.

 

Porównanie czytników Kobo Kobo Aura H2O i Kobo Aura H2O edycja 2

 

Kobo Aura H2O

(nowe i używane)

Kobo Aura H2O edycja 2

(w sprzedaży pod koniec maja 2017 r.)

data premiery

2014

2017

ekran E-Ink (przekątna)

Carta (6,8”)

Carta (6,8”)

wbudowane oświetlenie

tak

tak

rozdzielczość [piksele]

1430x1080, 265 ppi

1430x1080, 265 ppi

regulacja temperatury barwowej oświetlenia

nie

tak

montowanie ekranu w obudowie

zagłębiony

zagłębiony

pamięć wbudowana [GB]

4

8

waga [g]

233

210

gniazda

microUSB, misroSD

microUSB

wymiary [mm]

179 x 129 x 9,7

172 x 129 x 8,9

wodoodporność

tak

tak

cena katalogowa (poza promocjami)

179

179

 

Być może premiera nowej wersji spowoduje obniżki cen recenzowanego modelu, z których warto skorzystać. Pomimo dwóch lat na rynku, to wciąż znakomity sprzęt. Tym bardziej, że dostępność nowej Aury może być utrudniona. Mianowicie nie zapowiedziano premiery tego modelu na rynku niemieckim. A właśnie stamtąd najlepiej (najtaniej) można kupić czytniki Kobo. Można się spodziewać, że Kobo w ogóle wycofa z Niemiec czytniki firmowane swoją nazwą. Po wejściu do aliansu Tolino, być może nowe Kobo, w tym druga edycja Aury H2O ukaże się właśnie jako Tolino?

 

Podsumowanie

Kobo Aura H2O to kolejny czytnik tej marki, na którym się nie zawiodłem. Pod względem technicznym jest jednym z najlepszych czytników, które miałem w rękach. Bardzo dobry ekran, sprawna i precyzyjna reakcja na dotyk sprawia, że korzystanie z tego urządzenia jest przyjemnością.

Nie inaczej jest ze stabilnością oprogramowania i komfortem czytania. Należy zaznaczyć, że przystępując do testów, wiedziałem czego się po nim mogę spodziewać, a czego nie. Znając ekosystem Kobo, nie liczyłem więc na bezprzewodową wysyłkę własnych e-booków. Znając oprogramowanie, wiedziałem, że nie poczytam na nim wygodnie książek w formacie PDF. Dwie największe wady wszystkich czytników tej marki nie zniechęciły mnie jednak. Z każdym dniem testu niepokoiłem się coraz bardziej, bo te dość konkretne wady coraz mniej mi przeszkadzały! Trzeba mieć świadomość, że w polskich warunkach ten czytnik nie wykaże swoich wszystkich atutów i pogodzić się z tym, lub zapomnieć o Kobo. Ja się pogodziłem i mogę uznać Kobo Aura H2O za bardzo dobry czytnik. Czytanie na nim sprawia przyjemność, a codzienne korzystanie przekonuje, że wiadomo na czym się skupić – na książkach.

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli zdajesz sobie sprawę z ograniczeń ekosystemu Kobo a chcesz mieć sprawnie działający czytnik z bardzo dobrym i trochę większym (niż standardowo) ekranem – moim zdaniem po prostu warto zainwestować w czytnik Kobo Aura H2O.

 

Plusy:

- bardzo dobry, duży ekran o wysokiej rozdzielczości;

- precyzyjna, niezawodna reakcja na dotyk;

- czytelne zainstalowane czcionki (np. Caecilia, Kobo Nickel)

- szeroki zakres płynnej regulacji rozmiaru czcionki;

- integracja usługi Pocket;

- płynna regulacja poziomu oświetlenia gestem;

- możliwość powiększania rycin w tekście;

- możliwość łatwego dogrania własnych czcionek;

- wodoodporność;

- sympatyczne „nagrody” za czytanie;

- gniazdo kart microSD.

 

Minusy:

- marnowanie miejsca na marginesy u góry i na dole ekranu (dla mnie zbędne nagłówki i stopki);

- brak bezprzewodowej wysyłki własnych e-booków;

- mizerna obsługa PDFów;

- brak fizycznych przycisków zmiany stron;

- brak funkcji obracania ekranu (poza PDF);

- brak wsparcia dla języka polskiego (menu, słowniki);

- ograniczona dostępność okładek na czytnik;

- złe wyświetlanie cudzysłowów;

- złe wyświetlanie polskich znaków przez kilka zainstalowanych czcionek (Gill Sans, Malabar, Kobo UD Kakugo, Open Dyslexic).

 

Kobo Aura H2O można kupić m.in. w Amazonie (bezpłatna dostawa)

Kobo Aura H2O

(używany na gwarancji z Amazon Warehouse)

cena 149,26 EUR (ok. 640 PLN)

Kobo Aura H2O

cena: 168,36 EUR (ok. 720 PLN)

 

Dane techniczne (według producenta):

Wymiary: 179 x 129 x 9,7 mm;

Masa: 233g;

Ekran: przekątna 17,2 cm (6,8”) Carta E-Ink HD, 1430 x 1080 pikseli, 265 dpi, dotykowy, wbudowane przednie oświetlenie z regulacją poziomu natężenia;

Procesor: 1 GHz;

Łączność bezprzewodowa Wi-Fi (802.11 b/g/n);

Kolor: czarny;

Pamięć wewnętrzna: 4 Gb (ok. 3,2 GB na pliki użytkownika);

Złącze USB Micro USB 2.0;

Czcionki: 11 krojów (możliwość instalacji własnych krojów czcionek) z płynną regulacją wielkości (48 stopni);

Obsługiwane języki (menu oraz słowniki): angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, holenderski, japoński, włoski, portugalski;

Obsługiwane formaty e-booków: EPUB, EPUB3, PDF, MOBI, TXT, HTML, XHTML, RTF, CBZ, CBR, również z Adobe DRM;

Gniazdo kart pamięci microSD: do 32 GB;

Dodatkowe cechy: wodoodporność;

Instrukcja obsługi (plik PDF): Kobo Aura H2O - User Guide

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach Kobo, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-05-06 05:35
Pretty awesome start of a Series!!!!
A Court of Thorns and Roses - Sarah J. Maas

I would have to say I really think this series is going to take me on a very interesting and awesome adventure. I would have to say my favorite character was Rhysand, what can I say I really love a bad boy. I also felt more chemistry between him and Feyre than Feyre and Tamlin. I thought Tamlin did really care for Feyre though. I did see some chemistry between them through but just not as much.

I do have to say it did start off pretty slowly for me but once Feyre has to go with Tamlin things started to really pick up.  I thought Amarantha fit the part of a witch perfectly. I also really loved Lucien. And I also loved Nesta as well.

I was really happy with how things ended and can't wait to read book 2 and 3, as soon as I catch up with a few other books. 

 

Like Reblog Comment
review 2017-04-18 11:48
Book Review: Eye of the Moonrat (The Bowl of Souls #1) by Trevor H. Cooley
Eye of the Moonrat - Trevor H. Cooley

Title: Eye of the Moonrat
Written By: Trevor H. Cooley
Series: The Bowl of Souls #1
Categories: young adult, adventure, magic, fantasy, coming of age.
Read: 26th February, 2017 - 18th April, 2017
Rating: 3 / 5
Obtained: Amazon.com.au
Cross posted Review to: Goodreads, Amazon.com.au, and Booklikes.

 

Justan is the son of a powerful warrior, Faldon the Fierce, someone he admires greatly. In his studies, to become a soldier, he lacks the necessary grades to graduate the training school and ends up being held back a further year. He is given a special tutor and we see him grow into a powerful opponent. Elsewhere, there are some important events happening in the world, several which might affect Justan in his journeys.

In the beginning, I found Justan to be a bit unbearable; he had a poor attitude. It kind of felt as if he didn't want to be in the academy, despite his desperation to be there. He had complaints about almost all of the training. If he were being forced there, I could understand his problems, but he was the one who wanted to be attending the academy. He also treated others poorly and had little respect towards his mentors. However, after what you might call a "training montage", he became somewhat more grateful to people and came to respect his mentors. He came to appreciate the training. I even found it quite interesting that he took much of the advice, despite still being sceptical of it. For example, the tuition in archery. Whilst he mocked the teacher for being whimsical and the lessons never amounting to anything, he actually took the advice of the teacher and found it helped.

I think Ma'am seems overly violent and angry sometimes. For example, though it's only hearsay/ gossip, in chapter 17; one character notes that he almost got hit by her for simply asking her name. By no means is that the only event of her ill temper; it's just one example. Kenn Dollie is one of two bullies against Justan. He, in Justan's words is a "buffoon who fancied himself Academy material". He mocks Kenn for failing a test. However, I thought that to be a bit hypocritical; he's doing poorly in his own studies, so I feel that he has no right to judge. I felt that much of Kenn's part in the book was a tad unnecessary and silly. The same can be said for Benjo, though it was obvious that he was somehow being manipulated by Kenn. Yes, Kenn turned out to be a violent, inappropriate person. However, a lot of his actions just didn't make sense. He spent a lot of time obsessed with trying to get Justan to fail in studies. However, he must be wasting a ridiculous amount of time doing this, plus he was ruining his own reputation. It just doesn't seem worthwhile to commit such offenses; you're just wasting your own time. I just don't understand why Kenn, Benjo, or anyone else, would bother with such revenge.

I think there were just too many characters overall; after the training academy bit is done, Justan heads off on another adventure and meets a whole lot more characters. In my notes of the book, there are far too many characters that we meet once or twice and then never witness again. After the training school, I lost track of the people Justan meets. Plus, we have alternating storylines with other characters intertwined. Much of it seemed a tad inane to me. Yes, I do appreciate that each of these people has their own feelings on situations, as well as personal problems. However, a lot of it just took away from the main plot lines. There were a lot of important items to consider as well; a lot of weapons and artefacts are bestowed with importance. Many of which don't really have much part to play in the book. There was a lot of plot to get through, if I can be blunt. The author introduced a lot of storylines. Whilst they're obviously going to be finished later on in the series, it just kind of seems a little disappointing that so much goes left unexplained for now.

Plus, a lot of scenes were kind of awkward and unnecessary. For example, Justan's mother gives him a pair of rings. It's meant to seem like a really important moment and these rings are obviously family heirlooms. Yet, several hours after this, he gives one away. It kind of made him seem ungrateful. I also didn't feel as if the moonrats lived up to their titular connection. Yes, there were moonrats involved in the book, but I didn't feel that they were important enough to name the entire book after them.

I would also like to point out that I'm not sure that the age group is accurate. In several portions, there are some quite violent scenes. Justan loses fingers and even becomes paralysed in some portions. Though he gets healed with the help of magic, I feel like some of the scenes are a bit too mature for some people.

Overall, I'm glad that I stayed with the book and didn't give up- as I had been considering; due to Justan's initial poor attitude. I feel as if he had a really good personality change; he found a lot of respect for others. I think that it's a fairly original book and the author has given thought to the backgrounds and motives of many characters.

However, I don't think that I would purchase another book in the series. Book one was fairly good, but I just feel like it's a bit too complex for me. I think there are just too many people and a lot of plot to keep track of. I appreciate that he keeps going places and meeting new people, but I sometimes found it a bit difficult to follow. Especially considering that much of it felt a bit irrelevant to me.

I'm choosing to rate this book three stars. I feel like it was fairly well developed, but it's not the type of book that I can easily flip through. I might re-read it later on in the future, just to see whether I can appreciate it more later on.

I obtained a free copy from Amazon.com.au and this is an honest review.

Source: www.goodreads.com/review/show/1929310274?
Like Reblog Comment
review 2017-04-14 14:58
Book Review: Engella By Paul Ian Cross
Engella - Paul Ian Cross,Alison Rasmussen

Title: Engella

Written By: Paul Ian Cross

Illustrated By: Alison Rasmussen

Series: The Engella Chronicles

Categories: children's fiction, kid's book, adventure, future, past, time travel, science fiction.

Read: 14th April, 2017

Rating: 3 / 5

Obtained: Amazon.com.au, Smashwords

Crossposted Review to: Goodreads, Amazon.com.au, Smashwords, Booklikes.

 

We first meet Engella in New Shanghai. The year is 2074 and she's living on the streets. She's on the run from the authorities and, when she's about to get caught, she activates a device which launches her through time. She finds herself in Scotland, the year being 1998. Annys is an elderly lady, walking her dog, Rupert. She takes Engella into her home.

 

Both Engella and Annys are reasonably interesting characters. There's obviously a lot of back story to either of them. However, seeing as it's a short story, it feels like a lot of details are missing or simply crammed in, without fully explaining points to the reader. For example, when Engella and Annys meet. Annys simply accepts Engella into her home and they have an in-depth conversation. This would be a fantastic opportunity to introduce us further to either character. However, the author skims over the events and it feels like it was kind of a wasted opportunity. The same can be said of the rest of the story. The setting and scenes, for example; I don't think we get a reasonable explanation as to why either Engella is being chased by the authorities. It's also a bit mystifying as to why she has some sort of time device; I think they ought to go to highly trained people and not teenagers. Especially considering the effects of time and how it might change future periods if someone were to change the past. However, I suppose a lot of that might be a bit too complex for a kid's book.

 

Another thing I've been considering is that there's nothing really special (for lack of a better word) about either time area. We visit both New Shanghai or Scotland in the book, but I don't feel like there's much to take in at either location. We don't get to take in much scenery and the author doesn't give much explanation about the qualities of either place. I feel like this is difficult to explain. Think about if you were to travel to appear in a random city, in any time period, and find yourself in an alleyway. What year is it and what city are you in? Can you tell this from your surroundings? It wouldn't always be likely. The same if you were to appear on some random beach; you mightn't be able to tell the year you are in. I feel like this is where the time travel aspects fall short. In both these cases, we know we're in a certain place and in a certain year. However, if we weren't told such things, it mightn't be obvious. If the author skipped telling us the date and place, it could even be the same year, in the same city (possibly connected to a beach), where Engella comes across a Scottish person.

 

The illustrations are by Alison Rasmussen and very well done. They're very detailed and obviously took a lot of effort on her part. The first is the cover image and I like the delicate colours. I also like the simplicity. The second is of a cat; it's my favourite of the drawings as it's very adorable. A third is of Engella and a fourth image is of Rupert, the dog.

 

It's a fairly original book, but I think we miss out on a lot of the important back-story and details. It has a great premise. I think it would get a lot of kids interested in time travel and science fiction. It's a short story of only ~3,700 words. However, it ends sort of abruptly and will be continued in the autumn of 2017. I don't think I would necessarily buy the next story in the series; it's just a bit too short and doesn't have a proper conclusion. Plus, I would likely then need to pay for the story after if it also has a cliff-hanger ending. I might consider purchasing it if it were novel length.

 

I obtained free copies of this book from Smashwords and Amazon.com.au. This is an honest review.

 

You can get your own copy of the book from these sites (as of right now, 14/04/2017): Amazon.com, Amazon.com.au, Smashwords, PaulIanCross.co.uk (the author's website).

However, please be aware that this is likely for a limited time. Please double check the price before purchasing!

Source: www.goodreads.com/review/show/1971314301?
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-04-03 08:28
If you like sailors, this is for you
Parallels: The Black-Eyed Susan - J.A. Clement

This is a very short tale about the owner of a cargo ship 'The Black-Eyed Susan' who runs into trouble with money lenders.

There's not a great deal of characterisation to go on, but I feel like a solid story could be made about The Black-Eyed Susan and its crew. Which I'm happy to say is just what J.A. Clement has done. This is book #0.3 of the On Dark Shores series. I have already read On Dark Shores: The Lady.

The emotional impact was missing from this, but I suppose it can be very difficult to pack a punch in a few pages.

If you like your sailor stories, this might be the first taste of something you'll enjoy devouring.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?