logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: IFA-2012
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-05 13:13
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część I

Przyszła kolej na recenzję trzeciego czytnika książek elektronicznych pretendującego do miana najmniejszego z najmniejszych. Trekstor Pyrus Mini – czytnik z ekranem 4,3 cala. Postaram się więc przy tej okazji porównać Trekstora Mini z Kobo Mini oraz Larkiem 4.3.

 

TrekStor Pyrus Mini – ekscytujące urządzenie?

 

Trudno jest recenzować czytnik, który wzbudza emocje. Z drugiej strony, jak tego nie zrobić? Współczesny świat pełen jest nudnych rzeczy takich jak na przykład gotowe dania, plastikowe zabawki pochodzące z plastikowego zagłębia gdzieś w Chinach, programy rozrywkowe polskich stacji telewizyjnych czy w końcu czytniki książek, które nigdy się nie psują a nawet jak na nich usiądziemy to i tak przyślą nam ze Stanów nowy. Jak żyć w takim nudnym świecie? Potrzebna jest jakaś niepewność, jakaś rysa w szarobetonowej rzeczywistości, jakieś wyzwanie – na przykład czytnik widmo! Właśnie takiego enigmatycznego urządzenia dotyczy ten test.

 

TrekStor Pyrus Mini

 

 

Moje pierwsze spotkanie z TrekStorem Pyrusem Mini miało miejsce na targach IFA 2012 w Berlinie. Odwiedziłem wtedy stoisko niemieckiego „producenta”. TrekStor Mni pojawił się nagle znikąd w rękach przedstawiciela firmy, zupełnie jak na pokazie dobrego prestidigitatora. Czytnik od razu zdobył serca towarzyszących mi osób płci pięknej, a poniekąd również i moje. A efektem tego zauroczenia był zakup... Kobo Mini. Bywa i tak.

 

Jednak myśl o malutkim, niedrogim, prostym czytniku wciąż kwitła w mojej głowie. I oto rok później znowu byłem w Berlinie, znowu przy okazji tagów IFA 2013, znowu odwiedziłem stoisko TrekStora. Jakże inne to było spotkanie, a jednak jakże ekscytujące! Tym razem Pyrus Mini prezentowany był zupełnie oficjalnie. Wyglądał tak jakoś przyćmiony (nomen omen) blaskiem premierowego Pyrusa 2 LED. Już myślałem, że nic ekscytującego mnie tym razem nie spotka, ale przedstawicielka firmy postarała się, aby mój pobyt w Belinie nie był nudny. Zmotywowany znacznymi obniżkami cen Pyrusa Mini w Niemczech, spytałem ją „gdzie mogę kupić Mini w Berlinie”. Nie wywlekałem wcale na światło dzienne takich faktów jak:

- jesteście niemiecką firmą;

- jesteśmy w stolicy Niemiec;

- jesteśmy na targach, gdzie pokazujecie czytniki;

- chcę kupić niemiecki czytnik w Niemczech przy okazji niemieckich targów.

Ale takie argumenty kołatały się tylko w mojej głowie, lecz albo grzeczność albo ograniczona znajomość języka niemieckiego nie pozwoliła mi ich użyć w dyskusji. W wyniku rozwlekłych dywagacji po angielsku i trwającego mniej więcej tyle co ostatnia epoka lodowcowa pobytu przedstawicielki firmy na zapleczu stoiska, otrzymałem wskazówkę na temat możliwości kupna Pyrusa Mini w stołecznym mieście w samym środku Europy (znaczy w Berlinie, a nie w Warszawie czy Krakowie). Oczywiście nie była to zwykła odpowiedź typu „na Friedrichstrasse 55 w cenie X euro”, ale tajemnicza (czysta) serwetka z odręcznie nagryzmoloną informacją w stylu „gdzie ukryto skarb piratów”.

 

Mapa piratów otrzymana od przedstawicielki TrekStora w Berlinie

 

Do poszukiwań zabrałem się dość standardowo, czyli sprawdziłem adresy, nazwy, linie metra. Ale rzeczywistość miała mnie jeszcze zaskoczyć. We wskazanych miejscach nie dość, że nie było czytnika, to jeszcze nie było tych miejsc. Zupełnie jakby coś stało się z tym miastem, czego pani z TrekStora nie zauważyła. Nie wiem czego... upadku Muru Berlińskiego, wkroczenia czterech pancernych i psa, a może likwidacji wskazanej sieci księgarskiej? Dość powiedzieć, że z Berlina wróciłem bez czytnika. Ale to tylko wzmogło moją chęć zdobycia zakazanego dobra. Oczywiście zakup w firmowym sklepie za firmową cenę (plus firmowe koszty przesyłki do Polski) uznałem za zbyt nudne. Ostatni akt zakupowej epopei rozegrał się więc na niemieckiej wersji serwisu „aukcyjnego” w postaci kilku przegranych i jednej wygranej aukcji. Tak, nie mylicie się! Napisałem o aukcjach, w których licytowałem Trekstora. To prawda, że w niektórych krajach na serwisach aukcyjnych wciąż niektóre dobra sprzedawane są w drodze aukcji! Wiem, że trudno w to uwierzyć bazując na polskich doświadczeniach, ale możecie mi wierzyć na słowo. I w końcu jako posiadacz dobra niemal spod lady (IFA 2012), po wielu wysiłkach przypominających lata komunistycznej gospodarki niedoboru (IFA 2013) stałem się posiadaczem unikalnego (jak dla mnie) egzemplarza TrekStora Pyrusa Mini. Czyż nie jest to ekscytujące urządzenie?

 

Dostęp do Pyrusa Mini nie jest łatwy

 

 

Czytnik – garść faktów

 

Trekstor Pyrus Mini to czytnik książek elektronicznych z ekranem wykonanym w technologii papieru elektronicznego o przekątnej 10,9 cm (4,3"). Dostarczany jest do Europy przez niemiecką firmę TrekStor, specjalizującą się w peryferiach komputerowych, tabletach jak i czytnikach e-booków właśnie. Jego większy odpowiednik – Trekstor Pyrus – był obecny na rynku polskim w roku 2012 w sieci sklepów Empik. W innych sklepach w Polsce jak i za granicą jest on zresztą sprzedawany do dziś. Być może Empik wycofał Pyrusa z oferty, ponieważ przestraszył się pozwu, jaki został złożony przeciw TrekStorowi przez dominującą na rynku papieru elektronicznego amerykańską firmę E Ink. Ona to dostarcza wyświetlacze m.in. do czytników Amazona czy Kobo a do urządzeń TrekStora zaś robiła to Guangzhou OED Technologies. I właśnie ta ostatnia posądzana jest o skopiowanie chronionej patentami technologii E Ink. Wciąż trwa batalia sądowa w Niemczech a pierwszych rozstrzygnięć strony spodziewają się podobno najwcześniej za kilkanaście miesięcy. Póki co czytniki TrekStora z ekranami z Chin będą więc dostępne na rynku europejskim. Ale TrekStor również zabezpiecza się, wprowadzając właśnie na rynek czytnik z ekranem E Ink Pearl i oświetleniem (Pyrus 2 LED).

 

Kobo Mini i TrekStor Pyrus Mini

Kobo Mini (po lewej) i TrekStor Pyrus Mini (po prawej)

 

Pyrus Mini jednak, jak na razie, oficjalnie do Polski nie trafił. A szkoda, bo jest to urządzenie warte uwagi i mogące sprawić wiele radości (a nawet może być ekscytujące; ale nie wiem, czy Wam życzę takich ekscytacji jakie mnie spotkały w Berlinie). Wydaje się być szczególnie przydatnym dla tych czytelników, którzy dużo czasu spędzają w komunikacji miejskiej. No i nie chcą wydać na czytnik zbyt dużo a mieć urządzenie przyzwoitej jakości. Gdybym był sprzedawcą w polskim serwisie „aukcyjnym” i sprzedawał na przykład żel do ciała przydatny w solarium, w tym miejscu bym napisał „to super gadżet za małe pieniążki”. Ale nie zrobię tego, ponieważ z miejsca sam bym znienawidził jak i Wam zohydził coś, co z takim trudem zdobyłem. Z tym żelem to trochę przesadziłem, bo jakiż to gadżet, ale taka oferta sprzedaży pojawiła się jako jedna z pierwszych gdy wpisałem w wyszukiwarkę frazę z owymi „małymi pieniążkami”.

 

Chowając Pyrusa Mini do kieszeni trzeba pamiętać, do której, żeby uniknąć przygód p. Hilarego

 

Pyrus Mini jest urządzeniem bardzo poręcznym. Waży zaledwie 111 g przy rozmiarach 85 mm x 128 mm x 9 mm. Ekran wykonany w technologii cyfrowego atramentu ma przekątną 10,9 cm (4,3 cala). Czyni go to z wielu względów czytnikiem naj... Jest to obecnie najmniejsze, niemal najlżejsze i co ważne - najtańsze urządzenie do czytania e-booków dostępne na rynku. Napisałem powyżej „niemal najlżejsze”, ponieważ Wexler One jest o 1g lżejszy (przy większym ekranie).

 

Na taki czytnik należy moim zdaniem zwrócić uwagę. Wspomniałem już, że mnie spodobał się od pierwszego wejrzenia przy okazji odwiedzin na stoisku TrekStora w czasie berlińskich targów IFA 2012. Już wtedy trudno go było nazwać najbardziej innowacyjnym lub zaawansowanym technologicznie, zapewne nie to było priorytetem przy jego projektowaniu. Pomimo prostoty jednak coś w sobie ma. Być może moja opinia wynika z faktu, że wiele książek przeczytałem na trochę mniejszym i też niezwykle poręcznym urządzeniu – palmtopie Palm Tungsten|C.

 

 

TrekStor Pyrus Mini nie jest pierwszym ani jedynym małym czytnikiem e-booków. Przy okazji recenzji Kobo Mini wspominałem między innymi o porównywalnych poprzednikach. Były to: Sony PRS-350, Bookeen Cybook Opus, PocketBook 360. Najpoważniejszym konkurentem Pyrusa Mini, obok Kobo Mini, jest obecnie Pocketbook 515 Mini, który miał premierę na targach IFA 2013. Jest on dostępny w Polsce przez oficjalnego dystrybutora. Ponadto na rynku rosyjskim jak i na targach IFA 2013 pojawiły się też klony pochodzące zapewne z tej samej taśmy produkcyjnej, co Pyrus Mini. W Berlinie podobne urządzenie prezentowali Hiszpanie (nie widać go na ich stornie WWW), a w sieci można obecnie znaleźć kilka zbliżonych możliwościami urządzeń dostępnych w Rosji. Jest to m.in. Ritmix RBK-200 oraz teXet TB-446.

 

Czy to najtańszy czytnik również dla nas?

 

Czytnik nie jest oficjalnie sprzedawany w Polsce. Na stronie producenta oferowany jest obecnie (wraz z etui) za 44 EUR, ale trzeba jeszcze doliczyć koszty przesyłki do Polski. Jednak zarówno w sieciach sklepów stacjonarnych z elektroniką jak i w jednym ze sklepów internetowych był wcześniej w RFN oferowany za 29 EUR. O ile w sklepach stacjonarnych wyprzedał się błyskawicznie, o tyle w redcoon.de raz po raz jeszcze się w takiej cenie pojawiał wielokrotnie. I równie szybko znikał. Pozostaje mieć nadzieję, że więcej przecenionych urządzeń trafi jeszcze na rynek.

 

Jak wspomniałem wcześniej, klony małego TrekStora oferowane są też przez sklepy rosyjskie, białoruskie i ukraińskie. Za Bugiem jest to wersja m.in. z dwukrotnie większą pamięcią, obsługą mp3 i dodaną ładowarką. Komplet do nabycia za równowartość około 200 PLN.

 

TrekStor Pyrus Mini zdobyty i zrecenzowany

 

Pomimo, że nie udało mi się kupić Pyrusa Mini podczas pobytu w Berlinie. Pomimo, że profesjonalizm obsługi stoiska TrekStora na targach IFA 2013 raczej osłabił niż zachęcił mnie do kontaktów z produktami przez nich sygnowanymi, jednak w końcu uznałem, że 29 EUR jest ceną obok której nie można przejść obojętnie. I oto po wygranej licytacji na niemieckiej wersji serwisu aukcyjnego oraz kilku miesiącach użytkowania czytnika mogę zaprezentować jego recenzję.

 

P.S. Już teraz zapraszam na drugą część recenzji czytnika TrekStor Pyrus Mini. Już wkrótce na Booklikes...

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-09-12 18:51
Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2013 w Berlinie - część I

Zapraszam na relację z targów IFA 2013. Jak już pisałem w zeszłym roku, berlińskie targi są dobrym miejscem do sprawdzenia „co w eCzytnikach piszczy”. Postanowiłem to sprawdzić i w tym roku.

 

IFA 2013

 

IFA 2013

Berlińskie targi i w tym roku przyciągnęły wystawców związanych z czytnikami książek elektronicznych. Ponownie wydzielono salę eLibrary, ale mam wrażenie, że w tym roku sala w mniejszym stopniu zajęta była przez firmy specjalizujące się w czytnikach. Może wynika to choćby z faktu, że jedna z firm – TrekStor przeniósł się w inne miejsce. Usytuowała swoje stanowisko bliżej Logitecha i Creative'a zamiast w sąsiedztwie Kobo i PocketBooka. Z powodu mniej niż umiarkowanej znajomości języka niemieckiego nie zajmowałem się bliżej ofertą wydawnictw elektronicznych. W tym roku udało mi się zobaczyć ofertę podobną jak poprzednio. Swoje czytniki prezentowały: Kobo, PocketBook, TrekStor, Sony oraz Wexler. Dość dużą powierzchnię wynajęto również dla amazon.de, ale nie miałem do niej dostępu, ponieważ nie reprezentowałem „poważnych” mediów ani partnerów biznesowych Amazona. Prezentacje nowego „all-new” Kindle Paperwhite oglądałem zapewne tak samo jak Wy, a więc na engadget.com. Ale byłem blisko, bo zapewne od samego czytnika dzieliła mnie cienka ścianka odgradzająca stoisko amazon.de od tłumów odwiedzających targi. Poza kindelkiem pokazano jednak w Berlinie i inne nowości. Do najważniejszych należy zaliczyć Kobo Aura, PocketBook Mini i TrekStor 2 LED. Niejako „poza konkursem” na stoisku PocketBooka pokazywano też (na wyraźne żądanie) okładkę do smartfona ze zintegrowanym ekranem eInk.

 

Stoisko Kobo

 

Kobo

Od zeszłego roku wiele się zmieniło na stoisku Kobo. Zdecydowanie rozszerzyła się oferta czytników i tabletów. Poza tabletami zwiedzający mogli zapoznać się z Kobo Mini, Kobo Glo, Kobo Aura HD i najnowszym czytnikiem – Kobo Aura. Ten ostatni wzbudzał największe zainteresowanie, ponieważ nie ma go jeszcze w niemieckich sklepach z elektroniką. Wyróżnia się też bardzo pozytywnie wzornictwem spośród innych prezentowanych czytników. Ma mianowicie całkiem gładki, jednolity front, zupełnie jak w droższych smartfonach czy tabletach. W odróżnieniu jednak od tych ostatnich - nie widać na nim efektu lustra, czyli zachowuje się jak inne matowe ekrany z elektronicznego papieru. I jeszcze jedno - w odróżnieniu od „starego” Kindle Paperwhite nie udało mi się w Kobo dostrzec nierówności oświetlenia. Kanadyjczycy podkreślali też kolejną innowację w Kobo Aura polegającą na regulacji oświetlenia ekranu przy pomocy dotyku, bez wchodzenia do opcji menu. Przesuwanie palcem w górę ekranu zwiększa jasność a ruch w dół – zmniejsza. Zarówno z Kobo Aura jak i Kobo Aura HD spotkało mnie jednak także niepowodzenie – nie udało mi się odczytać w tych czytnikach książek zapisanych na mojej karcie microSD. Nie miałem z tym problemu w innych urządzeniach prezentowanych na targach. Co prawda obsługa stoiska twierdziła, że prezentowane czytniki Kobo Aura są wersjami przedprodukcyjnymi, stąd możliwe niedociągnięcia, ale chyba Kobo Aura HD jest już od dawna na rynku. Pytano mnie także, gdzie formatowałem moją kartę, nie sądziłem jednak żeby to miało jakieś istotne znaczenie. Nie udało mi się sprawdzić jak wyglądają polskie EPUBy czy MOBI. Z szybkiego przeglądu forum mobileread.com można jednak wyciągnąć wniosek, że kartę używaną w Kobo (w razie kłopotów z odczytem) należy sformatować narzędziem SD Formatter z oficjalnej strony SD Association (https://www.sdcard.org/downloads/formatter_4/).

 

Od lewej: Amazon Kindle Paperhite, Kobo Aura HD, Kobo Mini

 

Od lewej: Kobo Aura, Kobo Mini

 

PocketBook

Niewiele gorzej, choć na dwukrotnie mniejszej powierzchni, zaprezentował się PocketBook. Pokazano PocketBook Mini, PocketBook Touch Lux oraz PocketBook Color Lux. Nie zabrakło także prototypowego urządzenia Pocketbook Cover Reader w postaci przykrywki na ekran Samsunga Galaxy S4 wykonanej częściowo z ekranu eInk. Był to najczęściej filmowany i fotografowany sprzęt na stoisku Ukraińców. Przedstawiciel producenta stwierdził, że na razie można spodziewać się wersji dla Galaxy S4, a dopiero później ewentualnie na inne androidowe smartfony. Mnie bardzo podobał się również PocketBook Mini (przekątna ekranu 5 cali), który wygląda solidnie, działa bardzo sprawnie i jest poręcznym urządzeniem. Cenowo jak na razie nie jest konkurencyjny w stosunku do Kobo Mini. Obecnie w niemieckich sklepach Kobo można kupić za niecałe 39 EUR a PocketBook Mini za prawie 60 EUR (a u nas jeszcze drożej). Jednak obok wspomnianych wcześniej atutów, również małe rozmiary i waga na pewno przysporzą mu zwolenników. Dla odmiany kolory PocketBooka Color Lux nie zachwyciły mnie, ale też po wcześniejszych doniesieniach nie spodziewałem się niczego spektakularnego. Kolory są blade, takie półprzezroczyste i jakby lekko zmieszane z błotem. Daleko im do czegoś co można określić słowami „pełne” lub „nasycone”. Zapewne potrzebujemy kolorowych książek, które szczególnie by się przydały w przypadku podręczników szkolnych, ale to na razie jeszcze nie ten etap, kiedy należy chwytać za portfel.

 

Stoisko PocketBook

 

Nagrywanie relacji wideo dla jednego z rosyjskich portali (w ręku PocketBook Cover Reader połączony z Galaxy S4 Samsunga)

 

PocketBook Color Lux

 

Sony

Po raz kolejny czułem się zawiedziony na stanowisku Sony. W ostatnich miesiącach sporo było plotek na temat nowego PRS-T3. Spodziewałem się więc, że moje mieszane uczucia po kontaktach z PRS-T2 ulegną znacznemu ociepleniu. Tym razem Japończycy również zaprezentowali jeden model czytnika, czyli wspomniany T3. Nowy Reader jednak nie posiada tego, czego się wszyscy spodziewali, czyli oświetlenia. A dokładniej posiada, ale w postaci lampki zamontowanej w okładce urządzenia, jest też tańsza wersja bez lampki. Obudowa w dużej mierze pozostała ta sama, wciąż ma wygląd odpustowej zabawki, co pogłębia jeszcze fakt, że PRS-T3 jest bardzo lekki. W sumie wygląda całkiem jak atrapa, jakie się w Polsce wystawia na półki w sklepach sprzedających telefony komórkowe. Pierwsze wrażenia i wygląd nie oznaczają jednak, że jest to złe urządzenie. Przykładowo zintegrowanie czytnika z okładką (która jest też na plecach i skrywa gniazdo kart pamięci) wyszło mu na dobre. Urządzenie lepiej leży w ręku, od razu mamy zabezpieczenie ekranu i nie trzeba zaczynać przygody z czytnikiem od zakupu czegoś, co go będzie chronić. Czytnik sprawia dobre wrażenie, pracuje bardzo sprawnie. Ale tu niestety pojawił się niemiły zgrzyt w postaci braku odczytu jednej z przygotowanych przeze mnie do testów książek. O ile Sony odczytało z mojej karty pamięci e-booka „W czym problem? Świat według Clarksona 4” Jeremy'ego Clarksona, o tyle w przypadku pliku z „Bezsennością w Tokio” Marcina Bruczkowskiego nie udało się. Testowałem na jednym czytniku i trudno mi określić przyczynę kłopotów. Obydwa pliki EPUB były w tym samym katalogu na karcie, nazwy nie zawierały polskich znaków czy spacji, w tytułach obydwu książek było „ś”. Z powodu braku łączności z internetem nie mogłem przetestować najciekawszej dodatkowej funkcjonalności czytników Sony, czyli integracji z Evernote.

 

Część hali Sony z czytnikami

 

 Sony PRS-T3 (wersja z obudową wyposażoną w lampkę)

 

Wexler

Całkiem spore stoisko po raz kolejny zajmował rosyjski Wexler. Tym razem nie podchodzę już do prezentowanych czytników tak optymistycznie jak poprzednio. Po prostu nie można ich kupić. Podobnie jak w zeszłym roku, teraz też słyszałem zapewnienia o ich dostępności na polskim rynku. Poza czytnikiem Wexler Flex One firma zaprezentowała również działający całkiem sprawnie pod Androidem 2.3.1 Wexler Book E6007. Przedstawiciel firmy zapewniał mnie o możliwości instalowania dowolnych programów przeznaczonych dla tego systemu i mających sens w działaniu z ekranem eInk. Pozostaje tylko kwestia ceny i dostępności na rynku. Może znowu za rok?

 

Na stoisku Wexlera, od lewej Wexler Flex One, Wexler Book E6007 

 

TrekStor

Aby znaleźć stanowisko TrekStora musiałem przejść wiele hal targowych aż do części związanej z peryferiami komputerowymi. Firma zaprezentowała głównie tablety, zewnętrzne baterie i odtwarzacze mp3, ale znalazło się też miejsce dla trzech czytników z papierem elektronicznym. Były to: TrekStor Mini, TrekStor Pyrus 2 LED oraz TrekStor Pyrus Maxi. O pierwszym z nich pisałem już w zeszłym roku, uznając go za jeden z najciekawszych czytników pokazywanych (nieoficjalnie) w Berlinie w 2012 roku. W tym roku zdecydowany byłem kupić go na miejscu. Plan zakończył się jednak spektakularną klapą. Po obniżce cen tego urządzania do niecałych 29 EUR, zostało ono całkowicie wykupione w niemieckich sklepach z elektroniką. Postanowiłem więc w sprawie dostępności zasięgnąć języka u źródła, czyli na stanowisku TrekStora. No bo któż inny, jak pracownik firmy na targach może lepiej o tym wiedzieć, gdzie kupić ich sprzęt? Pierwsze co usłyszałem podniosło mi nieco ciśnienie, bo zostałem odesłany do popularnych niemieckich sieci handlujących elektroniką użytkową. Tak się złożyło, że dzień wcześniej odwiedziłem kilka sklepów obu tych sieci i w żadnym z nich Trekstora Mini od dawna nie było. Poinformowałem o tym przedstawicielkę TrekStora, co trochę zbiło ją z tropu. Aby pomóc jej wybrnąć z niezręcznej sytuacji poprosiłem o dokładne wskazanie gdzie w Berlinie mogę w ten dzień lub następny kupić ich czytnik. Po długich minutach oczekiwania otrzymałem napisane na serwetce nazwy dwóch księgarń wraz z przybliżoną lokalizacją i zapewnieniem, że tam na 100% znajdę to, czego szukam. Poza pierwszą wpadką i odesłaniem mnie do popularnych sieci handlowych nie miałem powodów, żeby przedstawicielce firmy nie wierzyć. Może na początku opowiadała banialuki, ale w końcu się (nomen omen) spisała. Następnego dnia udałem się więc na poszukiwanie wymienionych księgarń. Okazało się, że prawdziwa przygoda w poszukiwanie Pyrusa Mini miała się dopiero rozpocząć! Otóż nie znalazłem wskazanej księgarni, ale nie dlatego, że adres znaleziony przeze mnie w internecie był zły, nie dlatego, że nie potrafiłem się znaleźć w metropolii, nie dlatego, że czytniki wyprzedano. Przyczyna była dość prozaiczna – od kilku lat ta księgarnia pod wskazanym adresem po prostu nie istnieje... Znalazłem inną wskazaną z nazwy księgarnię, ale jak się już zapewne domyślacie tam o TrekStorze raczej nie słyszeli (choć na półce było pięć modeli czytników innych firm). Księgarze nie mogli mi więc pomóc. Nie potrafiła mi też pomóc przedstawicielka TrekStora zagadnięta następnego dnia na okoliczność fałszywych informacji, którymi mnie uraczyła. Ale pani tylko przeprosiła z rozbrajającym uśmiechem i odesłała do ich sklepu internetowego (przesyłka do PL to jedyne 14,99 EUR). Wiem, że może setki tysięcy konsumentów odwiedzających targi nie są dla TrekStora najważniejszymi partnerami do rozmów, ale na to co mnie spotkało po prostu brak mi słów.

 

Stoisko TrekStora

 

Najnowsze produkty TrekStora prezentują się trochę lepiej od znanego i z naszego rynku budżetowego Pyrusa. Oświetlenie, będące najważniejszą innowacją w Pyrusie 2 LED jest całkiem równomierne i ma całkiem przyjemny kolor. Dość tandetnie za to prezentują się jego klawisze i obudowa. Całość jednak sprawia niezłe wrażenie i jeśli relacja ceny w porównaniu do innych czytników będzie podobna jak w przypadku Pyrusa, to można liczyć na popularność tego czytnika. Natomiast ośmiocalowy Pyrus Maxi sprawia wrażenie powiększonego Pyrusa. Wygląda może nawet bardziej poręcznie niż jego poprzednik pomimo znacznie większego ekranu. Jeśli ktoś potrzebuje czegoś większego do czytania, to może warto się przyglądnąć Pyrusowi Maxi. Tym bardziej, że w nowszych czytnikach TrekStora znacznie poprawiono prędkość obsługi kart pamięci.

 

Serwetka z "informacją handlową" od przedstawicielki TrekStora

 

Od lewej: Trekstor Pyrus 2 LED, Trekstor Pyrus Mini

 

Od lewej: Trekstor Pyrus Maxi, Trekstor Pyrus 2 LED

 

Podsumowanie

Podobnie jak w roku 2012, nie udało mi się dotrzeć we wszystkie miejsc, które chciałem odwiedzić. A podobno byli też na przykład OEMowi dostarczyciele czytników. Dwa dni to po prostu za mało! Może za rok :)

 

Plakat reklamujący IFA 2013 (Berlin 2013 r.)

 

Cieszy znaczny wzrost różnorodności oferty trzech firm obecnych na targach. Zarówno Kobo jak i PocketBook czy TrekStor pokazały nowe urządzenia zwiększające możliwości czytania e-booków. Gdybym miał wskazać najciekawsze moim zdaniem urządzenia, na które warto zwrócić uwagę to zapewne na pierwszym miejscu byłby to czytnik Kobo Aura wytyczający być może nowy sposób projektowania czytników. Na drugim bym umieścił Pocketbook Cover Reader, który wydaje się być dobrym pomysłem na dotarcie do osób, które nie chcą osobnego urządzenia do czytania, a zależy im na oszczędzaniu baterii smartfona oraz swoich oczu. Na trzecim miejscu, z pewnym wahaniem ze względu na cenę, lokuję PocketBooka Mini.

 

IFA 2013 wejście do sali 14.1 eLibrary

 

Już teraz zapraszam na drugą część relacji, w której bliżej przyglądnę się najważniejszym cechom wybranych czytników. Relacja dostępna tutaj.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?