logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: wojna
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-11-05 21:09
Co Sarah J. Maas zgubiła w "Dworze skrzydeł i zguby"? [DWÓR CIERNI I RÓŻ #3]
Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby
Cykl: Dwór cierni i róż, tom 3
Liczba stron: 848
Wydawnictwo: Uroboros
 
"Dwór skrzydeł i zguby" - zwieńczenie trylogii autorstwa Sarah J. Maas, która od pierwszego tomu skradła moje serce. Ogromnie się cieszyłam, gdy wreszcie dostałam swój długo wyczekiwany egzemplarz, zwłaszcza że ponad 800 stron powieści traktowałam jak gwarancję, że ta przygoda nie zakończy się zbyt wcześnie. Z jednej strony miałam ochotę przeczytać ją jak najszybciej, by zaspokoić ciekawość, ale z drugiej... nie chciałam też jej kończyć, mając świadomość, że ta część jest już ostatnią (wiem, mają się ukazać jeszcze nowelki, ale to już nie to samo).
Po wydarzeniach, jakie rozegrały się na Hybernii, Feyra powraca na Dwór Wiosny i powoli wprowadza w życie swój plan. Chociaż zaczyna stopniowo odbudowywać zaufanie Tamlina, Lucien przygląda się jej poczynaniom z nieskrywaną podejrzliwością. Tymczasem na Dworze Nocy trwają przygotowania do zbliżającej się wojny. Aby mieć choć cień szansy w starciu z potęgą wojsk Hybernii, wszyscy książęta Prythianu muszą połączyć swoje siły i zjednoczyć armie. Nikt się jednak do tego nie kwapi, a napięte stosunki pomiędzy Dworami oczywiście nie ułatwiają im zadania. Czy władcy zdołają odłożyć na bok dawne urazy i wspólnie stawić czoła wrogowi? A może część z nich będzie wolała sprzymierzyć się z okrutnym królem, mając wciąż w pamięci krzywdy wyrządzone im przez Amaranthę?
Poprzednie tomy serii wciągnęły mnie bez reszty, oczarowując rozbudowanym światem wykreowanym przez autorkę i intrygując stworzonymi przez nią postaciami. Karty powieści przyciągały mnie siłą wręcz magiczną, każąc chłonąć każde słowo i nie pozwalając się od nich oderwać. Tym razem jednak... chociaż historia pozostała całkiem wciągająca, czar prysł i niemal cały jej urok gdzieś się ulotnił. W porównaniu do "Dworu mgieł i furii", który wyszedł Maas rewelacyjnie, ten był zaledwie przeciętny.
 
Brakowało mi tego wątku miłosnego, którego rozwój na kartach drugiego tomu śledziłam z bijącym sercem. Tutaj wypadł blado i nudno. Nic się właściwie nie działo, w kółko tylko sceny łóżkowe. Kilka bym zrozumiała, ale nie aż tyle. Czytając je, czułam się zniesmaczona, że autorka z dwojga moich ulubionych bohaterów zrobiła ni mniej, ni więcej, tylko parę nimfomanów. Żeby chociaż rozmawiali o czymś innym... Do tej pory byłam przekonana, że czytam powieść fantasy, a nie erotyczną, ale to był chyba błąd.
 
Te wzajemne docinki, najpierw Feyry i Luciena, potem Feyry i Rhysa, które tak mnie zawsze rozśmieszały, występują w tym tomie w śladowej ilości. Uwielbiałam te pełne humoru dialogi. Niestety tego również zostałam w dużym stopniu pozbawiona. A potencjał był, i to niemały, chociażby w przypadku Nesty. Wielka szkoda, że nie został wykorzystany.
 
Co jeszcze nie przypadło mi do gustu? Bohaterowie, a właściwie bohaterki - Feyra i Nesta. Ta pierwsza, do tej pory taka wrażliwa na krzywdę innych, starająca się chronić niewinne istoty, zaślepiona zemstą stała się wręcz bezwzględna i wyrachowana. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że w efekcie jej działań mogą ucierpieć osoby, które w niczym nie zawiniły. A potem, jak gdyby nigdy nic, znów wróciła ta jej przejmująca się wersja. Była tak przywiązana do swoich przyjaciół i tak wiele dla niej znaczyli, że nazywała ich rodziną. Ale gdy przyszło co do czego, zachowywała się, jakby nie miała do nich za grosz zaufania. Wszystko wolała robić sama. I to w tajemnicy. Nie mniej irytująca była również Nesta, przynajmniej przez większą część historii. Ta jej wyniosłość i pogarda strasznie działały mi na nerwy. A fakt, że zazwyczaj nie raczyła nikomu odpowiedzieć, tylko uparcie milczała, jeszcze pogarszał sprawę.
"Dwór skrzydeł i zguby" nie zdołał oczarować mnie tak, jak poprzednie tomy cyklu. Jednak mimo tego rozczarowania, jakie mi zaserwował, nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Ta lektura miała jednak parę plusów. Pozwoliła mi poznać wreszcie wszystkich książąt Prythianu i dowiedzieć się więcej o ich ziemiach, a także o panujących między nimi relacjach. Pojawiły się nowe, intrygujące istoty, a Rzeźbiący w Kościach, Tkaczka i Amrena... warto było ujrzeć ich w nowym świetle. Chociaż ogólny przebieg akcji okazał się przewidywalny, autorce parę razy udało się mnie autentycznie zaskoczyć. Pomimo wszystkich wad i niedociągnięć (korekta w ostatnich rozdziałach też pozostawiała wiele do życzenia), powieść czytało mi się całkiem przyjemnie, a przedstawiona w niej historia mnie wciągnęła.
 
Czy "Dwór skrzydeł i zguby" warto przeczytać? Bezapelacyjnie najlepszą częścią serii pozostaje dla mnie "Dwór mgieł i furii", który ujął mnie pod każdym względem. Jeśli liczycie na coś równie dobrego, rozczarujecie się. Poza tym wiele wątków pozostało niedomkniętych, więc nie dostaniecie też wszystkich odpowiedzi. Jeżeli bliższe poznanie Prythianu i kilka krwawych bitew Wam wystarczy, ryzykujcie. Ja nie polecam. I piszę to z ciężkim sercem.
 
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/11/co-sarah-j-maas-zgubia-w-dworze-skrzyde.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-15 21:12
"... Nie wystarczy mi nic mniej od wieczności" - "Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" Claudia Gray [FIREBIRD #2]
Autor: Claudia Gray
Tytuł: Dziesięć tysięcy słońc nad tobą
Cykl: Firebird, tom 2
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: 27 września 2017
 
Po lekturze pierwszej części trylogii Firebird Claudii Gray byłam bardzo ciekawa jej kontynuacji. Chociaż "Tysiąc odłamków ciebie" nie było dokładnie tym, czego się spodziewałam, powieść zrobiła na mnie dobre wrażenie i chciałam poznać dalsze losy bohaterów. Miałam też nadzieję na więcej akcji i odwrócenie proporcji - mniej skupiania się na wątku miłosnym, a w zamian bardziej szczegółowe rozwinięcie motywu podróży międzywymiarowych. Czy tym razem autorce udało się tego dokonać?
Marguerite już wie, że Wyatt Conley jest gotów na wszystko, by zgodziła się pracować dla Triadu. Tak drastycznego posunięcia się jednak nie spodziewała. Świadomość Paula została rozszczepiona na cztery części, a każda z nich umieszczona w innym wymiarze. Dziewczyna wciąż może je jeszcze odnaleźć i połączyć w całość. W ten sposób odzyska ukochanego i będzie mogła zabrać go do domu. Współrzędne, którymi musi podążać, mają jednak wysoką cenę. Tymczasem pomocy potrzebuje nie tylko Paul. Nagle ujawniają się efekty uboczne stosowania włamywacza, a stan Theo gwałtownie się pogarsza. Córka wynalazców nie ma wyboru - musi współpracować ze znienawidzoną korporacją albo straci ich obu na zawsze.
Nauczona doświadczeniem z pierwszym tomem trylogii, nastawiałam się na kolejną dawkę wzruszeń i skupienie na historii miłosnej, chociaż wciąż miałam nadzieję, że tym razem fantastyka przeważy nad romansem. Wprawdzie razem z Marguerite poznajemy nowe wymiary - odwiedza np. Uniwersum Wojenne, Uniwersum Triadu czy Centralę - jednak mam wrażenie, że proporcje pozostały zbliżone do tych z poprzedniej części. Mimo że w centrum pozostaje uczucie młodych bohaterów, nie mogę powiedzieć, żebym się nudziła. Owszem, straciło już dla mnie trochę na świeżości i Marguerite zaczęła mnie irytować (niby każda osoba w danym wymiarze stanowi odrębną jednostkę, ale upiera się, że wszystkie wersje jednego człowieka dzielą tę samą duszę - a to powoduje jeden wielki bajzel w jej głowie i niepotrzebne dramaty), ale trochę się jednak działo. Oprócz samej misji ratunkowej był też sabotaż, porwanie, rosyjska mafia, strzelanina, wojna i bombardowanie, przedziwny świat rządzony przez korporacje. Ujawniono także kilka odpowiedzi, które dosłownie wbiły mnie w fotel. Wszystko to napisane, tak jak poprzednio, lekkim stylem i okraszone humorem.
"Dziesięć tysięcy słońc nad tobą" znów rzuciło mnie w wir historii miłosnej napotykającej na swojej drodze przedziwne przeszkody. Chociaż nie powiem, żeby działo się mało, to jednak miałam wielką nadzieję na dużo więcej. Chętnie zostałabym w każdym z wymiarów na dłużej, by bliżej im się przyjrzeć, poznać je trochę lepiej. Wiem, że bohaterka krucho stała z czasem i chciała jak najszybciej uratować chłopaków, ale mimo to pozostał pewien niedosyt. Sytuację zdecydowanie poprawiło tych kilka rewelacji, przez które musiałam zbierać szczękę z podłogi. Czy mogłoby być lepiej? Na pewno tak, chociaż w moim przypadku wystarczyło na tyle, żebym miło spędziła czas i zdecydowała się zaryzykować przeczytanie także trzeciej, ostatnie części - "Milion światów z tobą".
 
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar :)
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/10/nie-wystarczy-mi-nic-mniej-od.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-12 11:12
Szymek, Tośka, Wera i paru innych, czyli kilka godzin czystej przyjemności
Rdza - Jakub Małecki

“Ślady” tego autora czytałem prawie rok. Taka była to lektura, dająca od siebie odpocząć, nie skłaniająca do pośpiechu. “Rdzę” przeczytałem w parę godzin. Od dosłownie pierwszych słów zostałem wciągnięty w życie Szymka a potem i jego babci, kolegi, rodziców i sąsiadów. Wszystko, co miałem wczoraj zrobić, zrobię dzisiaj. Wczoraj tylko “Rdza”.

 

Zachwyciła mnie mnogość tematów, które zostały tu poruszone. Zachwyciło mnie także pokazanie ludzi jako istot wyjątkowych, w sensie: tak od siebie odmiennych, tak różnych. Ale tego akurat się spodziewałem, z tego autora już znamy. Początkowo chciałem parę motywów, które są poruszone w książce przytoczyć, ale ostatecznie stwierdziłem, że nie o to chodzi, żeby zdradzać, chodzi o to, żeby zachęcać. No to zachęcam.

 

Książka opowiada o ludziach i o życiu tych ludzi. Bywa niewesoła, ale autor pisząc o dramatach, tych mniejszych i większych nie popada w egzaltację, nie cierpi wraz z bohaterami, nie próbuje przemycać żadnych sugestii o niby uszlachetniającym cierpieniu. I takiego przedstawienia dramatu jestem fanem. I tak sobie myślę, że obok “Króla” wiadomego autora jest “Rdza” najlepsza powieścią jaką przeczytałem w ostatnich paru latach. A autor jest na drodze, gdzie każda kolejna książka wydaje się być jeszcze lepszą od poprzedniej. Aż się boję co będzie potem, w sensie: kiedy? Bo ja już bym chciał.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-06-09 13:27
Czym jest wojna przypomina Wojtek Miłoszewski
Inwazja - Wojtek Miłoszewski

Trochę się obawiałem tej książki, bowiem tematyka, jaką porusza wywołuje lekkie ostrzeżenie. Zawsze tak mam: jeśli bohaterami powieści okazują się faktyczni, znani nam ludzie, szczególnie ci decyzyjni, obawiam się o jakość lektury. Jakbym się spodziewał, że skoro autor zaczyna wsadzać w usta Hollande’a, Merkel czy Putina słowa prowadzące do czynów, to jedynym celem książki będzie łatwe wywołanie kontrowersji i szybki zarobek na tejże.

 

W przypadku Inwazji jednak obawy okazały się niepotrzebne. Jasne, gdy trwa rozmowa światowych przywódców, i w tych nielicznych fragmentach pokazujących prezesa, prezydenta i ministra obrony narodowej lektura wymaga dodatkowego zaangażowania, ale poza tym mamy do czynienia z naprawdę poważnym podejściem do jeszcze poważniejszego tematu: wojny.

 

Otóż w wersji autora Rosja nie zatrzymała się na Krymie i wschodniej granicy Ukrainy. Kraju naszych sąsiadów już nie ma, i Polska graniczy z Rosją teraz już nie tylko przy Obwodzie Kaliningradzkim, ale i na wschodzie. Coraz durniejsze działania polskiej strony (aczkolwiek układające się w logiczny ciąg z tym, co zdążyliśmy przez ostatnie dwa lata obejrzeć) służą za pretekst dla Putina i wybucha wojna polsko-rosyjska. Jej przebieg jest oczywisty – armia bez głównych dowódców wojskowych i z wiecznie skłóconym przywództwem politycznym nie może się sprawdzić niezależnie od tego jak by nie była liczna i dobrze wyposażona.

 

Wojtek Miłoszewski na przykładzie kilku postaci prezentuje czym wojna tak naprawdę jest, przypominając tym, co zapomnieli i uświadamiając tych, którzy żyją w swoim własnym świecie wyobraźni i wiary w słowa płynące z mediów. Autor nie oszczędza czytelnika, pokazując, że zbrojny konflikt to nie tylko walki między armiami i żołnierzami. To przede wszystkim chaos i koniec życia jakie znamy, przypomnienie w jakim luksusie żyjemy i jak niewiele trzeba, by nam wszystko odebrać, wszystko, na co pracowaliśmy całe dotychczasowe życie, często w upokorzeniu i poczuciu braku nawet podstawowej społecznej sprawiedliwości. Miłoszewski nie unika ukazywania rzeczy strasznych i wyraźnie wskazuje, że w razie wojny nim zabije cię kula wroga minie całkiem sporo czasu. Czasu, podczas którego nikt nie wyciągnie do ciebie ręki, wręcz przeciwnie: nim dopadnie cię bomba spuszczona z samolotu wykończy się sąsiad, który w wojennym chaosie upatruje swojej dostatniej przyszłości.

 

Niektórzy powiedzą, że autor po prostu pisze rzeczy okropne, a umieszczenie w centrum zdarzeń, jako osób współodpowiedzialnych polskiego aktualnego rządu jest wyrazem jego poglądów politycznych. Jednak przyczyny konfliktu tu nie są najważniejsze, a sama wojna, i każdy kto ma odrobinę wyobraźni i w miarę szeroko otwarte oczy szybko dostrzeże, że opis Polski zawarty w Inwazji nie jest opisem Polski PiS-u, ale Polski w ogóle, plus całego otaczającego nas świata sojuszy, układów, unii i wzajemnego klepania się po plecach oraz pozowania do zdjęć, czynności tak często sprawiającej wrażenie jedynego powodu kolejnych szczytów i spotkań. NATO reaguje dokładnie tak, jak możemy się tego spodziewać, nasi sąsiedzi udają, że stoją z boku, faktycznie układając się z nowym, rosyjskim rządem, tymczasem fabuła i dzieje przedstawionych postaci coraz wyraźniej wskazują, że powieść raczej nie będzie jednorazowym wystrzałem, że prawdopodobnie szykuje się może cały cykl, a na pewno chociaż drugi tom. To akcja zakrojona na większą skalę, Miłoszewski zaczyna dopiero rozstawiać klocki na arenie, widać przygotowania Arabów, widać wcale nie neutralnych Chińczyków…

 

Nauczeni jesteśmy chwalić i świętować rocznice wszelakich niepowodzeń, gdy nasi przodkowie rzucali się z motyką na słońce w kolejnych zrywach i powstaniach. Czuję, że Wojtek Miłoszewski ten temat poruszy w tomie kolejnym, i nie przeszkadzałoby mi, gdyby tom ten powstał dość szybko. Jest bowiem Inwazja dobrą książką, w której doprawdy ani znane nazwisko autora ani kontrowersyjny pomysł na fabułę nie okazały się wydmuszkami; jest to powieść poruszająca ważny temat i niezależnie od zaprezentowanych fikcyjnych wydarzeń pewne uniwersalne prawdy przypomina, bardzo dosadnie i brutalnie. Ale też żyjemy w takim świecie, w którym czas już najwyższy owe prawdy przypomnieć.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-02 05:59
[BOOK TOUR] Martha Hall Kelly "Liliowe dziewczyny"
Autor: Martha Hall Kelly
Tytuł: Liliowe dziewczyny
Liczba stron: 664
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
 
 
Organizatorka akcji:
Regulamin

Niektóre historie czyta się wyjątkowo trudno. Ale wcale nie dlatego, że są źle napisane. Wręcz przeciwnie. Poruszają najgłębsze struny duszy. Tak bardzo, że nie można przejść obok nich obojętnie. "Liliowe dziewczyny" są właśnie jedną z nich. Choć lektura tej książki łamie serce i wyciska łzy z oczu, bezsprzecznie warto ją poznać i powiedzieć o niej innym. Mówi bowiem o tematach, o których milczeć nie wolno.
Jest rok 1939. Poznajemy trzy bohaterki, których losy będziemy śledzić na przestrzeni kolejnych 20 lat. Amerykanka Caroline pracuje jako wolontariuszka we francuskim konsulacie w Nowym Jorku. Organizuje zbiórki i przyjęcia charytatywne, pomagając wielu osobom. Wspiera sierocińce we Francji, do których regularnie wysyła paczki z darami. Gdy poznaje aktora Paula Rodierre'a, nawet sobie nie wyobraża, dokąd zaprowadzi ją los. Kasia to z kolei młoda mieszkanka Lublina. Spędza czas jak typowa nastolatka, razem ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi - Nadią i Piotrkiem, w którym jest zakochana. Inwazja Hitlera na Polskę jej życie również wywróci do góry nogami, a wojna odciśnie na niej swoje piętno w niezwykle bolesny i brutalny sposób. Wreszcie Herta, Niemka marząca o karierze chirurga, która musi zadowolić się specjalizacją z dermatologii. By pomóc utrzymać rodzinę, dorabia w sklepie swojego wuja, rzeźnika. Kiedy więc otwiera się przed nią możliwość podjęcia pracy lekarza z dobrą pensją, nie waha się ani chwili. Losy tych trzech tak różniących się od siebie kobiet połączy jedno miejsce - obóz koncentracyjny w Ravensbrück.
Narracja prowadzona na zmianę z punktu widzenia trzech głównych bohaterek to niewątpliwa zaleta tej powieści. Dzięki temu zabiegowi dostajemy relację z samego środka piekła, z dwóch stron barykady - od więźniarki i od lekarki obozowej. Trzecia opowieść - osoby z zewnątrz, nie związanej bezpośrednio z obozem, pozwala poszerzyć perspektywę o wydarzenia rozgrywające się w innych częściach świata. Daje się odczuć solidne przygotowanie autorki, która wykorzystała liczne źródła historyczne, odwiedziła też wcześniej opisywane przez siebie miejsca. Muszę przyznać, że szczegółowe fragmenty dotyczące mojego rodzinnego miasta, Lublina, zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie. Nic jednak nie mogło się równać rozdziałom poświęconym życiu w obozie. Chciałam dowiedzieć się, co było dalej, a jednocześnie bałam się kolejnych akapitów. Każde makabryczne wydarzenie przybliżało mnie do punktu, w którym emocje by mnie przytłoczyły i nie byłabym w stanie czytać dalej. 
Martha Hall Kelly stworzyła powieść naprawdę wyjątkową. Taką, której się nie zapomina i nie da się czytać ze spokojem. Tak wiele przejawów okrucieństwa nikogo nie pozostawi obojętnym, zwłaszcza gdy ma się w pamięci, że jest to przecież historia oparta na faktach. Aresztowania, morderstwa, wywożenie do obozów, nieludzkie traktowanie więźniów, eksperymenty medyczne... Niełatwo się o tym czyta. Każdy jednak powinien po taką lekturę sięgnąć, we właściwym dla siebie momencie. Jeśli czujecie, że nie dacie rady przebrnąć przez te drastyczne fragmenty, dajcie sobie czas. I koniecznie wróćcie do tematu, gdy już będziecie na to gotowi.
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/03/book-tour-martha-hall-kelly-liliowe.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?