logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: miloszewski
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-06-09 13:27
Czym jest wojna przypomina Wojtek Miłoszewski
Inwazja - Wojtek Miłoszewski

Trochę się obawiałem tej książki, bowiem tematyka, jaką porusza wywołuje lekkie ostrzeżenie. Zawsze tak mam: jeśli bohaterami powieści okazują się faktyczni, znani nam ludzie, szczególnie ci decyzyjni, obawiam się o jakość lektury. Jakbym się spodziewał, że skoro autor zaczyna wsadzać w usta Hollande’a, Merkel czy Putina słowa prowadzące do czynów, to jedynym celem książki będzie łatwe wywołanie kontrowersji i szybki zarobek na tejże.

 

W przypadku Inwazji jednak obawy okazały się niepotrzebne. Jasne, gdy trwa rozmowa światowych przywódców, i w tych nielicznych fragmentach pokazujących prezesa, prezydenta i ministra obrony narodowej lektura wymaga dodatkowego zaangażowania, ale poza tym mamy do czynienia z naprawdę poważnym podejściem do jeszcze poważniejszego tematu: wojny.

 

Otóż w wersji autora Rosja nie zatrzymała się na Krymie i wschodniej granicy Ukrainy. Kraju naszych sąsiadów już nie ma, i Polska graniczy z Rosją teraz już nie tylko przy Obwodzie Kaliningradzkim, ale i na wschodzie. Coraz durniejsze działania polskiej strony (aczkolwiek układające się w logiczny ciąg z tym, co zdążyliśmy przez ostatnie dwa lata obejrzeć) służą za pretekst dla Putina i wybucha wojna polsko-rosyjska. Jej przebieg jest oczywisty – armia bez głównych dowódców wojskowych i z wiecznie skłóconym przywództwem politycznym nie może się sprawdzić niezależnie od tego jak by nie była liczna i dobrze wyposażona.

 

Wojtek Miłoszewski na przykładzie kilku postaci prezentuje czym wojna tak naprawdę jest, przypominając tym, co zapomnieli i uświadamiając tych, którzy żyją w swoim własnym świecie wyobraźni i wiary w słowa płynące z mediów. Autor nie oszczędza czytelnika, pokazując, że zbrojny konflikt to nie tylko walki między armiami i żołnierzami. To przede wszystkim chaos i koniec życia jakie znamy, przypomnienie w jakim luksusie żyjemy i jak niewiele trzeba, by nam wszystko odebrać, wszystko, na co pracowaliśmy całe dotychczasowe życie, często w upokorzeniu i poczuciu braku nawet podstawowej społecznej sprawiedliwości. Miłoszewski nie unika ukazywania rzeczy strasznych i wyraźnie wskazuje, że w razie wojny nim zabije cię kula wroga minie całkiem sporo czasu. Czasu, podczas którego nikt nie wyciągnie do ciebie ręki, wręcz przeciwnie: nim dopadnie cię bomba spuszczona z samolotu wykończy się sąsiad, który w wojennym chaosie upatruje swojej dostatniej przyszłości.

 

Niektórzy powiedzą, że autor po prostu pisze rzeczy okropne, a umieszczenie w centrum zdarzeń, jako osób współodpowiedzialnych polskiego aktualnego rządu jest wyrazem jego poglądów politycznych. Jednak przyczyny konfliktu tu nie są najważniejsze, a sama wojna, i każdy kto ma odrobinę wyobraźni i w miarę szeroko otwarte oczy szybko dostrzeże, że opis Polski zawarty w Inwazji nie jest opisem Polski PiS-u, ale Polski w ogóle, plus całego otaczającego nas świata sojuszy, układów, unii i wzajemnego klepania się po plecach oraz pozowania do zdjęć, czynności tak często sprawiającej wrażenie jedynego powodu kolejnych szczytów i spotkań. NATO reaguje dokładnie tak, jak możemy się tego spodziewać, nasi sąsiedzi udają, że stoją z boku, faktycznie układając się z nowym, rosyjskim rządem, tymczasem fabuła i dzieje przedstawionych postaci coraz wyraźniej wskazują, że powieść raczej nie będzie jednorazowym wystrzałem, że prawdopodobnie szykuje się może cały cykl, a na pewno chociaż drugi tom. To akcja zakrojona na większą skalę, Miłoszewski zaczyna dopiero rozstawiać klocki na arenie, widać przygotowania Arabów, widać wcale nie neutralnych Chińczyków…

 

Nauczeni jesteśmy chwalić i świętować rocznice wszelakich niepowodzeń, gdy nasi przodkowie rzucali się z motyką na słońce w kolejnych zrywach i powstaniach. Czuję, że Wojtek Miłoszewski ten temat poruszy w tomie kolejnym, i nie przeszkadzałoby mi, gdyby tom ten powstał dość szybko. Jest bowiem Inwazja dobrą książką, w której doprawdy ani znane nazwisko autora ani kontrowersyjny pomysł na fabułę nie okazały się wydmuszkami; jest to powieść poruszająca ważny temat i niezależnie od zaprezentowanych fikcyjnych wydarzeń pewne uniwersalne prawdy przypomina, bardzo dosadnie i brutalnie. Ale też żyjemy w takim świecie, w którym czas już najwyższy owe prawdy przypomnieć.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-06-06 13:17
Miłoszewska pasja
Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski

Trochę inaczej czyta się powieść osadzoną w realiach, w których żyjemy i które dobrze znamy. Zwłaszcza taką powieść, która nie stroni od komentowania tej rzeczywistości. Z jednej strony wyłapać można mnóstwo smaczków i aluzji zawartych choćby w krótkim słowie lub specyficznym sformułowaniu. Z drugiej, wiadomo, każdy ma swój pogląd na to, co się dzieje wokół. Kiedy więc autor/bohater skomentuje coś po naszej myśli, ochoczo przytakujemy, jednak gdy nie zgadzamy się z przemycanymi myślami, wówczas irytuje nas to podwójnie. I taka właśnie jest twórczość Miłoszewskiego. Takie właśnie jest „Ziarno prawdy”. Czasem raduje, czasem denerwuje.

 

Tak naprawdę jednak wszystko, co napisałem powyżej, jest jedynie małą dygresją i nie ma wielkiego znaczenia. W kryminale bowiem, co by nie mówić, najważniejsza jest warstwa kryminalna, a ta jest w tej powieści jest naprawdę świetna. Zagadka wciągnęła mnie już od pierwszego morderstwa, a ostateczne rozwiązanie było zdecydowanie zadowalające. I pomimo nadmiaru sztuczek mających rozbudzić zaciekawienie, typu „poczuł, że coś jest nie tak, ale nie wiedział jeszcze co”, zupełnie mi to nie przeszkadzało, a nawet, hmm, chyba na mnie podziałały...

 

We wpisie na temat poprzedniej części cyklu o Szackim nie mogłem zrozumieć, jak można na własne życzenie tak paprać sobie życie. W „Ziarnie prawdy” Szacki sam już tego nie rozumie. Boryka się z konsekwencjami swoich durnych wyborów, dotarła do niego w końcu świadomość tego, co stracił i co już nie wróci. Szkoda, że za późno. I choć próbuje jakoś sobie ułożyć nowe życie, to raczej czarno to widzę. A lektura „Gniewu” powie mi, jak widzi to autor. Nie mogę się doczekać.

 

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-01-19 12:28
Życia papranie
Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski

Miło przeczytać kryminał osadzony w poskich realiach. I to jeszcze taki, który wciąga zagadką i stylem pisania. Czyta się to szybko (tak, w moim przypadku 8 dni to szybko), nie ma zbędnego nudziarstwa – wbrew pozorom na przykład szczegóły dotyczące terapii ustawień są przedstawione dość zwięźle, dowiadujemy się dokładnie tyle ile potrzebujemy wiedzieć. Podoba mi się też naturalność relacji między postaciami.

 

Skoro jednak o postaciach mowa, muszę tu koniecznie wtrącić dygresję. Rzadko irytują mnie bohaterowie powieści. Ale Szacki działał mi na nerwy niemal od samego począku. Do kroćset, czy on naprawdę musi być taki popaprany?! Temu marudzie przeszkadza mnóstwo właściwie nieistotnych drobiazgów codziennego życia, które dopiero razem w jego głowie łączą się w jedną wielką kupę. Co gorsza, z każdą kolejną stroną dowiadujemy się, że jego przeświadczenie o swojej nieciekawej egzystencji nie ma właściwie pokrycia w rzeczywistości. No dobrze, może nie zarabia zbyt wiele, nie stać go na stołowanie się w warszawskich restauracjach, a pracy czasem zbyt wiele. Ale z żoną wbrew pozorom dogaduje się całkiem dobrze, relacja z córką też wygląda dobrze, a w pracy od czasu do czasu zdarzają się ciekawe sprawy, takie jak ta.

 

Wiem, że sporo jest takich ludzi na świecie. Wiem, ale nie rozumiem. Czy naprawdę nie zauważają tego, że sami są przyczyną własnego nieszczęścia? Że gdyby przestali tak podchodzić do świata, większość ich problemów samoczynnie by się rozwiązała? No, naprawdę, czy to jest aż takie trudne?

 

To rzekłszy, dodaję do listy książek oczekujących na przeczytanie kontynuację losów Szackiego – ciekawi mnie, jak bardzo jeszcze spaprze sobie życie.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-08 05:42
(...) człowiek powinien określać siebie przez dobre emocje, przez to co lubi, co go uszczęśliwia, sprawia mu radość. Budowanie tożsamości na tym, co go drażni i wkurwia, to wstęp na równię pochyłą zgorzknienia, po której zjeżdża się coraz szybciej, aby na końcu stać się ziejącym nienawiścią frustratem.
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-07 17:26
Ziarenka nieprawdy
Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski

Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem kryminałów. Czytam jednak jak ktoś coś sensownego poleci. Niestety każdy kryminał porównuję do trylogii „Millennium” S. Larssona lub do „Zaginionej ewangelii” I. Wallace, może to i wysoka półka jak powiedział to mój przyjaciel. No cóż dlaczego mam porównywać do czegoś słabszego?
Dzięki uprzejmości mojej przyjaciółki Ilony Z. mogłem przeczytać przygody Teodora Szackiego w Sandomierzu. Parę uwag które mi się nasunęły. Autor zakochany w Sandomierzu – wolno mu, ale dlaczego porównuje z Kazimierzem Dolnym? Starając się obniżyć urok tego ostatniego, uwielbiam Kazimierz Dolny, mam z tym miasteczkiem związanych wiele wspaniałych wspomnień. Ale niech tam, jednemu przecież podoba się córka innemu teściowa, a świat dlatego jest piękny bo ludzie są tak różni.
Niestety jednak jak T. Szacki mógł nie znać znaku rodła. Szacki jest mniej więcej w moim wieku około stary program do nauczania historii duży nacisk kładł na Związek Polaków w Niemczech. Nie pamiętał lekcji ze szkoły średniej? Aby dostać się na studia prawnicze musiał raczej ukończyć Liceum Ogólnokształcące a nie jakieś Liceum Zawodowe, gdzie program historii był trochę okrojony. Nawet gdyby to musiał dostać się na studia prawnicze, na których egzamin wstępny był z historii i to raczej prace jak i egzamin ustny musiało się zdać lepiej niż na studia z historii powiedzmy na WSP. Rozumiem, że młodszy ode mnie autor przygód prokuratora Teodora uczył się już według nowych programów nauczania, w których wiele faktów zostało pominiętych. Pan Miłoszewski pisał maturę chyba w latach 90-tych (w każdym razie tak mi wynika z jego wieku).
Dobra zapomniał o rodle, albo specjalnie stworzył fakt zapomnienia aby dopisać historię powstania znaku Polaków na obczyźnie – wspomina o tym „za pomyłki i celowe przeinaczenia w sferze faktów i topografii odpowiadam ja” [w Od autora] Jednakże nazwanie Jacka Danielsa Burbonem to już dużego formatu przegięcie, wprawdzie oba trunki tj. Burbon i JD produkowane są w bardzo podobny sposób, ale filtrowanie Jacka przez warstwę węgla klonowego tworzy osobną kategorię – Tennessee whiskey. Dla miłośników i smakoszy JD to istotna różnica. Autor mógł napisać że pije Jacka Danielsa, Jacusia, szóstego członka Rolling Stonesów (którzy wprawdzie grali w kwintecie, ale zawsze jeździł z nimi JD :) )
Ale czepiam się, całość czyta się dobrze, choć bez rewelacji jak na okrzyczany kryminał. Gniewu nie będę czytał poczekam na film. Choć postać Szackiego jest ciekawie przedstawiona. Dla mnie jednak bez entuzjazmu, wiele takich postaci spotkałem na kartkach innych książek.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?