logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Wiele-demonów
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-06-17 22:30
Wszystkie demony Pilcha
Wiele demonów - Jerzy Pilch

Jerzy Pilch ma świetną passę. Pomilczał kilka lat, by wydać za jednym zamachem nowy tom zwierzeń i jedną ze swoich najlepszych powieści. W efekcie jest jedynym pisarzem z dwiema nominacjami do Nike jednocześnie, a czyta i komentuje go Polska cała. Przeważnie bardzo pochlebnie komentuje.

 

Ja zacznę jednak nieco inaczej. Nie lubię Pilcha. Nigdy go nie lubiłem. Zawsze uważałem, że jest przegadany, choć niewątpliwie bardzo utalentowany. Spis cudzołożnic, Pod Mocnym Aniołem czy też Miasto utrapienia – by wymienić tylko najlepsze książki pisarza – to najściślejszy kanon współczesnej polskiej literatury. Co jednak jest z Pilchem nie tak? Zawsze dbał o doskonałość zdania, choć nie zawsze były to zdania potrzebne. Niezwykła wrażliwość na melodię języka sprawia, że większość jego czytelników zazwyczaj mu to przegadania wybacza. A ja nie bardzo – nigdy nie lubiłem jego ględzenia o piłce nożnej, nigdy nie znajdowałem w tym nic interesującego. Wielu moich znajomych twierdzi, że Pilcha da się czytać nawet wtedy, gdy pisze o swojej miłości do futbolu. Ja te fragmenty opuszczam.

 

W Wielu demonach nie ma zbyt wiele o piłce (tylko kilka zdań na początku pierwszego rozdziału), jest za to sporo przydługich dialogów o niczym, rozpraw z dziedziny teologii ludowej, a także piętrowe wyliczenia narratora, które oczywiście zachwycają finezją, ale zazwyczaj są w powieści zupełnie zbędne. I powiedzmy sobie jasno – nie należę do tej grupy czytelników, która narzeka na to, że nie wiadomo, co się stało z córką pastora i że akcja jest jakaś mętna. Nie przeszkadza mi to. W końcu Pilch wyraźnie daje do zrozumienia, że Wiele demonów to nie kryminał, tylko powieść luterańsko-kryminalna, która z natury rzeczy musi być parodią (s. 319). Na tym polega właśnie dobra zabawa, prawda?

 

Jest też w powieści sporo literackiej gry na najwyższym poziomie, prowadzonej zarówno w obrębie wcześniejszej twórczości Pilcha, jak i poprzez odwołania do historii literatury. A pisarz robi to z ogromnym wdziękiem, nienachalnie, dając czytelnikowi czystą przyjemność z lektury. Jak przed laty, mamy tu trochę Mickiewicza (znowu Dziady), trochę Pilcha (Inne rozkosze), a trochę nowego kryminału (skojarzenia z zeszłoroczną laureatką Nike są jak najbardziej na miejscu). I bardzo dobrze.

 

Jest i niepowtarzalny, senno-nostalgiczny klimat, czyniący z Sigły jedną z najciekawszych małych ojczyzn w literaturze europejskiej. Mistrzowski język i genialny sposób kształtowania przestrzeni sprawia, że Pilch bije na głowę niejednego pogrobowca realizmu magicznego. To samo kreuje w kinie Jan Jakub Kolski. W moim odczuciu jest to mistrzostwo świata.

 

Czego zatem brakuje? Jak zwykle u Pilcha, forma tak mocno zawładnęła pisarzem, że zabrakło istotnej treści. A przy niemal 500-stronicowej powieści to już poważny mankament. Dlatego pisarzowi bliżej do Italo Calvino niż do Gombrowicza, choć wydaje się, że lepiej byłoby na odwrót. I dlatego uważam, że zeszłoroczna książka Joanny Bator jest bardziej warta uwagi. Mam wrażenie, że za dwa lata niczego poza nastrojem nie będę z powieści Pilcha pamiętał. Tak mam z Innymi rozkoszami – książką, która kiedyś wydawała mi się porywająca.

 

Pilch z jednej strony dyskredytuje religijne podziały i napuszony teologiczny język, a z drugiej poświęca katolicko-luterańskim sporom kilka dziesiątek długaśnych stronic. Niby stara się powiedzieć coś ważnego o ludziach żyjących na styku kultur, narodowości i wyznań, a przy tym zanudza kilometrowymi okresami retorycznymi unieważniającymi możliwość dyskursu. Rejestruje świat, który odchodzi w niepamięć, ale czasami niebezpiecznie zbliża się do estetyki Domu złego.

 

Na szczęście robi to z wdziękiem. Dlatego dobrze, że cała Polska czyta Pilcha. Lepiej nam z Pilchem, niż bez niego. Czy to wystarczy, by wygrać Nike? Autor najlepszej nominowanej książki nie zamierza nagrody przyjąć, więc postanowiłem uznać, że wszystko mi jedno.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-02-07 18:54
Dwóch bohaterów
Wiele demonów - Jerzy Pilch

Pierwszym bohaterem powieści jest przymiotnik.

Nie miałem styczności z twórczością Pilcha wcześniej. I do razu wpadłem w pisarstwo „na bogato”. Słowa wylewają się z autora jak woda ze strumienia po burzy. Nie znaczy to, że jest ich za dużo. Efekt jest zadziwiający, bo autor skutecznie panuje nad wszystkim. Właściwie tą książkę się nie czyta. Ją się wchłania, albo odwrotnie jest się przez ten język porwanym. Piękno przymiotników osiąga tu arcymistrzostwo. Bo chociaż to nie wzburzona woda – ale na pewno żywioł. Różnie można reagować – roześmiać się w głos, przeczytać komuś wyjątkowy fragment dzieląc się emocjami lub potrząsnąć głową ze zdziwienia. Oszałamiające.

 

 

Drugi bohater to wyobraźnia

Obrazy jakie ten „Pilchowy” język wymalowuje to osobna „bajka”. Bohaterów, zdarzenia, sceny opisuje ktoś o nieprzeciętnym spojrzeniu, swojej i tak naprawdę tylko sobie znanej wizji świata i ludzi. Ta wyobraźnia zmienia Ziemię Cieszyńską w sceny wyjęte z najlepszych „nawiedzonych” filmów. Czy to jeszcze Jerzy Pilch? A może ten klimat nie pochodzi z głowy autora tylko Tim Burton zawitał w Beskid Śląski i podyktował scenariusz panu Jerzemu?

 

Nieważne. Ciesze się, że mam za sobą kawał świetnej literatury.

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-07-30 11:52
Pan Opowiadacz
Wiele demonów - Jerzy Pilch

Jerzy Pilch, „Wiele demonów”

 

Zapowiadało się szumnie – pierwsza po latach powieść Pilcha. I co by tu dużo nie mówić – jest dobrze. A właściwie to nawet lepiej.

 

Sigła, śląska wieś, w której każdy wierzy po swojemu i w innego Boga. Miejsce, w którym banalne zdawałoby się problemy i codzienne sprawy stają się niezwykłe, a małe ludzkie problemy przeradzają się w barwne opowieści. To takie małe polskie Macondo zamieszkałe przez postaci tak zwykłe, że aż nietypowe. Jest wielka tajemnica i są setki pytań bez jasnych odpowiedzi. A do tego wszystkiego jest jeszcze Fritz – listonosz, jasnowidz, cudotwórca samozwaniec, którego nawet SB i partia omijają szerokim łukiem.

 

Fabuła? Jest oczywiście, lecz chyba ważniejsza jest tutaj sama opowieść i prawdziwy popis pisarskiego kunsztu Pilcha. Oraz przypomnienie, jakie piękne rzeczy możemy stworzyć za pomocą pióra.

 

Solidny kawał literatury na najwyższym poziomie. Choć z pewnością nie dla każdego. 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-07-01 08:17
Dalej, panie Somnambulmeister, zaczynamy święto opowieści
Wiele demonów - Jerzy Pilch

Lata 50. Małe luterańskie miasteczko gdzieś na Ziemi Cieszyńskiej. Trochę zapomniane przez Boga, na pewno nie zapomniane przez Szatana. Mieszkańcy zmagający się z codziennością – a to drwa trzeba narąbać, a to siano zebrać, pójść do kościoła kazania wysłuchać albo na targ po kaszę i garść nowin. Jest pastor z pastorową, jest lekarz, komendant, listonosz-miejscowy-jasnowidz, parę bab, grupa chłopaków.

 

A to wszystko lepkie od smrodliwej, piekielnej smoły, którą szatani zostawiają po sobie, przemierzając siglańską ziemię wzdłuż i wszerz.

 

 

 

 

 

 

 

Ta książka jest jak fotografia zrobiona życiu tylko na pewnym wycinku, który jednak nie został wybrany ze względu na jakieś szczególne cechy. Demony siedzące ludziom pod czaszką są bowiem własnością uniwersalną życia, nie trzeba do tego specjalnego świata przedstawionego. Fabuła nie jest linearna. W wywiadzie z Jerzym Pilchem dla Programu Pierwszego Polskiego Radia reporterka kładła nacisk na to, że książka jest kryminałem bez zakończenia. Jasne, wątek „kryminalny” jest – tajemnicze zaginięcie młodszej z córek Pastora, nigdy do końca nie wyjaśnione, które w oczywisty sposób poruszyło całe miasteczko. Nie uznałabym tego jednak za główny wątek, choć niewątpliwie ta sprawa snuje się w tle jak smuga papierosowego dymu. Każdy rozdział jest zamkniętą częścią, snop światła pada na kolejnych mieszkańców Sigły, oświetlając skrawek ich życia i ich osobiste rozdarcia, wytarcia, wyrwy i skaliste urwiska. Chronologia jest tutaj całkowicie zaburzona. I do niczego się nie przydaje.

 

*

 

Myślę, że książka jest o życiu. O życiu przesiąkniętym tragizmem, egzystencjalnym bólem, o życiu jako wiecznej męczarni, przesyconej typowo purytańsko-luterańską obecnością Boga i atawistyczno-luterańskim paraliżującym lękiem przed Szatanem. Pilch wkłada w głowy poszczególnych bohaterów kawalkadę szatanizmów, belzebubów, a nadto codzienna psychomachia wywołuje lęki, nienawiść, gorycz, żal podniesione do potęgi ze trzydzieści razy. Człowiek rodzi się w męczarniach, żyje w męczarniach i w męczarniach kona.

 

W tej książce wszystko jest bardziej. Pilch porywa potokiem słów, bogactwem języka, rozbuchaną i rozchełstaną opowieścią, wpadamy w wir podświadomości bohaterów, którzy na zewnątrz relatywnie opanowani, w środku rzężą, wiją się, raz gorączkują się do czerwoności by po milisekundzie wstąpiła na nich trupia bladość zroszona lodowatym potem.

 

- Poproszę w takim razie kawałeczek kiełbasy. - Bardzo dobrze... To rozumiem, zaraz ci zrobię z chlebusiem... - Nie chcę chleba... - I z masełkiem... - rozpędzona matka nie była w stanie wyhamować przy chlebusiu. - Jak to? Samą kiełbasę? Samą kiełbasę bez chleba będziesz żarł? – Z wolna podnosiła głos, młody definitywnie, pospiesznie i na wszystkich liniach kapitulował: - Dobrze, poproszę kromkę z kiełbasą. – Bez masła! Może mi powiesz – matka darła się wniebogłosy – że bez masła!

Potem jakby nagle przebita niewidzialnym i nie wiadomo przez kogo ciśniętym oszczepem cichła i wiotczała, i zbliżała się jakimiś rozpaczliwymi rzutami ledwo trzymających się na nogach ciała. – Wiesz, że bez masła się ślepnie? Chcesz być ślepy? Dlaczego mnie zabijasz? Dlaczego mordujesz mnie i ojca? Dlaczego nie chcesz jeść jak człowiek?

 

A chodziło tylko o ukrojenie kromki chleba na krajalnicy.

 

Emfatyczność cierpienia rozsadza, przenika każdą cząstkę powietrza, wypełnia każdy dzień.

 

*

 

Biesy Dostojewskiego czytałam już jakiś czas temu, więc wolę unikać porównań, ale tutaj, Sigła jest miejscem, w którym Szatan ma szczególne upodobanie. W jarmarczno-luterańskiej wrażliwości cuchnący gównem ogon i czarne od smoły kopyta obecne są absolutnie wszędzie, diabeł pali w piecu u pastorostwa na farze, wszetecznice babilońskie tańczą u Rotha na stole, diabli biorą starkę Zuzannę w sensie ścisłym, gdy ta znika na parę godzin nie wiadomo po co i dlaczego, a po odnalezieniu wygląda co najmniej tak, jakby chciała się zabić. Z jednej strony wzmaga to tragizm, z drugiej jest polem do popisu typowego dla Pilcha, wisielczego humoru

 

Niezwykle poruszające jest, gdy w trakcie czytania uświadamiamy sobie, że w umysłach tych bądź co bądź prostych, przejętych codziennością ludzi nieustannie tkwi myśl o samobójstwie. Staje się ono zwieńczeniem owego wielopiętrowego egzystencjalnego bólu; choć obecne ciągle, to nigdy nie powszednieje.

 

Jak na swoją objętość książka może nie jest kopalnią złotych myśli, ale całkiem pokaźnym źródełkiem z pewnością (Miłość jest wtedy, gdy jest ci przykro na myśl o jego smutku po twojej śmierci).

 

 

*

 

Wydaje mi się, że nie jest to książka, w której taplamy się na dnie egzystencji tak jak w przypadku Pod Mocnym Aniołem. Pozostaje jednak upiorną karuzelą, na której w dwójnasób odczuwamy fakt, jaką schizofreniczną utarczką potrafi być życie, jak bardzo męcząca potrafi być walka ze swoją podświadomością, swoimi demonami i ludźmi wokół – do tego stopnia, że w końcu ucinamy sznur na bieliznę i biegniemy do lasu powiesić się na najbliższym drzewie. Lektura wciąż dostarcza ciekawych doznań, a sam Pilch zachwyca swoją inteligencją i przenikliwością.

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
quote 2013-06-30 20:27
- Jaka jest różnica pomiędzy powiedzeniem: jeszcze jestem a powiedzeniem: już mnie nie ma?
- W pierwszym jest rozpacz. W drugim marna pociecha.
Wiele demonów - Jerzy Pilch

Jerzy Pilch, Wiele demonów, wyd. Wielka Litera 2013

More posts
Your Dashboard view:
Need help?