logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Roger-Zelazny
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-17 00:49
Lord of Light
Lord of Light (SF Masterworks, #07) - Roger Zelazny

The hope of a prosperous future of human colonists on an alien world who for generations have believed they were looked out for and ruled over by the gods, is one named—among other things—Sam.  Lord of Light by Roger Zelazny follows the struggle of one individual to throw off the tyrannical rulers of a colonized world posing as Hindu deities that he’s known for years and the strange allies he makes along the way.

 

The deathgod and technological mastermind Yama finds the soul of Sam from the ionosphere of the colonized planet that remnants from Earth settled centuries before.   Sam has through numerous names and plans slowly undermined the rule of ‘Heaven’, those crewmembers who over the centuries have fought the indigenous lifeforms of the world to make a place for man and then ruling them as gods as they used genetic manipulation and technology to gain powers.  Though not originally opposed to his fellow crewmembers, their sudden radical shift from benevolence to tyranny makes him rebel.  Through the years, Sam becomes the Buddha and as a way to undermine the hope of rebirth, then he unleashes the Rakasha that he had bound through his powers, then when given the opportunity he spreads his message in the Celestial City of the gods before being “killed”, then after stealing a body from another god about to be reincarnated he kills two high leaders then leads an allied army to battle the gods in which he loses and his soul is sent to the ionosphere.  After his return Sam leads another army, this time in league with the gods to face an insane crewmember with a zombie army that ultimately leads to Sam’s goal of the colonists allowed to determine their own fates.

 

Zelazny’s story explored some really big ideas of technology, politics, and religion throughout the book that intertwined with one another as the narrative progressed to build the world.  Yet at many times the world wasn’t built enough and leads confusion at important parts of the story that hurt the overall quality of the book.  While Sam and a few characters are developed, many others really aren’t which hurts the overall quality of the book as well.  But the biggest personal frustration was that the two big battles of the book aren’t impressive as the language wanted to give the impression of, it was a letdown after the long buildup of Sam’s plan.  These three issues are both good and bad for the book, which makes me feel that if this book had been longer to develop more of the characters, the description of the technology, and more battle details.

 

Lord of Light is based on the imaginative idea of human colony being ruled by fellow humans who pose as Hindu deities and a man who decides to let the colonist develop on their own.  Roger Zelazny’s writing style isn’t perfect and while I have problems with the book, if I had choice to reread the book.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-08-08 09:47
"Znak jednorożca" Roger Zelazny
Znak Jednorożca (Amber Chronicles, #3) - Roger Zelazny,Piotr W. Cholewa

Nie tak miało być. Po pierwszych dwóch częściach resztę chciałem przeczytać i opisać jako całość. Chciałem tak zrobić, ponieważ ksiażki są dosyć krótkie i często nie tworzą zamkniętej całości, bo wiele wątków wyjaśnia się w kolejnych tomach. A jednak opiszą osobno trzeci tom a powód tej decyzji podam w podsumowaniu.

 

Corwin odzyskał Amber. Nie koronował się jeszcze, ale po śmierci Eryka jest pierwszym w kolejce. Jednak nie będzie tak łatwo. Ludzie mu nie ufają a dodatkowo musi ogłosić morderstwo swojego brata, co nie wpłynie pozytywnie na jego wizerunek. Prawdopodobnie spora część dworu uzna, że to on sam zabił brata aby wzmocnić swoją pozycję. Aby nieco zyskać postanawia przekonać resztę rodzeństwa do odnalezienie innego brata, po którym słuch zaginął już bardzo dawno. Jednak już chwilę później trzeba rozpocząć śledztwo mające wykazać, kto i dlaczego owego brata uwięził i starał się zabić. Oj nie jest łatwo być władcą Amberu.

 

W tej książce dzieje się jednocześnie bardzo dużo i bardzo mało. Patrząc na streszczenie zawarte powyżej można uznać, że akcja jest wartka. Tu zabójstwo, tu porwanie, zaraz śledztwo i jeszcze trochę innych wydarzeń, których nie wspominam. Jednocześnie narracja jest jakaś taka mało przystępna, a przede wszystkim nie jest rozwinięty ciekawy wątek Dary umieszczony w tomie drugim. Jest wspomniana tylko na chwilę w końcówce. Nie lubię takiego zanęcania. Pod koniec powieści wrzucamy coś dla smaczku, co zachęca do sięgnięcia po kolejny tom i odpuszczamy. A dokładniej odpuszczamy ten wątek przez cały tom aby pod koniec znowu delikatnie zanęcić rozwijając go delikatnie. Jest to drażnienie czytelnika i grozi porzuceniem lektury. Niestety nie znalazłem aż tyle przyjemności w "Znaku jednorożca" aby kontynuować serię. Chciałem przeczytać przynajmniej 5 pierwszych tomów, ale po co mam się męczyć. Koncepcja świata jest ciekawa, ale same przygody głównego bohatera zbyt chaotyczne. Pierwszy raz przewijałem sobie ostatnie 45 minut (książkę słuchałem) i odsłuchiwałem jeszcze raz bo nie zrozumiałem co do mnie lektor mówił. To zaważyło na ocenie.

 

"Znak jednorożca" to dosyć chaotyczna powieść, która z jednej strony dalej rozwija znany nam już z poprzednich części świat Amberu, lecz z drugiej wprowadza zamęt i nie eksploatuje rozpoczętych wcześniej wątków. Przeczytałem, lecz zapewne za kilka miesięcy nie będę pamiętam co tam się działo. Na ten moment zawieszam czytanie tego cyklu, bo nie daje mi tyle przyjemności ile bym oczekiwał. Za dużo jest innych książek na rynku

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-07-30 10:46
"Karabiny Avalonu" Roger Zelazny
Karabiny Avalonu - Roger Zelazny

Zgłębiamy dalej kroniki Amberu. Książki nie są długie, dlatego kolejną cześć przeczytałem w niedługim czasie po pierwszej. Wakacyjny okres również pozytywnie wpłynął na tempo lektury. Nie ma co się dalej rozwodzić, zapraszam do lektury.

 

"Karabiny Avalonu" rozpoczynają się bezpośrednio po pierwszym tomie. Corwin bo dojściu do siebie nie przestaje planować odbicia Amberu z rąk swojego brata Eryka. W tym celu potrzebuje pewnej substancji dostępnej w Avalonie. Zanim tam jednak dotrze trafia do Lorraine gdzie spotyka swojego byłego generała Genelona, którego wygnał kiedyś z królestwa. Okazuje się jednak, że stoi on na czele ruchu oporu walczącymi z dziwnymi stworami z Czarciego Kręgu. Corwin podejrzewa, że Krąg ten jest jego sprawką więc postanawia pomóc miejscowym. Następnie juz wraz z Genelonem wyruszają w dalszą drogę. Najpierw do Avalonu a następnie do Amberu stoczyć bitwę z bratem. Ostatecznie bitwa nie poszła dokładnie po jego myśli i sprawy się skomplikowały.

 

Całą książkę można podzielić na dwie części. W pierwszej Corwin pomaga w sprawie Czarciego Kręgu przy okazji przekonując się, jak nierozważnym był kiedyś księciem. W drugiej natomiast zdobywa proszek potrzebny do karabinów i przy okazji poznaje wnuczkę jednego ze swoich braci. Konsekwencją jego czynów jest bitwa która rozgrywa się w Amberze, w której Corwin musi walczyć nie po tej stronie co pierwotnie zamierzał. Ta część jest dużo ciekawsza od poprzedniej przede wszystkim ze względu na sposób narracji. Nie ma tu wspomnianego przeze mnie "skoku" narracyjnego. Wszystko przebiegło w odpowiednim tempie. Dodatkowo postać Dary (wnuczki) na koniec wnosi bardzo wiele niewiadomych. To przede wszystkim ze względu na nią sięgnę po kolejną część i to niedługo.

 

"Karabiny Avalonu" są ciekawą kontynuacją przygód Corwina. Czytało mi się je lepiej od pierwszego tomu i zostawiły kilka ważnych pytań i niewiadomych, które chciałbym zgłębić. Książka o pół oceny lepsza. Zobaczymy co będzie dalej

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2018-07-21 20:50
"Dziewięciu książąt Amberu" Roger Zelazny
Dziewięciu Książąt Amberu (Kroniki Amberu, #1) - Blanka Kluczborska,Roger Zelazny

Zostało jeszcze trochę klasyki, którą przydało by się poznać. Na wakacje zaplanowałem sobie Kroniki Amberu. Nie wiem jeszcze czy zapoznam się z całą serią, ale kilka poznać trzeba. Wszak to klasyka literatury fantastycznej. Jak Pan Bóg przykazał zaczynamy od pierwszego tomu.

 

Zaczyna się zupełnie jak w Gothicu. Pamiętacie tę grę komputerową? Budzimy się i pojęcia nie mamy kim jesteśmy ani gdzie się znajdujemy. Można powiedzieć, że jesteśmy takim Bezimiennym, który najpierw musi odkryć swoją przeszłość, aby móc postąpić krok do przodu. Dokładnie to samo czeka nas w "Dziewięciu książętach Amberu". Główny bohater budzi się w szpitalu i bladego pojęcia nie wiem co się z nim stało. Ale krok po kroku postanawia się tego dowiedzieć. Najpierw wydostać się ze szpitala, później dowiedzieć jak się tu znalazł i czy ma bliskich. Jeżeli ma, to ich odwiedzić i pozyskać więcej informacji o samym sobie. Jak postanowił tak i zrobił. Dzięki wrodzonemu sprytowi i świetnym umiejętnościom improwizacji w trudnych momentach jak i manipulacji innych ludzi odzyskiwał wspomnienia. A przeszłość nieźle go zaskoczyła.

 

W książkach o takiej konstrukcji nie wolno nic zdradzić potencjalnym czytelnikom. Ponieważ to powolne odkrywanie zagadek przeszłości stanowi rdzeń fabuły. Mogę tylko nadmienić, że Corwin, czyli nasz główny bohater nie do końca pochodzi z naszego świata. Czyta się to ciekawie i szybko, ponieważ wraz z nim odkrywamy nowe i nieznane krainy. Wszystko zmierza do momentu w którym Corwin odzyskuje utraconą pamięć i ... wtedy rozpoczyna się lawina. Wie doskonale co musi zrobić i przyśpiesza akcję przynajmniej dwukrotnie. Do tej chwili wszystko działo się w spokojnym, z góry ustalonym tempie, ale później wydarzenia przyśpieszają tak bardzo, że z dwa razy cofałem się w odsłuchu (ksiażkę przyswoiłem w formie audiobooka) aby jeszcze raz sprawdzić, czy wszystko dobrze zrozumiałem. Najpierw były plany przygotowań do wyprawy i nagle BUM już się bijemy. Taka asymetria w tempie narracji nie przypadła mi do gustu, dlatego też mam nadzieję, że autor do niej nie wróci.

Generalnie można znaleźć bardzo wyraźne odwołanie do filozofii platońskiej co daje spore pole do manewru. Koncepcja jest interesująca, mam nadzieję, że kolejne tomy mocniej rozbudzą moją wyobraźnię. 

 

"Dziewięciu książąt Amberu" to lektura niezbyt długa, ale intrygująca. Kilka ciekawych koncepcji wpływa na pozytywny jej odbiór, lecz zmienna narracja trochę ostudza zapał. Zelazny zaciekawił mnie pierwszym tomem, ale nie wzbudził dużego zainteresowania. Oby to się zmieniło wraz z kolejnymi częściami

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2018-05-25 23:57
Fantasy Flights May Meeting - Nebulas
Six Wakes - Mur Lafferty
The Strange Case of the Alchemist's Daughter - Theodora Goss
A Stranger in Olondria - Sofia Samatar
Who Fears Death - Nnedi Okorafor
China Mountain Zhang - Maureen F. McHugh
Lord of Light - Roger Zelazny
All Flesh is Grass - Clifford D. Simak

Every month, I go to a book club that meets at a local taproom. Rather than reading a specific book, each month has a theme. May's theme was the Nebula Awards because, well, they are awarded in May. The Nebulas are one of those awards I've always been vaguely aware of from stickers on books, though I do enjoy Ceridwen's Blogging the Nebulas posts. I was a bit surprised to see how many previous nominees I'd read. I had to cull down to just a handful of recommendations. 

 

Here's what I ended up bringing from this year's ballot:

 

Six Wakes - Mur Lafferty. I wanted to read something on topic for the month, so I compared this year's Nebula and Hugo nominees. The overlap included Six Wakes, which I hadn't read yet, and is published by Orbit. The Hugo voter packet includes whatever publishers provide, and Orbit has traditionally included excerpts of nominees, not full books. Strategery! Turns out, I liked it quite a bit. 

 

The Strange Case of the Alchemist's Daughter - Theodora Goss. I read this one last year, and abso-fucking-lutly loved it. Great characters in an interesting concept, and there's a sequel out really soon. I was so happy to see it on an awards ballot. I won an auction for a signed copy that arrived a day before our May meeting.

 

I also decided, like I had when our theme was the Hugos, to bring some of my favorite losers. The awards hadn't been announced when we met, so I didn't even know my first two picks had lost. I would have brought Stone Sky, but I've rec'd to this group before. But here are some real losers:

 

A Stranger in Olondria - Sofia Samatar.  I adored this beautifully written fantasy novel about a book nerd's misadventures. The not-sequel is also amazing. Samatar's prose is just wonderful. My copy of this was signed here in Alabama, at a lecture she was giving MFA students in Tuscaloosa. Because if a master of the genre is going to make an appearance in my state, I can be a little late to work the next morning. Oh, since I'm late posting this, I can link to her recent AMA. This book lost to Ancillary Justice in 2014. But it did win a World Fantasy Award, a British Fantasy Award, and a Crawford Award. Samatar also won the Campbell Award for best new writer. Her blog has since become private, so I can't link to her post about the WFA, but more on that in the next book.

 

Who Fears Death - Nnedi Okorafor. My copy of this is technically a gift for my niece. I got it signed at Worldcon in Chicago. She's almost old enough to read  it. This is a different indictment/celebration of fantasy than Samatar's, but no less powerful or wonderfully written. It lost to Blackout/All Clear in 2011, and I can't even. It did win a Kindred, and a World Fantasy Award that year, sparking an essay that eventually resulted in a redesign of the award statue 5 years later.

 

China Mountain Zhang - Maureen F. McHugh. I read this so long ago I don't have a review for it. It combines a vast scope with a well done character study. McHugh has done a lot of outstanding work, and this is no exception. This lost to Doomsday Book in 1993, but won a Lambda, Locus, and Tiptree.

 

Lord of Light - Roger Zelazny. This is one of those books that starts off firmly a fantasy, but reveals itself as science fiction, and the author is a poet. One of my favorite books. My current not for load copy is the leather bound Eaton Press edition. In addition to being a piece of goddamned art, this book was the cheesy sci-fi novel used as cover for the Canadian Caper, aka, the CIA operation in Argo. It lost to The Einstein Intersection in 1968, but won a Hugo that year.

 

All Flesh is Grass - Clifford D. Simak. Simak wrote at least three versions of alien invasions that followed roughly the same plot. This is the best one. A small town finds itself cut off from the outside world and some purple flowers are revealed to be extraterrestrials. Creepy and weird, it's worth a read if you're visiting that era of scifi. It lost to Dune in 1966, making it one of the first losers.

 

Next month's theme is Urban Fantasy.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?