logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: polka
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-09-19 14:27
"Przewieszenie" Remigiusz Mróz
Przewieszenie - Remigiusz Mróz

Wiktor Forst to rogata dusza nawet jak na policjanta. Nie dziwota więc, że pakuje się w kolejne problemy. A może lepiej powiedzieć, że kontynuuje te już rozpoczęte w poprzednim tomie? Nie pozwalając zatrzeć się wrażeniom z poprzedniej książki od razu odsłuchałem kontynuację. Oto co otrzymałem,

 

Ledwo ostygło ciało ostatniej ofiary tajemnicza sekta Synów Światłości rozpoczyna kolejne łowy. Tym razem ofiarami padają turyści w Tatrach. Bestia z Giewontu jak okrzyknęły go media zrzuca niewinnych wędrowców w przepaście na najbardziej niebezpiecznych fragmentach polskich gór. Kozia Przełęcz, Świnica, Rysy? |Nigdzie nie można się czuć bezpiecznie. Komisarz Forst po powrocie z Ukrainy i oczyszczeniu się z zarzutów rusza na pościg bestii. Nie będzie to proste, bo trzeba wczuć się w jego sposób rozumowania. Co więcej, zabójca zostawia pewne niepokojące poszlaki, które zaczynają rzucać podejrzenia prokuratury na samego Wiktora. Czyżby z ściganego sam miał się stać obiektem pościgu?

 

Zacznijmy od tego co tu jest ciekawego. Zabójstwa w Tatrach to bardzo ciekawy temat . Szczególnie, jeżeli ktoś chodził po tych szlakach i kojarzy poszczególne miejsca, łańcuchy, przełączki i inne niebezpieczne ale i piękne odcinki. Pogoń po górach jest więc emocjonująca i stanowczo przykuwa uwagę czytelnika. Bardzo spodobała mi się również postać komendanta Osicy. Pierwotnie przedstawiony jako relikt PRLu, który nie wiadomo jak dochapał się obecnego stanowiska zaczął się prezentować jako ciekawy policjant .Zgorzkniały, gburliwy ale i nie taki głupi jak się wydawało na pierwszy rzut oka. Dodatkowo ważną rolę odgrywała tu również jego córka Agata, dzięki której poznajemy go jako kochającego ojca. Po pierwszym tomie nie spodziewałem się takiego rozwoju postaci. Sama fabuła oraz sposób prowadzenia narracji również zasługuje na pochwałę. Nie ma tu już takiego natłoku wydarzeń i ciagłej akcji. Mozna się chwilęzastanowić, przysiąść nad jednym wątkiem a nie biegać po 4 sąsiednich krajach w celu rozwiązania sprawy kryminalnej. Tym razem będzie tylko Polska i Słowacja, ale to tylko dlatego, że dzielimy między siebie Tatry, w których dzieje się akcja powieści.

Jednak podczas takiego zastanowienia się pojawiają się pytania. I na niektóre z nich chciałbym uzyskać odpowiedź, której autor mi poskąpił.Przede wszystkim jaka jest motywacja głównego "złego", czyli Bestii z Giewontu. Z poprzedniej części wiemy, że należy do pewnej sekty chrześcijańskiej, która inaczej interpretując nauki Kościoła sam postanowiła wypowiedzieć wojnę Synom Mroku, czyli generalnie plugawcom. Na ich celowniku byli oprawcy z Wołynia, którzy jako członkowie UPA byli bezkarni na Ukrainie albo Białorusi. Zagmatwane to, ale można zrozumieć. Tutaj natomiast spycha przypadkowych turystów w przepaść. Bez wywiadu kim byli i co złego mogli zrobić. Po prostu nawinęli się w odpowiednim miejsca w odpowiednim czasie. Brak tu konsekwencji, chyba, że to już nie ta sekta i mamy do czynienia z czymś innym.

Druga sprawa, która bardzo mnie drażniła to postać jednego z prokuratorów prowadzących śledztwo, a konkretnie Aleks. Jak można a człowieka na takim stanowisku zrobić takiego idiotę? Złapał skrawek tropu, uczepił się go jak wygłodniały pies, dorobił resztę historii na poczekaniu i dawaj ścigamy Forsta. Oskarżał go o co tylko się dało argumentując to prostackim "bo mógł". Dlaczego zabił nieznanych turystów na szlaku? Bo mógł. Bo jest niesamowitym zwyrodnialcem, który tylko czeka żeby komuś kark skręcić. Serio? To jest postawa prokuratora? Bez dowodów, bez mocnych poszlak i bez sprawdzenia historii służby? Przecież to jest zachowanie dobre dla jakiegos niedouczonego  fanatyka. Bardzo mnie to drażniło. Nawet powtórzenie motywu Forsta jako podejrzanego i później jego pobyt w wiezieniu nie było tak wkurzające. Widać, Mróz lubi biednego komisarza stawiać w roli uciekiniera.

 

"Przewiesznie" jest to solidny kryminał, w którym widać , żę autor wziął sobie do serca nadmiar akcji występujący w poprzedniej części. Czyta się to bardzo przyjemnie, jednak kilka drażniących kwestii psuło mi odbiór. Jest tu też kilka logicznych niedociągnięć, ale cóż. Ogólnie całkiem przyjemna lektura

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-09-05 11:49
"Dziedziczka smoka. Testament Thubana" Licia Troisi
Testament Thubana - Licia Troisi

Mam taką półkę wstydu. A dokładniej to z 2. Znajdują się tam w większości książki, które wygrałem w przeróżnych konkursach nie patrząc nawet szczególnie o co walczę. I tak się zapełniały półeczki aż powiedziałem STOP. Teraz tylko przemyślane zakupy oraz walka w konkursach, które mnie interesują. Ale mleko się rozlało. To co mam te książki komuś sprezentować nie zapoznawszy się nawet? Nic z tego .Rozpoczynam więc eksterminacje półek wstydu. Jest to misja długofalowa ale docelowo przeczytane pozycje albo zostaną w kolekcji, albo wezmą udział w bookcrossingu. Tak więc na pierwszy ogień "Dziedziczka Smoków"

 

Książka opowiada nam o 13 letniej sierocie Sofii, która mieszka w jednym z rzymskich sierocińców w obecnych czasach. Niespodziewanie dla niej i wszystkich opiekunek pewnego dnia w drzwiach staje profesor i oświadcza, że chciałby ją adoptować. Po początkowym szoku Sofia odkrywa, że profesor wybrał ją ze wzgędu na jej pochodzenia. Otóż jest przedstawicielką bardzo starego rodu, który tysiące lat temu zjednoczył się ze smokami i właśnie w naszej małej sierotce kryje się najstarszy i najpotężniejszy z przedstawicieli skrzydlatych gadów. Dziewczynka musi tylko nauczyć się z nim porozumiewać i używać niezwykłych mocy. A czas nagli, bo prastary wywern, największy wróg smoków powoli odzyskuje siły i już niedługo przełamie wiążące go pieczęci i zaatakuje ludzkość.

 

Na pierwszy rzut oka gdy tylko spojrzymy na okładkę wydaje się, że jest to powieść dla młodzieży. Na drugi, trzeci i każdy kolejny również. I nie ma co się doszukiwać tu głębi bo tak właśnie jest. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie główna bohaterka. Sofia jest jedna z bardziej irytujących postaci jakie miałem okazje poznać. Zamknięta w sobie, uważająca, że do niczego się nie nadaje, jest najgorsza i wszystko to jej wina. Uwielbia użalać się nad sobą i nie ma ani odrobiny pewności siebie. Aż chciało się zakrzyknąć, żeby ją coś pożarło w trakcie lektury. Przeciwwagą dla niej powinien być profesor ale on również okazuje się przesadnie tkliwy. Dochodzi do tego, że w jednej ze scen nawzajem się przepraszają i starają się nawzajem przekonać kto jest bardziej winny zaistniałej sytuacji. Natomiast przeciwnicy to taki zespół R z pokemonów który cały czas ze sobą rywalizuje. Zamiast współpracować dla dobra swojego pana, wielkiego wywerna to oni cieszą się jak głupki, gdy drugiemu się nie powiodło. Sposób rekrutacji sług też jest bardzo naciagany. Pierwotnie wyglądało to ciekawie, ale później ten wątek przestał zupełnie istnieć. Zamiast przekonywać do siebie mogli równie dobrze zgarnąć jakiegos bezdomnego, bo i tak ich sługa jest bezwolną marionetką. Bezsens

 

Jest sporo ksiażek dla młodzieży, które są napisane o niebo lepiej i nie powodują takiego poziomu irytacji na głównego bohatera. Poszukajcie, serio. Bo po tej serii nie ma się czego spodziewać. Kolejne tomy nie dostaną u mnie szansy

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-29 12:12
"Ekspozycja" Remigiusz Mróz
Ekspozycja - Remigiusz Mróz

Drugie moje spotkanie z tym autorem. Poprzednio "Czarna madonna" zostawiła po sobie miłe wspomnienia, więc po namowach znajomych złapałem za jakąś serię. Wolałem sobie odpuścić prawnicze zawiłości i tym sposobem wybór padł na komisarza Forsta. Niektórzy nawet porównują go do Harrego Hole. Odważne porównanie, które tym bardziej chciałem zrewidować. Tak więc proszę Państwa zapraszam.

 

Zaczynamy od zabójstwa i to dosyć zuchwałego. Na Giewoncie przywiązane do krzyża znaleziono nagie zwłoki. Sprawą tą zajmuje się Wiktor Forst u już na wstępie znajduje pewne nieprawidłowości. Jednak anim cokolwiek zdąży wyjaśnić zostaje odsunięty od śledztwa. Nie chcąc tak tego zostawić łączy swoje siły z dziennikarką Olgą Szrebską i rozpoczynają śledztwo na własna rękę. Nie mają pojęcia jak daleko ich to zaprowadzi.

 

Nie oszukujmy się. Połączenie sił policjanta i dziennikarki to bardzo popularny motyw. Odkrycie "czegoś większego" też nie jest zaskoczeniem. Co więc może przyciągać do tej lektury? Solidny warsztat autora i umiejętne poprowadzenie narracji. Postać głównego bohatera też jest interesująca, ale nie aż tak bardzo jak Harry Hole. Wydaje mi się, że jest inspirowana norweskim inspektorem. Ma problem z alkoholem, ma gdzieś przełożonych i lata za kobietami jak pies. Dużo bardziej podobała mi się jego relacja z Szrebską. No tam czuć było chemię. Szkoda, że... a z resztą sami przeczytacie. 

Sama fabuła jest bardzo... różnorodna. Można ja podzielić na wyraźnie różniące się od siebie części. Część pierwsza to klasyczne śledztwo majace na celu ustalenie motywy i tożsamość mordercy. Część druga to odkrycie większej sprawy i ucieczka naszych bohaterów przez Polskę. Następnie mamy wypad na Białoruś i całkiem ciekawy opis pobytu w rosyjskim więzieniu. I część ostatnia to odkrycie najważniejszych kart i konfrontacja. Części te wyraźnie się różnią między sobą i kilka razy zastanawiałem się co ja czytam. Kryminał, powieść akcji, literaturę obyczajową czy thriller religijny pokroju Browna. Autor mógł iść w dowolną z tych stron, ale ostatecznie został po środku oferując nam po szczypcie z powyższych. Nie jest to złe rozwiązanie, ale przez to niektóre fragmenty są bardziej zajmujące i chciałbym aby w tym kierunku potoczyła się powieść.

 

Ostatecznie mamy dosyć zawiłą powieść łączącą w sobie wiele wątków i nie do końca wyjaśniająca wszystkie niejasności. Jednak, zakończenie było interesujące i chciałbym dodatkowo poznać więcej szczegółów odnośnie naszego głównego bohatera, dlatego z chęcią siegnę po kolejne części.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-20 20:59
"Władcy marionetek" Robert A. Heinlein
Władcy marionetek - Robert A. Heinlein

Mała pożółkła i podniszczona książeczka, zgarnięta z gminnej biblioteki na zasadzie bookcrossingu. Patrzysz na cenę na okładce i wiesz, że swoje już przeszła, bo wynosi ona 20000 zł. Dlaczego ją wybrałem? Po pierwsze tytuł przykuł moją uwagę. "Władca marionetek" skojarzył mi się z ... utworem  muzycznym grupy Metallica. Później dopiero doczytałem mniejszą czcionką, że jest to autor zaliczany do klasyków sci-fi. Jeżeli widzieliście kiedyś "Żołnierzy kosmosu" to wiecie o co chodzi. Co więc się kryło w tym leciwym tomiku? Szczegóły poniżej.

 

Ziemia została odwiedzona przez kosmitów. Ale nie są to humanoidalne szare ludziki znane z Archiwum X czy innych filmów. Są to raczej pasożyty o rozmiarach piłki do rugby i o ciele o konsystencji ślimaka. Przyczepiają się poniżej karku człowieka i przejmują nad nim kontrolę. Ofiara nadal posiada swoją osobowość i wszelkie wspomnienia ale jego wola jest całkowicie podporządkowana. Powstrzymać potencjalną inwazję starają się agenci wywiadowczy a dokładniej Sam oraz Mary wraz ze swoim szefem Starcem. Ale jak tu komuś zaufać wiedząc, że może być na usługach kosmitów? Agenci wprowadzają więc w życie śmiały plan "odkrytych pleców". Nie każdemu się to podoba.

 

Akcja pędzi tutaj jak koń w galopie. Już po kilkunastu stronach mamy pierwsze spotkanie z obcymi i niebezpieczeństwo z tym związane. Nie ma czasu na wprowadzenie albo większe opisy lokacji. Liczą się czyny i szybkie, dynamiczne dialogi. To się może podobać. Szczególnie porównując do niektórych dzisiejszych autorów, którzy opisami potrafią zamęczyć prawie jak Nałkowska w "Nad Niemnem". Okazuje się, że można w niewiele ponad 200 stronach zawrzeć całą masę wydarzeń. Wow. Ostatnim razem takie odczucie miałem gdy czytałem książkę Howarda, a więc też już klasykę. Najwidoczniej, kiedyś oczekiwano czego innego po literaturze, Ale wracając do "Władców marionetek" ta pędząca fabuła z częstymi zwrotami akcji ma też swoje minusy. Cierpią na tym postacie. Główny bohater to raczej prosty agent, który niekiedy ma zachowania godne 12 latka. Jak się zaprze że coś che to tu i teraz albo foch. Mary to tajemnicza agentka, która umiejętności których się po niej nie spodziewamy, lecz jednocześnie jest niezwykle uległa. Tak kochanie. Dobrze kochanie. Będzie jak zdecydujesz kochanie. To mi się gryzie w tej postaci. Z jednej strony twarda niezależna babka, a za chwilę zmienia się w potulną kurę domową. Czyżby przebijał tu obraz stereotypowego wizerunku rodziny w latach 50.? Trzecia postać to Starzec, który jest typowym szefem. On wie najlepiej, masz wykonywać jego polecenia ponieważ jest w posiadaniu ważnych informacji którymi się z tobą nie podzieli. Cała ta trójka jest dosyć płytko przedstawiona ale najgorzej wychodzi wątek romantyczny Sama i Mary. Jest to tak nienaturalne i nieadekwatne do ich postaci, że karykaturalne. O zmianie postawy Mary już pisałem. Sam natomiast to wypisz wymaluj zakochany szczeniak. On już teraz i natychmiast będzie sie żenił. Nie ma chwili do stracenia. I wyjadą z miasta, zamieszkają w domku w górach gdzie będą żyć szczęśliwie po kres swoich dni. Błe. Jak to sie źle czytało. Wydaje mi się, że cały ten wątek był rozbudowany tylko po to, żeby doprowadzić do jednej sceny przy rozpalonym kominku. Spokojnie można było to okroić albo napisać bardziej wiarygodnie. 

 

Ale oprócz tego lektura sprawiła mi zaskakująco wiele przyjemności. Pomysł na kosmiczne pasożyty, odkrywnie ich natury, pomysły na walkę z nimi. Wszystko to sprawiło, że książka szybciutko została przeczytana. Dobrze jest czasem zostać zaskoczonym przez starą i pożółkłą książeczkę.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-15 12:10
"Otchłań" Peter V. Brett
Otchłań tom 2 - Peter V. Brett
Otchłań tom 1 - Peter V. Brett

No i się doczekałem. Po 10 latach o rozpoczęcia serii mamy zakończenie. Wystarczyło jeszcze tylko odczekać z pół roku po premierze, aby Fabryka Słów wypuściła drugi tom i można było się zabrać do lektury. Tak jest, "Malowany człowiek" to już przeszłość. Jeżeli chcecie się przekonać jak wypada zakończenie jednej z najciekawszych serii fantasy, to zapraszam poniżej.

 

Jak Arlem z Jardirem postanowili pod koniec poprzedniego tomu, tak też zrobili. Aby powstrzymać ataki demonów postanowili sami zejść do Otchłani i rozprawić się z Królową. Jako przewodnika wzięli ze sobą Księcia Otchłańców i ruszyli. No dobra, aż tak prosto to nie było. Najpierw trzeba było uporządkować wszystkie sprawy w rodzinnych stronach i zabezpieczyć się na wypadek, gdyby misja się nie powiodła. Dlatego też Jardir wrócił  do Krasji aby ogarnąć cały bajzel po przewrocie a Arlem zajrzał do Zakątka aby zamienić kilka słów z Leeshą. Obydwaj podróżowali w ukryciu, aby nie zdradzić się, że żyją. I o tym jest generalnie cała pierwsza połowa książki. Przygotowania do wyprawy do Otchłani naszych Wybawicieli oraz przygotowania pozostałych bohaterów na odparcie ataków Demonów podczas najbliższego nowiu. Istnieje bowiem spore ryzyko, że będzie to atak ostateczny mający na celu zmiecenie ludzkości z powierzchni. Druga połowa to już sama wędrówka w głąb ziemi oraz desperackie próby obrony na górze. Zdradzać nic wiecej nie będę, ale aż do ostatniego momentu nie wiadomo czy się uda, tym bardziej, że misja jest raczej z gatunku tych samobójczych. 

 

Pamiętam jak podczas lektury poprzedniego tomu byłem mocno zawiedziony bardzo małą ilością rozdziałów dotyczących głównych bohaterów. Teraz też, jeżeli spojrzeć na to w ten sposób, to Arlema i Jardira jakoś wybitnie dużo nie ma, przynajmniej w pierwszym tomie. Jednak finał w ich wykonaniu skutecznie wynagradza mi tą dysproporcję. Rozumiem też autora, który musiał podomykać wszystkie inne wątki. Bohaterów się namnożyło i nie można było ich pozostawić samych sobie. Dlatego też trochę inaczej teraz patrzę na poprzednią część. Brett już wtedy wiedział, że kreacje postaci drugoplanowych muszą do czegoś zmierzać i trzeba rozpocząć przygotowania do ich zakończenia. Faktem jest, że ogrom Krasjańskich sióstr, braci, szwagrów i innych powinowatych Jardira mógł przysporzyć o ból głowy. Cieszę się więc, że wszystko ładnie i zgrabnie zostało zamknięte.

 

Sam finał serii bardzo mi się podobał. Czuć było klimat przygotowań i niepewności, czy się uda. Ostateczna walka to już mocne skojarzenie z serią "Obcy" ale inaczej chyba tego nie można sobie wyobrazić. Cóż tu więcej mówić. Jedna z najlepszych serii fantasy dobiegła końca. Cieszę się, że nie była ciągnięta na siłę dalej, jak ma to czasem miejsce. Polecam absolutnie każdemu czytelnikowi fantastyki, wstyd nie znać "Malowanego człowieka"

More posts
Your Dashboard view:
Need help?