logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Maroko
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-09-07 20:53
Święta noc

 

Tahar Ben Jelloun

tł. Jacek Giszczak

Karakter, 2014

 

O sytuacji kobiet w krajach islamskich napisano już wiele. Widzimy je jako niewiasty opakowane w chusty mniej lub bardziej szczelnie zakrywające ich oblicza, dzielące męża z jego innymi żonami, podległe zupełnie jego woli, bez prawa do wygłoszenia sprzeciwu. Obsesyjne przestrzeganie zwyczajów, narzuconych nie tyle przez religię, co wywodzącej się z niej tradycję, doprowadza do tego, że pozycja kobiety w krajach arabskich zdecydowanie odbiega od wyzwolonej Europy, co wzbudza sprzeciw już nie tylko samych przedstawicielek płci pięknej, ale coraz częściej również i mężczyzn.


Jednym z nich jest Tahar Ben Jelloun, wywodzący się z Maroka poeta i prozaik, który w swojej twórczości wielokrotnie nawiązywał do wiary panującej w jego kraju, również dotykając delikatnej kwestii pozycji kobiety w społeczeństwie islamskim, czego wyrazem jest wydana w marcu tego roku nakładem wydawnictwa Karakter Święta noc, kontynuacja zeszłorocznego Dziecka piasku.


Szybkie przypomnienie sytuacji z Dziecka piasku:


Pewien marokański mężczyzna ma kłopot. Najwyższy obdarzył go hojnie potomstwem, jednak samymi dziewczynkami. Nic więc dziwnego, że ojciec nie może doczekać się syna. Gdy na świat przychodzi kolejna dziewczynka, wmawia wszystkim (a również i samemu sobie), że oto narodził się jego pierworodny. Mijają lata, dziecko rośnie, wchodzi w okres dojrzewania, wchodzi w związek małżeński, a mistyfikacja wciąż trwa. Śledzimy losy tego oszustwa do momentu, w którym osoba opowiadająca historię, bajarz-narrator, zaprzestaje swojej narracji. Wśród słuchaczy zaczynają krążyć coraz to kolejne wersje dalszych losów kobiety, jedna bardziej wymyślna od drugiej. Czytelnikowi pozostaje się jedynie domyślać, która z tych osób ma rację.


Na odpowiedź nie przyszło nam czekać długo. W Świętej nocy to właśnie główna bohaterka zyskuje prawo głosu i opowiada nam o swoich dalszych losach, które okazują się zdecydowanie odbiegać od wymysłów samozwańczych narratorów z pierwszej części tej opowieści.. W tytułową noc ze światem żegna się ojciec bohaterki. Odchodząc decyduje się poprosić o wybaczenie najmłodszą córkę, zamykając swoje ostatnie słowa w formie pewnego rodzaju spowiedzi. Jego śmierć uwalnia dziewczynę, która po latach więzienia może wreszcie zrzucić swoje przebranie i odtajnić prawdziwą tożsamość. Zahra nie traci czasu. Porzuca rodzinę, zostawiając za sobą wszelkie troski i problemy, oddalając się z tajemniczym młodzieńcem do równie zagadkowego ogrodu. Jej nowe życie zapowiada się niczym początek pięknej baśni.


Jeśli jednak czytelnik myśli, że dalsze losy Zahry będą szczęśliwe, szybko się przekona, że jest w błędzie. Z cudownego ogrodu dziewczyna zostaje szybko wydalona i niczym biblijna Ewa opuszcza raj, by stawić czoła trudom codzienności. Powrót na stałe w rodzinne strony nie wchodzi w grę, dlatego skazuje się ona na tułaczkę, odcinając się od czasów minionych i bolesnej mistyfikacji. Niestety, ludzkie zło czai się wszędzie i nie ma od niego ucieczki. Zahra przekonuję się, że wolność nie jest jej pisana. Porzucając jedno więzienie, ląduje w kolejnych, zarówno w przenośnym, jak i dosłownym tego słowa znaczeniu. Ucieczka od przeszłości również okazuję się być fikcją.


Jaki wniosek płynie zatem z Świętej nocy? Czyżby ucieczka była niemożliwa? Czy nasze losy są z góry zaplanowane i, choćbyśmy nie wiem jak mocno próbowali, nie uda się nam ich zmienić? Wreszcie, czy to oznacza, że miejsce kobiety w krajach arabskich nie podlega zmianie?


Oczywiście nie. Grono złych nie ogranicza się w prozie Ben Jellouna jedynie do mężczyzn, w ich skład wchodzą również i kobiety, pozornie silne i dominujące, które w rzeczywistości napędza zawiść i żądza zemsty. Świat jest okrutny, jednak i w nim zdarzają się optymistyczne akcenty, znajdzie się nawet miejsce na głębsze uczucie. Bo przecież po tej ziemi nie stąpa jedynie obłuda, zdarzają się i bardziej szlachetne przypadki.


Święta noc jest powieścią przepełnioną mrokiem, jednak objawia się on jedynie w fabule. Język, którym operuje autor zamienia smutną opowieść w piękną, orientalną baśń. Co jakiś czas w powieści pojawiają się również sceny z pogranicza snu i jawy, przesiąknięte orientalnym klimatem. Autor niweluje w ten sposób nieco okrutny wydźwięk swojego dzieła, dając tym samym czytelnikowi nadzieję na pozytywne zakończenie tej historii. Czy okażą się być one złudne?


Po Świętą noc zdecydowanie warto sięgnąć. Ta jednocześnie piękna i tragiczna historia to doskonały punkt wyjścia do dyskusji o problemie sytuacji kobiet w Islamie. Sam autor nie prezentuje na kartach swojej książki jednoznacznego stanowiska, dając nam wolną rękę w wyciąganiu wniosków. Szkoda z takiej możliwości nie skorzystać.

 

Patrz też:

Maroko   |   To oślepiające, nieobecne światło   |   Dziecko piasku

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-04-08 16:43
Dziecko piasku

 

Tahar Ben Jelloun

Tłum.: Jacek Giszczak

Karakter, 2013

 

Żyjemy w czasach równouprawnienia. Po wielu latach wyczerpujących protestów, które niejednokrotnie przeradzały się w brutalne starcia i bitwy, wreszcie udało się wywalczyć sytuację, w której wszyscy obywatele mają równe prawa – bez względu na ich płeć, pochodzenie etniczne, czy wyznawaną wiarę. Wszyscy jesteśmy sobie równi.

 

Czyżby?

 

Tahar Ben Jelloun w powieści Dziecko pisaku udowadnia, że to, co jest oczywiste w Europie (choć też nie tak do końca), w pewnych kręgach kulturowych wciąż pozostaje dość poważnym problemem.

 

Hadżdż Ahmed ma siedem córek. W kraju, w którym mieszka (Maroko) i w religii, którą wyznaje (Islam) taka sytuacja jest określana jako zdecydowanie odbiegająca od ideału. W rodzinie musi być syn, ktoś powinien zadbać nie tylko o przedłużenie rodu, ale przede wszystkim o zapewnienie godnej przyszłości całej licznej rodzinie. Gdy żona ponownie zachodzi w ciążę, jego cierpliwość Ahmeda sięga zenitu. Mężczyzna nie zdzierży kolejnego upokorzenia, podejmuje więc odważną decyzję – bez względu na to, jakiej płci będzie jego ósmy potomek, on wychowa go na mężczyznę. Oczywiście czarny scenariusz się sprawdza i nowo narodzona dziewczynka otrzymuje imię Mohamed. Od tego momentu ojciec stara się wmówić wszystkim (w tym również sobie samemu), że jego dziecko jest prawdziwym chłopcem. W postanowieniu tym trwa uparcie, nawet, gdy jego „syn” wchodzi w okres dojrzewania. Okazuje się,  że fizjologię również da się oszukać.

 

Historia opowiedziana przez Ben Jellouna może wydawać się mało prawdopodobna, jednak w tak ekstremalnej postaci doskonale spełnia swoją rolę. Kobiety w kręgu religii islamskiej nie są i prawdopodobnie nigdy nie będą traktowane na równi z mężczyznami. Główna bohaterka powieści, pomimo, że od pierwszych chwil życia traktowana jest jak mężczyzna, zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nim nie jest. Mimo to nie zgłasza sprzeciwu, nie buntuje się. Tkwiąc w męskim przebraniu posiada prawa i przywileje, o których płeć przeciwna może tylko pomarzyć. Ma zatem zbyt dużo do stracenia, by rozpocząć życie zgodne ze swoją naturą. Przynajmniej do momentu, w którym fizjologia nie weźmie góry nad zdrowym rozsądkiem.

 

Dziecko piasku to książka ciekawa nie tylko z powodu poruszanego w niej problemu. Powyższą historię opowiada nieznany bajarz, który wszedł w posiadanie tajemniczego zeszytu, prawdopodobnie pamiętnika Mohameda. Każdego dnia spotyka się on ze swoimi słuchaczami pod bramą Marrakeszu, gdzie za każdym przedstawia im fragment dziejów bohatera. Z czasem narracja się urywa, ale nic straconego – na horyzoncie pojawiają się kolejni, samozwańczy narratorzy, z których każdy twierdzi, że zna zakończenie tej historii. Od tego momentu pojawia się mnogość rozwiązań, większość z nich się wyklucza, niektóre podważają wersję przedstawioną przez pierwotnego bajarza. Która z nich jest prawdziwa? O tym zdecydować musi już czytelnik, chociaż równie dobrze sam może dopowiedzieć zakończenie tej historii. W końcu kto powiedział, że wersja zaprezentowana przez autora jest wersją ostateczną?

 

Książka ta zdecydowanie różni się od wydanej w 2008 roku innej powieści Ben Jellouna Tego oślepiającego, nieobecnego światła. Nie chodzi tu tylko o podejście do kwestii religii, która w poprzednim tekście jawiła się jako ostatnia deska ratunku dla bohatera, zmiany zachodzą również w stylu. O ile tamta przypominała literaturę obozową, tak ta przywodzi na myśl Baśnie z tysiąca i jednej nocy. Unosząca się nad całym tekstem atmosfera tajemniczości i baśniowości sprawia, że pomimo opisane w niej wydarzenia rozgrywają się w czasach współczesnych, czytelnik może odnieść wrażenie, że przeniósł się do czasów Szeherezady. Uczucie to wzmaga również poetycki język autora, gęsty, pełen metafor, dopracowany w najmniejszym szczególe.

 

Dziecko piasku można odczytywać na co najmniej dwóch poziomach. Z jednej strony autor za pomocą tej quasi-baśniowej opowieści zwraca uwagę czytelnika na sytuację kobiet w krajach muzułmańskich, która nijak ma się do tego, co reprezentują sobą kraje europejskie. Za tym również kryje się również krytyka Islamu i sposobu w jaki działa ona na życie swoich wyznawców. Jednocześnie jednak autor pokazuje też, czym jest dla opowieści narrator (lub też wprost pisarz) i jaką władzę sprawuje nad losem swoich bohaterów. Czy tylko on posiada monopol na kierowanie tokiem wydarzeń?

 

Po skończonej lekturze dobrze jest wymyślić własną wersję historii Mohameda a następnie dla porównania sięgnąć po właśnie wydaną przez wydawnictwo Karakter Świętą noc. Historia naszej bohaterki ma bowiem dalszy ciąg dalszy. Ten właściwy i ostateczny.

 

Chociaż czy aby na pewno?

 

O Maroku

To oślepiające, nieobecne światło

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-11-24 12:03
To oślepiające, nieobecne światło
To oślepiające, nieobecne światło - Tahar Ben Jelloun

Tahar Ben Jelloun

tł. Małgorzata Szczurek

Karakter, 2008

 

Maroko jak każde młode afrykańskie państwo (niepodległość odzyskało dopiero w 1956 roku) zmagało się z problemem ukształtowania własnego kraju. Społeczeństwo było zawiedzione formą, jaką przybrała władza oraz z jej decyzjami, co znalazło odbicie w licznych demonstracjach i protestach. Narastające niezadowolenie doprowadziło nawet do zamieszek oraz próby zgładzenia króla Hassana II. Monarcha z tej nieudanej próby zamachu wyszedł bez szwanku, natomiast zamachowcy zostali pojmani i wtrąceni do więzienia. Zamiast oczekiwanej kary śmierci zostali jednak poddani znacznie gorszej próbie. W zamian za ocalenie życia mieli spędzić kilkanaście lat w tajnym więzieniu, gdzie każdy skazany został zamknięty w maleńkiej celi doszczętnie pozbawionej światła.

 

Jednym z więźniów jest głównych bohater i narrator Tego oślepiającego, nieobecnego światła, Salim, któremu jako jednemu z nielicznych udało się dożyć końca wyroku i powrócić do normalnego życia. Od samego początku wiadomym jest, że kara śmierci wydaje się zbawienna w porównaniu z tym, na co zostali skazani zamachowcy. Wyjątkowo mała przestrzeń życiowa, skąpe racje żywnościowe, brak prywatności i przede wszystkim wszechogarniająca ciemność. Nic więc dziwnego, że liczba więźniów z czasem zaczęła gwałtownie spadać, takie warunki sprzyjają rozwojowi chorób, nie tylko tych fizycznych, ale również (a nawet przede wszystkim) psychicznych.

 

Salim przeżył, ponieważ zachował zdrowy rozsądek i potrafił myśleć w sposób racjonalny. By nie popaść w odmęty szaleństwa i demencji, starał się codziennie trenować swój umysł, do czego również zachęcał swoich współwięźniów. Wspólne opowiadanie zasłyszanych historii, streszczanie przeczytanych książek, wymyślanie opowieści a nawet nauka angielskiego. Wszystko to pozwalało skazanym nie tylko na pobudzanie aktywności mózgu, ale również na zachowanie pozorów normalności. Ustalanie planu dnia oraz innych zasad, sprawiło, że długie i ciemne dni spędzone w izolacji stawały się nieco bardziej znośne.

 

Przy życiu Salima trzymało nie tylko umiłowanie wiedzy i zdrowy rozsądek, ale również wiara. Poświęcał on dużo czasu na recytację ustępów Koranu, oddawał się modlitwie i medytacji. Choć wielu z jego towarzyszy odeszło a ich śmierć poprzedzały niekiedy długie męczarnie, on nie panikował, nie tracił nadziei. Paradoksalnie, wraz z upływem czasu stał się niejako przywódcą wszystkich uwięzionych wraz z nim zamachowców, stojąc na straży zachowania ustalonych reguł i tym samym pozorów normalnego życia.

 

Książka ta, choć jest lekturą wywodzącą się z zupełnie innego kręgu kulturowego, idealnie wpisuje się w nurt europejskiej literatury obozowo-łagrowej. Już po pierwszych kilku stronach, czytelnik czuje, że trafił na znajomy grunt. Losy uwięzionych Marokańczyków korespondują z doświadczeniem osób, które trafiły do obozów koncentracyjnych, czy łagrów. Oczywiście skala, powód i przebieg tych form eksterminacji są zupełnie inne, jednak towarzyszące temu cierpienie oraz nieuchronna śmierć doskonale je łączy. Tahar Ben Jelloun, podobnie jak świadkowie masowych zagład w czasach II Wojny Światowej, zamiast uciekać do świata metafory, opisuje cierpienie i śmierć zgromadzonych tam osób w sposób jak najbardziej realistyczny. Nawet obraz powrotu głównego bohatera do życia na wolności idealnie pokrywa się z relacjami byłych więźniów obozów koncentracyjnych, na których psychice doświadczenie pobytu w takim miejscu zostawiło nieodwracalny ślad, pokazując, że koszmar uwięzienia nie kończy się wcale tak szybko, jak można by było się tego spodziewać.

 

To oślepiające, nieobecne światło to świetny przykład opowieści, która chociaż brzmi dla nas, polskich czytelników, znajomo, to jednak opowiedziana przez Tahara Ben Jellouna uzupełnia ją o nowy, nie tylko egzotyczny, ale i duchowy kontekst. Jakby nieco na przekór przyjętym standardom, nie jest to jednak książka pogrążona w ciężkiej, niemal grobowej atmosferze. Wręcz przeciwnie, opanowanie i wiara Salima stanowi przeciwwagę dla całego kontekstu, w którym się znalazł. Autor zamiast napisanego surowym językiem sprawozdania oferuje czytelnikom niemalże poetycki, plastyczny opis, który jedynie pozornie kontrastuje z drastycznymi i naturalistycznymi opisami losów więźniów. W rzeczywistości ten kontrast pomiędzy językiem a treścią sprawia, że jest to książka nie o pobycie w pozbawionym światła więzieniu, nie o cierpieniu zamkniętych tam osób, ale o silnej woli i nadziei, która nie jest wcale matką głupich i może sprawić cuda.

Like Reblog Comment
text 2013-11-17 15:32
Szlakiem literatury zagranicznej: przystanek #3 - Maroko

 

Była Rosja i Ukraina. Czas wyrwać się z tego słowiańskiego kręgu kulturowego i przenieść gdzieś daleko, najlepiej na inny kontynent. Niech to będzie Afryka, ląd który chyba większości nie kojarzy się jednoznacznie z literaturą (nie licząc popularnych ostatnio książek podróżniczych oraz reportaży). Na pierwszy ogień niech pójdzie Maroko.

 

 

Co wiemy o literaturze tego kraju? No cóż, chyba mało który czytelnik może pochwalić się znajomością literatury marokańskiej. Państwo to kojarzymy raczej z filmem, a konkretnie z Casablancą z pamiętną rolą Humphrey’a Bogarta i Ingrid Bergman, którego akcja dzieje się w największym mieście Maroka. Stolica tego północnoafrykańskiego państwa również na stałe zagościła w naszej świadomości, w końcu codziennie słyszymy o różnego rodzaju ‘rabatach’ (zbieżność nazw jest jednak zupełnie przypadkowa). Do Maroka można pojechać również na wakacje i cieszyć się czasem spędzonym w hotelowym basenie.

 

Ale co z tą literaturą? Nawet nie mając pojęcia, kto i jakie książki w Maroku pisze, możemy spróbować zgadnąć, czego one dotyczą. Kraj ten położony jest w północnej części Afryki, czyli jest zdominowany przez Islam. Oczywiście możemy się domyślić, że podobnie jak w każdym innym kraju muzułmańskim, znajdzie się grupa pisarzy, którzy na kartach swoich dzieł zechcą albo wyrazić swoją miłość do Allaha, albo okazać niezadowolenie z niektórych radykalnych poglądów tak charakterystycznych dla tej religii. Kolejnym faktem wartym odnotowania jest język, w którym powstają książki – jest to albo arabski (język urzędowy) albo francuski, czyli język byłego kolonizatora. Kto wie, może w niektórych dziełach wciąż pobrzmiewają echa czasów, w których Maroko było kolonią francuską? Oczywiście jak każde inne młode państwo afrykańskie borykało się ono z problemami związanymi z zamieszkami na tle politycznym oraz etnicznym. Znając życie i takie wątki znajdziemy w wydawanych tutaj książkach.

 

 

Kogo warto przeczytać? Niestety, wybór jest mały. Oczywiście nie znaczy to, że w Maroku nie powstają żadne książki, lecz ich znikoma cześć pojawia się na rynku polskim. Niech za przykład posłuży nam Tahar Ben Jelloun, urodzony w 1944 pisarz u poeta piszący w języku francuskim. W 1990 roku w Polsce w jednym tomie ukazały się dwie powieści: Dziecko piasku oraz Święta noc (PIW) w przekładzie Małgorzaty Cebo. Na wydanie kolejnej powieści przyszło nam czekać aż 18 lat, kiedy to Karakter z pomocą Małgorzaty Szczurek wydał To oślepiające, nieobecne światło (w październiku tego roku nakładem tego wydawnictwa ukazało się również wspomniane już Dziecko piasku, tym razem w tłumaczeniu Jacka Giszczaka). W 2010 Wydawnictwo Akademickie Dzialog wydało również O mojej matce w przekładzie autorstwa Jolanty Kozłowskiej. Tahar Bell Jelloun był gościem tegorocznej edycji Festiwalu Conrada w Krakowie, gdzie zdążył udzielić wywiadu Notatnikowi Dwójki, który odsłuchać można tutaj.

 

Innym pisarzem marokańskim jest Driss Chraїbi,którego powieść Przebudź się, matko! ukazała się w Polsce w 2007 roku.

 

A może wy znacie jakiś innych pisarzy pochodzących z Maroka?

More posts
Your Dashboard view:
Need help?