logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: milosc
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-15 21:12
"... Nie wystarczy mi nic mniej od wieczności" - "Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" Claudia Gray [FIREBIRD #2]
Autor: Claudia Gray
Tytuł: Dziesięć tysięcy słońc nad tobą
Cykl: Firebird, tom 2
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: 27 września 2017
 
Po lekturze pierwszej części trylogii Firebird Claudii Gray byłam bardzo ciekawa jej kontynuacji. Chociaż "Tysiąc odłamków ciebie" nie było dokładnie tym, czego się spodziewałam, powieść zrobiła na mnie dobre wrażenie i chciałam poznać dalsze losy bohaterów. Miałam też nadzieję na więcej akcji i odwrócenie proporcji - mniej skupiania się na wątku miłosnym, a w zamian bardziej szczegółowe rozwinięcie motywu podróży międzywymiarowych. Czy tym razem autorce udało się tego dokonać?
Marguerite już wie, że Wyatt Conley jest gotów na wszystko, by zgodziła się pracować dla Triadu. Tak drastycznego posunięcia się jednak nie spodziewała. Świadomość Paula została rozszczepiona na cztery części, a każda z nich umieszczona w innym wymiarze. Dziewczyna wciąż może je jeszcze odnaleźć i połączyć w całość. W ten sposób odzyska ukochanego i będzie mogła zabrać go do domu. Współrzędne, którymi musi podążać, mają jednak wysoką cenę. Tymczasem pomocy potrzebuje nie tylko Paul. Nagle ujawniają się efekty uboczne stosowania włamywacza, a stan Theo gwałtownie się pogarsza. Córka wynalazców nie ma wyboru - musi współpracować ze znienawidzoną korporacją albo straci ich obu na zawsze.
Nauczona doświadczeniem z pierwszym tomem trylogii, nastawiałam się na kolejną dawkę wzruszeń i skupienie na historii miłosnej, chociaż wciąż miałam nadzieję, że tym razem fantastyka przeważy nad romansem. Wprawdzie razem z Marguerite poznajemy nowe wymiary - odwiedza np. Uniwersum Wojenne, Uniwersum Triadu czy Centralę - jednak mam wrażenie, że proporcje pozostały zbliżone do tych z poprzedniej części. Mimo że w centrum pozostaje uczucie młodych bohaterów, nie mogę powiedzieć, żebym się nudziła. Owszem, straciło już dla mnie trochę na świeżości i Marguerite zaczęła mnie irytować (niby każda osoba w danym wymiarze stanowi odrębną jednostkę, ale upiera się, że wszystkie wersje jednego człowieka dzielą tę samą duszę - a to powoduje jeden wielki bajzel w jej głowie i niepotrzebne dramaty), ale trochę się jednak działo. Oprócz samej misji ratunkowej był też sabotaż, porwanie, rosyjska mafia, strzelanina, wojna i bombardowanie, przedziwny świat rządzony przez korporacje. Ujawniono także kilka odpowiedzi, które dosłownie wbiły mnie w fotel. Wszystko to napisane, tak jak poprzednio, lekkim stylem i okraszone humorem.
"Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" znów rzuciło mnie w wir historii miłosnej napotykającej na swojej drodze przedziwne przeszkody. Chociaż nie powiem, żeby działo się mało, to jednak miałam wielką nadzieję na dużo więcej. Chętnie zostałabym w każdym z wymiarów na dłużej, by bliżej im się przyjrzeć, poznać je trochę lepiej. Wiem, że bohaterka krucho stała z czasem i chciała jak najszybciej uratować chłopaków, ale mimo to pozostał pewien niedosyt. Sytuację zdecydowanie poprawiło tych kilka rewelacji, przez które musiałam zbierać szczękę z podłogi. Czy mogłoby być lepiej? Na pewno tak, chociaż w moim przypadku wystarczyło na tyle, żebym miło spędziła czas i zdecydowała się zaryzykować przeczytanie także trzeciej, ostatnie części - "Milion światów z tobą".
 
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar :)
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/10/nie-wystarczy-mi-nic-mniej-od.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-12 11:12
Szymek, Tośka, Wera i paru innych, czyli kilka godzin czystej przyjemności
Rdza - Jakub Małecki

“Ślady” tego autora czytałem prawie rok. Taka była to lektura, dająca od siebie odpocząć, nie skłaniająca do pośpiechu. “Rdzę” przeczytałem w parę godzin. Od dosłownie pierwszych słów zostałem wciągnięty w życie Szymka a potem i jego babci, kolegi, rodziców i sąsiadów. Wszystko, co miałem wczoraj zrobić, zrobię dzisiaj. Wczoraj tylko “Rdza”.

 

Zachwyciła mnie mnogość tematów, które zostały tu poruszone. Zachwyciło mnie także pokazanie ludzi jako istot wyjątkowych, w sensie: tak od siebie odmiennych, tak różnych. Ale tego akurat się spodziewałem, z tego autora już znamy. Początkowo chciałem parę motywów, które są poruszone w książce przytoczyć, ale ostatecznie stwierdziłem, że nie o to chodzi, żeby zdradzać, chodzi o to, żeby zachęcać. No to zachęcam.

 

Książka opowiada o ludziach i o życiu tych ludzi. Bywa niewesoła, ale autor pisząc o dramatach, tych mniejszych i większych nie popada w egzaltację, nie cierpi wraz z bohaterami, nie próbuje przemycać żadnych sugestii o niby uszlachetniającym cierpieniu. I takiego przedstawienia dramatu jestem fanem. I tak sobie myślę, że obok “Króla” wiadomego autora jest “Rdza” najlepsza powieścią jaką przeczytałem w ostatnich paru latach. A autor jest na drodze, gdzie każda kolejna książka wydaje się być jeszcze lepszą od poprzedniej. Aż się boję co będzie potem, w sensie: kiedy? Bo ja już bym chciał.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-09 19:36
[PRZEDPREMIEROWO] "Lab girl" Hope Jahren
Autor: Hope Jahren
Tytuł: Lab girl
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 20 października 2017
 
Jak to jest być rośliną? Czy drzewa pamiętają swoje dzieciństwo? Czy potrafią porozumiewać się między sobą i ostrzegać nawzajem przed niebezpieczeństwem? Czy wiedzieliście, że czasem drzewo może znajdować się w dwóch miejscach jednocześnie i ma mniej więcej tyle samo liści, co my, ludzie, włosów na głowie? Zielona część naszej planety została wymyślona ponad czterysta milionów lat temu, ale aby zostać naukowcem i ją badać, wcale nie potrzebujemy tytułu naukowego czy wybitnych umiejętności. Wystarczy dostrzec to, co nas otacza. I zacząć zadawać pytania.
Hope Jahren jako mała dziewczynka uwielbiała towarzyszyć swojemu ojcu w laboratorium, bawiąc się różnymi przyrządami. Już wtedy wiedziała, że pewnego dnia pragnie zbudować swoją własną pracownię. Droga do celu była długa i kręta, ale - tak jak nasionko - Hope umiała cierpliwie czekać. W ciągu 4 lat studiów (najpierw literaturoznawstwo, potem nauki przyrodnicze) pracowała w 40 różnych miejscach, m. in. jako korektorka, sekretarka, kamerzystka czy nauczycielka pływania. Najbardziej zapadła jej jednak w pamięć praca w szpitalnej aptece. Po uzyskaniu stopnia magistra przeniosła się z Minnesoty na Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley, gdzie poznała Billa i okazało się, że ciężką pracą mogą osiągnąć wspólnymi siłami niemal wszystko, co tylko sobie wymarzą.
W swojej autobiografii Hope zabiera czytelnika w wyjątkową podróż, mającą początek we wspomnieniach z dzieciństwa spędzonego w Norwegii. Przeprowadza go następnie przez szereg momentów z jej życia - tych ważnych, tych trudnych, tych niespodziewanych i tych zabawnych. Tę ciekawą opowieść przeplata fragmentami na temat nauki, natury (a w szczególności drzew), dzieląc się informacjami na temat eksperymentów, ciekawostkami oraz luźnymi przemyśleniami towarzyszącymi jej w różnych sytuacjach. Styl i sposób narracji czynią z "Lab girl" przyjazną czytelnikowi lekturę, pełną interesujących faktów na temat otaczającej nas rzeczywistości. Autorka, choć jest przecież wybitnym naukowcem i za swoją pracę była wielokrotnie nagradzana, nie traktuje go wcale z góry, nie stawia się na pozycji nieomylnego autorytetu, ale prowadzi dialog jak z równym sobie.
"Lab girl" to zdecydowanie pozycja, po którą warto sięgnąć, nawet jeśli nie zaliczamy się do grona badaczy, a drzewa nie stanowią przedmiotu naszej pasji. Oczywiście wiele się z niej dowiemy i poznamy życiorys niezwykłej kobiety, jednak to nie wszystko. Zaskakująco lekki styl i objawiające się raz po raz na kartach książki poczucie humoru autorki sprawiają, że pochłania się ją jak dobrą powieść (naprawdę dobrą!). Szczerze polecam tę wartościową lekturę wszystkim ciekawym świata i otwartym na wiedzę czytelnikom.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/10/przedpremierowo-lab-girl-hope-jahren.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-07 08:35
[PRZEDPREMIEROWO] "Pasażerka" Alexandry Bracken
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Pasażerka
Cykl: Passenger, tom 1
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: SQN Imaginatio
Premiera: 11 października 2017
 
Podróże w czasie i uczucie, które nie ma prawa istnieć, z góry skazane na porażkę - czy to brzmi jak recepta na sukces? Ona - nastolatka z dwudziestego pierwszego wieku, obiecująca skrzypaczka. On - ciemnoskóry osiemnastowieczny pirat na usługach znienawidzonego manipulatora. Nigdy nie powinni byli się spotkać, a gdy ich misja dobiegnie końca, każde wróci do swojego czasu naturalnego i więcej się nie zobaczą. Czy ta świadomość cokolwiek zmieni, gdy przewrotny los mimo wszystko skrzyżuje ich drogi?
Etta Spencer dla gry na skrzypcach poświęciła wszystko. Nie ma przyjaciół, rozstała się też z chłopakiem, by mieć więcej czasu na ćwiczenia. Wielkimi krokami zbliża się jej debiut - wydarzenie, któremu podporządkowała całe dotychczasowe życie. Przedtem ma jeszcze wystąpić na prywatnym koncercie w Metropolitan Museum of Art. Zdarzenia przybierają jednak niespodziewany obrót i... dziewczyna jakimś cudem przenosi się w czasie, do roku 1776. Odzyskuje świadomość na pokładzie statku przejmowanego właśnie przez piratów. Ale to dopiero początek. Aby móc wrócić do domu, Etta musi wypełnić pewną misję. Czy uda jej się na czas odnaleźć zagadkowy artefakt i uratować swoją matkę?
Możliwość podróżowania przez epoki i kontynenty to interesujący motyw sam w sobie. Gdy bohaterowie muszą się przy tym sporo natrudzić, szukając właściwych przejść, a na każdym kroku czyha na nich niebezpieczeństwo, robi się jeszcze ciekawiej. Oś czasu kontroluje bezwzględny Cyrus Ironwood, trzymając żelazną ręką wszystkie rodziny podróżników (a raczej to, co z nich zostało). Ettę czeka naprawdę trudne zadanie, lecz jest gotowa zaryzykować własne życie w obronie tych, których kocha. Dysponuje tak wielką odwagą i wolą walki, że praktycznie nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Dobra, troskliwa, pełna wiary w ludzi, ale przy tym zadziorna i nieustraszona - z miejsca zdobyła moją sympatię. Polubiłam również Nicholasa, choć nie od razu przypadł mi do gustu. Ale kto oprze się urokowi takiego czarującego i przystojnego pirata? Z pozoru obojętny, skupiony na swoim kontrakcie i obiecanej zapłacie, nosi w sobie ogromne pokłady bólu. Nie chce pozwolić sobie uwierzyć, że to czego pragnie, może być na wyciągnięcie ręki. Najbardziej nieprzewidywalną postacią jest jednak Sophia. W tej ambitnej i gotowej na wszystko dziewczynie tkwi duży potencjał i mam wielką nadzieję, że w kolejnych tomach serii zostanie w pełni rozwinięty.
"Pasażerkę" przeczytałam niemal jednym tchem. Nie mogłam się od niej oderwać i to pomimo bardzo niewygodnego i irytującego formatu - 3/4 książki przebrnęłam w wersji elektronicznej, po czym przerzuciłam się na papierową i mogłam wreszcie odetchnąć z ulgą. Co dziwne w moim przypadku, w lekturze nie przeszkadzały mi zbytnio nawet literówki, a było ich niestety całkiem sporo. Historia opowiedziana przez Alexandrę Bracken przywodzi mi na myśl "Poszukiwaczkę" Arwen Elys Dayton, lecz choć łączy je parę podobieństw, "Pasażerka" zdecydowanie mocniej mnie wciągnęła. Poza tym wątek miłosny wydał mi się bardziej przekonujący, naturalny i przyprawiał o szybsze bicie serca. Wyjątkowe, zapadające w pamięć postaci oraz porywająca i pełna niespodziewanych zwrotów akcji fabuła sprawiły, że czas spędzony z powieścią Bracken minął mi naprawdę szybko. Zafascynowana śledziłam losy bohaterów, a zakończenie mną wstrząsnęło i pozostawiło z silną potrzebą poznania dalszego ciągu historii. Nie zamierzam jeszcze żegnać się z Ettą i Nicholasem, przeciwnie - bardzo się cieszę, że to dopiero początek. Czekam na kolejne tomy, a jeśli lubicie dobre fantasy z ciekawym wątkiem miłosnym (i nie będziecie walić głową w ścianę przy każdej napotkanej literówce), polecam "Pasażerkę" i Wam :)
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/10/przedpremierowo-pasazerka-alexandry.html
Like Reblog Comment
quote 2017-09-09 09:29
Był jeszcze zbyt młody, aby wiedzieć, że pamięć serca unicestwia złe wspomnienia, wyolbrzymiając dobre, i że dzięki temu mechanizmowi udaje nam się znosić ciężar przeszłości.
More posts
Your Dashboard view:
Need help?