logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: podróż
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-07-28 18:24
Podróż Bena
Podróż Bena - Doris Lessing,Anna Gren

To kontynuacja "Piątego dziecka". Są dalsze losy Bena. W pierwszej części narodziny i dorastanie Bena przedstawione są z perspektywy Harriet, w tym utworze śledzimy wydarzenia z punktu samego Bena. 

Choroba Bena do końca pozostaje tajemnicą i nie wiadomo dlaczego różni się od reszty. Chłopak przedstawiony jest jako dobry i wrażliwy młodzieniec. Ma 18 lat, a wygląda na 40 i nadal ma trudności z dostosowaniem się do życia w społeczeństwie. Na każdym kroku jest poniżany i oszukiwany. W zasadzie żyję na własną rękę...jakoś...i z dala od rodziny. Spotyka na swojej drodze także ludzi, którzy starają mu się pomóc. 

Ben po prostu jest samotny i pragnie czyjejś bliskości oraz miłości. 

Książka jest napisana prostym językiem, a czyta ją bardzo szybko. Wzbudza w czytelniku silne emocje. 

Ja jestem niezmiennie zachwycona i zdecydowanie polecam.

Like Reblog Comment
text 2017-05-26 11:39
Czarny kot w walizce – zapowiedź wydawnicza
Czarny kot w walizce - Lucyna Małolepsza
 
 
Któż nie marzy o podróżach? Słońce, palmy, ciepłe morze w środku zimy i… obrzydliwe, złośliwe czarne kocisko. Że co?  Że kot Waszym zdaniem zupełnie zbędny w tym wakacyjnym zestawie?  Może i  tak, ale wtedy byłoby po prostu śmiertelnie nudno!

Dlatego  Lucyna Małolepsza – autorka  książki „Czarny kot w walizce” funduje Wam o wiele atrakcyjniejszy zestaw podróżny. Odwiedzicie  Indie z zatrzaśniętymi drzwiami, Chorwację ze złamaną nogą , Chiny bez wody, Hiszpanię z kieszonkowcem w autobusie, Turcję z golasem w wannie, a  Włochy z meduzą na brzuchu. I tak blisko trzydzieści  zagranicznych wojaży obfitujących w zupełnie nieoczekiwane zdarzenia.

I niech Wam, Drodzy Czytelnicy, nawet przez moment nie przyjdzie do głowy, że lektura okaże się smętna  lub  ponura . Co to, to nie! Optymizm  i dowcip macie gwarantowany od pierwszej do ostatniej strony!

 

Czujemy się w obowiązku dodać, że bohaterka  „Czarnego kota w walizce” dość często podróżuje w towarzystwie   Generała.  Oczywiście „fałszywego”, ale za to wpadającego  w całkiem prawdziwe tarapaty. Ów wspomniany Generał jest, w istocie rzeczy, zawodowym żołnierzem, co nie pozostaje bez znaczenia dla treści książki.

Będzie świetna okazja, by  zajrzeć za kulisy poligonowego życia, poznać głęboko skrywane tajemnice rekrutów i przeżyć emocje przed niezapowiedzianą  kontrolą koszar.

A kto lubi ciekawe zdjęcia, dobrą grafikę i dowcipny rysunek –  też  nie przeżyje rozczarowania!  Zachęcamy do czytania!

 

Premiera książki będzie miała miejsce dnia 08.06.2017

Like Reblog Comment
quote 2017-04-04 16:57
Ludzie są naprawdę głupi, to istny cud, że dają sobie radę z oddychaniem.
Like Reblog Comment
review 2017-04-04 16:50
Dzieki za te podroz - Tommy Wallach Dzieki za te podroz - Tommy Wallach

C U D O W N A.                    G E N I A L N A.                 P R O S T A.  

 

"Dzięki za tę podróż" jest książką, która uczy żyć. Pokazuje, że życie może mieć wartość. Ale też ukazuje jak łatwo można stanąć w miejscu, jak trudno jest się wówczas uwolnić, pójść naprzód, ruszyć. To książka o pokonywaniu swoich słabości, o znalezieniu celu w życiu.

 

Ja zaś postanowiłam ten post zrobić w formie podziękowania za poszczególne akcepty książki. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. :)

 

#1 Dzięki za głównego bohatera.

Siedemnastoletni Parker nie potrafi się pogodzić ze śmiercią ojca. Od dnia wypadku nie mówi. Nie jest to jego jedyny problem, bowiem jest też odludkiem, samotnikiem. Możliwe, prawdopodobne wręcz jest, że te problemy są ze sobą związane... psychika i te sprawy.

Parker jest naprawę fajnym chłopakiem i trudno jest go nie polubić. 

 

#2 Dzięki za pierwszoosobową narrację.

To Parker prowadzi nas przez całą podróż, fabułę. Wiemy, co on czuje, co chce zrobić, bo to on wszystko opisuje z swojej perspektywy. Przez to bardzo łatwo jest się wczuć w sytuacje bohatera.

 

#3 Dzięki za styl.

Od początku czujemy, że to na serio nastolatek. Język, którym się Parker posługuje nie jest wymuszony. Czuć, że to styl nastolatka (jeśli wiecie, o co mi chodzi). Bardzo mi się spodobało, iż mogłam poczuć jakbym czytała dziennik czy też pamiętnik Parkera... albo niech będzie, że opowieść.

 

#4 Dzięki za krótkie opowiadania.

Pomiędzy ogólną fabułą pojawia się kilka krótkich opowiadań. One są krótkie, ale równocześnie piękne. Przeważnie kończą się smutną, dotykają fantastyki. Są fajną odskoczą od najważniejszej fabuły.

 

#5 Dzięki za Zeldę.

Ta postać mnie urzekła. Nie będę wnikać w jej wiek. Wiem też, że miała odegrać rolę dziewczyny, która odmienia los chłopaka. Ale ja lubię takie wątki. Wątki, w których to nie miłość gra pierwsze skrzypce, ale właśnie pragnienie zmiany czyjegoś życia, czy naprawa czyjegoś życia.

Zelda jest dziewczyną, która wygląda na młodą, lecz twierdzi, iż ma o wiele więcej lat niż się każdemu wydaje. Taki wątek paranormalny. 

Jednak to nie wiek Zeldy jest najważniejszy,a to o robi i mówi. To postać inteligentna, która pomaga Parkerowi zrozumieć pewne sprawy, pomaga mu coś zmienić, by jego życie było lepsze.

 

#6 Dzięki za kłopoty

Życie nie należy do łatwych. Każdy z nas ma jakieś problemy. Jedne mniejsze, drugi większe. Lecz każdy jakieś ma. 

Parker stracił ojca, ma traumę, nie mówi, wszystko ma gdzieś. Niby żyje a jakby nie żył.

Zelda pochowała ukochane osoby. Życie, choć pragnie umrzeć, jest zmęczona.

Książka pokazuje, że nie ważne są problemy, ważne zaś jest ich pokonanie i pójście naprzód.

 

#7 Dzięki za emocje.

W książce to one są w cenie, one są ważne. Każdy z nas coś czuje. Kocha, lubi, nienawidzi. Przez uczucia możemy się załamać lub też nabrać chęci do życia i robić wszystko, by pokazać, iż życie ma sens.

Wspaniałe jest to, iż możemy zobaczyć uczucia młodych osób, którzy wiele spraw bierze o wiele bardziej serio niż ludzie starsi, przeciwstawić je z uczuciami Zeldy, która wiele już przeszła i ma mądrość co najmniej 100 latki i zobaczyć ich kontrast, obnażyć je i wyciągnąć z tego wnioski.

Młodzi czują silniej, mocniej. Potrafią kochać i nienawidzić. W tym jest siła, ale też słabość, a może i pewna naiwność.

 

#7 Dzięki za życie

Bo ono jest ważne, o czym można się przekonać czytając tą książkę.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-10-17 09:20
Ze sztuką za pan brat
Podróż na Operiona. Część I - Aneta Skarżyński O zdrowiu i urodzie wiele się pisze i czyta. Szkoda, że tego owe wartości się nie mnożą! A jeśli zaproponuję Wam kilka minut radości? Wszak nie od wczoraj wiadomo, iż poprawa nastroju pośrednio sprzyja zdrowiu i urodzie. Gdy się cieszymy i śmiejemy – zupełnie nieskrępowanie – krew zaczyna szybciej krążyć i wzrasta ciśnienie, oczy rozbłyskują pełnią blasku, policzki pokrywają się zdrowym rumieńcem, a trudne sprawy dnia codziennego na chwilę gdzieś sobie odpływają. I choć są to tylko momenty, długo je pamiętamy. Dlatego dziś zaproszę Was do innego świata w humorystyczną podróż do galaktyki Operiona. Jednak nim się udamy w ów wojaż, warto w kilku zdaniach przybliżyć , czym jest opera – dzieło doskonałe. „…Opera? Byłaby wspaniała, gdyby tylko nie śpiewacy operowi!...” zacytuję na wstępie słowa maestro Giuseppe Verdi. No, właśnie! Chyba teraz powinnam się do tego ustosunkować? Cóż, o śpiewakach, wokalistach innej maści oraz artystach scenicznych mogę bajać godzinami, pragnąc wykazać pomiędzy nimi zależności i relacje. Jednak nic tak nie uzmysławia różnic pomiędzy gatunkami ludzików przebiegających po scenie, jak pewnego rodzaju zestawienie. Soliści teatrów operowych drą przysłowiowego łacha z tak zwanych aktorów śpiewających. Powód? Wokal. Dramatyczni bowiem uważają, że ich śpiew porywa kunsztem aktorskim, tymczasem wyją niczym bure suki. Żeby jeszcze czysto, ale nie, nie, to jest według nich zbyteczne! Wedle ich pojęcia w utworze należy chrypieć, krzyczeć lub dosadniej – wrzeszczeć, albo też dla odmiany - sapać, dyszeć, postękiwać, pojękiwać, nawet popierdywać, jeśli wymaga tego dramatyzm. Wszystko po to, aby oszołomiony interpretacją słuchacz wbił się w fotel, a przede wszystkim by zapamiętał sobie – raz na całe życie – taki wykon. Gwarantuję: tego się nie da zapomnieć! Aktorzy dla odmiany nabijają się ze śpiewaków. Przyczyna? Aktorstwo. Zdarza się, że śpiewaczce brak tego daru, jednak muzyka, niosąca audytorium na swych skrzydłach, tak uwzniośla, iż niemal wszyscy mają poczucie rozwierających się przed nimi niebios. Ostatecznie nikt nie każe słuchaczom wlepiać się w divę i w to, co ona wyczynia na scenie. Mogą przecież zamknąć oczy i słuchać, słuchać, słuchać…. Byle nie zasnęli! O ile taki zabieg zdaje się być wykonalny w przypadku śpiewaczki, o tyle podczas występu aktora-wyjca jest on nieskuteczny. Bo cóż z tego, że zaciśniemy oczy? Uszy nadal będą bombardowane, wręcz katowane. I właśnie na tym polega przewaga śpiewu klasycznego nad aktorskim! Najgorsze, że aktorzy dramatyczni mają sojuszników w plastykach. Czynnik? Prawda. Bliżej – jej brak. Obawiam się, że malarze i rzeźbiarze w tej materii mogą mieć słuszność. Trudno uwierzyć stu pięćdziesięciokilogramowej divie, liczącej ze sześćdziesiąt wiosen, iż jest szesnastoletnią Butterfly, czyli motylkiem. Mało wiarygodna też staje się tuczna primadonna, która umiera na suchoty, zwłaszcza, gdy „lekarz kazał mieć nadzieję”. Nadzieję? Na co, na schudnięcie? I cóż z tego, że śpiewak podczas przedstawienia traci od 1,5 do 3 kilogramów, skoro przy pozostałych stu dwudziestu kilku jest to kropla w morzu tłuszczu! No, ale od czego mamy wyobraźnię? Ona bywa pomocna wówczas, gdy trzeba przekonać widzów o trupnięciu tenora... Śpiewak w operze umiera ze dwadzieścia minut, a czasem dłużej. I gdy już się wydaje, że bohater nie żyje, ten znienacka się zrywa, zaczyna piać i to wysokie C! Plastycy i scenografowie, których niemało się kręci po teatrze przed każdą premierą, także nie potrafią pojąć, po kiego grzyba w roli przykładowej Gildy – skądinąd młodziutkiego i niewinnego dziewczęcia – nierzadko obsadza się kobitę po pięćdziesiątce, a w partii jej ojca Rigoletta – trzydziestokilkuletniego zdrowego barytona. To ci dopiero rodzinka, no! Trudno się dziwić ludziom pędzla i gliny, że gdy zbir Sparafucile sztyletuje Gildę, ci zacierają dłonie, bowiem książę Mantui wreszcie się uwalnia od starczych chuci sopraniszcza! Loży szyderców trzeba również przyznać rację w dwóch kolejnych przypadkach: pierwszym, gdy w Cyganerii najbrzydsza pod słońcem sopranistka wali po uszach publikę wyznaniem „la mia bellezza”, a także drugim, gdy Carmen – symbol pożądania – niedołężnie kręci kośćmi miednicy, rozlatującymi się z powodu zmian gośćcowych. I one mają być atrakcyjne? Pierwsza już chyba tylko dla chirurga-plastyka, a druga dla reumatologa! Oczywiście prześmiewcy tego typu przykładów podają jeszcze wiele, zwłaszcza, że mają wsparcie w tancerzach. Balet jest nieodzowną częścią składową każdej opery! Ci ostatni kpią na całego, widząc jak wokale tuż przed wyjściem scenę gotowi wchłonąć konia z kopytami. A to właśnie dlatego, że do śpiewu trzeba siły, końskiej siły. Przecież wynędzniała chabeta nie uciągnie trzygodzinnego spektaklu! Tancerze w spektaklu wychodzą od czasu do czasu i to nie w każdej operze. Podygają sobie w tanuszku i już ich nie ma. A soprany, tenory, barytony i basy? Oni walczą do końca. Najczęściej z ciężkim kostiumem, tremą, zmęczeniem, a nierzadko i z dyrygentem, a dokładniej z jego niewyżyciem symfonicznym. Ten to dopiero potrafi umilić życie! Bywa, że nawet najbardziej donośna i piszcząca koloratura nie przebije się przez miażdżącą potęgę dźwięku orkiestry tutti. Co najwyżej do pierwszego rzędu. Wtenczas o takim przypadku się mawia: „pierwszorzędna śpiewaczka”. Ehhh…, ciężkie jest życie przedstawiciela gatunku homo-opera-sapiens. I dlatego obrazowo przybliżam Wam jak się miewa opera, do której tak Was gorąco zachęcam. Nie wiem tylko czy skutecznie. Jeśli jednak tak, w co wierzę, myślę iż w kolejnym odcinku dotrzemy do Operiona. A tymczasem zadam pytanie: jak z Waszym nastrojem? Pozdrawiam ciepło! ANTYMELOMAN Aneta Skarżyński
More posts
Your Dashboard view:
Need help?