logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Legimi
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-09-20 12:55
Prawie rok lektury, czyli o "Śladach" Jakuba Małeckiego
Ślady - Jakub Małecki

Parę dni temu skończyłem czytać „Ślady”, i akurat w tym samym czasie na YouTube na kanale Bukbuk pojawił się stosunkowo długi wywiad z autorem. To, co Jakub Małecki miał do powiedzenia nieźle zgrało się z moimi wrażeniami ze „Śladów”, książki, którą zacząłem czytać przed wieloma miesiącami, ale od której robiłem sobie długie przerwy.

 

Jest to pozycja trochę podobna do „Dygotu”, który znowu był nieco podobny do twardochowego „Dracha”, opisując wiele historii ludzi ze sobą powiązanych rodzinnie, a przynajmniej spowinowaconych. Każda historia rozpoczyna się od mapy, dzięki której czytelnik może się zorientować w miejscu akcji, i tak obserwujemy kolejne pokolenia ludzi żyjących w tym kraju, poznając podstawową prawdę o społeczeństwie: każdy człowiek jest różny, inny, jest indywidualnością, której nie sposób powtórzyć, skopiować. Życie osób nawet stale stojących z boku, nie wpychających się w bycie częścią większej społeczności to także taki mały wszechświat wydarzeń, dramatów i radości.

 

Mianownikiem łączącym historie, poza faktem poruszania się w obrębie pokoleń ludzi ze sobą spokrewnionych, jest opis życia od strony raczej niespecjalnie wesołej; oglądamy ludzkie dramaty, niewiele radości. Z tym, że nie są to dramaty w skali makro, a właśnie takie małe, codzienne, składające się na życie człowieka. Niektóre z osób w ogóle mnie nie obeszły, inne wręcz przeciwnie, stąd jak przypuszczam te przerwy w lekturze. Ja nie potrafię ot tak, przewrócić strony i czytać o kolejnej postaci, kiedy ta poprzednia zrobiła na mnie tak duże wrażenie, a jej historia pozostanie w głowie na dłużej.

 

I kiedy czytam taki „Dygot” czy „Ślady”, myślę sobie o autorze jak o kolejnym pisarzu, który próbuje nam gdzieś podprogowo pokazać że cierpienie jest w jakiś sposób szlachetne. Co dla mnie jest wierutną bzdurą, co brzmi jak dorabianie ideologii, próba zrobienia z siebie apostoła czego- lub kogokolwiek tam, wszystko jedno. A tu oglądam wywiad z Jakubem Małeckim, w którym opowiada on rzeczy kompletnie odwrotne, nawet odrobinę kpiąc z cierpienia jako metody na coś tam-coś tam, twierdząc, że jest człowiekiem raczej radosnym, i że tylko pisze o takich smutnych sprawach, bo go interesują. I to mi się podoba, dla mnie to dodatkowy smak książki, taki mały bonus.

 

Już za kilka dni pojawi się kolejna książka autora, zatytułowana „Rdza”. I już wiem, że nie będzie wesoła. Mam nadzieję, że w Legimi pojawi się już w dzień premiery.

Like Reblog Comment
text 2017-09-07 15:10
Legimi na czytniki Kindle – czy uda się rewolucja na rynku wypożyczalni?

 

Legimi przełamuje kolejne bariery, zapowiadając walkę o szerokie rzesze użytkowników czytników Kindle. Abonamentowa wypożyczalnia Legimi będzie już niedługo dostępna na najpopularniejszych czytnikach na świecie!

 

Legimi na Kindle - czy czeka nas rewolucja? (źródło: legimi.pl)

 

Walka o Kindle

Zarówno w naszym kraju, jak i w wielu innych regionach, użytkownicy czytników Kindle stanowią dominującą grupę wśród najaktywniejszych czytelników, czyli posiadaczy czytników e-booków. Podobnie jest i w Polsce, gdzie czytniki Kindle stanowią około 2/3 tego typu urządzeń. Dominacja urządzeń z Amazonu to nie przypadek. Liczne promocje cenowe, bardzo dobra jakość urządzeń, intuicyjność, stabilność, sprawność działania oprogramowania oraz przyjazne wsparcie użytkowników – to wszystko zdecydowało o dominacji czytników Kindle na wielu rynkach. W Polsce sprzyja temu także możliwość bezpośredniego zamawiania czytników z niemieckiego Amazonu bez dodatkowych opłat.

 

Legimi na Kindle

Dotarcie do najliczniejszej grupy posiadaczy czytników książek jest zapewne strategicznym celem każdego sprzedawcy e-booków. Nie jest to więc przypadek, że polskie księgarnie oferują zarówno pliki w formacie EPUB jak i MOBI (te drugie są przeznaczone właśnie dla czytników Kindle). Ekosystem Amazonu uznawany jest jednak za zamknięty, ponieważ amerykański gigant handlu internetowego sprzedaje książki przeznaczone dla swoich czytników i zabezpieczone własnym mechanizmem DRM. Polskie księgarnie sprzedają e-booki na Kindle bez tego zabezpieczenia. Na więcej jednak Amazon sobie nie pozwala, wprowadzając kolejne zabezpieczenia przy okazji aktualizacji oprogramowania.

 

I oto Legimi zapowiada przełomową usługę – wypożyczalnię e-booków na czytniki Kindle! Firma właśnie ogłosiła, że jej sztandarowy produkt – abonamentowy dostęp do wypożyczalni wkroczy niebawem również na te czytniki. Według mojego rozeznania to pierwsze takie rozwiązanie na świecie. Amazon ma swoją wypożyczalnię i nie dopuszczał do tej pory możliwości takiej usługi świadczonej przez zewnętrzną firmę. Choć mamy przykład z rynku chińskiego, gdzie amerykanie uruchomili na swoich urządzeniach również dostęp do księgarni chińskiej. Inne zewnętrzne podmioty nie miały do tej pory dostępu do czytników Amazonu.

 

Uruchomienie wypożyczalni, która będzie działać na czytnikach Kindle to może być przełomowa decyzja, która zmieni rynek e-booków. Ciekawe, jak zareaguje na to Amazon. Firma promuje swoją własną usługę abonamentowego dostępu do e-booków i mogę sobie wyobrazić, że nerwowo zareaguje na konkurencję z Polski. Ale skoro do tej pory Amazon nie zaoferował swoich usług polskim czytelnikom, to można stwierdzić, że „sam jest sobie winien”. Należy się cieszyć, że polska firma weszła w niszę, której gigant do tej pory nie zagospodarował.

 

 

Legimi na Kindle - jak to jest zrobione

Na razie nie zdradzono technicznych szczegółów. Jeśli miałbym zgadywać (a usługi w działaniu na oczy nie widziałem), to bym wskazywał na mechanizm, o którym pisałem przy okazji usługi Reabble.

 

Póki co na Kindle dostępnych będzie przynajmniej pięć tysięcy tytułów. Legimi zakłada, że liczba będzie znacznie większa. Wielu wydawców zapewne także dołączy swoje tytuły. Wśród już potwierdzonych są m.in. Albatros, Świat Książki, Fabryka Słów czy też HarperCollins. Na Kindle będzie można korzystać aktywując jeden z dostępnych pakietów bez limitu, dających dostęp do ebooków (od 32,99 zł miesięcznie) lub ebooków i audiobooków (od 39,99 zł).

 

Informacja o konkursie promującym wprowadzenie nowej usługi (źródło: legimi.pl)

 

Podsumowanie

Trudno obecnie przecenić wagę tej informacji. Anons nowej usługi Legimi zbiega się z działaniami firmy, zmierzającymi do uzyskania środków finansowych na rozwój dalszej działalności (m.in. w Niemczech i Chinach). Zależy jej więc na przekazaniu informacji do jak największej liczby potencjalnych inwestorów, chętnych do zakupu obligacji. Na oficjalnej stronie projektu https://www.legimi.pl/kindle/, Legimi zachęca do włączenia się w propagowanie pomysłu i wygrania miesięcznego abonamentu. Informacje dla potencjalnych inwestorów zostaną podane w najbliższym terminie.

Like Reblog Comment
text 2017-09-05 17:53
Legimi w bibliotece – w Krakowie kodów brak

 

Miesiąc temu opisałem, jak w różnych polskich miastach, można skorzystać z dostępu do wypożyczalni Legimi poprzez biblioteki (wpis: „Legimi w bibliotece – za darmo...”. Jeśli ktoś do tej pory nie skorzystał, to (przynajmniej w Krakowie) może nie mieć już takiej szansy w tym roku (chyba, że wystarczy kodów z biblioteki miejskiej).

 

Reklama wypożyczalni Legimi na ekranie paczkomatu (Kraków, 2015 r.)

 

Wczoraj otrzymałem wiadomość, że zapewne do końca roku, nie dostanę już żadnych kodów dostępu z puli zakupionej przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Krakowie. W liście z Rajskiej napisano m.in., że "we wrześniu w naszych agendach nie będą wydawane kody dostępu do zasobu e-booków oferowanych przez firmę Legimi Sp. z o.o. Przerwa w dostępie może potrwać nawet do końca roku.". Oby przyszłoroczny budżet bibliotek oraz ceny bibliotecznego abonamentu były bardziej łaskawe dla e-czytelników!

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-08-28 15:17
Forrest Gump w stylu Hakana Nessera, czyli jak poprawić sobie humor
Jedenascie dni w Berlinie - Håkan Nesser

Nie licząc Mankella i Larssona, którzy są niejako poza kategorią, dwóch twórców skandynawskich uważam za lepszych, bardziej utalentowanych od reszty konkurencji: Asę Larsson i Hakana Nessera. O ile na kolejne powieści tej pierwszej czekam i nie mogę się doczekać, tak pan Nesser napisał tego już sporo, i co rusz wychodzi coś nowego. Tym razem w mój czytnik wpadła powieść nie należąca do żadnego większego cyklu, zatytułowana „Jedenaście dni w Berlinie”.

 

Rzecz jest absolutnie świetna. Poznajemy bohatera, młodego Szweda, który po wypadku w dzieciństwie ma spore problemy ze skupieniem, stał się powolniejszy, wiele stracił na zdrowiu, głównie przez uszkodzenie mózgu. Żyje sobie z ojcem, wujem i ciotką, aż nagle na łożu śmierci ojciec mówi mu, że w Berlinie mieszka jego matka, i że musi do tegoż Berlina się udać, by ją odnaleźć i przekazać pewien przedmiot.

 

Istotą lektury jest oczywiście obserwacja zagubionego, ale jednocześnie w pewien nielogiczny sposób odważnego, młodego człowieka, który mocno odstaje od reszty społeczeństwa. Zdaje sobie sprawę z własnej ułomności, ale dzielnie idzie do przodu, i jak łatwo można sobie wyobrazić, jego odmienność, plus obcy kraj, plus obcy język dają nam okazję do całej masy przedziwnych zdarzeń. Przy czym warto dodać, że tym razem Hakan Nesser nie dramatyzuje, nie skupia się na ciemnych odcieniach życia (jak w rewelacyjnej serii o inspektorze Barbarottim chociażby), a wręcz przeciwnie, pokazuje równie realnie, że życie często nie bywa aż tak poważne, jak nam się wydaje.

 

„Jedenaście dni w Berlinie” jest książką dość krzepiącą, przy czym autor umiejętnie bawi się różnego rodzaju nietypowymi zagraniami, trudnymi do wyjaśnienia wydarzeniami, by pokazać nam coś dobrego, coś przyjemnego, coś ciepłego. I choć mam duże problemy z trawieniem pewnego rodzaju literackich sztuczek, czy niewyjaśnionych zdarzeń, tym razem widząc jak mądrze zastosował je autor, i co przez to chciał pokazać wszystko kupuję bez wahania. Po tym pisarzu nigdy bym się nie spodziewał tak uroczej historii. Zdecydowanie polecam.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-08-28 15:12
Nie, w moich oczach nic „Uratuj mnie” nie uratuje
Uratuj mnie - Guillaume Musso

Z realizmem magicznym jest trochę jak z literaturą grozy. Wiemy, że czytamy bzdury, duby smalone, ale i tak się dobrze bawimy. Poprzeczkę zmieniającą przyjemne wrażenie płynące z historii na rzecz przesadzoną i już znacznie trudniejszą do przyjęcia każdy ma zawieszoną na innej wysokości. Dlatego też znajdzie się wielu, dla których „Uratuj mnie” będzie kolejną dobrą powieścią Musso. Tym lepiej dla nich, a dla mnie gorzej, bo czas z książką spędzony niestety uważam za zmarnowany.

 

Początkowo nic nie zapowiada katastrofy, wręcz przeciwnie. Pamiętając o naprawdę niezłym „Central Parku” w wyobraźni nawet widziałem kolejną, podobnie interesującą książkę, może z równie nieprzewidzianym przeze mnie zakończeniem? Poznajemy bohaterów, widzimy ich uczucie, dostrzegamy zależności życiowe, które ich powstrzymują, i tak dalej, niemalże widząc już czekające przeszkody, z pewnością do pokonania.

 

Niestety nagle jednak autor swój realizm magiczny zaczyna traktować bardzo dosłownie. W momencie, gdy jedną z bohaterek staje się osoba od dawna nieżyjąca, która PO COŚ wróciła na ziemię, lektura straciła cały swój urok. Skończyłem tylko dlatego, że nienawidzę mieć niedokończonych książek. Tej nie polecam, sorry, są bzdury i BZDURY. Dla mnie to było zbyt wiele, jest różnica między posługiwaniem się tego typu motywami by coś czytelnikowi powiedzieć, a zwyczajnym pójściem na łatwiznę.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?