logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: polka
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-06-08 14:47
"451* Fahreinheita" Ray Bradbury
451 stopni Fahrenheita - Adam Kaska,Ray Bradbury

Dużo czytam .Albo lepiej powiedzieć, że dużo czytałem. Teraz praca, rodzina i inne hobby delikatnie ograniczają moja czytelniczą aktywność. Mimo tego nadal uważam, że czytam więcej niż przeciętny Kowalski. Dlatego też oprócz nowości i bestsellerów staram się co jakiś czas poznawać klasyk. I tym razem padło na książkę o książkach. O tym, że stanowią zagrożenie. No cóż, podejmę to ryzyko.

 

Głównym bohaterem powieści jest Gay Montag, który jest strażakiem. Problem jest taki, że w przyszłości, kiedy dzieje się akcji książki strażacy nie gaszą pożarów. Oni je wywołują .A dokładniej, spalają książki. W antyutopii, którą są "Stopnie" książki prowokują do niezdrowego zainteresowania innymi rzeczami, którymi ludzie nie powinni się zajmować. Filozofia, moralność, przyroda? To rzeczy zbędne, które wywołują tylko niepokój w społeczeństwie. A co należy zrobić z niebezpiecznymi rzeczami? Spalić! Na popiół, aby ślad żaden nie pozostał. No i Montag tak pali od kilkunastu lat. Ostatnio jednak nieświadomie jedną ze zwodniczych ksiażek przemycił do domu. I poruszony rozmową z nową sąsiadką postanowił otworzyć się na nowe doznania. Spowodowało to nie tylko poszerzenie się jego horyzontów, ale przede wszystkim podpadnięcie aparatowi władzy. Teraz on sam zagrożony jest spłonięciem.

 

Bardzo ponury obraz przyszłości przedstawił nam Bradbury. Pełen ogłupiałego społeczeństwa, które nastawione jest na tanią rozrywkę, podczas której nie trzeba myśleć. Pełen ludzi nie chcących wyjrzeć poza swoje 4 ściany. I mimo, że wiele cech przedstawionych przez autora pokrywa się ze sztandarowymi określeniami dobrej antyutopii, to jednak ta konkretna ksiażka bardziej do mnie trafiłą niż inne przedstawicielki tego gatunku. Ciężko mi powiedzieć dlaczego. Może to dzięki postawieniu w centrum wydarzeń książek. A może ponieważ autor upatruje w literaturze lekarstwa na zdegenerowany świat. Bo ludzkość jest jak feniks, odradza się z popiołów. Jednak jedno nas od tego ptaka odróżnia: my znamy swoje błędy przeszłości i drugi raz ich nie popełnimy, nie spowodujemy kolejnego pożaru z którego będzie trzeba sie odradzać. Wszystko dzięki historii, którą pamiętamy. A pamiętamy dzięki książkom. Prawdę więc miał Piłsudski mówiąc 

„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-05-22 23:14
"Misja ambasadora" Trudi Canavan
Misja Ambasadora - Trudi Canavan

W gimnazjum będąc czytało się Trudi. Z tego co pamiętam, może i super ambitne to dzieła nie były, ale idealne dla miłego spędzenia czasu. Po kilkunastu latach uznałem, że czas sobie odświeżyć zapomnianą trochę autorkę i zabrać się za trylogię, której nie udało mi się przeczytać w tamtym okresie. Tak oto wziąłem się za "Misję Ambasadora".

 

Czego możemy spodziewać się po tej powieści? Otóż minęło 20 lat po wydarzeniach z pierwszej trylogii, przez co bohaterowie mocno się zmienili. Sonea, będąca wtedy w centrum uwagi jest teraz jedna z Czarnych Magów i ma zakaz opuszczania Gildii. Do głosu dochodzi jej syn Lorkin, który niedawno zdał egzaminy na pełnoprawnego Maga. Nie wiedząc czego oczekiwać w życiu zgłasza się jako asystent ambasadora mającego wyruszyć do ... Sahaki. Tak jest, do kraju, który 20 lat wcześniej najechał Kyralię i jej magów. Trochę wody upłynęło i stare konflikty się przedawniły, ale pozostało aktualne pytanie , czy tamtejsze rody nie będą się chciały zemścić na młodym za opór jaki postawili wtedy jego rodzice. Sonea oczywiście jest przeciwna i pełna obaw (i słusznie) ale co ona może w konfrontacji z młodą i gorącą głową. Lorkin wyrusza i... reszta jest chyba oczywista.

Z drugiej strony mamy akcję dziejącą się w samej Kyralii, gdzie od dłuższego czasu grasuje zabójca złodziei. W momencie, gdy zabija on rodzinę starego znajomego Sonei, sprawa przyjmuje charakter osobisty. Matka, której przed chwilą dziecko wyfrunęło z gniazda rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. Sprawa się komplikuje w momencie, gdy podejrzany może okazać się dzikim magiem. 

 

Tak na prawdę mamy tu dwa główne wątki przedstawione powyżej. Pierwszy jest bardzo oczywisty. Czy ktokolwiek by mi uwierzył, gdybym powiedział, że Lorkin spokojnie osiadł w Sahace i nawiązywał kontakty dyplomatyczne, podczas stare Rody wyrzekły się zemsty? Przecież nie było by wtedy o czym pisać. Oczywiście, że coś się wydarzyło i musiał uciekać. Z kim i gdzie to już nie zdradzę, pobawcie się sami. Może i by to jeszcze było bardziej wciągające, ale uczucie, którym zapałał do jednej z kobiet jest wręcz szczeniackie. Jakby to była jego pierwsza miłość to jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale z treści wynika, że w Gildii dość swobodnie sobie folgował w przyjemnościach fizycznych z innymi dziewczynami. Więc skąd tu nagle opisy jego przemyśleń żywcem wyciągnięte z pamiętniczka prawiczka? Coś mi się tu nie zgadza.

Natomiast akcja dziejąca się w Kyralii była bardziej zajmująca ale i też nie obyło się bez kilku zgrzytów, jak choćby zatrudnienie przez złodzieja swojej córki, która ukrywała się przez lata w charakterze ochroniarza. Serio? Młodą dziewczynę, która gdzieś lekko liznęła walki wystawiasz na pierwszą linię obrony podczas nieczystych zagrań półświatka? Który konkurent by w to uwierzył? CHyba taki, co się wczoraj urodził.

 

"Misja ambasadora" to świetny przykład książki przeciętnej. Anie mnie grzeje, ani ziębi. Czytało się ok, ale sporo było zgrzytów. Postacie mnie nie przekonały do siebie, ale za to cały zarys obcej kultury był bardzo ciekawy. Najprawdopodobniej jakbym przeczytał tą książkę kilkanaście lat temu przypadła by mi dużo bardziej do gustu. Zarówno ze względu na tematykę jak i brak znajomości innych tytułów. A tak przeczytałem i pewnie za kilka miesięcy zapomnę.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-05-11 17:20
"Bezkres magii" Brandon Sanderson
Bezkres magii - Brandon Sanderson

Wiecie, że są takie książki, które należy czytać w ściśle określonej kolejności? Przeczytaj ją przed pozycją A ale po pozycji B. Ale jakbyś przypadkiem nie czytał C to omiń drugi rozdział, bo się dowiesz zbyt dużo. I taką pozycja jest "Bezkres magii". Aby się za nią wziąć trzeba być mocno wkręconym w literaturę Sandersona. Na szczęście należę do tej grupy.

 

Otrzymujemy zbiór opowiadań i minipowieści osadzonych w różnych światach wykreowanych przez autora. Są to światy dobrze znane z poprzednich dzieł, jak "Z mgły zrodzony", "Elentris" albo Archiwum Burzowego Światła, ale i znajdą się światy o których jeszcze nie słyszeliśmy. Uniwersa nam znane należy czytać po lekturze pierwotnych ksiażek. Światy poboczne natomiast można luźno traktować, ale lepiej się je odbiera również znając inne książki. I co ja mogę powiedzieć o tej pozycji? Tylko jedno słowo REWELACJA. Jakie to jest dobre. Jak to pięknie spina wszystkie światy i je uzupełnia. A te nieznane uniwersa okazują się cudownie przemyślane i zaskakujące. Autor ma łeb jak sklep a on to wszystko jeszcze chce ze sobą połączyć. Niesamowity gość. Lektura zajęła mi tyle czasu, ponieważ rozpocząłem ją po zakończeniu trylogii "Z mgły zrodzony", ale przed drugą trylogią. Przeczytałem więc większość opowiadań, następnie czytałem drugą trylogię dopiero na deser mogłem skończyć lekturę.

 

Jest to jedyny minus tej książki. Jeżeli nie jesteście na bieżąco z literaturą Sandersona nie docenicie jej. Jeżel jest to natomiast wasza pierwsza książka tego autora to szczerze odradzam. Albo przeczytajcie tylko niektóre opowiadania bo zepsujecie sobie lekturę kilku cyklów na raz. Natomiast dla wiernych czytelników jest to najlepsza pozycja jaka mogłą trafić im w ręcę .I ja tak ją traktuję

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-05-11 16:18
"Żałobne opaski" Brandon Sanderson
Żałobne Opaski - Brandon Sanderson

Dwie pierwsze części mnie jakoś nie porwały. Ale skoro juz kupiłem całą serię to nie ma uproś i trzeba przeczytać .Przynajmniej będę mógł później ze spokojem ducha ponarzekać. Ale, ale nie przesądzajmy tak na wstępie. Poczytałem i zaraz Wam powiem co tym sądzę.

 

Wax i Wayne czyli główni bohaterowie tej serii tym razem opuszczają stolicę i przenoszą się na prowincję. Dzieje się tak, ponieważ kandra proszą ich o pomoc w odnalezieniu legendarnych Żałobnych Opasek, podczas poszukiwać których zaginął ich towarzysz. O co tyle zachodu? Ponoć Ostatni Imperator przekuł w nich swoje wszystkie moce i każdy kto je założy zdobywa jego moc. Bajki dla dzieci, powiecie. Wayne uznał tak samo, ale jednak pojechał. Dlaczego? Ponieważ przy okazji jest w stanie rozwiązać rodzinną tajemnicę a tego nie przepuści. On więc zajmuje się swoimi sprawami, a Marasi z resztą szukają Opasek. Oczywiście nie są jedynymi zainteresowanymi. Z drugiej strony bowiem mamy Pana Garnitura, czyli stryja Wayne i Wewnętrzny Krąg stojący za nim. Zapowiada się więc sporo konfrontacji, pościgów i strzelanin. A na końcu trafiamy na coś ciekawego.

 

Pod względem fabularnym ta część jest stanowczo najlepsza. Każdy ma wyraźnie zarysowane swoje cele i motywacje. Podoba mi się szczególnie  Sterris, która mocno się zmieniła od pierwszego spotkania. Nie spodziewałem się, że jeszcze ja polubię, a tu proszę. Historia opisana w "Żałobnych Opaskach" jest ciekawa a co dla mnie najważniejsze daje szerszy pogląd na świat w którym osadzeni są bohaterowie. Spotkamy Sazeda, który jest tu bogiem i rozmowa z nim sprawiła mi najwięcej przyjemności podczas lektury. Co zaskakujące, nie była to ostatnia część. Na nią trzeba trochę poczekać, ale myślę, że najdalej za 2 lata będzie dostępna. Wyjście z miasta wyszło autorowi na dobre, gdyż pokazał inne regiony i społeczeństwo znacząco różniące się od mieszczuchów.

Jednak mimo wszystko kilka minusów by sie znalazło. Największy to chyba porzucenie niektórych wątków z poprzednich części. Mówię tu przede wszystkim o uprowadzonych kobietach z rodzin allomantów. Zapowiadało się na jakieś próby stworzenia super-ludzi albo programu eugenicznego a nie dostaliśmy nic. Tak samo perypetie miłosne Wax'a. Po dwóch tomach ostrych zalotów w ciągu jednego rozdziału odpuścił. Przynajmniej ma ciekawą zastępczynię.

 

"Żałobne Opaski" to jak dotąd najlepsza część drugiej serii. Jeżeli pierwsze tomy Wam nie przeszkadzały, to będziecie zachwyceni. Jeżeli natomiast czuliście lekki niedosyt podczas ich lektury to tutaj zostaniecie nagrodzeni. Ciekaw jestem zakończenia serii, tym bardziej że Sanderson wyraźnie się rozkręcił

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-04-02 13:04
"Modyfikowany węgiel" Richard Morgan
Modyfikowany węgiel - Marek Pawelec,Richard K. Morgan

Coraz więcej dzisiaj ekranizacji ksiażek. Dochodzi do tego, że dopiero natykając się na jakiś serial czy film dowiaduję sie , że jego pierwowzorem była książka. W takim przypadku staram się poznać literacki pierwowzór. Skoro producenci uznali, że warto zainwestować pieniądze, to ja mogę zainwestować swój czas. Nie inaczej było i w tym przypadku. Netflix ogłosił, że wypuszcze srial "Modyfikowany węgiel" to ja uznałem, że przeczytam o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc do dzieła.

 

Takeshi Kovacs to najemnik który tutaj nazywany jest emisariuszem. Zostaje wezwany na Ziemię aby rozwiązać zagadkę zabójstwa jednego z bardziej wpływowych ludzi na świecie a dokładniej Laurensa Bancrofta. Policja szybko zamknęła sprawę uznając, że to było samobójstwo, ale sam Bancroft jest innego zdania. Kovacs nie m łatwego zadania tym bardziej, że jego powłoka ma też swoją historię.

Zaraz, zaraz. Co ja właśnie napisałem. Zabili Bancrofta a on się nie zgadza? Jak to możliwe? Otóż moi drodzy mamy 26 wiek, a postęp technologiczny pozwolił na uporanie się ze śmiercią. Ludzka osobowość jest zapisywana w specjalnym stosie korowym, który można przetransportować do kolejnego ciała po śmierci. Nie każdego na to stać, ale przy odpowiednich środkach można być praktycznie nieśmiertelnym. Dlatego właśnie Bancroft zleca śledztwo własnej śmierci, a Kovacs, którego ciało zostało zniszczone w poprzedniej misji dostał powłokę, która nie do końca mu odpowiada.

 

Pomijając kwestię technologiczną, to mamy tu do czynienia z bardzo zgrabną książką detektywistyczną. Nowe tropy, stopniowe odkrywanie poszlak i zgłębianie większej afery, która ma wpływ na całe społeczeństwo. Bardzo ładnie to się zazębiało i mile czytało, czy też w moim przypadku słuchało. Fakt trzeba zachować czujność, bo mamy tu sporo bohaterów i przy dłuższej rozłące z lekturą nazwiska mogą się mylić, ale generalnie to bardzo dobra książka. Nie wiem w którą stronę pójdzie ekranizacja serialowa, ale z chęcią się przekonam.

 

Jeżeli macie ochotę na ksiażke detektywistyczną osadzoną w klimatach Cyber Punka to zdecydowanie polecam. Jeżeli klimat jest wam obojętny to również powinno wam się spodobać. Odradzę tylko tym, którzy są uczuleni na scince fiction. W każdym innym wypadku warto się zapoznać z twórczością Pana Morgana

More posts
Your Dashboard view:
Need help?