logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: szkoła
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2016-09-22 15:46
Sobotnia szkoła piękności - Jolanta Kozak,Marsha Mehran

Zastanawiam się, co mogę napisać na temat tej książki. Przeczytałam ją i... tak naprawdę nie wzbudziła żadych uczuć. Ot, po prostu książka, którą można przeczytać i po 5 minutach o niej zapomnieć. Jednak na szczęscie podczas czytania kilka rzeczy napisałam na kartce.

"Sobotnia szkoła piękności" jest opowieścią o ludziach, którzy szukali swojego miejsca. Można by powiedzieć, iż go znaleźli. Można by napisać, iż wcześniej nie mieli łatwego życia. Bo to wszystko prawda.
Główną bohaterką jest Zadi. Młoda dziewczyna, która musiała opuścić swój dom, swoje miejsca. Wraz z córką wyjechała z swojego kraju. Chciała do Ameryki, ale nie wyszło. Zamieszkała zatem  w Buenos Aires w budynku dla irańskich emigrantów. Poznała swoich sąsiadów i  w swoim mieszkaniu zrobiła szkołę piękności imienia Margaret Thatcher.

Każdy z sąsiadów miał swoją historię życia, przeszłości. Pełną bólu, cierpienia. Każdą z historii poznajemy. Zadi, Hadżi, Kapitana. Historię różne, ale w pewnym sensie podobne. O miłości do poezji, do Ramiego, o ucieczce, o wyborach czy ich braku. Każdy z nich musiał coś zrobić, do czego potrzebowali odwagi. Ucieczka z kraju nie jest prosta, bo nigdy nie wiadomo, gdzie będzie lepiej... o ile będzie lepiej.

 

 
Ta książka to historie o przeszłości, ale i teraźniejszości bohaterów. Do każdej z historii są dodane fragmenty wierszy. Bowiem z "Sobotniej szkoły piękności" wynika, że każdy irański obywatel kocha poezję. Przynajmniej tak to widać w tej książce.
Bardzo fajny był pomysł z słowniczkiem na końcu książki. Możemy poznać słówka, które występują w książce, a nie zostały przetłumaczone i dowiedzieć się co znaczą.

 

Książka nie jest zła, ale niestety szybko się o niej zapomina.

Plusy:
--> historie: jest ich wiele - tak różne, jednak podobne
--> Kapitan - jego przeszłość i przyszłość
 
Minusy:
--> bardzo szybko można zapomnieć o tym, co się przeczytało.
--> czasem można się pogubić
Like Reblog Comment
review 2016-09-17 08:35
Leć, niech Cie wiatr poniesie!
Szkola latania - Sylwia Trojanowska

Życie nie jest proste. Nie jest bajką, która zawsze kończy się happy endem. W życiu nie jesteś wybrańcem - jedynym, który może pokonać zło. Ale równocześnie to Ty sam decydujesz o wyborze swojej drogi, swojej przyszłości.

 

Kaśka to 18-latka, która ma nadwagę. Trochę z swojej winy, trochę z winy rodziców, bo nie zauważyli problemu. Zresztą w rodzinie Kaśki (od strony taty) praktycznie każdy ma nadwagę. Ale Kaśka postanowiła to zmienić. A mama ją w tym pełni poparła. Dzięki temu mamy bardzo pozytywną opowieść o walce Kaśki z kilogramami oraz innymi problemami.


Takich dziewczyn czy chłopców jest wiele. Kasia miała problem z nadwagą, Gosia może mieć problem z niedowagą, a Kamil z niepełnosprawnością. Każdy z nich może nie wierzyć w siebie, w swoje możliwości. Może myśleć, iż do niczego się nie nadaje i jest najgorszy. Ja tak myślałam... może czasem wciąż tak myślę. Ale to nie jest prawdą. Bo każdy do czegoś się nadaje. A najważniejszym jest, iż każdy może i powinnien być szczęśliwym.

 

Kaśka, dzięki pomocy terapeutki zaczyna wierzyć w siebie i to, że ktoś ją może polubić za to jaka jest.

 

Książka jest pozytywną opowieścią o walce ze sobą, swoimi wadami. "Szkoła latania" uczy wiary w siebie, w swoje możliwości. Dlatego też warto ją przeczytać.
Bo choć nie jest to poradnik, możemy z niej wiele się nauczyć. Przede wszystki najważniejszego: by wierzyć w siebie.

Poza tym książka jest przepiękna (o czym pisałam tu). Chmurkowe rozdziały, wymianiane mejle, czy zasady programu "mój nowy styl życia". To wszystko sprawia, iż uśmiech sam pojawia się na twarzy

Życie Kaśki do łatwych nie należało. Ale czy ktokolwiek z nas ma w życiu łatwo? Czy to jakie kto ma życie i problemy coś zmienia? Przecież na szczęście zasługuje każdy. Więc zmieńmy w nim to, przez co jesteśmy nieszczęśliwi. Weźmy przykład z Kaśki. :)

Plusy:
- rozdziały w chmurkach
- e-maile
- duża dawka humoru
- pozytywna oraz motywująca historia

 

Minusy:
- tytułe mejli (serio zmieniacie tytuł każdego mejla, gdy z kimś piszecie? )

Like Reblog Comment
show activity (+)
photo 2015-06-22 07:43
Szkoła życia - Maja Włoszczowska,Julian Obrocki
Cytat
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-31 11:34
Pamiętam, że było gorąco. Rozmowa z Tadeuszem Konwickim

 

Katarzyna Bielas, Jacek Szczerba

Wydawnictwo Czarne, 2015

 

Śmierć wybitnej osoby w świecie literatury jest doskonałym chwytem marketingowym. Odejście znanego pisarza to w końcu idealny pretekst do wydania niezliczonej ilości wznowień jego dzieł, co stanowi niejako odpowiedź na zapotrzebowanie rynkowe. Wokół zmarłego powstaje hype, wszyscy o nim mówią, wszyscy chcą zapoznać się z jego twórczością, dowiedzieć się czegoś więcej o jego życiu. Choć zarabianie pieniędzy na tragedii brzmi brutalnie, jest to zjawisko jak najbardziej powszechne i akceptowane. Po śmierci Szymborskiej doczekaliśmy się albumu z jej młodzieńczymi próbami literackimi, po Mrożku zostały listy i obrazki, natomiast po śmierci Konwickiego szybko dostaliśmy ponowne wydanie wywiadu-rzeki, który w 2001 z reżyserem i literatem przeprowadzili dziennikarze "Gazety Wyborczej", Katarzyna Szczerba i Jacek Bielas.

 

Zacznijmy od tego, że choć Konwicki zaliczany jest w poczet wybitnych twórców współczesnej literatury polskiej i książki jego autorstwa pojawiają się już na listach lektur szkolnych, to jednak pozycja ta nie zgłębia jego działalności literackiej. Owszem, literatura tu i ówdzie zaznacza swoją obecność w rozmowie, można podpatrzeć elementy warsztatu twórczego pisarza, ale jest to obecność drugoplanowa, potraktowana trochę jak dodatkowe, hobbistyczne zajęcie reżysera. Podobnie ze szczegółami z życia osobistego autora. Tu i ówdzie pojawia się wspomnienie dzieciństwa i partyzantki, czasami zjawia się żona, gdzieś zza rogu wyskakuje kot Iwan. Nie ma tu skandali, ani szokujących wyznań. Dziedziną, która stanowi oś tego wywiadu, jest bez dwóch zdań film.

 

„Pamiętam, że było gorąco” to tak naprawdę historia polskiego kina PRL ukazana przez pryzmat twórczości Konwickiego. Rozmowa zaplanowana jest jako chronologiczny przegląd twórczości reżysera, począwszy od jego działalności w Kadrze na pozycji kierownika literackiego, przez pierwszą, nieco samozwańczą próbę reżyserską w postaci „Pierwszego dnia lata”, niesamowite „Salto”, aż po wieńczącą jego działalność filmową „Lawę”. Konwicki zdradza swoim czytelnikom szczegóły powstawania każdej produkcji, opowiadając zarówno o genezie danego dzieła, jak i ujawniając szczegóły pomagające w interpretacji utworów (niewtajemniczonym wyjaśnię, że filmy Konwickiego z kinem hollywoodzkim nie mają nic wspólnego i ich odbiór wymaga jednak wysiłku intelektualnego). Mówi, co kierowało nim przy wyborze miejsca na plan zdjęciowy oraz o kompletowaniu obsady (piękne panie miały fory). Oczywiście jest też mowa o wszechobecnej interwencji władzy w twórczość ówczesnych ludzi kultury i sztuki, która pokrzyżowała plany niejednego artysty (w tym i Konwickiego przy próbie stworzenia scenariusza dla „622 upadków Bunga” Witkacego)*. Pada również kilka uwag pod adresem krytyki, która nie zawsze patrzyła na jego filmy przychylnym okiem, udowadniając tym samym, że niektóre dzieła na docenienie muszą poczekać kilka lat.

 

Opowieści Konwickiego nie są skoncentrowane jedynie na jego postaci, w wywiadzie co rusz wspomina również swoją współpracę z najwybitniejszymi aktorami i reżyserami drugiej połowy XX wieku. W rozmowie pojawia się Tyszkiewicz, Łomnicki, Łapicki, Cybulski a nawet młody Żmijewski, który za rekomendacją Łapy otrzymał jedną z głównych ról w „Lawie”. Dużo miejsca poświęca Wajdzie, Kawalerowiczowi oraz Dygatowi, z którym odbywał wielogodzinne rozmowy telefoniczne. Nie mogło zabraknąć i Gustawa Holoubka, przyjaciela reżysera, który, zgodnie z indeksem nazwisk zamieszczonym na końcu książki, jest osobą, o której Konwicki wspomina najczęściej. Mówi zarówno o tym, jak mu się współpraca z aktorami układała na planie i jak później wspólnie „uderzali w gaz” na suto zakrapianych alkoholem bankietach.

 

Konwicki opowiada o tym wszystkim w sposób niezwykle swobodny, podchodząc z dystansem do swoich dzieł (co w środowisku artystycznym nie jest zbyt często spotykane), od czasu do czasu dorzucając jakąś anegdotę z planu zdjęciowego. Choć rozmowa prowadzona jest w sposób chronologiczny, to jednak (jak na wywiad-rzekę przystało), jest to konstrukcja płynna i pełno tutaj niezwykle cennych dygresji. Mowa jest o wspomnianym już kocie autora, jego (autora, nie psa) wiary w zabobony oraz o legendarnych już spotkaniach z Gustawem Holoubkiem w warszawskim Czytelniku (co ciekawe, na początku Konwicki spotykał się tam z innym polskim literatem, Leopoldem Tyrmandem). Przez cały czas w tle, obok ducha literackiego, wyraźnie zaznacza swoją obecność kresowość, którą pisarz wyjątkowo cenił i do której przywiązywał szczególną uwagę.

 

„Pamiętam, że było gorąco” to wyjątkowa, nieco melancholijna podróż do czasów, kiedy polskie kino, pomimo ograniczonych środków i ingerencji władzy, było w kondycji godnej pozazdroszczenia. Wyprawa ta intryguje tym bardziej, że będzie nam w niej towarzyszyć postać niebanalna, istny samograj. Jest to książka inteligentna i nie pozbawiona humoru, co zawdzięczamy nie tylko Konwickiemu, ale również Bielas i Szczerbie. Bo sukces wywiadu nie tkwi jedynie w ciekawych odpowiedziach, ale i w umiejętnie zadawanych pytaniach.

 

W jednej ze swoich anegdot Konwicki dowcipnie opowiada o tym, jak wróżki przepowiedziały mu wiek, w którym pożegna się ze światem: jedna dała mu dziewięćdziesiąt dwa lata, druga pięć lat więcej. Ta zapowiedź długiego życia podbudowała go i dała mu poczucie bezkarności, zwłaszcza w trudnym okresie walki z cenzurą. Pisarz zmarł wcześniej, w wieku 88 lat. Można narzekać, że była to śmierć przedwczesna (bo każda taka jest), jednak patrząc na jego dokonania można spokojnie stwierdzić, że nawet te 88 lat wystarczyło, by wpisać się do panteonu zasłużonych dla kultury polskiej. Jeśli więc ktoś nie zna jeszcze jego twórczości, lub pragnie poznać lepiej sylwetkę mistrza, powinien koniecznie sięgnąć po tę książkę i oczywiście zapoznać się z jego twórczością.

 

*Więcej na ten temat można znaleźć w książce „Historia niebyła kina PRL” Tadeusza Lubelskiego (Znak, 2012)

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-16 12:34
Genialni. Lwowska szkoła matematyczna jest... GENIALNA!
Genialni. Lwowska szkoła matematyczna. - Mariusz Urbanek

Jeśli nie chciałbym się rozpisywać, mógłbym tę książkę określić jednym słowem - G E N I A L N A - i wcale nie uważam, że jest to przesada.

 

Jednak temu tomowi należy się głębsza i dokładniejsza notka. Gdybym miał zacząć od samego początku, to zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Czy będzie to książka o matematykach, czy też o matematyce. Przerażała mnie myśl, że to drugie i zupełnie nic z niej nie zrozumiem. Jednak moje obawy okazały się płonne. Autor we wstępie przedstawił bardzo sugestywne i rzeczowe biogramy najważniejszych bohaterów swojej historii, które wskazywały na to, że były to osoby nieprzeciętne tak pod względem umysłu jak i osobowości. Tymi postaciami byli najsławetniejsi polscy  (a w niektórych przypadkach również światowi) matematycy jak: Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur.

 

Jednak Lwowską szkołę matematyczną tworzyło zdecydowanie więcej matematyków. Dla każdego z nich znalazło się miejsce na kartach tej książki. 

 

Urbanek opisuje lata ich świetności i największej zawodowej i intelektualnej działalności, jednak nie pomija również spraw całkiem z matematyką niezwiązanych. Tego jak sobie radzili podczas wojny oraz po wojnie, w nowym ustroju, który zapanował w Polsce. 

 

Wiele anegdot, niesamowitych historii połączonych z lekkim stylem i arcyciekawą tematyką sprawiają, że od tej książki praktycznie nie można się oderwać. I co najważniejsze, zrozumie ja każdy, nawet taki matematyczny ignorant jak ja. Myślę, że jeśli chcecie poznać losy jednych z najznamienitszych polskich matematyków, którzy mieli wkład w światową  naukę, to ta książka jest dla Was. Ja, po raz drugi w historii istnienia tego bloga, z czystym sercem daje książce najwyższą notę z możliwych.

 

Moja ocena 10/10!

More posts
Your Dashboard view:
Need help?