logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: ii-rp
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-03 15:44
Dziewczyna z Kamienia

 

Izabella Cywińska

Agora, 2015

 

Nigdy nie przypuszczałam, że biografia nieznanej mi osoby będzie w stanie mnie tak zainteresować i sprawić, że zżyję się z jej bohaterem. Izabeli Cywińskiej i jej „Dziewczynie z Kamienia” się to udało.

 

Na początku muszę się trochę wytłumaczyć z mojej ignorancji. Jak to możliwe, że nigdy nie słyszałam o tak wybitnej reżyser? No cóż, lata największej aktywności teatralnej Cywińskiej przypadały na drugą połowę PRL, czas gdy jeszcze nie było mnie na świecie. Gdy obejmowała stanowisko Ministra Kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego dopiero raczkowałam, a by oglądać odważne sceny w „Bożej Podszewce” byłam stanowczo za młoda. Mimo to zdecydowałam się sięgnąć po jej biografię. Zachęciły mnie opinie, że losy autorki splatają się z historią współczesną Polski, począwszy od międzywojennej idylli, aż po czasy obecne, że jest zawarta historia współczesnego teatru i polityki.

 

„Dziewczyna z Kamienia” to opowieść o tym, jak przedziwne sploty losu potrafią skutecznie utrudniać nasze życie i jak sobie z tymi przeciwnościami skutecznie radzić. Życie Cywińskiej mogło wyglądać niczym prawdziwa bajka. Przyszła reżyser przyszła na świat w dość zamożnej ziemiańskiej rodzinie z wieloletnimi tradycjami, w niewielkim majątku Kamień w dzisiejszym powiecie Opolskim. W domu, który na poły był dworkiem i pałacykiem, otoczone służbą i kochającą rodziną panienki Cywińskie mogły czuć się jak w puchu, komfortowo i bezpiecznie. Los jednak bez przerwy rzucał Izie kłody pod nogi. Dość szybko straciła ojca, który dokonał żywota w pożarze wznieconym przez nieopaczne zaśnięcie z tlącym się papierosem w ustach. Kilka lat później nadeszła z kolei wojna, która położyła kres polskiej tradycji ziemiańskiej. Mała Iza bezpowrotnie utraciła swój piękny dom i wraz z mamą, stryjkiem i siostrą rozpoczęła tułaczkę po całej Polsce, szukając tego odpowiedniego miejsca do ponownego osiedlenia się.

 

W życiu dorosłym nie było lepiej, tułaczka trwała. Cywińska nie od razu dostała się do szkoły teatralnej, kolejne obejmowane przez nią teatry (Kalisz, Poznań, warszawskie Ateneum) po początkowej fazie sukcesów przynosiły więcej problemów, niż korzyści. Działalność polityczna, którą przypłaciła internowaniem w 1981 r., również okazała się być rozczarowaniem. Nie inaczej było w życiu uczuciowym. Mimo tych niepowodzeń autorka nie traciła hartu ducha, nie poddawała się i uparcie dążyła po swoje. Sama o sobie mówi „niepoprawna optymistka” i chyba dzięki temu udało się jej zajść do tego miejsca, w którym się teraz znajduje.

 

Tym, co mnie szczególnie ujęło w tej autobiografii, jest właśnie szczerość autorki. Nie kreuje się na bohaterkę czasów współczesnych, nie udaje, że jest wybitną panią reżyser, nie twierdzi, że była bojowniczką o wolność Polski, tudzież panią minister, która przebojem wkroczyła do nowego rządu i z miejsca rozpoczęła gruntowne reformy. Chciała tworzyć ambitny teatr, chciała wyprowadzić kraj ze stagnacji, jednak okazało się być to trudniejsze, niż przypuszczała. Nie koniecznie dlatego, że sama nie potrafiła podołać zadaniu, ale dlatego, że jej wizja nie zawsze była zbieżna z wizją innych osób. Cywińska podkreśla to, co jej się w życiu udało, ale jednocześnie nie waha się na kartach swojej własnej książki przyznać do błędów, jak i wyrazić rozczarowanie, zarówno zaistniałymi sytuacjami, jak i konkretnymi postaciami.

 

Warto bowiem zaznaczyć, że w tej dość opasłej autobiografii Cywińska nie występuje sama, często pojawiają się tam inne osoby, z którymi jako reżyser i dyrektor teatrów miała okazję współpracować. Jest opis znajomości ze Zbyszkiem Cybulskim (który nota bene odegrał w jej życiu dość istotną rolę), Tadeuszem Łomnickim, Andrzejem Wajdą, czy wreszcie Adamem Hanuszkiewiczem, u boku którego, jeszcze jako studentka, stawiała swoje pierwsze kroki w świecie teatru – a to tylko niewielki wycinek z całego katalogu nazwisk, które pojawiają się w „Dziewczynie z Kamienia”. Autorka skutecznie „detronizuje” te postaci, z pozycji gwiazdy sprowadza je do poziomu współpracownika, pokazując je z nieco innej, zdecydowanie bardziej przyziemnej perspektywy.

 

Oprócz postaci znanych ze sceny dramatycznej z biegiem czasu zaczynają Cywińską otaczać bohaterowie sceny politycznej z głównymi motorami „karnawału solidarności” na czele (zwłaszcza „dżinsowym” Jackiem Kuroniem”, z którym autorkę łączyła szczególna zażyłość). Wątek polityczny snuje się zresztą przez całą książkę, autorka już od lat młodzieńczych wdawała się w polityczne dysputy w domu i w szkole, przez co nie raz wpadała w tarapaty. W swoich wspomnieniach skrupulatnie odnotowuje wszystkie pamiętne czerwce, marce, sierpnie i grudnie, co tylko podkreśla głębokie osadzenie losów Cywińskiej w kontekście historyczno-politycznym.

 

Czytając teatralno-polityczno-osobiste wspomnienia Cywińskiej można odnieść wrażenie, że ich adresatem nie jest tylko czytelnik, ale również (a może i przede wszystkim) sama autorka. To nie jest po prostu jej bieg życia, historia opowiedziana by zostawić po sobie książkę, pełno tutaj analiz i wniosków, zupełnie tak, jakby autorka starała się odkryć, co w danej sytuacji poszło dobrze, a co źle i dlaczego, co sprawiło, że postąpiła tak a nie inaczej. To też próba podsumowania minionych okresów w historii Polski, zapisanie obrazów które żyją jedynie w pamięci autorki. Razem z Kamieniem w gruzach legło polskie ziemiaństwo, a wraz z nim pewne ideały, określony światopogląd i styl bycia. W ciągu tych 80 lat życia autorki świat w którym była zmienił się nie do poznania, dlatego też uznała a słuszne odnotować to, co było. Dla innych i dla samej siebie.

 

„Dziewczyna z Kamienia” ma jeszcze jeden niepodważalny atut: Cywińska pisać potrafi i czyta się ją wyjątkowo dobrze, zupełnie tak, jakby słuchało się opowieści snutej przez starszego członka rodziny. Nie obce są jej co prawda dygresje i chronologia opowieści często ulega zaburzeniu, jednak jest to tak umiejętne poprowadzone, że wszystko stanowi jedną, przemyślaną całość. Warto dodać że tekstowi towarzyszy wiele fotografii, co oczywiście urozmaica lekturę i pomaga nam jeszcze lepiej poznać autorkę. I tak jak zasiadając do lektury miałam jedynie mgliste pojęcie o Izabelli Cywińskiej, tak teraz czuję, jakbym znała ją od lat.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?