logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: powazki
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-28 22:40
Powązki

 

Tadeusz Pióro

Biuro Literackie, 2015

 

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam najnowszy tomik Pióry w mojej głowie pojawiła się jedna prosta myśl:

 

O co w tym wszystkim chodzi?

 

Przeczytałam i nie wiem, co przeczytałam. Zaczęłam szukać usprawiedliwienia, może nie powinnam byłam czytać „Powązek” w niedzielne przedpołudnie, po wieczorze spędzonym w operze w miłym towarzystwie Czajkowskiego i uroczych tancerzy z Monte Carlo (dałam się skusić tej parze tancerzy na okładce). Może to zaspanie i opary kwitnącego bzu sprawiły, że czytając kolejne wersy dostałam zadyszki? Może Pióro wymaga tego szczególnego rodzaju skupienia, który pomaga odnaleźć sens w nawet największej plątaninie myśli i skojarzeń wiedzionej kluczem, którego znaleźć, pomimo wszelkich wysiłków, nie można? Bo przecież powrót po 4 latach poetyckich wakacji jednego z ważniejszych poetów współczesnych nie może być bezładem. Po prostu ktoś taki nie mógłby sobie na to pozwolić.

 

Jakiś czas temu pisałam o „Klangorze”, w którym Urszula Kozioł wyrażała silne emocje za pomocą strof wzniesionych ze spiżu, pięknych i kształtnych. Pióro swoją poezję ulokował na zupełnie przeciwnym biegunie poetyckiej stylistyki. Jego wiersze są bełkotliwe, na pierwszy rzut oka bliżej im do wyciągu ze strumienia świadomości, w którym jedna myśl przechodzi płynnie w drugą, nie zawsze się przy tym kierując logiką, a częściej polegając na bodźcach, niż do misternie rozplanowanego dzieła poetyckiego. Czy to znaczy, że Kozioł tworząc swój tomik włożyła w niego więcej wysiłku, niż jej bałaganiarski młodszy kolega?

 

By znaleźć odpowiedź na to pytanie wystarczy zwizualizować sobie następującą sytuację: pedant wchodzi do pokoju bałaganiarza i zaczyna wielkie porządki: książki układa alfabetycznie, ubrania kolorami, wszystkie przedmioty zalegające na biurku starannie segreguje i lokuje w szafkach i szufladach. W zdecydowanej większości przypadków tak uszczęśliwiona osoba nie będzie w stanie odnaleźć się w tej nowej, logicznie urządzonej rzeczywistości, natomiast w nieporządku funkcjonowała świetnie. Okazuje się bowiem, że nawet w największym chaosie kryje się odrobina porządku i organizacji. W najnowszych wierszach Pióry również.

 

Pióro jest obserwatorem, rejestruje otaczającą go rzeczywistość i utrwala za pomocą poezji. Jego obserwacje, jak już wspomniałam, są poszatkowane, wiedzione skojarzeniami i, co jest niezwykle ważne, a o czym jeszcze nie wspomniałam, okraszone dużą dawką ironii i dystansu, które w przeciwieństwie do pięknych wierszy poetów starej szkoły, zakorzenione są w czasach współczesnych. Zamiast przytaczania mitologicznych herosów mamy referencje do „Czterech pancernych”, a piękne frazy zastąpione zostają frajerami.

 

Kogo Pióro pochował na „Powązkach”? Na pewno nie będzie to Aleja Zasłużonych, choć korowód wybitnych przedstawicieli kultury i sztuki rusz pojawia się w wierszach. Ktoś czyta Trylogię, jest Rilke, Kant, Hegel, Mann, a nawet Miłosz, ich rola ogranicza się jednak jedynie do wtrętu, brakującego elementu w układance. Groby które tutaj znajdziemy wypełnione są wspomnieniami autora, począwszy od pierwszej randki, przez enigmatyczną postać wuja, debiut, wizyty w klubach, czy podróże komunikacją miejską. Jest trochę PRL-u, trochę współczesności. Bywa zadziornie, jest też refleksyjnie. I tak przedzieramy się tak przez te wszystkie reminiscencje i kalambury, aż ostatecznie lądujemy na dwóch cmentarzach: zarezerwowanych dla wielkich Powązkach i bliższej przeciętnemu obywatelowi Wólce. Jeśli jednak czytelnikowi wydaje się, że będąc u celu podróży znajdzie rozwiązanie, coś w rodzaju klucza, to niestety się rozczaruje. Koniec jest gwałtowny, minimalistyczny i jeszcze bardziej niejasny.

 

Jak już wspomniałam, między wierszami możemy odszukać wiele aluzji, jednak jednym z najczęściej powracających tematów (oprócz miłości) jest sam utwór poetycki, którego autor pozwala sobie porównać do „samogwałtu” i poświęcić takiemu zestawieniu cały wiersz. Innym razem, w „Debiuciku” autor zasypuje czytelnika listą prostych rymów, które z pewnością nie są obce żadnemu poecie, który stawia pierwsze kroki w świecie literackim. Jest też „Hazard” poświęcony krytyce i ciąganiu artystów po sądach. Właściwie można zastanowić się, czy przypadkiem adresatem części jego wierszy nie jest kobieta, ale poezja właśnie (patrz „Dlaczego jestem frajerem”).

 

Tak, to nie są wiersze, które można czytać po ciężkim dniu, czy przy kawie w centrum handlowym, w przerwie pomiędzy zakupami. Poezja Pióry wymaga tego szczególnego skupienia i zaangażowania czytelnika. Autor zaprasza nas do zabawy, droczy się z nami i wodzi za nos. Ich lektura nie jest łatwa, ale odkrywanie wszystkich (pop)kulturowych nawiązań sprawia, że obcowanie z tym skromnym, 40-stronicowym tomikiem, przyniesie nam wiele satysfakcji.

 

A dla tych, który utknęli w gęstwinie myśli autora, Pióro przewidział motto:

 

 

Tylko w przypadku Pióry jest warto go zrozumieć. Przynajmniej tak mi się wydaje.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?