logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: skandynawskie
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-11-10 09:14
"Mity Skandynawskie" Roger Lancelyn Green
Mity skandynawskie - Roger Lancelyn Green

Tym razem oceny nie będzie, ponieważ nie była to książka fabularna. Mitologia skandynawska fascynowała mnie już od wielu lat. Niezwykły zlepek chrześcijaństwa oraz wierzeń ludowych pozwolił na przemycenie mądrości życiowych dla nacji przede wszystkim żeglarzy i wojowników. Rzadko bowiem można znaleźć  przypowieści o mądrości i miłosierdziu zaraz obok scen w któych wielki i potężny wojownik zmuszony jest przebrać się w damskie ciuszki. A takich momentów nie brakuje. Oczywiście na przestrzeni ostatnich lat, dzięki produkcjom Marvela, serialowi Wikingowie lub twórczości Jakuba Ćwieka zainteresowanie wiarą Wikingów znacząco wzrosło, lecz pamiętam, że jeszcze w podstawówce gdzieś przemknął mi obraz Ragnaroku i wielkiego okrętu zbodowanego z paznokci umarlaków. Ta dziecięca fascynacja gdzieś tam pozostała i tylko się cieszyła na wzrost popularności Thora, Lokiego i spółki.

Jeżeli zatem chcecie się dowiedzieć jak Odyn stracił oko, czemu Thor przebierał się za pannę młodą lub też w jaki sposób Lokiemu mimo przegrania zakłądu udało się zachować głowę to koniecznie sięgnijcie po tą pozycje

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-11-28 10:17
Czy lubisz być zaskakiwany?
Policja - Jo Nesbo
Moje drugie spotkanie z Nesbo i po raz kolejny w wersji audio. Tym razem już nie słuchowisko, a Mariusz Bonaszewski jako lektor. Nie znając wszystkich poprzednich książek o Harrym Hole nie mogę dokonywać porównań, ocen na ile rzeczywiście krytycy twierdząc, że to najlepsza książka cyklu, mają rację*. Ale wiem jedno: Nesbo w Policji dokonał czegoś co w ostatnio połkniętych przez mnie kryminałach było rzadkością. On nie tylko myli tropy, ale robi to na tyle perfidnie, że cały czas człowiek czyta ze ściśniętym żołądkiem, stopniowane napięcie prowadzi nas do wydawałoby się nieuchronnego, oczekujemy (ba, jestem pewny tego co się wydarzy) czegoś potwornego, mając już konkretne obrazy w głowie a tu... Po kilku takich sytuacjach pozostaje mi tylko bić brawo dla jego mistrzostwa. Wzbudzić takie emocje, zaskakiwać w kryminałach potrafi mało kto. Schematyczny model: detektyw - seryjny zabójca, dobry - zły, tajemnica - rozwikłanie, zapętlmy z 10 razy żeby zrozumieć czym się różni Policja od przeciętnego kryminału. Pomysłów starczyłoby przynajmniej na kilka powieści, a tu, gdy wszystko wydaje się jasne, wpadamy od razu w dalszy ciąg historii, a wątki, które nam się wydawały istotne, okazują się tylko ciekawym tłem.
 
I nie chodzi mi tu jedynie o dyskusje czy w poprzednim tomie główny bohater miał zginąć i na ile możliwe jest "zmartwychwstanie", ale raczej o to jak autor wodzi nas za nos, pozwalając snuć różne domysły. Uwielbiam to!

Ci którzy pokochali Harry'ego (o ile można go pokochać, ale na pewno jest interesującym typem z ciekawą osobowością) znowu będą mogli przyjrzeć się jego różnym ciemnym stronom, tym razem jednak będzie on częściej opisywany przez to jak postrzegają go inni. Już nie on sam jest w centrum, ale na pierwszy plan wysuną się ludzie, którzy jakoś z nim wcześniej współpracowali. Hole - policjant umarł, ale wciąż pozostała legenda, która inspiruje innych. Jaki inny śledczy miał 100% skuteczności w wyjaśnianiu zabójstw?  
 
A tym razem sprawa jaka stoi przed policją jest podwójnie trudna, bo seryjny morderca na swoje ofiary wybrał właśnie policjantów. Jakim cudem udaje mu się ściągać ich w miejsca dawnych niewyjaśnionych morderstw i szlachtować bez pozostawiania żadnych śladów? Czy to kara za nie znalezienie sprawców? Kto może aż tak nienawidzić stróżów prawa? A może to tamten sprawca jeszcze raz próbuje zagrać na nosie policji? Frustracja narasta, naciski polityczne są coraz silniejsze, ale nijak nie posuwa to śledztwa do przodu.
 
Nesbo nie patyczkuje się ze swoimi bohaterami, tu raczej nie ma miejsca na happy end, oklaski i ordery. Nie szczędzi też czytelnikom mało przyjemnych scen (i jeszcze gorszych wyobrażeń) - jest dosadny, brutalny, wulgarny i nie ma zamiaru oszczędzać nam niczego. Zbrodnia zawsze jest czymś potwornym i dla tych, którzy się z nią stykają niezbędne jest pewnego rodzaju oswojenie, czy nawet znieczulenie. Tym razem jednak nawet dla policjantów pewne rzeczy będą trudne do zaakceptowania. 
 
W rozwiązaniu zagadki sprawcy zbrodni według często powtarzanego wcześniej przez Harry'ego Hole zdania, najważniejszy jest motyw. Ale co w sytuacji, gdy czytelnik ma tych motywów i potencjalnych sprawców przed sobą cały tabun?
 
Jest akcja, napięcie, całkiem sporo krzyżujących się wątków, które sprawiają, że zagadka nie jest zbyt prosta do rozstrzygnięcia. I jest mrok. Co ciekawe, u Nesbo ten klimat nie wynika jakoś ze stylu pisania, języka, czy opisów otoczenia, ale raczej z tego jak opisuje on to, co dzieje się w głowach bohaterów. Świat dzieli się na białe i czarne, dobro i zło? Zapomnijcie. Skoro nawet policja zamieszana jest w różne ciemne sprawki, to czy jest szansa na jakąkolwiek sprawiedliwość. A gdy nie widzi się tej szansy, w wielu ludziach rodzi się chęć zemsty tak okrutnej, że spirala zła jedynie się powiększa.

Nieprzyjemnie jest się temu czasem przyglądać.  
 
"There is no dark side in the moon, really. Matter of fact, it's all dark"
 
Emocje przy lekturze gwarantowane!
* Ale jednak najlepiej przed "Policją" przeczytać "Upiory"


http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/11/policja-jo-nesbo-czyli-lubisz-byc.html

Source: notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/11/policja-jo-nesbo-czyli-lubisz-byc.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-11-05 08:18
Kobiety nie potrafią pisać kryminałów
Testament Nobla - Marklund Liza

Dziś kolejne podejście do kryminałów skandynawskich. Tylu mamy już autorów na naszym rynku, że trudno być ze wszystkim na bieżąco. Ale skoro wokół tyle szumu i wciąż wydaje się kolejne tytuły, to czasem z czystej ciekawości warto sięgnąć. Z Nesbo łyknąłem haczyk, z Lackberg raczej bez zachwytów, a teraz pora na Lizę Marklund. Po spotkaniu autorskim już trochę byłem nastawiony na inne klimaty niż to co znam choćby z Mankella. No i potwierdziło się. Tym samym krótka notka jest nie tylko o książce, ale jest też moim pytaniem do Was:
Czy dostrzegacie różnice w tym jak kryminały piszą kobiety, a jak mężczyźni? Co wam bardziej pasuje?

Przecież to nie jest kwestia tylko i wyłącznie tego, że główną rolę mamy kobiecą. Nie chodzi również o zwracanie większej uwagi na postacie kobiece (a tym samym wpadanie w podobny błąd, o który oskarża się piszących mężczyzn: stereotypowe, pobieżne postacie męskie). Nie potrafię tego określić w 100%, nazwać tego co mi "nie leży", ale po lekturze "Testamentu Nobla" przyszło mi do głowy kilka refleksji.
Nie bardzo rozumiem czemu mają służyć wątki obyczajowo-rodzinne w powieściach kryminalnych pisanych przez kobiety: przecież w kryminale szukamy przede wszystkim czegoś co jest powiązane z zagadką, z akcją. I nie przekonuje mnie argument: "że to przecież prawdziwe życie, w odróżnieniu od tego o czym piszą faceci". Cholera, jakbym chciał czytać o zmywaniu, gotowaniu, odwożeniu dzieci, odrabianiu lekcji, problemach małżeńskich, to bym sięgnął po coś co nie ma etykiety: kryminał.
...

Może jednak stoi za tym geniusz pisarski i pewien autentyzm, który powinienem docenić? Skoro kobiety kreślą swe bohaterki jako kobiety podlegające nieustannym zmiennym emocjom i nastrojom, to może tak po prostu ma być i mam się z tym pogodzić, bo tak to już z nimi jest? Raz silne, potrafią wiele przetrwać, znieść, pozbierać się do kupy i zawalczyć o coś, a zaraz potem siedzą, jęczą, płaczą, użalają się, tęsknią - generalnie same nie wiedzą czego tak naprawdę chcą.
Tylko cholera, jakoś mi takie postacie nie pasują do literatury kryminalnej. Przynajmniej takiej, jaką lubię. Mocnej, mrocznej, intensywnej, gdzie sprawa jest najważniejsza, a nie jakieś wątki poboczne...   

...

Rozpisałem się, a przecież powinienem napisać coś o samej książce, tym bardziej, że jest ona do zdobycia u mnie w konkursie (wtedy sami będziecie mogli się przekonać). Testament Nobla to szósty tom serii o przygodach reporterki Anniki Bengtzon. Zaczyna się od morderstwa na balu z udziałem pary królewskiej i laureatów Nobla, a potem zupełnie inaczej niż u Hitchcocka temperatura akcji i napięcie coraz bardziej maleje (przynajmniej ja to tak odczuwam).

...
Autorka nie tyle miesza tropy, co po prostu ciągnie kilka niezależnie wątków i potem niestety nie bardzo potrafi je połączyć. Są tu i terroryści arabscy, CIA i ich nieformalne działania w innych państwach, jest życiorys Nobla, jest świetnie wyszkolona morderczyni (która na koniec okazuje się kompletnie nie profesjonalna) i przepychanki wokół badań naukowych i nagród. I oczywiście jest bohaterka i jej życie prywatne - temu autorka poświęca chyba równie dużo czasu co i samemu śledztwu i sprawie kryminalnej.

Cóż, może komuś się spodoba. Ja chyba jednak będę ostrożniejszy przy różnych zachwytach i najpierw sprawdzę który tytuł danego autora jest najbardziej polecany. Bo tu niestety okazało się mówiąc bardzo delikatnie: bez rewelacji. Niby czyta się szybko, ale bez specjalnych emocji, a po wielu kryminałach sporo było tu rzeczy, które po prostu były rozczarowaniem. Kryminał bez emocji to jak... 

 

całość recenzji na:
http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/11/liza-marklund-testament-nobla-czyli-czy.html

Source: notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/11/liza-marklund-testament-nobla-czyli-czy.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-07-15 11:00
To jeszcze zwykły audiobook czy już słuchowisko, teatr radia?
Karaluchy - Jo Nesbø

Zawsze przy pisaniu o tym czego słuchałem mam problem, czy bardziej skupić się na wrażeniach estetycznych (czy pasowały mi głosy itd.), czy też na samej treści i emocjach. Tu nie zabrakło i jednego i drugiego.

Czyta Mariusz Bonaszewski, a główną rolę wciela się Borys Szyc. Trzeba przyznać, że o ile zwykle mnie drażni, to tu jako wiecznie przemęczony, sfrustrowany i coraz bardziej wkurzony policjant Harry Hole, pasował prawie idealnie. Gorzej było z postaciami kobiecymi (szczególnie Iza Kuna jako twarda i łysa policjantka), które średnio mi pasowały do opisów postaci i ich charakterów, ale nie będę się czepiał. Budzi się jednak pytanie, czy czasem nie warto sobie odpuścić wielkich nazwisk, a skupić się na tym by głos pasował do postaci. Np. Linda jak to Linda - postać byłego komandosa to coś w czym czuje się dobrze. Ale reszta? Bez zarzutów, ale i bez rewelacji. Każdy z nich w pewien sposób i tak był aktorem, którego trochę przytłaczało tło. Trzeba przyznać, że to tło zrobiono świetnie - ekipa podobno specjalnie pojechała do Bangkoku, by nagrać autentyczne dźwięki ulicy, knajp, bazarów. Ale w tej akurat historii chwilami miałem wrażenie, że przytłaczało (a nawet zagłuszało) same dialogi i bieg akcji. Sam nie wiem czy dać za to minus (odciąga uwagę), czy też plusa, bo tworzy niesamowity duszny i przytłaczający klimat tej opowieści. Może gdybym słuchał w wyciszeniu, a nie na rowerze, albo w środkach komunikacji byłoby lepiej. Minusem moim zdaniem są też mało naturalne sceny walk - sprawia do dziwaczne wrażenie... Aha, ale olbrzymim plusem świetny przewodni motyw muzyczny i wariacje na jego temat (brawa dla Wojciecha Mozalewskiego)!

Dobra, gdy szybko napisałem o wrażeniach słuchowych to teraz o emocjach. Chyba polubię Nesbo. Facet potrafi pisać i wykreował naprawdę ciekawą postać głównego bohatera. Ponieważ to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i wchodzę trochę w środek historii (to nie jest pierwszy tom cyklu), ciężko mi porównywać go z pozostałymi, ale Harry Hole, z całą swoją skomplikowaną przeszłością, targany różnymi wątpliwościami, szczery do bólu, niepokorny, pełen ironii, bezpośredni i działający intuicyjnie - to dla mnie jeden z ciekawszych bohaterów kryminałów ostatnich lat. Tu zmaga się dodatkowo nie tylko z niełatwą sprawą, która ma być załatwiona "po cichu", ale i z inną kulturą, pogodą i z tym, że postanowił rzucić picie. Kto wie, może ta sprawa jest dla niego szansą, by kompletnie nie zatracił się w rozpaczy, czarnych wspomnieniach i butelce. Wysłany do Tajlandii po śmierci norweskiego ambasadora, Harry musi mocno walczyć też z samym sobą, by nie ulec pokusie. 
Bangkok to nie tylko egzotyka i zabytkowe piękne świątynie, ale i palarnie opium, bary go-go, nieletnie prostytutki, korki i nie zawsze czyste interesy. To wszystko w tej książce jest i cała sprawa wyjaśniania morderstwa ambasadora nie raz będzie wciągać nas w dziwne zakamarki. Dobrze budowany nastrój, nie łatwa zagadka (kilka razy wydaje się, że jesteśmy tuż tuż, a tu niespodzianka) i nieźle zarysowane postacie - to wszystko przekonuje mnie, że warto sięgnąć po kolejne rzeczy Jo Nesbo. Nawet to, że finałowa akcja wydawała mi się trochę naciągana nie odebrał przyjemności z lektury (cholercia, jak słuchałem to jak to nazwać inaczej?). Jest mrocznie, tym razem nie ze względu na skandynawską aurę i depresję bohaterów, ale ze względu na różne ciemne, brudne historie, które co i rusz pojawiają nam się na pierwszym planie...

Polecam. W wydaniu audio sprawdza się świetnie!  

Source: notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/07/karaluchy-jo-nesbo-czyli-niejedna-noc-w.html#more
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-06-24 09:03
Początek słynnej sagi i jak na razie dla mnie starczy...
Księżniczka z lodu - Lackberg Camilla
Wszyscy dookoła się tak zachwycają Camillą Lackberg, że aż mi było głupio, że dotąd po nic nie sięgnąłem. Nadarzyła się okazja na audiobook, łyknąłem dość szybko i prawdę mówiąc nie wiem co w tym ma być takiego wyjątkowego. Odczucia podobne jak w przypadku Charlaine Harris - wiele hałasu, a treści i emocji w tym niewiele.
Czy to po prostu jakaś alternatywa dla kobiet (w odróżnieniu od zwykle mało sympatycznych bohaterów męskich) aby historię opowiedzieć z punktu widzenia kobiety (i niekoniecznie policjantki)? Czy tajemnica tkwi w połączeniu jakiegoś wątku kryminalnego z rozterkami i życiem uczuciowym bohaterki? No sam nie wiem. Ja w każdym razie po pierwszym spotkaniu z tą autorką czuję się troszkę rozczarowany. Jakieś to wszystko... rozmemłane. Niby jest mord, jest dochodzenie, są fałszywe tropy gdzieś tam porozrzucane żeby nie było za łatwo, ale to wszystko miałem wrażenie, że zajmuje co najwyżej 50% zawartości powieści. Cała reszta to jakieś prywatne przeżycia, lub wspomnienia głównej bohaterki, która jest pisarką i jako dawna przyjaciółka zamordowanej kobiety, chcąc nie chcąc zostaje wciągnięta w całą sprawę. Dowiadujemy się więc, że pisanie kolejnej biografii na zamówienie idzie Eryce jak po grudzie, zmarli jej rodzice, a ona męczy się z porządkowaniem ich rzeczy (i wspomnień, bo wraca na chwilę na stare śmiecie), siostra pod naciskiem męża chce sprzedać ich dom z dzieciństwa co ją przeraziło, a w ogóle to Eryka jest samotna, mało szczęśliwa, z kompleksami itd. Aha, no i cała ta sprawa wciąga ją na tyle, że postanawia wykorzystać to jako okazję do pisania książki... 
 
Zdradziłem Wam wszystko to co dla mnie raczej było raczej mało interesującym dodatkiem (jest jeszcze romans, ale o nim nie napiszę by jednak nie odbierać przyjemności tym co lubią takie rzeczy). Jedyny wątek, który spokojnie mogę zaliczyć na plus (choć nie ze względu, że tak dobrze napisany, ale ma pewne walory edukacyjne) to wątek przemocy domowej w otoczeniu bohaterki. A o samym morderstwie i śledztwie, które zwykle są w kryminałach najciekawsze pisać nie mam zamiaru, bo to jednak byłoby świństwo. Warto jednak zaznaczyć, iż moim zdaniem ta zagadka nie jest specjalnie oryginalna. Przeszłość często stanowi dobre źródło dla wyciągania różnych demonów, które ożywają gdy najmniej się tego spodziewamy...
Całość dochodzenia to łażenie od domu do domu, picie kolejnych kaw, zjadanie ciastek, rozmowy z kolejnymi osobami i próby złożenia z tego jakiejś całości - albo robi to Erika, albo jej znajomy z dawnych lat: policjant Patrik Hedstrom. Nie spodziewajcie się więc akcji, pościgów itd. Cały urok (?) tkwi tu w budowaniu portretów psychologicznych różnych postaci i zmuszeniu czytelnika by sam budował sobie o nich opinie. Kto kłamie, kto okaże się świnią, a kto coś ukrywa (i dlaczego)...  
Niby podobnie jak już w tylu innych powieściach mamy szwedzką prowincję i zimę (tym razem Fjallbacka), ale nie ma tu takiego chłodu i surowości, tego klimatu, który gdzie indziej tak zachwycał. Ciekawe jak jest w innych tomach tego cyklu (bo Księżniczka jest pierwszym tomem), może kiedyś spróbuję. Na razie jednak stwierdzam, że dla mnie bez rewelacji i w poszukiwaniu dobrego kryminału jednak będę próbował innych autorów.     
 
Source: notatnikkulturalny.blogspot.com/2013/06/ksiezniczka-z-lodu-camilla-lackberg.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?