logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: recenzja
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2021-03-28 07:25
„Republika SAMSUNGA”, czyli jak się UDAŁO „nieudacznikom”

„Republika Samsunga. Azjatycki tygrys, który podbił świat technologii” Geoffrey'a Caina jest utrzymaną w formie „śledztwa dziennikarskiego” próbą opisania fenomenu Samsunga. Autor w wielu miejscach podkreśla, że jest znakomitym znawcą problemu, dotarł do całej masy ludzi i przekopał się przez wirtualne stosy dokumentów. Niestety, to wszystko nie zbliżyło go do tekstu, który bym przeczytał z przyjemnością i przy okazji z tego skorzystał. Już chyba więcej dowiedziałem się przy okazji lektury jednej z publikacji autorstwa koreańskiego (z pochodzenia) ekonomisty Ha-Joon Changa. W książce „Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i tajna historia kapitalizmu” scharakteryzowana jest pokrótce postawa południowokoreańskiego rządu i fundamenty sukcesu odniesionego przez Koreańczyków. To w sumie bardzo dobra analiza wielu mechanizmów napędzających przemiany świata w XX wieku. A w tle pojawia się też historia Samsunga.

 

 

Smartfon Palm Pre pracujący pod kontrolą systemu Palm webOS 1.4.5 (po prawej) i PocketBook InkPad Color z recenzowanym e-bookiem (po lewej). To, że Samsung nie kupił Palma i webOS uważam za największy błąd firmy...

 

Największą wadą książki są, moim zdaniem, próby pokazania jak inny od Doliny Krzemowej (i przez to zły) jest Samsung. Przez większą jej część odnosiłem wrażenie, że autor nie rozumie firmy, o której pisze. Zdaje się nie ogarniać rzeczywistości, w której Samsung powstał i funkcjonował. Zdaje się zwyczajnie nie ogarniać, że nie cały świat wygląda jak Dolina Krzemowa w Stanach Zjednoczonych. Oto na przykład autor jest zdziwiony „wojennymi” wezwaniami do jedności w firmie. Ale zapomina przy tym, że Korea faktycznie żyje w wojennej rzeczywistości zupełnie innej niż ta w Stanach. Za granicą ma przecież sąsiada, którym Stany Zjednoczone straszą świat. I który co jakiś czas testuje rakiety, które pewnego dnia mogą na przykład być skierowane w Seul. A jakie wezwania były w wojennej rzeczywistości Stanów lub Wielkiej Brytanii? Przecież całkiem podobne. I wtedy jakoś nikt im się nie dziwił...

 

Amerykański plakat wzywający do jedności w obliczu wroga w czasie II wojny światowej (źródło: etsy.com)

 

Założyciel Samsunga i jego następcy uporczywie opisywani są jako dynastia, co oczywiście nie jest żadnym atutem w oczach autora. Walczą oni o tron, sukcesję, władzę, a pracowników mają niemal za poddanych. Podobnie jest przy innych porównaniach. I tak kult Steve'a Jobsa jest cool, a kult założyciela Samsunga już nie. Więcej takich przykładów wprost w książce nie ma, ale Samsung, i szerzej Korea, są przez autora raz po raz szarpane za działania, które są naganne. Tyle, że w stawianych za wzór realiach Doliny Krzemowej też jest podobnie i jakoś to autorowi zdaje się nie przeszkadzać.

 

Z książki „Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i tajna historia kapitalizmu” Ha-Joon Changa dowiedziałem się więcej istotnych rzeczy o Samsungu niż z recenzowanej publikacji

 

W książce raził mnie też brak jakiegoś ładu, który by pozwolił skupić się na Samsungu zamiast na heroizmie autora, który chce napisać o nim książkę i dziwi się, że Samsung może niekoniecznie chce mu tę pracę ułatwiać. Bo i po co? Tak jakby amerykańskie firmy leciały na wyścigi do autorów, którzy chcą ich niezbyt korzystnie opisać jako niemal dziwadła. Tak jakby amerykańskie firmy nie składały pozwów mrożących publikacje, które mogą być krytyczne w stosunku do nich. Gdyby ktoś chciał napisać książkę o mnie i miała by się ona skupiać na porażkach w moim życiu, też bym mu nie chciał pomagać!

 

Jedno, co autorowi recenzowanej publikacji zawdzięczam, to informacja o nieudanych negocjacjach na temat wykupienia firmy Palm i nabycia praw do najfajniejszego systemu webOS, z którego wszyscy potem i tak bez żenady kopiowali różne rozwiązania. Bardzo żałuję, że Palma wykupił HP, który potem wszystko zaprzepaścił. Dziś z okrojonym (w stosunku do smartfonów Palma) systemem LG webOS pracują (od 2014 roku do dziś) chyba tylko niektóre telewizory LG. W każdym razie to największa wpadka Samsunga ever.

 

Choć autor książki całym sercem jest za sposobem działania firm z Doliny Krzemowej, to jedno trzeba mu oddać. Owszem, uważa kult Steve'a Jobsa za coś dobrego, ale trzeźwo patrzy na innowacyjność Apple'a. Rozumie, że patentowanie przez Amerykanów „czarnego prostokąta z zaokrąglonymi rogami” jest niedorzecznością a nie postępem. A Korea Południowa po raz kolejny została uznana (przez agencję prasową Bloomberg) za najbardziej innowacyjną gospodarką świata...

 

Korea Południowa ponownie została uznana za najbardziej innowacyjną gospodarkę świata (źródło: bloomberg.com)

 

Książkę Geoffrey Caina oceniam więc słabo. Nie mogę zaakceptować podejścia autora, który skupia się na porażkach firmy oraz jej inności w stosunku do młodych firm amerykańskich, traktowanej jako coś złego, bo jest inne i jakieś takie nieamerykańskie. Mam wrażanie, że autor sam nie może do końca uwierzyć, że jednak tym „nieudacznikom” się tak dobrze udało. I szuka wyjaśnienia w działaniach amerykańskich marketingowców, podając je jako najważniejszą przyczynę źródeł sukcesu firmy... Ale w spojrzeniu na „Republikę Samsunga” nie jestem jednak bezstronny. Jeden z modeli Samsung Galaxy był moim pierwszym androidowym telefonem. I znowu do Samsunga wróciłem, kupując niedawno swój kolejny smartfon z tym systemem.

 

„Republika Samsunga. Azjatycki tygrys, który podbił świat technologii” Geoffrey Caina

 

Recenzowanego e-booka „Republika Samsunga. Azjatycki tygrys, który podbił świat technologii” Geoffrey'a Caina można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint czy LitRes (w LitRes podając kod 10CYFR przy zakładaniu konta – zakładka „Kupon” – otrzymasz 10 PLN zwrotu za zakupy o wartości 20 PLN).

  

Dolina Krzemowa w literaturze

 

„Piloting Palm” Andra Butter, David Pogue

„Innowatorzy” Walter Isaacson

„Steve Jobs” Walter Isaacson

„Jednym kliknięciem” Richard L. Brandt

 

Jeff Bezos i era Amazona. Sklep, w którym kupisz wszystko” Brad Stone

Bezonomika. Jak Amazon zmienia nasze życie i czego uczą się od niego najlepsze firmy na świecie” Brian Dumaine

„Netflix. To się nigdy nie uda” Marc Randolph

„Zła krew” John Carreyrou

„Republika Samsunga. Azjatycki tygrys, który podbił świat technologii” Geoffrey Cain

 

 

Like Reblog Comment
review 2021-03-16 07:22
Recenzja: „Dziewczyna z konbini”, czyli japońska literatura terapeutyczna
Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata,Dariusz Latoś

Sporo słychać o kłopotach japońskiego społeczeństwa, które przejawiają się m.in. w drastycznie spadającym wskaźniku przyrostu naturalnego czy powołaniem stanowiska ministra do spraw samotności. Sayaka Murata w „Dziewczynie z konbini” porusza jeszcze jeden aspekt – nieprzystosowanie społeczne jednostki. Bo główna bohaterka książki i zarazem narratorka, jakoś do „normalnego” społeczeństwa nie przystaje. Głównie z powodu zupełnego niezrozumienia przez Keiko Furukurę problemów „szarego” człowieka. Może by to nie stanowiło problemu, ale społeczeństwo, a w szczególności rodzina i znajomi, nie mogą pojąć jak to jest możliwe. Bohaterka, nie chcąc sprawiać przykrości najbliższym, stara się „znormalizować” i podejmuje dorywczą pracę w konbini...

 

 

Konbini to swoisty fenomen japońskiej rzeczywistości, z którym nie zetknąłem się w innych krajach. Są to lokalne, niezbyt duże sklepy samoobsługowe, zwykle czynne całą dobę, w których przede wszystkim można kupić potrzebne na bieżąco produkty, zjeść coś na ciepło czy napić się czegoś z lodówki. Ale to zdecydowanie coś więcej, bo konbini może też spełniać funkcję lokalnej poczty i zapewniać dostęp do wielu innych usług.  A więc bywa, że konbini jest lokalnym centrum usługowym. Gęsta sieć placówek i dostępność przez całą dobę łączy się jednak z całkiem przyzwoitymi cenami. I to połączenie jest właśnie raczej niezwykłe. W Polsce też mamy bardzo rozległą sieć podobnych (choć krócej czynnych) sklepów, ale ile razy do nich wchodzę, to łapię się za głowę. Kto wymyśla takie ceny? Dlaczego miałbym płacić za coś dwa razy więcej niż w dużym supermarkecie? A w konbini takiego wrażenia nie miałem, choć może to efekt  zbyt wyidealizowanego obrazu japońskich sklepów.

 

Słodycze w konbini (Tokio, Japonia 2013 r.)

 

I taki właśnie sklep jest główną sceną, na której toczy się akcja recenzowanej książki. Czy może on być przystanią dla zagubionej, „nieprzystosowanej” dziewczyny? Czy może być dla niej sposobem na życie? Czy może jej dać radość? Czy uratuje bohaterkę od pretensji i separacji ze strony rodziny oraz znajomych? Czy zapewni ucieczkę od bezustannych rad typu „dorośnij wreszcie”? Warto zagłębić się w lekturę, żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania. Choćby dlatego, że wiele osób (nie tylko w Japonii) ma podobne wątpliwości w swoim życiu. Stąd uważam, że przykład Keiko Furukury może mieć terapeutyczny wpływ na tych, którym przeszkadza „normalność” życia sugerowana w kółko przez otoczenie. Trudno pominąć też fakt, że lektura zwyczajnie sprawiła mi też przyjemność i szkoda tylko, że powieść jest tak krótka. Nawet zacząłem szukać, czy autorka nie napisała przypadkiem „drugiego sezonu” :)

 

Także dział czasopism w konbini musi być należycie uporządkowany (Tokio, Japonia 2013 r.)

 

Recenzowanego e-booka „Dziewczyna z konbini” Sayaki Muraty, można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint.

 

Sayaka Murata „Dziewczynia z konbini” do nabycia m.in. w ebookpoint.pl

Like Reblog Comment
review 2021-02-22 09:10
Kobo Forma – recenzja NAJWIĘKSZEGO czytnika Rakuten Kobo

Kobo Forma to najbardziej zaawansowany, największy i jednocześnie najdroższy czytnik książek z rodziny Kobo. Niewątpliwie wyróżnia się wzornictwem (fizyczne klawisze zmiany stron w bocznej ramce) oraz zastosowanym tu „nietłukącym” ekranem E-Ink Mobius. Podczas miesięcznego testu, starałem się odpowiedzieć sobie (i Wam) na kilka podstawowych pytań na jego temat. Czy takie rozwiązania są ergonomiczne w praktyce? Czy Kobo sprawdzi się w rękach polskiego czytelnika? No i w końcu, czy jednak warto wydawać na niego ponad 1 200 złotych?

 

Kobo Forma z wgranym wygaszaczem ekranu

 

Kobo Forma od strony technicznej

Jak na najdroższy, największy, najbardziej zaawansowany, tudzież wodoodporny model z rodziny Kobo, czytnik sprawia wrażenie wykonanego z porządnych materiałów. Plastik obudowy jest bardzo przyjemny w dotyku i nie ślizga się w ręku. Kobo Forma jest dość specyficzny pod względem wzornictwa. Lokalizacja klawiszy zmiany stron jest podobna do znanej z archiwalnego PocketBooka 360 czy linii trzech modeli Kindle Oasis. Fizyczne przyciski umieszczone są z jednego boku na ramce okalającej ekran. Na szczęście nie muszą być nigdy po niewłaściwej stronie, ponieważ żyroskop szybko reaguje na obrót czytnika i powoduje odpowiednią zmianę orientacji tekstu gdy obracamy sam czytnik. W sumie więc możemy mieć przyciski zarówno po prawej jaki po lewej stronie, czy też pod ekranem. Część z przyciskami jest od frontu wysunięta do przodu, co ułatwia chwyt jedną ręką.

 

Porównanie Kobo Formy z konkurencją

 

Kindle Oasis 3

PocketBook InkPad 3 Pro

(PB 740 Pro)

Kobo Forma

ekran (przekątna)

17,7 cm (7”)

19,81 cm (7,8”)

20,4 cm (8”)

ekran [piksele]

E-Ink Carta

1680 × 1264 (300 ppi)

E-Ink Carta

1872 × 1404 (300 ppi)

E-Ink Mobius

1920 × 1440 (300 ppi)

kolor

nie

nie

nie

płaski front

tak

nie

tak

ekran dotykowy

tak

tak

tak

wodoodporność

tak

tak

tak

wbudowane oświetlenie

tak

tak

tak

regulacja temperatury barwowej oświetlenia

tak

tak

(SMARTlight)

tak

(ComfortLight PRO)

pamięć wewnętrzna [GB]

8/32

16

8

procesor [GHz]

1,0

1,0 (dwurdzeniowy)

1,0

masa [g]

188

225

197

wymiary [mm]

159 × 141 × 3,4–8,4

195 × 136,5 × 8

177 × 160 × 8,5-4,2

fizyczne przyciski zmiany stron

tak

tak

tak

kolor obudowy

grafitowy, złoty

metaliczny szary

czarny

dodatkowe uwagi

żyroskop, audiobooki (tylko z Audible), Send to Kindle, opcja 4G

żyroskop, audio (TTS i MP3), Send-to-PocketBook, Dropbox, Legimi

żyroskop, Dropbox, zintegrowana usługa Pocket, zgodny z wypożyczalnią Rakuten OverDrive

premiera rynkowa [rok]

2019

2019

2018

cena katalogowa

229,99 EUR

(1 035 PLN)

1 149 PLN

279,99 EUR

(1 260 PLN)

 

Wyraźną wpadką konstrukcyjną jest wyłącznik. Nie dość, że mały, umieszczony na bocznej krawędzi i ledwo wyczuwalny to jeszcze reagujący nie wiadomo kiedy. Z powodu jego „gumowatości” i braku wyraźnego skoku, nie da się wyczuć, czy został wciśnięty czy nie. Przy wybudzaniu z uśpienia to nie kłopot, bo od razu widać, czy czytnik został w łączony, ale gorzej przy uruchamianiu po całkowitym wyłączeniu. Z tego wszystkiego kupiłem okładkę (jak ta), która wybudza i usypia czytnik. Dzięki niej nie muszę korzystać z wyłącznika na bieżąco. Okładka ma solidne, silikonowe plecki oraz trochę słabszą klapkę typu origami, którą można przekształcić w podstawkę. W sumie jestem z niej raczej zadowolony (biorąc też pod uwagę stosunek jakości do ceny).

 

Wyłącznik umieszczony (obok gniazda microUSB) na szerszej krawędzi obudowy nie działa zbyt wygodnie

 

Aby komfortowo korzystać z czytnika ustawiłem mu usypianie i zrezygnowałem z automatycznego wyłączania. Nie wpłynęło to jakoś wyraźnie na tempo wyczerpywania się baterii. Trudno mi ocenić ile mija czasu między kolejnymi ładowniami, ale są to tygodnie, a nie dnie. Bateria jak i zarządzanie energią sprawują się w Kobo znakomicie. W okładce czytnik nie jest już tak lekki, ale trudno.

 

Fizyczne przyciski to ważny atut czytnika Kobo Forma (na górze) i Kindle Oasis 3 (na dole)

 

Kobo Forma – ekran

Kobo Forma ma dotykowy ekran E-Ink o przekątnej ośmiu cali (20,4 cm) i rozdzielczości 1920 × 1440 pikseli (300 ppi). Front czytnika jest płaski (nie licząc lekko wystającej części z przyciskami zmiany stron). Zastosowany w czytniku ekranu E-Ink Mobius to jedna z większych jego zalet, która niweluje największą wadę czytników opartych o papier elektroniczny – kruchość. Najczęściej spotykaną usterką w czytnikach jest pęknięty ekran. Wynika to m.in. z faktu, że jego bazę stanowi płytka szklana. W Kobo Formie kanwą jest w miarę elastyczny plastik, dlatego trudniej go uszkodzić mechanicznie. Identyczny ekran znajdziemy w modelu Tolino Epos 2, a podobny (tylko większy i o rozdzielczości 227 ppi) w czytniku PocketBook InkPad X.

 

Najcieplejsze (ekran po lewej) i najzimniejsze (ekran po prawej) oświetlenie ekranu

 

Również rozmiar ekranu należy uznać za atut recenzowanego czytnika. Choć standardem w świecie czytników jest przekątna 6 cali (15,2 cm), tutaj mamy ekran wyraźnie większy. Ośmiocalowy ekran jest wciąż jeszcze mobilny, a mieści się na nim więcej tekstu i rzadziej trzeba zmieniać strony. Pomimo ustawienia jak najrzadszego pełnego odświeżania ekranu (co rozdział), nie zauważyłem charakterystycznych dla papieru elektronicznego artefaktów z poprzednich stron (tzw. ghostingu).

 

Kobo Forma (po lewej) jest zauważalnie większy od największego modelu Kindle (Kindle Oasis 3 po prawej)

 

Przy porównaniu z „wzorcowym” Kindle Voyage okazuje się, że ekran w Kobo Forma ma trochę bardziej szare, mniej ciepłe tło. Kindle Voyage ma tło bardziej kremowe, przyjemniejsze dla oka. Jednak zarówno kontrast jak i nasycenie czernią tekstu w czytniku Kobo wypada przynajmniej bardzo dobrze.

 

Najcieplejsza barwa oświetlenia w Kindle Oasis 3 (pod spodem) i Kobo Forma (na górze). Na ekranie Kobo można zauważyć jaśniejszy pasek wzdłuż lewej krawędzi ekranu

 

Jedynym mankamentem ekranu jest jego oświetlenie. Co prawda światło jest rozprowadzone tak równomiernie, że trudno jest nawet dostrzec gdzie są zamontowane LED-y (11 białych i 10 pomarańczowych). Czytnik posiada także szeroki zakres regulacji zarówno poziomu natężenia jak i temperatury barwowej oświetlenia. Ciekawą opcją jest możliwość ustawienia czasu, gdy zazwyczaj czytamy w łóżku i wtedy czytnik ustawia znacznie cieplejszą temperaturę barwową oświetlenia. Jednak smutnym, ale zauważalnym wyjątkiem jest kilkumilimetrowy pasek wzdłuż jednej krawędzi, od tej strony gdzie są klawisze zmiany stron. Nie widać tego przy wysokim natężeniu światła (lub przy wyłączonym oświetleniu), ale przy niższych wartościach, można zauważyć część o odmiennej ciepłocie. Przestaje się to zauważać przy czytaniu, ale tak czy inaczej w tak drogim czytniku nie powinno mieć coś takiego miejsca. Według narzekań użytkowników na internetowych forach, chyba wszystkie egzemplarze Formy tak mają.

 

Regulacja temperatury barwowej oświetlenia odbywa się suwakiem „Natural Light” a natężenie światła reguluje „Brightness”

 

Podsumowując, choć ekran jest bardzo dobry - kontrastowy i wyraźny oraz teoretycznie „nietłukący”, to w bardzo drogim sprzęcie nie powinno być takiego feleru jak widoczny po włączeniu oświetlenia jaśniejszy pasek przy jednej z krawędzi.

 

Ekosystem Kobo

Czytniki Kobo są ściśle zintegrowane z firmową księgarnią kobo.com. Możemy w niej robić zakupy i książki od razu pojawiają się na koncie, ale e-booki po polsku są reprezentowane szczątkowo (tylko self-publishing z serwisu Smashwords). To niestety problem, ponieważ firma nie jest zainteresowana polskim rynkiem (a co za tym idzie i polskojęzycznym czytelnikiem) więc nie skorzystamy w czytniku Kobo ze wszystkich dobrodziejstw ekosystemu. A jego ograniczenia silniej odczujemy. Największym problemem jest to, że nie będziemy mogli przesłać na własne konto i na czytnik swoich e-booków. To skutkuje także brakiem synchronizacji postępów czytania wgranych samodzielnie książek między czytnikiem a firmową aplikacją mobilną. Pod tym względem ekosystem Kobo jest zamknięty. Pozostaje kopiowanie własnych plików przez kabel USB, na szczęście z tym nie ma problemu.

 

Komputerowa aplikacja Kobo Desktop umożliwia zarządzanie czytnikiem i książkami pochodzącymi z firmowej księgarni, dlatego lepiej skorzystać z Calibre

 

Kobo Forma umożliwia dostęp zarówno do serwisów bibliotecznych (np. OverDrive w Stanach Zjednoczonych) jak i abonamentów książkowych (np. Kobo Plus w Holandii), ale żadna z tego typu usług nie jest dostępna na naszym rynku.

 

Abonament Kobo Plus (e-booki i audiobooki) przetestowano najpierw w Holandii, a potem rozszerzono także na Kanadę (źródło: bol.com)

 

Nie zmienia to faktu, że do czytnika Kobo można wgrywać własne e-booki. Czytnik poprawnie odtwarza polskie teksty. Podstawowa funkcjonalność jest więc otwarta także dla nas. Braki w bezprzewodowej wysyłce własnych plików może też trochę złagodzić opcja łączności z Dropboksem czy skorzystania z zainstalowanej w Kobo przeglądarki internetowej. Można ją uruchomić z menu More/Beta Features/Web Browser. Umożliwia ona pobieranie plików ze stron WWW (np. z serwisu wolnelektury.pl).

 

Aplikacja mobilna Kobo działa domyślnie z książkami pochodzącymi z firmowej księgarni (ekran po lewej) ale można do niej zaimportować także własne pliki (ekran po prawej)

 

Dropbox – przesyłanie bezprzewodowe

Kobo Forma (jako jedyny z tej rodziny czytników) posiada opcję podłączenia do dysku sieciowego Dropbox. Można dzięki temu łatwiej wysyłać do niego własne e-booki. Więcej na ten temat można znaleźć we wpisie „Rakuten Kobo wprowadza połączenie z usługą DROPBOX w modelu KOBO FORMA”.

 

Kobo Forma - widok katalogu na dysku Dropbox

 

Pocket – czytanie później

Pocket (getpocket.com) to jedna z bardziej użytecznych (dodatkowych) funkcji, jakie mogą nas spotkać w czytniku. Korzystam z niej od wielu lat. Od wielu lat usługa jest także zintegrowana z czytnikami Kobo. Serwis umożliwia wysyłkę (okrojonych z reklam) tekstów ze stron WWW na nasze konto, a następnie korzystanie z ich np. na czytniku Kobo. Po pobraniu artykułu do pamięci czytnika, można czytać także bez połączenia z siecią na miłym dla oka ekranie. To podobnie jak w przypadku wtyczek Push to Kindle oraz usług Send-to-PocketBook czy Send to Kindle działających dla czytników PocketBook i Kindle.

 

Kobo Forma - widok artykułów zapisanych na koncie usługi Pocket

 

Usługa jest zintegrowana także z przeglądarką Firefox. Wystarczy się zalogować by z niej korzystać. Wtyczki, umożliwiające wysyłanie tekstów ze stron WWW na konto Pocket, są także dostępne dla innych przeglądarek internetowych. Usługa ma też oczywiście aplikację mobilną, która także umożliwia dodawanie tekstów. Jeśli więc czegoś nie chcemy czytać ani na komputerze ani na telefonie – można skorzystać z czytnika Kobo.

 

Mobilna aplikacja Pocket może także zapisywać artykuły np. z przeglądarki WWW na telefonie

 

Podsumowując, ekosystem Kobo nie jest dostosowany do wymagań polskiego czytelnika. Szczególnie gdy go porównamy z tym, co oferuje konkurencja. Dostęp Kobo Formy do Dropboksa i usługi Pocket trochę łagodzi niedogodności związane z brakiem przesyłki bezprzewodowej własnych plików. Trzeba z tego wszystkiego zdawać sobie sprawę przed ew. decyzją o zakupie. Jednak inne walory czytników Kobo mogą świadczyć (i przeważyć) na jego korzyść.

 

Kobo Forma – na co dzień

Rozmiar ekranu Kobo Formy (8 cali) wydaje się być największym wygodnym w użytkowaniu typowo mobilnym. Osiem cali (20,4 cm) to wciąż rozmiar, który pozwala łatwo zmieścić czytnik w plecaku czy w torebce. Osiem cali to wciąż niezbyt duży ciężar (197 g), który nie ciąży podczas dłuższego trzymania czytnika w jednej ręce (z drugą ręką na poręczy np. w miejskim autobusie). Poza tym są na rynku nawet cięższe urządzenia, a z mniejszym ekranem (np. inkBook Explore z ekranem 7,8 cala waży 242 g, PocketBook InkPad 3 Pro - 225 g). Już pierwsze wzięcie czytnika do ręki robi wrażenie. Coś jak próbowanie telefonów w sklepach operatorów telekomunikacyjnych. Człowiek bierze sprzęt do ręki, spodziewa się solidnego telefonu, a tu leciutka atrapa. Podobne wrażenie niespodziewanej lekkości ma się biorąc do ręki Kobo Formę.

 

Kobo Forma - ekran startowy 

 

Czytnik błyskawicznie wybudza się z uśpienia i nie ma co go całkiem wyłączać, ponieważ i tak dobrze radzi sobie z gospodarowaniem energią. Najlepiej wybudzać go wspomnianą wcześniej okładką. Nie znajdziemy tu menu po polsku, ale sposób korzystania jest bardzo intuicyjny. Ekran startowy zawiera (od góry) pasek stanu, okładki ostatnio czytanych książek, odsyłacz do biblioteki i poleceń z księgarni oraz (na samym dole) pasek ikon. Dają one dostęp do częściej wykorzystywanych funkcji: przejścia do ekranu startowego (Home), czytnikowego księgozbioru (My Books), poleceń księgarskich (Discovery) oraz ustawień i dodatkowych funkcji czytnika (More). Ta ostatnia opcja daje m.in. dostęp do usług takich jak Pocket (My Articles) czy Dropbox (My Dropbox oraz przeglądarki internetowej (w sekcji Beta Features). Ciekawą opcją są statystyki użytkownika (Activity), gdzie można znaleźć szczegóły dotyczące czasu czytania, przyznanych nagród za aktywność czytelniczą oraz słówka „My Words” (o tej ostatniej funkcji więcej można przeczytać we wpisie „Aktualizacja: SŁÓWKA do nauki języków OFICJALNIE dostępne w czytnikach KOBO”).

 

Ikona „More” umożliwia m.in. dostęp do plików z Dropboksa (My Dropbox), Pocketa (My Articles) i ustawień czytnika (Settings)

 

Przed pierwszym uruchomieniem czytnika, warto utworzyć konto w księgarni kobo.com, ponieważ zostaniemy poproszeni o zalogowanie się. Można też od razu podłączyć się do Dropboksa (czytnik trzeba autoryzować - „Rakuten Kobo wprowadza połączenie z usługą DROPBOX w modelu KOBO FORMA”). Jednak najlepiej książki wgrywać do pamięci czytnika samodzielnie z komputera przez kabel USB (więcej we wpisie „Jak wgrać książki do czytnika Kobo?”).

 

W ustawieniach (ekran po lewej) można zarządzać m.in. instalacją własnych i czytnikowych słowników (ekran po prawej)

 

Czytnik Kobo Forma najlepiej radzi sobie z formatem KEPUB (Kobo EPUB). Takie e-booki oferują także dodatkowe funkcje (jak np. statystyki czytania). Jeśli chcemy w pełni wykorzystać możliwości czytnika, trzeba sobie samodzielnie takie pliki przygotować. Na szczęście nie jest to trudne, ponieważ służący da zarządzania e-bookami program Calibre może to robić w locie, podczas kopiowania książki do czytnika. Można to także robić samodzielnie. Najprostszym narzędziem do tego jest chyba Kepubify (więcej na ten temat znaleźć można we wpisie „KEPUB w Kobo – PROSTO i szybko dzięki Kepubify”). Kobo Forma radzi sobie także całkiem sprawnie z powszechnie dostępnymi (także w polskich księgarniach) plikami w formacie EPUB, nie ma więc potrzeby zmiany formatu.

 

Kobo Forma - widok biblioteczki

 

E-booki znajdujące się w czytniku zebrane są z biblioteczce (My Books). Mogą być prezentowane wg tytułów, autorów, serii lub kolekcji użytkownika. Zbiór można też filtrować m.in. wg tego czy są przeczytane oraz sortować (np. wg daty dodania czy typu pliku). E-booki można tu m.in. oznaczać jako przeczytane lub je usuwać z pamięci czytnika. Niestety, brakuje tu bezpośredniego otwierania tekstów z konta Pocket (dostęp przez menu More/My Articles).

 

Dla e-booków w formacie Kobo EPUB dodatkowo dostępne są m.in. statystyki czytania

 

Otwieranie e-booków (KEPUB, EPUB) następuje błyskawicznie, nawet jeśli mamy do czynienia z opasłą książką. Zauważalnie dłużej może to trwać w przypadku formatu MOBI lub PDF. W KEPUB-ach (szczególnie) mamy do dyspozycji całkiem spore możliwości modyfikacji wyglądu tekstu. Czytniki Kobo są pod tym względem wzorcowe, zachowując jednocześnie równowagę pomiędzy funkcjonalnością a prostotą. Menu formatowania wywołuje się poprzez dotknięcie ekranu (przy otwartej książce) w jego środkowej części. Do najważniejszych ustawień wschodzi się po dotknięciu ikonki „Aa”. Znajdziemy tu jedenaście krojów czcionek, z tego dwie są bardzo udane (Caecilia, Kobo Nickel) a pięć ma kłopoty z polskimi znakami (OpenDyslexic, Kodo UD Kakugo, AR UDJingxihei, Gill Sans, Avenir Next). Na szczęście w razie potrzeby (sam takowej nie odczuwam) w czytnikach Kobo można także dodać własne czcionki poprzez wgranie ich (TTF, OTF) do katalogu „fonts”.

 

Kobo Forma - dostępne kroje czcionek z dodaną czcionką Bookerly

 

W codziennym czytaniu denerwujące jest samoczynne zmienianie wielkości czcionki między plikami różnego typu. Taki rozmiar jaki mi pasuje w artykułach ze stron WWW, może spowodować, że otwarty chwilkę później plik KEPUB będzie miał litery zbyt duże a EPUB zbyt małe. A może być też odwrotnie. Nie przeszkadza to, jak się czyta jedną książkę. Ale podczas przeskakiwania z jednego tekstu do innego, może być denerwujące.

 

Formatowanie wyglądu e-booków w Kobo daje duże możliwości a jednocześnie pozostaje proste

 

Czytniki Kobo, w tym recenzowany, nie nadają się do czytania książek w plikach PDF. Tego typu dokumenty można wyświetlić, czasem nawet z sukcesem powiększyć wybrany fragment. Ale nie da się strona po stronie czytać wygodnie o ile potrzebne jest jakieś dopasowanie do ekranu (powiększenie, obcięcie marginesów). A wiadomo, że pliki PDF zazwyczaj takiego dopasowania potrzebują (zwykle są zdefiniowane w rozmiarze kartki A4).

 

Chwalona przeze mnie przy recenzji Kobo Mini opcja przyznawania nagród czytelniczych chyba została zapomniana, bo od lat nic mi się nie zmienia na koncie

 

Kobo Forma – własne modyfikacje/usprawnienia

Oprogramowanie czytników Kobo daje duże możliwości modyfikacji, co docenią przede wszystkim zaawansowani majsterkowicze. Ale i dla początkujących pozostaje kilka ciekawych opcji bez konieczności bliższych kontaktów z czarną magią. Oto kilka przykładów zmian, których wprowadzenie w czytniku Kobo warto rozważyć:

- wgranie własnego słownika („Własny SŁOWNIK w czytniku Kobo – problem rozwiązany”);

- wgranie własnego wygaszacza ekranu („WŁASNY wygaszacz ekranu w CZYTNIKU Kobo – poradnik”);

- uruchomienie trybu odwróconych kolorów („Tryb NOCNY w czytnikach Rakuten KOBO”);

- włączenie podziału wyrazów („Podział wyrazów w czytnikach Kobo”).

 

W Kobo można doinstalować także słownik języka polskiego

 

Ja wprowadziłem także dwie zmiany w pliku konfiguracyjnym Kobo eReader.conf. Można go znaleźć w katalogu „.kobo/Kobo” czytnika i bezpiecznie zmieniać przy pomocy edytora tekstowego (np. Notepad++). Mianowicie dodanie wpisu „AutoUsbGadget=true” w sekcji „[DeveloperSettings]” wyłącza okno zapytania co zrobić z czytnikiem po podłączeniu do komputera (ładować baterię czy przejść w tryb przesyłania plików). Po dodaniu tego wpisu od razu po podłączeniu kablem do komputera, czytnik przełącza się w tryb przesyłania plików. Natomiast druga ważna zmiana to dodanie „UnlockEnabled=false” w sekcji „[PowerOptions]”. To z kolei pozwala pozbyć się konieczności dodatkowego gestu (przesunięcia palcem) do odblokowywania ekranu przy wybudzaniu czytnika. Bardzo przydatne.

 

Kobo Forma – gdzie kupić?

Czytniki Kobo nie mają w Polsce oficjalnego dystrybutora. Można je kupić w polskich sklepach internetowych, ale kosztuje to zazwyczaj znacznie więcej niż u europejskich dystrybutorów tej marki. Zarówno europejskie oddziały Amazonu, jak i szereg sklepów w Holandii czy FNAC we Francji sprzedaje czytniki Kobo i wysyła je do Polski. Rzadko bo rzadko, ale zdarzają się obniżki cen na niektóre modele tej marki. Również Kobo Forma bywa przeceniona. Kupując u oficjalnego dystrybutora w Europie, zyskujemy realną gwarancję firmy związanej z oficjalnym kanałem dystrybucji, a nie polskiego pośrednika. Katalogowa cena czytnika wynosi 279,99 EUR (ok. 1 260 PLN).

 

Kobo Forma we włoskim Amazonie (źródło: amazon.it)

 

Czytniki Kobo można kupić np. w:

- FNAC (Francja);

- Amazon (Włochy).

 

Podsumowanie

Czytanie na recenzowanym czytniku to duża przyjemność. To ergonomiczne urządzenie, na co składa się zarówno jego wzornictwo (przyciski zmiany stron) jak i sprawność działania oraz bardzo dobry, wyrazisty ekran. Podejmując decyzję na temat kupna Kobo Formy, trzeba jednak zdawać sobie sprawę z wad i zalet ekosystemu Rakuten Kobo, którego czytnik jest częścią. Jeśli świadomie zaakceptujemy ograniczenia związane z jego użytkowaniem (na przykład nie korzystamy z polskich wypożyczalni e-booków), można cieszyć się lekturą i bardzo dobrym jakościowo sprzętem. To czytnik dla osób, które obawiają się, że mogą rozbić najdelikatniejszą część w każdym czytniku, czyli ekran. Dodatkowo jego rozmiar zapewnia duży komfort czytania, choć jest wyraźnie większy od sześciocalowych modeli, Kobo Forma ma maksymalny rozmiar, który wciąż jeszcze uznać mogę za wygodny w podróży. W przypadku recenzowanego modelu znajdziemy jednak jednak dwa problemy, co nie powinno mieć miejsca przy tak drogim sprzęcie – mały i nieporęczny wyłącznik oraz jaśniejszy pasek widoczny na ekranie przy włączonym oświetleniu wewnętrznym.

 

Kobo Forma w okładce z silikonowymi pleckami i podstawką

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli budżet nie jest problemem, a chcecie bezstresowo cieszyć się „nietłukącym”, znakomitym i większym niż standardowo ekranem – warto zainwestować w Kobo Formę. Jeśli boicie się wyzwań, które niesie ze sobą ekosystem Kobo, w podobnym zakresie cenowym można skorzystać z oferty Amazonu (Kindle Oasis 3) czy PocketBooka (PocketBook InkPad 3 Pro).

 

Plusy

- większy niż przeciętnie, bardzo dobry i „nietłukący” ekran E-Ink Mobius;

- solidna konstrukcja;

-bardzo lekki jak na swój rozmiar;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- łatwa instalacja własnych słowników;

- regulacja temperatury barowej oświetlenia;

- wirtualne nagrody za czytanie;

- znakomita integracja z usługą Pocket;

- integracja z wirtualnym dyskiem Dropbox.

- powiększanie rycin zawartych w książce;

- wodo/pyłoodporność;

- ładne czcionki (Caecilia, Kobo Nickel);

- możliwość instalowania własnych czcionek;

- możliwość powiększenia tekstu w menu;

- możliwość instalacji własnego wygaszacza ekranu;

- szerokie możliwości modyfikacji oprogramowania przez bardziej zaawansowanych użytkowników.

 

Minusy

- wysoka cena;

- mały i niewygodny wyłącznik;

- jaśniejszy pasek widoczny przy krawędzi ekranu, gdy jest włączone oświetlenie;

- brak spolszczenia (słownik, menu, klawiatura ekranowa, dzielenie wyrazów);

- brak bezprzewodowej wysyłki własnych plików;

- słaba obsługa PDF;

- pięć zainstalowanych czcionek źle wyświetla polskie znaki.

 

Dane techniczne Kobo Forma (według producenta):

Wymiary: 177 × 160 × 8,5-4,2 mm;

Masa: 197 g;

Ekran: przekątna 20,4 cm (8”) Carta E-Ink, 1920 × 144o pikseli, 300 ppi, dotykowy, wbudowane przednie oświetlenie z płynną regulacją poziomu natężenia i temperatury barowej;

Procesor: 1 GHz;

Łączność bezprzewodowa Wi-Fi (802.11 b/g/n);

Kolor: czarny;

Pamięć wewnętrzna: 8 GB (ok. 6,9 GB na pliki użytkownika);

Złącze USB Micro USB 2.0;

Czcionki: 11 krojów (możliwość instalacji własnych krojów czcionek) z płynną regulacją wielkości (55 stopni);

Obsługiwane języki (menu oraz słowniki): angielski, chiński, francuski, niemiecki, hiszpański, holenderski, japoński, włoski, portugalski, turecki;

Obsługiwane formaty e-booków: EPUB, EPUB3, PDF, MOBI, TXT, HTML, XHTML, RTF, CBZ, CBR, również z Adobe DRM;

Dodatkowe cechy: wodoodporność;

 

Oficjalna strona produktu: Kobo Forma;

Instrukcja obsługi: Kobo Forma - User Guide.

 

Bieżąca wersja oprogramowania wewnętrznego: 4.26.16704

Like Reblog Comment
text 2021-02-11 07:00
Recenzja: PocketBook Color – pierwszy KOLOROWY czytnik w Europie

PocketBook jako pierwszy wprowadził pod koniec lipca 2020 r. do Europy czytnik z kolorowym ekranem w technologii papieru elektronicznego E-Ink Kaleido. Choć minęło już kilka miesięcy, a konkurencja nie śpi, to wciąż jedyne tego typu urządzenie na naszym rynku. Co prawda w Chinach pojawiły się trzy czytniki z takim samym ekranem (iReader C6, iFlytek Book C1 oraz Onyx Boox Poke 2 Color), ale nie są obecnie dostępne na rynku międzynarodowym. Po kilkumiesięcznym testowania tego pionierskiego urządzenia, zapraszam do lektury recenzji PocketBooka Color.

 

PocketBook Color

 

PocketBook Color od strony technicznej

Pod względem funkcjonalności, wyglądu i wyposażenia, PocketBook Color nawiązuje bardzo wyraźnie do obecnych na rynku innych sześciocalowych czytników tej marki. Ma między innymi identyczną kształtem srebrno-czarną obudowę. Będą więc na niego pasować okładki przeznaczone do bieżących sześciocalowych modeli tej marki. To ważne, bo nie jesteśmy skazani tylko na okładki formowe a zdecydowanie warto zakupić coś, co będzie chronić ekran. Testowałem ostatnio dwie różne z silikonowymi pleckami i sprawdzają się całkiem nieźle (wpis: „SILIKONOWE okładki na czytniki PocketBook z aliexpress.com”).

 

Przetestowane przeze mnie okładki z silikonowymi pleckami dobrze sprawdzają się z czytnikami PocketBook

 

Od najbliższego cenowo modelu - PocketBook Touch HD 3, nowość różni się (poza kolorowym ekranem oczywiście) brakiem wodoodporności oraz regulowanej temperatury barwowej oświetlenia. PocketBook Color jest też minimalnie cięższy. Pozostawiono natomiast gniazdo kart pamięci microSD, choć i tak w środku znaleźć można całkiem sporo, bo aż 14,4 GB przestrzeni na własne pliki (16 GB pomniejszone o pliki systemu operacyjnego). Zarówno gniazdo kart pamięci, jak i microUSB znajdują się na dolnej krawędzi obudowy. Tam także umieszczono wyłącznik, który jest dość mały, a gdy czytnik jest w okładce może też być trudno dostępny.

 

Porównanie parametrów czytników PocketBook Touch HD 3 i PocketBook Color

 

PocketBook Touch HD 3

(PB 632)

PocketBook Color

(PB 633)

ekran (przekątna)

15,2 cm (6”)

15,2 cm (6”)

ekran [piksele]

E-Ink Carta

1448×1072 (300 ppi)

E-Ink Kaleido

1448×1072 (300 ppi dla odcieni szarości, 100 ppi dla kolorów)

kolor [odcienie]

nie

tak [4096]

płaski front

nie

nie

ekran dotykowy

tak

tak

wodoodporność

tak

nie

wbudowane oświetlenie

tak

tak

regulacja temperatury barwowej oświetlenia

tak

(SMARTlight)

nie

pamięć wewnętrzna [GB]

16

16

procesor [GHz]

1,0 (dwurdzeniowy)

1,0 (dwurdzeniowy)

pamięć operacyjna RAM [MB]

512

512

masa [g]

155

160

wymiary [mm]

161,3×108×8

161,3×108×8

fizyczne przyciski zmiany stron

tak

tak

audio

tak (MP3, M4B)

przez adapter microUSB-minijack lub BT, TTS (Ivona)

tak (MP3, M4B)

przez adapter microUSB-minijack lub BT, TTS (Ivona)

kolor obudowy

miedziano-czarny, szaro-czarny

srebrno-czarny

dodatkowe uwagi

aplikacja Legimi, słowniki ABBY Lingvo (m.in. EN-PL), Send-to-PocketBook, Dropbox, akcelerometr, wybudzanie przez okładkę, możliwość instalowania własnych czcionek i słowników

karta microSD do 32 GB, słowniki ABBY Lingvo (m.in. EN-PL), Send-to-PocketBook, Dropbox, akcelerometr, wybudzanie przez okładkę, możliwość instalowania własnych czcionek i słowników

premiera rynkowa [rok]

2018

2020

cena katalogowa

699 PLN

899 PLN

 

Fizyczne przyciski zmiany stron znajdują się na froncie, poniżej ekranu

 

PocketBook Color jak na swój ekran (E-Ink Kaleido ma dodatkową kolorową warstwą) jest urządzeniem lekkim i zgrabnym. Nie ciąży w ręku. Komfortowi czytania dodatkowo sprzyjają fizyczne klawisze zmiany stron umieszczone na froncie poniżej ekranu. Ramka wokół niego jest dość cienka i matowoczarna, co minimalizuje odbicia światła. Ekran jest lekko zagłębiony w obudowie, front urządzenia nie jest płaski. Dzięki funkcji obracania obrazu, czytnik można trzymać zarówno pionowo jak i poziomo, a więc przyciski mogą być na dole lub z boku. Jak komu wygodniej. Żyroskop („G-Sensor” w ustawieniach czytnika) reaguje dość opieszale, więc ja go od razu wyłączam i ręcznie zmieniam orientację tekstu w razie potrzeby.

 

Wyłącznik, gniazdo kart microSD oraz gniazdo microUSB umieszczone są na dolnej krawędzi obudowy (czytnik okładce z silikonowymi pleckami)

 

Podsumowując, PocketBook Color ma takie samo przyjemne dla oka i przyjazne w użytkowaniu wzornictwo, podobnie jak inne czytniki tej marki. Jest smukły i lekki, więc okładka chroniąca ekran nie powinna ciążyć, nawet jeśli użyjemy grubszego silikonowego zastępnika firmowych akcesoriów.

 

Gdzie kupić PocketBooka?

PocketBook ma w Polsce oficjalnego dystrybutora marki, wrocławską firmę 71media. Czytniki znajdują się w ofercie wielu polskich sprzedawców elektroniki i objęte są polską gwarancją. Jednak recenzowanego modelu raczej nie zobaczymy na półkach sklepów stacjonarnych. Jedynym źródłem zakupu pozostają sklepy internetowe – np. należący do dystrybutora czytio.pl. Wszystkie sprzedawane u nas urządzenia PocketBook powinny mieć taką samą gwarancję, więc pod tym względem nie ma znaczenia, gdzie czytnik zostanie zakupiony. Byle pochodził z europejskiej dystrybucji.

 

W chwili, gdy piszę te słowa, PocketBook Color można kupić za ok. 840 PLN (katalogowa cena to 899 PLN). Przy zakupie warto od razu pomyśleć o okładce, na przykład jednej ze wspomnianych wyżej wersji z silikonowymi pleckami.

 

PocketBook Color – ekran

PocketBook Color wyposażono w dotykowy ekran o przekątnej sześciu cali wykonany w technologii papieru elektronicznego. Jest to nowy ekran określany jako E-Ink Kaleido pierwszej generacji. To niewątpliwie największy atut urządzenia, które właśnie kolorem wyróżnia się wśród konkurencji. Ekran posiada dwie warstwy. Jedna (położona niżej) odpowiada za obraz czarno-biały (16 odcieni szarości). Tu otrzymujemy obraz z najwyższą możliwą rozdzielczością – 300 ppi. Na nim można dostrzec nałożoną warstwę odpowiadającą za obrazy kolorowe. Ekran może wyświetlić do 4096 barw przy rozdzielczości 100 ppi.

 

PocketBook Color (pod spodem) pokazuje swoje atuty przede wszystkim przy publikacjach z ilustracjami (dla porównania PocketBook Touch HD 3 - na wierzchu)

 

Na pierwszy rzut oka widać, że zarówno jakość kolorów i rozpiętość barw w PocketBooku Colorze jest ograniczona. Warstwa ekranu odpowiedzialna za wyświetlanie koloru wpływa niestety także na odbiór tekstu (wyświetlanego pod nią). Z tego powodu ekran jest mniej kontrastowy niż w „zwykłych” czytnikach z ekranem E-Ink Carta (np. PocketBook Touch HD 3). Tło sprawia tu wrażenie lekko przydymionego. Ponadto na tekście, gdy się przyglądnąć, widoczna jest siatka drobniuteńkich plamek z warstwy kolorowej. Widać to szczególnie na przykład przy bezpośrednim zestawieniu z innym czytnikiem posiadającym ekran 300 ppi, choćby PocketBook Touch HD 3. Choć mikropunkciki warstwy kolorowej generalnie nie przeszkadzają w czytaniu i po jakimś czasie przestaje je się zauważać, to jednak są obecne i koniec końców lekko rozmazują czcionkę.

 

Widoczne minipunkciki siatki kolorowej warstwy ekranu E-Ink Kaleido

 

Czytnik wyposażono w oświetlenie, ale bez regulacji temperatury barwowej. Odpowiada za nie 12 białych LED-ów. Sprawia raczej zimne wrażenie, choć na szczęście nie jest niebieskie. A jest to o tyle ważne, że aby uzyskać dobry kontrast i nasycenie kolorów, w zasadzie trzeba korzystać z czytnika z włączonym oświetleniem. Ja ustawiam natężenie oświetlenia na poziomie ok. 20-30% przy tekstowych e-bookach, a 40-50% przy takich, które zawierają wiele elementów graficznych (np. komiksy). Na innych czytnikach czytam zwykle bez włączania wbudowanego oświetlenia. Światło jest rozprowadzone dość równomiernie. Przy dolnej krawędzi znajduje się lekko ciemniejsza strefa o szerokości 2-3 mm. Nie przeszkadza to w czytaniu.

 

Ekran E-Ink Kaleido pokazuje swoje atuty przy dobrym świetle zewnętrznym lub załączonym oświetleniu wewnętrznym

 

Podsumowując, czytanie na PocketBooku Colorze jest kolorowe ale mniej komfortowe niż na najlepszych czarno-białych czytnikach. Dobry efekt osiąga się albo przy bardzo dobrym świetle zewnętrznym albo przy stale włączonym oświetleniu wewnętrznym. Osoby, które i tak korzystają z wbudowanego oświetlenia nie odczują aż tak bardzo mniejszego kontrastu w nowym czytniku. Jeśli kolor jest priorytetem, można spokojnie pójść na kompromis i przymknąć oko na słabsze parametry tekstu (zobacz wpis „PocketBook Color – po co komu KOLOR?”). Ja jestem przyzwyczajony do czytania głównie przy świetle zewnętrznym i może dlatego bardziej odczuwam mniejszy kontrast ekranu E-Ink Kaleido pierwszej generacji.

 

PocketBook Color na co dzień

PocketBook Color od czasu rynkowej premiery otrzymał kilka aktualizacji oprogramowania wewnętrznego. Jest to o tyle ważne, że w ten sposób nie tylko poprawiono początkowo występujące błędy ale dodano też obsługę obu liczących się polskich wypożyczalni e-booków – Legimi oraz Empik Go. W ten sposób czytnik otrzymał taką samą funkcjonalność, jaką oferują inne PocketBooki. Obecnie czytniki mają firmware w wersji 6.1.1238 (z dnia 30 XI 2020 r.).

 

Obok wspomnianych wypożyczalni, PocketBook Color dysponuje także pozostałymi funkcjami czytników tej marki. Na czytniku można korzystać z bezprzewodowej przesyłki plików (Send-to-PocketBook) oraz synchronizacji z dyskiem sieciowym (Dropbox). Dzięki temu zarówno bieżąca prasa, jak i zakupy z polskich księgarni internetowych oraz własne archiwum e-booków mogą być łatwo dostępne przez wi-fi. Oczywiście z PocketBooka można korzystać także bez dostępu do sieci. Bez podłączenia do internetu można wgrywać książki i je spokojnie czytać zaraz po pierwszym uruchomieniu czytnika. Nie jest wymagana żadna rejestracja (co nie jest takie oczywiste u innych producentów). Jednak warto zauważyć, że podłączenie do sieci znacznie zwiększa jego funkcjonalność.

 

Ekran główny wygląda tak jak w innych czytnikach PocketBook z oprogramowaniem wewnętrznym w wersji 6.x. Mamy tu więc górne menu (wywoływane przez dotknięcie ekranu przy górnej krawędzi) zawierające dostęp do głównych narzędzi takich jak połączenie wi-fi, tryb samolotowy, synchronizacja (np. wymuszenie pobierania plików z usługi Send-to-PocketBoook) czy ustawienia oświetlenia. Środkową część poświęcono na cztery okładki ostatnio otwieranych książek. Dolną część zawiera pasek ikon, które reprezentują przypisane im aplikacje (np. Książki, Legimi, Empik Go). Użytkownik może zmieniać ich położenie oraz zamieniać już zdefiniowane na inne.

 

Ekran startowy (po lewej, kolory na zrzucie ekranu są przesterowane) można zmodyfikować, dopasowując układ ikon na dolnym pasku (ekran po prawej)

 

Ważnym atutem czytników PocketBook jest ich biblioteczka. Wszystkie książki wgrane do czytnika są zebrane w jednym miejscu. Bez względu na pochodzenie (Send-to-PocketBook, Empik Go, Dropbox itp.) i położenie (pamięć wewnętrzna, karta pamięci) są prezentowane w jednym księgozbiorze. Można je zarówno grupować (np. wg katalogów na dysku, formatów, serii) jak i porządkować (np. wg daty dodania, tytułu, autora itp.). Sprawnie działa także funkcja wyszukiwania (z polskimi znakami). To bardzo wygodne rozwiązanie, stawiające książkę na pierwszym miejscu. Książki mogą być prezentowane na trzy sposoby: lista z małymi okładkami, lista ze średniki okładkami lub tylko miniaturki okładek. Aby to wszystko sprawnie się wyświetlało, e-booki muszą mieć prawidłowe metadane. A z tym niestety bywa różnie (więcej na ten temat we wpisie „Poradnik: METADANE - poprawne OPISY e-booków dzięki Calibre”).

 

Trzy sposoby prezentacji książek w czytnikowym księgozbiorze (kolory na zrzutach ekranu są przesterowane)

 

Choć w pamięci czytnika od razu wgrane są książki, to jednak większość z nich pewnie się nie przyda i będzie trzeba wgrać własne. Przy rozpoczęciu korzystania z czytnika polecam więc poradnik „PocketBook – co USTAWIĆ na początku w czytniku z oprogramowaniem w wersji 6.x”. Dodawanie własnych książek może się odbywać zarówno przy pomocy kabla USB podłączonego do komputera, z karty pamięci microSD jak i bezprzewodowo. Czytnik najlepiej radzi sobie z plikami w formacie EPUB i takie najlepiej również kupować w księgarniach. Drugi powszechnie dostępny typ plików, czyli MOBI, może nastręczać problemów w postaci braku okładek (czyli podobnie jak w czytnikach Kindle). W takich e-bookach bywają także problemy z poprawnym wyświetlaniem tekstu (np. rozjechane linijki). W przypadku połączenia kablem wystarczy plik (np. EPUB) skopiować do pamięci urządzenia. Można to zrobić każdym menedżerem plików, ale bardzo dobrze spisuje się w tej roli także bezpłatny program Calibre. W przypadku przesyłki przez sieć czytnik posiada standardowe usługi jak Send-to-PocketBook czy synchronizacja z dyskiem sieciowym Dropbox.

 

Niekiedy pliki MOBI sprawiają kłopoty w PocketBooku (ekran po lewej), podczas gdy ten sam plik wgrany do czytnika Kindle (ekran po prawej) wygląda lepiej (poza brakiem justowania)

 

Od dawna nie zmienił się sposób definiowania wyglądu tekstu w e-bookach. Także w recenzowanym modelu dysponujemy wciąż tym samym zestawem niezbyt ciekawych krojów czcionek, trzema zakresami interlinii i marginesów. Brakuje opcji wymuszenia justowania tekstu. Menu formatowania wywołuje się standardowo, dotknięciem ekranu w środkowej części. Dziś takie opcje modyfikacji wyglądu e-booka to trochę za mało, żeby dorównać bardziej rozbudowanym opcjom u konkurencji (np. Kobo). Choć z drugiej strony niewątpliwym atutem takiego uproszczenia jest klarowny i przyjazny wygląd opcji formatowania. Na szczęście można trochę wzbogacić możliwości czytnika poprzez samodzielne wgranie ulubionej czcionki. Czytnik akceptuje pliki TTF lub OTF, a sam sposób jest opisany w wyżej wspomnianym poradniku.

 

Zmianie nie uległo menu formatowania (ekran po lewej) i zestaw czcionek (ekran w środku) za to wyświetlanie zegara i numeracji stron (ekran po prawej) umieszczone są teraz w menu „Ekran” - to zmiana w porównaniu do poprzednich wersji oprogramowania czytników PocketBook

 

W nowym oprogramowaniu czytników PocketBook, które po raz pierwszy zastosowano w recenzowanym modelu, można powiększać ryciny zawarte w tekście. Aby powiększyć rycinę, należy dotknąć ekranu w miejscu gdzie jest wyświetlana. Powinna wtedy ukazać się ikonka z czterema strzałkami. Gdy ją wybierzemy, uruchamiamy tryb powiększania i regulacji natężenia barw. Niestety, w codziennej praktyce bardzo często ikonkę powiększania wywoływałem niechcący, wykonując gest zmiany strony, na przykład dotykając ekranu przy krawędzi. W praktyce okazywało się, że na stronach z rycinami muszę dwa razy dotykać ekranu, aby zmienić stronę. W gazetach czy innych publikacjach z dużą ilością ilustracji bywa to denerwujące. Moim zdaniem dotknięcie przy krawędzi ekranu powinno zawsze zmieniać stronę, a dopiero wskazanie obszaru bliżej środka mogłoby wywoływać tryb powiększania rycin. Ta opcja, choć bardzo przydatna, powinna być jakoś inaczej (d)opracowana. Podobnie powinno się stać z funkcją wyświetlania numeracji stron. Są one obliczane wielokrotnie od nowa raz za razem podczas kolejnych otwarć danego e-booka. Spowalnia to działanie czytnika, szczególnie przez kilka chwil po otwarciu książki.

 

Trzy sposoby wyświetlania numeracji stron: wg ekranów (ekran po lewej) z dodaną liczbą ekranów do końca rozdziału (ekran środkowy) oraz w przeliczeniu na strony książki (ekran po prawej)

 

W PocketBookach jestem przyzwyczajony do stosunkowo rzadkiego podpinania do ładowarki. Raz na trzy tygodnie na przykład przy normalnym użytkowaniu. Korzystanie z recenzowanego czytnika wiąże się jednak z częstszym ładowaniem akumulatora. Nie wiem, czy wynika to z większego zużycia energii na odświeżanie dodatkowej warstwy kolorowej, czy z faktu, że czytając na tym czytniku, wyjątkowo cały czas mam włączone oświetlenie ekranu. Zapewne chodzi bardziej o to drugie. PocketBook Color był przeze mnie ładowany co mniej więcej półtora tygodnia.

 

Kolorowy ekran to także nowe możliwości pracy z tekstem (kolory na zrzutach ekranu są przesterowane)

 

Podsumowując, PocketBook Color dostarcza nowych (w porównaniu do czarno-białych czytników) wrażeń, choć jest to okupione trochę mniejszą prędkością działania. Pozostaje mieć nadzieję, że producent usprawni działanie oprogramowania aby otwieranie plików, przeliczanie stron. otwieranie przypisów czy zmiana wyglądu tekstu odbywało się sprawniej.

 

Legimi i Empik Go

Ważnym atutem recenzowanego czytnika jest obsługa obydwu liczących się obecnie na naszym rynku wypożyczalni e-booków. Aplikacja Legimi jak i Empik Go powinna znajdować się w czytniku już po pierwszym uruchomieniu. Jeśli ich brak, trzeba zaktualizować oprogramowanie wewnętrzne (o ile jest starsze niż 6.1.1238) i ew. potem przesłać numer seryjny urządzenia do wsparcia technicznego PocketBooka. Po dodaniu czytnika do bazy producenta, aplikacje powinny pojawić się przy włączonym wi-fi (ew. po restarcie).

 

Wygląd mojej półki w aplikacji Legimi (ekran po lewej) i Empik Go (ekran po prawej)

 

Korzystanie z obydwu wypożyczalni odbywa się podobnie. Opłacamy comiesięczny abonament, dzięki czemu zyskujemy dostęp do kilkudziesięciu tysięcy polskojęzycznych e-booków (nie działają tu audiobooki). Czytnik musi się (przynajmniej raz na miesiąc) zsynchronizować z usługodawcą w celu weryfikacji naszego abonamentu oraz pobierania nowych książek. Synchronizuje też postępy czytania. W obydwu przypadkach książki najwygodniej jest dodawać na swoją półkę w aplikacji mobilnej lub na komputerze przez stronę WWW.

 

Książki pobrane do pamięci czytnika czy to z Legimi, czy z Empik Go są traktowane tak samo jak inne e-booki. Mają dzielenie wyrazów, można je przeglądać w biblioteczce, korzystać w nich ze słowników, podkreśleń, notatek itp. Warto pamiętać, że będą się w czytniku otwierać tak długo, jak będziemy opłacać abonament. Jak to w płatnej wypożyczalni.

 

Dodatkowo - audiobooki

Czytnik umożliwia także odsłuch książek i plików audio. Nie ma wbudowanego głośnika, więc dźwięk można przesyłać za pomocą przejściówki microUSB-minijack lub bezprzewodowego połączenia BT. Pierwszym sposobem na słuchanie jest odczyt na głos przez mechanicznego lektora (TTS) Ivona. Do wyboru jest m.in. kilka polskich głosów, które można pobrać z poziomu menu e-booka (ikona „Na głos” na dolnym pasku menu formatowania e-booka). Czytnik sprawnie rozpoznaje i odtwarza także pliki audio np. w formacie MP3. Do słuchania audiobooków w takiej formie służy aplikacja „Audiobooki”, która umożliwia kontynuację narracji w ostatnio słuchanym miejscu.

 

E-booki można odsłuchiwać przy pomocy TTS, wybierając opcję „Na głos” (ekran po lewej) przy użyciu kabla audio lub BT (ekran po prawej)

 

Podsumowanie

PocketBook Color to wszechstronna i ciekawa propozycja dla osób, które chcą czytać na ekranie z papieru elektronicznego, a przyda im się kolor. Kolorowy ekran EiInk Kaleido pokaże swoją wartość szczególnie przy komiksach tudzież e-bookach zawierających mapy, zdjęcia czy wykresy. Jakość i wierność odwzorowania kolorów odstaje od tego, na co możemy liczyć w nowoczesnych tabletach oraz smartfonach, ale póki co nie ma alternatywy dla recenzowanego PocketBooka. To pierwszy i wciąż jedyny dostępny na naszym rynku czytnik z kolorowym ekranem E-Ink.

 

PocketBook Color

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli pracujecie dużo z książkami wymagającymi koloru (komiksy, publikacje z kolorowymi ilustracjami) a dbacie o oczy, to warto rozważyć zakup kolorowego PocketBooka. Oczy na pewno docenią rezygnację z męczącego ekranu w tablecie czy komputerze. Ale jeśli jesteście pożeraczami „zwykłych” e-booków, to czytnik wyposażony w bardzo dobry czarno-biały ekran z regulowaną temperaturą barwową oświetlenia (np. PocketBook Touch HD 3 lub większy PocketBook InkPad 3) zapewni lepszy odbiór tekstu.

 

Plusy

- kolorowy ekran (jedyny w Europie czytnik z kolorowym ekranem E-Ink Kaleido pierwszej generacji);

- możliwość powiększania rycin zawartych w tekście;

- kolorowe zaznaczanie tekstu;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- niewielka masa (w stosunku do rozmiarów);

- równomierne oświetlenie ekranu;

- współpraca z Legimi i Empik Go;

- największe (wśród czytników) możliwości dopasowywania PDFów do ekranu czytnika;

- możliwość eksportu notatek;

- dzielenie wyrazów według polskich reguł;

- polskie menu, instrukcja obsługi oraz klawiatura ekranowa w czytniku;

- mnogość czytanych formatów plików;

- duże możliwości dopasowania (np. wgrania czcionek, ustawienia wygaszacza ekranu, zdefiniowania funkcji przypisanych do klawiszy);

- możliwość wyłączenia dotyku na ekranie;

- bezprzewodowa wysyłka książek do czytnika (także zakupów bezpośrednio z polskich księgarń);

- możliwość powiększenia objętości pamięci przy użyciu karty microSD.

 

Minusy

- warstwa kolorowa pogarsza odbiór tekstu z warstwy czarno-białej (przez co kontrast obrazu jest mniejszy niż w podobnych czytnikach czarno-białych);

- ograniczona liczba kolorów;

- blade kolory;

- dobry odbiór kolorów przy włączonym oświetleniu lub mocnym świetle zewnętrznym;

- wolniejsza reakcja na działanie użytkownika (np. zmiana strony) niż w czytnikach czarno-białych;

- krótszy czas pracy na baterii niż w czytnikach czarno-białych;

- brak zainstalowanej domyślnie ładnej czcionki;

- brak możliwości wymuszenia wyrównywania tekstu e-booka do lewego i prawego marginesu (justowania);

- spowolniona reakcja na niektóre działania użytkownika.

 

Parametry techniczne: (PB 633) PocketBook Color (wg producenta)

Ekran: przekątna 6 cali (15,2 cm) ekran E-Ink Kaleido pierwszej generacji z wbudowanym oświetleniem i rozdzielczością 1448×1072 piksele (dla tekstu), 16 odcieni szarości, dotykowy, 300 ppi, 4096 kolorów (100 ppi), wbudowane oświetlenie;

Masa: 160 g;

Rozmiary: 161,3×108×8 mm;

Pamięć: ok. 14,4 GB wewnętrznej (16 GB pomniejszone o pliki systemu operacyjnego);

Czcionki: 15 krojów łacińskich czcionek (możliwość dodawania własnych);

Obsługiwane formaty tekstowe: EPUB DRM, EPUB, PDF DRM, PDF, FB2, FB2.ZIP, TXT, DJVU, HTML, DOC, DOCX, RTF, CHM, TCR, PRC (MOBI), ACSM, CBR, CBZ;

Obsługiwane formaty graficzne: JPEG, BMP, PNG, TIFF;

Obsługiwane formaty dźwiękowe: M4A, M4B, OGG, OGG.ZIP, MP3, MP3.ZIP;

Łączność: Wi-Fi, BT, microUSB;

Procesor: 1 GHz (dwurdzeniowy);

Pamięć RAM: 1 GB;

Gniazdo kart pamięci: microSD do 32 GB;

System: linux;

Główne funkcje: Dropbox, Send-to-PocketBook, czytnik kanałów RSS, kalkulator, zegar, kalendarz, słowniki (29 w tym angielsko-polski), gry (szachy, pasjans, Sudoku, Scribble, kolorowanka), przeglądarka zdjęć, PocketBok Cloud lub Legimi i Empik Go;

Bieżąca wersja oprogramowania wewnętrznego: 6.1.1238 (z dnia 30 XI 2020 r.)

 

Oficjalna strona produktu: https://pocketbook.pl/pl-pl/catalog/color-screen-pl/pocketbook-color-pl

Like Reblog Comment
review 2020-12-22 12:46
Recenzja: „Ferdinand Porsche. Ulubiony inżynier Hitlera”

W książce „Ferdinand Porsche. Ulubiony inżynier Hitlera” opisano z jednej strony kamienie milowe zawodowej kariery konstruktora, z drugiej całkiem sporo miejsca poświęcono także jego konstrukcjom. Za zdecydowanie słabą stronę książki uznaję mnożące się opisy kolejnych modeli silników, które powstawały głównie w okresie międzywojennym. Pierwszy opis próbowałem zrozumieć, przy piątym przeleciałem tekst wzrokiem. Ale już przy nastym akapicie wskazującym niuanse różniące kolejną wersję od poprzedniej, zwyczajnie pominąłem całość opisu. I tak dość konsekwentnie postępowałem przez sporą część pierwszej połowy książki. Pod tym względem publikacja nadaje się raczej dla znawców i pasjonatów tematu. Ja wymiękałem...

 

Volkswagen garbus na Durbar Square w Patanie (Nepal, 2003 r.)

 

Ramię dźwigni było wprowadzane w ruch przez poziomy pręt przytwierdzony do trzpienia od strony dopływu powietrza do silnika. Pręt ten służył jako cięgno i do sprężania. Poruszany w górę przez popychacz na jego spodzie, otwierał zawór wylotowy, a ściągany w dół – zawór wlotowy. W rozwiązaniu opatentowanym przez Fiata podobny efekt ściągania, związany z pokonywaniem oporu sprężyny płytkowej, uzyskiwano za sprawą zastosowania jeszcze mocniejszej sprężyny zwojowej przy popychaczu, który wywierał nacisk na garb krzywki. Z kolei Porsche znalazł bardziej eleganckie rozwiązanie tego problemu: dwie krzywki, rozmieszczone obok siebie, ograniczały ruchomość pręta. ”

Karl Ludvigsen „Ferdinand Porsche. Ulubiony inżynier Hitlera”

 

Na szczęście te techniczne opisy dotyczące mocy i szczegółów rozwiązań technicznych w kolejnych prototypach to około jedna piąta książki i nawet dla takiego laika jak ja okazały się do przełknięcia (ominięcia). A to dlatego, że nie przesłaniają one największych atutów opracowania, a mianowicie całkiem sporej garści informacji na temat zarówno kolejnych pomysłów Porschego jak i jego życiowych perypetii. Nie bez znaczenia są liczne zdjęcia ukazujące zarówno samego konstruktora czy osiągnięcia.

 

W sumie po książkę sięgnąłem głównie ze względu na ciekawość dotyczącą „garbusa”, a okazało się, że poznałem człowieka, który przez całe zawodowe życie pchał do przodu zarówno przemysł samochodowy jak i lotniczy. I co dla mnie było dość zakasujące, związany był niezwykle silnie z wysiłkiem zbrojeniowym zarówno swojej pierwszej ojczyzny – Austro-Węgier jak i drugiej – III Rzeszy. Porsche, jak można się było domyślić po tytule książki, faktycznie jawi się też jako ulubiony inżynier Hitlera. Choć w pierwszej połowie XX wieku nie brakowało na terenie Niemiec niezwykle uzdolnionych ludzi, to wydaje się, że Porsche był wyjątkowo płodnym intelektualnie człowiekiem, który potrafił zgromadzić wokół siebie ludzi wspierających go pod wieloma względami. Dlatego wybaczam autorowi te liczne techniczne opisy i cieszę się, że po publikację sięgnąłem. Książkę mogę polecić nie tylko pasjonatom, ale też osobom zainteresowanym rozwojem dwudziestowiecznego przemysłu. Zadziwiające, jak wiele produktów wciąż obecnych na rynku, miało swoje początki ponad sto lat temu.

 

Karl Ludvigsen „Ferdinand Porsche. Ulubiony inżynier Hitlera”

 

Warto jeszcze dodać, że tytuł książki może być trochę mylący, ponieważ nacisk nie jest w niej położony wyłącznie na relacje pomiędzy Adolfem Hitlerem a Ferdinandem Porsche. Choć przyznam, że całkiem sporo i o tej stronie życia konstruktora się dowiedziałem. Jednak, co tu dużo gadać, książki z „Hitler” w tytule pewnie nieźle się u nas sprzedają, nie dziwi więc zabieg wydawcy.

 

E-book „Ferdinand Porsche. Ulubiony inżynier Hitlera” Karla Ludvigsena oferuje m.in. księgarnia Ebookpoint czy LitRes (w LitRes podając kod 10CYFR przy zakładaniu konta – zakładka „Kupon” – można otrzymać 10 PLN zwrotu za zakupy o wartości 20 PLN).

 

More posts
Your Dashboard view:
Need help?