logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: taniec
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2016-02-05 11:26
Taniec bogów - Nora Roberts

Istnieje mnóstwo opowieści o wampirach, niemniej nie wszystkie wpisują się w stereotyp Drakuli, czyli starego hrabiego, którego ofiarami były młode kobiety. Pomimo że legenda ta jest dość przerażająca, to jednak jest niczym w porównaniu z opowieścią o niejakiej Lilith, która była królową i matką stworzeń ciemności, czyli po prostu demonów. Postać Lilith to kombinacja niszczycielskiego potwora i ostatecznej uwodzicielki wysysającej krew z ludzi i powodującej choroby, poronienia, bezpłodność, sny erotyczne i wszelkiego rodzaju koszmary. Jeśli ktoś oglądał amerykański serial telewizyjny Czysta krew (z ang. True Blood), który zrealizowano na podstawie cyklu powieści o wampirach autorstwa Charlaine Harris, to wie, że Lilith była także pierwszym wampirem.

 

Choć poszczególne opowieści o Lilith nieznacznie różnią się od siebie, to jednak najczęściej wywodzi się ona z żydowskich średniowiecznych opowiadań ludowych zwanych Alfabetem Ben Siry. A zatem zgodnie ze średniowiecznymi przekazami Lilith była pierwszą żoną biblijnego Adama stworzoną przez Boga w tym samym czasie i z tego samego prochu co jej małżonek. Ponieważ uważała siebie za równą Adamowi, nie chciała być mu uległą pod względem seksualnym, dlatego też przeklęła go, kiedy ten odmówił zaakceptowania jej żądań. W konsekwencji Lilith uciekła do Morza Czerwonego i zaczęła sypiać z demonami. Jej seksualne kontakty z mocami ciemności zaowocowały tym, że każdego dnia na świat przychodziła aż setka jej dzieci!

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-08-04 19:26
Ładnie, ale nudno...
Takeshi 2. Taniec Tygrysa - Maja Lidia Kossakowska
Minęło już trochę czasu odkąd czytałem pierwszą część przygód Takeshiego pod tytułem Cień śmierci i z przykrością muszę przyznać, że nic z niej nie pamiętałem. Jednakże pierwsza część nie zrobiła na mnie jakiegoś super wielkiego wrażenia, nie chciało mi się czytać jej po raz kolejny i przystąpiłem do lektury drugiej części jedynie z mglistym wspomnieniem części poprzedniej, w trakcie czytania przypominając sobie pewne fakty i osoby (co i tak do końca mi się nie udało). Jak wrażenia, zapytacie? Ano, zapraszam do przeczytania tychże, poniżej!
 
Z tego co udało mi się przypomnieć w trakcie czytania wynika, że w ostatniej części nasz główny bohater został dość mocno poturbowany i aktualnie, wraz z jakąś nastolatką zachowującą się jak naspeedowany koker spaniel, przebywa w niewoli u bardzo złych ludzi. Jednakowoż z tej niewoli wykradł go (i naspeedowanego koker spaniela) i przewiózł bezpieczne miejsce przyjaciel z Zakon Czarnej Wody. W tymże miejscu stara się doprowadzić go z powrotem do zdrowia (prezentując przy okazji wszelkie zabiegi przez jakie muszą przejść członkowie tego stowarzyszenia, o czym za chwile). Mimo, że jego rany były bardzo poważne dzięki zabiegom medycznym Takeshi powoli zaczyna zdrowieć. Jest to niestety tylko jeden, choć ten najważniejszy, wątek poruszony przez pisarkę. Tych jest wszak zdecydowanie więcej w drugiej części przygód Takieshiego. Na innym planie rozgrywają się inne opowieści, które w mniejszym lub większym stopniu łączą się gdzieś w ostatniej ćwiartce książki jeśli nie z wątkiem głównym, to miedzy sobą. Jeśli chodzi o losy pozostałych bohaterów, nie za bardzo chcę mi się rozpisywać, choć niektóre z nich, szczególnie młodego wegetalisty (coś w rodzaju szamana), do którego przychodzi kto, który nie zwykł chadzać w butach, są czasami bardziej interesujące niż wątek wiodący. 
 
A teraz czas na wrażenia z lektury książka Mai Lidii Kossakowskiej. Podobnie jak pierwszy tom przygód, również druga odsłona historii Takeshiego nie zachwyciła mnie w jakiś super sposób. Jej największą wadą jest to, że akcja podzielona została na zbyt dużą liczbą bohaterów, którzy często nawet do ostatnich stron powieści się z tobą nie spotykają i czekają na kolejny tom, żeby ich losy odegrały jakieś fabularnie istotne znaczenie (o czym większość czytelników pewnie zapomni...). Kolejną wadą (dla mnie) jest zbyt wielka zdobniczość języka autorki. Jej zdania są jak pięknie zdobione bombki, gustowne, ale puste w środku. W takiej literaturze (i chyba w każdej innej również) wole konkrety. Na dłuższą metę staje się to męczące, bo to już drugi tom a historia posunęła się do przodu zaledwie o skrawek (wpływa na to również wspomniana wcześniej duża ilość bohaterów, których losy również trzeba zaprezentować). Następną wadą jest duża wtórność pewnych elementów opowiadanej historii. Szczególnie fragmenty prezentujące losy głównego bohatera oraz prezentujące metody pozyskiwania członków Zakonu Czarnej Wody a także szkolenie oraz dość selektywne „terapie” jakim poddawani są adepci są jakby zerżnięte z powieści wiedźmińskiej Sagi Andrzeja Sapkowskiego. Jednak autorka nie poprzestała tylko na inspirowaniu się klasykami, dużo dodała także od siebie. Na największą uwagę i podziw zasługuje połączenie kultury japońskiej z szeroko pojętymi praktykami Voodoo, a także nowych technologii z tradycjami i dość zamierzchłym w swojej formie światem przedstawionym (okolice feudalnej Japonii). Razem daje to naprawdę ciekawy efekt i może się podobać.
 
Jednak historia ta mnie po raz kolejny nie porwała. Jest oryginalna, to na pewno - tak w swojej formie jak i treści. Dla mnie chyba jednak zbyt oryginalna. Nie zmienia to faktu, że z umiarkowanym zainteresowaniem sięgnę po kolejną część cyklu. Mam jednak nadzieję, że tym razem po ostatnią.
 
Moja ocena: 6/10
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-07-13 11:32
Ostatni taniec - Judith Lennox
Stare domy zazwyczaj kojarzą mi się z ogromnym bogactwem, ale nie takim materialnym, tylko bardziej duchowym. Zawsze, kiedy odwiedzam jakąś wiekową budowlę – czy to dworek/zamek, czy to zwyczajny, wielopokoleniowy dom – zastanawiam się nad historią tego miejsca. Przecież mury takiego domu musiały niejedno „widzieć” i niejedno „słyszeć”. Przez dziesiątki, a może nawet setki lat były świadkami zmieniającej się rzeczywistości, a ludzie, którzy tam mieszkali przeżywali swoje radości i smutki. Mury takiego wiekowego domostwa mogłyby nam opowiedzieć naprawdę wiele ciekawych historii dotyczących jego mieszkańców. W zależności od tego, ile lat liczy sobie dom, nasza wyobraźnia może podsuwać nam rozmaite obrazy, jak na przykład bale, które zapewne się tam odbywały, albo sceny sprzeczek pomiędzy małżonkami, albo też zabawy rozbrykanych i szczęśliwych dzieciaków. Ale przecież mieszkańcy takiego domu przeżywali w nim nie tylko szczęśliwe dni. Zapewne zagościła tam również śmierć i rozpacz po stracie bliskich na przykład na skutek wybuchu jednej czy drugiej wojny światowej. Mogło też zostać popełnione tam morderstwo, którego nigdy nie wyjaśniono lub ktoś w akcie rozpaczy mógł popełnić samobójstwo.
 
Wyobraźmy sobie zatem wiekową, wiejską posiadłość, której historia sięga jeszcze czasów panowania dynastii Tudorów. Ta niezwykle mroczna posiadłość znajduje się w angielskim hrabstwie Devon i położona jest nad jednym z morskich akwenów, gdzie wiatr wciąż tańczy w gałęziach drzew. Rzeczona posiadłość nosi nazwę Rosindell i od wieków należy do rodziny o nazwisku Reddaway. Prawda jest taka, że członkowie tegoż rodu jakoś nigdy nie wzbudzali powszechnej sympatii wśród sąsiadów. Ludzie, którzy ich znali, zwykli twierdzić, że byli oni wyjątkowo trudni we współżyciu, a niektórzy z nich nawet strzelali do „intruzów”.
 

 

Przeczytaj całość

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-02-17 18:02
Miłosny pakiet od ekipy Bookrage
Taniec ptaka - Ula Ryciak
Odejście Afrodyty - Józef Hen
Milczące między nami - Józef Hen
Flauta - Adam Pluszka
Prad Zatokowy - Jerzy Sosnowski

Opóźnione Walentynki w BookRage! W ramach najnowszego pakietu otrzymamy książki, których tematem przewodnim jest miłość. 

 

Tym razem już od złotówki cztery świetne książki o miłości w różnych jej odmianach:

  • „Taniec ptaka” Uli Ryciak

  • „Odejście Afrodyty" Józefa Hena

  • „Milczące między nami” Józefa Hena

  • „Flauta" Adama Pluszki

Ci, którzy wpłacą powyżej średniej ceny pakietu, otrzymają natomiast dodatkowo „Prąd zatokowy" Jerzego Sosnowskiego.

 

Książki do kupienia na www.bookrage.org

Source: bookrage.org
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-08-15 00:01
Nawet wyjątkowy talent ma swoje mroczne strony
Taniec Cieni - Yelena Black

Każdy z nas kiedyś stracił ukochaną osobę i wie, że ciężko jest się z tym pogodzić, nawet wtedy, gdy znamy przyczynę jej odejścia z naszego życia. Co jednak w momencie, gdy ktoś nam bliski znika bez żadnego wyjaśnienia lub choćby pożegnania? Nie wiemy czy jeszcze żyje, czy jest chory/a, czy gdzieś się zgubiła, straciła pamięć… i wiele innych podobnych sytuacji. Najróżniejsze myśli krążą nam w głowie, co owocuje tym, że rodzą się w nas coraz to nowsze pytania pozbawione odpowiedzi. Jedynym sensownym wyjściem wydaje się sprawdzenie domniemanych wniosków na własną rękę…

 

Tak właśnie było w przypadku Vanessy, kiedy jej starsza siostra zniknęła bez śladu. Dziewczyna chce, więc odkryć, co takiego wydarzyło się w życiu Margaret, że postanowiła porzucić swoje dotychczasowe życie, rodzinę i znajomych. Aby rozpocząć swoje poszukiwania musi pogodzić się z faktem, że posiada niesłychany talent, o który nigdy nie prosiła. Tylko w taki sposób uda jej się dostać na jedną z najlepszych uczelni baletowych – Nowojorskiej Akademii Baletowej. To właśnie tak po raz ostatni widziano jej siostrę.

 

Będąc już na miejscu, dziewczyna dowiaduje się, że jej siostra nie jest jedyną, która znikła bez śladu. Co więcej, wszystkie zaginione łączyło jedno… każda z nich miała odegrać główną rolę w balecie „Ognisty ptak”. Teraz Vanessa została wytypowana do tej roli… czy pomoże jej to odnaleźć odpowiedzi, których szuka?

 

Już od pierwszych zapowiedzi miałam niebywałą chrapkę na tę powieść. Zwłaszcza, że ani okładka (naprawdę jest cudowna), ani blurb nie pomagały mi na przyporządkowanie historii Vanessy do konkretnego gatunku literackiego, co jeszcze bardziej podsycało moją ciekawość. Zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, a już na pewno nie tego, iż wciągnę się tak bardzo. Po pierwsze, powieść czyta się lotem błyskawicy. Jest to spora zasługa lekkiego i zarazem bardzo plastycznego języka, jakim posługuje się autorka. Właśnie dzięki niemu zupełnie traci się poczucie czasu, a także przestaje zwracać uwagę na ubywające strony, ale zacznę może po kolei i od samego początku.

 

Yelena Black zakochała się w balecie jeszcze, jako dziecko, kiedy to rodzice zapisali ją do odpowiedniej szkoły. Jednak mimo ogromnej miłości do tego tańca, nie postawiła na życie profesjonalnej primabaleriny. Zamiast tego przy wyborze odpowiedniego kierunku studiów postawiła na kreatywne pisanie. Dzięki temu mamy okazję czytać jej debiutancką powieść – Taniec cieni, która jest także tomem otwierającym serię o tym samym tytule. To właśnie w tej powieści zamiłowanie do baletu i mrocznych tajemnic, zaowocowało naprawdę dobrym wstępem do dalszej kariery literackiej.

 

Na samy początku powieści dostajemy intrygujący i „podszyty” lekko mrocznym klimatem, prolog, przez który ciągnie do książki jeszcze mocniej. To przyciąganie staje się bardziej intensywne wraz z odwracanymi stronami. Szczególnie, że autorka nie szczędzi nam informacji na temat zniknięcia Margaret i tego, co dzieje się w NAB. Co za tym idzie zadanie, jakiego podjęła się protagonistka nie tylko gmatwa się jeszcze bardziej, ale staje się także coraz dziwniejsze (oczywiście, w pozytywnym znaczeniu tego słowa). To naprawdę niesamowite, jak przez 400 stronach autorka potrafi utrzymać czytelnika w skrajnej nieświadomości. Można się, co prawda domyślać poszczególnych elementów fabularnej układanki, jednak nie należy się łudzić. Black w zaledwie paru zdaniach samego zakończenia, rozbija wszelkie domysły w perzynę.

 

Fabuła jest naprawdę doskonale skonstruowana, a akcja mknie do przodu niczym pociąg pospieszny. Oczywiście nie wyklucza to nudnych postojów, ale na szczęści znikają one równie szybko jak się pojawiają. Jeżeli chodzi natomiast o bohaterów, to nie są oni ani zbyt zachwycający, ani ich kreacja nie woła o pomstę do nieba. Plasują się gdzieś po środku i jak wszystko, czy to w życiu, czy też książkach, mają swoje lepsze i gorsze momenty.

 

No dobra, były ochy i achy. Było lekkie ochłodzenie, to pora wreszcie na napisanie o tym, co mnie w powieści strasznie irytowało, niektóre z nich bardziej, inne mniej niczym mucha latająca nam koło ucha. Jednak tym, co w ¼ odbierało frajdę z zapoznawania się z debiutem Yeleny Black był fakt, że Vanessa i jej przyjaciele mają po piętnaście, góra szesnaście lat, a często gęsto zachowują się i prowadzą rozmowy z podtekstami, których nie powstydziliby się ludzie dorośli. Zupełnie tak jakby pisarka wyrzucała z pamięci ten fakt. Ja rozumiem, że dzisiejsza młodzież taka właśnie jest, ale ludzie! skoro idzie się już w bohaterów o charakterze – „mały dorosły” to nie zestawiajmy tego ze zdrobnieniami „chłopczyk” lub „dziewczynka”. Tak mówią przedszkolaki! Niestety właśnie z tego powodu wszystko, a już z całą pewnością dialogi, było sztuczne i nienaturalne.

 

Jak sami widzicie, historia ma swoje dobre i złe strony, zresztą to nic dziwnego, przecież żaden debiut nie jest nigdy idealny. Ba! Nawet często pisarze z nie małym dorobkiem, zaliczają potknięcia. Myślę, iż właśnie z tego powodu warto sięgnąć po Taniec cieni.

Source: ogrodpelenksiazek.blogspot.com/2014/08/taniec-cieni-yelena-black.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?