logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: sońka
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-27 09:37
Ech, ta Sońka
Sońka - Ignacy Karpowicz

'Sońka' to truskawki i śmietana.
Gorący sierpień, wojna i czarny mundur.
Życie i teatralne przedstawienie.
To miłość. Gwałtowna, zakazana, niepewna.
Potrzebowałam takiego bodźca. Pokiereszowało mnie, zamąciło w głowie, odebrało na chwilę poczucie rzeczywistości. Przewróciło na drugą stronę i wywlekło na wierzch zapomniane, schowane gdzieś uczucia.
'Sońka' Karpowiczowi się naprawdę udała.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-07-28 09:15
Język sprzed Potopu i sąsiedzka nienawiść – "Sońka" Ignacego Karpowicza
Sońka - Ignacy Karpowicz

Karpowiczowi konsekwentnie kibicuję od dawna. To właśnie jego powieści i krótkie formy w najbardziej – moim zdaniem – wiarygodny sposób opisują polską rzeczywistość, tak często kaleką, żenującą, przygnębiającą. Karpowicz robi to genialnie – jest krytyczny, ale też pełen dystansu. A co najważniejsze, stać go na doskonałe popisy dobrego humoru. Karopwicz bije w tej konkurencji na głowę wszystkich pierwszoligowych twórców polskiej literatury – Pilcha, Witkowskiego, Masłowską. W moim odczuciu Nike należało mu się już za Balladyny i romanse, książkę przezabawną, a do tego bardzo wnikliwie opisującą zestaw polskich kompleksów. Z tym większą ciekawością pochłonąłem Sońkę, tekst nieco innych od poprzednich, zdecodowanie mniej zabawny, chyba zapowiadający nowy rozdział w twórczości Karpowicza. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo w nurcie prozy obyczajowo-socjologicznej autor już wszedł na sam szczyt.

 

Powiedzmy sobie wprost – Sońka to proza niemal doskonała. Napisana z ogromną wrażliwością na melodię języka, a do tego przywołującą z otchłani niepamięci język przeszłości – mieszaninę polskiego i białoruskiego, pograniczny dialekt, który jest tu nazwany mówieniem "po naszemu". Karpowicz przywołuje białoruskie słownictwo na zasadzie cytatu, gdyż większe partie byłyby prawdopodobnie niezrozumiałe. Natomiast jeszcze kilkadziesiąt lat temu mowę tę rozumieli wszyscy mieszkańcy Podlasia. Takich języków jest więcej, choćby język chachłacki - polsko-białorusko-ukraińska hybryda przywoływana przez Tkaczyszyna-Dyckiego. Karpowicz robi to w równie mistrzowski sposób, przywołując w ten sposób dawną mowę sprzed Potopu (jak to określa narrator Sońki), którą rozumieją dziś tylko dawni mieszkańcy jego rodzinnych stron. Inni zapomnieli – albo dlatego, że się jej wstydzili, albo dlatego, że zapomnieć musieli.

 

A jednak moim zdaniem autor nie wykorzystał jeszcze pełni swoich możliwości. Rozumiem, że Sońka jest tekstem wyrastającym z postmodernistycznego tygla, a zatem dziwiącym się samemu sobie, autoreferencyjnym, poddawanym nieustannie próbom (najważniejsze epizody są ukazywane z punktu widzenia różnych bohaterów, w tym domowych zwierząt, a także w wersji sceniczej, projektowanej przez narratora – nadętego, narcystycznego artysty-celebryty, będącego jednocześnie po części alter ego autora, choć potraktowanym z bardzo ironicznym dystansem). Czy to źle? Chyba nie. Przecież wciąż bardzo takie zabawy literackie lubimy. Rozumiem rónież, że Sońka jest opowieścią o tym, że pewnych historii nie można opowiedzieć w sposób obiektywny, dlatego bohaterka nie rozumie swojego niemieckiego kochanka, gdy ten mówi o mordowaniu Żydów, a narrator nie jest w stanie zrozumieć do końca języka Sońki. I to stąd bierze się np. stylizacja na melodramat albo czarny romans. To też lubimy.

 

Czasami jednak miałem wrażenie, że Karpowicz trochę przesadza z liryczną melodramatycznością przy opisie miłości Sońki do esesmana, nie biorą mnie również ludowo-fekalne mądrości typu: niewypowiedziane słowa nie przestają być słowami, a niewysrane gówno gównem. Karpowicz niestety często daje się ponieść własnej elokwencji, nie zawsze zatem zauważa, że dryfuje w niebezpieczną stronę, ocierając się o kicz (wcale nie ten zamierzony, odbity w postmodernistycznym zwierciadle autoreferencyjnej narracji, lecz ten najzwyklejszy, pospolity, w którym pływają Kuczok i Gretkowska). Śmierć Sońki też wydaje mi się trochę banalna – bohaterka opowiedziała swoją historię, więc mogła umrzeć spokojnie. To kolejny problem Karpowicza. Już w Balladynach i romansach autor nie zawsze wiedział, jak poprowadzić historie swoich bohaterów do końca. Czy Sońka musi umierać w tak oczywisty sposób, jakby żywcem zaczerpnięty z realizmu magicznego?

 

Dlatego właśnie mam nadzieję, że Sońka jest początkiem nowego rozdziału u Karpowicza. Marzą mi się kolejne książki o zapomnianych przez wszystkich zakątkach tej części Europy - zwłaszcza, że tekst powstały z wykorzystaniem białoruskiego słownictwa po prostu urzeka za sprawą swojej niezwykłej urody.

 

Sońka wpisuje się też w ten nurt kultury współczesnej, która każe się nam przyglądać II wojnie światowej i czasom powojennym na nowo. I dostrzegać ludzi, którzy ze szczerym zapałem mordowali swoich sąsiadów (nie zawsze ze strachu), dokonywali brutalnych gwałtów, tłumacząc się obłudnie pojmowanym poczuciem dziejowej sprawiedliwości (!) lub zajmowali po zabitych Żydach warsztaty i gospodarstwa. Sońka jest bardziej liryczna i mniej dosłowna, niż filmy Róża i Pokłosie, co z pewnością przemawia na jej korzyść. Tkwi w tym ogromna siła książki. Czekam zatem na następne, jeszcze lepsze.

 

PS. Ostatnio nawyzłośliwiałem się na to, że Wydawnictwo Literackie wypuściło Munro w okropnych okładkach, tym razem jest zgoła inaczej. Sońka jest wydana klasycznie, oszczędnie, elegancko – przyjemnie trzymać w rękach. Tak trzymać!

 

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

Like Reblog Comment
review 2014-07-28 00:00
Słowiańska westalka i niemiecki Mars
Sońka - Ignacy Karpowicz

[...] Jakkolwiek nie wszystkie akrobacje Karpowicza mogą się w „Sońce” podobać, to wciąż doskonała proza. Taka, którą można czytać z przyjemnością, choć z ciężkim sercem. Taka, którą czytać się powinno.

 

Całość recenzji na portalu Qfant:

http://www.qfant.pl/review/ignacy-karpowicz-sonka/

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-07-14 13:38
O Sońce, co Niemca chciała
Sońka - Ignacy Karpowicz

Prozę Ignacego Karpowicza uwielbiam. Szczególne miejsce w moim zestawieniu ulubionych książek zajmują Balladyny i romanse, które uznaję za najlepsze dzieło tego autora. Zaraz za nimi sytuuję wyśmienite ości. A kilka dni temu skończyłem Sońkę i – niestety – stwierdzam, że moim prywatnym rankingu książek Ignacego Karpowicza, tekst ten zajmuje ostatnie miejsce.

 

Można mieć pretensje do autora, że nie prezentuje II Wojny Światowej zgodnie z obowiązującym w Polsce stylem martyrologicznym. Ale są to, delikatnie mówiąc, nieadekwatne zarzuty. Ignacy Karpowicz wydając tę książkę przypomniał czytelnikom o tym, że w wojnie uczestniczą nie tylko idee oraz żołnierze, ale także postronni ludzie, postacie trafione rykoszetem historii. Właśnie tak jest z tytułową Sońką oraz jej ukochanym Joachimem, który jest żołnierzem SS. Akcja książki rozgrywa się w małej wsi, przez co zostaje podkreślony aspekt lokalny opowieści. Takie miejsca bywają odcięte od świat, wszystko w nich wydarza się inaczej. Niestety Duch Historii nie wybiera, tylko przypadkowo naznacza.

 

Nawet w trakcie pisania tego tekstu próbuję jednoznacznie odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak w zasadzie drażni mnie w tej książce. Porwana narracja? Ma uzasadnienie. Skoncentrowanie treści na zakazanej miłości? Można powiedzieć, że temat oklepany do granic możliwości, ale nie jestem fanem pieśni „Wszystko już było”, której refren brzmi: Tylko wtórność nam pozostała. A może kategoria tożsamości będąc ściśle związana z pamięcią?

 

Odrzucone JA

 

Sońka to ostatnia opowieść głównej bohaterki. Przybiera ona formę spowiedzi, której wysłuchuje Igor Gryczewski, młody reżyser teatralny obsypany taką samą ilością zachwytów jak i niechęci. I na podstawie słów Sońki postanawia stworzyć sztukę teatralną, która przyjmie formę specyficznej biografii ukrywającej się pod płaszczykiem historii o zakazanej miłości. Tutaj Ignacy Karpowicz zaczyna krytykować świat odbiorców sztuki. Teatralna interpretacja losów Sońki najpierw spotyka się z odrzuceniem, a potem z rosnącą akceptacją. Mam wrażenie, że wielkie tuzy polskiej krytyki literackiej (jeżeli ta jeszcze istnieje, bo zdania są podzielone) postanowiły, że nie dadzą się oszukać. Już teraz okrzyknęły Sońkę dziełem wybitnym, realizującym istotne dla Polski, Polaków i reszty świata tematy. Kolokwialnie mówiąc nie dali się wkręcić i zamiast dostrzegać kicz, widzą tylko wielkość. Wyprzedzają czas i nie idą drogą krytyków z książki – od razu ogłaszają literackiemu światu, że polski autor wydał dzieło niezwykle ważne.

 

A dla mnie jest to wyłącznie kiczowata opowieść o odtwarzaniu własnej tożsamości. Igor i Sońka pozostają w konflikcie. Ona wie kim jest, potrafi opowiedzieć swoją historię, doskonale zna swoje miejsce. Ukształtowana została na małej wsi, pomiędzy bijącym ojcem, popem, a miłością do Niemca z SS. Właśnie to uczucie powoduje rozłam w jej tożsamości. Wokół niego narastają kłamstwa, nienawiść i śmierć. Dopiero opowiedzenie własnej historii Igorowi powoduje ponowne scalenie tożsamości. Natomiast reżyser teatralny jest jeszcze ciekawszym przykładem tego problemu. On ukrywa swoje prawdziwe pochodzenie poprzez wyrugowanie wyuczonego języka. Dopiero konfrontacja z Sońką przypomina mu o jego korzeniach. Dlatego tworzy sztukę na podstawie jej życia. Ma być ona formą powrotu do początku oraz pogodzenia się z własną tożsamością. Ciekawe jest to, że Igor dokonuje tego poprzez podwójne opowiedzenie. Najpierw zewnętrzne, przez historię usłyszaną, a potem przez sztukę teatralną, którą najpierw przetwarza przez siebie. W tej postaci bardzo widoczne jest rozbicie na Ignacego oraz Igora. Zmiana tożsamości następuje wraz ze zmianą imienia. To Igor jest genialnym reżyserem mieszkającym w Warszawie, a Ignacy ukrywa się, nie może wyjść z Igora, bo zepsuje jego reputację. Sztuka pozwala połączyć te dwie osoby w jedną.

 

Dlatego uważam, że ta rzewna historia o Sońce, co chciała Niemca, ale potem społeczność jej nie chciała, jest niepotrzebna. Znacznie ciekawszy jest ten konflikt pomiędzy tożsamościami. Tą trwała, z wiejskimi korzeniami silnie zasadzonymi w przeszłości oraz tą nowoczesną, płynną, zbudowaną na ukrytych w ziemi fundamentach. Igancy Karpowicz dokonuje ich odkopania i każe zastanowić się czytelnikom nad ich przeszłością. Współczesność nie traktuje w sposób poważny jakichkolwiek korzeni, obserwują to nawet w naukach humanistycznych, które ze wstrętem podchodzą do wszelkich badań historycznych. Postmodernizm nasz rozbija, płynność wcale nie tworzy nowych wartości, a niepotrzebne konflikty. Dopiero poznanie własnej historii buduje solidną tożsamość.

 

Rzewny romans

 

Najciekawsze były dla mnie wątki związane z Igorem. Najbardziej denerwowały mnie elementy dotyczące Sońki, ponieważ jej historia w ogóle mnie nie porwała. Jedynie zwróciła mi uwagę na to, że w Polsce posługujemy określonym stereotypem dotyczącym okresu II Wojny Światowej. Z tej perspektywy Sońka jest cenna, ale ta warstwa jest pokryta lukrem żywcem zapożyczonym z romansu dla pensjonariuszek. Zazwyczaj zabawa z gatunkami udaje się Ignacowi Karpowiczowi wyśmienicie. W przypadku Sońki sprawa ma się zupełnie inaczej.

 

Największą słabością tej książki jest jej romansowy charakter. Przez to staje się ona pozycją średnią, ale – na szczęście! - nie marnym czytadłem. Najnowszą pozycję Ignacego Karpowicza można zabrać do pociągu. Idealnie nadaje się na długie podróże, a to już jakaś zaleta.

 

Ignacy Karpowicz, Sońka

Wydawnictwo Literackie, Kraków2014

oprawa twarda, 205 stron.

 

More posts
Your Dashboard view:
Need help?