logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: wymienie-sprzedam
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-07-12 17:10
Nauczycielka - Judith W. Taschler,Aldona Zaniewska

Warto sięgnąć po książkę „Nauczycielka” ­– Judith W. Taschler. Dlaczego? Bo czyta się dobrze, bo trzyma w napięciu, bo ma ciekawą konstrukcję i odnalazłem kilka wątków moich ulubionych powieści i pisarzy.

Po kolei: Coraz częściej zwracam uwagę na wydanie książki – głównie wielkość liter, no lat przybywa czytać się chce, a niektóre wydane drobnym drukiem, sprawiają mi coraz większą trudność, a zarazem odbierają część przyjemności w czytaniu. Świetnie skonstruowana książka, nauczycielka organizująca kluby czytelnicze i spotkania z pisarzem, to tak bliskie mojej osobie. Mamy tutaj tekst pamiętnika, fragmenty wspomnień listy z których dowiadujemy się o dawnym związku Matyldy (tytułowej Nauczycielki) i Xaviera. Łączyło ich wiele -  wspólne zainteresowania literaturom, a jednocześnie dzieliło ich także wiele pochodzą z różnych grup społecznych. Niby XX wiek, ale jednak pieniądz i pochodzenie robi różnicę.  Nie chce sprokurować spoilera więc przejdę do wątków które nawiązują do moich ulubionych lektur.

Najczęściej przewijającym się wątkiem jest zdanie. „Najbardziej tragiczne jest to, że każdy człowiek może żyć tylko raz”. U Milana Kundery w „Nieznośnej lekkości bytu” spotykamy się z podobnym rozżaleniem, że wszystko robimy pierwszy raz. Nawet coś co robimy setny raz, to tak naprawdę pierwszy raz robimy to setny raz. Jednak Milan stwarza nadzieję, że zakładając możliwość istnienia światów równoległych, dane nam będzie poprawić coś drugi raz zrobić coś pierwszy raz. U Taschler jednak nie, czas płynie nieubłaganie, nie damy rady powtórzyć coś co po czasie wydało nam się złym wyborem. Jesteśmy już inni, inne jest też otoczenie i dlatego piękne zdanie z książki „życie składa się z porzucania i bycia porzuconym”. Kiedyś w „Przebudzeniu” de Mello przeczytałem zadanie, które ma się w myśli wypowiedzieć do kochanej przez siebie osoby: „wolę być szczęśliwy/wa, niż być z tobą”. Trochę to zabrzmi dziwnie ale najczęściej tak robimy. Wydaje nam się – podobnie jak Xavierowi, że gdzieś indziej, z kimś innym będziemy szczęśliwsi. Kłania się „Raj tuż za rogiem” M.V. Llosy. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Rzeczywistość jednak Mojry, za sprawą przeczącej nici czasem ją splącze, o ile nie przerwie. To co wydawało nam się rajem okazuje się zatęchłą stodołą. Myślami wracamy do pięknych chwil, z kochaną przez nas kobietą. Czasem demony losu – którym można pomóc (kto powiedział, że szczęściu nie należy pomagać?), jak dzieje się to w „Nauczycielce”. Spotkać można dawną miłość, próba odbudowania czy jest możliwa? Można przecież wybaczyć, ale trudno zapomnieć, czy można ponownie być szczęśliwym, dogonić szczęście niczym spotkać mitycznego jednorożca? Genialny Borges pisze w „Księdze istot zmyślonych” [cyt. z wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, s. 93] „Powszechnie wiadomo, iż jednorożec to stworzenie nadnaturalne, zwiastun dobrej nowiny (…) Nawet dzieci i wiejskie kobiety wiedzą, że jednorożec to szczęśliwy omen. Ale zwierzę to nie figuruje wśród zwierząt domowych, niełatwo je spotkać, wymyka się klasyfikacji. Różni się od konia, byka, wilka i jelenia. Wobec powyższego moglibyśmy natknąć się na jednorożca i nie uświadomić sobie, że to właśnie on.” Tak, niewprawne oko człowieka nie postrzega, że nawet przez moment dotykaliśmy naszego szczęścia.

Dlatego też nie traćmy czasu. Warto sięgnąć po „Nauczycielkę” i odkryć własne przemyślenia i jeżeli nie spotkamy jednorożca, to będziemy przez moment szczęśliwi obcując z dobrą książką. Polecam.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-17 17:26
Sztuka minimalizmu w codziennym życiu - Dominique Loreau

Książka o charakterze poradnikowym z cyklu jak żyć. Wiele fragmentów odnosi się do filozofii zen, nie mniej jednak można niektóre poglądy adoptować na grunt europejski. Nie koniecznie należy być wyznawcą filozofii zen aby jednak trochę odgracić swoje otoczenie.

Ta pięknie wydana książka trafiła w moje ręce akuratnie w momencie, kiedy porządkowałem swoje półki biblioteczki domowej aby wesprzeć ideę bookcrossingu raczkującą w moim miasteczku N. Więc do odchudzenia półek nie trzeba było mnie zachęcać. Jednak niestety, nie zgodzę się aby wydać wszystkie książki, które nabyłem w ciągu ostatnich lat i ich nie przeczytałem. Nie, nie; one czekają na ten moment tak jak czekała spokojnie „Sztuka minimalizmu”. Zgoda co do tego, że książki utraciły swoją wartość, kupowane po kilkadziesiąt złotych są wystawiane na Allegro po parę złoty. No cóż tkwimy w czasach nadprodukcji każdego towaru. Moja kolekcja znaczków, też ma wartość raczej sentymentalną, a może znajdują się jednak perełki? Dawno nie miałem nowych katalogów Yvert’a, Fischer’a, Michel’a czy Scott’a. Stare ubrania wydaję systematycznie, choć i tak szafy puchną. Niestety jestem przedstawicielem pokolenia, któremu w dzieciństwie wszystkiego brakowało. Godzinne stania w kolejkach za gazetami, układy z księgarzem aby coś kupić, a jak wspomnę lata 80-te to aż dziwię się że nie zostałem dotknięty Hoardingiem czyli zespołem Diogenesa. Nie wiem dlaczego nadmierne zbieractwo otrzymało imię sławnego stoika, który nie posiadał nic i mieszkał w beczce, a może jest jeszcze inny Diogenes?

Wracając do omówienia książki, która jest właśnie adresowana do urodzonych w latach 60-tych i może początku lat 70-tych. Młodsi dzisiaj niczym wędrowne ptaki, spakowani z wszystkim co najważniejsze: laptop, smart fon, wszystko torbie na ramię. Przenoszący się z miejsca na miejsce, nawet umeblowanie mają w stylu „w każdej chwili możesz zostawić”. Więc z cała pewnością po książkę nie sięgną bo i po cóż bardziej minimalistycznie żyć się nie da. A my ci z 50+ jakoś ciężko zmienić swoje przyzwyczajenia i wcale nie musieliśmy mieć rodzin patologicznych, być niechcianymi dziećmi czy porzuconymi jako sugeruje autora.

Można żyć skromnie, ale fajnie jak w piwniczce jest kilka butelek ulubionego wina, kiedy możesz na wyciągnięcie ręki sięgnąć po książkę która zaczyna się do ciebie uśmiechać i szepcze „weź mnie już długo nie czułeś mnie w rękach”. Bierzesz i czytasz i zastanawiasz się dlaczego tak długo po nią nie sięgałeś, ale dobrze że byłaś pod ręką.

Książka dobra, warta przeczytania, może ktoś – podobnie jak ja – zrobi trochę porządku w swoim otoczeniu. Może rzeczywiście tzw. łapacze kurzu są już stare i należy je przesunąć w sferę wspomnień, tak jak przesuwające się obrazy z chwili kiedy wchodziliśmy w ich posiadanie. Jednak miło jest gdzieś między półkami znaleźć stary kasztan, który na spacerze ktoś ci podarował, ożywić tę chwilę aby uśmiech rozjaśnił naszą zabieganą twarz, stara pocztówka, a co do biblioteki to może spojrzenie staruszki z „Tajemniczego płomienia królowej Loany” – U. Eco (posiadacza wręcz legendarnej biblioteki). Nie mniej jednak stosuję się do sugestii Dominique Loreau i książkę przekazuję do bookcrossingowego obiegu.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-13 20:20
Ile czasu w swoim życiu spędziłeś na czekaniu? Czekaniu na wakacje, na lepszą pracę, wielką miłość, bogactwo, szczęście, na duchowe przebudzenie? Czekanie oznacza życie poprzez antycypację, projektowanie siebie w przyszłości zamiast życia teraźniejszością, pragnienie tego, czego nie mamy, i nie korzystanie z tego, co posiadamy.
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-13 15:37
Żona inkwizytora - Jeanne Kalogridis

Dla mnie książka przeciętna. Czytam wszystko co jest związane z historią Półwyspu Iberyjskiego więc i „Żonę inkwizytora” J. Kalogridis też trafiła w moje ręce. Jestem trochę rozczarowany, w zasadzie książka jest przewidywalna, a w zasadzie jej zakończenie, gdyż pisana jest w formie wspomnień głównej bohaterki, która jeżeli wspomnienia napisała to musiała przeżyć.

Akcja jakaś naiwna, prześladowani Żydzi zachowują się jak tajne bractwo, nawet konwertyci. Te wszystkie chowane przedmioty kultu, tajne odprawianie modlitw i temu tam podobne. Gdzie w średniowiecznej Europie, a w Hiszpanii szczególnie, za domniemanie kąpieli w piątek można było trafić na stos. Izabela Aragońska (Katolicka) ukazana jest jednak w sposób odzwierciedlający jej naturę. Osoby, która szuka chwilowych sojuszy (w tym przypadku Żydów) aby uzyskać fundusze na prowadzenie wojny z Maurami, a następnie wzorem Filipa IV Pięknego (tego od „Królów przeklętych” M. Druana), przegnać swych wierzycieli na cztery wiatry. Stworzona postać Gabriela Hojedy jakaś taka miałka, w dzieciństwie zawadiaka a później łzawy erotoman.

Finał książki też trochę naciągany, dojść można do wniosku, że mają uzasadnienie Protokoły mędrców Syjonu. Tajna organizacja Żydów z Sewilli jako świetnie zorganizowana siatka przerzutów współwyznawców.

Pozytywną stroną książki jest to, że dobrze się czyta jest parę scen erotycznych – chyba dwie, opis tortur, elementy z Trzech muszkieterów ale nieudane. Na letnie wieczory można sięgnąć.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-03 11:04
Co warte jest słowo władcy?
Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej - Christopher W. Gortner

Dobrze napisana biografia Izabeli Kastylijskiej, widać dobry warsztat autora, który bardzo dba o szczegóły ubiorów, tańców i etykiety dworskiej. Wprawdzie sam w Posłowiu autora informuje, ze kilka wydarzeń było antydatowanych i dodanych kilka postaci, nie umniejsza to jednak w niczym jakości książki. Kto zechce sięgnąć po biografię historyczną, a nie po powieść, to polecam „Izabelę Katolicką” A.M. Fernández’a.
Nie mniej jednak, każde zmierzenie się z wielką postacią skłania autora do polubienia lub wręcz zakochania się w opisywanej postaci. Z takim przypadkiem spotykamy się właśnie w „Przysiędze królowej”. Jednakże zarazem kunszt autora, umożliwił ominięcie postawienia mu takich zarzutów. Po prostu książka napisana jest w pierwszej osobie. Kiedy piszemy o sobie, to trudno jest nam o refleksyjne ocenienie zdarzeń, szczególnie jeżeli chodzi o nasze brzydkie zachowania. Zawsze znajdzie się jakiś sposób aby usprawiedliwić nasze zachowanie. Tak właśnie C.W. Gortner zachowuje się w ocenie powstania osławionej hiszpańskiej inkwizycji (to nie ja to Torquemada), wygnania Żydów (nawet starałam się bronić moich poddanych ale mój kochany mąż Ferdynand…) i tak dalej. Fakt, że co działo się w imperiach mogli o tym nie wiedzieć królowie, nie było przecież prasy, TV i organizacji pozarządowych. Z drugiej strony można się zastanowić nad lojalnością poddanych co do wykonywania rozkazów. Byli lojalni czy nie? Kto im na to pozwalał, a może kazał?
Reasumując bardzo dobrze się czyta, choć część dzieciństwa może trochę za długa. Ważna jednak aby zrozumieć postępowanie królowej. Można sobie zadać pytanie, czy królowa dotrzymywała słowa. Odpowiedź znajdą wszyscy ci, którzy sięgną po powieść Gortnera. Warto.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?