logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: dziecieca
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-12-03 16:03
ALCATRAZ KONTRA BIBLIOTEKARZE_3# Rycerze Krystalii - Brandon Sanderson

‌Brandon Sanderson, urodził się w 1975 roku w Lincoln w stanie Nebraska. To amerykański pisarz fantastyki i powieści przygodowych dla młodzieży, a także wykładowca twórczego pisania. Dwukrotnie otrzymał nagrodę Hugo za najlepsze opowiadanie. Jest poczytnym autorem książek nie tylko dla młodzieży i nie tylko w Stanach Zjednoczonych, a seria o Alcatrasie Smedry doczekała się już chyba pięciu części. Pisarz świetnie odnajduje się w fantastyce i to zarówno w tej dla nieco starszych czytelników jak i tych młodszych.

 

Brandon Sanderson  Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii

Wydawnictwo IUVI rok 2017

stron 303

 

Alcatraz konra Bibliotekarze_3. #Rycerze Krystalii to trzeci tom przygód trzynastoletniego chłopca obdarzonego niezwykłym talentem… psucia.

 

W tej części Alcatraz dociera wreszcie do Wolnych Królestw, czyli do Nalhalli i doznaje lekkiego szoku przekonując się o tym, że jest tam dosłowną legendą. A pewien możny człowiek pisze o nim książki. Niestety, ale w to samo miejsce docierają wraz z chłopcem i jego przyjaciółmi wrogowie, czyli Bibliotekarze, wśród których znajduje się również matka chłopca. Ktoś próbuje wykraść jakieś księgi z Archiwum Królestwa (nie Biblioteki) i a Rycerze Krystalii chcą ukarać przyjaciółkę Alcatraza za zniszczenie miecza. Oczywiście chłopiec musi wszystko doprowadzić do pozytywnego końca, a pomagają mu tym razem nie tylko rycerska Bastylia, ale także dziadek Smedry i ojciec chłopca.

 

Główny bohater to chłopiec, który od małego nie miał w życiu lekko. Rodzice zostawili go pod opieką obcych i… co się z nim działo można przeczytać we wcześniejszych częściach Piasek Raszida i Kościach Skryby. Za długo by było abym wszystko opisała od początku, dlatego zapraszam do wcześniejszych wpisów. Przyznam tylko, że Alcatraz to chłopiec, który posiadając swój niesamowity talent psucia, potrafi zepsuć wszystko oprócz… dobrego humoru czytelnika.

 

Nie ukrywam, że niesamowite jest to, jak przygody tego dość nieokrzesanego chłopca wciągnęły mnie już od pierwszego tomu. I tak jak czytając poprzednie części, tak i teraz nie potrafiłam się oderwać od stron książki. Może dlatego, że prawie od samego początku autor funduje czytelnikowi nieprzewidywane zwroty akcji i prawie cały czas trzyma czytelnika w napięciu.

 

Alcatraz to trzynastolatek z głową pełną pomysłów, chociaż z ich realizacją nie zawsze radzi sobie tak jak wcześniej mu się to zdawało. Ale ma na szczęście przy sobie rezolutną przyjaciółkę, mądrą i przewidywalną. Ten chłopiec to takie skrzyżowanie Harrego Pottera z Indianą J. i Kevinem. Czyli wszystkim tym, co może mieć (lub chciałby mieć) ciekawy świata nastolatek, dodatkowo posiadający pewne nietypowe talenty.

 

Myślę, że kto sięgnie po pierwszy tom przygód Alcatraza ten z niecierpliwością będzie wyczekiwał kolejnych części. Wiem, że niewielu dorosłych czyta książki dla dzieci, no… chyba że własnym dzieciom lub wnukom, ale żeby ot tak dla siebie… może się mylę (?). Jeśli chodzi o mnie to przyznam, że świetnie się przy tej lekturze bawiłam.

 

Spora dawka humoru w połączeniu z dużą ilością sensacji i fantastyki, to taka trochę mieszanka wybuchowa, ale wciągająca niesamowicie. I nawet odrobinę irytujące stwierdzenia, jakimi autor zasypuje czytelnika, oczywiście nie zawsze traktowane poważnie, nie wpływają na treść książki na tyle znacznie, aby czuć się podczas czytania niekomfortowo. Im więcej autor stara się wmówić złego tym bardziej przyciąga osobę czytającą do siebie i do samej fabuły.

 

Każdy czytelnik w zależności od wieku odbierze tę lekturę inaczej, i z pewnością znajdą się tacy, którzy podejdą do niej lekceważąco, ale i tacy, dla których będzie ona powieścią która na długo pozostanie w pamięci.

 

Pozwolę sobie zacytować słowa autora:

(…) Ta książka oznacza to, co tylko z niej wyciągniecie. Dla niektórych będzie opowiadała o zagrożeniach płynących ze sławy. Dla innych o przemianie wad w talenty. Dla wielu będzie po prostu rozrywką, co jest jak najbardziej w porządku. Lecz dla innych będzie nauką, by kwestionować wszystko, nawet to, w co się wierzy. (…)

 

Alcatraz nie jest idealny, nie jest też złym chłopcem, i myślę, że dzięki tej powieści wiele dzieci spojrzy na siebie i na swoje zachowania w inny sposób. Zobaczy, że nie warto myśleć o sobie „jestem najlepszy” ale warto mieć dystans do siebie samego i co najważniejsze… warto mieć prawdziwych przyjaciół, którzy zjednoczą się i pomogą, kiedy przyjdzie trudna sytuacja. Autor w cudowny sposób przedstawia, że często zbyt mocno wierzący w swoje możliwości ludzie, stają się ofiarami tych, którzy są silniejsi i sprytniejsi. Nie trzeba mieć niezwykłych zdolności, aby stać się bohaterem. Dla mnie większą bohaterką jest Bastylia, przyjaciółka Alcatraza, niż on sam. Dlaczego…? Może dlatego, że postawiona w bardzo złej, wręcz upokarzającej sytuacji potrafiła stanąć w obronie przyjaciół. Autor pokazuje również, że nie wszyscy, którym ufamy, są naszymi przyjaciółmi naprawdę. I chociaż Sanderson stara się na wszelkie sposoby udowodnić, że Alcatraz Smedry jest osobą niewartą uwagi, to z całą pewnością działa na czytelnika bardzo pozytywnie.

 

Myślę, że nie muszę zbytnio zachęcać do sięgnięcia po tę lekturę. Gwarantuje dobrą zabawę nie tylko nastolatkom, ale dorosłym również (nawet tym bardzo dorosłym jak ja), którym przyda się od czasu do czasu takie oderwanie się od rzeczywistości tego „pełnoletniego” życia. Intrygująca, sensacyjna fabuła, połączona z dużą dawką przygody i fantastyki oraz z zabawnymi dialogami, i towarzyszącymi obrazkami na stronach z tekstem… Cóż, mnie ta książka dosłownie porwała, na jeden sobotni dzień.

 

 Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii

Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii

Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii

 Autorką ilustracji w książce jest Hayley Lazo, której rysunki można zobaczyć na stronie

art-zealot.deviantart.com

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-11-27 19:51
LENIUSIOŁKI - Anna Sakowicz

Anna Sakowicz to polska autorka, po której książki sięgam bardzo chętnie. Pisarka gościła już na moim blogu i pewnie zagości jeszcze nie raz. Nie będę się na jej temat rozpisywała, ponieważ przedstawiłam już tę autorkę w kilku swoich wcześniejszych wpisach, kiedy dzieliłam się swoimi doznaniami po spotkaniu autorskim i po przeczytaniu jej kilku książek: To się da, Szepty dzieciństwa czy Złodziejka marzeń.

 

Anna Sakowicz   Leniusiołki_Anna Sakowicz

Wydawnictwo BJ Serwice rok 2017

stron 31

Leniusiołki to książeczka edukacyjna dla dzieci i… dla dorosłych.

 

Leniusiołki_Anna Sakowicz

 

Siedmioletnia Amelka jest śliczną i mądrą dziewczynką. Mieszka w domku razem ze swoimi rodzicami, ma śliczny pokoik, który być może byłby bardziej śliczny gdyby nie fakt, że Amelka bardzo nie lubi w nim sprzątać. Początkowo mama robiła to za nią, ale w końcu się zbuntowała i przestała za Amelkę sprzątać. Niestety jak każda mama, starała się znaleźć przyczynę niechęci córki do sprzątania, bo bałagan w pokoju Amelki coraz bardziej ją przerażał. Któregoś dnia mama znalazła w Internecie niepokojącą wiadomość, że w pokoju córeczki być może mieszkają… małe stworki – Leniusiołki. Czy uda się mamie Amelki znaleźć te niebezpieczne dla dziecka stworki? Czy ktoś przybędzie z pomocą? Czy Amelka pozwoli Leniusiołkom na opuszczenie swojego pokoju.

 

Przyznam szczerze, że dawno żadna książeczka dla dzieci nie zadziałała tak na moją wyobraźnię, i chociaż bardzo dorosła już ze mnie osoba, w pewnym momencie pomyślałam sobie, że do mojego domu też chyba się wprowadziły Leniusiołki. Dlaczego tak pomyślałam nie będę opisywać w szczegółach, ale wyobraźnia zadziałała.

 

Napisałam, że jest to książeczka edukacyjna dla dzieci i dla dorosłych, bo uważam, że wszystkie książeczki dla dzieci niosą jakieś przesłania dla ich rodziców, dziadków, czy opiekunów. W tej historyjce autorka bardzo ciekawie przedstawiła sposób uczenia dzieci, i przystosowywania ich do obowiązków domowych. Jak wielu rodziców, większość rzeczy robi za swoje dzieci, a potem, kiedy ich pociechy są już na tyle duże, że mogą wiele zrobić same – a tego nie robią – rodzice są oburzeni, zasmuceni, załamani, i pytają siebie „co ja takiego zrobiłam źle, że moje dziecko nie chce tego, czy tamtego robić?”.

 

Kiedyś do mojego domu przyjechał w odwiedziny chłopiec około dwunastu-trzynastu lat. Miły, grzeczny, ale całkowicie nieprzystosowany do życia. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zwróciłam mu uwagę na to, że naczynia po posiłku każdy z nas SAM zanosi do kuchni i wkłada do zmywarki. Jeszcze większe zdziwienie było, kiedy zapytałam go, dlaczego nie ścieli SWOJEGO łóżka. Mama tego chłopca wszystko robiła za niego, a on… po prostu nie miał zielonego pojęcia, że takie rzeczy może robić sam.

 

Ale wracając do książeczki, i do problemu małej Amelki. Rodzice dziewczynki martwili się o córkę, bo nie potrafili zrozumieć, że mądra, zdrowa, dobrze ucząca się dziewczynka, nie lubi sprzątać. Wiem, to odwieczny problem wielu dzieci, ale pamiętajmy „czego Jaś się nie nauczy…” i tak dalej.

 

Bardzo spodobał mi się pomysł z Leniusiołkami, i chociaż uważam, że nie można się oprzeć takim ślicznym, mięciutkim i przyjemnym stworkom, to czasami trzeba zwalczyć w sobie tę chęć pobłażania im we wszystkim. Każde dziecko ma prawo do chwili lenistwa, ale ma też obowiązek nauczenia się podstawowych czynności życiowych. Nie tylko dzieci ulegają leniusiołkowym wpływom, ale jak odpowiednio się do tego przygotujemy, to te śliczne stworki nie zagrożą naszemu zachowaniu.

 

Moja wnuczka jest jeszcze za malutka, żeby czytać jej książeczki. Ale ja mam na to sposób, trzymając książeczkę w rękach opowiadam jej własnymi swoimi słowami tak, aby zrozumiała. I jakież było mojej zdziwienie, kiedy któregoś dnia zamknęła Leniusiołka w jego kartoniku i zabrała się za zbieranie zabawek. SAMA.

 

Pięknie ilustrowana książeczka może wiele nauczyć, i myślę, ze Leniusiołki są właśnie taką lekturą, która nie tylko bawi, ale przede wszystkim uczy. Mili, sympatyczni książkowi bohaterowie, potrafią czasami więcej zdziałać niż w kółko powtarzane słowa rodzica.

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Leniusiołki_Anna Sakowicz

Leniusiołki_Anna Sakowicz

 

Autorem pięknych ilustracji jest Andrzej Niezgoda

 

Ta książeczka to przeciwieństwo wielu emitowanych w telewizji bajek i filmów animowanych dla dzieci, w których coraz więcej jest przemocy i zła. Tutaj nawet zło, ukazane zostało w ciepły i milusi sposób. Bo przecież Leniusiołki są złe, bo powodują u dzieci niechęć do sprzątania, a jednak jak można ich nie polubić? Można je nawet kochać, i nie koniecznie trzeba się ich pozbywać w brutalny sposób, można bardzo delikatnie usunąć z życia.

 

Leniusiołki_Anna Sakowicz

 

Jak można nie pokochać takich ślicznych stworków? (zdjęcie pozwoliłam sobie "pożyczyć" z bloga autorki Kura Pazurem)

 

Polecam tę książeczkę wszystkim rodzicom i dziadkom i wszystkim opiekunom dzieci, bez względu na to czy mieszkają z dzieckiem czy tylko goszczą je od czasu do czasu. W ciepły, zabawny sposób, można nauczyć dziecka wielu rzeczy, można obudzić w nim chęć robienia czegoś, co przyniesie przyjemność nie tylko dorosłym. Nasz Leniusiołek jest uwielbiany przez całą rodzinę, nie tylko przez moją wnusię, ale do tej wielkiej miłości mamy pewien dystans.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-08 16:21
Kompas w dłoni, pies u boku - można szukać skarbu!
To tylko pies? - Suzanne Selfors
"Poznaj Homera Puddinga, chłopca, którego marzeniem jest zostać poszukiwaczem skarbów. Kiedy wujek Drake, słynny poszukiwacz skarbów, zostaje połknięty przez żółwia, Homer dziedziczy po nim dwie rzeczy: leniwego, pozbawionego węchu basseta i pewną tajemnicę. Dlaczego wuj nazwał tego niezdarnego psa jego największym skarbem? Dlaczego włożył złotą monetę w obrożę? I kto będzie kontynuował poszukiwania największego na świecie skarbu piratów? Dołącz do Homera, jego siostry Gwendolyn i psa podczas przygód, które sprawdzą ich spryt i odwagę. Bohaterowie wyruszą w świat, w którym bezwzględni poszukiwacze skarbów czają się za każdym rogiem. Przy okazji dowiedzą się, że pies wujka ma ukryty talent i że skarb może być bliżej, niż im się wydaje..."
 
 
Dzieci mają różne plany na przyszłość - chcą być strażakami, grafikami komputerowymi, projektantami klocków Lego, modelkami, lekarzami... I fajnie, tylko że owe marzenia wyglądają zazwyczaj na przetworzone przez rzeczywistość i zdroworozsądkowe - przecież wyżej wymienione zawody istnieją i ktoś musi je wykonywać. A ja się pytam - kim te dzieci chciałyby zostać NAPRAWDĘ? Autorzy książek dla młodych czytelników, zanim zabiorą się za pisanie, też muszą zadać sobie to pytanie. I jeśli znajdą na nie odpowiedź, to połowa sukcesu za nimi.
 
Drążenie tematu wcale nie przynosi zaskakujących wyników, bo większość przyciśniętych do muru dziewczynek odpowie, że tak naprawdę, na uszko szepcząc, najbardziej nęcąca jest kariera księżniczki (względnie wróżki). Gdybym była klasyczną przedstawicielką swojej płci, to zapewne powiedziałabym to samo - jestem w stanie wyobrazić sobie pragnienie posiadania zamku, szafy pełnej najpiękniejszych kiecek, jednorożca w stajni i księcia w... ehm, pokoju obok. Nie doszukujcie się w tym żadnego szyderstwa, mówię najzupełniej serio - bycie księżniczką musi być kapitalną sprawą, pod warunkiem, że ma się życie takie, jakie księżniczka mieć powinna, a nie takie, jakie prawdziwe księżniczki zazwyczaj mają (patrz: Sissi, cesarzowa Zyta czy lady Diana). I choć w dzieciństwie pragnęłam czegoś innego, to doskonale rozumiem tęsknoty dziewczęcych serduszek.
 
Kim chcą być chłopcy i dziewczynki mojego pokroju? Tak naprawdę, z ręką na sercu, bez oglądania się na realność? Kosmonautami! Poszukiwaczami skarbów! Piratami! Czarodziejami! (Dziwne, ale jakoś nie zetknęłam się z chłopcem, który chciałby być księciem; był jeden pragnący zostać księżniczką, ale na szczęście szybko mu się odwidziało). Nam, awanturnikom jest łatwiej niż dziewczynkom - na dobrą sprawę, jak się człowiek uprze, to kosmonautą zostać można, a i archeolog może być poszukiwaczem skarbów, podczas gdy książąt na świecie jak na lekarstwo, a okazji do zostania żoną Harry'ego Windsora raczej bym nie szukała. Niemniej jednak to są właśnie te plany bajkowe, wspaniale dziecięce, niezniszczone przez nienaturalne dążenie do skracania maluchom dzieciństwa.
 
 
Skupimy się teraz na poszukiwaczach skarbów, jako że taki właśnie zawód miałam w planach przez wiele lat, począwszy od okresu przedszkolnego, a skończywszy... cóż, tak naprawdę nigdy nie skończywszy, bo studia archeologiczne ciągle zostają sprawą otwartą. Przeznaczony mi książę dostał dyspensę i mógł białego konia wykorzystywać li tylko do polowań, a ja zajęłam się marzeniami o odkryciu Atlantydy i odszukaniu kompletnej, zmontowanej Bursztynowej Komnaty (o Świętym Graalu nie wspomnę, bo to bajka! ;) ). Zaczytywałam się w "Przygodach Trzech Detektywów" i w historiach o Panu Samochodziku, uwielbiałam takie lektury, jak "Skarb pradziadka" Ewy Kołaczkowskiej.
 
Na dobrą sprawę nigdy nie musiałam zakończyć mojej zabawy w Indianę Jonesa, ponieważ dobry i wyrozumiały Pan Bóg obdarzył mnie synem. Nie muszę ukrywać się po kątach, gdy chcę poczytać książki z serii "Ulysses Moore", bo mam słuchacza, który pomaga mi zachować pozory - przecież to jemu czytam, a nie sobie! ;) Mogę z czystym sumieniem łazić po ruinach średniowiecznych zamków i szukać ukrytych skrytek oraz obładowywać półki kolejnymi tomami dziecięcych i młodzieżowych przygodówek!
 
Teraz już chyba nikt nie będzie zdziwiony, że powieść "To tylko pies?!" została przeze mnie nie tylko zauważona, ale w tempie przyspieszonym przeczytana Bąblowi podczas wieczornych wypraw w świat fantazji. Dziecko moje ma już dziewięć lat, więc właściwie mogłoby sobie samo książkę przeczytać, ale mamusia nie była w stanie przepuścić takiej okazji! 
 
 
 
Historia chłopca o imieniu Homer, któremu ojciec zaplanował przyszłość hodowcy kóz, a który marzy o wyruszeniu w świat w poszukiwaniu skrzyń pełnych złota, przyciąga każdego, kto kocha przygody, ukryte komnaty, dziwne mapy, niesamowite pojazdy, groźne zwierzęta i wredne czarne charaktery. Akcja toczy się wartko, jest pełna niespodziewanych zwrotów i ciekawych rozwiązań fabularnych. Oprócz pomysłu, największą zaletą powieści jest przesłanie: cóż z tego, że jesteś chłopcem o nazwisku Pudding, którego nie można nazwać szczupłym i wysportowanym, cóż z tego, że nie jesteś za bardzo lubiany przez kolegów, bo ciężko się bawić z kimś, kto nosa z książek nie wystawia, cóż z tego wreszcie, że mieszkasz w zabitej deskami wiosce, z której droga ucieczki jest usiana kamieniami i drutem kolczastym. Nic nie może stanąć na przeszkodzie komuś, kto chce zostać poszukiwaczem skarbów, nikogo nie można zmusić do rezygnacji z marzeń!
 
Homer ma wujka, który rozbudza w nim pasję i utwierdza w przekonaniu, że nic nie jest niemożliwe. Niestety, Homer wujka traci w dramatycznych i niezwykle tajemniczych okolicznościach, a jedynym spadkiem po nim okazuje się być... pooowolny i melancholijny psiak, który stracił węch, więc jest w pewnym sensie inwalidą. Lawina wydarzeń rusza w chwili, gdy dwunastoletni bohater dokonuje czynu potwornego, makabrycznego i odrażającego - własnoręcznie, choć niechcący, zaprósza ogień w bibliotece, puszcza ją z dymem i zrównuje z ziemią. W tym momencie miałam ochotę porzucić lekturę - jak można obarczać dziecko tak potworną zbrodnią!? Całe szczęście, że Homerowi udaje się zrehabilitować. W pewnym sensie, bo życia to książkom nie wróci.
 
Przygody chłopca wciągają, a bohaterowie, choć dość schematyczni, to jednak świetnie wpisują się w konwencję książek dla dzieci, którym nie potrzeba wcale pogłębionych psychologicznie i niespotykanych nigdzie dotąd postaci. Mamy tu coś dla miłośników zwierząt (sympatyczny pies, wzbudzający mieszane uczucia szczur i zdecydowanie nienadający się do przytulania żółw), dla fanatyków niestandardowych środków lokomocji, dla wielbicieli tajemniczych map, zagadek, pościgów i ciemnych, nie-wiadomo-dokąd prowadzących tuneli. Znajdzie się też kilka dramatów dla tych, którzy szukają opowieści "z trupem", więc lektury nie polecam młodszym osobnikom, których wrażliwości nie stępiła jeszcze mitologia grecka! ;) 
 
Napięcie - jest, dobra zabawa - także, nie brakuje mądrego przesłania (choć przydałby się większy nacisk na pochwałę odpowiedzialności i niedoprowadzania rodziców do zawału). W czasie lektury bawiliśmy się dobrze, choć słuchacz zdecydowanie lepiej od lektora.
 
 
 
 
Rozczarowaniem jest styl powieści. Słabiutki, pełen powtórzeń, banalnych dialogów, irytujących wyrazów dźwiękonaśladowczych i zmarnowanego potencjału scen. Jednym słowem - niewymagający. Przy tym średnio zabawny, choć nie powiem, ze dwa razy oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Niestety, kolejny to dowód na to, iż spory procent dzisiejszych autorów (a także tłumaczy i redaktorów) książek dla dzieci nie szanuje swoich odbiorców (w przypadku literatury dla młodzieży ten problem jest wręcz zatrważający!). Używają stylu infantylnego i płytkiego zakładając, że czytelnicy nie zrozumieją ciekawszych, oryginalniejszych i bardziej barwnych sformułowań, że nie potrzebują niczego, poza pędzącą na złamanie karku akcją. Nie przypuszczają, że niejeden dziewięciolatek zwróci uwagę na wyraz "kamienny", pojawiający się czterokrotnie w jednym niedługim akapicie. Dodatkowym minusem jest fatalna korekta, bo tekst roi się od błędów interpunkcyjnych, stylistycznych, trafił się nawet ortograficzny. A przecież czytanie książek ma kształtować styl i poprawność wypowiedzi...
 
Podsumowując: książka podobała się, ale nie do końca, wciągała, ale nie bez reszty. Bąbel już się dopytuje o dalsze części, ja także ich wyglądam, bo mimo wszystko czytało się miło, ale moim zdaniem nie będzie to lektura, która oprze się działaniu czasu i będzie czytana przez nasze wnuki i prawnuki. 

Zapraszam na bloga ZIELONO W GŁOWIE :)

 

Tytuł: To tylko pies?!
Tytuł oryginalny: Smells like dog
Autor: Suzanne Selfors
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2010
ISBN: 9788328018068
Ilość stron: 382
Format: 13.5x20.5cm
Oprawa: Miękka

 

Recenzja powstała dla portalu:

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-10-01 16:48
[Złoty Pierścień]
Złoty Pierścień - Zofia Urbanowska

Przepiękne wspomnienie z dzieciństwa, rodzima, „dziewczyńska” wersja „Księcia i żebraka”. Rozpieszczona mała księżniczka ma niezwykłe kaprysy: a to chce dostać gwiazdkę z nieba — i otrzymuje klejnoty królewskie plus księżyc ze złotej blaszki — a to znów marzy o ptasim mleczku... I to istotnie dostaje — papkę przeżutego przez gołębicę jadła, którym ta karmi młode. Jakże się wówczas krzywi...! Zajada się kafelkami pieca z czekolady i na śniadanie konsumuje biszkopty. Aż pod wpływem czarnoksięskiego napoju, księżniczka zasypia i... I tu zaczynają się przygody panienki z pałacu, która zamienia się rolami z wiejską pastuszką. Bardzo ładna, mądra książeczka dla dzieci, jedna z wielu, ale mnie wzruszyła tak, że poszczególne fragmenty pamiętam po kilkunastu latach.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-10-01 16:34
[Plastusiowy pamiętnik]
Plastusiowy pamiętnik - Maria Kownacka

Świetna książeczka dla maluchów. Dziś, kiedy mamy do wyboru jaskrawe, hałaśliwe, okropną kreską rysowane postacie z filmów animowanych, pseudobohaterów w kosmicznych strojach i biuściaste tajne agentki z kapuścianym głąbkiem zamiast mózgu, lepiej sięgnąć do starego, drewnianego piórnika i pokazać dzieciakom zaradnego, czułego na krzywdę innych, wesołego Plastusia. I chociaż mnie osobiście ludzik czasem drażnił, to i tak nie mogłam się jako mała dziewczynka oderwać od książki Kownackiej, a po latach doceniłam mądrość prostej i uroczej historyjki — a ta polega na jasnym wskazywaniu dzieciom, jak postępować, bez zbędnego zblazowania i oczka puszczanego do dorosłych. Do dziś mam „żółtą serię” KAW*, pomiętą, zniszczoną, porysowaną ołówkiem i kredkami. I nie oddam. Dajmy dzieciom być dziećmi i nie brutalizujmy im świata ponad miarę. Nie kupujmy kota w worku. Mały Plastuś sobie poradzi.

 

*Mowa o serii "Obowiązkowe lektury szkolne KLASA I", wyd. KAW, Białystok, 1991; dopisek z dn. 09.11.'12

More posts
Your Dashboard view:
Need help?