logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: smoki
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-07-14 19:33
Magowie, smoki i kapłani-krwiopijcy w "Zaklinaczu Ognia" Cindy Williams Chimy [STARCIE KRÓLESTW #1]
Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: Zaklinacz Ognia
Cykl: Starcie Królestw, tom 1
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Moondrive
Premiera: 17.08.2017

"Zaklinacz Ognia", część Boxa Ognistego Moondrive, intrygował mnie od chwili, gdy natknęłam się na zapowiedź tej książki. Kolejna seria z gatunku fantasy, z magami, smokami, do tego konflikt pomiędzy królestwami, spiski i dziewczyna z tajemniczym znamieniem - brzmiało wprost idealnie, jak coś, co po prostu musi mi się spodobać. Czy tak rzeczywiście było?
Ash, a właściwie Adrian sul'Han, to książę Fellsmarchu, ale jego życie wcale nie jest usłane różami. Konflikt z Ardenem sprawia, że żaden z członków rodziny królewskiej nie może czuć się bezpiecznie. Starsza siostra Asha i następczyni tronu, Hana, niedawno zginęła i chłopak bardzo przeżywa jej śmierć. Kto teraz znajdzie się na celowniku wroga? Czy książę zdoła ochronić matkę i młodszą siostrę? Swoje magiczne zdolności pragnął wykorzystać, by zostać uzdrowicielem, lecz gdy jego ojciec wpada w zasadzkę i zostaje zamordowany, plany chłopaka ulegają zmianie...
 
Jenna Bandelow ma na karku magiczne znamię, ale nie jest obdarzona mocą. Wie tylko tyle, że przez nie zostanie schwytana i zginie. Skąd się wzięło i co oznacza? Dziewczyna, jak większość mieszkańców Delphi, zaczyna przymusową pracę w kopalni. Zaprzyjaźnia się z małą Maggi i Rileyem. Stara się wieść normalne życie, przynajmniej na tyle, na ile to możliwe, jednak los ma wobec niej zupełnie inne plany. Wizyta znienawidzonego króla Gerarda popchnie ją na zupełnie inną ścieżkę. A z obranej przez nią drogi odwrotu nie będzie.
Pełen magii świat wykreowany przez autorkę bardzo mi się spodobał, choć z początku czułam się trochę zagubiona wśród zupełnie obcych mi dotąd określeń. Na szczęście ciekawa fabuła szybko mi to zrekompensowała. Spiski, intrygi, podejmowane wciąż na nowo próby zamachów, okrutny król, królowa wiedźma, magowie, uzdrowiciele, smoki, kapłani pijący krew swoich ofiar - nie sposób się nudzić. Zwłaszcza gdy nie każdy, kogo w międzyczasie spotykamy, jest tym, za kogo się podaje. W zasadzie tajemniczych postaci w powieści nie brakuje. Najmocniej zaintrygowała mnie Jenna, która właściwie nic o sobie nie wie. Nie zna biologicznych rodziców, nie ma pojęcia, skąd pochodzi i co oznacza jej znamię. Równie interesujący okazali się Lila i Destin. Mam wielką nadzieję, że kolejny tom pozwoli dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Czekam też z zapartym tchem na jakieś odpowiedzi odnośnie Strangwarda. Mam przeczucie, że ten człowiek-zagadka jeszcze nieraz mnie zaskoczy.
 
Co nie przypadło mi do gustu? Wątek miłosny. Wydawał mi się totalnie nie na miejscu, jakby autorka wcisnęła go tam na siłę, byle tylko jakiś był. Może to i miłość od pierwszego wejrzenia, pojawiająca się w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach i w ogóle, ale... Nie. Nie przemawia to do mnie. Dobrze chociaż, że dziewczyna nie rzucała się na tego kolesia w lochach, przykuta łańcuchami do ściany, bo tego już bym nie przetrawiła, ale w sumie było niewiele lepiej. Co jeszcze? Takie wrzucanie czytelnika od razu na głęboką wodę uważam za ryzykowne. Albo uzbroi się w cierpliwość z nadzieją, że w miarę czytania zrozumie, o co chodzi i połapie się w nowych terminach, albo od razu się znudzi i rzuci książkę w kąt. Więc dobrze by było nie musieć się wszystkiego domyślać od samego początku.
Sięgając po "Zaklinacza Ognia", wkroczyłam do świata pełnego magii, ale zniewolonego przez okrutnego władcę, który w realizacji swoich planów nie cofa się przed niczym. Chce zagarnąć wszystkie pozostałe królestwa i zrobi to za wszelką cenę. Poznałam uzdrowiciela, gotowego zaryzykować wszystko, by ocalić własną rodzinę, zbuntowanych Patriotów, dzieci zmuszone do pracy w kopalniach, żądnych krwi kapłanów, tajemniczą przemytniczkę, zagubioną dziewczynę, która nie ma pojęcia, jak bardzo jest wyjątkowa... Dałam się wciągnąć ciekawej opowieści pełnej zagadek i niespodziewanych zdarzeń. I chociaż wątkowi miłosnemu w tym przypadku mówię stanowcze nie, całość wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Będę wyczekiwać kolejnych tomów serii :)
Jeśli czujecie, że to również Wasze klimaty - polecam.
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/07/magowie-smoki-i-kapani-krwiopijcy-w.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-09-01 21:28
I tak uczynili
Smoki na zamku Ukruszon - Terry Pratchett

Odkąd czytałam tę książkę, upłynęło całkiem sporo czasu i wody. Przypadało to akurat na całkiem przełomowy okres w moim życiu, raczej polegający na wiecznym survivalu, aniżeli radości z nowego życia. Ale nie uważam, żeby to były momenty stracone, całkowicie pozbawione nauki czy radości. Tak naprawdę nie pamiętam, by kiedykolwiek w moim życiu tak wiele spraw nałożyło się na siebie, jak gdyby mogły się wydarzyć tylko wtedy. Z tego wszystkiego wyniosłam wiedzę, której niestety nigdy nie uczyli w szkole. Ale nawet w najgorszych chwilach były przebłyski radości czy raczej nadziei. To wszystko odcięło mnie od stałego internetu, zajęło miejsce w mojej głowie odpowiedzialne za wszelkie kulturalne sprawy. I tak oto od czasu do czasu przypominałam sobie, by chociaż wpisać kolejną książkę na półkę "przeczytane" lub "teraz czytam".


Jednak wróciłam. I mam nadzieję, że od teraz wszystko jakoś się potoczy.

 

To, co kojarzy mi się z tą książką to przede wszystkim ciepło skórzanej pufo-poduszki. I zimno deszczowego Wilna. Dwa, całkiem sprzeczne ze sobą wspomnienia w pewien sposób ukształtowały moje spojrzenie na tę książkę. Smoki na zamku Ukruszon stały się dla mnie słodko-gorzką opowieścią o życiu. Wszelkie stwierdzenia, iż jest to zbiór opowieści raczej dla młodszych czytelników są dla mnie bezpodstawne, gdyż mając swoje lata, a wraz z nimi przeczytane książki na koncie - jestem w stanie dostrzec pod błahymi sytuacjami coś niesamowicie ważnego, ale dla kogoś dorosłego.


Pierwszą zaletą tejże książki, zaczynając od jej wyglądu są zabawne rysunki i kolorystyka okładki. Są to elementy, które naprawdę rzucają się w oczy, ale czymś niecodziennym dla dorosłego czytelnika są różne czcionki używane do tego, by ukazać nastrój, nasilenie głosu, emocje bohatera, które oddziałują na wyobraźnię naprawdę mocno. Niby nic, ale jednak ma ogromne znaczenie.


Zaraz obok technicznych plusów jestem zmuszona podać techniczne minusy. Po pierwsze - twarda okładka. Brakuje mi wersji dla ludzi o ograniczonych miejscach na półkach i ludzi o małych dłoniach, dla których miękkie okładki są poręczniejsze. Innym minusem jest kolor strony. Zaraz obok czerni widnieje rażąca w oczy biel, która w słońcu okazuje się dość zabójcza dla naszego wzroku. Ale to tylko moje dywagacje.


Tom zawiera czternaście krótkich opowiadań, pozornie traktujących o niczym szczególnym, być może bez wartości, głębi, przesłania i tego wszystkiego co pomaga w przyklejeniu książce znaczka z napisem "wartościowa". Problem - o ile można nazwać to problemem - z tą pozycją polega na tym, iż trzeba czytać całość z wielkim przymrużeniem oka, ale zwracając uwagę na fragmenty wyglądające na takie, które można pominąć bez większego uszczerbku na zrozumieniu tekstu. Mając na uwadze fakt, iż Pratchett pisze swoje powieści w sposób mocno krytyczny i mimo wszystko karykaturalny, odnalezienie poważnych problemów w bajce o smokach staje się banalnie łatwe.


I tak, pierwsze z nich noszące dumną nazwę, od której zatytułowano całą książkę, traktuje o problemie zrozumienia innych (aż korci, by dopisać "ludzi", ale przecież to niezgodne z treścią). Jest to jedna z najczęstszych sytuacji, które to spotykają każdego z nas, niezależnie od stanowiska, wieku, wykształcenia, orientacji czy czegokolwiek innego. Prawdę powiedziawszy, wystarczy wyróżniać się pod zaledwie jednym z tych punktów, by być kimś innym, bardzo często gorszym, godnym krytyki i gniewu.


Jedne z kolejnych noszące wdzięczną nazwę Łowy na Chrapka wydaje się naprawdę bardzo krótkie, charakteryzuje się bylejakością, bezmiarem infantylności, a jednak w moim odczuciu wcale takie nie jest. Dla mnie ta kilkustronicowa opowieść jest alegorią tego, jak nasze słowa odbijają się od uszu innych, jak bardzo wybiórczo możemy być słuchani, ale i z jaką trudnością niekiedy przychodzi nam powiedzenie czegoś mądrego, ale i zrozumiałego dla większości. W momencie kształcenia naturalnym jest to, iż zaczynamy się posługiwać językiem fachowym, który nie zawsze jest zrozumiały dla osób trzecich z daną dziedziną niemających nic wspólnego. Jak dla mnie opowieść ta jest przestrogą o tym, by uważnie słuchać, zbierać materiały, ale i mówić, gdyż inaczej zaczniemy potykać się o własne błędy.


Dlaczego by nie wspomnieć o Jaskiniowcu Doku? Kolejna bardzo przyjemna, dość prosta i niby nic nieznacząca historia pewnego mądrego jaskiniowca, który "chciał dobrze, a wyszło jak zwykle". Ta opowieść idealnie ukazuje co dzieje się z człowiekiem, który w jakiś sposób wyprzedzi myśli swojej epoki. I chociaż z dobrym zamiarem usiłuje wprowadzać wynalazki w życie, bez odpowiednich prób niewiele się udaje. Jednak w przypadku Doka absolutnie nikt nie wierzy w jego możliwości, później nawet on sam zatraca się w swojej nieudolności. Wspaniała opowieść o tym, jak wielki wpływ na nas, na naszą psychikę mają ludzie całkiem nam obcy. Mało tego. Opowiada także o tym, jakim brakiem wyczucia kierują się nasi bliscy, raniąc nas dogłębnie.


Są to tylko wyrywkowe opowiadania, ale aby poznać wartość całego tomu, trzeba przeczytać je wszystkie. Ważne jest, by patrzeć na nie pod wieloma kątami. A ukażą nam się prawdziwe perełki, które czyta się lekko, szybko i przyjemnie.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-03-09 07:18
Wyprawa skrytobójcy
Wyprawa skrytobójcy - Robin Hobb,Agnieszka Ciepłowska

!!! UWAGA! MOŻLIWE SPOJLERY Z POPRZEDNIEGO TOMU! KTO NIE CZYTAŁ, PROSZONY JEST O POMINIĘCIE PIERWSZEGO AKAPITU! !!!

 

Wszyscy już wiedzą, że Bastard posługuje się Rozumieniem i uważają go z tego powodu za kogoś, kogo należy unikać. Ba! Wręcz nawet zabijać. Tylko że mają go też za zmarłego. Po części tak było, młody mężczyzna, a właściwie to tylko jego ciało zmarło w lochach księcia Władczego. Duch, dzięki umiejętności tak znienawidzonej przez innych ludzi, przeniósł się w ciało swego zwierzęcego towarzysza. Wybudzony przez Brusa i Ciernia, nie tylko się kuruje i przypomina sobie jak to być człowiekiem. W jego głowie zaczyna się także powoli krystalizować plan jak zemścić się na osobie, która pozbawiła go wszystkiego i na dokładkę obarczyła także swoimi zbrodniami.

 

Wszystko może poszłoby i w dobrym kierunku, chociaż Bastard był na najlepszej drodze do utracenia nowo odzyskanego życia (tym razem na dobre), gdyby nie mentalny rozkaz króla Szczerego, który za pomocą Moc kazał swemu bratankowi, aby go odnalazł jak najszybciej. Tak wezwany, Bastard wraz ze Ślepunem, wyruszają w długą i ciężką drogę. Co ich spotka po drodze? Czy dotrą do celu? Jaki finał będzie miała ta historia?

 

Wyprawa skrytobójcy to już trzeci i zarazem ostatni tom trylogii Skrytobójca autorstwa Robin Hobb, gdzie czytelnikom dane było poznać historię życia młodego bękarta książęcego, przyuczonego do roli królewskiego skrytobójcy. Nie jest to jednak jednoznaczne z całkowitym rozstaniem się z ta postacią. Jest jeszcze bowiem trylogia Złotoskórego, gdzie poznajemy dalsze życie obecnego protagonisty, ale piętnaście lat później. O tym jednak innym razem.

 

Wracając do Wyprawy skrytobójcy… Pomimo iż jest to moje trzecie spotkanie z twórczością Hobb, a co za tym idzie, powinnam jako tako orientować się w tym, czy wszelkie obawy mają jakiekolwiek uzasadnienie, to i tak nie potrafiłam się ich wyzbyć. W głównej mierze chodziło o objętość tej części trylogii. Jest to bowiem najobszerniejszy tom i muszę przyznać, że trochę mnie to przerażało, ponieważ obawiałam się, czy autorka czasem nie rozwlekła zbyt mocno całej fabuły. Ta! I ciekawe co jeszcze! Nie wzięłam pod uwagę tego, jak bardzo Hobb potrafi mnie wciągnąć do swojego świata, a jak wiadomo, wtedy wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Ważna jest fabuła zamknięta na kartach powieści, które nota bene: dosłownie przelatywały mi przez ręce. Historią Bastarda, ponownie, wręcz zachłysnęłam się od samego początku, a co się z tym wiąże – nawet najmniejsze próby odłożenia jej na bok z powodów niecierpiących zwłoki, było wręcz niemożliwe.

 

Robin Hobb, już nie pierwszy raz, spokojnie i systematycznie wprowadza nas przez kolejne sytuacje które, chociaż na to nie wyglądają, będą miały spory wpływ na dalszy rozwój wydarzeń. Fakt, wszystko to zostało „ubrane” w mało dynamiczne tempo akcji, ale niech ten fakt nikogo nie zwiedzie. W tej historii nie ma miejsca na żadną nudę. Zwłaszcza że autorka potrafi dość mocno zaskoczyć i to w najmniej odpowiednich do tego momentach. Bez ustanku wprowadza kolejne tajemnice, w miejsce tych, które znalazły swoje rozwiązanie dosłownie chwile wcześniej. Co się tyczy tego ostatniego, bardzo często było tak, że sama (na podstawie wcześniejszych informacji) wyobrażałam sobie zupełnie inne zakończenia wątków niż te, jakie serwowała autorka. Być może właśnie dlatego, nie raz, nie dwa byłam zmuszona do mentalnego zbierania szczęki z podłogi. Chociaż muszę zaznaczyć, że pisarce nie udało się również wyeliminować całkowicie przewidywalności. Nie ma to jednak większego wpływu na całościowy odbiór historii, bo co ma zaledwie kilkanaście akapitów do ponad 990 stron całości.

 

Wyprawa skrytobójcy to nie tylko doskonałe zakończenie historii stanowi także jej dopełnienie, które ukazuje wszystko w zupełnie innym świetle. Dopiero patrząc przez pryzmat całej trylogii, widać jak wiele pracy Hobb włożyła zarówno w tworzenia tej opowieści oraz całej otoczki, jaka się na nią składa (świat i jego legendy). Gorąco zachęcam do tego, aby zapoznać się ze wszystkim częściami Skrytobójcy. Zwłaszcza wielbicieli fantastyki: dla nich to pozycja wręcz obowiązkowa.

Source: gardensofimagination.blogspot.com/2015/03/wyprawa-skrytobojcy-robin-hobb.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?