logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: fizyczna-polka
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-11-05 23:06
"Outsider" Stephen King
The Outsider - Stephen King

Sporo się naczekałem na nowego Kinga. Nie czytałem serii "Pan Mercedes" bo jakoś nie pasował mi ten autor w powieści detektywistycznej. Dlatego też z tym większym utęsknieniem czekałem na najnowszą powieść mojego ulubionego autora. Teraz świeżo po lekturze czas na kilka zdań podsumowania.

 

W Flint City doszło do strasznej tragedii. W miejskim parku bestialsko zabity i zgwałcony został 11-letni  chłopiec. Policja opierając się na zeznaniach licznych świadków i materiale dowodowym zebranym na miejscu zbrodni jest pewna, że zna sprawcę. Jest to Terry Maitland, miejscowy nauczyciel angielskiego i trener Młodej Ligi. Detektyw Ralph Anderson postanawia go aresztować i jak najszybciej skazać. Po aresztowaniu okazuje się jednak, że Maitland ma niezwykle mocne alibi, które potwierdza kilkanaście osób. Według badań podejrzany był w tym samym czasie zarówno na miejscu zbrodni jak i w oddalonym ponad sto kilometrów dalej spotkaniu ze znanym pisarzem. Czy możliwa jest bilokacja? I jeżeli to nie Terry, to kto?

 

Pierwsze 200 stron wypada cudownie. Poznajemy zarówno dowody obciążające nauczyciela jak i jego alibi. Jako czytelnik mam mętlik w głowie nie wiedząc komu ufać i gdzie szukać sprawcy. Świetny pomysł pozwalający na bardzo wiele domysłów. Rozdwojenie osobowości? Zły brat bliźniak? Mroczne alter ego? Efekt szalonych eksperymentów? Szkoda jednak, że żadne z tych domysłów się nie sprawdzają. Za całą tą chryją kryje się bowiem pewna siłą nieczysta mocno kojarząca się z krzyżówką wampira i zmiennokształtnego. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale takie rozwiązanie nie przypadło mi do gustu jak również mocne nawiązanie do potwora z hiszpański ludowych podań El Cuco. Wydaje mi się, że autor poszedł trochę na łatwiznę nie szukając tu jakiegoś głębszego rozwiązania.

Zawsze dzieiła Kinga fascynowały mnie tym, że największy mrok i zło czai się w zwyczajnych codziennych czynnościach i rzeczach. Każdy z nas ma w sobie Mrok, który umiejętnie pielęgnowany dochodzi do głosu i potrafi zmienić nas w prawdziwe bestie. To było najważniejsze przesłanie w książkach tego autora. I po czymś takim z niepokojem potrafiłem patrzeć pluszową małpkę na półce, lub zaczynałem się denerwować, gdy w autobusie jakiś nieznajomy powtarzał w kółko pod nosem ciągle to samo zdanie. Tutaj zawiodłem się, ponieważ zamiast cząstki wewnętrznego zła otrzymujemy zło jak najbardziej zewnętrzne. Nie związane w żaden sposób z bohaterami książki i oderwane od nich. To smutne, ponieważ z takim pomysłem można było zrobić coś dużo lepszego.

Druga rzecz, która mi się nie spodobał to bardzo wyraźne nawiązanie do serii "Pan Mercedes". Przypomnę, że nie czytałem jej a mimo do zostałem uraczony dużymi spojlerami. Jedna z głównych postaci kobiecych występowała we wspomnianej serii przez co zdradziła prawdopodobnie ważne fakty czytelnikowi. Ja rozumiem przeplatanie się bohaterów na łamach książek Kinga i ich wzajemne zależności, ale na Boga to powinny być subtelne aluzje tak jak to robił w Mrocznej Wieży a nie zdradzanie zakończenia! Może ja kiedyś jednak chciałem się z tą serią zapoznać. Teraz muszę się poważnie nad tym zastanowić.

 

"Outsider" mocno mnie wkurzył niewykorzystanym potencjałem. Z tego mogło wyjść coś bardzo dobrego, a otrzymałem historyjkę o Boogieman-ie. Warsztatowy nie mam wiele Kingowi do zarzucenia, lecz nie cieszyłem się z lektury tak bardzo, jak sugerowała jej pierwsza połowa. Od mistrza oczekuję czegoś więcej

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-10-16 10:22
"Dziedzictwo posłańca" Peter V. Brett
Dziedzictwo posłańca - Peter V. Brett

Lubię serię "Malowanego Człowieka". Lubię ją na tyle, że z chęcią sięgnąłem po opowiadania uzupełniające fabułę z podstawowej historii. Dlatego też gdy po zakończeniu całego pięcioksięgu pojawiła się kolejna książka nie było wątpliwości, że muszą ją nabyć. Nabyłem, przeczytałem to teraz podzielę się w kilku słowach co o niej sądzę.

 

"Dziedzictwo posłańca" to zarówno tytuł całęj książki jaki jednego z trzech opowiadań z których się składa. Pierwsze, tytułowe właśnie wprowadza nam postać Briara. Tak to ten pół Krasjanin, który lubuje się w lubczyku śmiga po bagnach. Nieco się o nim dowiedzieliśmy w ostatnim tomie serii, lecz tutaj mamy obszerną relację z dzieciństwa i okresu gdy sam przebywał na bagnach. Z tego co wiem pierwotnie to opowiadanie zostało opublikowane przed "Otchłanią" aby czytelnicy mogli poznać tą postać odpowiednio wcześnie, lecz nie wydaje mi się, aby było to konieczne. Można spokojnie przeczytać je i po skończeniu całej historii.

 

Drugie opowiadanie to "Święto w Potoku Tibbeta". Tutaj nie ma wiele do opowiadania. Wracamy do czasów, gdy Arlem był jeszcze chłopcem, lecz zanim opuścił ojca. Opowiadanko ( bo jest króciutkie) traktuje o dniu świątecznym w Potoku i nieszczęśliwym powrocie rodziny Arlema do domu. Nic ciekawego

 

Ostatnia składowa książki to "Sellia zwana Wyschniętą". Tutaj warto najpierw przeczytać "Otchłań" a później uzupełnić sobie wydarzenia tym właśnie opowiadaniem. Selia to mówczyni w Potoku Tibbeta która w czasie Nowiu i walki z Książętami Demonów stała na czele społeczności odpierającej ich atak. Jednak ważniejsze tutaj zdaje się uczucie, którym darzy Lesę, 50 lat młodszą od siebie dziewczynę i to z wzajemnością. Poznajemy zarówno ich losy w obliczu ataku Otchłańców, jak i historię która miała miejsce około 50 lat wcześniej, gdy Selia pierwszy raz przyznała się do swojej orientacji. 

 

Zacznę od okładki, która jest wierutnym kłamstwem. Mamy na niej Rojera, bezpalcego skrzypka znanego z całej serii. W całej książce jednak nie ma o nim ani słowa, co możecie stwierdzić na podstawie powyższego streszczenia. Takie dobranie grafiki wprowadzić może spory zawód. A teraz do rzeczy. "Dziedzictwo posłańca" czyli pierwsze opowiadanie jest ok. Opisuje nam młodego Briara, jego motywacje i tragedię. Jednak jest kilka mankamentów. Po pierwsze gdzie nauczył się walczyć. Wg tego opowiadania ojciec dopiero planował rozpocząć jego edukację. Zdążył mu pokazać kilka podstawowych technik łącznie z zaklinaniem Otchłańców ale to tyle. Gdzieś musiał się doskonalić, ale tego nie wyjaśnione. I druga uwaga jest taka, że mieliśmy poznać młode lata naszego bohatera a otrzymujemy dziurę w życiorysie. Po tragedii rodzinnej miał niespełna 10 lat. A kolejny raz słyszymy o nim gdy dobija do 13-14 lat i jest już zaprawiony w unikaniu i walce z Otchłańcami i w sztuce przetrwania na Bagnach. Miało być wyjaśnienie, a zostało niedomówienie w postaci tych kilku lat.

 

"Święto w Potoku Tibbeta" jest  za krótkie aby coś o nim powiedzieć. Historia wywalonego po pijaku wozu i powrotu do gospodarstwa po zmroku nie jest bardzo zajmująca.Wydaje mi się również, że ojciec Arlema w tym okresie życia powinien wykazywał się większym tchórzostwem.

 

"Selia zwana Wyschniętą" jest tu chyba najmocniejszym opowiadaniem. Niesnaski małego miasteczka, konflikt ciągnące się  od pokoleń i walka o władzę a wszystko to w okresie ataku Książąt Otchłańców. Ładnie zaserwowane i na dokłądkę w podwójnej dawce. Bo cofamy się w czasie i poznajemy nieznaną historię sprzed pół wieku. Jednak jestem dziś w marudnym nastroju więc też ponarzekam. Obawiam się, że główną uwagę skupia jednak lesbijski związek głównej bohaterki i on stanowi oś tego opowiadania. Pytanie czy gdyby chodziło o miłość staruszka i młodej dziewczyny czytało by się to gorzej? Na pewno było by mniej kontrowersji, a o to chyba chodziło autorowi. Skoro opisał miłość gejowską wśród Krasjan to chciał wyrównać i coś o kobietach też napisać. Nie jestem pewien czy mi taka motywacja odpowiada. Ale samo opowiadanie bardzo dobre.

 

Podsumowując jest OK ale nic ponad to. Na pewno nie jest to pozycja "Must have" dla czytelników Bretta. Można spokojnie obejść się bez znajomości "Dziedzictwa posłańca" i być zadowolonym. Jednak lektura w większości przypadków sprawiała mi przyjemność, więc nie żałuję. Ocenicie sami, jak zawsze.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review SPOILER ALERT! 2018-09-26 12:33
"Drzewo morwowe" Tomasz Białkowski
Drzewo morwowe - Tomasz Białkowski

Kolejna pozycja z półki wstydu. Przypomnę, że nic nie wiem o tych książkach, nie sprawdzałem o czym są. Pojawiły się u mnie w różnych okolicznościach i czekały cierpliwie aż się nimi zainteresuję. Ta konkretna został wybrana z dwóch powodów. Po pierwsze okładka nawiązująca do "Milczenia owiec" a po drugie duże czcionka. Może i nie jest to poważny powód, ale wiedziałem, że chciałbym przeczytać coś nie za długiego bowiem spodziewałem się urodzinowej dostawy literatury. No to wskakujemy na drzewo.

 

Paweł Werens to młody dziennikarz z Warszawy. Zostaje on wysłany do Olsztyna, aby zbadać serię tajemniczych zabójstw, które miały miejsce na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Wybór nie był przypadkowy, ponieważ jest to jego rodzinne miasto od którego jednak stroni, gdyż wiążą się z nim pewne przykre wspomnienia z dzieciństwa. Dziennikarskie śledztwo doprowadza go na trop dziwnej sekty która działała już w latach siedemdziesiątych i męczeńskiej śmierci dawnych świętych. Pomoże mu w tym piękna pani weterynarz, też całkiem ładna pani psycholog więzienny i stryj, który kilak lat wcześniej porzucił stan kapłański.

 

Nie sposób nie zauważyć tu wyraźnego odwołania do "Milczenia owiec". Tam ofiary miały umieszczone w ciałach larwy motyla Trupia Główka. Tutaj w ustach znajdowano jedwabniki. Jest to jednak jedyne chyba podobieństwo. Powieść zaczyna się bardzo dobrze opisem kilku zabójstw które zbadać ma nasz bohater. Następnie młody Werens przyjeżdża do miasta i zaczyna węszyć. Podążając krok w krok razem  nim całkiem szybko wciągamy się w szczegóły zbrodni i strony przelatują bardo szybko. Gdy dochodzi podobieństwo zabójstw do męczeńskiej śmierci pierwszych chrześcijan robi się nawet ciekawiej. Jednak końcówka jest spektakularnie słaba. Po pierwsze stryj Pawła to chodząca encyklopedia sekt, gnostyków i historii kościoła. Ja znam osobiście kilku księży i żaden nie posiadł tak szczegółowej wiedzy w Seminarium, co sugerowało by, że stryjek miał bardzo wąskie zainteresowania, które idealnie wpasowały się prowadzoną sprawę. Wystarczyło go o coś zapytać, a on zaraz sypał jak z rękawa datami, nazwiskami i cytatami. Po drugie pod koniec nasz główny bohater zostaje pojmany, aby zaraz zostać wypuszczony bo i tak czeka na niego inna tortura. Serio? To tak nielogiczne, że aż wierzyć mi się nie chciało. Grożą mu śmiercią, żeby za chwilę uwolnić i pozwolić na ostatnią nockę w swoim łóżku. A gdy doszło do wspomnianej tortury znów zrobiło siędziwnie, wręcz amatorsko. Paweł ma silny wstręt do wody i zmuszony jest wejść do niej aby uratować dwie dziewoje. Oczywiście nie umie pływać, ale nie przeszkadza mu to w dotarciu do tonącej łódki i wyciągnięciu związanych kobiet na brzeg. Przez całą powieść stopniowo poznawaliśmy przyczyny tego lęku, który został przełamany w 3 zdaniach. Ot wszedł do wody bo taka była potrzeba chwili. Chyba czytelnik zasłużył na trochę więcej. Nasz zabójca natomiast należał do najbardziej oryginalnych postaci o jakich czytałem. Niski, garbaty, kulawy i ze spaloną połową twarzy. Czyli Quasimodo. Oj szkoda, że to tak się skończyło, szkoda. 

 

"Drzewo morwowe" miało na prawdę duży potencjał, Lecz z czasem mój entuzjazm czytelniczy zanikał aż wiele z niego nie zostało. Książkę zapamiętam ze względu na postać zabójcy i wyjątkowo kiepskiego zakończenia, ale chyba nie oto chodziło autorowi,

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-09-05 11:49
"Dziedziczka smoka. Testament Thubana" Licia Troisi
Testament Thubana - Licia Troisi

Mam taką półkę wstydu. A dokładniej to z 2. Znajdują się tam w większości książki, które wygrałem w przeróżnych konkursach nie patrząc nawet szczególnie o co walczę. I tak się zapełniały półeczki aż powiedziałem STOP. Teraz tylko przemyślane zakupy oraz walka w konkursach, które mnie interesują. Ale mleko się rozlało. To co mam te książki komuś sprezentować nie zapoznawszy się nawet? Nic z tego .Rozpoczynam więc eksterminacje półek wstydu. Jest to misja długofalowa ale docelowo przeczytane pozycje albo zostaną w kolekcji, albo wezmą udział w bookcrossingu. Tak więc na pierwszy ogień "Dziedziczka Smoków"

 

Książka opowiada nam o 13 letniej sierocie Sofii, która mieszka w jednym z rzymskich sierocińców w obecnych czasach. Niespodziewanie dla niej i wszystkich opiekunek pewnego dnia w drzwiach staje profesor i oświadcza, że chciałby ją adoptować. Po początkowym szoku Sofia odkrywa, że profesor wybrał ją ze wzgędu na jej pochodzenia. Otóż jest przedstawicielką bardzo starego rodu, który tysiące lat temu zjednoczył się ze smokami i właśnie w naszej małej sierotce kryje się najstarszy i najpotężniejszy z przedstawicieli skrzydlatych gadów. Dziewczynka musi tylko nauczyć się z nim porozumiewać i używać niezwykłych mocy. A czas nagli, bo prastary wywern, największy wróg smoków powoli odzyskuje siły i już niedługo przełamie wiążące go pieczęci i zaatakuje ludzkość.

 

Na pierwszy rzut oka gdy tylko spojrzymy na okładkę wydaje się, że jest to powieść dla młodzieży. Na drugi, trzeci i każdy kolejny również. I nie ma co się doszukiwać tu głębi bo tak właśnie jest. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie główna bohaterka. Sofia jest jedna z bardziej irytujących postaci jakie miałem okazje poznać. Zamknięta w sobie, uważająca, że do niczego się nie nadaje, jest najgorsza i wszystko to jej wina. Uwielbia użalać się nad sobą i nie ma ani odrobiny pewności siebie. Aż chciało się zakrzyknąć, żeby ją coś pożarło w trakcie lektury. Przeciwwagą dla niej powinien być profesor ale on również okazuje się przesadnie tkliwy. Dochodzi do tego, że w jednej ze scen nawzajem się przepraszają i starają się nawzajem przekonać kto jest bardziej winny zaistniałej sytuacji. Natomiast przeciwnicy to taki zespół R z pokemonów który cały czas ze sobą rywalizuje. Zamiast współpracować dla dobra swojego pana, wielkiego wywerna to oni cieszą się jak głupki, gdy drugiemu się nie powiodło. Sposób rekrutacji sług też jest bardzo naciagany. Pierwotnie wyglądało to ciekawie, ale później ten wątek przestał zupełnie istnieć. Zamiast przekonywać do siebie mogli równie dobrze zgarnąć jakiegos bezdomnego, bo i tak ich sługa jest bezwolną marionetką. Bezsens

 

Jest sporo ksiażek dla młodzieży, które są napisane o niebo lepiej i nie powodują takiego poziomu irytacji na głównego bohatera. Poszukajcie, serio. Bo po tej serii nie ma się czego spodziewać. Kolejne tomy nie dostaną u mnie szansy

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-20 20:59
"Władcy marionetek" Robert A. Heinlein
Władcy marionetek - Robert A. Heinlein

Mała pożółkła i podniszczona książeczka, zgarnięta z gminnej biblioteki na zasadzie bookcrossingu. Patrzysz na cenę na okładce i wiesz, że swoje już przeszła, bo wynosi ona 20000 zł. Dlaczego ją wybrałem? Po pierwsze tytuł przykuł moją uwagę. "Władca marionetek" skojarzył mi się z ... utworem  muzycznym grupy Metallica. Później dopiero doczytałem mniejszą czcionką, że jest to autor zaliczany do klasyków sci-fi. Jeżeli widzieliście kiedyś "Żołnierzy kosmosu" to wiecie o co chodzi. Co więc się kryło w tym leciwym tomiku? Szczegóły poniżej.

 

Ziemia została odwiedzona przez kosmitów. Ale nie są to humanoidalne szare ludziki znane z Archiwum X czy innych filmów. Są to raczej pasożyty o rozmiarach piłki do rugby i o ciele o konsystencji ślimaka. Przyczepiają się poniżej karku człowieka i przejmują nad nim kontrolę. Ofiara nadal posiada swoją osobowość i wszelkie wspomnienia ale jego wola jest całkowicie podporządkowana. Powstrzymać potencjalną inwazję starają się agenci wywiadowczy a dokładniej Sam oraz Mary wraz ze swoim szefem Starcem. Ale jak tu komuś zaufać wiedząc, że może być na usługach kosmitów? Agenci wprowadzają więc w życie śmiały plan "odkrytych pleców". Nie każdemu się to podoba.

 

Akcja pędzi tutaj jak koń w galopie. Już po kilkunastu stronach mamy pierwsze spotkanie z obcymi i niebezpieczeństwo z tym związane. Nie ma czasu na wprowadzenie albo większe opisy lokacji. Liczą się czyny i szybkie, dynamiczne dialogi. To się może podobać. Szczególnie porównując do niektórych dzisiejszych autorów, którzy opisami potrafią zamęczyć prawie jak Nałkowska w "Nad Niemnem". Okazuje się, że można w niewiele ponad 200 stronach zawrzeć całą masę wydarzeń. Wow. Ostatnim razem takie odczucie miałem gdy czytałem książkę Howarda, a więc też już klasykę. Najwidoczniej, kiedyś oczekiwano czego innego po literaturze, Ale wracając do "Władców marionetek" ta pędząca fabuła z częstymi zwrotami akcji ma też swoje minusy. Cierpią na tym postacie. Główny bohater to raczej prosty agent, który niekiedy ma zachowania godne 12 latka. Jak się zaprze że coś che to tu i teraz albo foch. Mary to tajemnicza agentka, która umiejętności których się po niej nie spodziewamy, lecz jednocześnie jest niezwykle uległa. Tak kochanie. Dobrze kochanie. Będzie jak zdecydujesz kochanie. To mi się gryzie w tej postaci. Z jednej strony twarda niezależna babka, a za chwilę zmienia się w potulną kurę domową. Czyżby przebijał tu obraz stereotypowego wizerunku rodziny w latach 50.? Trzecia postać to Starzec, który jest typowym szefem. On wie najlepiej, masz wykonywać jego polecenia ponieważ jest w posiadaniu ważnych informacji którymi się z tobą nie podzieli. Cała ta trójka jest dosyć płytko przedstawiona ale najgorzej wychodzi wątek romantyczny Sama i Mary. Jest to tak nienaturalne i nieadekwatne do ich postaci, że karykaturalne. O zmianie postawy Mary już pisałem. Sam natomiast to wypisz wymaluj zakochany szczeniak. On już teraz i natychmiast będzie sie żenił. Nie ma chwili do stracenia. I wyjadą z miasta, zamieszkają w domku w górach gdzie będą żyć szczęśliwie po kres swoich dni. Błe. Jak to sie źle czytało. Wydaje mi się, że cały ten wątek był rozbudowany tylko po to, żeby doprowadzić do jednej sceny przy rozpalonym kominku. Spokojnie można było to okroić albo napisać bardziej wiarygodnie. 

 

Ale oprócz tego lektura sprawiła mi zaskakująco wiele przyjemności. Pomysł na kosmiczne pasożyty, odkrywnie ich natury, pomysły na walkę z nimi. Wszystko to sprawiło, że książka szybciutko została przeczytana. Dobrze jest czasem zostać zaskoczonym przez starą i pożółkłą książeczkę.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?