logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Marta-Kisiel
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-02-02 14:48
Siła niższa - Marta Kisiel

- Jak to: zniknął?
- Tak po prostu. Wziął – i zniknął.
- Ludzie nie znikają tak po prostu – odparowała kategorycznym tonem. – Przeprowadzają się, wyjeżdżają, ukrywają się przed komornikiem, czasem, owszem, lądują w dole z wapnem, ale nie znikają tak po prostu, sami z siebie.

 

„Siła niższa”, dalszy ciąg świetnej powieści „Dożywocie”. Czekałam na tą książkę z utęsknieniem, biegłam do księgarni na złamanie karku i na pogwałcenie pomarańczowego światła, i co? Spędziłam z tą książką grubo ponad miesiąc. Nie przeczytałam jej na jednym wdechu, nie zarywałam nocek, nie oplułam ani razu kartek ze śmiechu. Mimo to, „Siła niższa” dostaje ode mnie dumne cztery gwiazdki na możliwych pięć.

Język Ałtorki jak i bohaterowie okazali się być na całkiem niezłym poziomie, trafiło się też kilka zabawnych anegdot, ale bez szału, bez przesady, bez należytej ilości – dużej. Szkoda. Ałtorka bardzo dobrze natomiast (w mojej niepodpartej doświadczeniem ocenie) opisała ciążę, poród, samą istotę macierzyństwa, zachowawszy przy tym typowy dla siebie humor, z lekkim zadatkiem wczesnej paniki.

Akcja w książce jakaś jest, ale nie gna zbyt szybko. Można poczuć się normalnymi bywalcami tego „normalnego” świata. Powroty dawnych, przybywanie zupełnie nowych, ciągła bytność głównych bohaterów – elegancko, tak być powinno!

Nie ma już Lichotki, to i dożywocie inne. Ot, życie.

 

Potrafiłbym pisać jak Szczęsny, ale... z braku lepszego słowa powiedzmy, że myśleć... Cóż. Myśleć jak Szczęsny potrafił tylko sam Szczęsny. A i on miewał z tym spore problemy.

 

- No to może za Thora?
- Och, Thor byłby zbyt oczywisty. Poza tym – odchrząknął nie bez skrępowania – ostatnio trochę zaniedbałem sześciopak.
- No co ty? – Konrad zrobił wielkie oczy. – Przecież ty pakujesz nieustannie! Jak nie sernik, to pączki!

 

Paciorkowe oczka niespiesznie, lecz nieubłaganie wwiercały się w jego niskopienne jestestwo, docierając jak po sznurku do najskrzętniej skrywanych tajemnic. Wiem, o czym marzysz, kiedy nikt nie patrzy, mówiły. Wiem, czego się lękasz, gdy w środku nocy zakopujesz stopy głęboko pod kołdrą.

 

 

- Krew z mych lędźwi! – rozczulił się Szczęsny, pęczniejąc z dumy nad telefonowym Niebożątkiem, aż mu się ektoplazma zapowietrzyła.
- No, jak z lędźwi, bratku, to raczej nie krew...

 

Tymczasem wprawne oko Carmilli, otaksowawszy rozradowanego Pawła, szybko wychwyciło kluczowe szczegóły – ogólną bladość wbrew słonecznej pogodzie, zmierzwiony włos, przekrwione białka, a na pomiętej koszulce niedoprane plamy po materii organicznej, w których pochodzenie żaden człowiek przy zdrowych zmysłach wolałby nie wnikać. Krótko mówiąc, stał przed nimi młody rodzic na krawędzi wytrzymałości, skrywający ogrom swego niewyspania i przytłoczenia nadmiarem wszystkiego za odrobinę zbyt szerokim uśmiechem.

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-12-26 18:36
Przygody z Salką
Nomen omen - Marta Kisiel

  To już drugie moje spotkanie z twórczością Marty Kisiel-Małeckiej. I po raz kolejny jest to spotkanie bardzo udane. W książce wyczuwa się specyficzny klimat i humor ałtorki, chociaż książka zdecydowanie różni się od "Dożywocia".
 
  Tym razem główną bohaterką jest 25-letnia Salomea Przygoda, która przenosi się do Wrocławia, gdzie wynajmuję kąt w bardzo dziwnym miejscu, którego wszyscy się bardzo obawiają. Z biegiem wydarzeń dowiadujemy skąd się biorą owe obawy, ale ja ich nie zdradzę.
 
  Oprócz Salki w powieści występuje jej brat Niedaś, bardzo dziwne właścicielki domu, w którym Salka się zatrzymuje oraz nowo poznane przez rodzeństwo osoby. Mimo, że Salka jest główną bohaterką cała historia opiera się na tym co przypadkiem zrobił Niedaś. To wydarzenie pozwoli nam historię właścicielek domu z okresu wojny oraz po wojnie. Dzięki temu dowiadujemy kim one są, ale tego także Wam nie powiem.

  Historia jest bardzo klimatyczna, nie tak wesoła jak wspomniane Dożywocie, jednak nie pozbawiona elementów humorystycznych, jak umieszczenie w nerkach pewnego dresa metra dębiny. Takich smaczków jest oczywiście więcej, ale nie jestem w stanie przytoczyć wszystkich.

  Książkę po raz kolejny czyta się bardzo dobrze i chciałbym po raz kolejny gorąco polecić twórczość Marty Kisiel, znanej jako ałtorkę. Ją samą zachęcić do szybszego pisania kolejnych książek, bo dwie to zdecydowanie za mało.

Ocena: 9/10

http://danwaybooks.blogspot.com/2015/12/przygody-z-salka.html

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-19 17:50
Dożywocie - Marta Kisiel

Dziwna czasami jest magia liczb. Jak się okazało dzisiaj "Dożywocie" kończy 5 lat, a ja książkę przeczytałem dokładnie 5 dni temu. Takiej okazji nie można nie wykorzystać i nie złożyć życzeń Dożywociu recenzją oraz życzeniami dożywocia z czytelnikami.

Czym jest "Dożywocie"? Książką pełną niesamowitego humoru, momentami wręcz absurdalnego, ale na pewno nie infantylnego. Opowiada historią Konrada Romańczuka (nazwisko nie jest przypadkowe), pisarza, który otrzymuje od mało znanego członka rodziny spadek. Ów spadkiem jest domek w stylu gotyckim z wieżyczką oraz całą gromadą nietuzinkowych mieszkańców, o których Konrad dowiaduje się z biegiem akcji.

Takie miejsce (mimo, że na odludziu) nie może być anonimowe. Dlatego też ma swoją wdzięczną nazwę Lichotka, której jednym z głównych mieszkańców jest Licho czyli anioł w bamboszkach, mający uczulenie na własne pierze, a także pedantyczne skłonności do porządków.

Oczywiście Licho to nie jedyny mieszkaniec Lichotki. Wśród bohaterów są Szczęsny, Zmora, Krakers, Utopce, Rudolf Valentino oraz Kusy. Kto jest kim w tym spektaklu odkryjcie sami i to jakie przygotowali Wam atrakcje, a tych na pewno nie brakuje.

Czy warto Dożywocie poznać? Oczywiście, że tak.

Po pierwsze dla poznania języka polskiego w różnych odmianach od poetyckiego przez różne zabawy słowne aż po mowę potoczną (bo dziwne by wieloletni mieszkaniec prowincji mówił jak Mickiewicz).

Po drugie dla niesamowitego humoru. Ja przy lekturze zrywałem boki, a moja żona co rusz miała mnie ochotę za drzwi wystawić. Już dawno tak setnie się nie ubawiłem czytając książkę.

Po trzecie dla oderwanej całkowicie historii, która jest nietuzinkowa i jest odskocznią od codzienności, a na dodatek zawierający niesamowity morał na końcu.

Jaki to morał przekonajcie się sami. Ja Wam tę książkę polecam z całego serca.

Ocena: 9/10

http://danwaybooks.blogspot.com/2015/11/grunt-to-rodzina.html

Like Reblog
show activity (+)
review 2015-07-22 20:41
Nomen Omen - Marta Kisiel

Pozycja przeciętna i nudna, niestety.

 

W „Nomen Omen” raczej nie uświadczymy rozwalającego poczucia humoru, z jakim mogliśmy zetknąć się w „Dożywociu”. Pani Marta jest kobitą z jajem, a nawet z dwupakiem jaj, więc o patosie i podniosłym nastroju nie może być mowy. Zapomnijcie jednak o niekontrolowanych wybuchach rechotu i uśmieszku błąkającym się po twarzy podczas lektury.

 

Plejada bohaterów też nie robi większego wrażenia. Niby są sympatyczni i barwni, ale… No właśnie, ale. Najbardziej irytują Salomea i Adam Przygoda (rodzeństwo). Salka w wieku dwudziestu pięciu lat zachowuje się jak niedorozwinięty podlotek. Pewnie taki miał być jej urok, ale moim zdaniem „urok” to ostatnie słowo, jakie do niej pasuje. Bardziej wkurzający od Salki jest jedynie jej brat, Niedaś. Nikt mi nie wmówi, że osoba ponadosiemnastoletnia nie umie sklecić normalnego zdania, bo wiecznie posługuje się albo slangiem graczy komputerowych, albo debilnymi wyrażeniami używanymi głównie przez trzynasto-, czternastolatków. Pozostali bohaterowie prezentują się nieco lepiej (papuga i matka wymienionej wcześniej dwójki naprawdę robią wrażenie), ale niestety to za Salką i za Niedasiem będziemy podążać najczęściej.

 

Fabuła na samym początku przypomina stare, dobre powieści dla nastolatków z lat 80. i 90. Mnie kilka pierwszych rozdziałów pachniało „Jeżycjadą”, tylko że nie z Poznaniem, a z Wrocławiem w tle. Niestety, autorka nie miała tak dobrego pomysłu na historię, jakie zwykle miewa Musierowicz. Trochę upiorów, trochę magii, trochę romansu. Mieszanka zjadliwa, ale na pewno nie porywająca.

 

Plusy? Akcja dzieje na najprawdziwszych wrocławskich ulicach, w realnych parkach, istniejących budynkach. W pewnym momencie naprawdę miałam ochotę sprawdzić na planie Wrocławia, którędy poruszali się bohaterowie. Powstrzymała mnie przed tym prozaiczna przyczyna. Historia była tak nudna, że jak najszybciej chciałam się doczołgać do końca. Na szczęście tu z odsieczą przybyła Lara, przypominając mi o notce na swoim blogu: http://laranotsil.blogspot.com/2014/02/nomen-omen-autor-marta-kisiel.html (rewelacyjne zdjęcia, które pozwalają wczuć się w klimat książki - szczerze polecam). Do plusów zaliczyć można też piękną polszczyznę pani Marty (ot, taki fikuśny, ale nie nadmiernie udziwniony język) i to, że finał historii jest słodko-gorzki. Na szczęście autorka nie przesadziła z tęczą i landrynkami na finiszu.

 

Ocena? Jakieś 4/10. Jedno oczko za bohaterów (wyłączając rodzeństwo), jedno za język, jedno za autentyczne miejsca akcji (tu autorka sporo zawdzięcza zdjęciom Lary) i jedno za nawiązania do drugiej wojny światowej (nie jestem fanką tego okresu, ale widać, że pani Marta poświęciła sporo czasu, żeby „odpicować” ten wątek). Mieszkańcy i sympatycy Wrocławia mogą sobie dorzucić jeszcze jedno oczko. Raczej nie polecam. „Dożywocie”, choć nie rewelacyjne, wciągało dużo bardziej.

 

 

Like Reblog Comment
review 2014-02-12 20:57
Nomen omen - Marta Kisiel

Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Otóż dwie rzeczy:

1. Kompletnie zjadła mi mózg.

2. Chcę jeszcze! Książki, nie mózgu.

 

«●»«●»«●»

 

I tu pani Matylda urwała, gdyż wyglądająca spomiędzy kraciastych pledów zmizerowana twarz Salki wpierw przybrała barwę dojrzałego pomidora, następnia zbladła jak śmierć na chorągwi, aż wreszcie rozpłynęła się w wodospadzie łez.

- Jaguś, herbata! – zakomenderowała natychmiast najstarsza z sióstr Bolesnych.

- Z malinami?

- Maliny są dobre na katar. Lej rum!

 

Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.

 

Spod zajmującego środek pomieszczenia stołu, na którym zalegały stosy książek, wystawała para długich nóg w fioletowych sztruksach, zwieńczona wypiętym tyłkiem.

(…)

Tyłek spod stołu zmienił położenie, a jedna z nóg zadarła się frywolnie w powietrze, wsparta na chybotliwym kolanie.

(…)

Tyłek – jakkolwiek by to brzmiało – westchnął ciężko,

 

More posts
Your Dashboard view:
Need help?