logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Muza
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-08-31 21:59
1Q84 - tom 1

 

Haruki Murakami

tłum. Anna Zielińska-Elliott

Muza, 2010

 

Po prozę Murakamiego miałam sięgnąć już dawno, jednak wciąż odkładałam ten moment na później. Nie ufam książkom, wokół których powstaje ogromny szum, które lądują na pierwszych miejscach list bestsellerów, jednocześnie zyskując uznanie krytyki. Rzadko się bowiem zdarza, żeby entuzjazm ogółu czytelników i krytyków się pokrywał. Czy jednak zawsze mają oni rację? Ostatnio zawiodłam się na Wyznaję, książce która zamiast arcydziełem, okazała się być zaledwie próbą jego stworzenia. Wychwalany pod niebiosa Cabré wypada jednak blado w porównaniu do Murakamiego, który już od lat wymieniany jest jako główny kandydat do Nagrody Nobla. Zaintrygowana wszechobecnością tego japońskiego autora w najnowszej książce Bator, zdecydowałam się wreszcie wykonać pierwszy krok i wypożyczyć pierwszą lepszą dostępną w bibliotece powieść jego autorstwa. Wypadło na pierwszy tom 1Q84.

 

Jeśli tytuł tego napisanego w 2009 r. dzieła przywodzi komuś na myśl wydany kilka dekad wcześniej Rok 1984 George'a Orwella, to takie spostrzeżenie nie jest pozbawione podstaw. Śladem brytyjskiego pisarza Murakami kreuje rzeczywistość równie niepokojącą i niejednoznaczną, choć stworzoną na własną modłę. Wielkiego Brata autor zastępuje Little People, a odmienność stworzonego uniwersum dawkuje czytelnikowi stopniowo, niespiesznie odkrywając kolejne tajemnice, które skrywa tamten świat. A nawet dwa światy, bo w pewnym momencie dowiadujemy się, że mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem światów równoległych.

 

Choć brzmi to jak zapowiedź powieści z gatunku science-fiction, to jednak Murakami wplata te wątki subtelnie, od czasu do czasu podsycając ciekawość czytelnika. Przez większość czasu skupia się jednak na realiach Japonii lat osiemdziesiątych minionego wieku, prowadząc podwójną narrację z której każda skupia się na jednym bohaterze. Raz śledzimy losy płatnej zabójczyni Aomame, raz czytamy o rozterkach początkującego pisarza Tengo. Jak można się łatwo domyślić, postaci te mają ze sobą wiele wspólnego i prawdopodobnie ich drogi jeszcze się skrzyżują.

 

Murakami może i stworzył świat, w którym po niebie wędrują dwa słońca, ale wypełnił go problemami nierozerwalnie związanymi z naszą rzeczywistością. Na pierwszy plan wysuwa się dość drażliwy problem związany z religią, a zwłaszcza sektami. Świadkowie Jehowi nie będą zadowoleni czytając krytykę, jaka pada pod ich adresem na kartach 1Q84, choć całe szczęście ich odmowa prawa do transfuzji krwi wypada niegroźnie przy poczynaniach innych fikcyjnych grup religijnych wspominanych przez autora. Równocześnie porusza on problem przemocy fizycznej, której ofiarami padają zarówno dojrzałe kobiety, jak i małe dziewczynki. Z praktycznie każdej strony wyziewa również samotność, na jaką skazany jest współczesny człowiek.

 

Czas odpowiedzieć sobie na pytanie, co sprawia, że 1Q84 zostało dobrze przyjęte zarówno przez czytelników, jak i krytykę. No cóż, ci pierwsi otrzymali powieść wciągającą, która już od samego początku stawia pytania i nie spieszy się z udzieleniem na nie odpowiedzi (całość została w końcu pomyślana nie jako pojedyncza książka lecz trylogia). Drugich zadowolił natomiast fakt, że powieść ta prezentuje dość wysoki poziom literacki. Murakami prowadzi narrację płynnie przemieszczając się pomiędzy wątkami napędzającymi akcję, a opisami oraz komentarzami autora.

 

Czy Murakami zasługuje na Nobla? Jedna książka, w dodatku będąca zaledwie częścią dłuższej opowieści, nie stanowi jeszcze podstawy do wydania takiej oceny. Póki co twierdzę, że pierwszy tom 1Q84 to pozycja ciekawa i wciągająca, jednak brakuje w niej tego czegoś, co sprawiłoby, że pod zakończeniu lektury postulowałabym o przyznanie autorowi takiego wyróżnienia. Mam nadzieję, że całość tej trylogii zmieni moje odczucia.

Like Reblog Comment
review 2013-12-28 11:45
Niestrawność po kolacji z wampirem...
Mroczna Bohaterka: Kolacja z wampirem (Mroczna Bohaterka, #1) - Abigail Gibbs

 

Na pewno nie ma takiej osoby, która ani razu nie umówiła się ze swoim najlepszym przyjacielem w jakimś punkcie na mieście o danej godzinie, aby ruszyć razem na podbój sklepów albo bibliotek. Wybierało się wtedy miejsca, gdzie najczęściej przebywają ludzie, aby nie czuć się nieswojo myśląc, że za jakimś drzewem czai się jakiś morderca czy wściekły pies z toczącą się z pyska pianą oczami mierzący nasze cztery litery. Zazwyczaj takim punktem zostaje galeria, kawiarnia czy po prostu rynek (w moim mieście akurat z tym byłby problem, bo my takiego czegoś nie mamy…)

 

Inni jednak lubią ryzykować i jako miejsce zbiórki wybierają wyludnione miejsca, pełne dziwnych napisów na murach, gdzie przechodzą ludzie o nieodgadnionych wyrazach twarzy. Także godzina spotkań wykracza ponad harmonogram bezpiecznych pór. Zazwyczaj wtedy człowiek czeka na znajomych, by móc razem wybrać się na imprezę czy też po prostu udać się razem na taki wieczorny spacer w świetle księżyca. Większości z nich nic się nie dzieje, ale zdarzają się przykrości w postaci morderstw, gwałtów czy też po prostu porwań (czasami z żądaniem okupu albo ktoś po prostu wykorzysta twoje ciało jako darmową przechowalnię narządów). Trochę strasznie, prawda?

 

Violet należy do tej grupy ludzi, która w jakiś sposób lubi narażać się na niebezpieczeństwo. Osamotniona oczekiwała w parku swoich znajomych, by razem z nimi udać się do klubu i balować, aż padnie. Nie spodziewała się jednak, że zamiast imprezy będzie jej dane obejrzeć krwawą masakrę, z wampirami w tle.

 

Ukrywając się, obserwuje jak krwiopijcy raz za razem skręcają karki swoim ofiarom. Dziewczyna jest przerażona, lecz nie potrafi oderwać od tego wszystkiego oczu. Ba! Nawet bawi się w komentatora, mrucząc coś pod nosem. Nie wie ona jednak, że słyszy to wszystko dowódca wampirów – Kaspar.

 

Violet próbuje stamtąd uciec, ale nie jest jej dane pobiec zbyt daleko. Zostaje szybko schwytana i dziewczyna przeczuwa, że skończy tak samo jak reszta ludzi. Kaspar jednak daruje jej życie, lecz porywa ją.

 

Nastolatka trafia do posiadłości, która wręcz zapiera dech w piersi. Cudowna budowla i bogactwo zalegające w każdym kącie zaciekawiają ją, lecz nie na tyle, by nie zapominać o tym, że jest niewolnicą wampirów. Niewolnicą, która ma wybór – zostać tam do końca życia, albo zostać jedną z nich.

 

Jak postąpi Violet? Czy pozwoli sobie na to, aby zostać krwiopijcą? A może zostanie człowiekiem i będzie więźniem do starości? Wszystko to zależy od niej. I od jej młodzieńczego serca, które również lubi płatać figle.

 

 

 

,,Przebudź się albo zginiesz we śnie, dziewczynko.”

 

 

 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o książce to pierwsze słowa z moich ust brzmiały: „Ładna okładka!”. Nic więcej nie umiałam z siebie wykrzesać. Dopiero potem przeczytałam opis i na blogach zaczęły się pojawiać recenzje „Kolacji z wampirem”. Uświadomiłam sobie, że warto się tym zaopiekować i tym sposobem wybłagałam ją sobie jako prezent urodzinowy, za który po raz kolejny dziękuję Dżoanie! Dzięki niej było mi dane zacząć to czytać już szóstego grudnia, ale jakie emocje na mnie wywarła?

 

Książkę czyta się szybko, chociaż akcja w niektórych miejscach nieco zanudza, przez co można chcieć odłożyć ją na półkę. Abigail może i ma talent pisarski, lecz tutaj nie pokazała go zbyt dobrze. Dialogi, które miały mnie śmieszyć czasami prosiły się o to, aby je wyprosić i kazać poczekać, aż dorosną. Jedyne, co mi się podobało to wprowadzenie tutaj balów jak za dawnych czasów i spis piosenek, które zapewne były wykorzystywane w trakcie jego trwania. Są one lepsze niż te dzisiejsze umc umc umc (potocznie nazywane nutą, gdyż składają się one tylko z jednej nuty).

 

Violet to dziewczyna, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Jest zadziorna, pyskata i nie umie się powstrzymywać  przed komentarzami. Taki typ zbuntowanej przeciw wszystkiemu i wszystkim nastolatki, której w głowie imprezy i przyjaciele.

 

Na początku mi to odpowiadało, gdyż lubię wredne bohaterki, jednak po jakimś czasie zaczęło mnie to drażnić. Było tego zbyt dużo i miałam ochotę wziąć Violet za szmatki i kilkakrotnie przywalić nią o ścianę. Po prostu autorka dała jej zbyt wiele składnika „drażnienia ludzi”, przez co po jakimś czasie można chcieć sobie panną Lee wycierać brudne od błota buty. Może i pod koniec nieco się zmienia i pokazuje swoje lepsze oblicze, ale ten niesmak dalej we mnie pozostaję.

 

Drugim bohaterem jest Kaspar, który od urodzenia jest wampirem. Tutaj poznajemy go jako nieczułego drania, dla którego śmierć innych to drobnostka, ale lepsze są panienki i seks z nimi. Nic więcej. Nieco mi to nie pasuję, gdyż jak można się domyślić jest on jedną z ważniejszych postaci na swoim dworze. Czy wysoko postawiona osoba powinna mieć opinię bawidamka i seksoholika? Raczej nie. Tak więc Kaspar łapał u mnie same minusy, dopóki nie odkryłam dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Przeżył coś okropnego w swym życiu i taka była reakcja na to wszystko. Nie tłumaczy to jednak tego jak traktował dziewczynę. Do kobiet odnosi się z szacunkiem, chyba że dobre maniery wyrzuca się za okno i każe wynieść na śmieci…

 

Narratorami są tutaj dwie osoby, o których wspomniałam wyżej. To pozwala ich poznać z każdej strony i dowiedzieć się jak myślą na dane tematy. Każde z nich wychowywało się w innych warstwach, przez co każda nowość jest przez nich odbierana w różny sposób. Również możemy zauważyć jak Violet i Kaspar myślą o sobie wzajemnie i na początku nie jest to raczej słodzenie sobie. Mogę uznać, że to strzał w dziesiątkę, by pisać tymi postaciami, chociaż szkoda, że autorka nie wtrącała jeszcze innych osób.

 

Co mną wstrząsnęło w książce? Wulgaryzmy. Rozumiem, że dzisiejsza młodzież lubi sobie rzucać między sobą słowami na „k”, „ch”, „p” czy „s”, ale czy było to konieczne, aby był ich nadmiar w tej książce? Przecież to powieść dla młodzieży, więc powinno się ograniczać takie coś. Tak, możecie powiedzieć, że autorka chciała wczuć się w klimat młodziaków, bo sama nim jest, ale bez przesady. To już bym wolała natrafiać na błędy ortograficzne, które mnie rażą niż słońce (większość o tym bardzo dobrze wie – pozdrowienia dla Dagmary, Asi i Kasi).

 

 

 

„- Związek? - powtórzyłem, rozglądając się i szukając odpowiedzi w ścianach
- Nie przypominam sobie, żebyśmy byli zaręczeni.
- Kaspar, czy ty w ogóle nie zaglądasz na Facebooka? Zaznaczyłam tam, że jestem w związku! Z tobą!”
 

Podsumowując:

„Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem” to niegrzeczna odpowiedź na sagę „Zmierzch”, która tak naprawdę powinna pójść się schować, bo nie dorównuję jej do rogów stron. Nie mówię, że tamto to arcydzieło, lecz porównywanie tych dwóch książek to lekkie przegięcie.

Jest to kolejna historia o wampirach nic nie wnosząca do świata fantastyki. Wkrótce szum wokół niej ucichnie i nikt o niej nie będzie o niej pamiętał. Świat sobie o niej przypomni, gdy znowu będą robić ogromną reklamę wokół drugiej części, którą przeczytam tylko po to, by stwierdzić, czy autorka zmieniła nieco kreowanie postaci czy jednak dalej są oni wkurzający.

Ta kolacja była dla mnie niesmaczna. Gdybym wiedziała, że skończy się to zgagą to bym tego nie skosztowała.

 

Tytuł: „Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem”

Oryginalny tytuł: „The Dark Heroine. Dinner with a vampire”

Autor: Abigail Gibbs

Tłumaczenie: Jędrzej Polak

Wydawnictwo: MUZA

Tom: I

Ilość stron: 560

Moja ocena: 2,5/5

 

More posts
Your Dashboard view:
Need help?