logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: fizyczna-polka
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-09-05 11:49
"Dziedziczka smoka. Testament Thubana" Licia Troisi
Testament Thubana - Licia Troisi

Mam taką półkę wstydu. A dokładniej to z 2. Znajdują się tam w większości książki, które wygrałem w przeróżnych konkursach nie patrząc nawet szczególnie o co walczę. I tak się zapełniały półeczki aż powiedziałem STOP. Teraz tylko przemyślane zakupy oraz walka w konkursach, które mnie interesują. Ale mleko się rozlało. To co mam te książki komuś sprezentować nie zapoznawszy się nawet? Nic z tego .Rozpoczynam więc eksterminacje półek wstydu. Jest to misja długofalowa ale docelowo przeczytane pozycje albo zostaną w kolekcji, albo wezmą udział w bookcrossingu. Tak więc na pierwszy ogień "Dziedziczka Smoków"

 

Książka opowiada nam o 13 letniej sierocie Sofii, która mieszka w jednym z rzymskich sierocińców w obecnych czasach. Niespodziewanie dla niej i wszystkich opiekunek pewnego dnia w drzwiach staje profesor i oświadcza, że chciałby ją adoptować. Po początkowym szoku Sofia odkrywa, że profesor wybrał ją ze wzgędu na jej pochodzenia. Otóż jest przedstawicielką bardzo starego rodu, który tysiące lat temu zjednoczył się ze smokami i właśnie w naszej małej sierotce kryje się najstarszy i najpotężniejszy z przedstawicieli skrzydlatych gadów. Dziewczynka musi tylko nauczyć się z nim porozumiewać i używać niezwykłych mocy. A czas nagli, bo prastary wywern, największy wróg smoków powoli odzyskuje siły i już niedługo przełamie wiążące go pieczęci i zaatakuje ludzkość.

 

Na pierwszy rzut oka gdy tylko spojrzymy na okładkę wydaje się, że jest to powieść dla młodzieży. Na drugi, trzeci i każdy kolejny również. I nie ma co się doszukiwać tu głębi bo tak właśnie jest. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie główna bohaterka. Sofia jest jedna z bardziej irytujących postaci jakie miałem okazje poznać. Zamknięta w sobie, uważająca, że do niczego się nie nadaje, jest najgorsza i wszystko to jej wina. Uwielbia użalać się nad sobą i nie ma ani odrobiny pewności siebie. Aż chciało się zakrzyknąć, żeby ją coś pożarło w trakcie lektury. Przeciwwagą dla niej powinien być profesor ale on również okazuje się przesadnie tkliwy. Dochodzi do tego, że w jednej ze scen nawzajem się przepraszają i starają się nawzajem przekonać kto jest bardziej winny zaistniałej sytuacji. Natomiast przeciwnicy to taki zespół R z pokemonów który cały czas ze sobą rywalizuje. Zamiast współpracować dla dobra swojego pana, wielkiego wywerna to oni cieszą się jak głupki, gdy drugiemu się nie powiodło. Sposób rekrutacji sług też jest bardzo naciagany. Pierwotnie wyglądało to ciekawie, ale później ten wątek przestał zupełnie istnieć. Zamiast przekonywać do siebie mogli równie dobrze zgarnąć jakiegos bezdomnego, bo i tak ich sługa jest bezwolną marionetką. Bezsens

 

Jest sporo ksiażek dla młodzieży, które są napisane o niebo lepiej i nie powodują takiego poziomu irytacji na głównego bohatera. Poszukajcie, serio. Bo po tej serii nie ma się czego spodziewać. Kolejne tomy nie dostaną u mnie szansy

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-20 20:59
"Władcy marionetek" Robert A. Heinlein
Władcy marionetek - Robert A. Heinlein

Mała pożółkła i podniszczona książeczka, zgarnięta z gminnej biblioteki na zasadzie bookcrossingu. Patrzysz na cenę na okładce i wiesz, że swoje już przeszła, bo wynosi ona 20000 zł. Dlaczego ją wybrałem? Po pierwsze tytuł przykuł moją uwagę. "Władca marionetek" skojarzył mi się z ... utworem  muzycznym grupy Metallica. Później dopiero doczytałem mniejszą czcionką, że jest to autor zaliczany do klasyków sci-fi. Jeżeli widzieliście kiedyś "Żołnierzy kosmosu" to wiecie o co chodzi. Co więc się kryło w tym leciwym tomiku? Szczegóły poniżej.

 

Ziemia została odwiedzona przez kosmitów. Ale nie są to humanoidalne szare ludziki znane z Archiwum X czy innych filmów. Są to raczej pasożyty o rozmiarach piłki do rugby i o ciele o konsystencji ślimaka. Przyczepiają się poniżej karku człowieka i przejmują nad nim kontrolę. Ofiara nadal posiada swoją osobowość i wszelkie wspomnienia ale jego wola jest całkowicie podporządkowana. Powstrzymać potencjalną inwazję starają się agenci wywiadowczy a dokładniej Sam oraz Mary wraz ze swoim szefem Starcem. Ale jak tu komuś zaufać wiedząc, że może być na usługach kosmitów? Agenci wprowadzają więc w życie śmiały plan "odkrytych pleców". Nie każdemu się to podoba.

 

Akcja pędzi tutaj jak koń w galopie. Już po kilkunastu stronach mamy pierwsze spotkanie z obcymi i niebezpieczeństwo z tym związane. Nie ma czasu na wprowadzenie albo większe opisy lokacji. Liczą się czyny i szybkie, dynamiczne dialogi. To się może podobać. Szczególnie porównując do niektórych dzisiejszych autorów, którzy opisami potrafią zamęczyć prawie jak Nałkowska w "Nad Niemnem". Okazuje się, że można w niewiele ponad 200 stronach zawrzeć całą masę wydarzeń. Wow. Ostatnim razem takie odczucie miałem gdy czytałem książkę Howarda, a więc też już klasykę. Najwidoczniej, kiedyś oczekiwano czego innego po literaturze, Ale wracając do "Władców marionetek" ta pędząca fabuła z częstymi zwrotami akcji ma też swoje minusy. Cierpią na tym postacie. Główny bohater to raczej prosty agent, który niekiedy ma zachowania godne 12 latka. Jak się zaprze że coś che to tu i teraz albo foch. Mary to tajemnicza agentka, która umiejętności których się po niej nie spodziewamy, lecz jednocześnie jest niezwykle uległa. Tak kochanie. Dobrze kochanie. Będzie jak zdecydujesz kochanie. To mi się gryzie w tej postaci. Z jednej strony twarda niezależna babka, a za chwilę zmienia się w potulną kurę domową. Czyżby przebijał tu obraz stereotypowego wizerunku rodziny w latach 50.? Trzecia postać to Starzec, który jest typowym szefem. On wie najlepiej, masz wykonywać jego polecenia ponieważ jest w posiadaniu ważnych informacji którymi się z tobą nie podzieli. Cała ta trójka jest dosyć płytko przedstawiona ale najgorzej wychodzi wątek romantyczny Sama i Mary. Jest to tak nienaturalne i nieadekwatne do ich postaci, że karykaturalne. O zmianie postawy Mary już pisałem. Sam natomiast to wypisz wymaluj zakochany szczeniak. On już teraz i natychmiast będzie sie żenił. Nie ma chwili do stracenia. I wyjadą z miasta, zamieszkają w domku w górach gdzie będą żyć szczęśliwie po kres swoich dni. Błe. Jak to sie źle czytało. Wydaje mi się, że cały ten wątek był rozbudowany tylko po to, żeby doprowadzić do jednej sceny przy rozpalonym kominku. Spokojnie można było to okroić albo napisać bardziej wiarygodnie. 

 

Ale oprócz tego lektura sprawiła mi zaskakująco wiele przyjemności. Pomysł na kosmiczne pasożyty, odkrywnie ich natury, pomysły na walkę z nimi. Wszystko to sprawiło, że książka szybciutko została przeczytana. Dobrze jest czasem zostać zaskoczonym przez starą i pożółkłą książeczkę.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-15 12:10
"Otchłań" Peter V. Brett
Otchłań tom 2 - Peter V. Brett
Otchłań tom 1 - Peter V. Brett

No i się doczekałem. Po 10 latach o rozpoczęcia serii mamy zakończenie. Wystarczyło jeszcze tylko odczekać z pół roku po premierze, aby Fabryka Słów wypuściła drugi tom i można było się zabrać do lektury. Tak jest, "Malowany człowiek" to już przeszłość. Jeżeli chcecie się przekonać jak wypada zakończenie jednej z najciekawszych serii fantasy, to zapraszam poniżej.

 

Jak Arlem z Jardirem postanowili pod koniec poprzedniego tomu, tak też zrobili. Aby powstrzymać ataki demonów postanowili sami zejść do Otchłani i rozprawić się z Królową. Jako przewodnika wzięli ze sobą Księcia Otchłańców i ruszyli. No dobra, aż tak prosto to nie było. Najpierw trzeba było uporządkować wszystkie sprawy w rodzinnych stronach i zabezpieczyć się na wypadek, gdyby misja się nie powiodła. Dlatego też Jardir wrócił  do Krasji aby ogarnąć cały bajzel po przewrocie a Arlem zajrzał do Zakątka aby zamienić kilka słów z Leeshą. Obydwaj podróżowali w ukryciu, aby nie zdradzić się, że żyją. I o tym jest generalnie cała pierwsza połowa książki. Przygotowania do wyprawy do Otchłani naszych Wybawicieli oraz przygotowania pozostałych bohaterów na odparcie ataków Demonów podczas najbliższego nowiu. Istnieje bowiem spore ryzyko, że będzie to atak ostateczny mający na celu zmiecenie ludzkości z powierzchni. Druga połowa to już sama wędrówka w głąb ziemi oraz desperackie próby obrony na górze. Zdradzać nic wiecej nie będę, ale aż do ostatniego momentu nie wiadomo czy się uda, tym bardziej, że misja jest raczej z gatunku tych samobójczych. 

 

Pamiętam jak podczas lektury poprzedniego tomu byłem mocno zawiedziony bardzo małą ilością rozdziałów dotyczących głównych bohaterów. Teraz też, jeżeli spojrzeć na to w ten sposób, to Arlema i Jardira jakoś wybitnie dużo nie ma, przynajmniej w pierwszym tomie. Jednak finał w ich wykonaniu skutecznie wynagradza mi tą dysproporcję. Rozumiem też autora, który musiał podomykać wszystkie inne wątki. Bohaterów się namnożyło i nie można było ich pozostawić samych sobie. Dlatego też trochę inaczej teraz patrzę na poprzednią część. Brett już wtedy wiedział, że kreacje postaci drugoplanowych muszą do czegoś zmierzać i trzeba rozpocząć przygotowania do ich zakończenia. Faktem jest, że ogrom Krasjańskich sióstr, braci, szwagrów i innych powinowatych Jardira mógł przysporzyć o ból głowy. Cieszę się więc, że wszystko ładnie i zgrabnie zostało zamknięte.

 

Sam finał serii bardzo mi się podobał. Czuć było klimat przygotowań i niepewności, czy się uda. Ostateczna walka to już mocne skojarzenie z serią "Obcy" ale inaczej chyba tego nie można sobie wyobrazić. Cóż tu więcej mówić. Jedna z najlepszych serii fantasy dobiegła końca. Cieszę się, że nie była ciągnięta na siłę dalej, jak ma to czasem miejsce. Polecam absolutnie każdemu czytelnikowi fantastyki, wstyd nie znać "Malowanego człowieka"

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-07-31 23:00
"Inne okręty" Romuald Pawlak
Inne Okręty - Romuald Pawlak

Czasem trzeba przeczytać coś innego. Coś, co na co dzień nie podeszło by nam, albo nawet nie rzucilibyśmy na to okiem. ALbo coś, co leży na ten nieszczęsnej półce wstydu i zbiera kurz. I nie wiesz, czy to dobre, czy zasłużenie zgarnia paprochy z otoczenia. Dzisiaj przyszła pora właśnie na taką nieznaną pozycję  głębi półki. A więc skok w nieznane. gotowi?

 

Romuald Pawlak już kiedyś gościł u mnie. "Czarem i smokiem" jednak absolutnie do mnie nie przemówiło i poleciało z kolekcji przed skończeniem lektury nawet. Dlatego też miałem pewną obawę przed lekturą. Ale wcale nie było najgorzej.

Wyobraźcie sobie świat, w którym koń Pizzarra się potknął. Tak nieszczęśliwie, że nie podbił on Inków podczas konkwisty i Hiszpanie wraz z Indianami musieli nauczyć się koegzystować. W świecie takim poznajemy kapitana Pedro de Manjarresa, który poświęcił zarobek i sławę na rzecz kobiety. A więc romans. Ale romans z alternatywną historią w tle. I z wojną. Bo Inkowie i okupanci może i żyją obok siebie, ale obydwie strony szykują się do podboju. I w środku tego rozgardiaszu nasz kapitan szuka ukochanej Indianki. Szaleniec normalnie. Faktycznie miłość ogłupia.

 

Całą historia miłosna i ciągła wędrówka jest tylko pretekstem dla przedstawienia nam ówczesnej sytuacji politycznej. Tylko, co szarego Polaka interesuje w układach hiszpańsko- indiańskich? No niby nic, tylko, że autor nie poprzestał na tamtej okolicy.Skoro historia potoczyła się inaczej w Ameryce Południowej to i w Europie trochę się zmieniło. Skoro w Europie to i w Polsce. Autor poszedł nawet krok dalej. Cóż z tego, że w tamtym okresie działo się odmiennie od znanej nam historii. Dzięki kilku wizjom, których doświadczył nasz bohater, dowiadujemy się jak wyglądały kolejne epoki historyczne.Tak więc trochę rozmachu jest. Pytanie czy jest on aż tak bardzo potrzebny. Bohater jest głupi i zakochany, ale da się go lubić. Niestety wkurzające są wspomniane wcześniej wizje, które dopadają go w różnych sytuacjach i wyrywając nas z butów wrzucają do czasów zupełnie innych. Nie podobało mi się to, tym bardziej, że zakłócało stworzona wcześniej narrację. Jednak jako całokształt nie było tak źle. Oceniłbym ją na delikatnie powyżej przeciętnej, natomiast dla miłośników Indian lub alternatywnej historii może być ie lada gratką.

 

"Inne okręty" były niezłym przerywnikiem od znanych mi autorów i cykli literackich. Niczego się nie spodziewałem i nie dostałem niczego nadzwyczajnego, lecz nie żałuję czasu spędzonego nad lekturą. Ciekawa historia alternatywna raz na jakiś czas nikomu jeszcze nie zaszkodziła

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-07-12 14:32
"Zemsta Manitou" Graham Masterton
Zemsta Manitou - Graham Masterton

Byłem na targach książki w Warszawie i patrzę siedzi jakiś facet i książki podpisuje. Twarz jakaś taka znajoma chyba, jakbym go gdzieś na okładce widział. Zerkam na wizytówkę, a to się okazuje, że Graham Masterton zawitał na Narodowy. Zdobyć autograf! Zdobyć autograf! Tym bardziej, że będzie jeszcze tylko 10 minut. Szybko chwyciłem książkę, której pierwszy tom kiedyś przeczytałem i mi się całkiem podobał i pobiegłem po dedykację. W taki oto sposób stałem się właścicielem "Zemsty Manitou". Teraz czas ją rozliczyć.

 

Neil jest ojcem ośmioletniego syna którego dręczą coraz gorsze koszmary. CO ciekawsze, wszystkie dzieci w jego klasie mają podobne sny. Zaniepokojony ojciec postanawia zbadać sprawę i dochodzi do wniosku, że winny może być legendarny indiański szaman Misquamacus, który stara się zemścić na białych ludziach za krzywdy wyrządzone na przestrzeni wieków. Jedyną osobą mogącą mu pomóc jest Harry Erskine i jego przyjaciel Śpiewająca Skała. Pytanie czy dadzą radę.

 

Ok, widzę co napisałem i to brzmi tandetnie. Nawet bardzo. Horror ten ma niezwykle prostą i jednowątkową budowę, więc wiele nie należy się spodziewać. Jednak może to być paradoksalnie jego plus, ponieważ akcja jest bardzo wartka i strony przerzuca się z zawrotna prędkością. Nie ma czasu na długie dywagacje, trzeba wsiadać w samochód i jechać! Plan? Wymyślimy na miejscu.Tak mniej więcej wygląda zachowanie głównych bohaterów. Czy to spełnia swoje zadanie. Otóż wg mnie tak. Lektura jest  przyjemna, wciągająca i przyjemna. 300 stron minęło niewiadomo kiedy. Jako horror też sie sprawdza. Najbardziej w pamięci zapada scena gwałtu pościeli (nie pytajcie, to się po prostu stało) i przywołania paskudnego indiańskiego boga. Jest on wyraźnie inspirowany twórczością HP Lovecrafta co mocno rzuca się w oczy. No chyba, że faktycznie indiańskie demony tak wyglądały, nie przeprowadzałem głębszych badań. Jest jednak kilka minusów. Przede wszystkim zakończenie jest jakieś takie nijakie. Trochę Deus ex Machina. Pomoc która uratowała świat pojawia się znikąd i wszystko pozamiatała. Druga sprawa to postać Harrego Erskina. W pierwszym tomie główny bohater, tutaj kreowany był na jedynego sojusznika, który uwierzył Neilowi. W rzeczywistości jego rola ograniczała się do przyprowadzenia Śpiewającej Skały (który okazał się niezwykle ważny) i wygłaszania wymuszonych i irytujących dowcipów. Taki człowiek, który na siłę chce być śmieszny, mimo, że nie ma do tego powodów. Równie dobrze mogło by go nie być i nic byśmy nie stracili.

 

"Zemsta Manitou" to dobra propozycja dla miłośników szybkich i dynamicznych powieści akcji z nutką grozy. Jeżeli będziecie czytali i nie zadawali sobie zbyt wielu pytań, to spokojnie jest to lektura na jeden-dwa wieczory dająca sporo satysfakcji. Jeżeli natomiast lubicie analizować to co przeczytaliście, to pojawią się pewne zgrzyty.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?