logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Andrzej-Pilipiuk
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-08-25 10:02
"Wilcze leże" Andrzej Pilipiuk
Wilcze Leże - Andrzej Pilipiuk

Wielki Grafoman powraca. Znów uraczył nas zbiorem opowiadań gdzie prym wiodą Rober Storm i doktor Skórzewski. Czy i tym razem będzie to dla mnie droga przez mękę i ciągłe narzekanie na słabą formę pisarza? Czytajcie, a się dowiecie.

 

Czeka nas 9 opowiadań, z których 2 traktują o doktorze Skórzewskim, 5 o moim nielubianym archeologu Stormie oraz 2 niezależne. Co do tematyki jest bardzo różnorodnie. Są poszukiwania zaginionej relikwii, porachunki z rosyjskimi służbami specjalnymi, próba dostarczenia listu nieboszczyka czy też historia żydowskiej dziewczynki w trakcie okupacji oraz dobry tekst o miłości do mumii. Jak widzicie przekrój jest bardzo duży, lecz można te opowiadania podzielić na 3 grupy.

 

Grupa pierwsza to opowiadania o Robercie Stormie. Generalnie czegos zawsze szuka, dużo podróżuje, wykazuje się niezwykłą wiedzą i tęskni za czasami minionymi, mimo, że ma nieco ponad 30 lat. Jeżeli lubicie wiele dywagowań, snucia domysłów i roztrząsania drobiazgowo różnych opcji to będzie coś dla was. Do mnie jednak ta postać nie przemawia, lecz jest to opinia, która wykształciła się przez kolejne tomy opowiadań i ma juz ugruntowana pozycję. W najbliższym czasie raczej zdania nie zmienię.

 

Druga grupa to opowiadania o doktorze Skórzewskim. Niegdyś moim ulubionym bohaterze literackim. Tutaj Pilipiuk bardzo wyraźnie pokazuje, że nie ma na ta postać więcej pomysłów. Jedno opowiadanie o masowym prześwietlaniu dzieci w celu poszukiwania źródeł gruźlicy kończy się w momencie gdy znajdują coś ciekawego. Drugie jest totalnie o niczym. Można go streścić sentencja"idzie lepsze" i tyle. Szkoda mi bardzo, że taka postać jak Skórzewski jest tak marnowana. Proponuję autorowi, żeby odpuścił doktora skoro nie ma na niego pomysłu, bo to tylko mu szkodzi.

 

Trzecia grupa to 2 opowiadania niezależne. Pierwsze opowiada o ukrywaniu się w lesie Lubelszczyzny żydowskiej dziewczynki w czasach Drugiej Wojny Światowej, a drugie to dochodzenie okoliczności bardzo nietypowego samobójstwa z mumią w tle. I jest to najlepsza część tego zbioru opowiadań. Poprowadzone od początku do końca, bez urwania narracji w kluczowym momencie i z ciekawą fabułą. Na upartego można znaleźć kilka bezsensownych zachowań, ale nie zmienia to faktu, że te opowiadania czytało mi się najlepiej. I więcej czegoś takiego bym w przyszłości poczytał.

 

 

Pilipiuk przyzwyczaił mnie już, że pisze co mu do głowy przyjdzie a później porzuca pomysły. Wiadomo też, że jest autorem bardzo płodnym i wypuszcza w świat po kilak książek rocznie. Niestety z ilością nie idzie w parze jakość. Ot zwykłe czytadła, które zapomina się kilka dni po lekturze. Nie inaczej jest i tym razem. Już teraz nie pamiętam dokłądnie o czym było konkretne opowiadanie a skończyłem czytać 3 dni temu. Wolałbym czytać ksiażki Pilipiuka dwa razy rzadziej, ale lepiej dopracowane. Za dwa oryginalne niezależne opowiadania ocenę podnoszę o pół gwiazdki. 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-23 09:39
"Konan destylator" Andrzej Pilipiuk
Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk

Są tacy autorzy, których czyta się z sentymentu, ponieważ to przy ich książkach rozpoczynało się przygodę z literaturą inną, niż ta obowiązkowa w szkole. Nie będzie chyba niespodzianką, jeżeli napiszę, że Pilipiuk zalicza się do tej grupy. Śledząc przygody starego bimbrownika zarywałem nocki i z podkrążonymi oczami szedłem na lekcje. Teraz pora sięgnąć po kolejną po kilku latach przerwy odsłonę jego przygód i porównać z dziecięcymi wspomnieniami.

 

"Konan destylator" jak przystało na książki gdzie głównym bohaterem jest Jakub Wędrowycz jest zbiorem opowiadań. I to już jest pierwszy plus. Pamiętam bowiem, jak kilkukrotnie Pilipiuk starał się rozkręcić opowiadania do rozmiaru minipowieści i nie było to dobre. Tak więc zaserwowano nam kilkanaście opowiadań o tematyce przeróżnej. Mamy zagadkę długowieczności Semena, wlelką bitwę martwych Bardaków i Wędrowyczów, policyjną codzienność Birskiego i Rowickiego, obiekt szalonych eksperymentów krzyżowania gatunków, pojedynek z ninja i wiele, wiele innych. 

 

Każdy wie jak wyglądają zbiory opowiadań. Bardzo rzadko się zdarza, że wszystkie trzymają równy poziom. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Niektóre mają bardzo ciekawe rozwinięcie i zaskakujące zaskoczenie, inne natomiast wyglądają jak pisane na kolanie. Pamiętam, że Pilipiuk powiedział kiedyś, że te najbardziej abstrakcyjne pomysły wykorzystuje do opowiadań o Jakubie. Da się to zauważyć, ponieważ niektóre są delikatnym rozwinięciem jakiegoś potocznego stwierdzenia. Słyszeliście kiedyś, że budzik ma tak przenikliwy dźwięk, że umarłego postawił by na nogi? Albo, że kapitaliści, a szczególnie Żydzi to krwiopijcy? No to już wiecie czego można się spodziewać. Plusem jest stronienie od polityki. Prawdopodobnie było by trochę zabawniej, ale po kilkunastu latach czytelnik nie wiedział by o co chodziło autorowi.

 

Krótką formę czyta się przyjemnie i szybko. Lekkie, w większości nie wymuszone żarty też trafiły w moje gusta. Podczas lektury jednak nie odczuwałem takiej satysfakcji jak podczas pierwszych części czytanych w gimnazjum. Wtedy byłem w stanie parskać śmiechem co kilak stron wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Teraz uśmiecham się pod nosem z rzadka tylko wydobywając z siebie rechot. Czy to wina autora? Może trochę. W końcu ile można pisać o tym samym? Pomysły, szczególnie te dobre z czasem się kończą. Ale z drugiej strony ja jako czytelnik też trochę dojrzałem. Zmieniły mi się gusta i poczucie humoru. Dodając jedno do drugiego otrzymujemy książkę niezłą, aczkolwiek niepowalającą. Jednak podchodząc do niej z zamiarem lekkiej rozrywki na pewno się nie zawiedziecie. 

Like Reblog Comment
review 2017-01-18 22:59
Czarownik Iwanow - Andrzej Pilipiuk

Bardzo fajnie napisana opowieść fantasy z nutką dobrego humoru. Czyta się to z rozkoszą. Świetna rozrywka.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2016-11-16 13:17
Skrytobójcy w Gdańsku
Oko Jelenia. Triumf lisa Reinicke - Andrzej Pilipiuk

W piątym tomie przygód belfra i gimbusa ze współczesności w 16 wieku mamy okazję przyjrzeć się realiom życia w ówczesnym Gdańsku. Po raz pierwszy dostrzegam dbałość o te realia, choć fantastyka ma swoje prawa i nie musiałaby ich tak przestrzegać (i nie przestrzega). Obaj bohaterowie coraz lepiej posługują się staropolszczyzną - i słusznie, w Gdańsku mają okazję się jej trochę poduczyć. Pilipiuk ponownie objawia się jako piewca kozackiego ethosu - i dobrze, należy niwelować błędne, tylko negatywne stereotypy posienkiewiczowskie. Również urzędnicy miejscy oraz ceklarze są tu nieoczekiwanie solidni i niemal nieprzekupni, co się im chwali ("obywatelu popieraj swoją policję!") - to słuszna opcja państwotwórcza. Mimo to trup ściele się gęsto, pojawiają się też nowe strony międzygalaktycznego konfliktu: oprócz tajemniczych, niemych ninja pieczętujących swe czyny wilczym ogonem objawia się Markowi, niczym duch w pijanym widzie, pierwotny właściciel scalaka-Oka Jelenia, potrafiący podróżować w przestrzeni Minkowskiego (Pilipiuk popularyzuje mimochodem jego teorię czwartego wymiaru). To zagęszcza akcję, zapowiada jej dalszą komplikację i może wyjść tylko na dobre dalszym tomom cyklu.
Najsłabsze, jak zwykle w tym cyklu, są "moralne rozterki" Staszka związane z seksualnością i żal Marka, że nie czytał literatury, która mogłyby mu się przydać w życiu (np. kryminałów, by wiedzieć, jak zachować się w więzieniu). Wiadomo - życia można się nauczyć tylko z literatury. Doceniam żart, w którym Pilipiuk cytuje nazwiska "szlachetnie urodzonych warchołów" zapisane na ścianach gdańskiego loszku - przynajmniej po części innych autorów polskiej fantastyki.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-11-16 12:30
Kolonizacja Skandynawii po chińsku
Pan Wilków - Andrzej Pilipiuk

Marek nudzi się w Gdansku, Staszek zaś zostaje bohaterem szklarni Północy, choć kwęka i ma absurdalne skrupuły rodem ze współczesnej Europy, że nie wolno się bronić, bo się pójdzie do piekła. Obaj wierzą, że się do niczego nie nadają. Jakaż to odmiana w stosunku do poprzednich odcinków... Za to Kozak Maksym Omeljanowicz ze swym zdroworozsądkowym podejściem do życia, śmierci i natury (choć zna chłop zasady jatromedycyny Paracelsusa, więc jest nieźle, jak na swój stan oczytany) emanuje pozytywnie przez autora odmalowanym ethosem kozackim.

Główni bohaterowie są całkowicie zlaicyzowani i niby (prawie) dorośli, lecz wciąż, o dziwo, nękają ich wyrzuty sumienia dziecka przed komunią. Ich absurdalne przywiązanie do dobrodziejstw cywilizacji byłoby może zrozumiałe, gdyby nie chodziło o tak bzdurne detale jak papier pakowy: Marek kupiłby prezent dziewczynie, no ale jak to zapakuje? Przecież w tych czasach nie ma NAWET papieru pakowego... I? Nie kupi żadnego prezentu, oczywiście. No, dramat. Tylko agresję budzą, zasrańcy.

Ale akcja jest żwawa, trup ściele się gęsto, momenty były...apage!

More posts
Your Dashboard view:
Need help?