logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: thrash-metal
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-10-01 16:53
"Głos z ciemności". Za to dość donośny.
Roman Kostrzewski. Głos z ciemności - Mateusz Żyła,Roman Kostrzewski

Pamiętam w latach 90. przypadkowo stałem się posiadaczem jednego numeru magazynu Brum, jakoś w okolicy wydania katowskiego Szyderczego zwierciadła. Na łamach gazety toczyła się dyskusja pod tytułem: Roman Kostrzewski - demon czy błazen? I powiem szczerze, że z dwojga opcji zawsze kojarzyłem go z tym drugim tytułem. Mimo ogromnej sympatii dla tego człowieka i całego zespołu Kat teksty wokalisty znacznie częściej mnie śmieszyły, niż skłaniały do zastanowienia czy bo ja wiem co tam się robi próbując interpretować poezję.

 

Po lekturze książki jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że Roman Kostrzewski doskonale wie, co robi. I ten śmiech co poniektórych słuchaczy był zdaje się zamierzony. Poezje tego człowieka chyba mają jakąś specjalną umiejętność trafiania nawet do najbardziej opornych - a ja, uwierzcie mi, w kwestii szeroko rozumianej poezji jestem bardzo oporny. Najoporny wręcz.

 

Głos z ciemności to lektura na jedno popołudnie. Nie sposób jest się oderwać od specyficznego sposobu z jakim pan Kostrzewski opowiada o swoim życiu. Facet bez fałszywej skromności, ale i bez poczucia własnej mocy opowiada jak było i jak jest. Niejedną nierozwiązaną sprawę związaną z muzyką, karierą, Katem i różnego rodzaju konfliktami z gitarzystą Piotrem Luczykiem tu przedstawia, a robi to raczej obiektywnie, jakby nie uczestniczył w wydarzeniach, a oglądał je z boku. A gdy zaczyna opowiadać o inspiracjach i pozwala sobie na analizę własnej tekstowej twórczości to już całkiem można wsiąknąć.

 

Jednak nie tylko o muzyce i Kacie jest ta książka. Przede wszystkim jest o Kostrzewskim, jego dorastaniu w domu dziecka, rodzinie, szkole a także przynależności do Solidarności i efektach tejże - sporo było plotek na ten temat, słyszanych tu i ówdzie, teraz dowiedzieliśmy się jak było naprawdę.

 

No i wiadomo - jest także o satanizmie, rozumianym na sposób filozoficzny. Jest więc i o kościele, jako instytucji, o władzy, o pragnieniach, o życiu, rodzinie, potomkach, radościach, smutkach. Ale nie nachalnie - to punkt widzenia pewnego człowieka, i można się z nim nie zgadzać, a i tak nieźle się bawić przy lekturze, tak mi się wydaje. Dobra rzecz, dla fana raczej zakup obowiązkowy a dla reszty niezła ciekawostka.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-08-23 06:28
Raczej pean pochwalny niż biografia, ale ma swoje momenty
Żyć znaczy umrzeć. Historia życia legendarnego basisty zespołu Metallica - Joel McIver

To druga, po biografii Slayera książka tego autora, która trafiła w moje ręce. I znowu jedno widać od razu - facet naprawdę lubi ten rodzaj muzyki i bardzo, ale to bardzo chce o nim opowiadać. Nie znaczy to jednak, że jest w tym dobry, niestety.

 

Jest to biografia, która przez ani moment nie stara się nawet udawać obiektywnej. Nie mam z tym problemu, jeżeli autor był (jest) totalnym fanem Burtona, jest oczywistym, że całość będzie napisana maksymalnie subiektywnie. Gorzej, że autor nie tylko jest fanem, ale zdaje się być wręcz fanatykiem, i takie stawianie na piedestale zmarłego tragicznie przed laty muzyka może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Bo o ile trudno dyskutować z rolą Burtona w Metallice, tak podjęcie się analizy co zrobiłby dalej muzyk, gdyby żył i jak potoczyła by się historia zespołu to lektura nawet nie żenująca, co wręcz tragiczna. A autor bez wahania przedstawia przeróżne scenariusze, które według niego miały by miejsce. No kurde, ręce opadają.

 

Jednak nim biografia robi się pozycją w dorobku autora kompromitującą, jest to całkiem sprawnie napisana rzecz. I nawet nie tyle ciekawe jest życie muzyka, co dogłębne analizy jego twórczości. Autor mocno skupia się na poszczególnych utworach zespołu, analizując co ciekawsze fragmenty co do sekundy, zwracając uwagę czytelnika na momenty, które czasem można przegapić. To czyta się nieźle, podobnie jak o stosunku Burtona do samej muzyki, który to stosunek zmienił odczucia całego zespołu, co zresztą doskonale słychać w różnicy między Kill’em All, albumu komponowanego w przeważającej większości bez Cliffa a kolejnymi dwiema płytami, jakże dojrzalszymi i o wiele bardziej skomplikowanymi.

 

Podsumowując: nawet największym fanom zespołu polecam tę książkę tylko w dobrej, promocyjnej cenie. Wtedy warto.

 

To Live is To Die

Sine Qua Non 2013

Like Reblog Comment
review 2014-03-16 18:58
Joel McIver - "Slayer. Krwawe rządy"
Slayer Krwawe Rządy - Joel McIver

Myślałem, że dowiem się jakichś super niesamowitych faktów z tej książki, takich, o których wiedzą tylko ci, którzy mieli bezpośrednią, osobistą styczność z zespołem. Niestety nie - praktycznie każda informacja tu zawarta fanowi Slayera jest znana, prawdziwe ciekawostki można policzyć na palcach jednej ręki, na domiar złego ciekawostki owe dotyczą przeważnie kwestii drugorzędnych, dla samego Slayera i jego muzyki mniej istotnych.

 

Książkę czyta się lekko i przyjemnie, lecz zamiast zbioru informacji na temat zespołu jest bardziej podróżą czytelnika w nieco dawniejsze czasy. Przynajmniej w moim przypadku lektura wywołała takie wrażenie. Zaangażowanie autora dla opisu historii thrash metalu oraz miejsca Slayera w tejże zabrało mnie z powrotem do początku lat dziewięćdziesiątych, gdy pierwszy raz słuchałem kasety "Reign in Blood" (długie lata potem jeszcze myślałem, że to była pierwsza płyta kapeli, hehe), a opis kolejnych albumów przypominał mi o ważnych dla mnie wydarzeniach rozgrywających się w czasie, gdy kolejne albumy Slayera były wydawane. To było trochę dziwne, ale przyjemne.

 

Dlatego książkę oceniam dobrze i absolutnie nie żałuję żadnej z wydanych złotówek. Siląc się jednak na obiektywizm nie sposób nie dostrzec licznych dziwnych błędów tu występujących. A to źle przetłumaczone są nazwy wymienianych kapel, podobnie znajdziemy błędy w nazwiskach przeróżnych muzyków... Przeszkadzać może także to, że autor na łamach książki niejako recenzuje każdą z płyt, dokładnie, piosenka po piosence. A przecież każdy (także autor, bo pisze o tym wyraźnie) wie, że fani Slayera to specyficzny gatunek, któremu nie wolno mówić co w muzyce tej kapeli jest dobre, a co słabe. Fan Slayera ma swoje zdanie, i wymądrzanie się autora jest irytujące (bardzo delikatnie mówiąc).

 

Polecam zatem tę pozycję, ale z wyraźnym ostrzeżeniem: nie zawiera ona żadnych informacji, których śledzący twórczość kapeli na przestrzeni lat już by nie znali, autor bywa irytujący i zdecydowanie zbyt przemądrzały, a przez korektę przeszło sporo błędów związanych z nazwami własnymi. Mimo to fajnie jest powspominać i kolejny raz poczytać o naprawdę zwykłych chłopakach, takich, którym nigdy woda sodowa do głowy nie uderzyła, którzy w przeciwieństwie do ogromnej większości innych twórców wraz z własnym sukcesem nie zaczęli się uważać za kogoś więcej, niż po prostu kolesi, którym się powiodło.

 

The Bloody Reign of Slayer

In Rock 2013

More posts
Your Dashboard view:
Need help?