logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: ekonomia
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
text 2018-02-02 11:08
Seria „Krótka historia” w dobrej cenie w Ebookpoint

 

Do 6 II można kupić e-booki z serii „Krótka historia...” w dobrej cenie. Ja na razie jestem po lekturze „Krótkiej historii religii”, i zachęcony sięgnąłem po dwie kolejne pozycje. Jeszcze nie przeczytałem, przeglądnąłem, czekają w kolejce. Uważam, że to seria warta uwagi.

 

"Krótka historia..." teraz w cenie 12,90 PLN

 

Każda z sześciu książek wspomnianej serii kosztuje teraz 12,90 PLN. Dostępny jest format EPUB i MOBI.

 

Niall Kishtainy „Krótka historia ekonomii”

"Skąd bierze się bieda? Czy kryzysów ekonomicznych naprawdę nie da się uniknąć? Czy interwencje państwowe w gospodarce są przekleństwem czy też koniecznością? Odpowiedź na te podstawowe pytania powinna zainteresować każdego, jednak zniechęcać może nieprzyjazny żargon ekonomiczny."

Meyer Friedman, Gerald W. Friedland „Krótka historia medycyny”

"książka dwóch wybitnych amerykańskich lekarzy opisuje przełomowe odkrycia w historii medycyny europejskiej, przypomina pionierów, którzy za nimi stali, a także przekazuje emocje, jakie wiązały się z tymi dokonaniami. Proponuje oryginalne spojrzenie na genezę tych dokonań oraz dba o właściwe rozdzielenie zasług przez pokazanie zarówno głównych odkrywców, jak i całego sztabu ludzi stojących za ich sukcesem i kontynuujących ich badania."

Thomas Dormandy „Krótka historia opium”

"Opium i jego pochodne – morfina i heroina – zniszczyły, upodliły, zdeprawowały lub zabiły liczne jednostki, rodziny, społeczności, a nawet całe narody. Jednak w tym samym czasie wielu lekarzy twierdziło, że bez cudownych skutków, jakie opium wywierało na ich pacjentów, nie byliby w stanie wykonywać swojego zawodu, a żadna szanująca się placówka medyczna nie mogłaby funkcjonować bez środków odurzających."

William Bynum „Krótka historia nauki”

"Jaki jest nasz świat? Jaki jest wszechświat? Skąd się wzięliśmy? Jacy jesteśmy? Odpowiedzi na te pytania dostarcza nauka. Mężczyźni i kobiety – począwszy od starożytnych greckich filozofów, przez Einsteina i Watsona z Crickiem, po współczesnych naukowców wspomaganych przez komputery – zastanawiali się, badali, eksperymentowali, obliczali, a czasami dokonywali tak wstrząsających odkryć, że ludzie zaczynali rozumieć świat – albo siebie samych – w całkiem nowy sposób. Ta ciekawa książka opowiada pasjonującą przygodę – historię nauki."

Richard Holloway „Krótka historia religii”

"Ta książka to – napisana z głębokim szacunkiem i dbałością o prawdę – panorama systemów i wierzeń religijnych od zarania dziejów ludzkości po wiek dwudziesty pierwszy. Pokazuje, jakich odpowiedzi udzielał człowiek w swoich dziejach na pytania będące fundamentem religii: Skąd się wziął wszechświat, a w nim człowiek? Czy istnieje ktoś, kto ich stworzył? Czy śmierć jest końcem wszystkiego? Czy czeka nas może coś jeszcze? A jeśli tak, to co to właściwie będzie?"

Nigel Warburton „Krótka historia filozofii”

"to książka, która w prosty i przystępny sposób ukazuje poszczególne nurty i przedstawicieli filozofii. Niezwykle przydatna dla tych, którzy interesują się tematem. Czasami wychodząc poza filozofię, dotykając religii, czy historii pozwala zrozumieć trendy poszczególnych okresów. W ujęciu autorów filozofia nierozerwalnie wiąże się z życiem, odpowiada na gorące i trudne pytania swoich czasów, staje wobec ogromnych wyzwań jakimi były i są: rozwój nauki, wojny i konflikty polityczne, spotkania przedstawicieli różnych kultur i narodów."

 

Jak wspomniałem, z lektury „Krótkiej historii religii” jestem bardzo zadowolony. To dobrze i zwięźle napisana książka. Autor zgrabnie prezentuje główne nurty religijne zarówno w różnych częściach świata jak i na przestrzeni dziejów. Nie ogranicza się do naszego kręgu cywilizacyjnego, choć Zachód jest, jak dla mnie, zbyt obszernie reprezentowany. Trudno mi powiedzieć, czy to efekt wiedzy autora, czy dopasowania treści do amerykańskiego czytelnika. Nie oznacza to na szczęście, że hinduizm, dżinizm, sikhizm, taoizm, konfucjanizm czy shintoizm zostały potraktowane po macoszemu. Po prostu za dużo miejsca zajmują dywagacje na temat odłamów protestanckich, które moim zdaniem nie wniosły proporcjonalnie aż tyle nowego. Autor jednak uważa inaczej. Mnie do końca nie przekonał, choć przyznam, że zmienił moje myślenie o protestantyzmie.

 

Przygotowania do święta Durgapudźa (Siliguri, Indie 2009 r.)

 

Richard Holloway w przystępny sposób pokazuje idee tkwiące w jądrze poszczególnych religii. Nie ogranicza się do sposobu myślenia ale stara się również odnieść do kontekstu historycznego oraz wpływu prezentowanych idei na historię świata.

 

Bogowie się zjawili, gdy świat się wyłonił,

A więc kto może wiedzieć, skąd wszystko powstało?”

Początek rzeczy (Hymny Rigwedy, przeł. Fr. Michalski, Ossolineum 1971)

 

Mam też trochę żal do wydawcy (i/lub do tłumacza książki) z powodu pominięcia przynajmniej jednego autora przekładów tekstów źródłowych. Dotyczy to konkretnie Rygwedy i pracy Stanisława Franciszka Michalskiego-Iwieńskiego, którego tłumaczenie zamieszczone w „Krótkiej historii religii” stało się tak bezimienne jak bezimienni są dla nas mędrcy, którzy „poprzez czas sięgają do początków świata – tego i nadprzyrodzonego”. Nie podano autora przekładu tego tekstu źródłowego również w anglojęzycznej wersji książki, ale to akurat nie jest usprawiedliwieniem dla wydania polskiego.

„Krótką historię religii” mogę polecić każdemu, kto interesuje się nie tylko historią rozwoju religii ale i dziejami ludzkości w ogóle, których od religii przecież oddzielić nie sposób.

 

Like Reblog
show activity (+)
review 2015-11-08 20:03
Polowanie na Wilka z Wall Street - Jordan Belfort

Kolejne spotkanie z twórczością Belforta! Spotkanie, na które uparcie czekałam, bo – wstyd przyznać - stęskniłam się za gościem. I choć euforia towarzysząca mi przy czytaniu pierwszej części „Wilka…” nieco opadła, było całkiem przyjemnie. Musiało być. Niczego innego się nie spodziewałam.

 

Od razu zaznaczę, że jeśli ktoś ominął „jedynkę”, to i tak nie będzie miał problemów ze zrozumieniem, o co w książce chodzi. Autor zręcznie przywołuje wydarzenia z pierwszej części dyptyku. Osoby, które są świeżo po przeczytaniu „Wilka..”, również nie powinny odczuwać znużenia. Wszystkie wtrącenia odnoszące się do „jedynki” wiele pomagają w przypomnieniu sobie pewnych niuansów, ale nie są wierną kopią fragmentów z poprzedniczki.

 

Co u naszego dobrego znajomego? Niby wszystko po staremu, ale jednak nie do końca. Zniknęły prostytutki, zniknęły cytrynki, ale – o dziwo – zaczyna znikać tez żona i kasa. Czas podkulić wilczy ogon i… zacząć sypać, zanim znikną też dzieci. Widać przysłowie „nosił wilk razy kilka…” może być samospełniającą się przepowiednią.

 

W tej części główny bohater „jak na inteligentnego człowieka, robi bardzo głupie rzeczy”, o czym często przypominają mu różne napotkane na jego drodze osoby. Z „Polowania na Wilka…” wyłania się obraz mężczyzny, który jest maszyną stworzoną do samozagłady. Pomimo tego, że dysponuje wszystkim, co mogłoby go doprowadzić do ogromnego sukcesu: inteligencją, intuicją, brawurową odwagą i umiejętnością zjednywania sobie ludzi, z uporem maniaka niszczy wszystko to, co posiada. Przekuwa własne plusy w minusy bez żadnego konkretnego powodu. Nie jest w stanie pohamować samego siebie. Tuż po tym, kiedy inni wyciągają go z największego szamba, on znowu wskakuje do kloaki na główkę. Zupełnie jakby wiedział, że musi się w tym wszystkim spalić, zatracić, sięgnąć kompletnego dna, by odrodzić się na nowo.

 

Może to zabrzmi dziwnie, ale nikt nie umie wykrzesać tyle piękna z wulgaryzmów co Belfort. Serio. Człowiek patrzy na te wszystkie porównania i komentarze na granicy dobrego smaku (albo znacznie ją przekraczające) i… zaczyna się śmiać. Ciężko w to uwierzyć, ale jest w tym pewien rodzaj finezji, który mi odpowiada. A Belfort absurdalny to Belfort, którego lubię najbardziej.

 

Historia Wilka z Wall Street to rewelacyjna dwutomowa historia o całkowitym upadku faceta, który nie umie wybierać półśrodków. O najinteligentniejszym z głupców i najgłupszym z inteligentów. To opowieść o brudnym świecie pieniądza. O tym, że zaczynając karierę jesteś nikim, ale musisz uważać, żebyś po dotarciu na szczyt nie stał się Nikim przez wielkie „N”. Doskonale podsumowuje to zdanie otwierające i jednocześnie zamykające cały cykl: „Jesteś tu gorszy od najgorszego śmiecia”. Zarówno na początku, jak i na końcu swej przygody z Wall Street.

Like Reblog
show activity (+)
review 2015-08-17 20:22
Wilk z Wall Street - Jordan Belfort

Wyobraźcie sobie wielki ul. Wwiercające się w mózg bzyczenie. To nie pszczoły, to wielkie skupisko białych kołnierzyków przekrzykujących się nawzajem. Liczą się tylko oni i słuchawka. Klient po drugiej stronie nie ma twarzy. To wór, wielki wór, do którego trzeba wrzucić jak najwięcej papierów wartościowych. Z jak największym zyskiem, oczywiście. Przecież nic innego się nie liczy. Tylko kasa, mamona, forsa. By Żyć, Żyć przez duże „Ż” - dokładnie tak jak szef, Jordan Belfort, dumny przywódca tego bezwzględnego stada.

 

Postać Belforta stała się powszechnie znana dzięki filmowi pod tytułem… Tak, dokładnie takim samym, jak książka. Dla tych jednak, którzy filmu nie widzieli (to ja!) albo zdążyli go już zapomnieć, przytoczę krótką historię Wilka. Jordan Belfort to „natural born seller”. Jako osiemnastolatek otworzył swój pierwszy biznes. Był… domokrążcą oferującym mrożone mięso i owoce morza. Firma upadła, ale Belfort miał już na siebie inny plan. Rozpoczął karierę brokera giełdowego. Był w tym tak dobry, że po niedługim czasie otworzył własną firmę brokerską - Stratton Oakmont. Balansując na granicy prawa (a raczej: biegając sobie po niej slalomem), dorobił się fortuny i stał się tym, kim się stał – Wilkiem z Wall Street.

 

Tych, którzy na dźwięk słów „gospodarka”, „finanse” i „giełda” dostają napadu ziewania bądź odruchu wymiotnego, informuję, że autor łagodnie obszedł się z laikami. Mało to branżowej paplaniny. Całość kręci się wokół wynaturzonych relacji międzyludzkich oraz patologicznych zachowań w świecie wielkiego biznesu. Czytelnik dostaje w bonusie „zapiekanki, prostytutki”, a do tego całe wiadra narkotyków. To właśnie tu, w Stratton Oakmont, przygodny seks na parkingu nie wydaje się być niczym szokującym, a przekleństwa uważane są za formę sztuki.

 

Książka doskonale pokazuje, jak manipuluje (manipulowało?) się pracownikami w dużych firmach. Strattonici musieli zarabiać dużo. Na tyle dużo, żeby widzieli sens swojej niemoralnej, do bólu powtarzalnej pracy. Za nic jednak nie mogli zbliżyć się do zarobków Wilka. To on dyktował reguły. Narzucał styl Życia (tego przez duże Ż!). Jego pracownicy musieli go naśladować. A raczej: pragnąć być tacy jak on, dotrzymać mu kroku choć przez chwilę. Odczuwali szaleńczą potrzebę prestiżu, choć pozornego. Wydając całe swe zarobki na hulaszczy tryb życia, co miesiąc skutecznie czyścili swoje konta. Byli zdani na łaskę i niełaskę Wilka. I właśnie o to mu chodziło.

 

Życie Belforta nie ograniczało się tylko do pracy. W domu czekała na niego przepiękna żona, Nadine, i dwoje cudownych dzieci. Belfort kochał tę trójkę.. po swojemu. Pojawiając się i znikając. Żądając bezwarunkowej miłości, choć samemu jej nie dając. Upadając i żądając, by żona podnosiła go po raz kolejny. Kłamiąc, narażając najbliższych na ból i problemy. Potrafił jednak rzucić wszystko i być przy dzieciach, kiedy te potrzebowały pomocy. Otwierał drzwi szpitali horrendalnymi kwotami. I płakał, płakał z bezsilności, kiedy pieniądze i znajomości nie mogły załatwić wszystkiego.

 

„Wilk z Wall Street” jest powieścią autobiograficzną, przynajmniej według autora. Ile w tym prawdy – ciężko stwierdzić. Wszak wciskanie kitu jest właśnie tym, czym całe życie zajmował się Belfort. Nie mam jednak do niego żalu, nawet, jeśli okłamał tysiące czytelników na całym świecie. Wilk ma ogromny talent: potrafi porwać i pociągnąć za sobą tłumy (do czego sam nieskromnie przyznaje się w książce). Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam kolejną książkę Grishama, co jest olbrzymim komplementem. Nie wiem, czy ktoś Belfortowi pomagał, czy spłodził tak wciągającą książkę sam… A może kawał dobrej roboty odwalił tłumacz? Jedno jest pewne: nie żałuję, że kupiłam od razu drugą część. Nie umiem, po prostu nie potrafię oderwać się od historii choroby autora. I nie mówię tu o narkomanii czy nimfomanii. To tylko pochodne. Prawdziwym rakiem zżerającym Belforta od środka jest władza, chory American Dream, przyjmujący skrajnie patologiczne formy.

 

Wilk jest bezczelny. Wilki jest dziany. Wilk jest wulgarny, ale inteligentny.

Wilkowi wolno wszystko.

Like Reblog
review 2015-06-14 16:55
Sekrety ekonomii, czyli ile naprawdę kosztuje twoja kawa? - Tim Harford

Jeśli gość będący pisarzem, ekonomistą i redaktorem „Financial Timesa” próbuje ci wyjaśnić mechanizm powstawania kryzysu finansowego na przykładzie nieświeżych jaj, to wiedz, że coś się dzieje. I raczej nie dzieje się dobrze.

 

Przyznaję, że Tim Harford, bo to właśnie on jest autorem „Sekretów ekonomii”, nie był mi wcześniej znany. Oczywistym jest więc, że przy wyborze lektury nie kierowałam się nazwiskiem umieszczonym na okładce. Chciałam sięgnąć po branżową beletrystykę. Pozycję, która pozwoli mi odświeżyć sobie podstawowe wiadomości z początków studiów, ale w sposób lekki, niepodręcznikowy. Niestety, pomimo pozytywnego pierwszego wrażenia, po drodze coś zaczęło się psuć. Z tej mąki, psze państwa, chleba nie będzie.

 

Autor zapewnił mi powtórkę przede wszystkim z makro- i mikroekonomii. Fakt, że była to powtórka „po łebkach”, ale czytało mi się przyjemnie. Przynajmniej na początku. Czytelnik, który wcześniej nie miał nic wspólnego z ekonomią, może się dowiedzieć m.in., czym jest nadwyżka popytu, podaży, rzadkość dóbr itd. Z czasem zaczęło mnie jednak irytować to, że autor jest… mało konkretny. Gdybym wcześniej nie miała styczności z normalnymi podręcznikami z zakresu ekonomii, chyba nie wytrzymałabym tego „rozwodnienia” informacji. Zaczynanie każdego rozdziału od historii/anegdotki jest ciekawym zabiegiem, ale nie zawsze się sprawdza. Chociaż autor sili się na ciekawe porównania, które powinny przeciętnemu nieekonomiście naświetlić problem, to czasem zdarzają mu się… cóż, powiedzmy, że zbyt luźne skojarzenia. ;) Mało tego. Niektóre zjawiska czy procesy ekonomiczne są w „Sekretach ekonomii” nadmiernie uproszczone. Z jednej strony to dobrze, bo osoby z innych branż szybciej będą w stanie je zrozumieć. Z drugiej – nie do końca odwzorowują rzeczywistość. Gwoździem do trumny są moim zdaniem „Objaśnienia autora”. Do rozdziału o globalizacji (dość ciekawym zresztą, choć mało odkrywczym) autor dodaje, że… zrezygnował z omówienia migracji, przepływów kapitału i transferów technologii. Wprawdzie już w samym rozdziale wytłumaczył przyczyny takiego zagrania, ale to trochę tak, jakby lekarz, kierując was na badania okresowe, zrezygnował z badania krwi i osłuchania klatki piersiowej. Nie odpowiadał mi też tryb „co by było, gdyby”, w który to niekiedy przełącza się Harford. Czasem autor próbuje przewidzieć skutki jakichś hipotetycznych, wymyślonych przez siebie sytuacji. Pozwala sobie wtedy tak popłynąć, że często sam dodaje na końcu, iż taki ciąg przyczynowo-skutkowy niekoniecznie musiałby się wydarzyć. Trochę to dziwne, bo przeciętny odbiorca zaczyna mieć ekonomistów za niekompetentnych bajarzy…

 

Podsumowując: niekoniecznie mi się podobało. Nie za bardzo rozumiem, kto powinien być odbiorcą tej książki. Dla osób niemających wcześniej styczności z naukami ekonomicznymi, może to być mało konkretna, nadmiernie upraszczająca rzeczywistość pozycja. Pozycja, która niby napisana jest prostym językiem, ale w której Harford nie stroni od terminologii branżowej (szczególnie w rozdziale o kryzysie finansowym). Bo tak z ręką na sercu – kto z was słyszał wcześniej o sekurytyzacji czy rezerwach bankowych? Co do ludzi „z branży” – za specjalistę się nie uważam i wiem, że jeszcze długaaaaa droga przede mną, a już po kilku rozdziałach książki zaczęłam się nudzić. Najczęściej ocykałam się wtedy, kiedy docierało do mnie, że autor przy objaśnianiu danego zjawiska nie uwzględnił kilku czynników bądź nie odpowiedział wprost na pytania, które stawiał na początku rozdziałów (albo odpowiedź ukrył gdzieś w połowie, a potem przywoływał swoje luźne spostrzeżenia, już nie tak bardzo związane z tematem). Wprawdzie nie mnie, szaraczkowi, oceniać dziennikarza BBC i znawcę zjawisk ekonomicznych, którego wiedza przerasta moją tyle razy, ze nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ale mogę powiedzieć, czy dobrze czytało mi się książkę. A czytało mi się średnio. Dobrze chociaż, że cieszy oko. Wydawnictwo Literackie znów stanęło na wysokości zdania.

 

Informacja dodatkowa: czytałam wydanie z 2006, uzupełniane w 2011. Jest to istotne z dwóch względów. Rok 2006 to czas przed kryzysem finansowym, rok 2011 – to już czas po kryzysie, ale świat dalej zmagał się z jego skutkami (dlatego pojawił się rozdział o rynku bankowym). Druga sprawa – w książce niekiedy pojawiają się nazwiska osób pełniących konkretne stanowiska. Radziłabym podchodzić do tego z pewną rezerwą. Ben Bernanke nie jest już prezesem Banku Rezerwy Federalnej - na początku 2014 zastąpiła go Janet Yellen. Mervyn King również nie pełni już funkcji Gubernatora Banku Anglii. Nie jest to wada (bo Harford nie jest wróżbitą i nie miał szans, żeby przewidzieć następców wspomnianych wcześniej osób), ale proponuję nie szpanować tak nieaktualną wiedzą w towarzystwie. ;)

 

 

Like Reblog Comment
text 2013-04-23 20:34
Ekonomia dobra i zła - Tomáš Sedláček

Książka bardzo dobra, merytoryczna i wyważona. Dużo lepsza niż teksty ją reklamujace. Najciekawsze chyba jest to, że nie ma w niej nic o elfach.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?