logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Ngũgĩ-wa-Thiong\'o
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
text 2014-10-08 18:10
Afrykański nobel?

 

Już zaledwie godziny dzielą nas od poznania nazwiska tegorocznego laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. To wciąż najbardziej prestiżowa nagroda literacka, stanowiąca w pewnym sensie ukoronowanie kariery każdego pisarza. Ponieważ lista nominowanych jest znana tylko członkom kapituły, całej reszcie populacji nie pozostaje tylko snuć przypuszczenia oparte na obecnych trendach i statystyce, wielokrotnie powołując się na zakłady bukmacherskie. Choć przeważnie podchodzi się do nich z przymrużeniem oka, w tym przypadku w ich proroctwach znajduje się dość duże ziarno prawdy. Czyje zwycięstwo zwiastują tym razem?

 

W tym roku zaszła zmiana. Według firmy bukmacherskiej Ladbrokes największe szanse na zdobycie nagrody ma nie dotychczasowy faworyt Haruki Murakami (który spadł na miejsce drugie), ale kenijski pisarz Ngũgĩ wa Thiong'o. Nie ma w tym nic dziwnego, już od dawna krążą plotki, że tym razem Nobel powinien powędrować do przedstawiciela „Czarnego Lądu”. Przypomnę, że w Polsce ukazały się dwie książki tego autora: Chmury i łzy oraz Ziarno pszeniczne, obie zostały wydane w latach 70.

 

Na trzeciej pozycji uplasowała się Swiatłana Aleksijewicz, białoruska pisarka i dziennikarka, dość dobrze znana polskim czytelnikom (jeszcze w tym miesiącu nakładem wydawnictwa Czarne ukazuje się jej najnowszy reportaż Czasy secondhand) Dalej znajduje się syryjski poeta Adonis, albańczyk Ismail Kadare (jego Wypadek znalazł się w gronie finalistów Nagrody Angelus) oraz francuz Patrick Modiano.

 

W pierwszej dwudziestce znajdują się również takie sławy jak Philip Roth, Joyce Carol Oates, Milan Kundera, Thomas Pynchon, pojawia się równie rumuński pisarz Mircea Cartarescu oraz Bob Dylan (którego Kroniki właśnie ukazały się na rynku polskim). Dość nisko w tym roku znalazła się natomiast Margaret Atwood, nikłe szanse na zwycięstwo wróży się również mojemu osobistemu faworytowi, Amosowi Ozowi, czy Salmanowi Rushdiemu.

 

A co z reprezentantami naszego kraju? W tym roku na liście znalazł się tylko jeden Polak, poeta Adam Zagajewski, ale za to na liście figuruje na wysokiej (i pechowej) 13 pozycji. Czy ma szanse na zwycięstwo? Życzę mu jak najlepiej, ale obawiam się, że na kolejnego polskiego noblistę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

 

Nazwisko laureata zostanie ogłoszone jutro o 13:00.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-03-03 04:06
Matigari
Matigari: A Novel - Ngũgĩ wa Thiong’o

“Where can a person girded with a belt of peace find truth and justice in this world?”- Ngugi wa Thiong’o, Matigari

The story takes place in a newly-independent Kenya. Like in other recently independent countries, their former masters still have a very strong presence and much control. Matigari ma Nijiruungi, whose name means “the patriots who survived the bullets” in Swahili,  is a messiah-like figure who has returned from fighting for independence and finds that his country has become corrupt and depraved. Matigari travels with a young Kenyan boy and a Kenyan prostitute while trying to find truth and justice, and take back what he believes is rightfully his. Due to several near escapes, Matigari’s image becomes more and more mythologized as the story goes on:

“Who is Matigari? they asked one another. How on earth are we going to recognise him? What does he look like? What nationality is he? Is Matigari a man or woman anyway? Is he young or old? Is he fat or thin? Is he real or just a figment of people’s imagination? Who or what really is Matigari ma Nijiruungi? Is he a person, or is it a spirit?”

I’m fascinated by post-colonial Africa and all the political intrigue that happened afterwards. It’s quite disappointing that so much corruption happened, dictators were born and so on even though the people had so much hope for the future. Despite wanting the colonialists out of their countries, many decided that the colonialists’ ways were far superior to their own culture. wa Thiong’o calls them “sell-outs.”

The sociologist in me couldn’t help but be intrigued by the discussion about the differences between the collectivist (African) and the individualist (Western) cultures:

“White people are advanced because they respect that word (“individual”), and therefore honour the freedom of the individual…But you black people? You walk about fettered to your clans, nationalities, people, masses. If the individual decides to move ahead, he is pulled back by the others.”

In an undergrad sociology class I learned that the British colonizers introduced a hut and poll tax to Kenya. Most Kenyans didn’t use money back then, so how were they ever meant to pay their taxes? By working for their masters almost as slaves. The British now had lots of cheap labour with which to produce cash crops. Despite all the hard work the Kenyans put in, they had nothing to show for it and still lived in poverty. As wa Thiong’o laments:

“The house is mine because I built it. The land is mine too because I tilled it with these hands. The industries are mine because my labour built and worked them. I shall never stop struggling for all the products of my sweat.”

Despite the heavy subject matter, or perhaps because of it, the tone of this book was quite satirical. Throughout the book it’s hard to miss the Christianity allegory. It is done quite cleverly, reminded me a bit of The Master and the Margarita.

Like Reblog Comment
text 2014-03-02 15:26
Szlakiem literatury zagranicznej: przystanek #7 - Kenia

W tle Nairobi, stolica Kenii

 

Po krótkim, acz wyczerpującym pobycie w Hiszpanii przyszedł czas na kolejną wizytę na kontynencie Afrykańskim. Po Maroku i Angoli przyszedł czas na Kenię.

 

 

Kenia pod wieloma względami przypomina Indie. Oba te państwa, choć są położone na innych kontynentach i znajdują się w zupełnie odmiennych kręgach kulturowych, łączy coś więcej, niż tylko sąsiedztwo Oceanu Indyjskiego. Terytorium obecnej Kenii, podobnie jak większość ‘nowo-odkrytych’ ziem, znalazło się pod wpływami europejskiego kolonizatora. Zanim jednak pierwszy Europejczyk postawił nogę na tej gorącej, równikowej ziemi i zachwycił się widokiem ogromnego jeziora, zamieszkujące ten rejon ludy zostały zaszczycone obecnością nikogo innego, jak Arabów (wydaje mi się, że wywodzącym się z Półwyspu Arabskiego ludom należy się zdecydowana palma pierwszeństwa w dziedzinie podbojów terytorialnych), którzy pojawili się tutaj już w I w. n.e. Wraz z nimi napłynął oczywiście Islam, który przyjmowali kolejni władcy znajdujących się tam miast-państw. W 1498 r. Vasco da Gama w trakcie swojej podróży do Indii dobił do brzegów jednego z nich, Mombasy. Wydarzenie to możemy śmiało uznać za preludium zbliżającej się kolonizacji portugalskiej. Na początku XVIII wieku powrócili zajmujący pobliski Zanzibar Arabowie, którzy z kolei musieli w  1895 roku ustąpić brytyjskiej potędze pod dowództwem królowej Wiktorii, której imię do dziś nosi znajdujące się na granicy Kenii, Ugandy i Tanzanii ogromne, trzecie co do wielkości na świecie jezioro. Na fali rosnących w siłę po II Wojnie Światowej aspiracji niepodległościowych, również i w Kenii doszło do rewolty i chociaż zakończyła się ona zwycięstwem Brytyjczyków, to jednak w 1963 roku udało się odzyskać upragnioną wolność i utworzyć nowe państwo. Oczywiście okazało się to znacznie trudniejsze, niż się to Kenijczykom wydawało i nie obyło się bez problemów. Nowemu państwu przyszło borykać się z autorytarnymi zapędami prezydentów, ale również z ubóstwem, głodem oraz wyzyskiem nieletnich.

 

Masajowie - jedna z grup etnicznych zamieszkujących Kenię

 

Oprócz epizodu z Imperium Brytyjskim, Kenię oraz Indie łączy jeszcze jeden istotny element, którym jest różnorodność etniczna ludów zamieszkujących tereny tych państw. Jako że Kenia przez długi czas nie stanowiła jednolitego państwa, plemiona zamieszkujące jej terytorium zachowały dość dużą autonomię i wciąż w znacznym stopniu przywiązane są do własnych tradycji oraz języka. Mimo, że urzędowymi są tutaj jedynie suahili oraz angielski (spadek po kolonizatorach), to jednak liczba języków używanych przez mieszkańców przekracza 50. I chociaż niektóre z nich narażone są na wyginięcie, to jednak ku uciesze wszystkich zwolenników tradycji, większość z nich wciąż pozostaje w użyciu. Miejscowi chętnie posługują się mowami plemion z których się wywodzą, co niestety nie ułatwia wytworzenia homogenicznego państwa. Dochodzi nawet do tego, że mieszkańcy niektórych rejonów nie potrafią posługiwać się ani suahili ani tym bardziej angielskim. Nieco mniejsze rozwarstwienie jest zauważalne w sferze religijnej, gdzie szerzone przez misjonarzy chrześcijaństwo (głównie wariacje protestantyzmu) skutecznie wyparło miejscowe kulty.

 

Jak więc prezentuje się twórczość literacka mieszkańców tego tak niejednolitego kraju?

Pierwszą myślą, która przychodzi do głowy nam, Europejczykom, słysząc słowa ‘Kenia’ i ‘literatura’ jest Karen Blixen i jej Pożegnanie z Afryką, wspomnienia duńskiej pisarki z trwającego siedemnaście lat pobytu na plantacji kawy w Brytyjskiej Afryce Wschodniej. Nie jest to jednak zbyt dobry trop, bo chociaż ta wydana w 1937 roku powieść prawie pół wieku później doczekała się obsypanej nagrodami filmowej adaptacji, to jednak wciąż prezentuje jedynie subiektywny obraz Kenii widziany przez oczy obcokrajowca. Warto więc posłuchać tego, co mają do powiedzenia rdzenni mieszkańcy tych terenów. Całe szczęście na polskim rynku ukazało się już książek autorstwa kenijskich pisarzy. Wśród nich znalazł się Meja Mwangi ze skupiającą się na ciemnych stronach życia w niepodległym państwie Ulicą rzeczną (1978, polskie wydanie: 1982) oraz Ngũgĩ wa Thiong'o, którego poruszające wątki kolonialno-wyzwoleńcze Chmury i łzy (1964) oraz Ziarno pszeniczne (1967) ukazały się na rynku polskim w 1972 roku.

 

Binyavanga Wainaina

 

Ja jednak sięgnę po wydane w tym roku nakładem wydawnictwa Karatker Kiedyś o tym miejscu napiszę, wspomnienia Binyavanga Wainaina. Autor to urodzony w 1971 roku w Nakuru (trzecie co do wielkości mieście w Kenii) pisarzem, dziennikarzem oraz, jak głosi nota biograficzna na okładce książki, intelektualista. Zgodnie z rekomendacją amerykańskiego magazynu GQ, książka ta ma dawać „wielowymiarowy obraz Afryki, tak rzadki w literaturze”. Stwierdzenie to brzmi na tyle intrygująco, że nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zabrać się za lekturę. Recenzja już wkrótce.

 

Szlakiem literatury zagranicznej

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-28 07:31
Flowing to freedom
A Grain of Wheat - Ngũgĩ wa Thiong’o

A Grain of Wheat centres a political narrative about the struggle for independence and liberation in Kenya; about rebellion against British imperialism, and on this level it is searing, laying bare the injustice from the point of view of a richly varied cast of rural Kenyan people. Ngugi draws on Conrad to nuance the idealistic, but cold and inhuman character of the white DO, Thompson. He gives space to the character of each of the people in the village, revealing their motives in all their ambiguity and mystery.

The book shifts its tone from the magnified detail of the psychological novel to the broader framing of folk-anecdote and the rhythmic transmission of oral tradition, addressing the reader as an unidentified 'I', encompassing the village and sinking, a polymorphous identity, into the crowd. This innovative fluidity is refreshing to my spirit and allows an unusually rich and multifaceted emotional resonance to build. Often phlegmatic, the narrative gathers force and power as it patiently traces each person's tributary of recall to the communal estuary.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-10-23 03:18
A Grain of Wheat - Ngũgĩ wa Thiong’o

A story of Kenyan independence and the toll the preceding struggle took on people.

Well, this is embarrassing--I don't know what to rate this. Based on the first couple pages I'd pegged it as a slog, and not expecting to enjoy it but feeling I should read it anyway for my world fiction challenge, read nearly half the book in a crowded place with divided attention. Turns out this is a complex story with a lot of names (many of them similar), a lot of jumping back and forth between past and present, a lot of connections between the characters that come clear only as the story goes on. In other words, a story that requires more attention than I gave it. The second half was quite good, though not so much that I wanted to read the first half all over again. (That decision may also have been influenced by the Smurfette Principle.... I am so over books that among several main characters have only one female, and she there because she's related to or a love interest of the guys, none of whom are related to each other.) The backstory and hidden connections unfold nicely, and for a book written right after independence the book foreshadows later problems with corruption and failed government promises surprisingly well.

If you decide to read this I'd advise finding an edition other than Heinemann's, which is ridiculously typo-ridden. The "day of reckoned" is my favorite. I know foreign literature doesn't make a lot of money, but seriously, if you're going to publish something can't you handle it with at least minimum competence?

More posts
Your Dashboard view:
Need help?