logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: fizyczna-PÓŁKA
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2019-11-21 15:34
"Instytut" Stephen King
Instytut - Stephen King

Dawno nie było żadnej pozycji od mojego ulubionego autora. Postanowiłem twardo trzymać się zasady, że romansu z kryminałem nie będę tykał, więc "Pana Mercedesa" ominąłem szerokim łukiem. Ale najnowsza propozycja już jak najbardziej trafiła na mój radar. Dlatego też bez większej zwłoki zapraszam do lektury.

 

Luke Ellis to 12 letni geniusz. Właśnie dostał się równolegle do dwóch uniwerków i planuje pociągnąć obydwa kierunki. Prawdopodobnie by mu się udało i usłyszał by o nim cały świat, a na pewno Ameryka, ale coś stanęło mu na drodze. A dokładnie ktoś. Nieznani ludzie przyjechali w nocy, porwali go i prawdopodobnie zabili mu rodziców. Zdezorientowany Luke budzi się w dziwnym ośrodku pełnym innych dzieci, które wykazują pewne zdolności parapsychiczne. Jeżeli są grzeczne dostają dostęp do słodyczy, cukierków ale i papierosów albo alkoholu. Jeżeli nie są, to czeka je paralizator, obijanie po nerkach i podtapianie. Prędzej czy później wszyscy jednak trafiają do Tylnej Połówki, czyli dalszej części Instytutu. Stamtąd żadne jeszcze nie wróciło. Luke ma inne plany, ale sam sobie nie poradzi. Muszą działać razem.

 

"Instytut" to opowieść o ucieczce z więzienia. Różni się od innych powieści tego rodzaju tym, że więźniami są dzieci ze specjalnymi zdolnościami. I w związku z tym znęcanie się nad nimi jest dużo mocniej postrzegane przez czytelników. Często czytamy o strażnikach więziennych, którzy nadużywają swojej władzy i wykazują zachowania sadystyczne. Nie przepadamy za nimi, potępiamy wręcz nawet, jeżeli zachowania te są skierowane przeciwko przestępcom. Jednak tutaj atakując dzieci stają się potworami. Dlatego tym mocniej kibicujemy młodym  rebeliantom. 
Z drugiej strony poznajemy kawałek po kawałku czym zajmuje się tytułowy "Instytut". Mimo, że dokonują tam okrutnych i  bezdusznych badań to święcie wierzą w swoją misję. CO ciekawe z czasem sami zaczynamy się zastanawiać, czy faktycznie tak nie jest. Niby wątpliwości zostają rozwiane pod koniec książki, ale ziarno niepokoju pozostało. Lubię gdy taka odrobina niepokoju zostaje po zakończeniu lektury.

 

Czy jest to jedna z najlepszych książek Kinga? Nie. Brakuje jakiegoś większego zaskoczenia, zwrotu akcji albo tego czegoś co wgniotło by mnie w fotel. Zabrakło mi też trochę pogłębienia postaci byłego policjanta, który odgrywa ważną rolę w całej powieści. Faktycznie pierwsza część książki traktuje o nim, ale następne 80 % objętości nie wspomina o nim nawet słowem, aby dopiero pod koniec odegrał swoją rolą. Postacie dzieci są dobrze opisane, lecz nie każdy dorosły będzie z chęcią identyfikował się z nieletnim Lukiem, tym bardziej, że jest geniuszem. Mimo tego lekturę "Instytutu" uważam, za bardzo mile spędzony czas. Nie było fajerwerków, ale nie zawsze muszą być. Solidna lektura prawie dla każdego. Nie ma drastycznych scen, wampirów, krwi czy wylewających się flaków. Tak więc śmiało można czytać z dziećmi :D

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2019-11-20 15:22
"Śmierć" Neil Gaiman
Śmierć - Neil Gaiman,Dave McKean

Po przeczytaniu świetnego cyklu o "Sandmanie" postanowiłem chwilę dłużej pozostać w tym klimacie. Wybór padł na starszą siostrę Morfeusza, Śmierć, która jest jedna z ciekawszych w tym uniwersum. Czy jest coś ciekawego, czego możemy się od niej dowiedzieć? Zaraz się przekonacie

 

Wizerunek naszej bohaterki należy do najbardziej oryginalnych kreacji w historii literatury. Gdy mówię Śmierć, albo i nawet ŚMIERĆ, to jaki obraz macie przed oczami? Oczywiście jest to ponury Kosiarz. Wysoki kościotrup w szacie z głębokim kapturem i nieodłączną kasą w ręku. A tu jest zupełnie inaczej. Gaiman przedstawia nam młodą dziewczynę o nieco zbyt bladej cerze, która lubi czarne topy i skórzane kurtki, dopasowane ciemne dżinsy, pieszczochy na nadgarstkach i glany. Do tego burza często nieuporządkowanych czarnych włosów, dyskretny tatuaż w kąciku oka i duży wisior na szyi w kształcie symbolu Ankh. Tak jest, nasza Śmierć jest Gotką :) A przynajmniej czerpie z tej subkultury wiele inspiracji.

 

Wiemy już jak wygląda najstarsza siostra spośród Nieskończonych ale jaka jest w zachowaniu? Otóż może i zabrzmi to dziwnie, lecz jest pełna życia. I o tym opowiada pierwsza część komiksu. Raz na 100 lat, Śmierć aby w pełni zrozumieć swoje dzieło spędza jeden dzień jako śmiertelna dziewczyna. Traf chce, że ten szalony dzień spędza razem z młodym człowiekiem, który od dłuższego czasu zdecydowany jest na samobójstwo. Czy dawka życia zaserwowana przez Śmierć wystarczy, aby porzucił swoje plany?

 

Druga część traktuje o lesbijskiej parze, którą poznaliśmy w Sandmanie. Odbędą one wraz z kilkoma znajomymi podróż przez krainę Śmierci, aby odkryć, jak bardzo same się zagubiły. Która z nich zgodzi się zapłacić ofiarę za tą naukę i czy będzie ona adekwatna? Aby się tego dowiedzieć musicie sami przeczytać ten komiks.

Jako bonus pomiędzy tymi dwoma dłuższymi historiami otrzymujemy krótką anegdotkę o tym jak Śmierć wraz z Constantinem uczą o zabezpieczaniu się podczas sexu, aby nie złapać AIDS. Oryginalne podejście i lekki humor sprawiają, że czyta się to bardzo przyjemnie.

 

Wizerunek Śmierci stworzony przez Gaimana jest jednym z bardziej zapadających w pamięć.  W parze z oryginalnym wyglądem idzie też radosne usposobienie i mądrość jaką przekazuje na kolejnych stronach komiksu. Stanowczo jest to moja ulubiona postać w tym uniwersum przebijajac nawet Morfeusza, chociaż uwielbiam ich relację jako rodzeństwo. Polecam zarówno fanom cyklu (nie ma mowy, aby tego nie przeczytać) jak i zupełnym świerzakom.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2019-10-09 11:03
"Sandman" Neil Gaiman
Sandman, Tom 1: Sen sprawiedliwych - Neil Gaiman,Malcolm Jones III,Sam Kieth,Mike Dringenberg
Sandman: Nadzieja w Piekle - Neil Gaiman,Sam Kieth,Malcolm Jones III,Mike Dringenberg
Sandman: Dom lalki, cz.1 - Neil Gaiman,Steve Parkhouse,Chris Bachalo,Michael Zulli,Malcolm Jones III,Mike Dringenberg
Sandman, Tom 5: Kraina snów - Neil Gaiman,Malcolm Jones III,Kelley Jones,Charles Vess
Sandman, Tom 8: Zabawa w ciebie - Neil Gaiman,George Pratt,Dick Giordano,Shawn McManus,Paulina Braiter,Colleen Doran
Sandman: Refleksje i przypowieści, cz.1 - Neil Gaiman,Shawn McManus,Brian Talbot,Philip Craig Russell
Sandman, Tom 12: Ulotne życia - Neil Gaiman,Vince Locke,Dick Giordano,Jill Thompson,Paulina Braiter
Sandman, Tom 14: Koniec światów - Neil Gaiman,Alec Stevens,Mike Allred,Bryan Talbot
Sandman, Tom 15: Panie łaskawe (część 1) - Neil Gaiman
Sandman, Tom 17: Przebudzenie - Neil Gaiman

Pod wpływem impulsu postanowiłem odświeżyć sobie jakąś pozycję, którą czytałem bardzo dawno temu. Myślałem o Wiedźminie ale wtedy mój wzrok padł na najniższą półkę, gdzie trzymam komiksy. A tam stoi sobie kompletny Sandman. Zacząłem go zbierać na studiach  i zajęło mi to około dwóch lat. W tedy na studiach jeszcze będąc przeczytałem wciągając zeszyt za zeszytem. Czy teraz będzie smakował tak samo?

 

Tytułowy Sandman, to Władca Snów, jeden z siedmiu Nieskończonych, którzy są starsi niż bogowie. W pierwszej połowie XX wieku zostaje on przyzwany i uwięziony przez potężnego czarnoksiężnika i dopiero po 60 latach udaje mu się uciec. Czas spędzony w zamknięciu poczynił spustoszenie zarówno w jego Królestwie jak i u samego Snu. Zaczyna on mozolnie odzyskiwać swoje atrybuty władzy odwiedzając między innymi Piekło. 

 

Krótki powyższy opis dotyczy pierwszego zeszytu. Każdy kolejny sprawia, że głębiej zanurzamy się w świecie wykreowanym przez Gaimana. Chociaż określenie "wykreowany" nie jest tu odpowiednie. To nie jest inny świat albo obca planeta. Akcja dzieje się tuż obok naszej rzeczywistości. Tak jak w "Nigdziebądź" wystarczy skręcić za róg i dostajemy się w dziwne miejsce. 10 tomów Sandmana ma różną zawartość. Niektóre są zbiorem pozornie niezwiązanych ze sobą historii, inne natomiast to jedna długa opowieść jak np. "Dom Lalki" albo cudowne "Panie Łaskawe". Ale z czasem okazuje się, że nawet te pojedyncze historyjki mają swoje miejsce i ważną funkcję.

 

Komiks był dla mnie zawsze taką rozrywką dla dzieci. Superbohaterowie, kolorowe obrazki i fikuśne stroje. Sam wolałem książkę. Ale z czasem uznałem, że przydało by się zapoznać z jakąś serią aby z czystym sercem móc pogardzać tym medium. Wybór padł na Sandmana. Po lekturze byłem oczarowany. Teraz po blisko 10 latach nadal uważam, ze jest to cudowna seria, która słusznie zgarnęła całe mnóstwo nagród literackich. Takie komiksy to ja mogę czytać cały czas.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2019-09-20 10:17
"Rytmatysta" Brandon Sanderson
Rytmatysta - Brandon Sanderson

Przyzwyczaiłem się już, że jak biorę ksiażkę Sandersona to muszę przygotować się na pokaźnych rozmiarów "cegłę" z niezwykle rozbudowanym systemem magicznym i pomysłowym światem. Zastrzegam, że nie czytałem żadnej z młodzieżowych pozycji tego autora. Dlatego też, gdy wziąłem w rękę "Rytmatystę" poczułem się nieco zawiedziony. Tylko 300 stron, toż to wstęp chyba. Czy za niewielką objętością w parze poszło spłycenie świata? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

 

Akcja powieści dzieje się na pewnym Uniwersytecie w USA, gdzie zamiast stanów są wyspy. Część z uczniów jest w stanie tworzyć rytmatyczne linie, czyli można powiedzieć, że posiadają zdolności magiczne. Pozostała grupa to regularni uczniowie bez tych zdolności. Nasz bohater Joel zalicza się do tej drugiej , lecz od zawsze był zafascynowany Rytmatyką i postanowił zgłębić jej tajniki, choćby tylko teoretyczne. Podczas letnich wakacji, gdy pomaga jednemu z profesorów zaczynają się tajemnicze porwania młodych adeptów rytmatyki, którzy wyjechali do domów. Wraz ze swoim pryncypałem starają się rozwikłać zagadkę serii zniknięć i dochodzą do niezwykłych wniosków.

 

Pomysł na system magiczny jak zwykle jest bardzo oryginalny, ale tym razem jakoś nie przypadł mi do gustu. W skrócie chodzi o to, że niektóre osoby są w stanie ożywiać swoje rysunki nakreślone kredą. Tak ożywione stworzonka zwą się kredowcami i są wykorzystywane zarówno do pracy jak i do walki. Poznajemy dosyć szczegółowo podstawy rytmatyki oraz zasady kreślenia obron i linii ataku, lecz nie wiemy jakie jest źródło tych umiejętności. Może to dlatego sam pomysł wydaje mi się nieco infantylny. Każdy chyba w dzieciństwie podczas bazgrania po chodniku marzył o tym, by świeżo co narysowany samochód ożył i pojechał dalej przed siebie. I jak bardzo by tej koncepcji nie rozbudowywać to jednak sprowadza się ona do dziecięcych marzeń. Nie jest to złe, nie zrozumcie mnie źle, ale jakoś nie do końca w moim guście. Na szczęście jest to jedyna rzecz, co do której mam mieszane odczucia. Sam główny bohater, akcja i świat to bardzo dobra robota autora. Joel wydawać by się mogło standardowy biedny nastolatek, który ma nadzieję na bycie kimś wyjątkowym jest wiarygodny. Co więcej jego historia poprowadzona jest bardzo zgrabnie i wcale nie tak oczywista jak by sie mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Fabuła oprócz klasycznych skoków mających miejsce podczas kolejnych ataków wypełniona jest przeszłością głównego bohatera, jego nauką i delikatnym zarysowaniem świata. Wiadomo, że ludzie toczą nieustającą walkę z dzikimi kredowcami, ale jaka jest przyczyna tego konfliktu jest dla nas tajamnicą. Jak również podstawy magii. Nie wiemy co sprawia, że ktoś jest Rytmatystą a jego brat już nie. Autor umiejętnie zachęca nas do poznania świata nie zdradzając zbyt wiele. Jak na pierwszej randce. Zanęci, odkryje skrawek tajemnicy, ale po więcej musisz się postarać i zaprosić jeszcze raz. 

 

"Rytmatysta" jest zajmującą i intrygującą historią wagi lekkiej. Mówię to oczywiście w kontekście innych utworów Sandersona. Bez znajomości innych jego dzieł wskakuje o stopień wyżej na półkę "średnie". Czytało mi się z przyjemnością i chętnie zabrałbym się za kontynuację, lecz szanse na nią są raczej mizerne patrząc na grafik autora. Jest to idealna niezobowiązująca ale i nie banalna historia, która da wam sporo przyjemności podczas lektury. 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2019-09-11 08:57
"Ja, Inkwizytor. Przeklęte krainy" Jacek Piekara
Ja, Inkwizytor. Przeklęte krainy - Jacek Piekara

Jacek Piekara to ostatnimi czasy bardzo płodny pisarz. Nie zdążył człowiek jednej jego ksiażki przeczytać a tu już kolejna premiera. Może to nagły przypływ weny a może większa koncentracja na procesie twórczym, nie wiem, ale trzeba przyznać, że tempo jest tak duże, że ni zdążyłem jeszcze przeczytać ostatniego tomu "Płomień i Krzyż" a już miałem na półce czekający na mnie egzemplarz "Przeklętych krain". Wszystko to dzięki wydawnictwu Fabryka Słów, która podesłało mi tą powieść za co serdecznie dziękuję. Ale co nas czeka podczas lektury? Zapraszam, zerknijcie poniżej.

 

Akcja "Przeklętych krain" jest bezpośrednią kontynuacją wspomnianego przed chwila"Płomienia i Krzyża tom 3". Dla niewtajemniczonych Inkwizytorium miało do wykonania tajną misję na dalekiej Rusi i dlatego wysłało tam grupę doborowych Inkwizytorów w skład której wchodził między innymi znajomy nam Mordimer Madderdin. Po wykonaniu zadania Mordimer został przymuszony do pozostania na miejscu, podczas gdy reszta drożyny powróciła do Cesarstwa. I tutaj rozpoczyna się nasza książka.

Księżna Ludmiła, władczyni Peczory znalazła dla naszego bohatera dwie funkcje. Pierwsza jest niewdzięczna, gdyż został jej osobistym ochroniarzem. A może lepiej powiedzieć psem stróżującym, gdyż spał pod  drzwiami i pilnował czy nikt nie czyha na jej życie.

Drugie zadanie było dużo przyjemniejsze, ponieważ polegało na doświadczaniu i opisywaniu wizji zsyłanych na uczennicę wiedźmy z bagien. A gdzie tu przyjemność? Otóż wizji doświadczała tylko podczas miłosnych uniesień. A, że Natasza była młoda, delikatna i powabna to obowiązek ten szybko zmienił się w czystą przyjemność. Podczas jednych z tych "seansów" dostrzegli wielkie zło i mrok czające się w głębi bagien, które zagrażało rządom Ludmiły. Od tego momentu rozpoczęły się poszukiwania przeklętego miejsca w których główną rolę miał odegrać nasz bohater.

 

Jest tu kilka aspektów, które należy podjąć po przeczytaniu "Przeklętych krain". Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że jest to porządnie napisana książka. Fabuła nieco się ciagnie aby mocno przyśpieszyć pod koniec, ale jest to raczej czepialstwo niż zarzut. Czyta się płynnie i z zaciekawieniem w dodatku dużo dowiadujemy się o życiu na Rusi dzięki obszernym opisom serwowanym przez autora. I wszystko to bardzo mi się podoba. Ale jedna rzecz ostro mi nie pasuje. Chodzi o związek Mordimera i Nataszy. Kleją się do siebie niczym zadurzeni nastolatkowie, którzy co chwilę licytują sie kto kogo bardziej kocha.  Jak dwa gołąbeczki, które spijają sobie z dzióbków słodkie słówka. Patrząc wstecz na inne związki inkwizytora z kobietami byłem mocno zaskoczony. Dotychczas sprawy męsko-damskie traktował bardzo przedmiotowo bez większego ładunku emocjonalnego. A tym razem wygląda na to, że przez  lata powściągliwości zgromadziła się ogromna ilość czułości, która zalała Nataszę jak przerwana tama. Ona sama też jest dziwną postacią. Raz zachowuje się stosownie do swojego wieku, a więc troche rozwydrzona, trochę kapryśna, niezdecydowana ale i świata nie widząca poza swoim kochankiem .A za chwilę niczym księżniczka, wyniosła, pewna siebie i wykorzystującą fakt, że na dworze wszyscy sie jej boją ze względu na jej zdolności. Nie wiem czy jest to celowy zabieg, czy też może brak konsekwencji autora w kreacji bohaterki. Zapewne dowiem się w kolejnym tomie. Tak, będzie kolejny tom i w związku z tym czas na moją główną bolączkę. 

 

Rozbicie pod serii i rozciągnięcie akcji. Nie jest to zarzut do tej książki, ale raczej do ostatniego trendu, który zauważyłem w twórczości Jacka Piekary. Otóż jak wiecie, bądź i nie, Cykl inkwizytorski składa sie z kilku serii. Główna skupiona jest na dojrzałym Mordimerze i powstała jako pierwsza. Zapowiedziana "Czarna śmierć" miała się ukazać w IV kwartale 2007 roku, lecz czekamy do dzisiaj. Następnie powstała pod seria "Ja inkwizytor" opisująca przygody inkwizytora zaraz po skończeniu Akademii. Można było znaleźć w niej rozwiązania kilku kwestii z głównego nurtu i poznać lepiej świat. Jednocześnie wyszła osobna pozycja "Płomień i krzyż" gdzie Mordimer jest tylko poboczną postacią a fabuła skupia się dookoła innych Inkwizytorów z Wewnętrznego Kręgu. Mieliśmy wiec jednocześnie trzy rozpoczęte serie, czyli kilkanaście pozycji do przeczytania. Autor słusznie uznał, że rozpoczyna domykanie wątków aby doprowadzić tą historię do finału. Najpierw napisał "Ja Inkwizytor. Kościany Galeon" czym zamknął tą serię. Następnie miał dokończyć "Płomień i Krzyż" i przejść do legendarnej już "Czarnej Śmierci". Wszystko szło dobrze aż to tego momentu.

Dlaczego "Przeklęte krainy" zostały umiejscowione przed "Kościanym Galeonem"? W teoretycznie domkniętej serii  robimy lukę i dorzucamy kolejna historię. I to nie pojedynczy przypadek, ponieważ jak już wspomniałem jest zapowiedziany kolejny tom osadzony na Rusi. Wygląda to więc na ważną fabularnie wyprawę, o której nie ma ani słowa w innych książkach z serii. I to każe mi się zastanowić nad przyszłością.

 

Wszystko powinno mieć swój początek i koniec. W obecnym momencie nie wiem ,kiedy cykl Inkwizytorski się skończy. Obawiam się przekształcenia go w telenowelę, która będzie się ciągnęła jeszcze kilkanaście lat, ponieważ zawsze można dorzucić jakąś przygodę z przeszłości. "Ja Inkwizytor. Przeklęte Krainy" jest pozycją solidną, lecz jej ocenę muszę nieco obniżyć właśnie ze względu na skręceniu ku telenoweli. Obym się mylił.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?