logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: root
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2017-07-11 13:59
Nook Glowlight Plus – czy warto rootować? [wpis gościnny Becky]

Dziękuję Becky, która zdecydowała się poświęcić chwilę i bliżej napisać o rootowaniu Nooka Glowlight Plus, do czego ja nie miałem serca. Ilustracje w niniejszym wpisie również są Jej autorstwa. 

 

Jak już w swoim wpisie wspominał Cyfranek – czytniki Nook Glowlight Plus (dalej NGP) nie są zbyt popularne w Polsce. Ale jeśli ktoś się uprze… Osobiście mam dwa egzemplarze. Jeden pozostał z oprogramowaniem firmowym, a drugi zrootowałam.

 

Dwa czytniki w etui

 

Włączone wygaszacze. Po lewej jeden z oryginalnych, po prawej własny wygaszacz

 

Uwagi ogólne

Oba czytniki kupiłam z etui, ale specjalnie do testów przez dwa miesiące korzystałam bez etui, aby osobiście poczuć „te straszne, zimne, metalowe krawędzie” często wspominane w recenzjach amerykańskich. I co się okazało? Metalowa obudowa rzeczywiście przy pierwszym dotknięciu wydaje się zimna, ale – jak to już bywa z metalami – po chwili metal nagrzewa się od ciepła rąk i staje się naprawdę miły. Trudno mi porównać to uczucie do czegokolwiek innego, bo jest to delikatnie ciepły metal, a nie coś lodowatego jak zimny kaloryfer lub parzącego niczym dotknięcie rozgrzanej karoserii samochodu podczas upałów. W każdym razie – czytnik zimny jest tylko przez chwilkę. Długo zastanawiałam się, o co chodzi z tymi ostrymi krawędziami, bo czytnik ma obły kształt. Domyślam się, że chodzi o te krawędzie z przodu, gdzie pojawia się malutka przerwa (na całym obwodzie ma nie więcej niż 1 mm szerokości, nie mieści się tam nawet krawędź paznokcia).

 

Czytnik niestety nie budzi się automatycznie po otwarciu etui, trzeba dodatkowo wcisnąć przycisk „Power”.

 

Zbliżenie na „ostry” brzeg. Widać przerwę pomiędzy metalowymi „pleckami” oraz płaskim ekranem. Dobrze widać też specyficzną fakturę przedniej części czytnika – przywodzi na myśl blachę antypoślizgową

 

Krawędzie naprawdę trudno nazwać ostrymi. Mają one ostrość tępej części noża kuchennego. Ale widocznie niektórzy mają delikatniejsze ręce ode mnie.

 

Jeszcze tylko słowo na temat ogólnego korzystania z NGP. Cyfranek wspominał, że czytnik niezbyt przypadł mu do gustu. Mnie czytnik naprawdę się podoba. 300 ppi jest widoczne – obraz jest „jak żyleta”; przy porównaniu z Kindle Paperwhite 3 – z pewnością mu nie ustępuje (piszę o ekranie, bo użytkowanie to inna sprawa). Nie miałam też problemów z przypisami, a doskonale znam ten ból, bo posiadam czytnik Tolino Vision 2, gdzie przejście do treści przypisu może doprowadzić do rozstroju nerwowego.

 

Rootowanie

Sama procedura nie jest absolutnie niezbędna, bo aplikacje można instalować przez ADB (Android Debug Bridge) – sama tego nie próbowałam, bo od razu zrobiłam root. Posiadanie roota pozwala na instalację aplikacji, które go wymagają i tych, które bardziej ingerują w system.

 

Sama procedura jest prosta. Pobieramy pakiet rootujący, uruchamiamy go i mamy dostęp do czytnika – możemy instalować swoje aplikacje, launchery i oczywiście alternatywne programy do obsługi ebooków. Można dodać sobie ulubione fonty do systemu i aplikacje powinny z nich korzystać.

 

Na początku – oczywiście w celach testowych – instalowałam mnóstwo aplikacji, aby przekonać się, czy działają i czy da się na nich pracować na czytniku, który ma tylko jeden przycisk. Przede wszystkim należy zainstalować sobie jakąś aplikację, która zapewni alternatywny dostęp do nieistniejącego przycisku „Back” (Wstecz), bez którego trudno wyobrazić sobie konfigurację czegokolwiek w systemie. Osobiście mogę polecić dwie aplikacje Button Savior Pro (10,39 zł) lub Swifty switch Pro (21,99 zł). Obie są konfigurowalne i obie się sprawdzają. Można użyć wersji bezpłatnych (bez „Pro”), ale ich możliwości są wtedy znacząco uboższe. Oczywiście oprócz wyświetlania na ekranie przycisku Wstecz otrzymujemy także wiele funkcji dodatkowych. Bardzo lubiłam Button Savior Pro, ale obecnie korzystam ze Swifty switch, bo mam od razu szybki dostęp do włączania/wyłączania wifi.

 

Dygresja o bateriach #1. Jeśli jesteście użytkownikami smartfonów, tabletów czy czytników opartych na systemie Android z pewnością zauważyliście, że im więcej aplikacji, które są uruchomione w tle (ale także zainstalowane) tym szybciej rozładowuje się bateria. Takie jest życie… Początkowo – testując sporo aplikacji i wciąż podpinając czytnik do komputera, aby doinstalować wciąż nową aplikację czy nową wersję – nie zauważałam tego, bo bateria za każdym razem się trochę doładowywała i „jakoś” było. Ale przyszedł czas na czytanie – i okazało się, że czytnik może rozładować się praktycznie w jedną dobę. Załamałam się i zaczęłam walczyć.

 

Co jeszcze warto zainstalować?

MoreLocale 2 – Android będzie po polsku.

 

NGP Sleep Screen – możliwość wgrania własnych wygaszaczy. Jest to osobna, niezależna aplikacja. Własne wygaszacze umieszcza się w folderze /NOOK/Pics/sleep. W NGP możliwość ustawiania własnych wygaszaczy została usunięta.

 

Ewentualnie: RelaunchX (wciąż rozwijany launcher dostosowany specjalnie dla ekranów E-ink).

 

Ewentualnie: E-ink Launcher (bardzo wczesna wersja 0.1.3 chińskiego launchera; częściowo spolszczona przez mojego sąsiada, autor wiele elementów przetłumaczył przez Google Translatora, posiada fajną funkcję – przy włączonym wifi – uruchomienia na czytniku serwera FTP, dzięki czemu jest do niego dostęp przez dowolnego klienta FTP w tej samej sieci).

 

Ewentualnie: klawiatura z obsługą polskich diakrytyków.

 

Ewentualnie: aplikacja do przełączania launcherów. Osobiście korzystam z aplikacji Twisted Home Manager, która u mnie sprawdza się najlepiej.

 

Ewentualnie: NGP Toolkit – wciąż rozwijany projekt, który dodaje lub zmienia funkcje w systemie NGP. Do swojej pracy wymaga Exposed Installera 2.6.1, bo powstał jako moduł tego frameworka. Jego podstawowe funkcje to:

  • dostęp do plików i folderów na czytniku przez MTP (USB),
  • obsługa podświetlenia przez dłuższe przytrzymanie przycisku „Home”,
  • wyłączenie budzenia czytnika po podłączeniu/odłączeniu od portu USB,
  • możliwość własnych wygaszaczy (u mnie ta opcja albo działała od czasu do czasu, albo wcale – widocznie występowała coś się „gryzło” między aplikacjami; nie chciało mi się wnikać),
  • wyłączenie domyślnego launchera (czyli tej domyślnej, oryginalnej „otoczki” czytnika),
  • włączenie domyślnego pasku statusu (czyli tego górnego, z godziną i ikonkami podświetlenia, wifi oraz baterią).

 

Ewentualnie: inny moduł do Xposed Installera o nazwie Xposed Additions Pro (14,58 zł), w którym możemy przypisać różne funkcje do naszego jedynego przycisku na czytniku, czyli „Home”. Obsługuje więc krótkie naciśnięcie (domyślne), długie naciśnięcie (przytrzymanie), dwukrotne naciśnięcie, trzykrotne naciśnięcie…

 

Ewentualnie: Root Explorer, Root Browser, Total Commander, inny menedżer plików.

 

Alternatywne programy do czytania ebooków

Testowałam przede wszystkim trzy aplikacje:

 

  • CoolReader

Aplikacja, która została przystosowana do NGP – cr3.1.2-87-ZeroLab.NeT_armv7a – jest do pobrania stąd).

 

Sam program działa sprawnie, szybko, ale przez feler, który opisany został w tym wątku (jeśli plik zawiera dzielenie wyrazów jest wyświetlany „dziwnie” brzydko i bardzo razi to moje oczy). Chcąc więc korzystać z CoolReadera należy pamiętać, aby otwierać w nim pliki nie zawierające dzielenia wyrazów, bo program sam sobie z tym poradzi. Naprawdę ogromne możliwości konfiguracyjne.

 

Informacje o wersji

 

Menu wywołane podczas czytania

 

  • FBReader

Ponieważ istniała wersja dostosowana do NGP – FBReaderJ_2.6.13-nglp-zerolab.net.apk – przetestowałam ją bardzo dokładnie. Ale w tej wersji nie działała funkcja FBReader® Book Network (chmura na książki, oparta o Google Drive, pozwala na synchronizację pomiędzy różnymi urządzeniami miejsca ostatniego czytania oraz zakładek), gdyż pomiędzy wersją 2.6.13 a 2.6.14 została zmieniona funkcja autentyfikacji Google. Napisałam więc do Nikolaya Pultsina – autora FBReadera – i zostałam betatesterką specjalnej edycji, która działa nie tylko w NST (Nook Simple Touch), ale także w NGP. Autor dodał kilka funkcji, o których go poinformowałam (np. możliwość uruchomienia programu jako launcher), a przy okazji wdrożył do tej wersji najnowszą aktualizację tłumaczenia programu, do czego również się przyczyniłam. Została opublikowana wersja 2.6.15, która może nie jest idealna, ale chmura działa. Tutaj oficjalna informacja o nowej wersji dla Nooków.

 

Informacje o wersji

 

Opcje synchronizacji

 

Opcje stosowania/ignorowania ostylowania ebooków

 

A dlaczego aplikacja nie jest idealna? Okazało się, że FBReader drenuje baterię, jeśli FBReader jest uruchomiony jako launcher czytnik leżący na półce z wyłączonym wifi rozładuje się w dwa-trzy dni. Może jest w tym jakaś moja wina, może coś źle zrobiłam – nie wiem.

 

Osobiście korzystam z tej aplikacji także na smartfonie i aby podziękować autorowi oczywiście zakupiłam wersję Premium (19,99 zł).

 

  • AlReader

Korzystam z wersji dostosowanej do NGP przez ZeroLab (jest to wersja 1.771609130). Nie jest to wersja najnowsza (na smartfonie mam zainstalowaną wersję 1.831703120), ale na czytniku działa dobrze. Przy wyłączonym wifi i AlReaderze ustawionym jako launcher czytnik wytrzymał 10 dni i 3 godziny (czytałam każdego dnia, wielokrotnie budząc i usypiając Nooka).

 

Informacje o wersji

 

Nie rozwodzę się tu nad plusami i minusami poszczególnych programów. Sporo informacji można znaleźć na forum.eksiazki.org, tylko trzeba trochę pogrzebać. Warto dodać, że wszystkie trzy aplikacje dobrze współpracują z serwerem calibre, choć może dziwić, że AlReader woli pobierać plik mobi niż epub, gdy ma dostępne oba formaty. Przesyłanie plików można więc sprawnie zorganizować bez korzystania z kabla USB. Wszystkie też potrafią dzielić wyrazy zgodnie z polskimi zasadami. Co do szczegółowych możliwości trzech powyższych aplikacji, warto też zajrzeć do porównania programów do czytania ebooków na angielskiej Wikipedii.

  

Może paść pytanie – a co z Legimi? Aplikacja działa jedynie w wersji normalnej (nie E-Ink). Pracuje trochę anemicznie (czyli podobnie jak na innych czytnikach), łącznie z krótką przerwą na doładowanie każdego kolejnego pliku. No i nie ma dzielenia wyrazów itd. O aplikacji Legimi napisano już wiele. Jeśli ktoś się uprze – da się z tego korzystać. Osobiście mam spore zapasy ebooków, na abonament się jeszcze (?) nie zdecydowałam, a moja biblioteka nie nawiązała współpracy z Legimi.

 

Dygresja o bateriach #2. Wciąż testuję NGP, bo przecież nie da się sprawdzić czasu pracy na baterii w jeden dzień. Być może któraś z aplikacji zbytnio drenuje baterię, a ja tego nie potrafię wykryć? Jeśli dowiem się czegoś nowego – dam znać.

 

Podsumowanie

Według mnie to całkiem niezły czytnik. Po prostu jest inny. Domyślna aplikacja działa sprawnie i ebooki czytane na czytniku bez rootowania osobiście bardzo mi się podobają. Są takie neutralne i bez nachalności. Daje możliwość wyboru odpowiedniego zestawu ulubionych aplikacji. Jeśli moje czytniki Kindle – z jailbreakiem, polonizacją i innymi dodatkami – potraktujemy jako wzór, to mogę uznać, że przy czytaniu beletrystyki NGP może być prawie równie wygodny. Kindle wygrywa przy łatwości zaznaczania, obsłudze słowników i błyskawicznym budzeniu po otwarciu etui, ale za to NGP z własnymi aplikacjami jest w stanie czytać wiele formatów i ma większe możliwości konfiguracyjne.

 

Mój ulubiony wygaszacz przedstawia obraz autorstwa Mariusza Stawarskiego pt. „Księgozbiór”. Oryginał można obejrzeć na trwającej właśnie wystawie na zamku w Malborku.

 

Jeśli ktoś ma jakieś pytania – proszę o komentarz poniżej lub wpis w wątku o NGP. Postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-04-12 21:20
Below the Root (Green Sky #1)
Below the Root - Zilpha Keatley Snyder

Rereading a beloved childhood favorite as an adult is always risky.

 

I read Below the Root by Zilpha Keatley Snyder and its sequels over and over and over again as a voracious young SF lover in the early 80’s (and surprisingly was oblivious to the computer game based on the same world).  At the time, I was fascinated by the ability of Raamo to read minds, or at least emotions, and swept along by the idea of gliding through the treetops.  I was totally immersed in the immediate events and not too concerned by the larger moralizing of the story.  

 

Re-reading as an adult, I keep being struck by the parallels to The Giver.

  • The attempt to create a utopia free of violence and pain
  • A small group of privileged elites who know the secret
  • That these elites commit violence to maintain the innocence of the masses
  • The protagonist being chosen to join the elite

Now these items are very common in utopia/dystopia stories, but the similarity is easy to find.  

 

When reading as a child, the many made up words used to create the foreign world of Green Sky, pense instead of telepathy, nid for home-place bower, Ol-zhaan for the priest class, just were accepted without thought. Reading as an adult, the way the wonderfully detailed world is described feels a bit dated and I wasn’t sure that the made-up words added value.  Reading as a child, I was also oblivious to certain other details that just jumped out at me this time around, such as the specifics of the special medicine taken the youth halls and what exactly was alluded to by people sharing “close communion.”

 

Reading today, the minimal character development is grating to my adult eyes.  It’s hard to decide if it is intentional because Ms. Snyder was writing for a younger audience or if the much shorter book length in 1975 just didn’t allow the space for the complex internal dialog that we have become accustomed to. But despite the flaws that my adult eyes see, I wish that Below the Root is better known and more widely read.


My memory is that I always preferred the middle book in the trilogy And All Between best.  I do intend to continue re-reading to see if that holds, since I was able to pick up all 3 volumes as free ebooks during a big “sale” last year.  

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-19 16:39
Review: Maestra by L.S. Hilton
Maestra - Hilton L. Root

Quick review for a truly abhorrent reading experience (for me). This was a random library read I picked up, and suffice to say I won't be reading the sequel to this.

*sighs* I'll put it like this: it's a bad sign when you have nothing good to say about a book upon finishing it, but it's even worse when the experience is so bad that you have little to nothing to say about it. Usually when I'm writing reviews about a book that I dislike, I have a plethora of things to say that was wrong with the experience and I'll spell it all out. In this case? Everything with this just didn't work for me. I spent most of the book either bored or just shaking my head at Judith. This book wasn't well written, the sex scenes lacked connectivity (mostly they were for shock value, but I wasn't shocked or impressed at all), the so called crime aspects were fleeting and disconnected. The constant weight shaming, brand dropping, among other things just threw me even further off the plight. I saw where the book was going with Judith's character, but again I couldn't care enough to be able to connect and follow her experience with true investment. I think if there were one thing about the novel that stood out to me on a "good" note was the establishment of the scenic art world and there were tendrils of high society life that could've developed into something interesting, but it didn't immerse me as the book went onward.

If L.S. Hilton writes another series, I might see if I can give her writing another go just to see if it connects better with me, but my journey with this series ends here. I just can't bring myself to care and I'm coming out of this novel more frustrated that I wasted my time with it than taking it for the experience of the story itself.

Overall score: 1/5 stars.

Like Reblog Comment
review 2016-10-31 00:00
The Square Root of Summer
The Square Root of Summer - Harriet Reuter Hapgood The Good: It was short, it had illustrations that cut down on the amount I had to read, it did not take place in a dystopian universe.

The Okay: Just about everything else. There was definitely good bones to the story, but the final execution was definitely a miss for me.

Told in the first person, 17 year old Gottie H. Oppenheimer is dealing with the end of the school year and the start of summer. It's been a rough year since her grandfather Grey has passed leaving her alone in her home with her widowed father and their cat. Gottie's older brother Ned has been off at school and when he returns things get shaken up in Gottie's world now that her ex secret boyfriend is back in the mix, and her childhood best friend is now coming back to stay with the family for the summer.

Man, Gottie is so trying. I get that grief is an all encompassing thing. Heck, I lost my father right before I turned 21 and I felt like I was under water for two years afterwards. But I didn't act like I was the only one in pain and or act oblivious to my mother, brothers or sister's grief. Of course people react differently to the same event. But I thought it was a bit much that Gottie obviously didn't get that her father and brother lost Grey and that her father and grandfather also lost her mother. Gottie hits that realization later in the book, but I was all really girl, really when she has those revelations.

I also don't think it helped that Gottie was so focused on Jason (secret boyfriend) for most of the book. And then all of a sudden she wasn't. The entire premise of this book is that Gottie keeps getting thrown back in time to relieve the painful parts of the past year in her life. Jason is a common thread in all of the past events she relieves. Frankly that should have been a big clue to her and the fact that he wanted to keep things secret, he was not the big love of her life. Psst girls, anytime a guy is all let's keep our relationship on the down low, run the other way.

Watching Gottie treat Thomas like an enemy when he first appears while she moons over Jason was a good portion of the book, so enjoy that.

I think the big thing is though that Gottie not only was grieving for her grandfather, she was grieving for the end of her first love. And she was grieving over the end of her first love because she still thought maybe he did love her, and maybe she could have done something differently, etc. I think her pushing away everyone around her was definitely a sign something was up, but I think her father not pushing her one way or the other was weird. I also didn't dig Gottie's other friend who I think is mad that Gottie isn't acting the same way she previously had, so goes off and gets herself another new best friend. Seriously, this whole book was people acting terrible or terribly to each other and no one really discussing it til the end, and then glossing over it.

The only other person that gets developed in this book at all though is Thomas. His character comes shining through and I can see why he and Gottie were best friends and end up rekindling their friendship after a while. But even Thomas has his issues.

Since most of this book deals with Grey I wish that we had more of a understanding of the guy. He seemed like an aging hippie that talked a lot of nonsense. I didn't get the why behind him being special at all. I think if we had more to go than bits and pieces from Gottie's memory and Grey's diary then it would have worked more. Everyone says that Grey was really Gottie and Ned's father since he was the one who took care of them, but I didn't get that at all. And everyone kind of acting like their dad was just there was super odd. I don't know. This whole family and the friends too could be described as quirky which means they are all manic pixie girls/boys/men and I would have run screaming from the room ten minutes after meeting them.

The writing was so-so. I did not get the physics or math parts of this book at all. And the illustrations were cute and diverting. But still, no dice. I have no idea what any of this even meant, and I can see why a lot of people ended up DNFing this book because the physics aspects actually ruins the book. You don't have to make up a mathematical reason why time travel happens. Trying to use math to explain everything happening to Gottie stopped the book each and every time. Probably because none of it made sense and the paradox aspect was a hilarious hand wavey thing that did crack me up.

The chapters counting down to something (you will find out soon enough) got on my nerves too. Don't do things in freaking minutes please, I was sitting there converting things to hours, minutes, and seconds and just stopped after the first few chapters.

The flow as I already said never gets into a groove at all. Things pick up towards the end and then we still have another hump to get past while time fixes itself. I may have been super bah humbug by the time I got to the end of this book.

The setting of this book takes place in England. It took me a while to even figure that out. Or why Gottie speaks German. This book was short on details that I think were pertinent to the plot. I don't know if this was done purposely by the author to show how mixed up Gottie was or what, but it was real annoying trying to follow a time line and get to everyone's backstory in a coherent way.

The ending happens and we even get a hint (before the ending) of what Gottie's future will bring though based on what is happening to her should not have been shown, but whatever, hand wave paradoxes and time travel.
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-09-27 15:50
Root, Petal, Thorn
Root, Petal, Thorn - Ella Joy Olsen

Ivy Baygren loves her husband, Adam, and their bungalow that's in one of the oldest neighbourhoods in Salt Lake City. She loves the quaint details and the rose bush called Emmeline Rose after one of the home's original inhabitants. When Adam would renovate their home and find treasures left behind from previous owners, he would call them "Easter Eggs" But Adam has unexpectedly died and it's up to Ivy to finish the home improvement projects they had planned. As she does so, she finds more Easter Eggs and uncovers clues about the women who have lived in the house throughout its one hundred years - the young Mormon torn between following her heart and her anti-polygamist beliefs, the Greek immigrant during World War II, a troubled single mother in the 1960's. As she learns about their lives, she also learns that there is a little sad in every story.

The cover is beautiful. I loved the concept of the book and enjoyed learning about each of the five women connected by the same old house. The stellar writing makes these women come to life and their stories are equally compelling. A great debut for Ella Joy Olsen!

More posts
Your Dashboard view:
Need help?