logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: katarzyna-bielas
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-31 11:34
Pamiętam, że było gorąco. Rozmowa z Tadeuszem Konwickim

 

Katarzyna Bielas, Jacek Szczerba

Wydawnictwo Czarne, 2015

 

Śmierć wybitnej osoby w świecie literatury jest doskonałym chwytem marketingowym. Odejście znanego pisarza to w końcu idealny pretekst do wydania niezliczonej ilości wznowień jego dzieł, co stanowi niejako odpowiedź na zapotrzebowanie rynkowe. Wokół zmarłego powstaje hype, wszyscy o nim mówią, wszyscy chcą zapoznać się z jego twórczością, dowiedzieć się czegoś więcej o jego życiu. Choć zarabianie pieniędzy na tragedii brzmi brutalnie, jest to zjawisko jak najbardziej powszechne i akceptowane. Po śmierci Szymborskiej doczekaliśmy się albumu z jej młodzieńczymi próbami literackimi, po Mrożku zostały listy i obrazki, natomiast po śmierci Konwickiego szybko dostaliśmy ponowne wydanie wywiadu-rzeki, który w 2001 z reżyserem i literatem przeprowadzili dziennikarze "Gazety Wyborczej", Katarzyna Szczerba i Jacek Bielas.

 

Zacznijmy od tego, że choć Konwicki zaliczany jest w poczet wybitnych twórców współczesnej literatury polskiej i książki jego autorstwa pojawiają się już na listach lektur szkolnych, to jednak pozycja ta nie zgłębia jego działalności literackiej. Owszem, literatura tu i ówdzie zaznacza swoją obecność w rozmowie, można podpatrzeć elementy warsztatu twórczego pisarza, ale jest to obecność drugoplanowa, potraktowana trochę jak dodatkowe, hobbistyczne zajęcie reżysera. Podobnie ze szczegółami z życia osobistego autora. Tu i ówdzie pojawia się wspomnienie dzieciństwa i partyzantki, czasami zjawia się żona, gdzieś zza rogu wyskakuje kot Iwan. Nie ma tu skandali, ani szokujących wyznań. Dziedziną, która stanowi oś tego wywiadu, jest bez dwóch zdań film.

 

„Pamiętam, że było gorąco” to tak naprawdę historia polskiego kina PRL ukazana przez pryzmat twórczości Konwickiego. Rozmowa zaplanowana jest jako chronologiczny przegląd twórczości reżysera, począwszy od jego działalności w Kadrze na pozycji kierownika literackiego, przez pierwszą, nieco samozwańczą próbę reżyserską w postaci „Pierwszego dnia lata”, niesamowite „Salto”, aż po wieńczącą jego działalność filmową „Lawę”. Konwicki zdradza swoim czytelnikom szczegóły powstawania każdej produkcji, opowiadając zarówno o genezie danego dzieła, jak i ujawniając szczegóły pomagające w interpretacji utworów (niewtajemniczonym wyjaśnię, że filmy Konwickiego z kinem hollywoodzkim nie mają nic wspólnego i ich odbiór wymaga jednak wysiłku intelektualnego). Mówi, co kierowało nim przy wyborze miejsca na plan zdjęciowy oraz o kompletowaniu obsady (piękne panie miały fory). Oczywiście jest też mowa o wszechobecnej interwencji władzy w twórczość ówczesnych ludzi kultury i sztuki, która pokrzyżowała plany niejednego artysty (w tym i Konwickiego przy próbie stworzenia scenariusza dla „622 upadków Bunga” Witkacego)*. Pada również kilka uwag pod adresem krytyki, która nie zawsze patrzyła na jego filmy przychylnym okiem, udowadniając tym samym, że niektóre dzieła na docenienie muszą poczekać kilka lat.

 

Opowieści Konwickiego nie są skoncentrowane jedynie na jego postaci, w wywiadzie co rusz wspomina również swoją współpracę z najwybitniejszymi aktorami i reżyserami drugiej połowy XX wieku. W rozmowie pojawia się Tyszkiewicz, Łomnicki, Łapicki, Cybulski a nawet młody Żmijewski, który za rekomendacją Łapy otrzymał jedną z głównych ról w „Lawie”. Dużo miejsca poświęca Wajdzie, Kawalerowiczowi oraz Dygatowi, z którym odbywał wielogodzinne rozmowy telefoniczne. Nie mogło zabraknąć i Gustawa Holoubka, przyjaciela reżysera, który, zgodnie z indeksem nazwisk zamieszczonym na końcu książki, jest osobą, o której Konwicki wspomina najczęściej. Mówi zarówno o tym, jak mu się współpraca z aktorami układała na planie i jak później wspólnie „uderzali w gaz” na suto zakrapianych alkoholem bankietach.

 

Konwicki opowiada o tym wszystkim w sposób niezwykle swobodny, podchodząc z dystansem do swoich dzieł (co w środowisku artystycznym nie jest zbyt często spotykane), od czasu do czasu dorzucając jakąś anegdotę z planu zdjęciowego. Choć rozmowa prowadzona jest w sposób chronologiczny, to jednak (jak na wywiad-rzekę przystało), jest to konstrukcja płynna i pełno tutaj niezwykle cennych dygresji. Mowa jest o wspomnianym już kocie autora, jego (autora, nie psa) wiary w zabobony oraz o legendarnych już spotkaniach z Gustawem Holoubkiem w warszawskim Czytelniku (co ciekawe, na początku Konwicki spotykał się tam z innym polskim literatem, Leopoldem Tyrmandem). Przez cały czas w tle, obok ducha literackiego, wyraźnie zaznacza swoją obecność kresowość, którą pisarz wyjątkowo cenił i do której przywiązywał szczególną uwagę.

 

„Pamiętam, że było gorąco” to wyjątkowa, nieco melancholijna podróż do czasów, kiedy polskie kino, pomimo ograniczonych środków i ingerencji władzy, było w kondycji godnej pozazdroszczenia. Wyprawa ta intryguje tym bardziej, że będzie nam w niej towarzyszyć postać niebanalna, istny samograj. Jest to książka inteligentna i nie pozbawiona humoru, co zawdzięczamy nie tylko Konwickiemu, ale również Bielas i Szczerbie. Bo sukces wywiadu nie tkwi jedynie w ciekawych odpowiedziach, ale i w umiejętnie zadawanych pytaniach.

 

W jednej ze swoich anegdot Konwicki dowcipnie opowiada o tym, jak wróżki przepowiedziały mu wiek, w którym pożegna się ze światem: jedna dała mu dziewięćdziesiąt dwa lata, druga pięć lat więcej. Ta zapowiedź długiego życia podbudowała go i dała mu poczucie bezkarności, zwłaszcza w trudnym okresie walki z cenzurą. Pisarz zmarł wcześniej, w wieku 88 lat. Można narzekać, że była to śmierć przedwczesna (bo każda taka jest), jednak patrząc na jego dokonania można spokojnie stwierdzić, że nawet te 88 lat wystarczyło, by wpisać się do panteonu zasłużonych dla kultury polskiej. Jeśli więc ktoś nie zna jeszcze jego twórczości, lub pragnie poznać lepiej sylwetkę mistrza, powinien koniecznie sięgnąć po tę książkę i oczywiście zapoznać się z jego twórczością.

 

*Więcej na ten temat można znaleźć w książce „Historia niebyła kina PRL” Tadeusza Lubelskiego (Znak, 2012)

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-06 22:08
Pamiętam, że było gorąco - Jacek Szczerba Szczerba,Tadeusz Konwicki,Katarzyna Bielas

"Nic nie pamiętam, 
ale pamiętam, że było gorąco."

 
Nie mogłam się powstrzymać. Może to wstyd tak powtarzać za Konwickim, który powtarzał to w takt anegdoty Kopalińskiego, ale w dźwięku tych słów pulsuje cała ta książka, a mi podoba się ten wyświechtany tekst, dość nadużywany w trakcie tej rozmowy. Do dziś słyszę głos Konwickiego z pewnego dokumentu, który oglądałam 6—7 lat temu, a w którym mówił, że chciałby już odejść, a jak na złość, jeszcze żyje. Nie był to łut czarnego humoru, ani żaden zaczepny dowcip w stylu starszego pana, jakim to rodzajem dowcipu przepełnione są rozmowy z Pamiętam, że było gorąco. To był żal. Tadeusz Konwicki zmarł 7 stycznia tego roku i pomyślałam, że los z nim trochę poigrał. A potem ukazało się to wznowienie (swoją drogą, nie mogę napatrzeć się na tę okładkę) i przypadkowo obejrzałam po raz trzeci Ostatni dzień lata.
 
Tadeusz Konwicki pojawił się w moim nastoletnim życiu za sprawą Małej apokalipsy, która w tym wieku pewnie miała prawo fascynować. Nie pamiętam, co było dalej, ale pamiętam... te wszystkie filmy, o których mówi z Katarzyną Bielas i Jackiem Szczerbą. SaltoJak daleko stąd, jak blisko, wspomniany wyżej Ostatni dzień lata. Dla pasjonatów ambitnego polskiego kina, jak i miłośników całej tej atmosfery, w której wyrastała filmowa bohema lat 60—tych, Pamiętam, że było gorąco to będzie wyborny kąsek. Dla mnie Konwicki zawsze był najpierw literatem, dopiero później filmowcem. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak blisko było mu do wielkiej kinematografii. Studio Filmowe "Kadr", Grand Prix w Wenecji. A mówi o tym wszystkim tak naturalnie. Jego bezpośredniość wydaje się dość niezwykła, bo on się tu z nikim nie ceregieli, nie kluczy, nie wchodzi w pozy i nie próbuje kreować się na wielkiego twórcę, którym w istocie był. Uderza nas jego bezpretensjonalność i brak przesadnej chełpliwości. Z drugiej strony jest w tym pewna buta i dużo ironizowania. Gdy Konwicki opowiada o tym, jak zaczynał swoją filmową karierę, o tym, że dokładnie wiedział, jak chce, aby wyglądały jego filmy, o ludziach, których znał — on po prostu o tym mówi. Na czytelniku robi to wrażenie, ale on... po prostu o tym mówi i trochę się podśmiewa. Żartuje. Skrywa nieco w cień. Widzę to w jego filmach. Widzę pokorę i determinację. Wszystko u niego jest "na poziomie"; solidne, zdecydowane, dobre. Po prostu dobre.
 
więcej: http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2015/05/pamietam-ze-byo-goraco.html
Source: przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2015/05/pamietam-ze-byo-goraco.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-04-09 21:58
Nowości - kwiecień 2015

 

Wiosna! Po zeszłotygodniowym ataku zimy przez szczelną warstwę chmur przebiło się słońce, a temperatura stała się wreszcie znośna. Pora rozruszać kości i wybrać się na wiosenny spacer. Gdzie? Oczywiście do księgarni!

Zapraszam do przeglądu kwietniowych nowości. Wybór jest jak najbardziej subiektywny, więc jeśli pominęłam w nim jakąś, waszym zdaniem, godną uwagi książkę, dajcie mi o tym znać.

 

 

Read more
More posts
Your Dashboard view:
Need help?