logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Ojciec-Chrzestny
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2016-03-23 13:03
Ojciec chrzestny - Mario Puzo,Bronisław Zieliński

Mafia, czyli sieć zorganizowanych grup przestępczych z głównym ośrodkiem we Włoszech i w Ameryce, na Sycylii zmieniała się na przestrzeni wieków, zaś aż do połowy XIX wieku rządziło nią wielu obcych najeźdźców. Sycylijczycy połączyli się w grupy, aby chronić siebie i jednocześnie wprowadzać sprawiedliwość na własną rękę. Na Sycylii terminy „mafioso” lub „członek mafii” początkowo nie posiadały konotacji karnej i używane były w odniesieniu do osoby, która wzbudzała podejrzenia u centralnego organu władzy. Do końca XIX wieku niektóre z tych grup zaczęły jawić się jako wewnętrzne armie, czyli „mafie”, które wymuszały haracz od właścicieli gruntów i ostatecznie stawały się brutalnymi organizacjami przestępczymi znanymi dziś jako Mafia Sycylijska. Z kolei amerykańska mafia, która doszła do władzy w latach 20. XX wieku stanowi odrębny podmiot mafii działającej we Włoszech, pomimo że kierują się one tymi samymi zasadami, jak chociażby kodeksem postępowania i lojalności, czyli tak zwaną Omertą.

 

Jak wspomniałam wyżej przez wieki Sycylia (wyspa leżąca na Morzu Śródziemnym pomiędzy Afryką Północną a włoskim stałym lądem) rządzona była przez długą listę obcych najeźdźców, w tym Fenicjan, Rzymian, Arabów, Francuzów i Hiszpanów. Mieszkańcy wyspy, której powierzchnia wynosi prawie dziesięć tysięcy stóp kwadratowych (25 710 km²), tworzyli grupy, aby często w ten sposób chronić się przed wrogimi siłami okupacyjnymi, jak również przed innymi lokalnymi grupami Sycylijczyków. Grupy te później znane były jako Klany lub Rodziny; opracowywały one własny system sprawiedliwości i zemsty, realizując swoje zadania w tajemnicy. Do końca XIX wieku wewnętrzne armie, czyli „mafie” często wykorzystywały chaotyczne warunki panujące na Sycylii i w ramach ochrony wymuszały pieniądze od właścicieli gruntów. Dlatego też mafia sycylijska pojawiła się jako zespół Klanów lub Rodzin prowadzących przestępczą działalność.  

 

 

Przeczytaj całość

 

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-09-28 08:01
Mark Winegardner - "Powrót Ojca Chrzestnego"
Powrót Ojca Chrzestnego - Mark Winegardner,Kołodziejczyk Grzegorz

Jest taka powieść, której tytuł brzmi: "Dzień Szakala". Wiadomo, kto jest autorem. Powieść jest kompletna, temat praktycznie wyczerpuje, nikt zatem nie spodziewa się kontynuacji. A jednak - ciąg dalszy się nie dość, że ukazuje, to jeszcze jest zdatny do czytania. Dlaczego? Dlatego, że pisarz pragnący pociągnąć wątek zabójców na zlecenie ciąg dalszy stworzył zupełnie po swojemu, bez oglądania się na oryginał, któremu byłoby dorównać bardzo trudno. W ten sposób "Powrót Szakala" Jacka Oakleya na pewno nie sposób nazwać lekturą wspaniałą, ale zadanie swoje spełnia: dostarcza rozrywki na przyzwoitym poziomie.

 

Czyli zupełnie odwrotnie, niż "Powrót Ojca Chrzestnego" Marka Winegardnera. Ten pisarz wyraźnie miał inny plan, inną koncepcję na ciąg dalszy. Poszedł zupełnie inną drogą, niż Jack Oakley; zrobił coś ryzykownego: nie oparł się tylko na genialnym tle, jakie każdy czytelnik dostrzega po ukończeniu lektury "Ojca Chrzestnego". Niestety Mark Winegardner uznał, że ma na tyle talentu, by kontynuować historię główną, historię właściwą, opisać dalsze losy Michaela Corleone w takim samym stylu, jak Mario Puzo.

 

I to jest bolesna pomyłka, inaczej tego nazwać nie potrafię. Autor przejmuje pałeczkę w chwilach, gdy kończy się oryginał, za pomocą pierwszych rozdziałów pokazując nam kończenie konfliktu, jaki stał się udziałem pięciu rodzin nowojorskich. Na scenę natychmiast wkraczają postaci, które tak dobrze znamy, a pewne wydarzenia rozgrywają się ponownie - miał to być chyba w zamyśle sprytny zabieg, pozwolić czytelnikowi przeżyć to jeszcze raz. I tak sobie myślę, że może nawet dałoby się odczuć pewną przyjemność z takiego bardzo dosadnego powrotu do świata wykreowanego przez Mario Puzo, ale… no właśnie, jest pewno ale.

 

Mark Winegardner nie ma za grosz talentu wielkiego twórcy. Słowa układają się w zdania często zbudowane w taki sposób, że trzeba je czytać kilka razy, bo zrozumieć co autor miał na myśli. Wyobrażacie sobie jaka to męka, czytać o losach bohaterów, których niemal widzieliśmy na własne oczy, tak dobrze bowiem Mario Puzo znał się na swoim fachu, a teraz oglądać zupełnie inne postaci, nie dość, że opisane słabo, to jeszcze wszystkie odmalowane jak z jednego szablonu? To ma być Michael Corleone? Ten sam, który pozwolił sobie złamać szczękę, a potem osobiście zastrzelił ważniaka z policji? To ma być Al Neri? Ten sam, który tak zgrabnie, samodzielnie wykończył tak wielu przeciwników rodziny? Bohaterowie to jakaś katastrofa, tak beznadziejnie słabi, płytcy, byle jacy… dobrze, że Luca Brasi tego nie dożył.

 

Sama historia dałaby się lubić. Chyba nawet jest lepsza w porównaniu do kontynuacji wspomnianego "Dnia Szakala". Tam bowiem Jack Oakley skupił się na sensacji, bez polityki. Mark Winegardner jednak coś tam wymyślił, dorzucił szybko postać, której w oryginale nie znaleźliśmy, a potem przygotował konflikt między nowym bohaterem i Michaelem. Jasne, że wszystko jest szyte grubymi nićmi, jakaś ambicja jednak jest widoczna. Niestety kompletny brak polotu w opisie i dialogu nie pozwolił się lekturą cieszyć, a maniera twórcy, tak bardzo chcącego być jak Puzo po chwili irytuje, wzbudza wręcz wściekłość. Choć niespecjalnie przepadam za tego typu rekomendacjami, to jednak tym razem muszę: drogi Czytelniku, jeśli doceniasz jakość prozy Mario Puzo oraz wyjątkowość "Ojca Chrzestnego" zaklinam Cię, nie sięgaj po tę kontynuację. To zwykły wyciskacz pieniądza, bez wartości, rzecz stworzona tylko po to, by zarobić na znanym tytule. Nie dość, że stracisz tu czas, to jeszcze zrobi Ci się przykro, że tak dobre rzeczy można tak spaprać.

 

The Godfather Returns

Albatros 2005

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-05-26 23:20
Druga najlepsza ksiązka?
Ojciec chrzestny - Mario Puzo

Toż to niemożliwe... 8791 oddanych głosów... średnia ocen 5,36... a jednak jakoś to na mnie nie działa. Jakim cudem ta książka wspięła się na szczyt rankingu biblionetki?

Jest ciekawa historia, barwne postacie, omerta, ale po vice liderze spodziewałem się czegoś więcej.

Like Reblog Comment
review 2014-04-29 00:00
Ojciec chrzestny
Ojciec chrzestny - Mario Puzo Wróciłam po raz kolejny do tej książki, uwielbiam ją.
Like Reblog Comment
review 2014-02-14 00:00
Ojciec chrzestny: Lucky Luciano i tajemnice amerykańskiej mafii
Ojciec chrzestny: Lucky Luciano i tajemnice amerykańskiej mafii - Paul Sherman Pamiętacie takiego gościa Don Vita Corleone? A wiecie, że to nie on był ojcem chrzestnym włoskiej mafii w Stanach Zjednoczonych?;> Ok, żartuje. Przecież w przypadku Mario Puzo i Francisa Forda Coppoli to jedynie fikcja literacko-filmowa - w niektórych momentach posunięta zbyt daleko - a książka Paula Shermana opowiada historię prawdziwego twórcy tzw. Narodowego Syndykatu w Stanach Zjednoczonych Lucky'ego Luciano, a właściwie to Charlsa "Lucky" Luciano, a tak na prawdę Salvatore Lucania urodzonego pod koniec XIX stulecia w sycylijskiej wiosce Lercara Friddi. Nie wiem czy znacie te postać, czy kiedykolwiek obiło Wam się o uszy to nazwisko i pseudonim. Jeśli tak to w książce Shermana będziecie mogli znaleźć wiele ciekawych informacji na temat tego człowieka. Jeśli nie, a interesuje Was tematyka szeroko pojętej przestępczości zorganizowanej w USA, to sięgnięcie po tę publikację jest jak najbardziej wskazane. A dzieje się tak z dwóch a nawet trzech powodów. Pierwszym z nich jest fakt, że jest ona naprawdę przystępnie napisana. Oprócz faktów i z życia amerykańskiej mafii i oczywiście Lucky'ego mamy tutaj weryfikację różnych legend na jego temat, gdzie autor stara się wybrać, bądź wskazać nam najbardziej prawdopodobne rozwiązanie opierając się na swoich badaniach jak i na wielu innych źródłach. Druga sprawa to wplecenie do tej historii fragmentów fabularyzowanych, które mają imitować przebieg niektórych wydarzeń, jak na przykład dialogi czy inne wyjęte iście z powieści opisy przebiegu zdarzeń lub miejsc do których udawał się nasz "bohater" (bohater piszę w cudzysłowie dlatego, że bohaterem to on jest jedynie książki, a tak na prawdę to był niezłą kanalią). Ostatnim atutem jest sposób w jaki autor kreśli tło opowiadanej przez siebie historii. Poznajemy charakter danych czasów, zwiedzamy z nim najprzeróżniejsze dzielnice Nowego Yorku. Odwiedzamy kluby. Słuchamy muzyki i poznajemy najnowsze trędy w modzie i motoryzacji. Poznajemy mentalność ludzi, którzy żyli w tamtych czasach. Także różne narodowości i ich dzielnice, które rozrastały się proporcjonalnie do ilości przekraczających "progi" Elis Island" imigrantów. Dodatkowo Sherman przedstawia nam pokrótce sylwetki najważniejszych gangsterów tamtych czasów oraz osób najbliżej związanych z Luciano. Opowiada nam o strefach wpływów różnych bossów. O tym jak rozsądna dla mafii i tragiczną w skutkach dla wszystkich była współpraca włochów z żydami, a także o zawiłej sieci zależności i wpływów jakie rządziły światkiem przestępczym Nowego Jorku i całych Stanów Zjednoczonych. No i o osławionej, i jak do tej pory najgorszej poprawce jaką politycy wprowadzili do konstytucji, czyli o tzw "prohibicji", która była przysłowiowym eldorado dla wszelkiej maści gangsterów. Najciekawszą w tym wszystkim sprawą jest to, że jeśli miałbym oceniać tę książkę bardzo dokładnie, to za tło dałbym jej 8 a za główny wątek jedynie 6, bo mimo iż autor kreśli nam osobowość i historię Lucky'ego poprawnie i ciekawie, to nie jest to, moim zdaniem, szczyt jego możliwości i cała reszta na tym tle wypada o niebo ciekawiej. Jednak całościowo książka prezentuje się naprawdę bardzo solidnie. Przyjemnie się ją czyta. Jeszcze jedną zaletą może być też próba uściślenia i wytłumaczenia nam słów takich jak mafia czy też cosa nostra, bo dla przeciętnego zjadacza chleba to wszystko mniej więcej to samo, a jednak wcale tak nie jest. No i na koniec, już zupełnie subiektywnie dodam, że podobało mi się także tytułowanie każdego z rozdziałów gatunkiem, bądź nazwą własną różnych alkoholi i w plecenie gdzieś w ich fabułę krótkiej o nich opowieści (jak powstał, kiedy, przez kogo pierwszy raz wydestylowany itp.). Dla mnie, jako dla "znawcy" alkoholi było to szalenie interesujące ;) Podsumowując, książkę jako całość oceniam na mocne 7/10 i polecam wszystkim, którzy interesują się szeroko pojętą przestępczością zorganizowaną w Stanach Zjednoczonych, jak i we Włoszech, a w szczególności na Sycylii. Jak też ludziom, których interesuje Nowy Jork z pierwszych trzech dekad XX w. Zapraszam również na mój blog - Rick's Cafe! http://playitoncemoresam.blogspot.com/
More posts
Your Dashboard view:
Need help?