logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: audio-polka
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2018-07-21 20:50
"Dziewięciu książąt Amberu" Roger Zelazny
Dziewięciu Książąt Amberu (Kroniki Amberu, #1) - Blanka Kluczborska,Roger Zelazny

Zostało jeszcze trochę klasyki, którą przydało by się poznać. Na wakacje zaplanowałem sobie Kroniki Amberu. Nie wiem jeszcze czy zapoznam się z całą serią, ale kilka poznać trzeba. Wszak to klasyka literatury fantastycznej. Jak Pan Bóg przykazał zaczynamy od pierwszego tomu.

 

Zaczyna się zupełnie jak w Gothicu. Pamiętacie tę grę komputerową? Budzimy się i pojęcia nie mamy kim jesteśmy ani gdzie się znajdujemy. Można powiedzieć, że jesteśmy takim Bezimiennym, który najpierw musi odkryć swoją przeszłość, aby móc postąpić krok do przodu. Dokładnie to samo czeka nas w "Dziewięciu książętach Amberu". Główny bohater budzi się w szpitalu i bladego pojęcia nie wiem co się z nim stało. Ale krok po kroku postanawia się tego dowiedzieć. Najpierw wydostać się ze szpitala, później dowiedzieć jak się tu znalazł i czy ma bliskich. Jeżeli ma, to ich odwiedzić i pozyskać więcej informacji o samym sobie. Jak postanowił tak i zrobił. Dzięki wrodzonemu sprytowi i świetnym umiejętnościom improwizacji w trudnych momentach jak i manipulacji innych ludzi odzyskiwał wspomnienia. A przeszłość nieźle go zaskoczyła.

 

W książkach o takiej konstrukcji nie wolno nic zdradzić potencjalnym czytelnikom. Ponieważ to powolne odkrywanie zagadek przeszłości stanowi rdzeń fabuły. Mogę tylko nadmienić, że Corwin, czyli nasz główny bohater nie do końca pochodzi z naszego świata. Czyta się to ciekawie i szybko, ponieważ wraz z nim odkrywamy nowe i nieznane krainy. Wszystko zmierza do momentu w którym Corwin odzyskuje utraconą pamięć i ... wtedy rozpoczyna się lawina. Wie doskonale co musi zrobić i przyśpiesza akcję przynajmniej dwukrotnie. Do tej chwili wszystko działo się w spokojnym, z góry ustalonym tempie, ale później wydarzenia przyśpieszają tak bardzo, że z dwa razy cofałem się w odsłuchu (ksiażkę przyswoiłem w formie audiobooka) aby jeszcze raz sprawdzić, czy wszystko dobrze zrozumiałem. Najpierw były plany przygotowań do wyprawy i nagle BUM już się bijemy. Taka asymetria w tempie narracji nie przypadła mi do gustu, dlatego też mam nadzieję, że autor do niej nie wróci.

Generalnie można znaleźć bardzo wyraźne odwołanie do filozofii platońskiej co daje spore pole do manewru. Koncepcja jest interesująca, mam nadzieję, że kolejne tomy mocniej rozbudzą moją wyobraźnię. 

 

"Dziewięciu książąt Amberu" to lektura niezbyt długa, ale intrygująca. Kilka ciekawych koncepcji wpływa na pozytywny jej odbiór, lecz zmienna narracja trochę ostudza zapał. Zelazny zaciekawił mnie pierwszym tomem, ale nie wzbudził dużego zainteresowania. Oby to się zmieniło wraz z kolejnymi częściami

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-07-10 17:15
"Czerwona jaskółka" Jason Matthews
Czerwona jaskółka - Jason Matthews

Książki dobieram kierując się różnymi kryteriami. Jednym z nich jest ekranizacja. Jeżeli ktoś wykupił prawa do niej, to w teorii przynajmniej książka powinna być całkiem niezła, co nie zawsze ma miejsce. Tak oto trafiłem na "Czerwoną jaskółkę", ciekawe połączeni powieści szpiegowskiej i książki kucharskiej. Niemożliwe? A jednak...

 

Główną bohaterką powieści jest Dominika Jegorowa potrafiąca niezwykle dobrze odczytywać emocje innych ludzi. Byłą baletnicą, ale niestety kontuzja zakończyła jej karierę i dzięki protekcji wuja została przyjęta do SWR, gdzie chce sie sprawdzić jako agentka. Przechodzimy wraz z nią przez wszystkie etapy życia i szkolenia .Najpierw wspomniana szkołą baletowa, później akademia wywiadowcza, słynna Szkołą Jaskółek , pierwsza misja i w końcu zlecenie w Helsinkach, gdzie poznaje Nata, pracownika ambasady amerykańskiej. W rzeczywistości jest on jednak agentem CSI, którego ma rozpracować. Żeby było ciekawiej, on ma takie samo zadanie. No i zaczynają się podchody z obydwu stron. Przy okazji zdemaskowani zostają ważni agenci zarówno z jednej jak i drugiej strony. A wszystko to dzieje się w czasach współczesnych, gdzie Putin twardo prowadzi politykę zagraniczną. 

 

Nie wiem na czy się skupić w tej książce. Przede wszystkim jest to historia dziewczyny, która kierując się patriotycznymi pobudkami chce się przysłużyć ojczyźnie. Z czasem odkrywa, że można w inny sposób przyczynić się do rozwoju państwa. Z drugiej strony mamy Szkołę Jaskółek, czyli akademię uwodzicielek od której wziął się tytuł książki. Wydaje mi się jednak, że jest to tak zwany "click bait". Taki temat bardzo dobrze się sprzedaje i wywołuj spore zainteresowanie ale nie jest główną osią powieści. Główną osią jest relacja Dominiki i Nata, więc tak, można się domyśleć, że pojawia się tam romans. A to wszystko okraszone jest przepisami kulinarnymi. Tak jak wspomniałem we wstępie, można tą książkę traktować jak kucharską. Na końcu każdego rozdziału znajdziemy krótki przepis którejś potrawy pojawiającej się na ostatnich kilkunastu stronach. Przede wszystkim sąto potrawy kuchni rosyjskiej, ale znajdą się i wyjątki znad basenu Morza Śródziemnego. Skąd taki pomysł? Pojęcia nie mam. Początkowo było to dziwne, później przywykłem a przy mniej ciekawych rozdziałach zastanawiałem się nawet, którą potrawę z danego rozdziału wybierze autor. Czy to dodaje "smaczku" powieści? Raczej nie, bo nie ma to głębszego związku z fabułą. Chętnie dowiedział bym się skąd taki pomysł.

 

Podsumowując, "Czerwona Jaskółka" to powieść szpiegowska, z wyraźnym wątkiem romantycznym i kulinarnym. O ile ten pierwszy często idzie w parze ze szpiegostwem, to kulinaria są tu interesującym dodatkiem, który ani nie poprawia odbioru, ani nie wpływa na niego negatywnie. Mi osobiście ta książka nie zapadłą niczym specjalnym w pamięci, ale nie przepadam za literaturą szpiegowską. Liczyłem na coś innego, co tłumaczyłoby wykupienie praw do ekranizacji. Nic takiego mnie nie zaskoczyło, więc prawdopodobnie za kilka miesięcy nie będę pamiętał dokładnie fabuły. Książka do przeczytania i zapomnienia, ale nie wykluczam, że miłośnicy agentów i szpiegów będą zadowoleni

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-06-08 14:47
"451* Fahreinheita" Ray Bradbury
451 stopni Fahrenheita - Adam Kaska,Ray Bradbury

Dużo czytam .Albo lepiej powiedzieć, że dużo czytałem. Teraz praca, rodzina i inne hobby delikatnie ograniczają moja czytelniczą aktywność. Mimo tego nadal uważam, że czytam więcej niż przeciętny Kowalski. Dlatego też oprócz nowości i bestsellerów staram się co jakiś czas poznawać klasyk. I tym razem padło na książkę o książkach. O tym, że stanowią zagrożenie. No cóż, podejmę to ryzyko.

 

Głównym bohaterem powieści jest Gay Montag, który jest strażakiem. Problem jest taki, że w przyszłości, kiedy dzieje się akcji książki strażacy nie gaszą pożarów. Oni je wywołują .A dokładniej, spalają książki. W antyutopii, którą są "Stopnie" książki prowokują do niezdrowego zainteresowania innymi rzeczami, którymi ludzie nie powinni się zajmować. Filozofia, moralność, przyroda? To rzeczy zbędne, które wywołują tylko niepokój w społeczeństwie. A co należy zrobić z niebezpiecznymi rzeczami? Spalić! Na popiół, aby ślad żaden nie pozostał. No i Montag tak pali od kilkunastu lat. Ostatnio jednak nieświadomie jedną ze zwodniczych ksiażek przemycił do domu. I poruszony rozmową z nową sąsiadką postanowił otworzyć się na nowe doznania. Spowodowało to nie tylko poszerzenie się jego horyzontów, ale przede wszystkim podpadnięcie aparatowi władzy. Teraz on sam zagrożony jest spłonięciem.

 

Bardzo ponury obraz przyszłości przedstawił nam Bradbury. Pełen ogłupiałego społeczeństwa, które nastawione jest na tanią rozrywkę, podczas której nie trzeba myśleć. Pełen ludzi nie chcących wyjrzeć poza swoje 4 ściany. I mimo, że wiele cech przedstawionych przez autora pokrywa się ze sztandarowymi określeniami dobrej antyutopii, to jednak ta konkretna ksiażka bardziej do mnie trafiłą niż inne przedstawicielki tego gatunku. Ciężko mi powiedzieć dlaczego. Może to dzięki postawieniu w centrum wydarzeń książek. A może ponieważ autor upatruje w literaturze lekarstwa na zdegenerowany świat. Bo ludzkość jest jak feniks, odradza się z popiołów. Jednak jedno nas od tego ptaka odróżnia: my znamy swoje błędy przeszłości i drugi raz ich nie popełnimy, nie spowodujemy kolejnego pożaru z którego będzie trzeba sie odradzać. Wszystko dzięki historii, którą pamiętamy. A pamiętamy dzięki książkom. Prawdę więc miał Piłsudski mówiąc 

„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-05-22 23:14
"Misja ambasadora" Trudi Canavan
Misja Ambasadora - Trudi Canavan

W gimnazjum będąc czytało się Trudi. Z tego co pamiętam, może i super ambitne to dzieła nie były, ale idealne dla miłego spędzenia czasu. Po kilkunastu latach uznałem, że czas sobie odświeżyć zapomnianą trochę autorkę i zabrać się za trylogię, której nie udało mi się przeczytać w tamtym okresie. Tak oto wziąłem się za "Misję Ambasadora".

 

Czego możemy spodziewać się po tej powieści? Otóż minęło 20 lat po wydarzeniach z pierwszej trylogii, przez co bohaterowie mocno się zmienili. Sonea, będąca wtedy w centrum uwagi jest teraz jedna z Czarnych Magów i ma zakaz opuszczania Gildii. Do głosu dochodzi jej syn Lorkin, który niedawno zdał egzaminy na pełnoprawnego Maga. Nie wiedząc czego oczekiwać w życiu zgłasza się jako asystent ambasadora mającego wyruszyć do ... Sahaki. Tak jest, do kraju, który 20 lat wcześniej najechał Kyralię i jej magów. Trochę wody upłynęło i stare konflikty się przedawniły, ale pozostało aktualne pytanie , czy tamtejsze rody nie będą się chciały zemścić na młodym za opór jaki postawili wtedy jego rodzice. Sonea oczywiście jest przeciwna i pełna obaw (i słusznie) ale co ona może w konfrontacji z młodą i gorącą głową. Lorkin wyrusza i... reszta jest chyba oczywista.

Z drugiej strony mamy akcję dziejącą się w samej Kyralii, gdzie od dłuższego czasu grasuje zabójca złodziei. W momencie, gdy zabija on rodzinę starego znajomego Sonei, sprawa przyjmuje charakter osobisty. Matka, której przed chwilą dziecko wyfrunęło z gniazda rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. Sprawa się komplikuje w momencie, gdy podejrzany może okazać się dzikim magiem. 

 

Tak na prawdę mamy tu dwa główne wątki przedstawione powyżej. Pierwszy jest bardzo oczywisty. Czy ktokolwiek by mi uwierzył, gdybym powiedział, że Lorkin spokojnie osiadł w Sahace i nawiązywał kontakty dyplomatyczne, podczas stare Rody wyrzekły się zemsty? Przecież nie było by wtedy o czym pisać. Oczywiście, że coś się wydarzyło i musiał uciekać. Z kim i gdzie to już nie zdradzę, pobawcie się sami. Może i by to jeszcze było bardziej wciągające, ale uczucie, którym zapałał do jednej z kobiet jest wręcz szczeniackie. Jakby to była jego pierwsza miłość to jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale z treści wynika, że w Gildii dość swobodnie sobie folgował w przyjemnościach fizycznych z innymi dziewczynami. Więc skąd tu nagle opisy jego przemyśleń żywcem wyciągnięte z pamiętniczka prawiczka? Coś mi się tu nie zgadza.

Natomiast akcja dziejąca się w Kyralii była bardziej zajmująca ale i też nie obyło się bez kilku zgrzytów, jak choćby zatrudnienie przez złodzieja swojej córki, która ukrywała się przez lata w charakterze ochroniarza. Serio? Młodą dziewczynę, która gdzieś lekko liznęła walki wystawiasz na pierwszą linię obrony podczas nieczystych zagrań półświatka? Który konkurent by w to uwierzył? CHyba taki, co się wczoraj urodził.

 

"Misja ambasadora" to świetny przykład książki przeciętnej. Anie mnie grzeje, ani ziębi. Czytało się ok, ale sporo było zgrzytów. Postacie mnie nie przekonały do siebie, ale za to cały zarys obcej kultury był bardzo ciekawy. Najprawdopodobniej jakbym przeczytał tą książkę kilkanaście lat temu przypadła by mi dużo bardziej do gustu. Zarówno ze względu na tematykę jak i brak znajomości innych tytułów. A tak przeczytałem i pewnie za kilka miesięcy zapomnę.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-04-02 13:04
"Modyfikowany węgiel" Richard Morgan
Modyfikowany węgiel - Marek Pawelec,Richard K. Morgan

Coraz więcej dzisiaj ekranizacji ksiażek. Dochodzi do tego, że dopiero natykając się na jakiś serial czy film dowiaduję sie , że jego pierwowzorem była książka. W takim przypadku staram się poznać literacki pierwowzór. Skoro producenci uznali, że warto zainwestować pieniądze, to ja mogę zainwestować swój czas. Nie inaczej było i w tym przypadku. Netflix ogłosił, że wypuszcze srial "Modyfikowany węgiel" to ja uznałem, że przeczytam o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc do dzieła.

 

Takeshi Kovacs to najemnik który tutaj nazywany jest emisariuszem. Zostaje wezwany na Ziemię aby rozwiązać zagadkę zabójstwa jednego z bardziej wpływowych ludzi na świecie a dokładniej Laurensa Bancrofta. Policja szybko zamknęła sprawę uznając, że to było samobójstwo, ale sam Bancroft jest innego zdania. Kovacs nie m łatwego zadania tym bardziej, że jego powłoka ma też swoją historię.

Zaraz, zaraz. Co ja właśnie napisałem. Zabili Bancrofta a on się nie zgadza? Jak to możliwe? Otóż moi drodzy mamy 26 wiek, a postęp technologiczny pozwolił na uporanie się ze śmiercią. Ludzka osobowość jest zapisywana w specjalnym stosie korowym, który można przetransportować do kolejnego ciała po śmierci. Nie każdego na to stać, ale przy odpowiednich środkach można być praktycznie nieśmiertelnym. Dlatego właśnie Bancroft zleca śledztwo własnej śmierci, a Kovacs, którego ciało zostało zniszczone w poprzedniej misji dostał powłokę, która nie do końca mu odpowiada.

 

Pomijając kwestię technologiczną, to mamy tu do czynienia z bardzo zgrabną książką detektywistyczną. Nowe tropy, stopniowe odkrywanie poszlak i zgłębianie większej afery, która ma wpływ na całe społeczeństwo. Bardzo ładnie to się zazębiało i mile czytało, czy też w moim przypadku słuchało. Fakt trzeba zachować czujność, bo mamy tu sporo bohaterów i przy dłuższej rozłące z lekturą nazwiska mogą się mylić, ale generalnie to bardzo dobra książka. Nie wiem w którą stronę pójdzie ekranizacja serialowa, ale z chęcią się przekonam.

 

Jeżeli macie ochotę na ksiażke detektywistyczną osadzoną w klimatach Cyber Punka to zdecydowanie polecam. Jeżeli klimat jest wam obojętny to również powinno wam się spodobać. Odradzę tylko tym, którzy są uczuleni na scince fiction. W każdym innym wypadku warto się zapoznać z twórczością Pana Morgana

More posts
Your Dashboard view:
Need help?