logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: aniol
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2016-01-11 17:24
Orhan Pamuk "Nowe życie"
Nowe życie - Orhan Pamuk

Przeczytałem kiedyś pewną książkę i całe moje życie się zmieniło. Już od pierwszej strony tak silnie na mnie podziałała, że miałem wrażenie, jakbym odrywał się od krzesła, na którym siedziałem i od stołu, na którym leżała książka. Chociaż byłem przekonany, że moje ciało oddala się ode mnie, to tkwiłem na krześle i przy stole całym sobą, całym swoim jestestwem, a książka działała nie tylko na mą duszę, lecz na wszystko, co sprawiało, że jestem sobą. Był to wpływ tak ogromny, że wydawało mi się, iż spomiędzy jej kartek bije światło, które uderza w moją twarz; światło, które mąci mój umysł i jednocześnie go rozjaśnia. Pomyślałem, że dzięki niemu będę mógł stworzyć siebie na nowo i że z nim nie zboczę z drogi; wyczułem w nim zapowiedź życia, do którego wkrótce miałem się zbliżyć i które miałem poznać. Siedziałem przy stole i przewracałem kolejne strony, z pełną świadomością czytając zapisane na nich słowa, a moje życie właśnie się zmieniało.

Pewnego dnia student Osman zauważa na uczelni piękną dziewczynę z książką. Wracając do domu dostrzega ją na ulicznym straganie, bez namysłu kupuje i zaczyna czytać. Lektura okazuje się niezwykle wciągająca, bohater nie może się od niej oderwać. Co więcej, wydaje mu się, że spomiędzy otwartych kartek bije jakieś tajemnicze światło. Jej wpływ jest tak wielki, że Osman postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie i odnaleźć świat przedstawiony w książce. Pierwszym etapem jest rozmowa z ludźmi, którzy tak jak on przeczytali książkę. Zwraca się więc do Canan - dziewczyny, u której zobaczył ją po raz pierwszy, a ona przedstawia go Mehmetowi. Chłopak jednak ostrzega go, że na końcu drogi czeka jedynie śmierć. Niedługo potem zostaje postrzelony na ulicy i znika. Canan również opuszcza Stambuł i udaje się w nieznanym kierunku. Zakochany Osman postanawia ją odnaleźć. Zaczyna długą, męczącą podróż przez kraj, przesiadając się z autobusu do autobusu. Gdy w wyniku kolizji ginie część pasażerów, przybiera nową tożsamość i od tej pory jeździ na miejsca wypadków w poszukiwaniu tajemniczego anioła i nowego życia. W końcu w jednym z nich spotyka Canan i wspólnie kontynuują podróż, szukając jej ukochanego Mehmeta. Docierają do domu twórcy spisku przeciwko książce i jego agentów, obserwujących tych, którzy ją czytają.

 

„Nowe życie” to powieść specyficzna i wielowymiarowa. Znajdziemy w niej historię nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej miłości, która potrafi zniszczyć życie. Walkę z wpływami Zachodu w obronie wschodniej kultury. Poszukiwanie własnej tożsamości i sensu istnienia. Człowieka, który przemierza cały kraj w poszukiwaniu szczęścia i tytułowego „nowego życia”, by ostatecznie odnaleźć je w bliskim sąsiedztwie rodzinnego domu. Jednak wracając ciągle do przeszłości, nie zauważa go, a gdy w końcu doznaje olśnienia, jest już za późno…  Powieść momentami może nudzić, ale przede wszystkim fascynuje, wciąga, niepokoi i zmusza do zastanowienia.

 

Jeśli szukasz lektury lekkiej, szybkiej i przyjemnej – tutaj tego nie znajdziesz. Pamuk rozbudzi twoją ciekawość, zmęczy, zadręczy pytaniami, a potem zostawi, żebyś odpowiedział sobie na nie sam. Jeśli jednak cię to nie zniechęca, podejmij wyzwanie i pozwól mu zabrać się w podróż, a na pewno będzie to przeżycie wyjątkowe.

Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2012/08/orhan-pamuk-nowe-zycie.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-19 23:05
"Anioł śmierci" Paul Hoffman
Lewa Ręka Boga: Anioł Śmierci - Izabela Matuszewska,Paul Hoffman

Wizja świata - była, ciekawy główny bohater - był, zagadka rzucona na koniec książki - była. Autor wszystko co potrzebne miał i... nic z tym nie zrobił. Kontynuacja "Lewej ręki Boga" wypada blado i chaotycznie. Zaraz postanowie Wam wytłumaczyć, czemu lepiej po nią nie sięgać.

 

O ile pamiętacie część pierwszą głównym bohaterem powieści jest Thomas Cale. Sierota, wybraniec który trenowany na zabójcę doskonałego pod koniec poprzedniej części dowiaduje się, że jest Gniewem Bożym, Lewą Ręką Bożą i Aniołem Śmieri. Całkiem dużo tytułów jak na jednego człowieka, czyż nie? Po zdradzie ze strony ukochanej osoby wraca do Sanktuarium z którego poprzednio tak usilnie starał się uciec. Po namowach jego opiekuna Bosco staje na czele armii Odkupicieli, których ma wyszkolić a następnie poprowadzić ku zwycięstwu przeciwko Antagonistom. W tym czasie jego przyjaciele ruszają mu na ratunek, lecz po drodze rozdzielają się i słuch po nich ginie.Cale więc stara się udowodnić swoją wartość militarną, Mętny Henrim, Klais i Idrys Pukke miotają się bez celu a Bosco pnie się coraz wyżej na szczeblach hierarchii  kościelnej. Brzmi chaotycznie prawda? I tak też miało brzmieć, bo cała powieść sprawia wrażenie nieprzemyślanej i totalnie spapranej.

 

Po pierwsze motywacja głównego bohatera. Cale uznając, że nie ma innego wyjścia dosyć ochoczo podejmuje współpracę i masakruje coraz to kolejne zastępy Antagonistów. Staje się przy tym wygodnicki, rozpieszczony i przyzwyczajony do wydawania poleceń. Czy stara się wykorzystać swoją pozycję do kolejnej ucieczki? Ależ skąd. Wygląda na to, że odpowiada mu ta nowa sytuacja. Zupełnie jakby całe dzieciństwo zostało puszczone w niepamięć a on całkowicie dał wiarę opowieściom Bosco o proroctwie na jego temat. Jeżeli było tak w istocie, to czemu ani razu nie zapytał go o jakieś szczegóły? Posłusznie wykonywał polecenia aż do pewnego momentu, kiedy pod wpływem przyjaciela zmienia zdanie i daje nogę. Całkowicie nielogiczne zachowania, koło których nie potrafię przejść obojętnie.

 

Po drugie bohaterowie drugoplanowi. Trójka wspomnianych przeze mnie wcześniej przyjaciół, którzy ruszają śladem Cale'a w pewnym momencie się rozdzielają. O ile losy Klaista są dalej opisane, to reszta znika bez śladu. Sam Kleist zresztą przechodzi dziwną metamorfozę. Ze sceptycznego i cynicznego młodzieńca, który nikomu nie ufał przeistacza się w czułego męża, który planuje swoją przyszłość w nowej rzeczywistości. Jest opiekuńczy i stara sie zyskać w oczach nowych współplemieńców. W swojej służalności bez większego szemrania posmaruje nawet żonie hemoroidy(!). Widać, że autor chciał nadrobić tą postać, lecz czy taka zmiana wyszła mu na dobre? Szczerze wątpię.

Pozostali bohaterowie pojawiają się praktycznie znikąd pod koniec powieści i bardziej pasuje chyba do nich określenie epizodyczni. Wiele nie wnoszą i są tylko wypełniaczami. Tak więc postacie Idrys Pukkego i Mętnego Henriego zostały całkowicie zlekceważone. Ogromne marnotractwo.

 

Po trzecie świat. Pamiętam, że poprzednio wizja świata autora niosła ze sobą pewną niewiadomą. Podejrzewałem obszar podobny do USA ale w okresie  Średniowiecza. Za domysłem tym przemawiały nazwy miast jak Memphis albo Salt Lake. W "Aniele śmierci" obok tych wybitnie amerykańsko brzmiących nazw otrzymujemy Szwajcarię, Hiszpanię, Norwegię, Górę Synaj oraz co mnie już totalnie dobiło Górny Śląsk z Bytomiem. I to wszystko razem, obok siebie oddalone o góra kilkaset staj od siebie. No myślałem, że ktoś sobie robi jaja. Zupełnie, jakby autor wziął kilka przypadkowych nazw geograficznych, wrzucił do woreczka i porządnie potrząsnął. Otrzymany produkt wysypał na kartkę papieru i obrysował ramką. Ta daaam!

Podobny misz-masz otrzymujemy w kwestii wiary. Znana nam wcześniej wizja Powieszonego Odkupiciela jako skrzywionego Chrześcijaństwa była całkiem ciekawa. Lecz gdy do wesołej kompanii dodamy przerysowane i satyryczne wręcz wizje dwóch innych wielkich religii, to śmiesznie już nie jest. Robi się niesmacznie. Chcecie przykładów? Kleftowie są ludem wędrownym, który wierzy w jednego Boga. Bóg ten narzuca im dziwne zwyczaje żywieniowe zakazując jedzenia niektórych zwierząt które np. pełzają lub mają łuski nazywajac je nieczystymi. Też widzicie podobieństwo do koszernego jedzenia u Żydów? Najwyższą wartością u Kleftów jest tchórzostwo i złodziejstwo. Nie uznaja walki bezpośredniej, a jedynie wyprawy łupieskie podczas których kradną ile wlezie i szybko wracają w swoje wąwozy.

Muzelmani natomiast maja obsesję na punkcie swoich żon. Nie mogą one pokazywać światu twarzy a jeżeli zostana pohańbione przez napastników, to przynoszą ujmę swoim mężom. Za taką zniewagę biedna kobieta może się spodziewać tylko kolejnych razów lub ukamienowania. Normalnie wypisz wymaluj Islam.

Mamy już rozpisanych przedstawicieli trzech wielkich religii. No to żeby dodać kolorytu autor dorzuca jeszcze nację, która idealnie pasuje do opisu starożytnych Spartan. Od dziecka skoszarowani, nastawieni tylko na walkę i niewolący inny naród, który jest od zawsze ich sługami. Oczywiście nie można zapomnieć o selekcji noworodków i praktykach z wykorzystaniem młodych chłopców. Normalnie nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać.

 

"Anioł Śmierci" to obraz frustracji autora szeroko pojętą religią. Każdy z opisanych systemów religijnych jest skrytykowany i wyśmiany. Gdyby to jednak było zrobione w sposób inteligentny lub zabawny, to dało by się czytać. Zabrakło jednak zarówno dojrzałości, jak i chyba umiejętności i konsekwencji. Ubolewam nad takim obrotem sprawy.

Like Reblog Comment
show activity (+)
quote 2015-09-21 06:33
Zawsze trzeba być ostrożnym z książkami i z tym, co w nich jest, bo słowa mają moc zmieniania ludzi.
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-02-25 21:31
Wybaczcie Madonny
Czarny Anioł. O Ewie Demarczyk - Angelika Kuźniak,Ewelina Karpacz-Oboładze

Na wstępie zaznaczam, że mój stosunek do Ewy Demarczyk oraz jej twórczości był i jest zupełnie obojętny. Zaznaczam to ponieważ z tego, co chcę przekazać może wynikać, iż bardzo nie lubię albo jej albo albo poezji śpiewanej w jej wykonaniu. Po prostu nigdy nie gościła wśród ukochanych płyt winylowych rodziców choć jej "Piosenki Zygmunta Koniecznego" czerniły się wśród rodzinnej kolekcji. Książka Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz - Oboładze jest opowieścią o Ewie Demarczyk, o jej artystycznych wyborach ale tę opowieść snują jej dawni koledzy i przyjaciele. Komentarza Demarczyk zabrakło.

To bardzo sprawnie skonstruowany reportaż - wielu bliskich artystce wspominało lata sześćdziesiąte, Piwnicę pod Baranami, pierwszy festiwal w Opolu, zagraniczne wojaże. Ze względu na ilość cytatów, odnośników i dopowiedzeń książka niestety w znacznej części składa się z przypisów, co czasem męczy. Nie jest to jednak zarzut - po prostu autorki rzetelnie podeszły do materiału źródłowego. Czarny Anioł to lektura na jeden wieczór - szybko przeczytałam ale trochę czasu zajęło mi przeanalizowanie tego, co przeczytałam. Jedno było pewne - główną bohaterkę znielubiłam. Przynajmniej tymczasowo.

 

 

Doszłam do wniosku, że mój obraz kabaretowego Krakowa był mocno wyidealizowany - po prostu niepomnam Kazikowych "Artystów". Piją, palą i swawolą. A w tym wszystkim Ewa Demarczyk - histeryczka o rozbuchanym ego. Nie twierdzę, że taki jest stan faktyczny ale taki jest mój wniosek po lekturze. Perfekcjonistka o niemożliwych do spełnienia wymaganiach, krzykaczka wierząca w moc wahadełek, istota przekonana o swojej ponadprzeciętnej wartości, beznadziejny manager a obecnie osoba ubezwłasnowolniona. Mam świadomość, że to bardzo mocne i przykre słowa ale czytając wypowiedzi dawnych kolegów i współpracowników Ewy Demarczyk, takie właśnie myśli nadciągają do głowy. Tym lepiej byłoby dla artystki by przerwała tę ciszę i przynajmniej poinformowała bliskich, że żyje i ma się dobrze. A już całkiem dobrze by takie ogłoszenie wyszło z jej ust a nie jej partnera /przyjaciela /ciemiężyciela (niepotrzebne skreślić) Pawła Rynkiewicza.

 

 

Mam nadzieję, że swoimi słowami nie uraziłam pasjonatów twórczości Ewy Demarczyk. Troszkę poszperałam w Internecie, wyszukałam archiwalne artykuły i myślę, że to dobrze, że ta książka powstała. Być może skłoni pieśniarkę do choćby krótkiej publicznej wypowiedzi. Wielu jest mocno zaniepokojonych jej zniknięciem i z całą pewnością wielu czeka na jej powrót. Nie wiem czy w grę wchodziłby recital ze względu na warunki głosowe ale zwykłe "Pozdrawiam" na pewno nie zaszkodzi. Czarnego Anioła polecam wielbicielom Ewy Demarczyk i treściowych biografii.

 

 

 

 

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-01-08 20:24
Na wojnie nie ma niewinnych
Na wojnie nie ma niewinnych - Aneta Jadowska

Nadszedł w końcu czas, kiedy przyszło mi pożegnać się z uwielbianą serią i ukochanymi bohaterami. Było mi naprawdę żal tak szybko się za nią zabierać, ale babska ciekawość zepchnęła wszystko na bok i nie pozostawiła mi żadnego wyboru. Co miałam więc robić? Porwałam książkę z półki i po raz szósty dałam się porwać do świata Dory i reszty.

 

Bruno zawsze patrzył wilkiem na Dorę. Jednak to, co zrobił ostatnio, kiedy porwał się na jej wilczego partnera – Varga, było całkowitym przegięciem. Alfa stada Thornu powinien doskonale zdawać sobie sprawę, że dla przyjaciół gotowa jest skoczyć w ogień. A i tym razem wiedźma nie ma zamiaru odpuszczać. Nim jednak sięgnie po ostateczne środku, spróbuje kilku innych sztuczek podsuniętych, przez niespodziewanych sprzymierzeńców: wampirzego księcia – Romana oraz tajemniczą Dłoń.

 

Szczerze?! Myślałam, że po lekturze Egzorcyzmów Dory Wilk nic już bardziej mnie nie zaskoczy. Myliłam się… i to bardzo. Chociaż z drugiej strony, powinnam wiedzieć: po Anecie Jadowskiej zawsze należy spodziewać się niespodziewanego. Choćby tego, że tym razem problem, z jakim przyjdzie zmierzyć się Dorze, uderzy z kilku różnych a czasami nawet dość niespodziewanych stron, z jakich zupełnie się tego nie spodziewałam. Nasza ulubiona wiedźma, również. Także tego…

 

Hmm… Jak zawsze w przypadku tej serii, mam zupełną pustkę w głowie. Pewnie powtórzę się po raz któryś tam z rzędu, ale w tym przypadku nie da się inaczej. Najlepszymi określeniami, jakie ciągle kołacza mi się po głowie w przypadku przygód Dory to: świetna, niesamowita, wspaniała i w ogóle jeszcze „och” i „ach”. No, ale trzeba w końcu zebrać się w sobie i napisać, chociaż coś względnie sensownego i spójnego (z tym ostatnim może być najciężej).

 

Fabuła… hmm… tutaj ponownie pasowałyby mi wymieniane powyżej określenia, ale miałam przecież pisać sensownie, więc jeszcze raz… Fabuła pełna jest napiętego oczekiwania na to, co się jeszcze wydarzy. Szczególnie że od samego początku wiemy „kto”, ale nie do końca można zrozumieć, z jakiego dokładnie powodu chce wykończyć Dorę. Gdyby tego było jeszcze mało, autorka co chwila dokłada nowe wątki i zagadki, które na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego z główną sprawą. Dopiero wraz z rozwojem całej akcji powoli odkrywamy wszystkie nici łączące wszystko w spójną i sensowną całość. W międzyczasie Jadowska zaskakuje nas nie tylko niespodziewanymi zwrotami akcji, ale także i wprowadzeniem zupełnie nowych elementów do i tak rozbudowanego już świata magicznego. Dzięki temu poznajemy pszczele wilki, czy też szeptunkę. Dowiadujemy się także ciut więcej o tym, czym zajmuje się Witkacy, czy też elfy. Naprawdę ciężko jest wymienić wszystko to, o co autorka urozmaiciła swoje uniwersum, szczególnie że często są to niewielkie (ale jakże znaczące) niuanse. Zresztą sami się o wszystkim przekonacie, kiedy sięgniecie nie tylko po ten tom, ale ogólnie o całą serię.

 

Jak wielu fanów serii byłam ciekawa, jak Aneta Jadowska poradzi sobie z pozamykaniem tych wszystkich wątków, których przez sześć tomów uzbierała się naprawdę spora liczba. Co prawda, sporo z nich swoje zwieńczenie znalazło w tomie poprzednim, jednak tyle samo nadal pozostawało w zawieszeniu. Teraz, będąc dawno po lekturze Na wojnie nie ma niewinnych mogę spokojnie powiedzieć, że pisarka poradziła sobie wyśmienicie. To, co powinno zostać zakończone, takie się stało. Szkoda tylko, iż nie doczekałam się opisu ślubu Mirona i Dory, na co bardzo liczyłam. No ale kto wie, może autorka kiedyś się na to skusi. Obecnie nie pozostaje mi nic innego jak tylko zachęcać do sięgnięcia po heksalogię. Samej powracać do niej najczęściej jak się da i czekać z niecierpliwością na trylogię o Witkacym oraz wszystkie inne powieści Jadowskiej.

Source: gardensofimagination.blogspot.com/2014/12/na-wojnie-nie-ma-niewinnych-aneta.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?