logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: william-thackeray
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
quote 2017-07-16 15:59
...nie mogę Ci ofiarować cenniejszego upominku nad odrobinę cierpienia.
Like Reblog Comment
quote 2017-07-16 14:20
Często sie zdarza, że ludzie najzawzięciej nienawidzą tych, którym najwięcej wyrządzili krzywdy.
Like Reblog Comment
review 2017-07-16 14:10
Pierścień i Róża - William Makepeace Thackeray

Ostatnio wracam do lat dzieciństwa i wybieram książki, które skierowane są dla osób młodszych. Pomyślałam, że miło by było choć na chwilę znów stać się dzieckiem. Poczuć tą dziecięcą radość. Uznałam, że właśnie książki mogą mi w tym pomóc. Szczególnie, gdy opowiadają o królestwach, książętach i królewnach. Kto z nas nie marzył być królewną (lub królem). 

 

"Pierścień i róża" jest krótką opowieścią, w której akcja rozgrywa się w dwóch królestwach, w których rządzą uzurpatorzy. 

 

Bajka ta posiada prawie wszystkie elementy baśni. Mamy w niej książąt, księżniczki, królów, królowe. Cały, piękny świat, w którym to królowie rządzą państwem. Ale pojawia się też  wróżka, która na swój sposób dba o swoich chrześniaków. Świat jest mieszanką świata hmm... realnego z magicznym. Wiecie, choć królestwa są fikcyjne, i można zauważyć gdzieś tam magię, to większość rzeczy to takie jakby życie w pałacu. Nie ma też granicy pomiędzy motywami działań bohaterów a działaniem "sił nadprzyrodzonych", magicznych. Zaś cała historia jest prosta. Nie znajdziemy w niej nic skomplikowanego. I oczywiście, możemy znaleźć w niej znany i lubiany motyw walki dobra ze złem.

 

Książka ta ma też wiele uniwersalnych wartości. To nie jest opowiastka, którą tylko się przeczyta. Bowiem ma w sobie wiele morałów i naprawdę można z niej coś wynieść. Nawet prezent dla chrześniaków od wróżki:

"...nie mogę Ci ofiarować cenniejszego upominku nad odrobinę cierpienia"

jest tak naprawdę dobrą lekcją. Możemy zauważyć, że ten prezent wydał dobre owoce, podczas gdy prezenty, które wcześniej ofiarowała dobra wróżka sprawiały, iż ludzie starali się gorsi.

 

Ale w tej niewielkiej opowieści są też inne nauki, choćby:

- by robić to, co się przyrzekło (co wydaje się chyba dla każdego oczywiste),

- zdobywanie wiedzy przynosi owoce (więc uczyć się naprawdę warto),

- wytrwałość, pokora, cierpliwość, pracowitość, uczciwość, po prostu bycie prawdziwym - te wartości prowadzą do szczęścia.

- nie warto nikogo udawać.

 

Tytułowe: pierścień i róża to wydawać by się mogło, cudowne artefakty, które dają szczęście. Ale to szczęście jest tylko pozorem. Bowiem pierścień i róża sprawiają, iż otoczenie widzi nas inaczej niż jesteśmy naprawdę. One są metaforą przekłamania, gry pozorów, stwarzania fałszywego wizerunku

 

Książka jest napisana cudownym językiem. W niej znajdziemy wiele humoru. Tą książkę czyta się z uśmiechem na twarzy. Ilustracje również przynoszą uśmiech na twarzy. 

 

Nie znajdziemy bohaterów skomplikowanych. Tutaj mamy jasny podział na bohaterów dobrych i złych. Wiele z nich jest przedstawionych w sposób karykaturalny. Dzięki czemu bohaterowie wydają się zabawniejszy. To nie psuje książki, raczej jest jej plusem.

 

Historia jest piękna, ma kilka uniwersalnych prawd. Ta książeczka może dzieci wiele nauczyć, ale i dorośli mogą w niej znaleźć prawdy, które z pozoru wydają się niewidoczne. 

 

Polecam ogromnie tą lekturę, która na pewno umili czas przy pysznym kubku z gorącą czekoladą. Sprawi, że pojawi się uśmiech na twarzy, nauczy Cię czegoś, pokaże, że najlepszym prezentem nie jest magia, tylko odrobina cierpienia. Cierpienia, z którego człowiek wychodzi lepszy, mocniejszy, wytrwalszy. Lecz jak sama Czarna Wróżka powiedziała: 

"...nie mogę Ci ofiarować cenniejszego upominku nad odrobinę cierpienia",

bo zbyt długie cierpienie nie może sprawić nic dobrego, a nawet może popsuć to, co mamy w sobie dobrego.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-01-04 14:12
Vanity Fair, Thackeray
Vanity Fair - John Carey

Excessively Long Book Syndrome: It takes ages to read and it's more than a 100 years old, therefore it must be great, right? Wrong! So wrong, in this case, that the editor's claim that it "has strong claims to be the greatest novel in the English language" is laughable. It's not even the greatest such novel of its century by a huge stretch - seriously, the best works of Hardy, the Brontes and Austen are all better by a country mile, not least because they don't carry such a ridiculous weight of excess verbiage. A modern editor would need to employ slash and burn to prune this jungle back. Most of the excess is Authorial Voice going off along lengthy tangents before getting back to describing the action. It's extreme even by Victorian standards.

 

Leaving the sheer length aside, the tone of the book ranges from scathing, sarcastic and satirical to farcical, comical and ironical by way of such stations as bitter, sympathetic and moralistic - with the clear message that Earthly pursuits are all vanity, as encapsulated in the title metaphor, which is repeated ad nauseum through-out. Beyond that there are clear attitudes in regard to the conduct of both women and men that go back-and-fore across the line between cliche-Victorian stereotypes and socially progressive campaigner. The over-all bitter and satirical tone, however, seems to detract from rather than strengthen the power of these themes; Hardy's all-out Tragic approach is much more effective (and he is far more advanced in his views anyway). The same goes for Anne Bronte's The Tenant of Wildfell Hall, where the real terrors of marriage to an addict are laid bare. Austen's wit and humour and wish-fulfillment in Pride and Prejudice is far more entertaining and has a female character everyone can get behind and root for. That's completely absent here; the two contrasted female protagonists are on the one hand, increasingly evil as the story progresses and on the other, dull and lacking all perception of character in others. It's hard to like either of them after about the first third of the book. Instead we have a Stoic hero, who whilst admirable in many ways, is also unexciting for the most part.

 

By now you may be wondering why I staggered through all the 811p of relatively small print constituting the main text. (The rest is notes and other "apparatus'). Occasionally I wondered whether it was worth it, myself, but in fact, there is a good, if diluted, story here and some snort-worthy humourous cracks and comic scenes as well as drama: there are times when Thackeray focuses on his story-telling and the book becomes involving. Sufficiently so to drag the reader (or at least this one) through to the end simply to find out how the whole mess of family conflicts and marital disasters turns out for everybody (and there are so many characters that even Thackeray can't keep them all straight at times, renaming a serving maid or two here and there and the like.) And there are two great moments, two great sentences, one at the half-way point, at Waterloo, the other right at the end in the closing paragraphs, that show a way forward to a superior kind of writing - but I can't tell you what they are without spoiling everything.

 

Over-all, yes it was worth the effort, but when it comes to famous gigantic novels, Les Misearbles and War and Peace are vastly more rewarding.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-01-03 18:16
Reading progress update: I've read 733 out of 867 pages.
Vanity Fair - John Carey

Five chapters to go!

More posts
Your Dashboard view:
Need help?