logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: cytat
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-06 12:31
Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie - Charles Yu,Joanna Skalska,Adam Skalski

 

Jeśli macie ochotę na lekturę czegoś lekkiego i odprężającego – to nie jest odpowiednia książka! A może i jest? Sama już nie wiem. Jest skomplikowania, momentami zbyt zagmatwana, ale po przeczytaniu jej całej nie wiem do końca, czy określenie „lekka” jest idealnym określeniem, czy totalnym przeciwieństwem.

 

Życie jest do jakiegoś stopnia długą rozmową ze swoim przyszłym ja o tym, w jaki dokładnie sposób zawiedziesz się na sobie podczas nadchodzących lat.

 

Chwycił mnie sam tytuł i wysokie noty. Sądziłam, że będzie to humorystyczna opowieść o... właściwie to sama nie wiem o czym. Ale nastawiałam się na coś, co opluję ze śmiechu nie raz i nie dwa razy, rozluźnię się do granic możliwości i tak odprężona złapie za podręcznik do fizyki kwantowej. Tymczasem ta „lekka” książka kosiła mój mózg jak kombajn i wciskała do niego rzeczy, których nawet nie potrafię opisać. O dziwo te uczucia są dla mnie jak najbardziej pozytywne.

 

Notatka na dziś:
Zanim otworzysz książkę, dowiedz się o czym jest. Albo może być. Albo cokolwiek.

 

  • By pokazać nieco dokładniej obraz owego myślowego kombajnu, posłużę się cytatami:
    Coś oczywiście oczywistego:

Piszę, choć – ściśle mówiąc – używam konitywno-wizualnie-ruchowo-dźwiękowego wrażliwego modułu nagrywającego TM-31, który działa, jak nietrudno zgadnąć, jednocześnie śledząc aktywność układu nerwowego użytkownika,jego głos, ruchy palców, ruchy źrenic, skurcze mięśni twarzy.

Racja, nietrudno było zgadnąć.

 

  • Coś logistycznie super logicznego:

I takim sposobem czytam teraz tę książkę i jednocześnie w akcie czytania przy pomocy TAMMY i NATO stwarzam jej kopię, w istocie: generuję jej nową wersję, która jest natychmiast zapisywana w bankach pamięci TAMMY. Robiąc to, przekształcam tę książkę we własną. Na nowo zapisuję tekst, który już istnieje w przyszłości, wydaję na świat książkę, którą kiedyś napiszę. Przepisuję książkę, której w pewnym sensie jeszcze nie napisałem, którą w innym sensie zawsze pisałem, w jeszcze innym – właśnie piszę, a w jeszcze innym – której nie napiszę nigdy.

*) NATO – narzędzie analizy treściowej obiektu

 

Tak, zgadza się. Książka traktuje o podróżach w czasie. Tylko, że owe podróże nie są takimi podróżami, do jakich zwykła ludzka istota przywykła. Jak w ogóle można tu mówić o przywyknięciu do podróży w czasie? Otóż we wszechświecie fantastycznonaukowym – można. Okazuje się, że tutaj każdy może mieć swój wehikuł czasu i jest to normalne. W naszej rzeczywistości każdy może mieć swój telefon komórkowy i to też jest normalne. A więc możesz kupić sobie swój osobisty wehikuł i zatopić się w pętli danego zdarzenia, jak choćby godzinnej pętli, w której gotujesz obiad swojemu synowi. Jednak nie tyle synowi ile jego holograficznemu obrazowi. Możesz z nim porozmawiać, odgrywając w kółko to samo godzinne zdarzenie. Jak odczuwa to osoba będąca w takiej pętli? Moim skromnym zdaniem jest to coś niebywale tragicznego, przeżywać w kółko jedno i to samo. Bez przerwy. Przez wieczność. Ale nie ma tego złego, bo pcieszające jest to, że z takiej pętli można się wydostać, można ją wyłączyć. O tym, jak to zrobić, jak to się dzieje i w ogóle o co w tym chodzi, można przeczytać właśnie w tej niezmiernie przejrzystej książce.

 

Książka, podobnie jak pojęcie teraźniejszości, jest fikcją. Co nie znaczy, że nie jest prawdziwa.

 

Autor nazwał głównego bohatera swoim własnym imieniem i nazwiskiem. Lubię myśleć, że to oznacza jedną z dwóch opcji:
A. Mocno utożsamia się z bohaterem
B. Historia jest totalnie autentyczna
Przyznaję, że punkt B podoba mi się niezmiernie. Tworzy z tej książki faktyczny poradnik, a nie kolejną powieść SF.

 

Należy tutaj dodać, że wiarygodność jest książki dopełniają występujące w niej rzeczy dla nas realne: firma Apple, wspominanie Gwiezdnych Wojen czy Star Treka, można nawet natknąc się na Le Guin. I jak tu nie uwierzyć w prawdziwe istnienie fantastycznonaukowego wszechświata?

 

A więc Charles Yu jest serwisantem wehikułów czasu, co wygląda na super ciekawe zajęcie, niezwykle prestiżowe i jeszcze lepiej płatne. Prawda okazuje się zgoła inna... Zarabia marne grosze, a jego posada jest mało doceniania i imponująca. Mimo to jego życie przepełnone jest problemami, jakie przezywa każdy człowiek. Nie ma znaczenia, gdzie i kiedy przebywa, czy jest to wehikuł czasu, czy w biurze, czy w fotelu – wszędzie może dopaść tęsknota za matką, nagłe zrozumienie przeszłości, chęć naprawy błędów, innego obrotu spraw. Charles Yu próbuje przekazać, że życie w „naszym” świecie i w tym fantastycznonaukowym tak naprawdę polega dokładnie na tym samym – wszyscy jesteśmy ludźmi i jak ludzie czujemy. To się liczy, a reszta to tylko alterntywy zdarzeń, miejsc, czasów.

 

 

A w ogóle to mniej więcej w połowie książki okazuje się, że Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie nie jest tytułem tej książki. To tytuł książki, o której jest ta książka. No właśnie. Pogmatwane. I cała książka jest taka... pogmatwana.

(spoiler show)

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-03 07:07
● Każdy umysł jest piękny, ale nie każdy działa jak powinien ● Thomas Arnold
Horyzont umysłu - Thomas Arnold

 

Horyzont umysłu to thriller medyczny, a za thrillerami to ja nie przepadam. W każdym razie, jeżeli chodzi o filmy, a i po książki z tego gatunku sięgam ekstremalnie rzadko, o ile w ogóle. Skąd więc u mnie taka książka?

 

„Naciągnął” mnie na nią sam autor podczas Wrocławskich Promocji Dobrych Książek 2016. Przypadkiem zatrzymałam się przy stoisku wyd. Vectra, przypadkiem rzuciłam okiem na okładkę i przypadkiem okazało się, że stoi przy mnie autor, który chętnie opisze swoje książki i z jeszcze większą ochotą podpisze je dla swoich przyszłych, jak sądził, fanów. Natchniona chwilą i zachęcona opisem, chętnie kupiłam jego najnowszą, czwartą książkę, by w domu, ochłonąwszy po szale targów, zastanawiać się, co za licho mnie podkusiło. Przecież każdy jeden thriller jest niemal identyczny. W każdym razie do tego momentu takie było moje zdanie. Jak bajki o Scooby Doo.

 

Skoro jednak powiedziałam A, to należało powiedzieć B i książkę przeczytać. Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że przeczytałam ją niemal na jednym wdechu! Zdarzenia w Horyzoncie pędzą z taką prędkością, że zanim wzięłam łyk herbaty, książka mi się skończyła. Polski autor, o zacnym pseudonimie Thomas Arnold, okazał się pisarzem o niebywale lekkim piórze. Czyta się przyjemnie, opisów w sam raz, dialogów też. Książkę podzielił na wiele króciutkich rozdziałów, które z kolei poukładał w dni. Spodobał mi się ten zabieg, pozwolił wczuć się w przeżycia bohatera; detektywa Rossa, którego nie da się nie lubić. Genialny specjalista, który popełnia genialne błędy i genialnie rozwiązuje problemy, które momentami są nie lada skomplikowane, jak to w śledztwie. Historia zapędza go w tajemniczy świat psychiatrów i stosowanych przez nich kuracji, w świat wielkich firm farmaceutycznych i sposobów ich działania. Wszystko to sprawia, że świat, w którym znajduje się bohater, jest tajemniczy i mroczny, a szczęśliwe zakończenie wydaje się być totalnie nieosiągalne. Jednakże... czy aby na pewno? Warto się przekonać.

 

Horyzont umysłu polecam czytelnikom lubiącym lekki język, dobry na rozluźnienie, ale również zagmatwane historie i mroczne zagadki. A samemu autorowi dziękuję za zachętę i z wielką radością daję najwyższą ocenę 5/5.

 

– Nie wyszedłeś z domu, a już rozwaliłeś łeb. Ciekawe, co by było, jakbyś naprawdę wziął udział a tej akcji.
– Sam się zastanawiam.
– A tak na serio. Potrzebujesz czegoś? Podwózki na pogotowie, karetki, grabarza?
– Dzięki, poradzę sobie. Czego ode mnie oczekiwali? Że stanę przed wariatem w koparce, wyciągnę odznakę, a ktoś się zatrzyma, wyjdzie z szoferki i poprosi o łaskę?
– Chyba o laskę.
– Łaskę, debilu – roześmiał się Bennet.
– Jak wolisz. To dowiem się, co narobiłeś?
– Chciałem wyczyścić kratkę wentylacyjną.
– W nocy?
– Jakbyś miał dzieci, to byś zrozumiał.
– Obym nigdy nie musiał.
– Sama radość.
– Zachęciłeś mnie. Dobra. Więc postanowiłeś rozbić kratkę głową. Skąd poharatana ręka?
– Zgubiłem śrubokręt. Wziąłem nóż. Wydawał się tępy.
– Jak ty.
– Stanąłem na kiblu i chciałem odkręcić śrubę. Ostrze pękło. Rozwaliłem rękę i spadłem. Walnąłem łbem o kant umywalki.
– Wszystko w porządku?
– Przecież rozmawiamy.
– Z umywalką...

 

 

Like Reblog Comment
review 2017-02-26 10:15
Prawda nas wyzwoli
Tożsamość Rodneya Cullacka - Przemysław Angerman

Kiedy kupowałam tę książkę nawet nie wiedziałam o czym jest ani kim właściwie jest autor. Jedyne, co wiedziałam, to to, że jest to książka z gatunku science fiction. I kiedy w końcu po nią sięgnęłam, przerosła moje oczekiwania.

Oceny tej książki są mocno zróżnicowane; z wysokimi zgadzam się w zupełności, niskich nie rozumiem kompletnie. 

Bohater jest dość kontrowersyjny, ale generalnie przyjemny facet; uparty, rozdarty, megamocny, ultranaiwny - wszystko to sprawia, że nie można się z nim nudzić! Uwielbiam gdybanie na temat wyglądu i funkcjonowania świata ludzi za kilkaset lat. Świat opisany w tej książce wygląda dosyć prawdopodobnie, a więc książka do ręki i przygotować się, co nas czeka! Przyszłość znamy, co trzeba zrobić - wykonamy! (Nastrój mi się udzielił)

Muszę jednak przyznać, że ciągle bałam się, że zakończenie mnie rozczaruje, że niczego się nie dowiem, że urwie się w połowie i zgaduj zgadula co właściwie się stało. Ale, żeby nie psuć zabawy, nie powiem czy obawy były uzasadnione, czy nie.

Patrzyłem na to i nie mogłem wymówić słowa. Nie mogłem nawet pomyśleć słowa. Po prostu nie mieściło mi się to w głowie.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-02-02 14:48
Siła niższa - Marta Kisiel

- Jak to: zniknął?
- Tak po prostu. Wziął – i zniknął.
- Ludzie nie znikają tak po prostu – odparowała kategorycznym tonem. – Przeprowadzają się, wyjeżdżają, ukrywają się przed komornikiem, czasem, owszem, lądują w dole z wapnem, ale nie znikają tak po prostu, sami z siebie.

 

„Siła niższa”, dalszy ciąg świetnej powieści „Dożywocie”. Czekałam na tą książkę z utęsknieniem, biegłam do księgarni na złamanie karku i na pogwałcenie pomarańczowego światła, i co? Spędziłam z tą książką grubo ponad miesiąc. Nie przeczytałam jej na jednym wdechu, nie zarywałam nocek, nie oplułam ani razu kartek ze śmiechu. Mimo to, „Siła niższa” dostaje ode mnie dumne cztery gwiazdki na możliwych pięć.

Język Ałtorki jak i bohaterowie okazali się być na całkiem niezłym poziomie, trafiło się też kilka zabawnych anegdot, ale bez szału, bez przesady, bez należytej ilości – dużej. Szkoda. Ałtorka bardzo dobrze natomiast (w mojej niepodpartej doświadczeniem ocenie) opisała ciążę, poród, samą istotę macierzyństwa, zachowawszy przy tym typowy dla siebie humor, z lekkim zadatkiem wczesnej paniki.

Akcja w książce jakaś jest, ale nie gna zbyt szybko. Można poczuć się normalnymi bywalcami tego „normalnego” świata. Powroty dawnych, przybywanie zupełnie nowych, ciągła bytność głównych bohaterów – elegancko, tak być powinno!

Nie ma już Lichotki, to i dożywocie inne. Ot, życie.

 

Potrafiłbym pisać jak Szczęsny, ale... z braku lepszego słowa powiedzmy, że myśleć... Cóż. Myśleć jak Szczęsny potrafił tylko sam Szczęsny. A i on miewał z tym spore problemy.

 

- No to może za Thora?
- Och, Thor byłby zbyt oczywisty. Poza tym – odchrząknął nie bez skrępowania – ostatnio trochę zaniedbałem sześciopak.
- No co ty? – Konrad zrobił wielkie oczy. – Przecież ty pakujesz nieustannie! Jak nie sernik, to pączki!

 

Paciorkowe oczka niespiesznie, lecz nieubłaganie wwiercały się w jego niskopienne jestestwo, docierając jak po sznurku do najskrzętniej skrywanych tajemnic. Wiem, o czym marzysz, kiedy nikt nie patrzy, mówiły. Wiem, czego się lękasz, gdy w środku nocy zakopujesz stopy głęboko pod kołdrą.

 

 

- Krew z mych lędźwi! – rozczulił się Szczęsny, pęczniejąc z dumy nad telefonowym Niebożątkiem, aż mu się ektoplazma zapowietrzyła.
- No, jak z lędźwi, bratku, to raczej nie krew...

 

Tymczasem wprawne oko Carmilli, otaksowawszy rozradowanego Pawła, szybko wychwyciło kluczowe szczegóły – ogólną bladość wbrew słonecznej pogodzie, zmierzwiony włos, przekrwione białka, a na pomiętej koszulce niedoprane plamy po materii organicznej, w których pochodzenie żaden człowiek przy zdrowych zmysłach wolałby nie wnikać. Krótko mówiąc, stał przed nimi młody rodzic na krawędzi wytrzymałości, skrywający ogrom swego niewyspania i przytłoczenia nadmiarem wszystkiego za odrobinę zbyt szerokim uśmiechem.

 

Like Reblog Comment
text 2016-10-28 09:09
O romantyczności słów kilka
Rock'n'roll, bejbi! - Piotr Rogoża

  «●"●»

Wiecie, nic nie zacieśnia związku bardziej niż romantyczne przechadzki leśnymi dróżkami. Najlepiej wieczorową porą. Można wtedy patrzeć sobie w oczy i, co za tym idzie, synchronicznie potykając się o korzenie; można wspólnie wpadać w bagno; można kląć w duecie pod adresem wszelkich krwiożerczych insektów… Można urządzić malutki piknik na polance, oczywiście na samej linii frontu wojny pomiędzy dwoma szczepami wyjątkowo wojowniczych mrówek. Jeszcze napatoczy się śliczny zajączek, toczący pianę z pyszczka, z szaleństwem w krwistoczerwonych oczkach; jeszcze spadnie kwaśny letni deszczyk, wypalający dziury w liściach jeszcze pozna się przemiłego leśniczego, snującego się między drzewami z nabitą dubeltówką i wyraźnie czekającego na pretekst…

 

 

(…) zauważyłem kolejną dziurę w rękawie flaneli. Musiała powstać, gdy profilaktycznie wymijając podejrzanego zajączka, z impetem wpieprzyłem się w nadspodziewanie kolczaste chaszcze.

«● "●»

More posts
Your Dashboard view:
Need help?