logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: buddyzm
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-12-10 18:08
"Buddyzm" dla początkujących i zainteresowanych
Buddyzm - Mariangela D'Onza Chiodo

Książka "Buddyzm" Mariangeli D'Onza Chiodo jest krótkim wprowadzeniem w tematykę buddyzmu. Nie jest to jednak typowy wykład skupiający się na doktrynie, założeniach i kulcie. Autorka z jednej strony kreśli proces rozwoju ruchu i przekształcania się go w religię, a drugiej pokazuje też historyczne tło starożytnych Indii. Mamy więc próbę chronologicznego uporządkowania historii życia i legendy Buddy Śakjamuniego, założenia doktryny i konsekwencje podziałów w obrębie buddyjskich wspólnot. W ostatniej części znalazło się też kilka słów o postrzeganiu buddyzmu przez Zachód a w pod koniec również odniesienie do akcentów wspólnych między buddyzmem i chrześcijaństwem.

 

"Budda był przekonany, że w kobietach koncentrują się wszystkie negatywne moce namiętności, które zaciemniają umysły. Dlatego nawet później nigdy nie przestał żałować dopuszczenia ich do sanghi, uważając ten fakt za niewątpliwą przyczynę rozkładu w przyszłości jego nauki."

Mariangela D'Onza Chiodo "Buddyzm"

 

 

 

 

Świątynia buddyjska w stylu japońskim (Sarnath, 2009 r.)

 


Pozycja warta polecenia osobom zainteresowanym nie tyle wyłącznie samą religią, co również jej ewolucją i warunkami, które ją kształtowały.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-16 07:44
Oddech Boga - Jeffrey Small,Agnieszka Kalus

Kolejna pozycja, przy której od razu nasuwają się porównania do książek Dona Browna. Tym razem nie wiem, czy to źle, czy dobrze. Mimo podobieństw do bestsellerowych "pierwowzorów" i schematyzmu konstrukcji fabuły, książka jest dość strawna.

 

 

Co prawda znowu mamy młodego amerykańskiego naukowca (doktoranta), który ma lekką fobię przed publicznymi wystąpieniami, ale jest też momentami dość infantylny w swoich zachowaniach. Chwilami odnosi się wrażenie, że bohater dąży "do doktoratu po trupach"... Nie jest denerwująco "wszechwiedzący" jak u Browna. Trzeba mu na przykład tłumaczyć podstawy wiedzy o różnych religiach (może poza protestantyzmem), mimo że jest doktorantem od lat zajmującym się religiami i ich historią (na "czołowych" amerykańskich uniwersytetach). Ale na przykład wie doskonale ile dokładnie cali szerokości i długości mają księgi czytane przez mnichów w buddyjskim klasztorze w Bhutanie...

 

 

Co prawda znowu mamy młodą, śliczną dziennikarkę, ale jest dość ogarnięta.

 

 

Co prawda znowu mamy psychopatycznego obrońcę dogmatów, posiadającego znakomite źródło informacji i bliżej (początkowo) nieokreślonych potężnych mocodawców, ale przynajmniej jego działania nie idą równoległym torem z działaniami policji i FBI.

 

Autobusy turystyczne w Sarnath. Szacunek dla tych, którzy uważają, jak bohaterka książki, że można tam dojechać w dziesięć minut z Waranasi (Sarnath, 2012 r.)

 

Jest też niestety dość standardowe postrzeganie świata. Oto poszukiwany artefakt powinien trafić do Stanów, bo tylko to zapewni jego ewentualną analizę. Inny sposób weryfikacji jego prawdziwości nie wchodzi w grę. Bohater nie ma co do tego absolutnie żadnych wątpliwości. Gloria na amerykańskim uniwersytecie, albo niebyt.

 

"- Sarnath! - wykrzyknęła Kristin. - Miasto, do którego udał się Budda, kiedy osiągnął oświecenie.
- Tam, gdzie miał swoje pierwsze publiczne wystąpienia? - Grant zrozumiał dopiero po chwili.
- Byłam tam - przytaknęła Kristin. - Sarnath znajduje się dziesięć minut drogi od Waranasi."

Jeffrey Small "Oddech Boga"


Koniec końców otrzymujemy rozwinięcie dość ciekawego pomysłu na temat losów świata i łagodne wprowadzenie do religioznawstwa (buddyzm, chrześcijaństwo, islam) okraszone kilkoma niezłymi opisami Indii i Bhutanu z trochę mniejszym poziomem szczegółowości niż u wspomnianego Dana Browna. Mam wrażenie, że autorowi (tłumaczowi?) pomylił się Tajwan z Tajlandią i że zabrakło dżinizmu, ale w sumie całkiem to strawne, może nawet potrzebne, zakładając że kilka osób dowie się z książki co to Bhutan czy Sarnath.

Like Reblog Comment
review 2014-01-15 23:13
Konkurs rozstrzygnięty, nagrody rozlosowane :)
Dziennik buddyjskiej pielgrzymki - Krzysztof Renik

Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i nadesłali prawidłowe odpowiedzi. Wszystkie nadesłane odpowiedzi były prawidłowe. Informacje o wygranych zostały właśnie wysłane do Ewy i Aleksandry.

Już teraz zapraszam do udziału w następnym konkursie!

Like Reblog Comment
review 2014-01-07 18:43
Uwaga! Konkurs :)
Dziennik buddyjskiej pielgrzymki - Krzysztof Renik

W nawiązaniu do recenzji książki Krzysztofa Renika „Dziennik buddyjskiej pielgrzymki” mam dla Was obiecany konkurs. Nagrodami są dwa egzemplarze omawianej książki ufundowane przez Wydawnictwo Namas. Jedna z nich nosi (niewielkie) ślady mojego czytania. Nagrody zostaną rozlosowane wśród osób, które prześlą prawidłowe odpowiedzi na pytanie konkursowe. Koszty przesyłki na terenie kraju pokrywam ja, a gdyby w losowaniu chciał wziąć udział ktoś z zagranicy, wtedy musi się zdecydować na samodzielne opłacenie przesyłki.

 

Japońska świątynia buddyjska (Sarnath, 2009 r.)

 

Oto pytanie konkursowe:

Indie są miejscem narodzin przynajmniej czterech religii, z których każda ma w tym kraju miliony wyznawców. Proszę o podanie nazw tych czterech wyznań.

 

Odpowiedzi proszę przesyłać do 15 I 2014 r. na adres cyfranek@yahoo.com. Powodzenia!

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-12-31 19:32
W poszukiwaniu słonej herbaty
Dziennik buddyjskiej pielgrzymki - Krzysztof Renik

Nie wiem, ile z osób czytających te słowa pamięta kolejki po masło w latach '80 XX wieku. Wtedy to na przykład po kilkudziesięciu minutach cierpliwego oczekiwania na dostawę, nadchodził moment ujawnienia jakiż to towar pojawi się w sprzedaży. W mleczarni wielkiego wyboru zwykle nie było, zaczynał się więc czas kolejnych kilkudziesięciu minut oczekiwania na zakup upragnionych dóbr – na przykład 25 dkg wspomnianego powyżej masła odkrojonego nożem przez ekspedientkę z wielkiego bloku na wpół odartego z pergaminu. Do dziś pamiętam zapach świeżego, żółciutkiego kawałka ważonego i zawijanego sprawnie zazwyczaj w szary, a czasami nawet w biały, papier. Teraz to zupełnie co innego, półki chłodnicze w sklepach spożywczych skrzą się od różnorodnych opakowań papierowych, foliowych, metalizowanych czy nawet plastikowych. Tylko gramatura coraz mniejsza a i zawartość masła w maśle może być daleka od naszych oczekiwań kupującego.

 

Dlaczego piszę o tłuszczu i zamierzchłych czasach recenzując książkę? Otóż dlatego, że „Dziennik buddyjskiej pielgrzymki” Krzysztofa Renika przypomina mi trochę te dawne zakupy. Głównie z powodu opakowania – znaczy okładki. Od dłuższego czasu, czyli od momentu, kiedy zobaczyłem książkę, zastanawia mnie właśnie jej okładka. Pomimo spędzeniu kilku chwil na przyglądaniu się jej od przodu i od tyłu oraz ukończeniu książki, wciąż nie jestem w stanie pojąć co ma ona przedstawiać i w jaki sposób pełni funkcję podstawową, czyli zachęcającą do lektury. Brnę więc w prehistoryczne otchłanie mojej pamięci i coraz bardziej przypomina mi się masło zapakowane w szary papier. Skojarzenie wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobne po przeczytaniu książki. Chcecie dowód? Proszę bardzo, oto adekwatny cytat:

 

"- Żeby tak jeszcze włożyć do niej kawałek masła - Taszi rozmarza się raz po raz. Herbata z cukrem to jednak nie to, a sanga jakoś się widać zeuropeizowała lub zhinduizowała, bo podczas modlitw podają głównie słodką, a nie słoną herbatę. Oczywiście nie wywołuje to entuzjazmu Tasziego, który nie aprobuje nowinek. Bo czyż może być na świecie coś znakomitszego aniżeli słona herbata? Oczywiście z masłem."

Krzysztof Renik „Dziennik buddyjskiej pielgrzymki”

 

No ale jakoś nie sądzę, żeby wydawnictwo podczas doboru okładki miało takie pokręcone myśli jak kłębią się w mojej głowie. Jedno jest dla mnie pewne. Okładka nie spełni raczej podstawowego zadania – zachęcenia do sięgnięcia po lekturę. A szkoda, bo uważam, że jest po co sięgać.

 

„Dziennik buddyjskiej pielgrzymki” jest mniej więcej tym, co obiecuje tytuł – zapiskami redaktora Polskiego Radia, który postanowił wspomóc jednego ze swych indyjskich przyjaciół w jego pielgrzymce po świętych miejscach buddyzmu. Trasa wiedzie dwóch pielgrzymów z północnych Indii najpierw na południe subkontynentu, a później z powrotem na północ aż do Nepalu. Dzięki tej podróży i tej przyjaźni możemy bliżej przyjrzeć się codziennemu życiu Tasziego - buddyjskiego mnicha z Ladakhu w czasie jego pielgrzymki. Autor stara się towarzyszyć i przeżywać wraz z nim religijne uniesienia jak i prozę codzienności. Wspiera go finansowo i organizacyjnie używając całej swojej znajomości indyjskich realiów aby ułatwić przyjacielowi odwiedzenie miejsc odległych o tysiące kilometrów.

 

Stragan z hinduistycznymi dewocjonaliami (Katmandu 2003 r.)

 

Relacja toczy się spokojnie, jak spokojna może być podróż w celu odwiedzenia buddyjskich sanktuariów, a ów spokój zakłócają głównie pojawiające się raz po raz rozterki i zastrzeżenia autora. Krzysztof Renik wielokrotnie podkreśla, że wspólne buddyjskie pielgrzymowania nie oznacza wspólnoty celu pielgrzymki. Taszi pozostaje buddystą a autor chrześcijaninem. W końcu ich wspólna podróż się kończy, choć nie oznacza to oczywiście końca przyjaźni.

 

Dzięki zaangażowaniu uczuciowemu autora oraz zapiskom zebranym w „Dziennik buddyjskiej pielgrzymki” możemy i my na chwilę stać się wędrowcami przez święte miejsca buddyzmu. I mogę lekturę „Dziennika...” polecić zarówno tym, którzy te miejsca rzeczywiście odwiedzą jak i tym, których interesuje buddyzm w odmianie tybetańskiej.

 

P.S.

Już teraz zapraszam na konkurs związany z recenzowaną książką, który zostanie ogłoszony wkrótce. Nagrody to egzemplarze "Dziennika..." ufundowane przez wydawnictwo Namas.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?