logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: krymina��
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2015-01-13 17:50
Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna
Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna - Leonie Swann "- Jeszcze wczoraj był zdrowy - powiedziała Matylda, nerwowo strzygąc uszami. -To nie ma nic do rzeczy - zauważył Sir Ritchfield, najstarszy tryk w stadzie. -Nie umarł na chorobę. Szpadel to nie choroba." Tak zaczyna się ta niezwykła opowieść. Owce znajdują swojego pasterza martwego. Z początku możemy zadać sobie pytanie: a co owce mają do tego? są przecież tylko zwierzętami, nierozumnymi istotami. Ale czy na pewno? Owce George'a to jednak istoty niezwykłe. Po części za sprawą samego pasterza. Któż bowiem czyta swoim zwierzętom? I po co nadaje im imiona? Swann kreuje owce szczegółowo. Ich oczyma patrzymy na świat ludzki - tak irracjonalny dla zwierzęcych bohaterów. Przez ich nieznajomość ludzkich zachowań i obyczajów, możemy poznać nieco "inny" pogląd na świat. Owce, pozostawione same sobie, organizują sobie życie. Jednak ciągle przypatrują się ludziom przychodzącym na miejsce zbrodni. W końcu za sprawą panny Maple - najmądrzejszej owcy w całym Glennkill - postanawiają rozwikłać zagadkę śmierci George'a. Muszą przecież jakoś odwdzięczyć się za poświęcone im lata. Ale czy da się znaleźć mordercę bez znajomości ludzkiej natury? W stadzie występuje kilka głównych osobników. Każdy z nich wyróżnia się szczególną cechą. Matylda ma najlepszy węch, Biały Wieloryb najlepszą pamięć a Zora nie boi się wysokości. Jest też czterorogi Otello, energiczna Wrzosowata, stary przywódca Sir Ritchfield i Chmurka będąca najbardziej wełnistą owcą w stadzie. Ich charaktery, jakże różnorodne, tworzą wyśmienitą mieszankę. Stają się naszymi przewodnikami, wytykają wady ludzi i ich dziwne zachowania. Wszystko otoczone nutką na prawdę dobrego humoru. Oprócz tego spełniają też swoją misję - szukają mordercy. Z łatwością podsłuchują ludzkie rozmowy - bo kto zwróci uwagę na skubiącą trawę owcę? Bohaterowie Swann mają także wiele cech ludzkich - jak na przykład wiecznie głodny Biały Wieloryb. Przez swoje pragnienia często wpadają w małe kłopoty. Ale przecież nikt się nie będzie przejmował tym, że ze skalnej skarpy spadnie nielubiany przez wszystkich Rzeźnik. Ważniejszą sprawą jest porządnie się napaść :) Jednak zagadka morderstwa nie jest łatwa do rozwikłania. Owce powoli zdobywają przydatne informacje. Pojawiają się tam, gdzie toczą się ważne rozmowy. Są w ogrodzie Beth, na cmentarzu a nawet w konfesjonale. Po pewnym czasie zjawia się też Melmoth Wędrowiec - baran, który opuścił stado i był przez wszystkich uważany za martwego. Przynosi stadu pewną opowieść mającą znaczenie w prowadzonym śledztwie. Owce stopniowo poznają charakter i życie swojego pasterza - George'a. Doceniają też jego opiekę, gdy na ich pastwisku zjawia się Gabriel - również pasterz, ale całkowicie odmienny od ich Pana i zupełnie nierozumiejący ich potrzeby oraz naturę. Powoli sprawa zaczyna się wyjaśniać. Ale czy panna Maple wzięła wszystkie możliwości pod uwagę? Czy wraz z towarzyszami poznała ludzką naturę? Nawiasem pisząc pomocą w rozwiązaniu sprawy stają się "Wichrowe wzgórza" Bronte. Niestety owce później są zawiedzione tą angielską powieścią: chciały poznać dalsze losy dusz Katarzyny i Heathcliffa a tu jak na złość, książka się skończyła. "Sprawiedliwość owiec" Leonie Swann to lektura łatwa i przyjemna. Czyta się ją niezwykle szybko. Największą jej zaletą są same owce: pełne humoru i ironii. A ich spojrzenie na ludzki świat, często jest słuszne. Leonie Swann ukazuje nam jak mało wiemy o otaczających nas istotach. Jak bardzo traktujemy je przedmiotowo. A przecież zwierzęta też mają duszę. Tak jak my
Like Reblog Comment
review 2014-12-19 21:06
Żniwiarz z Bułkowic, czyli dlaczego czytam polskie kryminały
Żniwiarz - Gaja Grzegorzewska

 

Tajemniczy morderca odcina młodej dziewczynie głowę kosą, na polu kukurydzy, w samo południe, na obrzeżach miasteczka Bułkowice. Ludzie gadają, że to robota Południcy, słowiańskiej wiedźmy karzącej ludzi za to, że w południe pracują zamiast po bożemu jeść obiad. Każdy coś wie, każdy coś przeczuwa, ale ludziska nabierają wody w usta, bo się boją. Policja jak zwykle jakaś niemrawa, a do tego wszystkiego kręci się wśród podejrzanych ekipa z telewizji. Bierze was to? Bo mnie bierze.

 

Debiutancki kryminał Grzegorzewskiej, która ostatnio podniosła poziom tego gatunku w Polsce o kilka leveli, skonstruowany jest według klasycznej zasady – jest trup, jest morderca, który zabija dalej, toczy się śledztwo, będzie niewesoło. Zaaranżowana zbrodnia w polu kukurydzy przypomina trochę makabryczne wydarzenia, jakie wyjaśniać musiał Kurt Wallander, a Julii Dobrowolskiej w dedukcji pomaga znajomość książek Agaty Christie. Są zatem ukłony w stronę klasyki gatunku, jeszcze nie ma językowej wirtuozerii, jaką Grzegorzewska operuje w Betonowym pałacu, nie pojawia się jeszcze ani Profesor, ani Edziu. Ale Dobrowolską już da się lubić. Jest po chandlerowsku sarkastyczna, rozsadza patriarchalne struktury dochodzeniówki, skutecznie irytując wszystkich wokół, a do tego ma swoje sekrety – w Żniwiarzu jeszcze nie zdradza, skąd ma bliznę na twarzy.

 

Może szkoda, że akcja toczy się w Bułkowicach (podobno taka miejscowość istnieje, ale mnie się wydaje, że to po prostu taka Barania Głowa) zamiast w Krakowie, nie ma jeszcze tej przerażającej konstrukcji Osiedla, znanej z ostatniej książki Grzegorzewskiej. Widać też, że autorka dopiero się rozkręcała, ćwiczyła styl i formę. Ale i tak czyta się Żniwiarza z perwersyjną przyjemnością. Całość wieńczy wyjątkowo kiczowata, a przez to wspaniała okładka, przywołująca wspomnienie najgorszych produkcji literackich z przełomu ejtis/najntis. Miód malina.

 

Gdzie leżą Bułkowice? Mam wrażenie, że można je znaleźć wszędzie, jak Polska długa i szeroka. Wpiszcie sobie w Google Maps nazwę jakiegokolwiek małego miasteczka, mogą być Barwice, Chojnice, Karlino albo Pisz, nie zaszkodzi też coś z trochę większych, ale wciąż zapadłych miast, jakiejś Legnicy albo robotniczej części Łodzi. Przełączcie się na Street View i szukajcie baru „Ratuszowa”, brzydkiego hotelu albo cukierni „Smakołyk”. Znajdziecie na pewno. Ciekawe, jakie historie kryje miejscowy komisariat policji.

 

I dlatego lubię polskie kryminały. Potrafię je sobie nanieść na własne wyobrażenia topograficzne i obserwacje społeczne, umiem sobie skonkretyzować tych wszystkich Mirków, Januszów i Robercików. Przyznam otwarcie, że znacznie bardziej mnie to interesuje niż czytanie o rozterkach szwedzkiego malarza, który przez całe życie malował dwa typy obrazów z głuszcami. Lubię w serii o Wallanderze i w innych skandynawskich kryminałach to, że są pełne obserwacji społecznych, ale wolę te, które traktują o moim własnym podwórku.

 

A to przecież dopiero początek serii z Julią Dobrowolską. Później będzie jeszcze lepiej.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

 

Like Reblog Comment
review 2014-11-11 13:52
Nieproszony gość
Nieproszony gość - Charlotte Link

Od pierwszych zdań przykuwa uwagę, wciąga czytelnika, stwarza nastrój grozy, strachu, przerażenia. Intryguje. Boli. Wzrusza. Zaskakuje zakończeniem, chociaż muszę nieskromnie przyznać, że pewna myśl tliła się we mnie nieśmiało, że rozwiązanie może być właśnie takie. Odrzuciłam je jednak dość szybko, jako raczej nieprawdopodobne. Niestety, miałam rację. Niestety, bo to zakończenie było dla mnie całkowicie niewiarygodne. Nie umniejsza to jednak wartości całej powieści, która jest według mnie jedną z lepszych autorstwa Charlotte Link. Byłam ogromnie rozczarowana „Domem sióstr” i „Ciernistą różą”, które to książki uważam za bardzo przeciętne, na szczęście teraz znowu mogę zaliczyć Link do moich ulubionych powieściopisarek. Czekam na następne powieści.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?