logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: SQN
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
text 2015-07-10 13:46
Tropem bestialksiego mordercy w międzywojennym Berlinie

Dzieci gniewu to kolejny retro-kryminał wydany nakładem SQN. Tym razem czytelnik zostanie przeniesiony do Berlina lat 30. ubiegłego wieku, a więc w czasy, gdy państwo niemieckie stało u progu wielkich przemian politycznych, a także kulturowych i społecznych. Paul Grossman znakomicie oddaje realia panujące w tamtej epoce, celnie punktuje również problemy ówczesnych Żydów. Premiera powieści jest zaplanowana na 15 lipca 2015 roku.

 

 

 

 

Którzyście byli umarli w upadkach i w grzechach (…)

z przyrodzenia dziećmi gniewu.

List do Efezjan 2,1.3

 

W Stanach Zjednoczonych wybucha wielki kryzys, a Berlin musi radzić sobie z własnymi problemami. Oto bowiem w mieście wybucha epidemia zachorowań.

 

W tym samym czasie młody detektyw żydowskiego pochodzenia – Willi Kraus – dokonuje szokującego odkrycia. W jednym z miejskich kanałów spoczywa worek zawierający wygotowane dziecięce kości oraz Biblię z zakreślonymi cytatami. Berlińskie media natychmiast podchwytują temat tajemniczego Dzieciożercy. Obywatele żądają ujęcia zbrodniarza, ktoś musi ponieść karę…

 

Podczas gdy policja zdaje się szukać zaledwie kozła ofiarnego, sprawę na własną rękę bada odsunięty od śledztwa Willi Kraus. Jest gotowy kosztem własnej kariery dopaść okrutnego mordercę. Jednocześnie musi radzić sobie z prześladowaniami wynikającymi z rodzącej się w Niemczech ideologii nazistowskiej.

 

Znakomity kryminał historyczny, którego siłą są brawurowo skonstruowana intryga, pełnowymiarowi bohaterowie, przerażająco prawdziwy czarny charakter oraz wiarygodnie oddana niemiecka rzeczywistość. Grossman rysuje przed czytelnikiem przekonujący obraz Berlina przełomu lat 20. i 30. – schyłek kosmopolitycznego miasta będącego na krawędzi ekonomicznej zagłady i politycznego terroru.

 

 

Dzieci gniewu

Children of Wrath

 

Autor:  Paul Grossman

Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Liczba stron: 320

Data wydania: 17 lipca 2015

ISBN: 978-83-7924-326-6

Cena: 34,90 zł (z VAT)

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-07-07 05:20
Nowości - lipiec 2015

 

Wakacje i sezon urlopowy w pełni. Temperatura rośnie w zawrotnym tempie, fani opalania już rozkładają koce i leżaki, by oddać się ukochanym kąpielom słonecznym. A co jest najlepszym towarzyszem plażowicza? Książka, oczywiście.

 

Choć miesiące letnie zwane są "sezonem ogórkowym", w tym szykuje się kilka ciekawych premier. Na rynku pojawią się aż dwie pozycje poświęcone Pałacowi Kultury i Nauki oraz książki silnie związane z kultura i sztuką: malarstwo, film, muzyka, a nawet balet. Książki lekkie, interesujące, w sam raz na letnie leniuchowanie.

 

Read more
Like Reblog Comment
text 2015-06-15 09:21
Z piekła Sudanu na olimpijskie areny. „Bieg po życie”, czyli wyjątkowa historia Lopeza Lomonga

W wieku sześciu lat został porwany przez rebeliantów. Uciekł z ich obozu, trafiając do kolejnego – dla uchodźców. Spędził w nim dziesięć lat, ale w końcu los się do niego uśmiechnął.

 

Został zaadoptowany przez amerykańską rodzinę i spełnił największe marzenie – wystartował w igrzyskach olimpijskich. 17 czerwca nakładem Wydawnictwa SQN ukaże się książka Lopeza Lomonga „Bieg po życie. Z piekła Sudanu na olimpijskie areny”, czyli poruszająca historia uchodźcy z Sudanu Południowego.

 

 

O książce:

 

Miał zaledwie sześć lat, kiedy został porwany. Sudańscy rebelianci wydarli go z rąk matki i osadzili w przepełnionej chacie bez okien. Był za mały, by szkolić go na żołnierza. Każdego dnia patrzył więc, jak w odorze fekaliów jeden po drugim umierają jego przyjaciele…

 

Wybawieniem okazało się trzech „aniołów stróżów”, starszych kolegów, którzy zorganizowali ucieczkę. Przez trzy dni i trzy noce bez chwili wytchnienia biegł z nimi przez sawannę. Tylko po to, by trafić do obozu dla uchodźców w Kenii.

 

Kakuma stała się jego domem na długie lata, zanim dzięki adopcji trafił do Stanów Zjednoczonych. W nowej rzeczywistości bieganie było jedyną znaną mu rzeczą. To ono pozwoliło mu spełnić marzenie i wystartować w igrzyskach olimpijskich.

 

Poznajcie niesamowitą historię Lopeza Lomonga. Lopepe. Szybkiego. Opowieść o ucieczce z rąk śmierci, niezłomnej wierze, pracowitości i pragnieniu zadośćuczynienia za to, co dał mu los. A także o tym, że warto walczyć o swoje marzenia. Nawet w sytuacji pozornie beznadziejnej.

 

Fragment książki:

 

Kakuma rozrastała się. Każdego dnia słyszeliśmy, jak przy bramie parkują wojskowe ciężarówki, dowożące kolejnych uchodźców. Już wtedy, kiedy ja przyjechałem do Kenii, pod względem liczebności chłopcy przewyższali dorosłych i rodziny. Nadszedł dzień, w którym chłopcy tłoczyli się na boisku, sprawiając, że gra była niemożliwa. Starsi wpadli na pomysł, jak rozwiązać ten problem. Zanim którykolwiek z nas postawił nogę na boisku, najpierw musiał przebiec jedno okrążenie wokół obozu. Im szybciej skończyłeś okrążenie, tym wcześniej mogłeś zacząć grać. Kakuma nie była ogrodzona płotem, ale jej granica była wyraźnie określona. Jedno okrążenie wokół zewnętrznej strony wszystkich namiotów z wszystkich sekcji z wszystkich plemion i narodowości wynosiło trzydzieści kilometrów, czyli osiemnaście mil. Biegaliśmy na tej gorącej kenijskiej pustyni bez butów i bez możliwości napicia się wody.

 

Podczas gdy dla wielu ludzi mogłoby to wyglądać jak tortury, mnie przebiegnięcie tych trzydziestu kilometrów pozwalało uciec od codzienności życia w obozie. Kiedy biegłem, nie myślałem o moim pustym brzuchu ani o tym, jak wylądowałem w tym miejscu. Nad niewieloma rzeczami w moim życiu miałem kontrolę. Pracownicy ONZ-tu decydowali o dostawie żywności, o tym, kiedy z kranów płynęła woda, nawet o tym, kiedy mogliśmy się dożywić ich śmieciami. A kiedy biegłem, byłem jedyną osobą, która miała kontrolę nad moim życiem. Biegłem dla siebie. Nie miałem butów, lecz bieganie boso łączyło mnie z ziemią. Jakby ścieżka pod moimi stopami i moje ciało stawały się jednym.

 

Bieganie stało się moją terapią, a biegałem coraz szybciej, bo uwielbiałem piłkę nożną. Im szybciej skończyłem okrążenie, tym dłużej mogłem pograć. Nie robiłem przerwy na napicie się wody – nie chciałem tracić czasu, skoro mogłem już grać w piłkę. Wielbłądy piją raz na wiele tygodni, więc ja też mogłem. Byłem piłkarskim wielbłądem.

 

Kiedy nie biegałem dookoła obozu ani nie grałem w piłkę, chodziłem do szkoły. Każdego dnia od ósmej do południa uczęszczałem na zajęcia sponsorowane przez ONZ. Nie mieliśmy klasy. Spotykaliśmy się w ogromnym płóciennym namiocie, który chronił nas przed słońcem. Szkoła nie zapewniała podręczników. Przez większość lekcji śpiewaliśmy. Kilku szczęśliwców miało książki, które zabrało ze sobą do obozu, ale było ich bardzo mało. Ja nie miałem książek, za to nocami siadywałem pod gwiazdami i przypominałem sobie opowieści, które snuła mama, kiedy byłem małym chłopcem. Wiedziałem, że ona jest gdzieś pod tym samym niebem co ja, i ta myśl w jakiś sposób mnie z nią łączyła. Nie mieliśmy również papieru ani ołówków. Kilku chłopców mogło się nimi pochwalić – ale tylko ci, którzy byli sponsorowani przez kogoś po drugiej stronie kuli ziemskiej. Ja nie miałem tyle szczęścia. Patrzyłem na tych, którzy pisali prawdziwym piórem i myślałem: „Gdybym tylko mógł być na tyle bogaty, aby mieć własne pióro w kieszeni. Pewnego dnia tak się stanie”. Tymczasem robiłem notatki, pisząc patykiem po ziemi. Nauczyciel chodził między nami i sprawdzał, jak pracujemy. Kiedy udzieliłem złej odpowiedzi albo kiedy niepoprawnie napisałem jakąś literę, uderzał mnie witką. „Dlaczego tak napisałeś tę literę?”, mówił. Uderzenia motywowały mnie do większego wysiłku. Nie chciałem być bity.

 

W niedzielę zamiast do szkoły chodziliśmy do kościoła. Był to mój ulubiony dzień tygodnia. W niedzielę wszystko było w porządku. Nie musiałem myśleć o jedzeniu ani o niczym innym. Całkowicie oddawałem się śpiewaniu pieśni wychwalających Boga. Wiedziałem, że On jest przy mnie. Nigdy, przenigdy nawet przez chwilę w to nie wątpiłem.

 

Zanim się zorientowałem, byłem jednym z najstarszych chłopców w obozie. Teraz to ja opiekowałem się młodszymi. Nigdy nie zastanawiałem się, dlaczego tak jest, nigdy niczego w Kakumie nie kwestionowałem. Przyjąłem do wiadomości, że życie po prostu tak tam wygląda, że zawsze będzie tak wyglądać. Nigdy nie oczekiwałem niczego więcej…

 

 

Autor: Lopez Lomong, Mark Tabb
Tytuł oryginału: Running for my Life
Tłumaczenie: Regina Kołek
Data wydania: 17 czerwiec 2015
Cena okładkowa: 34,90 zł
Format: 140 x 205 mm
Liczba stron: 288 + 16 (wkładka zdjęciowa)
ISBN: 978-83-7924-401-0

Like Reblog Comment
text 2015-06-12 09:49
Uważasz, że Tobie uda się przeżyć apokalipsę? Sprawdź!

Przy okazji premiery powieści Piotra Patykiewicza – zimowego postapo pt. Dopóki nie zgasną gwiazdy –  Wydawnictwo SQN we współpracy z Tomaszem Kreczmarem przygotowało niespodziankę. Chodzi o grę paragrafową zatytułowaną Dopóki świecą gwiazdy. Można ją znaleźć na stronie www.patykiewicz.com.

 

 

Tomek Kreczmar roztacza w niej swoją wizję Upadku, czyli zdarzenia, które miało miejsce kilkaset lat przed akcją książki i zupełnie odmieniło znany świat. Wydawnictwo SQN zachęca do przejścia gry – na jednego szczęśliwca czeka atrakcyjna nagroda w postaci klimatycznego noża wykonanego przez Konrada Radziszewskiego z Time Vehicle. W konkursie można wziąć udział do 1 lipca.

 

Wciel się w Antka, młodego chłopaka z dużego miasta, którego największym zainteresowaniem są gry komputerowe. Spójrz jego oczami na nagły koniec świata. Postaw się w jego sytuacji, odkrywaj tajemnicę Upadku i dokonuj niezwykle trudnych wyborów. Każda pomyłka może kosztować Cię życie. Walcz, przetrwaj apokalipsę. Dołącz do nielicznego grona ocalałych!

 

Pamiętaj, że wydarzenia z gry paragrafowej mają miejsce na długo przed wydarzeniami z powieści – świat właśnie stanął w obliczu globalnego kataklizmu, panuje chaos, na próżno szukać spokoju i wytchnienia. Wizja Tomasza Kreczmara jest mniej mroźna i melancholijna niż ta z powieści „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, autor postawił na żywiołową akcję. Jednakże treść i rozwiązania zawarte w grze były konsultowane z Piotrem Patykiewiczem.

 

UWAGA! W grze można natrafić na wulgaryzmy i przemoc.

 

Zapraszamy zatem do wzięcia udziału w przygodzie. Jeśli uda Ci się przeżyć pierwsze dni Upadku, być może spotka Cię dodatkowo fantastyczna nagroda.

 

Na jednego szczęśliwca czeka bowiem niepowtarzalny nóż postapo wykonany w kuźni Time Vehicle! Zapraszamy zatem do wzięcia udziału w przygodzie. Jeśli uda Ci się przeżyć pierwsze dni Upadku, być może spotka Cię dodatkowo fantastyczna nagroda.

 

Konkurs trwa do 1 lipca. Po tym czasie nadal będzie można bawić się grą „Dopóki świecą gwiazdy”, ale już bez możliwości wygrania atrakcyjnej nagrody.

 

Krótkie wyjaśnienie dla osób nie zaznajomionych z terminem gra paragrafowa:

 

Rozgrywka polega na czytaniu kolejnych partii tekstu i podejmowaniu decyzji, którą z zaoferowanych przez autora dróg pragniesz podążyć. W zależności od Twoich wyborów gra przeniesie Cię do odpowiedniego paragrafu. Cały tekst podzielono na kilkadziesiąt fragmentów – to właśnie tak zwane paragrafy. Na końcu każdego (no, prawie każdego) znajdują się odnośniki do kolejnych. Podejmując decyzję, którą drogą fabularnego rozwoju pragniesz podążyć, staniesz się współautorem opowieści. A Twoje wybory mają wpływ na akcję i losy bohatera!

 

>>> ZAGRAJ JUŻ TERAZ <<<

 

O powieści Piotra Patykiewicza "Dopóki nie zgasną gwiazdy" pisaliśmy już tutaj:

http://wsqn.booklikes.com/post/1175965/w-tym-roku-lata-nie-bedzie

 

Like Reblog Comment
text 2015-06-10 07:47
Felix Baumgartner i jego wspomnienia „Szturmując niebo”

Nielegalny skok z najwyższego wówczas budynku na świecie w Kuala Lumpur i z dachu Hotelu Marriott w Warszawie. Próba oddana z pomnika Chrystusa Odkupiciela w Rio, a nade wszystko misja Stratos, czyli skok z blisko 39 kilometrów. Lista wyczynów Felixa Bumgartnera jest bardzo długa. 17 czerwca nakładem Wydawnictwa SQN ukaże się w Polsce autobiografia skoczka „Szturmując niebo”.

 

O książce:

„Czasami musisz wejść bardzo wysoko, żeby się przekonać, jak mały jesteś”.

 

Od zawsze uwielbiał wyzwania. Kiedy kupił pierwszy rower, nie mógł się zadowolić zwykłą przejażdżką – na swoim bmx-ie jeździł wyłącznie na tylnym kole. Jak wariat. Z czasem zaczął przed sobą stawiać coraz bardziej ryzykowne cele.

 

Nielegalny skok z najwyższego wówczas budynku na świecie w Kuala Lumpur. Próba oddana z pomnika Chrystusa Odkupiciela w Rio i kolejna przygoda, kiedy zdecydował się polecieć w głąb ciemnej jaskini Mamet w Chorwacji. Wszystko to było tylko preludium do największego z wyczynów: skoku z kosmosu, podczas którego przekroczył prędkość dźwięku i znalazł się na ustach całego świata. Felix Baumgartner – facet, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Czego doświadczył, pędząc na oślep z wysokości blisko 39 kilometrów? Jak przez pięć lat przygotowywał się do Misji Stratos? Co go napędzało?

 

Historia człowieka, który nie marnuje ani sekundy swojego życia. Potężna dawka adrenaliny. Pozycja obowiązkowa dla każdego amatora mocnych wrażeń.

 

Autor: Felix Baumgartner, Thomas Becker

felix-okladka-front-1000px

 

Tytuł oryginału: Himmelsstürmer: Mein Leben im freien Fall

 

Tłumaczenie: Renata Pol

 

Data wydania: 17 czerwca 2015

 

Cena okładkowa: 34,90 zł

 

Format: 140 x 205 mm

 

Liczba stron: 280 tekst (wyd. kolorowe)

 

ISBN: 978-83-7924-341-9

 

Fragment książki:

Skoki BASE odsunęły na drugi plan wszystko, co wcześniej dane mi było przeżyć. Tych 500 marek, które wydałem na szkolenie u Tracy’ego, było najlepiej zainwestowanymi pieniędzmi w mojej karierze – nawet, jeśli była to wówczas dla mnie spora suma. Choćby dla tej lekcji: jeżeli odrobiłeś pracę domową, przychodzisz dobrze przygotowany, to czujesz się pewnie. Warto było składać w nieskończoność spadochron, by mieć to przekonanie. Kiedy po raz pierwszy byliśmy na Bridge Day, Tracy kazał mi jako zupełnemu nowicjuszowi przy wszystkich zawodowcach BASE złożyć spadochron. Ale ja się nie przejąłem i pomyślałem sobie: „Jeszcze wam pokażę, jak się pakuje sprzęt”. To potwierdzenie własnych możliwości! Wtedy zrozumiałem. Normalnie powiedziałbym do Tracy’ego: „Słuchaj, nie mógłbym składać gdzie indziej? Przecież tu się wszyscy gapią!”. Ale nie, zamiast tego powiedziałem sobie: „To, że inni skakali już nie raz, nie oznacza jeszcze, że potrafią dobrze złożyć spadochron”. Chciałem zapamiętać to uczucie – być pewnym siebie i powiedzieć: „Chłopaki, możecie sobie popatrzeć – żaden problem”.

 

Nie odstraszyły mnie nawet te straszne filmy wideo, które Tracy pokazał mi od razu przy pierwszym spotkaniu. 90 procent skoczków BASE, których mi pokazał, straciło życie podczas któregoś ze skoków. Szczególnie dobrze pamiętam jedno nagranie: pewien facet skacze z Hiltona w Londynie, jego spadochron się obraca – nazywamy to „180-ką”, katastrofą w skokach BASE. Jest wielkie „bum” – uderzasz w obiekt, z którego skaczesz, zamiast się od niego oddalić, bo spadochron obraca się tak szybko, że nie jesteś w stanie nad nim zapanować. Ten biedak trzasnął wielokrotnie o budynek – odbijał się od balkonu do balkonu. Był już nieprzytomny, kiedy uderzał ponownie. Gdy dotarł do ziemi – już nie żył. To była ciemna strona prawdy o skokach. Stało się dla mnie jasne, że muszę piekielnie uważać i zawsze wszystkiego pilnować, żeby coś takiego mi się nigdy nie przytrafiło.

 

Niki Lauda opowiadał mi kiedyś o czasach, gdy startował w wyścigach Formuły 1. Zdarzało się wtedy jeszcze, że jako kierowca zatrzymywał swój pojazd na torze, by pomóc komuś, kto miał wypadek. Raz pewnego zawodnika wyrzuciło na barierki i Niki zauważył, że jedna z nich przeszyła kierowcę na wylot. Natychmiast stało się jasne, że za późno już na wszelką pomoc. Każdy, kto wówczas miał wypadek w Formule 1, ginął na miejscu lub tracił przynajmniej nogi. Nie było jeszcze bezpiecznych kokpitów. Dla Laudy istniały tylko dwa wyjścia: „Albo z miejsca z tym kończę, albo będę zawsze starał się za wszelką cenę utrzymać auto na torze. W przeciwnym razie skończę tak, jak ten typ z barierką”. Był to obraz, który Niki zawsze miał w pamięci. W moim przypadku były to filmy wideo Tracy’ego. Obejrzałem te wypadki i pomyślałem sobie: „Muszę tego uniknąć”.

 

Sądzę, że słynni sportowcy mają wiele wspólnego. Na przykład największy rywal Laudy – James Hunt – zawsze pakował walizkę, zanim wyszedł na zawody. Też tak zrobiłem parę razy przed kilkoma z moich skoków. Spakowałem cały swój bagaż, odwróciłem się na moment w drzwiach pokoju i pomyślałem sobie: „Mam nadzieję, że wrócę tu za kilka godzin. A jeśli nie, to lepiej, że sam pozbierałem rzeczy do walizki. Nie chciałbym tej roboty zrzucać na kogoś z przyjaciół, gdyby mnie zabrakło”.

 

Dotychczas tylko raz byłem śmiertelnie przerażony – na statui Jezusa w Rio. Pierwszy skok ze skalnej półki też był stresujący – towarzyszyły mu te wszystkie dzikie odgłosy, jakie słychać, gdy lecisz wzdłuż ściany z szybkością 180 kilometrów na godzinę.

 

Dla mnie to było bardzo cenne doświadczenie. Człowiek nie ma pojęcia, jak bardzo zależy mu na życiu, jeśli nigdy nie był blisko jego utraty. Nawet ktoś, kto jest ciężko chory i chce umrzeć, zauważa jak bardzo mu jeszcze zależy, jeszcze nie chce odejść, jeszcze chciałby zobaczyć rodziców i przyjaciółkę, zobaczyć jak dorastają dzieci, radować się słonecznym dniem… Straciłem wielu przyjaciół przez skoki BASE. Samych dobrych skoczków.

 

Kiedy skaczę, wystawiam się na niebezpieczeństwo, ale umiem je oszacować, bo jestem przygotowany, wytrenowany i znam się na rzeczy. Gdyby tak nie było – jedną nogą byłbym już w grobie…

 

felix-okladka-skrzydelka

More posts
Your Dashboard view:
Need help?