logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: realizm-magiczny
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-06-09 19:57
Tam, gdzie z ziaren kiełkują sny... - "Olga i osty" Agnieszki Hałas
Autor: Agnieszka Hałas
Tytuł: Olga i osty
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B.

 

Czy sny mogą odmienić czyjeś życie? Pomóc zrozumieć, pogodzić się z przeszłością, zaakceptować siebie, dać odpowiedzi na nurtujące nas pytania? Czy mają moc przenoszenia do innej, równoległej rzeczywistości, rządzącej się zupełnie innymi prawami niż świat, który znamy? Agnieszka Hałas zaprasza nas do miejsca, gdzie sen i jawa przenikają się wzajemnie, tworząc niezapomniany, pełen magii klimat rodem z baśni.

Olgę poznajemy w bardzo ciężkim dla niej momencie. Opuszczona przez narzeczonego 33-latka wiedzie ponurą egzystencję, nie spodziewając się już od losu niczego dobrego. Księgarnia, w której pracowała przez ostatnie lata, została zamknięta i teraz kobieta z trudem wiąże koniec z końcem. By jakoś się utrzymać, chwyta się różnych zleceń na korektę i redakcję tekstów, ale zarobione w ten sposób pieniądze to zdecydowanie za mało. Gdy zaczyna brakować jej środków, dostaje niespotykaną propozycję. Jakimś cudem trafia do magicznej krainy i zostaje gospodynią czarodzieja. Zaświat nie jest jednak tym, czym się wydaje, a wysłannicy Królowej Ostów stopniowo wysysają z niego barwy. Czy Olga, choć tylko piaskomyślna, obroni jego mieszkańców przed plagą szarych?
Agnieszka Hałas stworzyła na kartach powieści przestrzeń naprawdę wyjątkową i niezapomnianą. Zaświat pełen jest magicznych stworzeń - złotorożców, szczuropająków, szarych czy domowików. Choć niewiele ma wspólnego z typowo baśniową, idylliczną krainą, przyciąga jak magnes, wabiąc skrywanymi tajemnicami. Jego mieszkańcy mówią Oldze, że śni, ale czy na pewno? Granica między snem a jawą zaciera się coraz bardziej. Co dzieje się naprawdę, a co jest tylko iluzją? Czy spotkanie z szatanem to jedynie wytwór wyobraźni głównej bohaterki? 
 
Chociaż Olga trafia do tak niesamowitego świata, ona sama wydaje się całkiem zwyczajna. Samotna, niezbyt atrakcyjna, z nadmiarem kilogramów i drastycznie niską samooceną. Wydarzenia z dzieciństwa i trudna relacja z matką odcisnęły na niej wyraźne piętno. Dorastając w poczuciu, że nigdy nie będzie wystarczająco dobra, popada w depresję, a jako dorosła kobieta nie potrafi znaleźć sobie miejsca w życiu i osiągnąć szczęścia. Czy to się zmieni? Czym tak naprawdę jest dla niej Zaświat - snem, alternatywną rzeczywistością, a może podróżą w głąb siebie?
Książka Agnieszki Hałas z pewnością nie jest historią lekką, którą przeczytamy w jeden wieczór i równie szybko o niej zapomnimy. Imponuje wielowarstwową fabułą, do jakiej można wracać wiele razy, ciągle odkrywając coś nowego. Mądra i pouczająca, zachęca do refleksji nad sensem istnienia, czasem upływającym zbyt szybko, przeciekającym między palcami. Boleśnie uświadamia, że niewykorzystane szanse przepadają na zawsze, a życie jest skarbem, który niewykorzystany właściwie zamienia się w szarą, nudną egzystencję. "Olga i osty" to niesamowita powieść wpisująca się w nurt realizmu magicznego. Jeśli macie ochotę podążyć magiczną Ścieżką, przemierzając Zaświat i zatracić się w połowie drogi między jawą a snem, szczerze polecam Wam tę książkę!


Za egzemplarz gorąco dziękuję Wydawnictwu W.A.B. :)

 
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/06/tam-gdzie-z-ziaren-kiekuja-sny-olga-i.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-02-13 12:23
I dopiero po lekturze "Tej chwili" zrozumiałem, czemu Guillaume Musso jest TAK wychwalany
Ta chwila - Guillaume Musso

To trzecia powieść pana Musso na mojej liście rzeczy przeczytanych, ale dopiero pierwsza, która pozwoli mi zapamiętać autora na dłużej. "Ta chwila" oferuje bowiem coś więcej, niż tylko bieżącą przyjemność z lektury, po zamknięciu czytnika można całkiem długą chwilę wciąż przeżywać zakończenie i interpretować to, co Musso miał do powiedzenia. A mówi w książce o rzeczach naprawdę istotnych.

 

Akcja zaczyna się, gdy główny bohater otrzymuje podejrzany "spadek" od swojego ojca, zresztą dość ciekawej postaci. Akurat on, nie rodzeństwo, ma przejąć latarnię morską, która jest od kilku dekad własnością rodziny. Problem polega na tym, że w latarni jest pewien pokój z zamkniętymi drzwiami, którego w żadnym wypadku nie można otworzyć. I jak ten biedny bohater miał nie wpaść w kłopoty po takiej zapowiedzi? Jasne, że drzwi otworzył. No i się zaczęło.

 

Niespecjalnie mam pomysł na opisanie fabuły powieści bez zepsucia przyjemności samodzielnego odkrywania tego, co pan Musso ma do zaoferowania. W każdym razie bohaterowi przytrafia się coś niesamowitego, co czytelnika nie dziwi, bo wiadomo, że autor porusza się w gatunku realizmu magicznego. Czytelnik jednak jest od samego początku uświadomiony, że na końcu czeka coś złego, stąd swego rodzaju podróż bohatera jest nie tylko interesująca sama w sobie, co zaciekawienie budzi właśnie zakończenie i stosunek postaci do posiadanej wiedzy: nic nie zostanie, wszystko się skończy.

 

W "Tej chwili" autor udowodnił mi wreszcie, że jego sława nie jest jedynie wynikiem dobrego marketingu. O ile "Potem..." i "Telefon od anioła" są nieźle napisane, ale jednak według mnie oferują przeciętną zabawę, tak w przypadku tej powieści mamy do czynienia nie tylko z dobrze napisaną literaturą, narracją od której naprawdę trudno się oderwać. Jest tu przede wszystkim świetny plan na dobrą historię, która na końcu okazuje się czymś zupełnie innym, czymś, co czytelnikowi naprawdę trudno przewidzieć. A gdy już z zakończeniem się zmierzymy, odczuwamy swego rodzaju respekt przed pisarzem, który w tak lekkiej jednak formie opowiedział o tak ważnych rzeczach.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-01-30 09:30
Chyba w zamyśle miało być lepiej
Potem... - Guillaume Musso

Druga powieść Guillame Musso, którą trafiło mi się przeczytać, jest jednocześnie drugą książką tego pana w ogóle. Słyszałem, że jej styl można nazwać realizmem magicznym, i że w ogóle Musso w takim właśnie stylu się porusza, choć w Telefonie od anioła według mnie trudno elementy stylu odnaleźć. Niestety jednak w Potem... jak najbardziej, są widoczne. Piszę niestety, bo powieść chce mówić o rzeczach ważnych i trudnych, jednak rozpoczęcie jej od bzdurnego, nadprzyrodzonego motywu szufladkuje rzecz w głowie czytelnika wśród innych bzdurek, co rzutuje potem na całość odbioru.

 

Kusi mnie, żeby przyrównać książkę do Posłańca od Markusa Zusaka(*), czyli zarazem do starego jak świat motywu konieczności wpływu bohatera na życie innych. Kłaniają się takie seriale jak Zdarzyło się jutro, Dotyk anioła, Autostrada do nieba... Bohater książki poznaje człowieka, który udowadnia mu, że jest w stanie przewidzieć zbliżającą się śmierć u ludzi. Nathan akurat jest w dość trudnej sytuacji, po rozwodzie, z dala od miłości swego życia, i ukochanej córeczki, ale nieco wbrew sobie zaczyna się angażować w sprawy wskazanych mu ludzi. Całość jest niezwykle przewidywalna, i praktycznie cały czas trwania lektury nie opuszczało mnie uczucie zdziwienia, że autor zdecydował się na taki pomysł poświęcić całą powieść. Bo to bardziej nadaje się do opowiadania, rzeczy krótszej, ale bardziej intensywnej. Niestety Potem... przez ogromną większość trwania zabawy jest nie tylko przewidywalne, ale wręcz nudne. Akcja posuwa się do przodu w ślimaczym tempie, ponadto jak po sznurku prowadzi do oczywistego rozwiązania, które naprawdę mało kogo będzie w stanie zaskoczyć.

 

Wydaje mi się, że powieść miała być czymś innym. Że autor pragnął zmierzyć się z trudnym tematem przygotowania się człowieka do śmierci. Niby wszyscy wiemy, że umrzemy, jednak nie myślimy o tym na co dzień, nie pamiętamy o własnej śmiertelności. A w życiu każdego z nas przyjdzie taki dramatyczny moment, kiedy ulotność życia będzie ukazana w całej okazałości, chociażby przez uczestniczenie w pogrzebie kogoś bliskiego. I powieść traktująca o śmierci może być interesującym przeżyciem, nie tyle przygotowaniem, bo przygotować się nie da, ale przypomnieniem, takim dyskretnym, że prędzej czy później z tematem każdy będzie się musiał jednak zmierzyć. Także według mnie autor miał dobry pomysł, jednak zupełnie nie poradził sobie z wykonaniem. Nawet postaci tu przedstawione są niewiarygodne, bowiem tak gigantyczne, silne uczucie, jakie nam ukazano zwyczajnie nie pękło by tak łatwo, historia miłości Nathana i Mallory posiada zbyt wiele dziwnych, trudnych do zaakceptowania fragmentów, by tak po prostu przejść nad nią dalej i skupić się na historii. Uczucie rozczarowania nie opuszczało mnie do ostatnich stron, które niestety nie były żadnym zaskoczeniem, a jedynie potwierdzeniem, że tak, jak cała historia, tak i końcówka są odmierzone według znanego większości szablonu.



PS. Jeśli ktoś chciałby przeczytać powieść o przygotowaniu się do odejścia, to wciąż numerem jeden dla mnie pozostaje Legenda Davida Gemmella, z pogardzanego szeroko gatunku fantasy, ba, jeszcze gorszego: heroic fantasy. Gemmell w obliczu własnej choroby stworzył coś, co wywołuje o wiele ciekawsze emocje, nawet mimo otoczki heroizmu i szeroko rozumianego prostackiego hokus-pokus.

 

(*) z zaznaczeniem, że Posłaniec od Potem... jest zdecydowanie lepszy

Like Reblog Comment
review 2014-05-27 00:00
Poczwarka
Poczwarka - Dorota Terakowska

[...] (...) „Poczwarka” nie jest świetna, fajna, dobra. Te określenia błyszczałyby tandetnie. To powieść mądra, poruszająca i zwyczajnie potrzebna. Smutna, ale nie przytłaczająca. Po oczyszczeniu przychodzi pora na działanie: z nową nadzieją i siłą, której możemy się wcale w sobie nie spodziewać, a którą z najwyższym trudem dobyła z siebie Ewa. Łzy wyciskane przez książkę przynoszą ulgę. Ulgę, że jeszcze z nas płyną. Że nas, zjadaczy chleba, może kiedyś uskrzydlą. Z miłością i współczuciem w motyle przerobią.

 

Całość recenzji na portalu Qfant:

http://www.qfant.pl/review/dorota-terakowska-poczwarka/

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-08-23 17:04
"Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator", Lucius Shepard
Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator - Lucius Shepard
Tytuł: Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator
Autor: Lucius Shepard
Wydawnictwo:MAG
Data wydania: 16. 08. 2013 r.
Ilość stron: 560
Moja ocena: 5,5/6

 

Czy zdarzyło się wam z pełną premedytacją sięgnąć po książkę, która z całą pewnością nie poprawi wam humoru? Książkę, która zamiast zapewnić przyjemną ucieczkę od realnego świata wprowadzi was w przytłaczająco realną rzeczywistość pełną prawdopodobnego mistycyzmu? Jeśli takie doświadczenie jest wam obce, to musicie posmakować prozy Luciusa Sheparda: w tym tygodniu (16.08.13) na księgarniane półki trafia druga jego książka, wydana w ramach MAG-owej Uczty Wyobraźni. Serii tej miłośnikom dobrej fantastyki nie trzeba przedstawiać, a i „niefantastycznym” zdarzyło się o niej słyszeć. UW skupia w sobie książki niebanalne, wymagające pełnego zaangażowania od czytelnika, i, co najważniejsze, napisane w świetnym stylu. Musicie jednak wiedzieć, że „świetny” nie oznacza „łatwy”, a już z pewnością jest kompletnym przeciwieństwem „prostego”.

 

 

Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator: tak brzmi tytuł recenzowanej powieści. A właściwie hybrydy, zawierającej trzy mini powieści Sheparda, do tej pory niepublikowane w naszym kraju, a oryginalnie wydane w latach 2003-2004. Każdy z trzech utworów opowiada o kimś innym, jednak nie sposób dostrzec pewnych podobieństw zarówno między głównymi bohaterami, jak i sceneriami, w których odbywa się ich akcja. Modlitewnik amerykański opisuje losy Wardlina Stuarta: byłego więźnia, który podczas odbywania kary za zabójstwo przeszedł wewnętrzną przemianę i zaczął wierzyć w siłę modlitwy. Nie chodzi tutaj jednak o typowe modły wznoszone do klasycznego Boga: Wardlin opracował własny modłostyl, nad wyraz skuteczny sposób naginania rzeczywistości do potrzeb osoby wznoszącej modły. W skrócie: według Wardlina odpowiednio napisana modlitwa jest niemal stuprocentowo skuteczna i praktycznie zawsze zostaje spełniona. Nieświadomy niczego Stuart staje się orędownikiem nowej religii, stawiającej w centrum zwykłego człowieka i jego zdolność do precyzowania swych potrzeb. Jak łatwo się domyślić, taki stan rzeczy nie wszystkim się podoba, a Wardlin staje się najbardziej kochanym i nienawidzonym człowiekiem na świecie.

 

Read more
Source: adanbareth.blogspot.com/2013/08/modlitewnik-amerykanski-luizjanski.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?