logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: narkotyki
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-28 06:50
Gdy zacierają się granice między dobrem i złem - "Między prawami. Polowanie na Wilka" Very Eikon
Autor: Vera Eikon
Tytuł: Między prawami. Polowanie na Wilka
Seria: Między prawami, część 1
Liczba stron: 227 (ebook)
Wydawnictwo: Katarzyna Woźniak
 
Jakiś czas temu w odmętach Internetu natknęłam się na darmowego ebooka - polski kryminał Very Eikon. Opis fabuły mnie zaintrygował i tak oto "Między prawami" trafiło na mój czytnik. Jako że w tym miesiącu idealnie podpasowało mi do wyzwania "Czytam, bo polskie", postanowiłam wreszcie sięgnąć po tę pozycję. Jak przebiegło moje pierwsze spotkanie z twórczością Very? Zapraszam na recenzję...
Głównym bohaterem powieści jest komisarz Alan Berg z Centralnego Biura Śledczego Policji. Bez reszty skupiony na swojej pracy, od dawna próbuje dopaść narkotykowego bossa - tytułowego Wilka. Choć nikt nie wie nawet, jak gangster wygląda, grupa operacyjna komisarza depcze mu po piętach, a lada moment ma zyskać niepowtarzalną okazję schwytania przestępcy. Dla Berga to także szansa na osobistą zemstę, ale skrzętnie ukrywa swoje motywy przed przełożonymi i współpracownikami. Całkowicie pochłonięty prowadzoną sprawą, izoluje się od otoczenia i coraz bardziej zaniedbuje rozczarowaną jego zachowaniem żonę. Tymczasem szef przydziela mu nowego partnera, podkomisarza Juliana Sikorskiego. Berg jest wściekły, zdecydowanie woli działać w pojedynkę. Nie ma jednak wyjścia, musi wprowadzić Młodego w sprawę. Wkrótce sytuacja poważnie się komplikuje, w dodatku nie każdy jest tym, za kogo się podaje.
Pierwszą część "Między prawami" przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Ciekawa fabuła, strzelaniny, pościg, porwanie, mafijne porachunki - na brak akcji nie można narzekać. Trup ściele się gęsto, a komisarzowi Bergowi co rusz coś staje na drodze, utrudniając złapanie bandyty. Chociaż korekta tekstu pozostawia wiele do życzenia (raziły mnie zwłaszcza liczne błędy interpunkcyjne), opisywana historia wciągnęła mnie tak, że postanowiłam przymknąć na to oko i dotrwać do końca. Nagrodą była dobra, trzymająca w napięciu powieść sensacyjna (bo kryminałem jednak bym jej nie nazwała), którą wielbicielom gatunku serdecznie polecam. Druga część - "Przedpiekle" - już w lipcu :)

 

Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/03/gdy-zacieraja-sie-granice-miedzy-dobrem.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-02-13 13:08
[PRZEDPREMIEROWO] "Pod presją" Michelle Falkoff
Autor: Michelle Falkoff
Tytuł: Pod presją
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Feeria Young
Premiera: 15.02.2017
 
 
Być perfekcyjnym - czy to w ogóle możliwe do osiągnięcia? Zwłaszcza, kiedy jest się nastolatkiem? Świetne wyniki, bogate życie towarzyskie, dobre relacje z bliskimi i do tego jeszcze idealny wygląd... Presja jest duża. Nakłada ją na nas otoczenie, rodzina, nauczyciele (a potem szefowie), a nawet my sami. Czasem wymagania są zbyt wygórowane i sytuacja zaczyna nas przerastać. Jeśli w porę sobie nie poradzimy, może popchnąć do brzemiennych w skutki decyzji, których będziemy żałować do końca życia.
W szkole mówią o niej Perfekcyjna Kara - dziewczyna bardzo dobrze się uczy, a do tego świetnie pływa i ma duże szanse, by dostać się do szkolnej drużyny. Podobnie zresztą jak jej najlepsza przyjaciółka Becca. Razem z Isabel stanowią zgrane trio już od lat. Niestety w momencie, gdy pojawiają się w ich relacji tajemnice, wszystko się sypie. Zaczyna się dość niepozornie, bo od pryszcza, który niespodziewanie pojawił się na twarzy Kary. Dziewczyna wstydzi się przyznać do problemów z cerą i zaczyna maskować je makijażem. Na tym jednak nie koniec, z czasem rzeczy do ukrycia jest coraz więcej, a wieloletnia przyjaźń nagle dobiega końca. Nastolatka rzuca się więc w wir nauki, skupiając się na szkole i nadchodzącym ważnym egzaminie. Przekonana, że od uzyskanych wyników będzie zależała cała jej przyszłość, odczuwa coraz większą presję. Czy sobie z nią poradzi? I jakie będą tego konsekwencje?
Michelle Falkoff poruszyła w swojej powieści bardzo ważny problem. W dzisiejszych czasach presja otoczenia wydaje się być niezwykle silna i to już od pierwszych lat życia. Oczywiście dobrze jest ciągle się rozwijać i uczyć nowych rzeczy, jednak często wymagamy od siebie zbyt wiele. Dążenie do bycia nie tylko dobrym, ale najlepszym w każdej dziedzinie, może okazać się wręcz destrukcyjne. Zwłaszcza gdy chcemy to osiągnąć za wszelką cenę. Autorka dobitnie pokazuje, że wspomaganie się różnymi środkami w takiej sytuacji przynosi więcej szkody niż pożytku.
"Pod presją" okazało się niesamowicie wciągającą opowieścią. Nie tylko o próbach radzenia sobie z przytłaczającą presją i sprostania wymaganiom, ale także (a może przede wszystkim) o przyjaźni i zaufaniu. O tym, że każdy z nas w trudnych chwilach potrzebuje wsparcia drugiej osoby, bo gdy go zabraknie i jesteśmy zdani sami na siebie, często podejmujemy niewłaściwe decyzje. Motyw szantażu i poszukiwania przez nastolatków tajemniczego dręczyciela sprawiły, że książkę czyta się z zapartym tchem. Gdy wreszcie dowiedziałam się, kto był za to odpowiedzialny, przeżyłam niemal tak wielki szok jak sami bohaterowie, co oczywiście stanowi ogromny plus tej powieści. Mimo że jest to literatura młodzieżowa, czy też young adult, wywarła na mnie duże wrażenie. Dlatego myślę, że może z powodzeniem spodobać się nie tylko nastolatkom, ale również nieco starszym czytelnikom. Oprócz zapewnienia wspaniałej rozrywki, skłania także do refleksji nad destrukcyjnym wpływem dążenia do perfekcji i stawiania sobie wyśrubowanych wymagań, tak częstych w dzisiejszym świecie. Zamiast zaakceptować siebie i swoje słabości, wolimy ukrywać się pod maską i udawać kogoś, kim wcale nie jesteśmy, prawdziwe życie ciągle odkładając na później. Zaakceptujmy więc fakt, że nikt nie jest bez skazy. Gdybyśmy wszyscy stali się idealni, zrobiłoby się straszliwie nudno, nie sądzicie?

Za egzemplarz bardzo serdecznie dziękuję księgarni PanTomasz.pl!

 
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/02/przedpremierowo-pod-presja-michelle.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-12-05 14:52
Małgorzata Halber - Najgorszy człowiek na świecie
Najgorszy człowiek na świecie - Małgorzata Halber
O książce dowiedziałam się od Matiego (lajkujcie tu!). Opowiedział mi o Bohaterze i dziennikarce, która kiedyś piła, a teraz pisze. A potem pożyczył mi lekturę o najbrzydszej okładce na świecie. Różowej, przesłodzonej i raczej nieadekwatnej do treści. Tylko kot ją ratuje. Na szczęście uczę się nie oceniać książki po okładce.
 
 
Zaczęłam czytać podczas gdy znajomi szaleli swoimi armiami w świecie Westeros. Oni starali się zagarnąć dla siebie jak najwięcej planszy (czy coś w tym stylu, nie wiem dokładnie, o co chodzi, no bo czytałam), a ja jak najwięcej zapamiętać z tej niezwykłej książki, która już od pierwszych zdań tak bardzo mnie zafascynowała.
Krystyna pije, bo czuje się samotna. Krystyna pije, bo chce się poczuć pewna siebie. Krystyna pije, bo wszyscy piją. Krystyna pije, bo, jasna cholera, mieszkamy w Polsce, jak można nie pić? Pewnego razu Krystyna jednak się potyka. O swój własny cień, być może. Jest oczywiście pijana, ale zaczyna się całkiem roztropnie zastanawiać, kiedy ostatnio była trzeźwa. Uświadamia sobie, że wysoce prawdopodobne jest, iż alkohol może stanowić w jej życiu całkiem poważny problem. Dlatego, żeby nie pić, zaczyna jarać marychę. I staje się najgorszym człowiekiem na świecie. Na szczęście podejmuje decyzję, że tak dalej być nie może. Postanowiłam przed trzydziestką zostać osobą zdrową. Usłyszałam, że w związku z tym nie mogę już palić jointów i mam pójść do betonowej przychodni ds. uzależnień, gdzie nie trzeba płacić za terapię, i żebym miała blisko, bo nie będzie mi się chciało chodzić - tak zaczyna się ta historia. Historia epicka, stara jak świat, nie mająca nigdy końca. Historia walki z samym sobą.

 

 

Nie płakałam, czytając tę książkę, bo powtarzałam sobie nieustannie, że jestem silna, choć autorka wciąż powtarzała, żeby lepiej tego nie robić, bo łatwo się potem w tym kłamstwie zgubić... Nie płaczę i teraz, pisząc o Najgorszym człowieku na świecie, czyli chyba o sobie, bo nie sądzę, by istniała osoba, która choć w połowie nie utożsamiałaby się z Krystyną. Ale chce mi się płakać. I normalnie aż zastanawiam się, jak to się stało, że nie jestem alkoholiczką. 
 
To jest książka o poszukiwaniu szczęścia. I o taplaniu się w bagnie rozpaczy. O tym, jak bardzo samotni jesteśmy, ze swoimi pragnieniami, indywidualnym sposobem myślenia i skonsternowaniem, bo przez to, że inni aktualnie tak wiele od nas wymagają, my nie potrafimy zadecydować, co jest dla nas najlepsze.
Hmm, brzmi znajomo.
Tak. Tekst Małgorzaty Halber cholernie przypomina mi Piromanów. Nie dość, że opowiada, jak główna bohaterka stara się wydostać z bałaganu, jaki wokół siebie narobiła i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest, że i Krystyna, i Lidia wreszcie lądują u specjalistów, to jeszcze język, jakim zostały napisane te dwie książki, jest tak do siebie podobny.
Szczery, ośmielę się rzec. Prosty. I bezlitosny.
 
Najgorszy człowiek na świecie to również lektura feministyczna. W pewnym sensie, bo trafi do każdego, nie tylko do kobiet, ale do nich zwłaszcza. To nam każą być zawsze piękne i uśmiechnięte, mieć najpiękniejsze włosy, najszczuplejsze ciała, radzić sobie z całym światem i być silnymi. Wtedy, kiedy nosimy ciężkie zakupy, i wtedy, gdy olewa nas nasz facet. A czy to jest w ogóle możliwe? Po lekturze zaczęłam się zastanawiać, jak to w końcu ze mną jest. To nieprawda, że nigdy nie płaczę. Ja po prostu nie pozwalam nikomu tego widzieć. Skąd w ogóle takie ściemnianie się wzięło? Najgorszy człowiek na świecie podsunął mi trochę odpowiedzi. Wam też podsunie. 
 
 
Kiedy czytałam, czułam się jakby mniej samotna. Zrozumiana. I pocieszona. To ogromna moc tej książki. Nigdy wcześniej nie miałam z takim utworem do czynienia. Książka wniknęła we mnie bardzo głęboko. Uświadomiła mi wiele rzeczy. Nie kierujcie się proszę tym, że to książca o walce z nałogiem, to zbytnie uproszczenie fabuły. Ta książka to życie, po prostu. I bardzo chciałabym, by każdy ją przeczytał. Poproście najbliższych, żeby sprezentowali ją Wam pod choinkę. Albo sami ją kupcie bliskiej Wam osobie, a potem sobie od niej pożyczcie. Dobrze Wam ta lektura w życiu zrobi.
Bo to jest dół, głęboki dół. Ale i drabina, dzięki której można się z tego doła wydostać. Ta lektura to wyciągnięcie ręki do każdego, kto potrzebuje pomocy. Byśmy wiedzieli, że to nie wstyd po prostu o nią poprosić.
 
9/10
Source: fabryka-dygresji.blogspot.com/2015/12/magorzata-halber-najgorszy-czowiek-na.html
Like Reblog Comment
text 2015-10-18 12:46
Szczepan Twardoch - Morfina
Hajs, dziwki, dragi i zabawa do białego rana, czyli Warszawka nigdy nie śpi, nawet na początku II wojny światowej. O takich hulankach i swawolach pisze Szczepan Twardoch wMorfinie, czyli jego, uwaga DZIEWIĄTEJ powieści (jeśli ufać Wikipedii). 
qr.miastoliteratury.pl/
O Szczepanie Twardochu każdy Polak powinien już słyszeć. Mam tu na myśli nie tylko dosyć wąskie grono zainteresowanych dobrą polską literaturą, tylko ogół społeczeństwa, bo przecież teraz to wszycy wiedzą, że i pisarz może jeździć merolem. Z ciekawostek, Twardoch istniał również przed zostaniem ambasadorem marki Mercedes-Benz Polska. Urodził się na śląskiej ziemi w 1979 roku i nie wiadomo, co się w jego życiu działo (przynajmniej nie, dopóki nie poznamy treści dzienników pt. Wieloryby i ćmy, która swą premierę będzie mieć Targach Książki w Krakowie), ale po pewnym czasie rozpoczął studiowanie
socjologii. Dziwię się, ale bardzo dobrze, że tak się stało, bo teraz może obalić stereotyp, że socjologia to fabryka bezrobocia. Chociaż, czy do końca? Bo czy pisarz to zawód, czy raczej styl życia? Zabawnie byłoby wpisywać w rubryczkę: technik literat, prawda? (Ale chciałabym)! 
Wracając do bohatera dzisiejszego postu, czyli Szczepana Twardocha; czy wiecie, że zaczynał jako fantasta? Publikował swoje opowiadania m.in. w "Science Fiction" i "Nowej Fantastyce", a jego powieściowy debiut dokonał się w 2007 roku publikacją książki pt. Sternberg nakładem wydawnictwa SuperNOWA.
W wolnym czasie podobno uprawia szermierkę oraz strzelectwo. I podróżuje, nawet tak daleko, jak na Spitzbergen. A tak poza tym, to pisze, dużo pisze, i wydaje mi się, że dziwi mnie to, że napisał coś przed Wiecznym Grunwaldem (o którym, notabene, dowiedziałam się po bumie na Morfinę). Jak widać, wejście w krąg autorów Wydawnictwa Literackiego czyni z pisarza Pisarza, czyli momentalnie daje sławę i pieniądze, więc, moi drodzy piszący przyjaciele, jeśli piszecie, to rękopis najpierw wysyłacie doWydawnictwa Literackiego, a dopiero w drugiej kolejności doWydawnictwa Sorus. ;) 
Ostatnio, już po przyjęciu Mercedesa od Mercedesa, o Twardochu znowu było głośno, tym razem za sprawą drugiej w jego karierze nominacji do Nagrody Nike za powieść Drach, którą miałam przyjemność już na blogu zrecenzować, więc zapraszam. Pisarz został też laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich, więc ogólnie jest, jakby nie patrzeć, zajebisty. Zresztą, jak spojrzeć, to też, bardzo proszę: 
biblionetka.pl
Jeżeli lubicie mocne wrażenia, albo desperacko potrzebujecie motywacji do rozpoczęcia ćwiczeń tudzież przejścia na zdrowe żywienie, zgooglujcie w grafice takie hasło: Szczepan Twardoch młody. Krótko mówiąc, pisarz jest również najlepszym przykładem na to, że da się wyglądać bardzo dobrze, nawet, gdy kiedyś wyglądało się bardzo źle. A jeszcze krócej mówiąc: wyrobił się chop i tyla! 
 
Oczywiście, wszystko co powyżej, to dygresja, bo nie miałam zamiaru pisać biografii Twardocha, tylko zaopiniować WamMorfinę. Zatem, do meritum.
 
Po wielu miesiącach udręki wreszcie zmęczyłam tego potwornego molocha i powiem Wam, że jestem z tego powodu niesamowicie dumna. 
Wiele miesięcy temu zafascynowała mnie okładka i od tego czasu pragnęłam przeczytać tę książkę. Pod koniec ubiegłego roku odwiedziłam po raz pierwszy Warszawę i nie mogłam z takiej wyprawy wrócić bez książki, więc choć było bardzo mało czasu do odjazdu Polskiego Busa, postanowiłam wstąpić do Empiku. A tam co? A tam Drach. Lekturę pożarłam, a kiedy przetrawiłam, zapragnęłam więcej, więc wreszcie udało mi się nabyć własny egzemplarz Morfiny
Po dwudziestu stronach spasowałam i odłożyłam na półkę.
Morfina to nie jest Drach, zdecydowanie. Zaczyna się tragicznie chaotycznym opisem porażającego kaca, takiego, wiecie, z tych najgorszych, jakie można załapać, gdy na imprezie miesza się dwie paczki fajek z wódą, dragami i nieczystym sumieniem. Główny bohater, Konstanty Willemann, trzydziestoletni Warszawiak, budzi się u swojej kochanki, Salome i próbuje się ogarnąć, by wrócić do domu, gdzie czeka na niego żona Helena i syn Jurek. Kostek świadom jest, że powrót w takim stanie będzie ogromnym wyzwaniem, w końcu nie dość, że po melanżu jest trupem, to jeszcze jego miasto przeżywa właśnie początek niemickiej okupacji, przez co jego żona, patriotka, zapewne będzie miała do niego jeszcze większe niż zwykle pretensje. Dlatego co robi, żeby dobrze zacząć dzień? Daje sobie strzała w żyłę i pieprzy Salome.
Co za idiota, myślałam sobie. Co za pacan, no debil jakiś, nieodpowiedzialny bajerancik, degenerat straszny i barbarzyńca ostatni, ten Konstanty. Fujka, fujka! 
Mijały miesiące, kiedy bum na Twardocha powrócił, znowu wszyscy zaczęli czytać, a potem wyszło info, że pisarz będzie na Targach Książki w Krakowie (dokładnie o 10.00 przy stoisku swojego wydawnictwa - D15), więc się wkurzyłam i zaczęłam czytać, żeby było potem o czym z tym człowiekiem pogadać. 
I, cholera, totalnie mi się odmieniło! 
Do około trzysetnej strony jest trochę pod górkę, bo ciągle ta morfina, depresja, mrok i obrzydliwy momentami seks, ale potem już się płynie przez tekst. Może to kwestia przyzwyczajenia, nie wiem, odnoszę wrażenie, że za dużo tam wodolejstwa, że można byłoby to napisać w tak samo efektowny sposób, ale bardziej oszczędzając słowo. To jedyna wada tej książki, bo przekonałam się również do samego Konstantego Willemanna.
Przede wszystkim Kostek jest hedonistą i nawet nie próbuje zaprzeczać przed samym sobą, że sprawy mają się inaczej. Lubi imprezki i lubi używki, lubi szastać hajsem i może sobie na to pozwolić, bo ma go sporo, więc dlaczego w zasadzie tego nie robić? Lubi też kobiety, a skoro te na niego lecą, to czemu nie korzystać? 
W pierwszej części książki ma też depresję. Jest totalnie pogubiony w świecie, w jakim przyszło mu żyć. Ma trzydzieści lat, więc mógłby się jeszcze bawić, również ze swoją żoną i synkiem, ale nie. Wojna. Trzeba być albo patriotą, albo zdrajdą. A Kostek nie lubi, gdy mu się mówi, że coś trzeba. 
Presja społeczeństwa nie jest natomiast tak silna, jak presja matki, która jest starą wariatką (to nie inwektywa wobec tej świetnie skrojonej postaci, to po prostu fakt). Relacja kobiety z synem jest bardzo toksyczna. Nic dziwnego, że Kostek ma potem problemy ze zdefiniowaniem, kim jest tak naprawdę, gdy rozpoczyna swoje samodzielne życie, pozornie z dala od matki. Nie bez wpływu jest również brak ojca, niemieckiego oficera. To prawda: Kostek jest niedojrzałym egocentrykiem, ale zważywszy na jego otoczenie i grunt, na jakim się wychował, nie ma czemu się dziwić. Momentami chciałam mu nakopać, tak mnie irytował, ale wreszcie Kostek przestał srać żarem (czyli robić z igły widły, weltschmeryzować bez końca, ogólnie: użalać się nad sobą) i wtedy było cacy.
Tak, postać Konstantego Willemanna jest naprawdę rewelacyjnie wymyślona i napisana. Bohater pokazuje, że nie każdy musi być bohaterem, że nie każdy jest stworzony do wniosłych czynów. I nie ma w tym nic złego. Za to w ludziach i ich postawach jest tyle samo złego, co i dobrego, nic nie jest czarno-białe. Patriotyzm może zniszczyć życie tak samo jak nienawiść do ziemi, z której pochodzimy. A ludzie? Ludzie to ludzie. Żyją, nawet podczas wojny. 
Warszawa jest w Morfinie zdecydowanie jedną z bohaterek. Pięknie i dokładnie opisane scenerie stolicy działają na wyobraźnię. Nie tak, jak się mówi obecnie, że Warszawa to miejsce, które nie może się podnieść po wojnie, że cały czas w pewien sposób jest martwe. Warsawa opisana przez Twardocha żyje i ma się świetnie, ale czuje się w powietrzu, że zaraz zostanie jej zadany śmiertelny cios...
Choć realia historyczne zostały na pewno dokładnie odwzorowane w książce przez jej twórcę, to wcale nie zwracałam na nie zbytniej uwagi. Mnie urzekła walka Konstantego z oczekiwaniami innych oraz tajemnicza żeńska narracja. Zmiany perspektywy z męskiej na żeńską i zastanawianie się, kto tam jeszcze jest razem z głównym bohaterem, totalnie mnie oczarowały. W przeciwieństwie do samej końcówki książki. Tak, byłam zła, ale jestem jednocześnie bardzo zadowolona, że powieść otrzymała taki finał. Jedyny słuszny.
 
No cóż, przeczytajcie, zmierzcie się z tym opasłym tomiskiem, jeśli dacie radę, to koniecznie podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami, bo jestem bardzo ciekawa innych opinii. Dla mnie solidne 
 
8/10
 
Ponieważ zaś, jak Wam wiadomo, w następny weekend będę urzędować w Krakowie, dokładniej na Galicyjskiej 9,zapraszam wszystkich serdecznie do stoiska C75. Ściągajcie aplikację targową na smartfony i odbierajcie rabaty. Albo przynieście używane książki na wymianę, też dostaniecie zniżki. A jak komuś nie styka na karnecik na ten event, to niech da znać, załatwię. A jak komuś nie pasuje, a chciałby na przykład spotkać się ze Szczepanem Twardochem i zadać mu jakieś pytanie, to bardzo Was proszę, wpiszcie je w komentarzu poniżej. Postaram się wystać swoje w kolejce i przeprowadzić z autorem mini-wywiad, jeżeli się zgodzi. 
A na koniec zapytam Was o logo naszego wydawnictwa, które fajniejsze, to po prawej, czy po lewej? Bo nie możemy się zdecydować (ja mam swój typ, ale dyskusje wciaż trwają, więc pomóżcie, klikając w TEN LINK i dając znać, co sądzice!). 
A poza tym to ściskam Was dziobaski i dbajcie, żeby się nie przeziębić, bo pogoda po prostu pas-kud-na!
Source: fabryka-dygresji.blogspot.com
More posts
Your Dashboard view:
Need help?