logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Biografia
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-02-14 20:18
Szalone, szalone Mitfordówny - "Siostry" Laury Thompson
Autor: Laura Thompson
Tytuł: Siostry.
Niesamowita historia życia kobiet z rodziny Mitford
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 13 grudnia 2017
 
Sześć wyjątkowych sióstr pochodzących z arystokratycznej angielskiej rodziny. Każda inna, niepowtarzalna, a wszystkie obdarzone talentem literackim i niewątpliwym urokiem. Jedna komunistka, dwie nazistki i trzy niezrzeszone. Znały Churchilla, Kennedych, Guinessów, a nawet Hitlera, którego nazywały Hittym lub Herr Malarzem Pokojowym. Kim były Mitfordówny i na czym polega ich fenomen?
David Mitford i jego żona Sydney, drugi lord i lady Redesdale, doczekali się siedmiorga dzieci - mieli sześć córek i jednego syna. Najstarsza z rodzeństwa, Nancy, przyszła na świat w 1904 roku, najmłodsza, Deborah, w 1920. Wychowywane głównie przez nianie i guwernantki, nie odebrały wprawdzie formalnej edukacji, ale nauczanie domowe i swobodny dostęp do dobrze wyposażonej biblioteki sprawiły, że wyrosły na osoby inteligentne i nieprzejmujące się opinią otoczenia. Lubiły szokować i prowokować, otwarcie głosząc swoje poglądy, czym nierzadko sprowadzały na siebie poważne kłopoty. Jednak nawet nieskrywana nienawiść społeczeństwa nie była czymś, z czym siostry Mitford nie mogłyby sobie poradzić. Nancy zyskała sławę dzięki swoim powieściom i biografiom historycznym, Pamela prowadziła hodowlę kur, Diana straciła głowę dla sir Oswalda Mosleya, przywódcy Brytyjskiej Unii Faszystów, Unity była gorliwą nazistką i bliską znajomą Hitlera, Jessica uciekła z komunistą Esmondem Romillym, a Deborah została księżną Devonshire. Przez całe życie rywalizowały ze sobą, wspierały się wzajemnie, kłóciły, zawierały sojusze i zrywały kontakty. Kontrowersyjne do bólu i zbyt dumne, by przyznać się do błędu, budziły skrajne emocje, ale nikt, kto je poznał, nie pozostawał wobec nich obojętny.
Chociaż biografia sióstr Mitford poświęcona jest postaciom bezsprzecznie wyjątkowym, długo nie mogłam się do niej przekonać. Początkowe rozdziały nie zrobiły na mnie zbyt dobrego wrażenia. Owszem, obfitowały w informacje, ale w moim odczuciu przeważały te mniej istotne, a ich nadmiar okazał się przytłaczający. Poza tym wydały mi się dość chaotycznie przedstawione i dopiero w momencie, gdy autorka skupiła się wreszcie na losach tytułowych sióstr, zdołałam się skupić na ich historii, zostawiając za sobą całą tę plątaninę dziwnych faktów i anegdot. Najpierw Laura Thompson serwuje nam przemyślenia na temat samego fenomenu Mitfordówien, co jest dość ryzykownym posunięciem. Czytelnik, który wcześniej o nich nie słyszał (jak ja), może się czuć zagubiony, gdy dopiero w drugiej połowie książki dowiaduje się, skąd to się w ogóle wzięło i co w nich było takiego szczególnego. Wzmianki na temat ich poglądów politycznych i uroku osobistego są na początku raczej mgliste i niewiele wyjaśniają. Kiedy jednak właściwi bohaterowie pojawiają się w końcu na scenie, wszystko się zmienia, a nudna dotąd opowieść staje się wręcz fascynująca.
"Siostry" Laury Thompson to ciekawa i wciągająca biografia sześciu Mitfordówien. Napisana przystępnym językiem, stanowi bogate źródło informacji nie tylko na temat tych wyjątkowo oryginalnych i nietuzinkowych kobiet oraz ich skomplikowanych relacji, ale również daje interesujące spojrzenie na życie w Anglii okresu międzywojennego i drugiej wojny światowej. Mimo że przez początkowe rozdziały przebrnęłam z wielkim trudem, dalsza część opowieści zdołała całkowicie zatrzeć to nieudane pierwsze wrażenie. Chociaż decyzje  życiowe bohaterek w większości przypadków budziły mój sprzeciw, podobnie jak głoszone przez nie poglądy, bez wątpienia były postaciami niezwykłymi i warto poznać ich historię. Polecam!


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2018/02/szalone-szalone-mitfordowny-siostry.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-01 09:35
Co by na to powiedział Steve Jobs?
Steve Jobs - Michał Strąkow,Przemysław Bieliński,Walter Isaacson

Na początku muszę coś wyjaśnić. To nie będzie uczciwa recenzja książki „Steve Jobs” Waltera Isaacsona. Dlaczego? No cóż, obeznani w komputerowym świecie nie zdziwią się zapewne, gdy stwierdzę, że to kwestia wiary... :)

 

 

„Steve Jobs” Waltera Isaacsona w sklepie iTunes

 

Otóż nie wierzę (jak bohater biografii), że zamykając sprzęt na możliwość samodzielnej modyfikacji i blokując dostęp do ekosystemu urządzeń Apple, firma działała na korzyść użytkownika, jak to głoszą od lat firmowe slogany. W czasach, gdy zaczynałem przygodę z komputerami, dawały mi one  dużo frajdy ale i wolności. Ale nie takiej wolności, jak z reklamy firmy Apple. Takiej bardziej prawdziwej, bo to były PeCety. Dla mnie wolnością były tajwańskie klony IBM PC, do których mogłem wstawić kartę jaką chciałem, do których mogłem dobrać monitor, jaki chciałem, w których wnętrza mogłem w dowolnej chwili się dostać i coś wymienić bez biegania do serwisu. Ograniczały mnie finanse, moja wiedza i postęp technologiczny. Od strony oprogramowania..., no cóż, ograniczał mnie MS Windows, który zresztą spodobał mi się od pierwszej wersji. Ale przez lata  (prawie) zawsze mogłem też wrócić do DOSa. Mimo wszystko, z wielką ciekawością przystąpiłem do lektury wspomnianej książki.

 

Pierwszy MS Windows nie zachwycał, ale dawał nadzieję na bardziej przyjazne komputery...

 

Rzadko udaje się uzyskać obiektywny obraz postaci, które bardzo dbają o kreowanie swojego wizerunku. A do takich na pewno należał bohater recenzowanej książki. Nie wiem, czy autorowi biografii Steve'a Jobsa udała się ta sztuka, ale mam wrażenie, że przynajmniej się postarał. W książce znajdziemy więc i sporo osobistych i „służbowych” scen z życia współzałożyciela jednej z najbardziej wpływowych firm technologicznych ostatnich lat. Znajdziemy też krytyczne oceny zachowań bohatera książki. Osobiste kontakty między autorem i Jobsem nie przesłoniły, jak sądzę, szerszego obrazu. Efektem tego jest wyważony obraz życia i twórczości długoletniego szefa firmy Apple. Obraz pełen faktów, ciekawostek i opinii, które są pasjonujące dla każdego, kto interesuje się współczesnym obrazem rynku technologii informatycznych. 

 

„W rezultacie każda, najdrobniejsza nawet wada mogła wywołać awanturę. Sposób wykończenia kawałka metalu, krzywizna łebka śrubki, odcień niebieskiego na pudełku, intuicyjność ekranu nawigacyjnego – Jobs oznajmiał, że są ‚zupełnie do dupy’, a po jakimś czasie nagle stwierdzał, że są ‚absolutnie doskonałe’. Uważał się za artystę, którym zresztą był, i nie krępował się przejawiać artystycznego temperamentu.”

Walter Isaacson "Steve Jobs”


Książka powinna trafić do fanów marki. Temu będą na pewno sprzyjać opisy perfekcjonizmu w projektowaniu kolejnych produktów i ich (nawet bardzo drobnych) detali. Powinna też spodobać się przeciwnikom zawodowej postawy Jobsa. Oni znajdą z kolei potwierdzenie tego, że w Apple wcale nie wymyślono wielu rzeczy, które powszechnie przypisuje się firmie. 

 

„Jobs był jak zwykle wymagający. Gdy zespół Clowa przybył do niego z jedną z wersji tekstu, Jobs wybuchnął gniewem na młodego copywritera: ‚To jest gówno! – wrzasnął. – Typowe gówno z agencji reklamowej. Nienawidzę tego’. Copywriter, dla którego było to pierwsze spotkanie z Jobsem, stał oniemiały. Nigdy więcej już się tam nie pojawił.”

Walter Isaacson "Steve Jobs”

 

Co by na to powiedział Steve Jobs?

W kontekście cytowanego wyżej opisu perfekcjonizmu Steve'a Jobsa, razi mnie wiele błędów edytorskich przeczytanego e-booka. Co prawda książka jest obszerna, ale kilkadziesiąt błędów to jednak gruba przesada. Przynajmniej tyle zauważyło moje, niewprawne i niefachowe oko. Mniemam, że może ich być więcej. Szef Apple'a znany był z dwubiegunowości, albo coś było fantastyczne albo do d.... Zgadnijcie, jak by zareagował na elektroniczną wersję swojej biografii, w której by było kilkadziesiąt błędów edytorskich? Hm....

 

Tego typu liczne błędy psują radość z lektury e-booka


Autorowi zapewne też nie udało się uniknąć wpadek. Mnie razi jedna - umieszczenie (przez niego?) Szwarcwaldu w Bawarii.

W sumie jednak lekturę zdecydowanie polecam!

 

Książkę w wersji elektronicznej można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint: Walter Isaacson "Steve Jobs".

 

P.S.

Zwróciłem się z prośbą do księgarni o udostępnienie poprawnej wersji e-booka. Póki co, Woblink poprosił mnie o cierpliwość, ponieważ trudno przewidzieć czas reakcji wydawnictwa na takie zgłoszenia. Książkę kupiłem w 2011 roku. I znów, jak przy poprzednio opisywanej lekturze, pojawia a się pytanie - czy przez ten czas nikt nie poprawił błędów, czy też w księgarniach wciąż „zalega” wadliwe wydanie e-booka?

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-10-01 16:53
"Głos z ciemności". Za to dość donośny.
Roman Kostrzewski. Głos z ciemności - Mateusz Żyła,Roman Kostrzewski

Pamiętam w latach 90. przypadkowo stałem się posiadaczem jednego numeru magazynu Brum, jakoś w okolicy wydania katowskiego Szyderczego zwierciadła. Na łamach gazety toczyła się dyskusja pod tytułem: Roman Kostrzewski - demon czy błazen? I powiem szczerze, że z dwojga opcji zawsze kojarzyłem go z tym drugim tytułem. Mimo ogromnej sympatii dla tego człowieka i całego zespołu Kat teksty wokalisty znacznie częściej mnie śmieszyły, niż skłaniały do zastanowienia czy bo ja wiem co tam się robi próbując interpretować poezję.

 

Po lekturze książki jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że Roman Kostrzewski doskonale wie, co robi. I ten śmiech co poniektórych słuchaczy był zdaje się zamierzony. Poezje tego człowieka chyba mają jakąś specjalną umiejętność trafiania nawet do najbardziej opornych - a ja, uwierzcie mi, w kwestii szeroko rozumianej poezji jestem bardzo oporny. Najoporny wręcz.

 

Głos z ciemności to lektura na jedno popołudnie. Nie sposób jest się oderwać od specyficznego sposobu z jakim pan Kostrzewski opowiada o swoim życiu. Facet bez fałszywej skromności, ale i bez poczucia własnej mocy opowiada jak było i jak jest. Niejedną nierozwiązaną sprawę związaną z muzyką, karierą, Katem i różnego rodzaju konfliktami z gitarzystą Piotrem Luczykiem tu przedstawia, a robi to raczej obiektywnie, jakby nie uczestniczył w wydarzeniach, a oglądał je z boku. A gdy zaczyna opowiadać o inspiracjach i pozwala sobie na analizę własnej tekstowej twórczości to już całkiem można wsiąknąć.

 

Jednak nie tylko o muzyce i Kacie jest ta książka. Przede wszystkim jest o Kostrzewskim, jego dorastaniu w domu dziecka, rodzinie, szkole a także przynależności do Solidarności i efektach tejże - sporo było plotek na ten temat, słyszanych tu i ówdzie, teraz dowiedzieliśmy się jak było naprawdę.

 

No i wiadomo - jest także o satanizmie, rozumianym na sposób filozoficzny. Jest więc i o kościele, jako instytucji, o władzy, o pragnieniach, o życiu, rodzinie, potomkach, radościach, smutkach. Ale nie nachalnie - to punkt widzenia pewnego człowieka, i można się z nim nie zgadzać, a i tak nieźle się bawić przy lekturze, tak mi się wydaje. Dobra rzecz, dla fana raczej zakup obowiązkowy a dla reszty niezła ciekawostka.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-09-02 13:00
Momentami dobra, ale głównie rozczarowanie
Genialna maszyna. Biografia serca - Thomas Amidon,Stephen Amidon,Adriana Celińska

Książkę tę kupiłam, ponieważ została wydana w tej samej serii (a przynajmniej - szacie graficznej), co książki Thorwalda, liczyłam więc na równie interesujący wgląd w historię medycyny. Niestety rozczarowałam się srodze.

 

Autorami są lekarz kardiolog i pisarz – wydawałoby się, że to połączenie wręcz idealne, by w ciekawy sposób przedstawić czytelnikowi zawiłości badań i operacji serca. Każdy rozdział zaczyna się częściowo opartym na faktach opowiadaniem, po którym następuje wyjaśnienie z medycznego punktu widzenia, co właściwie się wydarzyło. To zabieg literacki interesujący zwłaszcza w przypadku historii starożytnej, gdy wiedza była ograniczona i zarówno medycy, jak i ich pacjenci niekoniecznie rozumieli jak działa ogranizm oraz czemu coś pomaga na schorzenia. Książka w takiej formie przechodzi przez kolejne etapy rozpoznawania oraz leczenia chorób serca. Jeśli chodzi o pomysł na tę pozycję, jest bardzo udany. Problem stanowi wykonanie.

 

Za mało tu medycyny, a za dużo teorii literatury. Autorzy w wielu miejscach ograniczają się do nudnych, wręcz encyklopedycznych opisów w stylu: "Lekarz X w roku Y wynalazł Z.", a następnie pospiesznie przeskakują przez szczegóły odkrycia lub wynalazku. A przecież to jest najciekawsze, właśnie o tym chcę czytać! Zamiast jednak szczegółów przełomowych pomysłów i eksperymentów wyjątkowych lekarzy dostałam głównie analizę motywu serca u Szekspira, na obrazach sakralnych albo w filmie 21 gram. Ok, rozumiem, że twórcy chceli zarysować tło, pokazać, że nim serce stało się zwykłym organem takim jak choćby wątroba, stanowiło zjawisko magiczne, siedlisko duszy, symbol emocji. Rozumiem, że próbowali zarysować tło historyczne, wyjaśnić jak zmieniał się sposób myślenia o sercu. Ale jednocześnie autorzy zapomnieli o samej medycynie. Po prostu rozgraniczenie między częścią literacką, fikcyjnymi historyjkami obrazującymi epokę, a częścią medyczną, konkretną, opartą na faktach, powinno być wyraźne. Niestety nawet tam, gdzie autorzy powinni skupić się na historii medycyny, atakują niepotrzebne wstawki o niczym. Poniżej znajdziecie próbkę zdania zapychacza:

Zrozumieliśmy, że stan naszego serca zależy od naszych przodków. Podobnie jak bohaterowie greckich tragedii naznaczeni fatum nosimy w sobie zawiły szyfr losu zapisany w DNA. W średniowieczu uważano, że serce jest księgąm w której zapisuje się uczynki naszych dusz.

Najciekawszy okazał się rozdział pierwszy, ponieważ pokazuje, jak dziwne teorie snuli medycy i filozofowie na temat budowy, działania i roli serca. Momentami mieli rację, ale głównie zatrważająco się mylili. Na tej podstawie naprawdę można zrozumieć, jak wielki dokonał się postęp i jak wiele się nauczyliśmy.

 

Notka promocyjna głosi: "Genialna maszyna" to połączenie stylu Jürgena Thorwalda z erudycją prof. Andrzeja Szczeklika. Nie wiem, jak z erudycją u Szczeklika, ale zdecydowanie zabrakło lekkiego stylu Thorwalda, potrafiącego znaleźć idealną równowagę pomiędzy faktami historycznymi, medycznymi zawiłościami a rozważaniami ogólnymi czy osobistymi. Duet panów Amidon tak dobrze pisać niestety nie potrafi.

Like Reblog Comment
review 2016-08-07 21:10
"... historia, która aż krzyczy, by ją opowiedzieć"
Kod Szekspira - Virginia Fellows

 

Tym razem chcę się z Wami dla odmiany podzielić wrażeniami z książki, która nie jest powieścią. Różnie się ją klasyfikuje - jako biografię czy publikację popularnonaukową. Chociaż wydawca uzupełnił to wydanie o wiele przypisów, ilustracji oraz dodatkowy rozdział dotyczący technicznych aspektów omawianych szyfrów - razem z dołączoną bibliografią daje to więc aparat naukowy, no ale cóż... W każdym razie nie jest to żadna fikcja literacka, ale efekt wielu lat pracy autorki, Virginii Fellows.

Sam tytuł może nasuwać skojarzenia z "Kodem Leonarda da Vinci" Dana Browna, ale choć wiele je różni, nie są to skojarzenia zupełnie bezpodstawne. "Kod Szekspira" to opowieść fascynująca i kontrowersyjna, ukazująca zupełnie nowe oblicze epoki elżbietańskiej. Historia zbyt niebezpieczna, by napisać o niej wprost, została zaszyfrowana, aby zachować ją dla przyszłych pokoleń.

W listopadzie 1623 roku opublikowany został zbiór 36 sztuk Szekspira, znany jako Pierwsze Folio. Zaledwie miesiąc wcześniej ukazało się De Augmentis Scientarum Francisa Bacona, wielkiego filozofa i myśliciela. Szczegółowo opisał w tej pracy nowy sposób szyfrowania wiadomości - tzw. szyfr biliteralny. Zastosowanie tego właśnie szyfru do dramatów Szekspira dało zaskakujące rezultaty. Odczytany tekst stanowi zapis życia Bacona i to jemu przypisuje autorstwo wspomnianych sztuk. "Kod Szekspira" opisuje najważniejsze (i najciekawsze) wydarzenia zawarte w treści szyfrogramu.

Wątpliwości co do autorstwa dzieł szekspirowskich to żadna nowość. Spór ortodoksyjnych szekspirologów (u nich niepodzielnie króluje aktor Will Shaksper) z antystratfordczykami (mają swoich kandydatów, m. in. Francisa Bacona, Edwarda de Vere, Christophera Marlowe'a czy nawet samą królową Elżbietę) trwa od stuleci i nic nie wskazuje na to, żeby miał zostać w najbliższym czasie rozstrzygnięty. Trudno uwierzyć, że arcydzieło literatury angielskiej mógł napisać niewykształcony syn rękawicznika, nie ma dowodów na to, żeby skończył jakąkolwiek szkołę. Jego rodzice byli podobno niepiśmienni i podpisywali się krzyżykiem... Nie odnaleziono dotychczas żadnego rękopisu, a wiadomo, że żaden ze spadkobierców Shakspera nie był w ich posiadaniu. Większość jego dramatów ukazała się zresztą najpierw anonimowo, nazwisko dodano dopiero później. Spośród 36 sztuk Pierwszego Folio aż połowy jednak nigdy wcześniej nie opublikowano, pojawiły się, gdy William od siedmiu lat już nie żył. Co zastanawiające, nikt nawet o nim nie wspomniał, kiedy ten umarł. Śmierć tak popularnego dramaturga z pewnością nie przeszłaby niezauważona. A jeden z redaktorów Pierwszego Folio, Ben Jonson, w odzie ku jego pamięci zawarł zagadkowe słowa:

Skąd to sformułowanie, skoro Szekspir swój grobowiec miał (pomnik w kościele Holy Trinity w Stratfordzie)? Jeśli damy się przekonać opowieści z szyfrogramu, wszystko zaczyna układać się w logiczną całość.

Z "Kodu Szekspira" dowiadujemy się jednak o wiele więcej. Francis Bacon, ukrywając swoją prawdziwą tożsamość pod innymi nazwiskami, napisał nie tylko dzieła Williama Szekspira, ale także Roberta Greene'a, George'a Peela, Edmunda Spensera i sztuki sceniczne Christophera Marlowe'a. To jednak nie koniec sensacyjnych doniesień. Francis nie mógł być biologicznym dzieckiem Baconów (wszyscy mieli jasne włosy i niebieskie/szare oczy, on jeden z całej rodziny oczy miał piwne, a włosy czarne). Obalony zostaje mit "Królowej Dziewicy". Poznajemy istotę jej relacji z Leicesterem czy Robertem Devereux, prawdziwe oblicze Roberta Cecila i jego intrygi - to wszystko daje zupełnie inne spojrzenie na historię tego okresu i pozwala zrozumieć wiele z ówczesnych wydarzeń. Dlaczego te i inne tajemnice musiały zostać zaszyfrowane? Mówienie o nich otwarcie zostałoby uznane za zdradę. Elżbieta nie zawahałaby się skrócić takiego śmiałka o głowę. Nawet jeśli miałby to być jej własny syn.

Książkę Virginii Fellows czyta się jak sensacyjną powieść - z wypiekami na twarzy i ustami szeroko otwartymi ze zdumienia. Zwłaszcza że została napisana w tak przystępny sposób. Dołączona bibliografia i opisanie zasad odczytywania szyfru pozwalają na podjęcie własnego śledztwa. O tej książce nie da się zapomnieć. Pytanie, czy to, o czym przeczytaliśmy, jest prawdą, nie daje spokoju. Wejście do tajemnicy odkryto już dawno, wielu jednak robi wszystko, aby wciąż go nie dostrzegać.
Wybór należy do każdego z nas - zachęcam więc do lektury.

 

Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2016/08/historia-ktora-az-krzyczy-by-ja.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?