logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Joanna-Bator
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-08-25 11:29
Jak opuścić Wałbrzych, czyli "Piaskowa Góra" Joanny Bator
Piaskowa Góra - Joanna Bator

 

Jest tylko jedna dobra rzecz w małym miasteczku: nienawidzisz go i wiesz, że musisz wyjechać – śpiewał Lou Reed w piosence Smalltown otwierającej album Songs For Drella poświęcony Warholowi. Po lekturze Piaskowej Góry Joanny Bator przychodzi mi do głowy natrętna myśl: Lou Reed nigdy nie był w Wałbrzychu. Po wizycie na Piaskowej Górze, czyli wstrętnym socjalistycznym osiedlu z wielkiej płyty wybudowanym w miejscu, które Niemcy przed wojną omijali szerokim łukiem, nawet Pittsburgh wykpiony w Smalltown wydaje się bajkowym rajem.

 

Joanna Bator w Piaskowej Górze snuje opowieść o losach rodziny, którą los rzuca między wschodnimi (Zalesie) i zachodnimi (Wałbrzych) krańcami powojennej Polski. Przy tej okazji porusza wątki związane z tożsamością: Polaków zajmujących Ziemie Odzyskane, Żydów i wszelkiej maści przesiedleńców. A także spisuje historię PRL-u w kilku odsłonach: lud pracujący odpowiada Gomułce „pomożemy!”, a później czuje się oszukany, tereny rekreacyjne na wzorcowym socjalistycznym osiedlu zamieniają się w meliny, a największym doświadczeniem pokoleniowym dla kobiet doby PRL-u jest wizyta Niewolnicy Isaury i Leoncia w Warszawie.

 

Książka jest duszna, a nierzadko nawet odpychająca. Zwłaszcza we fragmentach traktujących o życiu erotycznym Polaków – wiedzieliście, że Polki zachodzą w ciążę tylko wtedy, gdy czerpią ze stosunku jakąkolwiek przyjemność? Przygnębia mnie to, że żadna z postaci nie oburza się na to, że ksiądz Adaś ma romans z nastoletnią Dominiką, a w dodatku koleżanki dziewczyny są chorobliwie o wikarego zazdrosne, bo same by chciały pospotykać się z takim ładnym księdzem. Przygnębiają mnie liczne aluzje do bicia żon przez „porządnych” Polaków, a ciche przyzwolenie na gwałt małżeński, dobrze zakamuflowaną pedofilię i przemoc jest przez autorkę punktowane niemal w każdym fragmencie książki.

 

Dlatego warto się z Piaskową Górą zmierzyć – nawet, jeżeli książka niejednokrotnie wpędza czytelnika w kiepski nastrój i każe mu trochę gorzej niż zwykle myśleć o swoich sąsiadach. Przy okazji można trochę dokładniej zgłębić pokrętną psychologię różnej maści obrońców moralności (Kazimierz Maślak, czyli innymi słowy Janusz Biznesu wmanewrowany przez proboszcza w ruch obrony życia poczętego, choć pan Kazimierz sam namówił na skrobankę zapłodnione przez siebie dwie lekko upośledzone bliźniaczki) oraz tej ogromnej części narodu, która czuje się w różny sposób i przez różnych Obcych oszukana, sprzedana oraz okradziona.

 

W książce Joanny Bator nie ma innego rozwiązania, niż opuszczenie Piaskowej Góry. Zresztą, wszyscy istotniejsi bohaterowie książki dokądś wyjeżdżają – matka Dominiki opuszcza Zalesie szukając lepszego życia w Wałbrzychu, ocalony przez babkę Żyd Ignacy wyjeżdża do Stanów, a Dominika wie, że nie może pozostać na Piaskowej Górze. Ci, którzy zostają, zawsze są przepełnieni żalem, goryczą, szukają winnych swojego losu.

 

I znajdują. To zawsze musi być wina kogoś, komu się udało choć trochę lepiej. I co z tym dalej zrobić? Czy można pozwolić złodziejom dalej kraść, w kapeluszu chodzić, lepszą szynkę jeść?

 

PS. W reedycji W.A.B.-u tradycyjnie już przeszkadza mi tendencyjna okładka (dziewczynka na huśtawce ze zmierzchem w tle wyraźnie targetuje książkę jako literaturę kobiecą, choć zupełnie nie rozumiem, dlaczego to się musi wiązać z ckliwością i banałem – wcześniejsza wersja z klepsydrą była dużo lepsza, choć wciąż daleko jej było do ideału). To pewnie z tego powodu można znaleźć w Internecie steki bzdur na temat „kobiecości” tej książki, np. „typowo kobiecej” budowy szkatułkowej. Przypomnę tylko, że jest to poetyka wypracowana przez wieki, a uprawiali ją m.in. Potocki, Dostojewski i Bułhakow. A formę wykorzystywaną przez Bator, polegającą na przechodzeniu z jednej szkatułki do drugiej nawet w obrębie jednego zdania wielokrotnie złożonego, do perfekcji doprowadzili pisarze iberoamerykańscy, z Marquezem i Llosą na czele. To, że patrzymy na świat oczami bohaterki nie sprawia, że forma jest typowo kobieca i książce należy się okładka z kategorii „romans dla nastolatek”.

 

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

Like Reblog Comment
review 2015-03-03 18:04
Ciemno, prawie noc - Joanna Bator

"Ciemno, prawie noc" jest powieścią poruszającą i tajemniczą. Porywa nas ona każdą sytuacją, nie ważne czy w tym momencie jesteśmy wraz z główną bohaterką Alicją w jej opustoszałym domu, czy pędzimy wraz z rozszalałym tłumem po wałbrzyskim rynku. Temat przemocy, a szczególnie przemocy której ofiarami są dzieci, jest ciężki, przypomina nam, że zło istnieje pod różnymi postaciami i najczęściej dotyka tych, którzy sami nie mogą się bronić.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-01-25 11:12
lolantaczyta.wordpress.com/2015/01/24/ciemno-prawie-noc-joanna-bator
Ciemno, prawie noc (Polska wersja jezykowa) - Joanna Bator

Powieść, która można zaliczyć do wielu kategorii, a jednocześnie nie da się jej zaszufladkować.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-01-08 21:47
Nowości - styczeń 2015

 

 

Wyspa łza

Joanna Bator
Znak
Data premiery: 5 stycznia 2015

 

Co robi Joanna Bator, którą prześladują słowa „znikła bez śladu”?
Szuka po omacku. Czeka na znak. Na Sandrę Valentinę, która w 1989 roku znikła bez śladu i do dziś nie odnaleziono jej ciała.

Pisarka i fotograf ruszają śladem zaginionej Sandry. Tam, gdzie kończy się jej trop, zaczyna się mroczna opowieść o miłości, samotności i pisaniu. O podróży na Sri Lankę, wyspie w kształcie łzy, bramie do świata Joanny Bator i jej bliźniaczki...
Zdjęcia Adama Golca ilustrują tę mroczną podróż na wyspę, gdzie ludzie i miejsca istnieją jednocześnie w rzeczywistości i w świecie czarnej magii.

 

Patrz też:

Ciemno, prawie noc

Rekin z parku Yoyogi

 

 

Czarny Anioł. O Ewie Demarczyk
Angelika Kuźniak , Ewelina Karpacz-Oboładze       
Znak
Data premiery: 12 stycznia 2015

 

Ewa Demarczyk z dnia na dzień stała się gwiazdą wielkiego formatu. W 1964 roku podbiła Paryż. Wróżono jej ogromną karierę. Miała najlepszych „tekściarzy” — Baczyńskiego, Tuwima, Dymnego. Dbała o każdy szczegół. Była wielkim odkryciem, wielkim spełnieniem i nagle zniknęła.

Autorki odkrywają źródła jej wielkości , opowiadają też o tym, ile kosztowały artystkę pełne pasji koncerty i całkowite oddanie sztuce. Czarnego Anioła polskiej sceny wspominają w książce m.in. Zygmunt Konieczny, Andrzej Zarycki i przyjaciele z Piwnicy pod Baranami.

Ewa Demarczyk od wielu lat nie udziela wywiadów. Teraz dostajemy jej niezwykły portret.

 

 

Znikająca Europa

Katharina Raabe, Monika Sznajderman (red.)

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 15 stycznia 2015

 

Autorzy: Jurij Andruchowycz, Christoph Ransmayr, Marius Ivaškevičius, Vetle Lid Larssen, Geert Mak, Carola Susani, Karl-Markus Gauß, Dagmar Leupold, Fatos Lubonja, Mircea Cărtărescu, Lavinia Greenlaw, Lidia Jorge, Tatjana Gromača, Swietłana Wasilenko, Andrzej Stasiuk.

Wspólne przedsięwzięcie niemieckiego wydawnictwa Suhrkamp i Wydawnictwa Czarne.
Opowieść o „mówiących ruinach, przesuniętych granicach i niewidzialnych miastach” czyli o tych miejscach na mapie Europy, w których coś nieodwołalnie zmierza ku końcowi, zmienia się nie do poznania, podupada. O miejscach opuszczonych, zdradzonych, skazanych na wegetację, nikomu już niepotrzebnych. O miejscach niszczonych czasem przez człowieka, historię, naturę, czasem przez obojętność i zaniechanie. Książka-inwentarz znikającej Europy. Alternatywna historia oraz geografia naszego kontynentu, a zarazem esej z dziejów mentalności.

 

 

 

Cywilizacja spektaklu

Mario Vargas Llosa

Znak
Data premiery: 15 stycznia 2015


Triumf sensacji w prasie i frywolność polityki, banalizacja sztuki i literatury, przyjemność jako jedyny cel w życiu – oto esencja współczesnej kultury, fabryki rozrywki.
Mario Vargas Llosa zabiera ważny głos w dyskusji o roli mediów i obnaża prawdę o naszych czasach.

 

 

Mała Zagłada

Anna Janko

Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 15 stycznia 2015

 

Sochy na Zamojszczyźnie, 1 czerwca 1943 roku. Wystarczyło parę godzin, by wieś przestała istnieć. Budynki zostały spalone. Mieszkańcy rozstrzelani. Pośród zgliszczy pozostał jeden dom, nieliczni dorośli i kilkoro dzieci.

Wśród nich — dziewięcioletnia Terenia Ferenc, matka Anny Janko. Dziewczynka widziała, jak Niemcy mordują jej rodzinę. Nieludzki obraz towarzyszył jej przez lata spędzone w domu dziecka, by nigdy nie dać o sobie zapomnieć…

Mała Zagłada Anny Janko nie jest jeszcze jedną tragiczną opowieścią rodzinną wyciągniętą z lamusa II wojny światowej. To mocna, jak najbardziej współczesna rozprawa z traumą drugiego pokolenia — naznaczonego strachem. Brutalna, naturalistycznie opisana historia pacyfikacji polskiej wsi staje się w niej punktem wyjścia do przedstawienia etycznej i egzystencjalnej bezradności.

 

Patrz też:

Pasja według św. Hanki

 

 

Odpływ

Lars Saabye Christensen

Wydawnictwo Literackie

Data premiery: 15 stycznia 2015

 

W najnowszej książce norweski pisarz powraca do swoich ulubionych wątków i tematów: relacji dziecko–rodzice, dojrzewania i drobnych niedoskonałości fizycznych, które definiują osobowość. Znakiem rozpoznawczym Saabye Christensena są też postaci kobiet świetliste, tajemnicze i emanujące swoistą melancholią.

Książka została uznana przez prasę za arcydzieło i jest uważana za najlepszą powieść autora.

Ostry, zabawny i wstrząsający Odpływ to propozycja dla wszystkich, którzy kochają filmy braci Coen i nie mogą się uwolnić od chłodnego czaru prozy Karla Ove Knausgårda. Saabye Christensen hipnotyzuje tak samo, ale czułość, z jaką opisuje swoich niedoskonałych bohaterów, sprawia, że Odpływ emanuje niezwykłym ciepłem.

 

 

 

Moscoviada. Powieść grozy

Jurij Andruchowycz

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 15 stycznia 2015

 

Mieszkasz na szóstym piętrze, ściany poobwieszałeś Kozakami i działaczami ZachodnioUkraińskiej Republiki Ludowej, z okna oglądasz moskiewskie dachy, smętne topolowe aleje, wieży telewizyjnej w Ostankino nie widzisz – widać ją z pokojów, znajdujących po drugiej stronie korytarza – ale jej bliskość odczuwasz w każdej chwili...

Moscoviada opowiada o jednym dniu z życia Ottona von F., mieszkańca moskiewskiego akademika. Studenci ze wszystkich republik radzieckiego imperium przy wtórze wietnamskich pieśni piją wódkę i napój winogronowy, zagryzając suszonymi rybkami i tłustym kaukaskim pilawem. Otton także nie wylewa. Jest wybitnym poetą, tak jak wszyscy jego sąsiedzi.

Powieść Andruchowycza to fantasmagoryczny kalejdoskop ukraińskich wierzeń, przejść z bezpieką, uprzedzeń rasowych i etnicznych do współmieszkańców ZSRR. To oniryczno-deliryczna szalona wyprawa, u której kresu spotykają się caryca Katarzyna, car Iwan Groźny i Feliks Edmundowicz.

 

 

Motory rewolucji

Grzegorz Szymanik

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 22 stycznia 2015

 

Ukraina, Egipt, Syria, Czeczenia. Punkty zapalne, gdzie ludzie buntują się przeciwko satrapom i walczą o swoje prawa. Miejsca, gdzie jeździ Grzegorz Szymanik, jeden z najciekawszych reporterów młodego pokolenia. Interesuje go nie tylko wielka historia, ale przede wszystkim ludzie, którzy ją tworzą: zaangażowani, niepokorni, pragnący zmian. Szymanik spotyka się ze swoimi bohaterami na kijowskim Majdanie, kairskim placu Tahrir czy w ostrzeliwanych przez żołnierzy Baszszara al-Asada syryjskich wioskach. Wszędzie słucha relacji o ludzkich doświadczeniach – o brutalności, agresji i bezkarności władzy, o okupionych krwią dążeniach do reform społecznych. Oszczędny język jego tekstów nie pozostawia czytelnika obojętnego wobec konfliktów, które wciąż nie znajdują rozwiązania.


 Nawozy sztuczne. Dla artystów i sprzątaczek

Tadeusz Nyczek

Wydawnictwo Literackie

Data premiery: 29 stycznia 2015

 

Najnowsza książka cenionego krytyka literackiego i teatralnego, podsumowująca najważniejsze wydarzenia ostatnich lat w polskim teatrze.

Nawozy sztuczne to zbiór publikacji z lat 2008-2014. Prawie wszystkie ukazały się w miesięczniku „Dialog”.

 Opisy książek pochodzą ze stron wydawnictw

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-08-18 21:45
Rekin z parku Yoyogi

 

Joanna Bator

W.A.B., 2014

 

Co takiego jest w Japonii, że nas tak fascynuje? Prawdopodobnie większość z nas przeżyła w jakimś momencie swojego życia zauroczenie krajem kwitnącej wiśni. Pociągają nas japońskie sztuki walki, muzyka, dziwaczne jedzenie, tajemnicze gejsze, manga i anime. Daleki wschód za sprawą mediów (zwłaszcza internetu) zaczyna się powoli do nas przybliżać, ale mimo to wciąż nasze kultury dzieli głęboka przepaść. I to właśnie ta odmienność zdaje się tak przyciągać masy Polaków, którzy coraz chętniej wstają sprzed ekranu komputera, wsiadają w samolot i ruszają na podbój Japonii.

 

Od lat bywa tam również Joanna Bartor. Swoją przygodę z tym krajem rozpoczęła ponad 10 lat temu, kiedy to trafiła na jedną z tokijskich uczelni. Jej dwuletnie obcowanie z tamtejszymi obyczajami zaowocowało nie tylko ogromną miłością do tego miejsca i jego kultury, ale również nadało rozpędu jej karierze literackiej. Swoje pierwsze doznania autorka zawarła w Japońskim wachlarzu, zbiorze wypełnionym obserwacjami nowo poznanej kultury. Teraz, po dziesięciu latach od wydania tej publikacji, na rynku ukazuje się kolejna "japońska" książka Bator.

 

Rekin z parku Yoyogi to spostrzeżenia osoby, która ochłonęła już z pierwszej fascynacji „innym”. Ponad dziesięcioletni kontakt z tą kulturą sprawił, że Bator nie tylko wie i rozumie więcej, ale potrafi również spojrzeć na pewne problemy z dystansu. Bada Japonię, nie tyle już jej tradycję, ale przede wszystkim zmiany, jakie w niej zachodzą. Kraj ten nie stoi bowiem w miejscu, jest tak samo dynamiczny, jak wszystkie inne rozwinięte cywilizacje. Pewne trendy wymierają, na ich miejscu rodzą się inne, to, co dzisiaj wydaje się być modne, jutro może już zupełnie stracić na znaczeniu. Raz na topie są zmysłowe gejsze, innym razem uczennice w króciutkich spódniczkach. Młodzież przebiera się za fantastyczne postaci ze znanych filmów, mężczyźni udają kobiety. I co najważniejsze - nikogo zupełnie to tam nie dziwi. No, może z wyjątkiem Bator, która pomimo ochrzczenia Japonii swoim drugim domem, wciąż nie przestaje być zaskakiwana przez kolejne "niewytłumaczalne" zachowania mieszkańców.

 

Zwyczaje i mody panujące w Japonii zupełnie nie mieszczą się w naszych europejskich normach. W czasach, gdy tutejsze kobiety wystawiają swoje ciała na działanie promieni słonecznych, ich japońskie odpowiedniczki w największy upał paradują po ulicach opatulone materiałami chroniącymi ich cało przed przybraniem czerwono-brązowej barwy. Gdy w Polsce coraz więcej nastolatek decyduje się przyozdobić swoje zęby aparatem ortodontycznym, w Japonii coraz więcej zwolenników zyskuje moda na krzywe uzębienie. Panowie przebrani za kobiety przestają nas już dziwić, ale automaty z używaną bielizną nie mieszczą się nam wciąż w głowie. Podobnie jak obchodzenie radosnego święta fallusa, tak niepasującego do dość usztywnionej kultury Dalekiego Wschodu. Zwłaszcza, jeśli w tej samej książce za moment otrzymujemy obszerny rozdział poświęcony Otaku, chłopcom, którzy na tyle komfortowo czują się w świecie wirtualnych postaci z gier i filmów, że nie mają ochoty go opuścić. Prawdzie kobiety przegrywają w boju o względy takiego osobnika z figurką, tudzież lalką, przedstawiającą ulubiony wytwór japońskiej popkultury.

 

Książka Bator to zatem w dużej mierze gabinet osobowości, w którym autorka upchnęła wszystko to co "dziwne" i "odmienne". Autorka nie pomija jednak ważnej kwestii, która chyba w największym stopniu odcisnęła się na życiu Japończyków w ciągu ostatnich kilku lat. W książce co jakiś czas powraca groźne widmo Fukuszimy i elektrowni, która zupełnie nieoczekiwanie zdecydowała się zamienić losy wielu z nich w koszmar. Pojawiają się też echa II Wojny Światowej, czy wspomnienia innych drastycznych zbrodni, ale nawet te ciemne plamy nie są w stanie przyćmić wrażenia swobody i beztroski płynącej z lektury owej książki.

 

Można wytknąć autorce, że obraz Japonii przedstawiony w jej książce jest niepełny, że za dużo w nim samego Tokio i że zbyt dużą część zdominowali Otaku. Że za mało tu tradycji, a za dużo Murakamiego, do którego autorka odwołuje się co kilka stron. Można tak wymieniać, ale nie ma to najmniejszego sensu, taka była decyzja autorki i musimy się z tym pogodzić. I tak to, co zostało zawarte na kartach tej książki jest na tyle interesujące, że nie sposób się od niej oderwać, zwłaszcza, że Bator niejednokrotnie już udowodniła, że pisać potrafi i całkiem nieźle jej to wychodzi.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?