logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Religia
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-04-25 14:13
Wiara rozumna
PRZEZ ROZUM DO WIARY - Jacek Bacz

Przyznaję się bez bicia, ten temat szczególnie mnie frapuje, może to "wina" Ratzingera i jego sposobu pisania. A może mój sposób myślenia i obecny etap rozwoju. Pewnie wszystko po trochu, po prostu lubię czytać ludzi, którzy do wiary podchodzą życiowo. Książkę zgarnęłam "przy okazji" do koszyka, bo zawsze lepiej wziąć z księgarni 3 książki niż 2 (taka logika czytelnika ;)). Już od pierwszych stron poczułam, że to jest dobra rzecz. Jacek Bacz nie idzie na skróty, nie robi łatwych uników. Z szacunkiem odnosi się do czytelnika, jego wątpliwości i pytań. Nie ma tu tanich uproszczeń czy uszczypliwych uwag w stosunku do myślących inaczej (co nierzadko, niestety, spotykam w tego rodzaju publikacjach). Autor nie sili się na mędrkowanie, nawracanie czy usilne zabieganie o aprobatę u czytającego, pozostawia wiele swobody. Czytając tę książkę nie czułam się przekonywana na siłę, ale raczej zaproszona do rozmowy, do wspólnego spojrzenia na pewne sprawy. Świetnie mi się czytało, z czystym sumieniem mogę polecić zarówno poszukującym jak i wierzącym, świetna lektura dla każdego myślącego człowieka.

Like Reblog Comment
show activity (+)
quote 2017-03-28 05:27
Ludzie dopuszczają się podczas wojny czynów, jakich nie popełniłoby żadne zwierzę, paradoksalnie dlatego że wierzą w Boga. Zwierzęta walczą jedynie z tej przyczyny, że muszą jeść i się rozmnażać; człowiek walczy po to, by dostać się do nieba.
Like Reblog Comment
show activity (+)
quote 2017-03-11 16:45
Z jakiego powodu spory dotyczące wcielenia - albo łaski bożej, predestynacji, herezji, sakramentów, istnienia czyśćca lub prawidłowego przekładu jakiegoś greckiego rzeczownika - mają zagrażać pokojowi i stabilności godziwego ładu politycznego?
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-12-29 14:27
Życie Pi – w poszukiwaniu wiary
Życie Pi - Yann Martel,Zbigniew Batko

Tym razem najpierw oglądnąłem film, a później sięgnąłem po książkę. I wcale nie żałuję. Do tego wszystkiego, kończąc lekturę, jak raz trafiła się powtórka filmu w telewizji. Oglądnąłem więc go po raz kolejny. I wcale nie żałuję. Zarówno powieść jak i jej ekranizacja, są bardzo dobrymi opowieściami, do których warto wracać. Operują trochę innym językiem, to zrozumiałe, ale w obydwu przypadkach efekt jest więcej niż zadowalający.

 

Ganeśa przedstawiony przez ucznia jednej ze szkół w Gurgaonie (Gurgaon, 2016 r.)

 

Nie zdradzę żadnej tajemnicy, jeśli napiszę, że „Życie Pi” jest historią nastoletniego Pi Patela. To syn właściciela ogrodu zoologicznego z Pondicherry (dawnej kolonii francuskiej na terenie południowych Indii). Beztroskie dzieciństwo i młodość głównego bohatera zostały przerwane przeprowadzką (wraz z inwentarzem) do Kanady. Statek, którym rodzina wyrusza w podróż, nigdy nie dotarł jednak do celu.

Opowieść ma dwie główne, równoległe warstwy. Jedna z nich to codzienna walka o przetrwanie na Pacyfiku. Druga, to poszukiwanie Boga przez Indusa, dorastającego w wieloreligijnym społeczeństwie. Klamrą spinającą całą historię, jest stwierdzenie, którym został poruszony kanadyjski pisarz, słuchający historii opowiadanej przez Pi Patela. Usłyszał on, że Pi ma do opowiedzenia coś, co sprawi, że uwierzy on w Boga. To skłania pisarza do odwiedzenia tytułowego bohatera i sprawdzenia, czy rzeczywiście dzięki opowieści Indusa, można zyskać wiarę...

Nieważne, czy obietnica złożona kanadyjskiemu pisarzowi została spełniona, czy nie. Ważne, że „Życie Pi” jest dobrą opowieścią o poszukiwaniu, o przetrwaniu, o człowieczeństwie, o wierze. Brak w niej nadętego dydaktyzmu czy prostych (w znaczeniu: prymitywnych) przepisów na wiarę, których można by się po takiej historii spodziewać. Koniec końców, Pi pyta (czytelnika), która z przedstawionych wersji wydarzeń jest lepsza. I to czytelnik może wybrać, co mu bardziej pasuje. Czyż może być lepszy gest w stronę czytającego?

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-12-27 10:58
Zamiast konstruktywnej krytyki – frustracja, czyli o „Listach z Ziemi” M. Twaina
Listy z ziemi - Mark Twain

Nieduża książeczka, która obiecywała tak wiele tematem i nazwiskiem autora dla mnie niestety okazała się ogromnym rozczarowaniem. Nie należąc do wielkich fanów chrześcijaństwa, religii, czy też wiary w przeróżne mistyczne zjawiska miałem nadzieję na coś konstruktywnie krytycznego, coś napisane przez fachowca od języka dla mas, nadającego się do cytowania i polecania innym.

 

Po prawdzie interesujące są zaledwie dwa pierwsze listy, które przedstawiają człowieka jako istotę pełną wzajemnie się wykluczających pragnień. Szybko jednak się okazuje, że autor nie będzie trzymał się prostych porównań ludzkich życzeń z ichnimi wyobrażeniami o życiu wiecznym, nie będzie punktował zwyczajnych głupot, jakie stały się symbolem wieczności w niebie, nie będzie także piętnował tych wszystkich nieścisłości między okrutnym Bogiem sprzed lat i miłosiernym Ojcem-Stwórcą z Nowego Testamentu w dodatkowym zwarciu z tym, jak obaj Bogowie są czytani i interpretowani przez tak zwanych “ludzi kościoła”. Niby to robi, ale w tak zły sposób, że aż boli...

 

Listy z Ziemi, mimo moich najszczerszych chęci, trudno jest mi uznać za rzecz wartą poznania. Niechęć do chrześcijaństwa, czy też może tylko kościoła, a może do religii jako sposobu wygodnego życia dla niektórych grup społecznych jest to niczym innym jak zwyczajnym kpieniem z Biblii. Co samo w sobie nawet lubię, jeśli kpienie ma w sobie choć odrobinę dowcipu, nawet jeśli to dowcip ciężki. Natomiast w Listach widać przede wszystkim ogromną niechęć autora, wstręt na tyle duży, że talent pisarski gdzieś się zgubił, a całe zjawisko jest dla Twaina tak ohydne, że nie jest w stanie odnieść się do niego na spokojnie, że sam się nakręca, tworząc coraz to dziwniejsze twory i porównania, coraz bardziej prymitywne i płytkie.

 

Autor sam dał przeciwnikom narzędzia do krytyki tego dzieła, bo poważnie, opisywane przez Szatana porównania i sytuacje są tak naciągane, tak grubymi nićmi szyte, że nawet ktoś, kto sam chętnie religiom dokucza nie potrafi być ślepym; książeczka nie ma absolutnie nic wspólnego z krytyką czy próbą polemiki lub uświadomieniem jakiejś części społeczeństwa. Z ogromnym żalem, ale szczerze i krótko: to zwyczajne wiadro pomyj wylane na religię chrześcijańską. W ten sposób nikt nie zacznie zadawać pytań, prędzej grono wiernych się zwiększy po lekturze.

 

Jako skończony naiwniak wyobrażam sobie, że autor tego nie publikował, bo doskonale sobie zdawał sprawę z niskiego poziomu. Że pisał to aby odreagować frustracje, do szuflady, a wydali potomni dla kasy. W każdym razie: jeśli ktoś, jak ja, spodziewał się odkryć tu jakieś niezwykłe spostrzeżenia, racjonalne, kreatywne i rzeczowe - sorry, zły adres.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?