logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: ksenocyd
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-09-23 15:40
"Ksenocyd" Orson Scott Card
Ksenocyd - Orson Scott Card

Co za dużo, to niezdrowo. To polskie przysłowie będzie chyba hasłem przewodnim tej recenzji. Chcąc iść za ciosem po dwóch pierwszych tomach zaatakowałem od razu "Ksenocyd" będący bezpośrednią kontynuacją "Mówcy umarłych". Jak się okazało, nie należało się tak śpieszyć, bo i nie było do czego.

 

Akcja rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu "Mówcy...". Ender pojednał ze sobą Prosiaczki oraz ludzi, dał nowe miejsce do życia Królowej Robali a teraz czeka na przybycie swojej siostry Valentine. Przybywa ona w momencie, gdy nasz główny bohater jest po piećdziesiątce i razem muszą się zastanowić jak ochronić Lusitanię przed flotą Gwiezdnego Kongresu, która uzbrojona w broń zdolną zniszczyć całą planetę dotrze na orbitę za kilka miesięcy. Tym razem stawką jest egzystencja dwóch obcych, ale rozumnych gatunków we wszechświecie. Pomaga im cała ludzka społeczność oraz przedstawiciele pozostałych rozumnych ras. Wspólnie dochodzą do wniosku, że najpierw trzeba pozbyć się Descolady, wirusa który jest wszechobecny na planecie. Pojawia się jednak pytanie, czy pozbywając się wirusa, nie zniszczą też prosiaczków, których cykl życiowy jest ściśle z nim powiązany.

 

Jeżeli szukacie akcji w tej powieści, to się zawiedziecie. Większość jej objętości stanowią rozmowy bohaterów oraz ich przemyślenia w dużej mierze czysto filozoficzne. Czytałem ostatnio gdzieś opinię o innym sci-fi, w którym autor nie potrafiąc w naukowy sposób wytłumaczyć swoich pomysłów zaczął odwoływać się do filozofii oraz metafizyki. Myślę, że w tym przypadku Orson Scott Card poszedł właśnie w tą stronę. Niektóre jego pomysły była na prawdę dobre, lecz większość sprowadzała się do wyższego bytu oraz możliwości kreacji rzeczywistości samym wzorcem i siłą woli. Mamy tu dożo pytań o powstanie świata i kwestie stworzyciela, lecz mało akcji. Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię takie ksiażki skłaniające do refleksji, lecz powinny one sugerować pytania. Kwestie nad którymi warto się zastanowić powinny być delikatnie wplecione w fabułę tak, żeby czytelnik mimochodem chciał się nad nimi zastanowić po lekturze. Subtelność, to dokładnie to czego tu zabrakło. Czułem się, jakbym przez większość czasu czytał traktat filozoficzny, a nie tego oczekiwałem.

 

"Ksenocyd" jest  powieścią s-f którą na prawdę trudno się czyta. Nie ma tu dużo akcji, wydarzenia następuja po sobie w iście ślimaczym tempie, a część nowych postaci jest wg całkowicie zbędna. Przebrnąłem do końca tylko dzięki sympatii jaki miałem do Endera wyniesiony z pierwszych dwóch tomów. I po lekturze pełnej sugestii, odniesień i hipotez wcale nie chce mi się nad nimi dłużej zastanawiać. Co za dużo, to niezdrowo.

Like Reblog Comment
text 2013-08-11 08:26
Ksenocyd (audiobook CD) - Card Orson Scott

Roch Siemianowski czyta tu świetnie. Cykl o Enderze już na zawsze będzie mi się kojarzył z tym głosem. 

http://czytamyksiazki.blogspot.com/2013/08/ksenocyd-orson-scott-card.html

Like Reblog Comment
review 2013-05-21 16:56
I just coudn't do it...
Ksenocyd (Ender's Saga, #3) - Orson Scott Card,Piotr W. Cholewa

The first part was great (Gra Endera), second got me thinking that this one will be hard to read... I gave up on 267 page and the last 100 pages took me over a month to read!!

I hate quiting books but this one is just not for me. :-/

Like Reblog Comment
review 2013-04-17 07:12
Orson Scott Card - "Ksenocyd"
Ksenocyd (Ender's Saga, #3) - Orson Scott Card
Trzeci tom Sagi Endera to bezpośrednia kontynuacja tomu drugiego, "Mówcy Umarłych". Flota Lusitańska, wysłana przez Gwiezdny Kongres wciąż jest w drodze z zamiarem zniszczenia kolonii oraz przebywających tam istot trzech gatunków, tajemniczy wirus regulujący kwestie życia nie został bowiem ani opanowany, ani nawet zbadany. Na planecie nie brakuje utalentowanych ksenologów i biologów, którzy potrafią rozpocząć prace nad zbadaniem tajemniczej descolady, jednakże wzajemne kłótnie skutecznie uniemożliwiają zawarcie kompromisu co do kierunku badań. Wedle niektórych descolada to wirus, który należy przekształcić (zniszczenie bowiem równało by się z ksenocydem rasy pequeninos [prosiaczków]), inni z kolei twierdzą, iż wirus jest inteligentny i jego zgładzenie będzie niczym innym jak ksenocydem.
 
W przeciwieństwie do „Mówcy Umarłych”, tutaj mamy drugi wątek, toczący się równolegle, pozwalający na chwilę oddechu od wiecznych kłótni i sporów Lusitańczyków. Obserwujemy ludzi zamieszkujących planetę o nazwie Droga – odpowiadającej filozofii i religii jej mieszkańców. Niektórzy z nich, ci najbardziej szanowani, uznawani są za bogosłyszących, dzięki czemu ich słowa mają ogromne znaczenie. Jeśli zaczynają mówić, lub chociażby myśleć o czymś, co nie jest zgodne z filozofią Drogi, muszą poddawać się upokarzającym rytuałom oczyszczenia, które są niczym innym, jak odpowiednikami znanej nam psychozy natręctw (liczenie słoi drewna na podłodze, poruszanie się w określony sposób).
 
Card w typowy dla siebie sposób powiela własny pomysł tak, by zadowolić gust czytelnika – wirus descolady i psychoza natręctw okazują się być kluczami do osiągnięcia celu, umożliwienia mieszkańcom Lusitanii ucieczki z planety. Oba wątki się krzyżują, a łącznikiem między Hanem Fei-Tzu z Drogi i Andrew Wigginem (Enderem) z Lustitanii staje się byt komputerowy, pamiętany z „Mówcy Umarłych”, Jane.
 
Książka także umiejętnie ukazuje dzikość tłumu, przestawia jak łatwo jest stworzyć tłuszczę, i jak trudno potem nad nią zapanować. Autor każe popełniać ludziom w „Ksenocydzie” zbrodnię na miarę tej znanej z „Czerwonego Proroka” w Opowieści o Alvinie Stwórcy.
 
Koniec książki wyraźnie mówi, że będzie ciąg dalszy, bowiem na ostatnich kartach z jaźni Endera stworzone zostają dwie ludzkie istoty: jego siostra Valentine, będąca uosobieniem miłości oraz brat Peter, którego Ender nienawidzi. Nie są to odpowiedniki prawdziwych ludzi, ale byty ukierunkowane na te emocje, które w dzieciństwie przypisywał im bohater. A wszystko stało się za sprawą odbycia pierwszej podróży szybszej niż z prędkością światła. Czytelnik zaczyna odczuwać swego rodzaju adrenalinę, wiedząc, iż Peter będzie wspaniałą postacią, wszak oryginalny Peter Wiggin trzy tysiące lat wcześniej zjednoczył całą ludzkość i został Hegemonem...
 
„Ksenocyd” po pierwszych stu stronach jest powieścią średnio udaną. Niewiele akcji, ślamazarność przedstawiania filozofii Drogi i wieczne spory między bohaterami potrafią skutecznie wywołać uczucie znużenia. Jednakże nawet odstawiając książkę po kilku dniach chcemy do niej wracać, a owa chęć zostaje nagrodzona po przekroczeniu połowy treści, gdy pojawiają się pierwsze wzmianki o psychozie natręctw, o podróżach szybszych niż z prędkością światła i – szczególnie – w momencie pojawienia się zniekształconego rodzeństwa Endera.
 
Xenocide
Prószyński i S-ka 2010
Like Reblog Comment
review 2013-04-11 00:00
Ksenocyd (Saga Endera, #3)
Ksenocyd (Saga Endera, #3) - Orson Scott Card Trzecia i chyba najsłabsza część z sagi o Enderze. Aż kipi kościelnym moralizatorstwem. Widać w niej, że autor, który jest przecież realnym członkiem "Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich", zbyt mocno wczuwa się w rolę kaznodziei. Przez co najważniejszy wątek powieści, wspaniale rozwinięty w świetnej II części, został osłabiony na rzecz moralizatorstwa i rozterek duchowych nowych bohaterów. Miałem nieodparte wrażenie, że Ci nowi bohaterowie, o chińskim pochodzeniu, stanowili literacką wizję niektórych członków Kościoła, do którego należał Orson.
A problem współistnienia trzech, a w zasadzie to nawet czterech ras na jednej planecie (w końcu wirus także miał swoją inteligencję), został moim zdaniem, potraktowany trochę pobocznie. Dziwna to książka. Trudno ją polecać, ale i nie będę do niej zniechęcał. Na pewno znajdzie swoich gorliwych zwolenników. Jest zdecydowanie inna od swoich dwóch pierwszych części tj. Gry Endera i Mówcy Umarłych.
More posts
Your Dashboard view:
Need help?