logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Wit-Szostak
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-01-19 18:15
Review: The Art of Star Wars:The Force Awakens
The Art of Star Wars: The Force Awakens - Phil Szostak,Rick Carter

Always two there are, an Art of and a Making of. Well, there used to be. I own every Art of and Making of for the past six Star Wars movies, and was eager to get my hands on this one. What I got was a beautiful coffee table book with big, glossy color paintings but not much in the way of context. With the script having struggled for so long, trying to make out just what the heck direction they were taking with each concept is difficult. And it's generally bereft of both character design and, my favorite, costume design. So it's lots of lovely eye candy, but if they weren't going to give me any hint of context or development, it would have been nice to have a Making of book alongside this one.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-07 08:33
O "Wróżeniu z wnętrzności" Wita Szostaka
Wróżenie z wnętrzności - Szostak Wit

Zupełnie niedawno przeczytałem dwie poprzednie książki pana Szostaka wydane w serii Kontrapunkty, i jednym z licznych ich plusów było to, jak bardzo pozycje były od siebie różne. Jakby pisane przez innych twórców. Świetnie w tej koncepcji układa się powieść najnowsza - “Wróżenie z wnętrzności”, kolejny raz kompletnie inna, znowu coś zupełnie nowego.

 

To bardzo ciekawa książka, która składa się z wielu elementów już i tak nietypowych, i razem tworzą one coś mocno wybijającego się z tłumu. Nie chcę napisać, że to eksperyment, albo zabawa, bo takie określenia wydają się zbyt pretensjonalne w opisie prozy Wita Szostaka. To sprawnie stworzona koncepcja, skutecznie zrealizowany efekt pewnego pomysłu.

 

Narratorem książki jest Błażej, mężczyzna, który żyje zupełnie zamknięty sam w sobie, dosłownie. Jest niezwykle wciągającym poznawanie myśli bohatera, który mówi tylko do siebie, zarazem do nas, ale znacznie bardziej do siebie. Zdecydował się co nieco powiedzieć, i tak poznajemy jego brata bliźniaka wraz z żoną, którzy z Błażejem zamieszkują opuszczony, odkupiony od PKP dworzec kolejowy, gdzieś na południu kraju, w okolicy gór. Narrator jest jak osoba chora - oczywiście traktując jego stan wedle norm przyjętych przez społeczeństwo. Nie mówi, nie odzywa się, nie reaguje na wiele dziejących się wokół niego spraw - choć mówił, reagował, kochał, poznawał, żył. Zatem pewnie jest chory.

 

Siłą książki prócz samego opisu bardzo ludzkich bohaterów - niby nieprzeciętnych, zarówno Mateusz jak i Marta to zdecydowanie ludzie, których można nazwać “ekscentrykami”, albo po prostu: “artystami”, a jednak podobnych do nas - siłą jest także pragnienie poznania genezy tego nietypowego sposobu zachowania się Błażeja. Takie bardzo proste pragnienie, prostackie, i nagle czytelnik czuje się jak ta baba z pierwszego piętra, co na parapecie układa poduszeczkę i gapi się całymi dniami na sąsiadów i ich życie. I zaczynamy inaczej patrzeć na Błażeja, tak samo inaczej zaczynamy widzieć Mateusza, Martę i ich życie na dworcu z fontanną, wśród od lat nieużywanych torów kolejowych, ze starą ładą porzuconą gdzieś obok. Im dalej, tym mniej myślimy jak “normalny” człowiek, a coraz bardziej stajemy się kimś innym, niejako rozumiejąc ich wyglądające na niezrozumiałe życie.

 

Jeśli jednak traktować Błażeja jako osobę faktycznie chorą, chorą rzecz jasna psychicznie - wówczas “Wróżenie z wnętrzności” staje się niebrzydkim, a nawet bardzo ładnym opisem człowieka cierpiącego, interesującą interpretacją tego, co być może pacjent przeżywa; sposób widzenia świata i samodzielne tłumaczenie swojej odmienności jest chwilami wręcz atrakcyjne.

 

To nie jest książka tak piękna jak “Oberki do końca świata”, nie jest też tak uniwersalna i nawet lekka i przyjemna jak “Sto dni bez słońca”. To kolejny raz coś nowego, lektura zdecydowanie trudniejsza, momentami męcząca (te powtórzenia Błażeja, zdania wielokrotnie złożone z licznymi przecinkami i orzeczeniami, zdające się manierycznymi opisy życia z punktu widzenia “szlachetnego” cierpienia), lektura, którą dobrze jest odłożyć, a nie kontynuować na siłę, dać sobie chwilę przerwy. Bo jest to książka jednocześnie tak pisana, że zwyczajnie nie da się jej nie skończyć, i powrót do przerwanej lektury nastąpi szybko, ciekawość Błażeja, jego rodziny i ostatnich słów powieści jest ogromna.

 

Powergraph 2015

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-10-11 19:45
Komedia chwilami smutna, czyli o "Stu dniach bez słońca" Wita Szostaka
Sto dni bez słońca - Wit Szostak

Chyba każdy z nas poznał co najmniej jedną osobę, która jest tak bardzo przekonana o własnej wartości, że zaczyna brakować synonimów na opisanie jej zarozumialstwa, nadętości i megalomanii. Mówimy tu o postaciach znanych głównie z kreowania problemów, zamiast ich rozwiązywania; ludziach urodzonych po to, by dzielić włos na czworo, osobowościach wybitnych, bowiem dzięki takim spada procent bezrobocia - tak potrafią zorganizować pracę i przystąpić do działania, że nawet najprostszą fuchę, przeznaczoną dla jednej osoby na godzinę czasu są w stanie wykonywać roboczy tydzień wraz z czteroosobowym zespołem pracowników.

 

Z takim bohaterem mamy do czynienia w “Stu dniach bez słońca” Wita Szostaka. Niejaki Lesław Srebroń jest pierwszoosobowym narratorem tego pamiętnika, i słowami, w których od razu widać naturalną lekkość pióra i umysł rączy, tak typowy dla środowisk akademickich, przedstawia czytelnikom swoją trwającą cztery miesiące przygodę na wyspach Finneganach. Stawił się tam w wyniku klasycznych dla swego zawodu procesów służących pogłębianiu niebywale ważnych prac naukowych. W jego przypadku chodzi o przygotowanie monografii twórczości Filipa Włócznika, pisarza wybitnego. Miejsce, do którego trafił Lesław to na pierwszy rzut oka skromne miasteczko uniwersyteckie, w którym Srebroń natychmiast zajmuje należne mu miejsce, oszałamiając pozostałych akademików nie tylko płomiennymi mowami, ale także swoją osobowością, charyzmą, i naturalnymi skłonnościami przywódczymi idealnie idącymi w parze z lotnością jego umysłu.

 

Komuś zdawać się może, że poznawanie wydarzeń pisanych przez kogoś mającego o sobie tak duże mniemanie będzie mordęgą. Nic bardziej mylnego, Wit Szostak od pierwszych słów pokazuje, że co, jak co, ale nudno nie będzie. Lesław Srebroń jest postacią tak (nie)ciekawą, i tak (słabo)znającą życie, że uwierzcie mi - każda jego interpretacja wydarzeń jest warta poznania. To książka pełna humoru, choć trochę czarnego, a z pewnością groteskowego, jednak bez przesady. Do Monty Pythona jeszcze dużo brakuje. Oglądając zmagania bohatera z rzeczywistością nie można nie wybuchać śmiechem; człowiek ten bowiem jakby pochodził z innego świata, kompletnie nie rozumie co się dookoła niego dzieje, zamknięty w przekonaniu o swojej nawet nie wartości, ale głównej roli, obowiązkach, jakie na nim spoczywają.

 

Byłoby to śmieszne do samego końca, gdyby nie jedno: tacy ludzie istnieją i są wśród nas. Znamy ich. Kto wie, czy sami innym podobnymi się nie wydajemy? I zbliżając się do końca lektury obok śmiechu pojawia się żal, smutek, że dla takich nie ma nadziei, czego ojciec pasem nie wybije, to niestety pozostanie do śmierci…

 

Rzecz jasna jest tu o wiele więcej, niż tylko sam megaloman Lesław i jego wybitna praca naukowa. Autor (ale tym chodzi mi o prawdziwego, Wita Szostaka:) co chwilę porusza temat, który w prosty sposób można sobie podpiąć pod różne zjawiska, zarówno takie w skali mikro, między nami - kolegami, jak i makro: stosunek literatów do różnych gatunków, podziały na te lepsze i te gorsze, wreszcie sam Filip Włócznik także staje się na tyle wyraźnym pisarzem, by móc go umieścić w rzeczywistości, dowolnie, zgodnie z własnymi przekonaniami literackimi. No i trudno także nie kibicować autorowi w wyolbrzymianiu przywar niektórych “znawców”, tak mocno wykształconych, że już w zasadzie nie myślących, a jedynie operujących zwrotami, frazesami, cytatami, mającymi kolejny raz podkreślać znaczenie wypowiadającego, a w rzeczywistości będącymi zdaniami pełnymi pustych słów, brzmiącymi jak odgłos przelewania z pustego w próżne (+25 do grafomaństwa dla mnie). Ma do filozofii, teologii i innych niebywale ważnych “zawodów” zdrowy stosunek ten doktor… filozofii, autor. Uśmiałem się jak rzadko, ale i co nieco refleksji się przytrafiło, poważnie, na serio. Książka ląduje w ulubionych, a ja z radością dodaję Wita Szostaka do swojej listy pisarzy, których książki najlepiej jest czytać “w ciemno”, bez sięgania po blurby i opinie, by samemu móc odkrywać wszystko od początku do końca, tak bowiem dobra jest to proza.

 

Powergraph 2014

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-10-04 19:11
"Oberki do końca świata", czyli muzykowanie z Witem Szostakiem
Oberki do końca świata - Wit Szostak

Jakby mi ktoś przepowiedział, że zachwycać się będę książką opowiadającą o wsi, pomyślałbym, że słaby z niego Nostradamus. I mocno bym się pomylił, bo opowieść o Józefie Wichrze, jego przodkach i potomkach, to rzecz jak najbardziej godna zachwytu.

 

Poznajemy Józefa gdy spogląda na zdjęcie sprzed bardzo wielu lat. Widnieje na nim on sam wraz z bratem i kolegą - trójka muzykantów, chodzącą od wsi do wsi i zabawiająca ludzi oberkami na weselach. Jest to punkt wyjściowy do rozpoczęcia wyprawy w przeszłość, gdzie muzykowanie i sprawy się z muzykowaniem wiążące są wspaniałym pretekstem do pokazania kilku losów ludzkich i życia podporządkowanego zwyczajom wsi. Tytułowe oberki to kolejne rozdziały, a każdy jest właśnie jakby pieśnią na następny temat - temat, który wynika ze wspomnienia poprzedniego. Stąd poznamy dzieciństwo Józefa i jego braci: Jana i Franciszka, ich ojca, Jakuba muzykanta, cofniemy się o ponad sto lat wstecz do czasów Macieja - pierwszego Wichra w okolicy, a także powrócimy do teraźniejszości, by spotkać wnuki, ludzi z innego już świata, który z rzadka sobie przypomina o wioskowych grajkach.

 

Trochę kojarzą mi się “Oberki…” z “Drachem” Szczepana Twardocha, bo zdaje mi się widzieć wiele wspólnych cech między losem prostego człowieka, chłopa, a robotnika, górnika ze Śląska. Żywoty zawładnięte przez zwyczaj i tradycję, gdzie każdy - ale to absolutnie każdy - ma swoje miejsce, gdzie nikt nie zadaje głupich pytań, tylko robi to, co do niego należy. Tu, podobnie jak w “Drachu” będziemy wędrować przez historię rodu Wichrów, z tym, że nie aż tak dosadnie, jak zrobił to Szczepan Twardoch, lecz spokojniej, w sposób bardziej uporządkowany. I gdzieś na tle losów ludzkich, z czasów, gdy wieś miała znaczenie, sprzed wojny, poprzez wojnę, do lat mniej więcej nam współczesnych, będziemy mogli obejrzeć przemijanie, odejście starego i nadejście nowego. A wspaniałe jest to, że autor choć czasem zbliża się do patosu (lecz trudno tego nie robić w opowieści o trudach życia), jednak nie poddaje się tylko tej kategorii opisu. Nie pokazuje herosów toczących codzienny bój z ziemią, walkę o każde ziarno zboża, o chleb, nic z tych rzeczy. Odwrotnie wręcz - przedstawiając nam muzykantów oddala się od typowej dla naszej literatury wizji wsi, tym bardziej i tym lepiej nam prostotę życia przedstawiając. Można się zanurzyć w opowieści, jest człowiek strasznie ciekaw co jeszcze się stanie, nim nadejdzie oczywista końcówka.

 

A całość napisana jest rewelacyjnie, choć bez dialogów, to z rozmowami, choć nie fantastycznie, to jednak z lekką nutką mistycyzmu typowego dla bezpośredniości dawnej tradycji. Język jest jednocześnie językiem opowieści, historii do pokazania, ale i czymś więcej, i nie chodzi mi tylko o to, że często jest fragmentem tekstu, jaki można wyśpiewać przy oberku właśnie. Ten język i te oberki znacznie lepiej kreują wzruszający opis ludzkich marzeń, nadziei, zawodów i rozczarowań, niż same losy bohaterów. Dobrze jest się czasem wzruszyć. Przy “Oberkach” można, i jest to jedna z tych książek, które po prostu czyta się do końca, bez przerw, jednym tchem, od razu, przy jednym posiedzeniu. Polecam serdecznie.

 

Powergraph 2014

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2014-12-09 20:37
Paszporty Polityki 2014 - nominacje

 

Ogłoszono nominacje do 22 edycji Paszportów Polityki.

Nagroda ta nieprzerwanie od 22 lat wyróżnia utalentowanych, młodych ludzi , którzy swoją działalnością w danym roku wywarli niekwestionowany wpływ na polską kulturę i mogą być najlepszymi ambasadorami Polski w świecie. O wyborze zwycięzcy decydują krytycy, którzy wybierają swojego faworyta w następujących 6 dziedzinach: film, teatr, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna, literatura. Dodatkowo wręczana jest również nagroda specjalna "Kreator kultury", którą otrzymuje osoba zaangażowana w propagowanie polskiej kultury.

 

W tym roku w kategorii "literatura" nominowani zostali:

 

foto. Mateusz Skwarczek/AG

 

Wit Szostak „Za wrażliwe ucho, subtelnie prowadzoną melodię języka. I za próbę przełożenia historii Don Kichota na czasy współczesne” Zofia Król

 

foto. Leszek Zych/Polityka

 

Jakub Żulczyk „Współczesna Warszawa u Żulczyka jest jak Los Angeles lat 50. sportretowane przez Jamesa Ellroya: przykryta wieczną nocą, ogarnięta gorączką złota, pulsująca od zbrodni i pożądania, podkręcona i odurzona kokainą” Piotr Kofta

 

 

foto. Leszek Zych/Polityka

 

Zygmunt Miłoszewski „Świetne zakończenie najlepszego polskiego cyklu kryminalnego po 1989 r., za literaturę gatunkową, która jest spełnioną obietnicą mądrej rozrywki, za polską realizację dominującej współczesnej recepty na kryminał, który powinien być również opowieścią o społecznych demonach – tak dobrą, że autor nie odstaje od światowej czołówki” Juliusz Kurkiewicz

 

***

Nie da się ukryć, że w tym roku wśród wytypowanych do nagrody literatów zdecydowanie dominuje pierwiastek męski. Panowie nie są debiutantami, każdy z nich zdążył się już dobrze zakorzenić w polskim świecie literackim, zyskując rzeszę fanów (w czym prym bez dwóch zdań wiedzie Miłoszewski) oraz uznanie krytyki (Fuga Szostaka w ubiegłym roku była nominowana do Nike). Każdy z nich spędził ostatnie miesiące wyjątkowo pracowicie: Szostak napisał Sto dni bez słońca, powieść w której daje prztyczek w nos społeczności akademickiej (środowisko skądinąd dobrze znane autorowi, nauczycielowi akademickiemu), Żulczyk dopiero co wydał Ślepnąc od świateł, mocną opowieść o naszej codzienności, natomiast Miłoszewski z Gniewem doprowadził do końca serię kryminałów z prokuratorem Szackim w roli głównej.

 

Który z tych młodych twórców rozpocznie przyszły rok z Paszportem? Uroczyste ogłoszenie laureatów nastąpi podczas Gali, w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie w dniu 13 stycznia 2015 roku. Transmisję z wydarzenia będzie można obejrzeć w Telewizyjnej Dwójce.

 

Sylwetki wszystkich nominowanych osób zostaną przedstawione w specjalnym 16-stronicowym dodatku do najnowszego wydania tygodnika POLITYKA (50/2014).

 

Źródło: materiały prasowe

More posts
Your Dashboard view:
Need help?