logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: test-konsumencki
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2023-05-26 07:01
Recenzja: Bemi Cognita CGA – powrót do przeszłości

Gdy włączyłem czytnik Bemi Cognita, od razu wiedziałem, że coś mi przypomina. A jak otwarłem sobie moją recenzję czytnika TrekStor Pyrus, to już nawet dokładnie wiedziałem o co chodziło. Myślami wróciłem do Targów IFA w Berlinie w 2012 roku, gdzie widziałem TrekStory po raz pierwszy. Zapraszam więc i Was do podróży w czasie oraz do lektury recenzji sprzętu marki Bemi. Jak zawsze przy moich testach, starałem się go używać przynajmniej przez miesiąc, ale nie za bardzo mi to tym razem wyszło. Wytrzymałem trzy tygodnie.

 

Czytnik Bemi Cognita CGA

 

Czytniki Bemi

Chińska marka Bemi ma swojej ofercie trzy modele czytników Cognita: CGA, CGL oraz CGT. Sądząc po zdjęciach, wszystkie mają takie samo oprogramowanie, ale różnią się trochę sprzętowo. Pierwszy z nich (CGA), który tu recenzuję, to model podstawowy. Drugi z nich (CGL) ma wbudowane oświetlenie ekranu, a w trzecim (CGT) jest wbudowane oświetlenie i dotykowy ekran. Poza tym firma oferuje także (zapomniane już trochę) fotoramki oraz (bardziej na czasie) zegarki i elektryczne szczoteczki do zębów. Na pudełku mojego czytnika znajduje się informacja, że dystrybutorem na Polskę jest firma z Gorzowa Wielkopolskiego, jednak na jej stronie WWW potwierdzenia tego faktu obecnie nie znalazłem. Ale czytniki tej marki są wciąż obecne w polskich sklepach.

 

Strona WWW Bemi reklamuje nie tylko czytniki, ale i inne elektroniczne gadżety jak fotoramki czy zegarki (źródło: www.bemi-electronics.com)

 

Czytniki identyczne do oferty marki Bemi znaleźć można w różnych państwach pod innymi nazwami, na przykład jako SPC Dickens, Denver EBO, Ritmix RBK, Woxter Scriba czy Kruger&Matz Library. Zwykle różnią się między sobą tylko nazwą i ewentualnie trochę obudową.

 

Urządzenia identyczne do czytników marki Bemi znajdziemy w ofercie wielu innych sprzedawców, na przykład hiszpańskiej sieci SPC (źródło: www.spc.es)

 

Bemi Cognita CGA od strony technicznej

Bemi Cognita CGA posiada ekran wykonany w technologii papieru elektronicznego. Według opisu jest to E-Ink Pearl, a więc zapewne podobny do tego (choć o większej rozdzielczości), jaki miałem w moim pierwszym czytniku Kindle 3 Keyboard z 2010 roku (niedawno go recenzowałem). Podobnie jak wspomniany Kindle, Bemi Cognita CGA także nie ma dotykowego ekranu. I to w sumie jest dobra wiadomość, bo dzięki temu, że nie nałożono na niego dodatkowej warstwy odpowiedzialnej za dotyk, kontrastowość obrazu jest całkiem dobra.

 

Bemi Cognita CGA wyciska z wagi 170g choć dystrybutor twierdzi, że powinno to być 150g

 

Ekran E-Ink Pearl w tym czytniku ma średnią rozdzielczość 212 ppi (1024×758 pikseli). Bezpośrednie zestawienie z ekranem E-Ink Pearl z czytnika Kindle 3 Keyboard (167 ppi, 800×600 pikseli) wykazuje, że w Bemi tło jest trochę jaśniejsze i bardziej kremowe. Przy wyższej rozdzielczości ekranu użytego w chińskim czytniku, daje to całkiem dobry efekt. Biorąc więc pod uwagę jakość tekstu w czytniku Bemi Cognita CGA, przy swojej cenie nie ma się czego wstydzić.

 

W Bemi Cognita CGA (po prawej) jest ekran E-Ink Pearl, tego samego typu (choć o większej rozdzielczości) co w moim pierwszym czytniku - Kindle 3 Keyboard (po lewej)

 

W przypadku mojego egzemplarza zwraca uwagę intensywnie różowy kolor obudowy. Producenci czytników niezbyt często sięgają po takie rozwiązanie. Komentarze domowników na ten temat były zdecydowanie negatywne. Ale mimo wszystko chciałem przetestować, jak taki wściekły róż się sprawdzi w codziennym czytaniu. I muszę powiedzieć, że znalazłem jeden pozytywny aspekt takiego koloru obudowy. Łatwo wypatrzyć czytnik już z daleka i nie łażę po domu zastanawiając się, gdzie go położyłem. Sama konstrukcja obudowy wydaje się być solidna. Całość (a nie tylko plecki, jak to zwykle bywa) pokryta jest gumowanym plastikiem, który poprawia pewność trzymania czytnika w ręce.

 

W czytniku Bemi Cognita CGA znajdziemy nie tylko polskie menu ale nawet klawiaturę ekranową z polskimi znakami

 

Czytnik obsługuje się fizycznymi klawiszami umieszczonymi na froncie pod ekranem. Za większość działań odpowiada okrągły przycisk na środku. Nim (na boki) zmieniamy strony lub zaznaczamy elementy na ekranie oraz (w środku) zatwierdzamy wybór podświetlonej opcji. Klawisz pierwszy od lewej wywołuje menu regulacji wielkości czcionki zaś drugi wymusza pełne odświeżenie ekranu. Z kolei pierwszy z prawej pozwala na wyjście z menu lub czytanej książki, a drugi wywołuje podręczne menu.

 

Czytnik obsługuje się fizycznymi przyciskami umieszczonymi poniżej ekranu

 

Do dyspozycji użytkownika jest 3,4 GB (z zainstalowanych 4 GB) pamięci. Gdyby tego było za mało, na dolnej krawędzi obudowy jest do dyspozycji gniazdo kart microSD. Jest tam także gniazdo microUSB oraz łatwo wyczuwalny pod palcami, choć niewielki wyłącznik. Na pleckach jest niewielki otwór, który być może umożliwia reset urządzenia, ale nie testowałem.

 

Na dolnej krawędzi obudowy znajduje się mały ale poręczny wyłącznik, gniazdo kart microSD oraz microUSB

 

Miłym akcentem jest fakt, że dystrybutor zadbał o dostarczenie w pudełku kabla USB i miniaturowej instrukcji obsługi w wersji papierowej (pięć stron). Niestety, nie ma co liczyć na aktualizacje oprogramowania poprawiające istniejące błędy lub usprawniające działanie urządzenia. Napisałem nawet do dystrybutora w tej sprawie żaląc się na powolne działanie czytnika. Uzyskałem odpowiedź, że żadnej aktualizacji nie ma. Zaś ślamazarność jest z winy procesora, a nie kulawego oprogramowania. Mówi się trudno.

 

Koniec końców, warto podkreślić, że w czytniku Bemi Cognita CGA (na górze) jest ekran o całkiem przyzwoitej rozdzielczości i kontraście, choć dobre wrażenie psuje brak ładnej czcionki jak np. w Kindle 3 Keyboard (pod spodem), który mi służył do porównań

 

Bemi Cognita – codzienne czytanie

Aby włączyć czytnik, trzeba dość długo przytrzymać wyłącznik. Jeśli czytnik jest uśpiony, wystarczy normalne naciśnięcie przycisku. Po uruchomieniu urządzenia, nic nie trzeba konfigurować (poza wyborem języka menu). Można od razu wgrać pliki EPUB do pamięci i zacząć czytać. Choć akurat w przypadku tego czytnika lepiej obsługiwane są (u nas raczej nieużywane) e-booki w formacie FB2. Co warto sobie na początku ustawić (ikona „Ustawienia” na głównym ekranie):

- pełne odświeżanie ekranu – Tryb odświeżania/po pięciu stronach;

- usypianie zamiast wyłączania – Ustawienia zasilania/Auto wyłącznie/Wyłączone;

- język polski – Język;

- zegar 24h – Data i czas.

 

W plikach EPUB nie można zmieniać odstępu między wierszami (ekran po prawej) i kroju czcionki (ekran po lewej). W plikach MOBI da się to zrobić, ale one akurat często błędnie są wyświetlane

 

Strona startowa jest dość standardowa i klarowna. U góry mamy pasek wyświetlający ostatnio czytane pozycje („Ostatnio czytane”). Na ekranie mieszczą się trzy, ale listę okładek można przewijać. Co miłe, pogrubione kropki widniejące pod każdą miniaturką, ilustrują postęp czytania danego tekstu. Poniżej znajduje się kolejny rząd ikonek wyświetlający cztery ostatnio dodane pliki. Te, które nie były jeszcze otwierane w czytniku, nie będą miały okładek. Pojawią się one dopiero po pierwszym otwarciu danego pliku. I tutaj także można listę przewijać, gdy potrzebujemy sięgnąć głębiej do historii plików wgrywanych do pamięci urządzenia. Na dole ekranu jest lista sześciu ikon, które są też opisane, więc nie ma problemu ze zrozumieniem ich funkcji. Przydatna jest „Biblioteka”, w której e-booki możemy sortować oraz wyświetlać jako listę (dziesięć tytułów na ekran) lub okładki (dziewięć na jednym ekranie). Można sortować według tytułu czy autora lub wyświetlić tylko „Ulubione” (do tej listy dodaje się dany tytuł z poziomu otwartej książki). „Menedżer plików” pozwala na przeglądanie zawartości katalogów oraz kasowanie plików. Menu „Wyszukaj” może się przydać przy obszerniejszym księgozbiorze. Klawiatura ekranowa służąca do wpisywania wyszukiwanej frazy ma m.in. polskie znaki. „Ustawienia” zawierają kilka opcji dopasowania zachowania czytnika. Wspomniałem o nich powyżej. Zaś „Obrazy” i „Dodatki” można sobie odpuścić.

 

Bemi Cognita CGA - ekran startowy

 

Nawigacja po menu czytnika nie jest specjalnie skomplikowana. Miałem już do czynienia z kilkoma innymi czytnikami bez ekranu dotykowego (TrekStor Pyrus, TrekStor Pyrus Mini, Pocketbook Basic Lux, Kindle 3 Keyboard, Lark Freebook 4.3). Tu nie jest specjalnie inaczej. Krawędziami środkowego przycisku przesuwa się podświetlenie poszczególnych elementów na ekranie a środkiem tegoż przycisku zatwierdza się wybór. Strony zmienia się tymże przyciskiem. Dolna i prawa krawędź odpowiada za wyświetlanie kolejnych stron, a lewa i górna krawędź – poprzednich. Przycisk powinien być większy, może w bardziej owalnym kształcie (jak w PocketBooku) czy kwadratowym (jak w TrekStorze). Sięganie do niego i ciągłe wciskanie na krawędzi w głąb obudowy nie jest zbyt wygodne na dłuższą metę.

 

Niestety, w przypadku tego czytnika nie wytrzymałem miesiąca testów przed opublikowaniem recenzji, jak to mam w zwyczaju. Nawet nie przeszkadzał mi brak dotykowego ekranu, także brak wbudowanego oświetlenia nie stanowił problemu. Mierziło mnie przede wszystkim formatowanie e-booków, które musiałem ciągle poprawiać przed ich wgraniem do czytnika. Aby e-booki wgrane do Bemi Cognity miały akceptowalny wygląd zwykle musiałem poddać je trzem modyfikacjom przy użyciu programu Calibre lub Sigil, a mianowicie: wbudowaniu na stałe do pliku EPUB ładnej czcionki, dodaniu podziału wyrazów oraz wyregulowaniu odstępów między linijkami. Czytnik nie umożliwia regulacji interlinii dla plików EPUB. Jednak dopiero po otwarciu pliku w czytniku można realnie zobaczyć, czy wprowadzone zmiany skutkują czytelnym e-bookiem. Bywało, że plik musiałem modyfikować ponownie, bo np. w Calibre wyglądał on inaczej niż w czytniku .

 

Ciekawostką jest obecność tzw. trybu nocnego (białe litery na czarnym tle). Nie należę do zwolenników takiego czytania, ale akurat w tym czytniku wspomniana opcja jest szczególnie bezużyteczna. Przy zmianie każdej kolejnej strony przez chwilę cały ekran jest biały a dopiero potem znowu czarny, co na dłuższą metę jest męczące. Gdy korzystamy z „normalnego” wyświetlaniu tekstu, warto zdefiniować pełne odświeżanie ekranu np. co 5 stron aby zminimalizować miganie ekranu.

 

W czytniku można włączyć tryb odwrócony (po lewej) choć jest on mało użyteczny z powodu migania ekranu przy każdej zmianie strony. Lepiej pozostać przy zwykłym wyświetlaniu i ustawić pełne odświeżanie co 5 stron (po prawej)

 

Sporym problemem w codziennym użytkowaniu jest powolne działanie czytnika. Reakcja na każde naciśnięcie przycisku jest opóźniona, a i książki (szczególnie obszerniejsze) wczytują się długo. Każda zmiana strony wiąże się z wyraźnie wyczuwalną chwilą oczekiwania co wytrąca z rytmu czytania. Zestawiając ekrany w Bemi i Kindle 3 Keyboard, siłą rzeczy porównałem także ich prędkość działania. Również w tym przypadku kilkunastoletni Kindle zdecydowanie wygrywa. Choć na korzyść Bemi należy dodać, że włącza się stosunkowo szybko, bo w około 13 sekund (do ekranu startowego). Dla porównania, wypuszczony na rynek czytnik inkBook Calypso Plus na uruchomienie potrzebuje aż ponad 30 sekund. Z uśpienia Bemi Cognita CGA wybudza się od razu.

 

Korzystanie z plików PDF w Bemi Cognita CGA to duże nieporozumienie, bo powiększenie tekstu do czytelnego powoduje wyświetlanie tylko fragmentu strony (po lewej), ale czasami może pomóc tryb rozpływu (reflow) (po prawej)

 

Poza powolną zmianą stron, „zwykłe” czytanie e-booków w formie plików EPUB idzie dość sprawnie pomimo braku dotykowego ekranu. Ale kłopot pojawia się, gdy chcemy korzystać z przypisów. Wtedy należy w podręcznym menu wejść w opcję pokaż przypisy, podświetlić ten właściwy i go wybrać. Jeśli mamy to nieszczęście, że przypisy są długie, odczytanie jednego może wymagać 19 lub więcej przyciśnięć klawiszy. Trochę się trzeba namachać. Jeśli w książce spis przypisów nie jest aktywny, to nie wiem, jak wrócić do ostatnio czytanego miejsca...

 

Bateria wystarcza na ponad tydzień intensywnego czytania, co jest średnim wynikiem. Czytnik ładuje się w kilka godzin. O ukończeniu ładowania informuje ikonka baterii „z ptaszkiem” (w prawym dolnym rogu ekranu głównego).

 

Bemi Cognita – gdzie kupić?

Czytniki marki Bemi znajdują się w ofercie wielu polskich detalistów. Bemi Cognita CGA oferowany jest w trzech wersjach kolorystycznych: z czarną, różową lub zieloną obudową. Kosztuje zazwyczaj 349 PLN.

 

Czytniki Bemi są w Polsce oferowane u detalistów i w oficjalnym sklepie chińskiego dystrybutora na Allegro (źródło: allegro.pl)

 

Dystrybutor ma także swój oficjalny sklep na Allegro. Choć jest dla mnie zaskoczeniem, że tego typu (prehistoryczny) czytnik wciąż jest oferowany, to z jeszcze większym zdziwieniem przekonałem się, że na Allegro jest on wciąż całkiem chętnie kupowany. Przy pierwszych czterech ofertach, które wyświetliło mi Allegro, w sumie wymienionych jest 25 zakupów. Co prawda recenzowany model bywa przeceniony na 282,69 PLN (plus dostawa), ale to i tak nie czyni go wartym uwagi zakupem.

 

 

Serdecznie także odradzam zakup za pośrednictwem OLX. Zostałem tam kilka razy oszukany przez sprzedających i olx.pl nie widzi w tym żadnego problemu.

 

 

Podsumowanie

Bardzo lubię czytniki książek między innymi za to, że bardzo długo mogą być używane bez obawy, że zaraz wejdzie nowy format książek i przy braku aktualizacji oprogramowania będzie kupować nowy sprzęt. Porzucanie wsparcia nawet dla dość nowych urządzeń to obecnie niestety ponura norma w świecie elektroniki użytkowej. Tymczasem mój sprawny i funkcjonalny Kindle 3 Keyboard, który niedawno recenzowałem, mam od ponad jedenastu lat. I wciąż cieszy moje oko! Jak więc widzicie, nie jestem przeciwnikiem prostych czy starych czytników.

 

Z czytnikiem Bemi Cognita CGA sprawa przedstawia się jednak zgoła inaczej. Nie mogę mu wybaczyć tego, że pod względem prędkości i funkcjonalności ma w zasadzie takie samo oprogramowanie jakie było w recenzowanym dziesięć lat temu czytniku TrekStor Pyrus. Gdyby to był sprzęt „archiwalny” - OK. Ale Bemi Cognita CGA to czytnik, który na bieżąco jest dostępny w sklepach, choć w bliższym kontakcie okazuje się, że pochodzi z zamierzchłej epoki. Działa dość opornie i czytanie na nim nie jest przyjemnością. Wbrew obietnicom dystrybutora, czytnik nie otwiera lub nie wyświetla poprawnie ani plików typu PDF ani MOBI. A co najgorsze, nawet odczytywane dość poprawnie pliki EPUB zazwyczaj wyglądają na nim brzydko i zanim zacznę czytać, muszę je sobie poprawiać. O ile jeszcze jakieś dziesięć lat temu Bemi Cognita CGA mógłby konkurować z innymi podobnymi urządzeniami, które wtedy były na rynku, o tyle teraz o takowe trudno. Ale dziś zarówno funkcjonalność jak i ślamazarność działania recenzowanego czytnika Bemi jest trudna do zaakceptowania, nawet dla bardzo mało wymagającego użytkownika. Tym bardziej, że ceny czytników Bemi nie są z minionej epoki.

 

Nie we wszystkim Bemi Cognita odstaje od innych czytników obecnych na rynku. Dobre słowo należy się za ekran, który ma całkiem niezły kontrast. Włączanie tego czytnika trwa na przykład znacznie krócej niż w przypadku obecnego dwa lata na rynku inkBooka Calypso Plus.

 

Bemi Cognita CGA

 

No cóż, gdyby się okazało, że przy zakupie Bemi Cognita CGA sklep dodaje klientowi trzy stówki, to zakup byłby warty rozważenia. Ale nie w przypadku, gdy to klient wydaje wspomniane trzy stówki lub nawet więcej. Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli macie wydać kilkaset złotych na czytnik Bemi, zdecydujcie się zamiast tego na jakiś współczesny nowy czy choćby używany model marki Kindle, PocketBook, Kobo lub Tolino. Zaś czytnik Bemi zdecydowanie sobie odpuśćcie. Szkoda pieniędzy i nerwów. Jeśli chcecie coś najtańszego, to choćby używka Kindle Classic za około 150 PLN i tak będzie lepsza od Bemi Cognita CGA.

 

Plusy:

- dobry kontrast tekstu na ekranie;

- obsługa kart pamięci;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- wyświetlanie zegarka na górnym pasku podczas czytania;

- polskie menu i klawiatura ekranowa;

- szybki start z uśpienia;

- średni czas pracy na jednym ładowaniu baterii;

- solidna obudowa.

 

Minusy:

- za drogi jak na jego możliwości;

- bardzo wolne działanie;

- błędne wyświetlanie plików MOBI;

- problem z otwieraniem większych plików PDF;

- błędne wyświetlanie plików PDF;

- bardzo długie otwieranie większych plików;

- głośne działanie przycisków;

- bardzo ograniczone możliwości dopasowania wyglądu e-booka;

- brak możliwości bezprzewodowej wysyłki plików (brak wi-fi);

- brak możliwości zmiany czcionki w plikach EPUB;

- brak ładnych czcionek;

- brak miniaturek okładek e-booków na stronie startowej (do momentu ich otwarcia);

- brak słowników.

 

Parametry wg dystrybutora:

Ekran: 6-calowy E-Ink Pearl, 1024×758 pikseli (212 ppi);

wymiary: 169×113×8,6 mm;

masa: 170 g (dystrybutor podaje 150g, ale moja waga kuchenna się z tym nie zgodziła);

procesor: Rockchip RK2818 600 MHz;

pamięć wewnętrzna: 4 GB (ok. 3,8 GB dostępne na pliki użytkownika);

łączność: micro-USB 2.0;

karta pamięci: microSD (do 32 GB);

język menu: polski, angielski, niemiecki, francuski, rosyjski, portugalski, hiszpański, holenderski, włoski;

wspierane formaty: EPUB, PDF (reflow) z Adobe DRM (ADEPT), MOBI (bez DRM), TXT, FB2, HTML, RTF;

system operacyjny: UCOS;

kolory obudowy (plecki, krawędzie oraz ramka wokół ekranu): różowy, czarny, zielony.

 

Oficjalna strona produktu: https://www.bemi-electronics.com/cgacolor

 

Like Reblog Comment
review 2023-03-05 09:40
Recenzja: Onyx Boox Poke 3 – tablet jako czytnik – czytnik jako tablet?

Onyx Boox Poke 3 przez producenta określany jest jako tablet. Podobnie zresztą jak inne tego typu urządzenia marki Onyx Boox. Choć przez ponad dwa miesiące testowałem Poke 3, to jednak nie będę tutaj wszystkich jego potencjalnych „tabletowych” funkcji recenzował. Siłą rzeczy funkcjonalność urządzenia jako tabletu jest mocno ograniczona przy niewielkim czarno-białym ekranie E-Ink, braku odbiornika GPS i średniej płynności działania pod kontrolą systemu Android. W moim teście konsumenckim skupiłem się więc (mimo oficjalnej klasyfikacji) głównie na funkcjach typowych dla czytnika. Będę więc recenzowane urządzenie w niniejszym te(k)ście określał jako „czytnik”. Choć jednocześnie w miarę możliwości i potrzeb próbowałem moje wrażenia rozszerzyć o doświadczenia płynące z możliwości, jakie daje Android 10.0.

 

 

Onyx Boox Poke 3

 

Onyx Boox Poke 3 od strony technicznej

Czytnik Onyx Boox Poke 3 miał premierę rynkową jesienią 2020 roku. Trzeba mieć na uwadze, że Onyx działa na rynku czytników mniej więcej tak, jak sieciówki odzieżowe na rynku mody. Ten czytnik nie jest już produkowany, i już raczej niedostępny w sklepach. Doczekał się też następcy. Jest nim Poke 4 Lite, który w porównaniu do Poke 3 ma ekran o mniejszej rozdzielczości, szybszy procesor i nowszy system operacyjny. Jeszcze kilka lat temu czytniki Onyx znane były z tego, że rzadko kiedy otrzymywały aktualizacje oprogramowania wewnętrznego. Szczególnie, gdy czytnik nie był już produkowany. Recenzowany model mam bodaj od roku i w tym czasie otrzymał dwie, może nawet trzy nowe wersje firmware’u, więc widać postęp w podejściu do klienta. Urządzenie testowałem z oprogramowaniem wewnętrznym w wersji 3.3.1.

 

W pudełku

 

Konstrukcja czytnika Poke 3 robi pozytywne wrażenie, głównie swoją prostotą i lekkością (150g). Choć w oczy rzuca się od razu także minus w postaci braku fizycznych przycisków zmiany stron. Jedyny przycisk to wyłącznik, umieszczony na górnej krawędzi obudowy. Na dolnej krawędzi znajdziemy gniazdo USB-C. I to wszystko. Prostotę podkreśla płaski front urządzenia, choć jest ona lekko złamana innym kolorem fragmentu ramki pod ekranem.

 

Onyx Boox Poke 3 - gniazdo USB-C znajduje się na dolnej krawędzi obudowy

 

Dotykowy ekran E-Ink Carta (1448 × 1072 piksele, 300 ppi) o przekątnej sześciu cali ma całkiem dobry kontrast. Pomimo płaskiego frontu (nad ekranem E-Ink są dodatkowe warstwy zabezpieczające) obraz jest całkiem ostry. Wypełnienie liter czernią jest dobre, ale tu bardzo wiele zależy od zachowania czytnika w stosunku do aplikacji, której używamy. Ekran Poke 3 przegrywa w bezpośrednim porównaniu z „wzorcowym” ekranem Kindle Voyage. Ale nie jest to nic niezwykłego niestety. Wiem, że to może być nudne, ale kolejne porównania wykazują, że nawet najnowsze czytniki słabiej wypadają w zestawieniu z dość już leciwym Kindle Voyage. Ekran Poke 3 na pewno nie jest zły, ale ma bardziej szare i trochę ciemniejsze tło. Zwykle nie widać na nim tzw. ghostingu (artefaktów z poprzednich stron) podczas czytania, ale przy korzystaniu z aplikacji mobilnych i owszem, mogą być widoczne „przebitki”. Wbudowane oświetlenie sprawuje się poprawnie. Ma duży zakres regulacji zarówno natężenia jak i temperatury barwowej. W dolnej krawędzi poniżej ekranu znajduje się pięć żółtych i sześć białych LED-ów, których światło reguluje się dwoma osobnymi suwakami. Dają one lekkie cienie, szczególnie przy dolnej krawędzi czytnika. Ogólnie jednak światło rozprowadzone jest równomiernie i podczas korzystania przestaje się zauważać te delikatne nierówności.

 

Wbudowane oświetlenie można regulować LED-ami żółtymi (ekran po lewej), białymi (ekran w środku) jak i obydwoma rodzajami jednocześnie (ekran po prawej)

 

Czytnik pracuje pod kontrolą Android OS 10.0 z firmową nakładką producenta urządzenia dostępną w języku polskim. Nie przypadła mi ona do gustu. Uważam, że jest nieprzemyślana albo przynajmniej jak dla mnie - nieprzyjazna. Ilość miejsc, w których poupychane są różne opcje i ustawienia sprawia zniechęcające wrażenie. To pierwszy czytnik, przy którym musiałem raz po raz sięgać do instrukcji obsługi, choćby po to, by znaleźć wyjaśnienie znaczenia bliżej nieokreślonych ikonek w menu. Onyx Boox udostępnia także swój „sklep” z aplikacjami, ale można też zarejestrować urządzenie na swoim koncie Google i uruchomić dostęp do Google Play. Powinno to umożliwić instalację większości aplikacji, których działanie na takim sprzęcie ma sens. Chyba tylko raz podczas testu spotkałem się z odmową wgrania aplikacji (niezgodne urządzenie).

 

Wyłącznik umieszczony na górnej krawędzi obudowy to jedyny fizyczny przycisk w Onyx Boox Poke 3

 

W środku znajduje się ośmiordzeniowy procesor 1,8 GHz z robiącą już mniejsze wrażenie bo niewielką (jak na Androida) pamięcią RAM (2 GB). Na pliki użytkownika jest ok. 32 GB pomniejszone o pliki systemowe, czyli ostatecznie niecałe 22 GB.

 

Zarówno menu jak i dołączona do czytnika papierowa, skrócona instrukcja obsługi, jest w języku polskim

 

W oprogramowaniu czytników Onyx wykryte zostały dziwne, niepotrzebne z punktu widzenia użytkownika, procesy łączenia się w tle z bliżej niezidentyfikowanymi chińskimi serwerami. Warto więc pamiętać, że nie jest to sprzęt do przechowywania wrażliwych danych. Osoby obeznane z tematem powinny rozważyć np. instalację firewalla.

 

Onyx Boox Poke 3 – (długie) początki

Ta część recenzji w zasadzie powinna być kopią instrukcji obsługi, rozszerzonej dodatkowo o moje porady i doświadczenia. Oczywiście nie jest to możliwe do wykonania i nie ma sensu. Ale krótko rzecz ujmując, jak sobie teraz uświadomię, ile musiałem w ciągu ostatniego miesiąca rzeczy w nim rozkminić, konfigurować i ustawiać aby zachowywał się on jakoś sensownie, to mi aż się dziwię, że wystarczyło mi czasu na czytanie.

 

Na początku warto ogarnąć ustawienia gestów (ekran po lewej) i opuszczanego menu (ekran po prawej)

 

Na początku koniecznie trzeba zaglądnąć do menu ustawień, co pomoże zmniejszyć ewentualną frustrację z korzystania z czytnika. Trzeba ogarnąć:

– Wyświetlanie systemu (tu można zmniejszyć rozmiar czcionki systemowej, co jest ważne dla czytelności opisów menu na małym ekranie);

– Ustawienia gestów (jak sobie poradzić gestami na ekranie przy braku fizycznych przycisków i bez brnięcia przez liczne opcje menu urządzenia).

 

Warto też chwilę poświęcić na edycję menu opuszczanego w prawym górnym rogu ekranu. Można (i należy) tam umieścić opcje, których nigdzie indziej nie da się (łatwo) znaleźć, a są przydatne. Ja dodałem wykonanie zrzutu ekranu i obracanie ekranu. Przy tej okazji warto wspomnieć, że obróceniu w Onyksie ulega nie tylko tekst w aplikacji ale i większość elementów, z menu czytnika czy wygaszaczem ekranu włącznie. Ale niektóre aplikacje (np. Legimi) będą to ignorować. Te opcje można też włączać na przykład za pomocą tzw. Kulki nawigacyjnej (więcej o niej poniżej). Opcji do wyboru jest cała masa, ale warto w panelu umieścić tylko niezbędne przyciski, aby nie komplikować sobie życia.

 

Wspomniana Kulka nawigacyjna to wyświetlany na ekranie cały czas przycisk, wywołujący podręczne menu. Ma to ułatwiać korzystanie z czytnika. Kulkę można umieścić dowolnie w różnych miejscach ekranu. Po jej dotknięciu pojawia się rozwijane i co ważne, edytowalne menu (można przypisać sześć różnych opcji). Można więc zdefiniować sobie szybki dostęp do potrzebnych funkcji, jak na przykład wybranie pełnego odświeżenia ekranu, wykonania zrzutu ekranu czy wyłączenia urządzenia. Dla mnie jednak okazało się to nieprzydatne, bo nie lubię jak coś mi się wyświetla na ekranie i na przykład zasłania tekst książki. Kulkę można niby wcisnąć gdzieś w kąt (da się też tak ustawić, aby sama tam się chowała), ale wtedy znowuż trudniej ją aktywować. Doceniam wysiłki producenta, żeby jakoś uprościć i uprzyjemnić użytkownikom korzystanie z zagmatwanego interfejsu czytnika, ale ten wynalazek do mnie nie przemówił. Gdyby menu przypisane do kulki było wywoływane fizycznym przyciskiem – cudo! Podobnie jest w czytnikach Bookeen. Ale jeśli „kulka” ma być (choć w części) ciągle na ekranie, to jednak zwyczajnie ją wyłączyłem.

 

Miłą opcją jest możliwość zdefiniowania własnego wygaszacza ekranu. Wiem, że to dodatek, ale od razu z tego skorzystałem. Jakoś nigdy mnie nie bawiły domyślne grafiki wgrane do czytnika. Do ustawienia wygaszacza służy osobna aplikacja „Wygaszacz ekranu”. Ma całkiem sporo ustawień i choć nie wszystkie z nich działają, to spokojnie można wgrać do pamięci i ustawić własną grafikę. Jako wygaszacz ekranu może służyć także ostatnio oglądana strona/grafika (np. bilet), co może być przydatne podczas podróży. Aby z tego skorzystać, należy wybrać w ustawieniach grafiki wygaszacza ostatnią pozycję, która jest opisana jako „Przezroczysty wygaszacz ekranu” (nie widać dokładnie tego napisu na ekranie, ale tak jest). Jako niezbyt przydatną ciekawostkę uznałem możliwość wyświetlania jako wygaszacza własnych notatek (np. lista zadań czy zakupów na dany dzień). Notatki trzeba sobie wcześniej wpisać na ekranie odręcznym pismem w aplikacji „Notatka z kalendarza”. W czytniku bez obsługi rysika jest to raczej słabe. Nie da się też wprowadzić większej ilości tekstu naraz (np. ważne daty na cały rok).

 

Zdecydowanie warto rozważyć włączenie sklepu Google Play, szczególnie jeśli nie chcemy się bawić w samodzielne pobieranie i instalowanie plików aplikacji. To trzeba sobie samodzielnie ogarnąć. Aktywacja jest w menu Aplikacje po wybraniu opcji „Zarządzaj aplikacjami” (trzy kreski w prawym górnym rogu ekranu). Na dole będzie pojawi się „Włącz Google Play”, co wywoła rejestrację urządzenia na własnym koncie Google przy pomocy GSF ID. Na szczęście robi się to tylko raz.

 

Onyx Boox Poke 3 posiada specjalne opcje (Optymalizuj - ekran po lewej stronie) przystosowania aplikacji mobilnych do pracy na ekranie E-Ink (ekran po prawej). Czasami to jedyna szansa korzystania z jakiegoś programu na czytniku

 

Przygotowanie Poke 3 do wygodnego korzystania wymaga dużo cierpliwości tudzież przedzierania się przez pierdylion ustawień i odkrywania do czego służą enigmatyczne ikonki powtykane w każdym zakątku menu czytnika. Także samodzielna instalacja aplikacji może przysporzyć niespodzianek, ponieważ wiele z nich może działać czy wyglądać zgoła inaczej niż się można tego po nich spodziewać. Podsumowując, przygotowanie czytnika do pierwszego czytania może już nieźle zmęczyć. A opisałem tylko absolutnie podstawowe akcje, które podjąć warto. Choć i tak pominąłem tak fundamentalne czynności jak choćby połączenie z wi-fi...

 

Onyx Boox Poke 3 na co dzień

Czytnik pracuje pod Androidem i na pewno nie należy do urządzeń, które wyjmujemy z pudełka i od razu zaczynamy używać. Choć książki można do niego wgrywać na wiele sposobów, to jednak bym sugerował instalację bezpłatnego programu Calibre, który powinien sprawę uprościć.

 

Korzystanie z czytnika nie jest tak wygodne jak w przypadku urządzeń nastawionych głównie na czytanie. Onyx Boox Poke 3 nie posiada na przykład jednej wspólnej biblioteczki. Każda aplikacja „sobie rzepkę skrobie”. Trzeba więc pamiętać, jaki tytuł i gdzie mamy dostępny. Czytnik można skonfigurować tak, aby startował np. z otwartą biblioteczką. Na dole głównego ekranu znajduje się pasek ikon odsyłających do: sklepu (nieprzydatne), systemu plików (nieprzydatne jeśli korzystamy tylko z e-booków, które i tak są w biblioteczce), aplikacji (zarówno własnych jak i domyślnie dostarczonych przez producenta służących m.in. do konfiguracji czytnika) oraz ustawień czytnika (w tym kolejne aplikacje służące do konfiguracji).

 

Pliki wgrane samodzielnie do czytnika znajdziemy w biblioteczce, której zawartość może być wyświetlana w postaci miniatur (ekran po lewej) lub listy (ekran po prawej) oraz sortowana np. według ostatniego otwarcia

 

Ciekawą opcją umilającą codzienne korzystanie są statystyki czytania. Należy je jednak traktować bardzo orientacyjnie. O ile udało mi się zorientować obejmują one tylko aktywność w domyślnie zainstalowanej aplikacji czyli Boox Neo Reader. Jeśli używamy KOReadera czy aplikacji Legimi, nie będzie to wzięte pod uwagę. W grupach dyskusyjnych pojawiają się raz po raz pytania o tego typu statystyki. Jako że wspomniana opcja to jednak rzadkość w czytnikach, obecna jeszcze tylko w urządzeniach marki Kobo, warto o niej wiedzieć.

 

Przy początkowej konfiguracji czytnika warto wyłączyć aplikacje działające w tle (ekran po lewej). A co do działań w tle - czytnik liczy statystyki czytania, ale chyba tylko przy korzystaniu z Neo Readera (ekran po prawej). 

 

Pomimo niezbyt długiej pracy na jednym ładowaniu baterii, zdecydowałem się tylko usypiać czytnik. Ustawiłem automatyczne wyłączanie dopiero po dwunastu godzinach bezczynności. Wyłączony czytnik uruchamia się (do ekranu startowego) ponad pół minuty. Uśpiony zaś, budzi się błyskawicznie. W trybie uśpienia Poke 3 nie wydaje się jakoś znacząco wyczerpywać baterii.

 

Onyx Boox 3 – bateria to osobna historia

Dla użytkowników urządzeń mobilnych z systemem Android nie jest tajemnicą, że bateria może być wyładowywana dość szybko. Szczególnie jest to widoczne w czytnikach, w których użytkownik może samodzielnie instalować aplikacje. Ale trzeba pamiętać, że nie wszystkie czytniki z Androidem mają krótki czas pracy na jednym ładowaniu. Bo były i są wciąż na rynku takie marki jak Sony czy Tolino. Czytniki te także pracują pod Androidem, choć nie dają możliwości instalowania aplikacji. Ładuje się je równie rzadko jak Kindle, Kobo czy PocketBooki. Jednak urządzenia inkBook czy Onyx Boox do takich nie należą i trzeba się liczyć z częstym podłączaniem tego typu urządzeń do ładowarki.

 

W Poke 3 nie jest inaczej. Trzeba pamiętać o częstym podłączaniu go do ładowarki. Jedno naładowanie baterii powinno wystarczyć na trochę ponad tydzień pracy czytnika. Tego typu wyniki osiągałem przy dość „oszczędnych” ustawieniach:

- usypianiu czytnika (wyłączał się przy bezczynności dłuższej niż 12 godzin);

- domyślnie wyłączonym oświetleniu ekranu (zwykle czytam przy zewnętrznym oświetleniu);

- sporadycznym pobieraniu plików przez wi-fi (wi-fi mam włączone i czytnik sam zarządza połączeniem);

- domyślnie wyłączonym BlueTooth (włączaniu tylko w razie korzystania z funkcji audio).

Podczas takiego korzystania bateria jest wyczerpywana w tempie około 10% (całkowitej pojemności) na dobę. Włączenie oświetlenia skróci czas pracy na jednym ładowaniu. Korzystanie z aplikacji typu Legimi może wyczerpywać baterię do 40% pełnego naładowania na dobę. Zaś na przykład aplikacja Wattpad drenuje ją w oczach.

 

Obok wspomnianych „oszczędnych” ustawień, warto jeszcze ogarnąć opcje usypiania aplikacji pracujących w tle. Znajdziemy je pod ikonką śnieżynki w prawym górnym rogu zakładki „Aplikacje”. Większość zainstalowanych programów można profilaktycznie uśpić, żeby mieć pewność, że coś nie zżera prądu, gdy tego nie potrzebujemy.

 

Onyx Boox Poke 3 – wgrywanie e-booków

Książki można wygrać do czytnika na bardzo wiele sposobów. Oczywiście zadziała kopiowanie plików z komputera przez kabel. Nie jest to zbyt wygodne, ponieważ pod MS Windows czytnik widoczny jest tylko w Eksploratorze Plików. Nie widać go choćby w Total Commanderze. Ale na szczęście można posłużyć się niezawodnym Calibre.

 

Onyx Boox zapewnia także własną usługę bezprzewodowego wysyłania oraz synchronizacji plików. Do dyspozycji otrzymujemy 5 GB na dysku sieciowym na własne pliki (e-booki, notatki). Konfiguracja usługi jest dość kłopotliwa i nie podejmuję się jej tutaj opisywać. Sam do końca nie wiem jak, ale udało mi się usługę uruchomić. W tym czasie przebrnąłem przez różnorodne odsyłacze, kody QR, rejestracje (przez przypadek?) na kilku serwerach, przy czym udzieliłem niezliczonych ilości zgód na przetwarzanie informacji. W każdym razie warto pamiętać, aby zawsze wybierać serwer europejski. Aż w końcu zainstalowałem na moim komputerze aplikację Send2Boox (wersja 0.1.1) i połączyłem ją z czytnikiem. Program nie został spolszczony, ale jest dostępny m.in. po angielsku (choć zdarzają się też komunikaty po chińsku). Ogólnie przesyłanie działa, a jeśli aplikacja na czytniku nie pobiera wysłanych tekstów, to trzeba zrestartować czytnik. Wyjątkiem są sytuacje, gdy w nazwach plików są polskie lub inne specjalne znaki diakrytyczne (np. ą, ż). Takie dokumenty giną w chmurze. Trzeba więc pamiętać, aby zmienić nazwę pliku jeszcze przed wysyłką, jeśli są niej polskie znaki. Usługa służy chyba tylko do wysyłki plików EPUB. Próba wysyłki pliku *.doc (MS Word) zakończyła się niepowodzeniem. Za denerwujące (lub „zabezpieczające”) można uznać, że logowanie na czytniku wygasa chyba po po trzech tygodniach i trzeba od nowa autoryzować dostęp do konta. Oczywiście usługa zawsze mi się wylogowuje, kiedy chcę przeczytać coś wysłanego przy jej pomocy, a nie mam dostępu do poczty, żeby odebrać kod potwierdzający logowanie…

 

Przy pomocy usługi Send2Boox nie uda się wysłać plików mających w nazwie polskie znaki (dwa przykłady na ekranie po lewej stronie) i choć ogólnie aplikacja na czytniku działa stabilnie, w razie kłopotów (ekran po prawej) trzeba zrestartować czytnik

 

Send2Boox funkcjonuje także jako wtyczka do przeglądarki WWW. Zrazu się bardzo tym ucieszyłem, widząc w niej alternatywę dla Push to Kindle. Niestety wtyczka Send2Boox potrafi generować ze stron WWW tylko dość pokraczne pliki PDF, co nie jest zbyt wygodną formą do czytania. Nie udało mi się wysłać utworzonego w ten sposób pliku automatycznie do czytnika. Również zapisanie strony WWW w przeglądarkowej wersji Send2Boox nie wgrało jej do czytnika. Przerosło mnie to albo zwyczajnie nie działa.

 

Poza tym można skorzystać z innych opcji związanych z możliwościami jakie daje Android OS i dostępne na ten system aplikacje mobilne. Powinny się sprawdzić aplikacje mobilne jak np. Dropbox, ale tego nie testowałem.

 

Boox Neo Reader – pliki EPUB

Boox Neo Reader jest domyślną aplikacją otwierającą pliki z czytnikowej biblioteczki. Podczas testu korzystałem głównie z e-booków w formacie EPUB, które pochodziły z polskich księgarń. Po otwarciu wyglądają one dobrze, choć nie od razu. Czasami musiałem chwilę poświęcić na modyfikację sposobu ich wyświetlania. A nie jest to łatwe. Neo Reader ma masę ustawień, które ma w różnych miejscach w postaci ikon czy opisów i często niewiele one mówią. Niektóre opcje zwyczajnie nie działają, albo ja nie byłem w stanie określić, na czym ich ewentualne działanie polega. Sytuację utrudnia fakt, że nie wszystkie pozycje menu są opisane, a jak już są opisane, to niekoniecznie jest to widoczne na ekranie. Interfejs programu Neo Reader (jak i samego czytnika) ewidentnie przeznaczony jest do korzystania na urządzeniach z większymi ekranami. Sprawia to wrażenie jednego wielkiego galimatiasu i dalekie jest nie tylko od elegancji co zwyczajnie od jakiegoś przemyślanego i zaplanowanego rozwiązania. Na wygląd tekstu mają też oczywiście wpływ czcionki. Ilość dostępnych w czytniku krojów przyprawia o zawrót głowy. Nie znalazłem ani jednej ładnej, ale Neo Reader akceptuje pliki wgrane przez użytkownika, więc używałem własnych. W czasie testów program działał bez specjalnego ociągania i zawiesił się bodaj raz. To bardzo dobrze jak na androidową aplikację.

 

Trzy ekrany ustawień tekstu w Neo Readerze (Krój pisma, Odstępy, Inne) - działanie niektórych parametrów wciąż jest dla mnie tajemnicą

 

Dla porównania zainstalowałem sobie także KOReadera. Ten program także nie ma zbyt przyjaznego menu, za to jak raz się go ogarnie to daje znacznie więcej możliwości dopasowania wyglądu tekstu. Niestety, Onyx nie potrafi się uruchamiać tak, aby wyświetlać ostatnio czytaną w KOReaderze książkę. To znaczy, jeśli sam go usypiam wyłącznikiem to tak, ale jak sam się uśpi lub wyłączy, trzeba znowu odpalać KOReadera od nowa.

 

Po zainstalowaniu mechanicznego lektora Google (ekran po lewej), będzie on zintegrowany z domyślnym programem Boox Neo Reader (ekran po prawej)

 

Z Neo Readerem została zintegrowana usługa TTS (mechanicznego lektora), która całkiem nieźle się sprawdza. Ja skonfigurowałem lektora Google. Wybrany głos (testowałem polski i angielski) brzmi dość naturalnie i nie przycina się. Można mieć zastrzeżenia co do wymowy niektórych zbitek czy słów (np. obco brzmiących nazwisk), ale ogólne wrażenia są zaskakująco pozytywne. Odsłuchiwać można przez słuchawki czy głośnik BlueTooth, ale też przy wykorzystaniu prostej przejściówki (USB-C-Mini jack) da się z powodzeniem korzystać ze słuchawek przewodowych.

 

Boox Neo Reader – pliki PDF

Czytanie plików PDF na Onyx Poke Poke 3 to było początkowo jedno z największych rozczarowań tego testu. Przy okazji kolejnych aktualizacji oprogramowania czytników tej marki słyszałem wiele dobrego o wprowadzanych zmianach w obsłudze PDF-ów. Ale w Neo Readerze brakowało mi jednego fundamentalnego usprawnienia – obracania ekranu. No i dopiero po tygodniu czy nawet więcej odnalazłem tę funkcję ale w opcjach samego czytnika a nie programu. Co ciekawe, obracanie ekranu działa także dla całego menu, a nawet wygaszacza ekranu. Więc jeśli potrzebujemy obrócić ekran, to wybieramy taką opcję z menu w prawym górnym rogu (przy zegarku) lub z Kulki nawigacyjnej i wszystko jest już obrócone. Podlegają temu także niektóre inne programy, jednak trudno powiedzieć które tak, a które nie (np. Legimi nie obraca się).

 

Przed korzystaniem z plików PDF trzeba najpierw odszukać opcję obracania ekranu (ekran u góry), bo dodatkowe opcje wyświetlania (ekran na dole) przydadzą się znacznie rzadziej

 

Czytnik dość szybko przetwarza pliki PDF. Poszczególne strony wczytują się sprawnie. Przy ekranie o przekątnej sześciu cali brakuje jednak trochę bardziej zaawansowanych funkcji jak choćby inteligentne obcinanie marginesów. Można jeszcze skorzystać z tzw. rozpływu (przetworzenie formatowania PDF-a na „zwykły” tekst), choć czasem ta opcja działa, a czasem nie. Neo Reader ma sporo ustawień pozwalających na modyfikację sposobu wyświetlania PDF-ów na czarno-białym ekranie. Można regulować kontrast czy nasycenie. Potrzeba i skuteczność tych narzędzi zależy od rodzaju czytanego dokumentu.

 

Boox Neo Reader - Tłumacz Google

Zdecydowanie największym atutem zarówno w Boox Neo Readerze jak i ewentualnie innych aplikacjach (np. KOReaderze) jest opcja korzystania z Tłumacza Google. Oczywiście nie jest to konieczne, jeśli posiadamy dobry słownik w pliku, ale akurat w przypadku języka polskiego jest z tym spory kłopot. Producenci czytników nas nie rozpieszczają i tylko PocketBook ma zainstalowany słownik angielsko-polski. Uzyskanie dostępu do usługi Google otwiera więc zupełnie nowe możliwości korzystania z tekstów obcojęzycznych.

 

Zintegrowanie Tłumacza Google (ekran po lewej) to bardzo mocny atut czytnika, choć przy przekładach z języków innych niż angielski, trudno oczekiwać cudów (ekran po prawej - „- Ależ, proszę pana, pana arcyksięcia Ferdynanda, tego z Konopisztu, tego tłustego, pobożnego” - tłum. Paweł Hulka-Laskowski)

 

Zainstalowanie aplikacji w czytniku umożliwia korzystanie z niej w różnych aplikacjach. Można też pobrać pliki słownikowe do wykorzystania wtedy, gdy nie mamy połączenia z internetem (off-line). Atutem korzystania ze słownika Google jest możliwość tłumaczenia nie tylko pojedynczych wyrazów ale i całych akapitów tekstu.

 

Onyx Boox Poke 3 - wypożyczalnia Legimi

Aplikacja mobilna Legimi działa w czytniku i da się czytać, ale trudno powiedzieć aby korzystanie z niej na recenzowanym czytniku było komfortowe na sto procent. Ogólnie program się uruchamia, można pobierać książki i czytać. Kłopot jest przy wybudzaniu, bo wtedy czytnik nie wraca sam do ostatnio czytanej strony. Każdorazowo po włączeniu czy wybudzeniu urządzenia musimy od nowa uruchamiać aplikację i otwierać ostatnio czytaną książkę. Raczej irytujące. Pomijam tu ułomności samej aplikacji, jak brak obsługi słowników oraz dopasowania jej do czarno-białych ekranów stosowanych w czytnikach książek. Program działa, ale zarówno prędkość jak i płynność w przypadku Poke 3 budzi moje wątpliwości. Pół biedy, gdy chodzi o wybieranie opcji menu. Ale na dłuższą metę męczy czekanie na wczytywanie kolejnej strony, szczególnie podczas otwierania kolejnego rozdziału. Po aktualizacji aplikacji Legimi do wersji 3.15.0 nie mogę już ustawić jej tak, aby czcionka w e-bookach była w miarę normalna, a nie mocno pogrubiona. Wcześniej było to możliwe. Czytać się da, ale nie wygląda to tak jak powinno. Jednak największym mankamentem korzystania z aplikacji Legimi na Poke 3 pozostaje błyskawiczne drenowanie baterii czytnika. Przykładowo podczas niezbyt intensywnego korzystania, poziom naładowania spadł do ok. 60% przez pierwszą dobę po naładowaniu akumulatora do pełna.

 

Choć Legimi działa sprawnie, to nie udało mi się uruchomić poprawnie starej (oszczędnej) wersji aplikacji (ekran po lewej), zaś w przypadku nowej (ekran po prawej) problemem pozostaje pogrubiona czcionka

 

Wśród porad na temat korzystania z aplikacji Legimi na czytnikach Onyx Boox, najczęściej pojawia się taka, aby zainstalować ją w wersji 2.60.9. Niestety, na Poke 3 to nie zadziałało. Zainstalowałem tę starszą wersję aplikacji, ale pomimo udzielenia jej wszystkich możliwych zgód (w tym także na wykonywanie połączeń telefonicznych), nie udało mi się pobrać żadnej książki spośród znajdujących się na mojej półce. Za każdym razem otrzymywałem informację, że wystąpił błąd i trzeba sprawdzić połączenie z siecią. A połączenie sieciowe było aktywne, bo aplikacja się synchronizowała i pokazywała zawartość mojej półki czy katalogu księgarni.

 

Dlaczego warto i tak rozważyć instalację Legimi? Po pierwsze Poke 3 nie jest liczony do limitu urządzeń jako czytnik lecz jako tablet, a po drugie jeśli ktoś lubi mieć w aplikacji dostęp do zawartości całego katalogu usługi – tu jest to możliwe.

 

Onyx Boox Poke 3 – Serwis Wattpad

Co jakiś czas pojawiają się pytania o czytnik, na którym można czytać teksty z serwisu Wattpad. Onyx Boox Poke 3 umożliwia instalację mobilnej aplikacji. Nie mogę jednak potwierdzić, że zawsze będzie ona działać poprawnie. Jedna z wersji, którą miałem zainstalowaną jako pierwszą, nijak nie chciała wyświetlać poprawnie tekstu. Wszystkie litery były z obwódką, która dość skutecznie uniemożliwiała czytanie. Nie pomagały żadne „dostosowania”, które ma czytnik. Bieżąca wersja (styczeń 2023 r.) z kolei daje radę, choć formatowanie tekstu jest brzydkie. Linijki są bardzo blisko siebie, a przerwy między akapitami za to przepastne. No i tekst wyrównywany jest do lewego marginesu. Oczywiście nie ma podziału wyrazów. Ale warto podkreślić, że brak możliwości ładnego wyświetlania porządnie sformatowanego tekstu to raczej cecha tej aplikacji, a nie problem jej działania na czytniku. W korzystaniu na czytniku przeszkadza także brak przycisku „wstecz”. Ale na szczęście działa odpowiedni gest (przesunięcie palcem po ekranie od dołu do góry po prawej stronie ekranu).

 

Z pierwszej zainstalowanej aplikacji Wattpad (ekran po lewej) nie dało się korzystać. Dopiero aktualizacja (ekran po prawej) wyświetlała poprawnie tekst

 

Poza wymienionymi wyżej wadami trzeba się przygotować na sporadyczny brak reakcji na dotyk (wywołanie menu), denerwującą animację zmiany stron i jeszcze bardziej denerwujące reklamy pojawiające się w trakcie czytania. Pozbycie się ich to wydatek 22 PLN/mies. Nie wiem, kto by mógł być tak zdesperowany, skoro w podobnej cenie można mieć dostęp do porządnej literatury w polskich wypożyczalniach. No bo zapomniałem dodać, że wszystkie te wspomniane wyżej niedogodności i tak bledną jednak w obliczu poziomu lektur, które próbowałem czytać w ramach tego testu…

 

A, jest jeszcze jedno do dodania. Czy wspominałem, że aplikacja Legimi błyskawicznie drenuje baterię? No to tu muszę stwierdzić, że aplikacja Wattpad ją zwyczajnie pożera, razem z kopytami.

 

Serwis Pocket na Poke 3

Przetestowałem jeszcze jedną ważną dla mnie usługę – Pocket. Korzystam z niej na czytnikach Rakuten Kobo i sprawdza się na nich świetnie. Niestety tylko na urządzeniach tej marki działa ona domyślnie. Ale od czego androidowa aplikacja mobilna?

 

Aplikacja mobilna Pocket wyświetla artykuły z WWW w postaci tekstowej (ekran po prawej), ale nie ze wszystkimi stronami daje sobie radę i może przejść w tryb przeglądarki internetowej (ekran po lewej) co nie jest już takie wygodne na czytniku

 

Wersja mobilna Pocket na Poke 3 instaluje się i działa poprawnie. Artykuły ze stron WWW są przesyłane na nasze konto choćby dzięki wtyczce „Pocket (formerly Read It Later)” (Chrome, Opera) lub „Wyślij do Pocket” (Firefox). Co ciekawe, jest ona obecnie częścią Firefoksa. Jeśli uda się pobrać tekst ze strony WWW, to wszystko gra. Niestety nie zawsze to (za)działa. Czasem aplikacja mobilna pokazuje je jak w przeglądarce internetowej. Oznacza to, że nie można czytać jak na czytniku – strona po stronie. Trzeba przesuwać tekst palcem, co może sprawdzi się na wyświetlaczu telefonu, ale na ekranie E-Ink nie jest już takie fajne. Odpuściłem.

 

Onyx Boox Poke 3 – firmowy sklep z aplikacjami, inne aplikacje

W czytniku są już zainstalowane różnorodne aplikacje, jak też firmowy „sklep” z programami do pobrania. Z ich funkcjonalnością i użytecznością bywa różnie. Ale generalnie większość tego, co próbowałem uruchomić (i czego uruchomienie na Poke 3 miało sens) to zadziałało. Przykry zawód spotkał mnie w przypadku domyślnie zainstalowanego czytnika kanałów RSS. O ile mogłem dodać bloga z serwisu blogspot.com i pokazywały mi się nowe wpisy, to już ich odczytanie było już na czytniku niemożliwe z powodu jakiegoś bliżej nieokreślonego błędu.

 

Czytnik RSS poprawnie rozpoznał kanał blogger.com (ekran po prawej), ale nie udało mi się czytać wpisów (ekran po lewej)

 

Zbiór aplikacji wybranych do firmowego sklepu powinien wystarczyć większości użytkowników, ale niekoniecznie w naszym kraju. Co prawda znajdziemy tu Tłumacza Google, KOReadera czy Wattpad, ale brakuje tego, co ważne na naszym rynku – na przykład Legimi czy Empik Go. To trzeba sobie ogarnąć na przykład instalując potrzebne programy samodzielnie z plików lub uruchamiając wcześniej na czytniku sklep Google Play.

 

W Poke 3 mamy zestaw aplikacji wybranych przez producenta (ekran po prawej) ale można też uruchomić usługi Google, w tym sklep Google Play (ekran po lewej)

 

Podsumowanie

Onyx Boox Poke 3 to przykład całkiem ładnego i niezłego sprzętu z zainstalowanym w miarę nowym Andoidem. To do mnie częściowo przemawia, ale gorzej z realizacją w praktyce. W czytniku brakuje fizycznych przycisków zmiany stron. W codziennym korzystaniu przeszkadza także pierdylion opcji menu, ustawień zarówno systemowych jak i firmowych aplikacji, które są czasami źle opisane, a bywa, że wręcz nie działają. Do tego dochodzą niemożliwe do przeczytania opisy i brak jednej wspólnej biblioteczki na książki użytkownika (prawie każda aplikacja ma swoją). Wszystko to powoduje, że korzystanie z Poke 3 staje się jednym wielkim galimatiasem i jest dalekie od komfortowego. Dzięki w miarę nowej wersji Android OS, Poke 3 daje spore możliwości korzystania z mobilnych aplikacji, co do mnie częściowo przemawia. Jednak trzeba pamiętać, że nie ma pewności iż będą działać sensownie wszystkie aplikacje, które na takim sprzęcie mogą się wydawać użyteczne.

 

Onyx Boox Poke 3 producent opisuje jako tablet z ekranem E-Ink

 

Również niezadowalająco wypadają w praktyce dość oczywiste opcje, jak czytanie plików PDF czy korzystanie z aplikacji mobilnych służących do czytania. W przypadku e-booków w formacie PDF brakuje opcji przystosowania tekstu do wygodnego czytania na sześciocalowym ekranie. Zaś korzystanie z aplikacji typu Legimi czy Wattpad wiąże się z niezbyt sprawnym ich działaniem przy błyskawicznym wyczerpaniem baterii czytnika.

 

Jestem zmęczony korzystaniem z Poke 3. Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli koniecznie potrzebujecie możliwości instalacji aplikacji mobilnych na urządzeniu z ekranem E-Ink, Onyx Poke 3 może to zapewnić (choć niekoniecznie będą one działać płynnie). Ale do wygodnego czytania i skupienia się na tekście warto pomyśleć o przyjaznym czytniku innej marki, zaprojektowanym po prostu do czytania.

 

Plusy

- możliwość instalowania najnowszych wersji aplikacji mobilnych (także z Google Play Store);

- prosta, solidna konstrukcja;

- częste aktualizacje oprogramowania;

- możliwość korzystania z Tłumacza Google;

- spolszczone menu (przeważnie);

- gniazdo USB-C;

- szybkie przetwarzanie plików PDF;

- duże możliwości konfiguracji;

 

Minusy

- przesadnie skomplikowany w konfiguracji i użytkowaniu;

- nie startuje na ostatnio czytanej stronie (np. z Legimi, Empik Go);

- brak fizycznych przycisków zmiany stron;

- nieprzyjazny interfejs;

- braki w tłumaczeniach interfejsu;

- błyskawiczne drenowanie baterii przy korzystaniu z aplikacji Legimi;

- ekspresowe drenowanie baterii przy korzystaniu z aplikacji Wattpad;

- mały wybór okładek na czytnik (zarówno firmowych jak i firm trzecich);

- łączenie się w tle z chińskimi serwerami;

 

 

Dane techniczne Onyx Boox Poke 3 (wg producenta):

 

Ekran: przekątna 15,2 cm (6 cali) ekran E-Ink Carta z wbudowanym oświetleniem i rozdzielczością 1448×1072 pikseli, 16 odcieni szarości, dotykowy, 300 ppi, wbudowane oświetlenie z regulacją temperatury barwowej;

Waga: 150 g;

Rozmiary: 153×107×6,8 mm

Pamięć: ok. 22 GB wewnętrznej (32 GB pomniejszone o pliki systemu operacyjnego);

Obsługiwane formaty tekstowe: TXT, HTML, RTF, FB2, FB2.zip, DOC, DOCX, PRC, MOBI, CHM, EPUB, PDF, DjVu, ;

Obsługiwane formaty graficzne: JPEG, BMP, PNG, TIFF, CBR, CBZ;

Łączność: Wi-Fi, BT;

Audio: TTS (Google, Baidu), MP3, WAV;

Procesor: 2,8 GHz (ośmiordzeniowy);

Pamięć RAM: 2 GB;

System: Android OS 10.0;

 

Oficjalna strona produktu: https://onyxboox.com/boox_poke3

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

Like Reblog Comment
review 2022-09-24 17:05
Recenzja: Kobo Libra 2 z ekranem E-Ink Carta 1200

Czytniki książek elektronicznych marki Kobo obecne są na rynku od 2010 roku. Firma Rakuten Kobo ma ugruntowaną pozycję na wielu rynkach. Jako pierwsza wypuściła na rynek czytnik z regulowaną temperaturą barwową oświetlenia (model Kobo Aura ONE recenzowałem na blogu). Kobo chwali się też, że pierwszy wodoodporny czytnik był ich produkcji, co akurat nie jest prawdą. Pierwszym tego typu czytnikiem był PocketBook Aqua, zaś Kobo Aura H2O trafił na rynek jako drugi.

 

Kobo Libra 2

 

W każdym razie marka Kobo wprowadzała w swoich czytnikach pionierskie rozwiązania, które dziś są standardem w tego typu urządzeniach. W tym roku Kobo oficjalnie rozpoczyna sprzedaż swoich urządzeń bezpośrednio klientom z Polski. Jest to więc dodatkowa okazja do recenzowania modelu z bieżącej oferty - Kobo Libra 2.

 

Kobo Libra 2 od strony technicznej

Kobo Libra 2 sprzedawany jest od października 2021 roku. Jako jeden z pierwszych wyposażony był w ekran E-Ink najnowszej generacji Carta 1200. W Librze 2 ma on przekątną siedmiu cali (17 cm) i najwyższą dostępną obecnie rozdzielczość 300 ppi (1680 × 1264 piksele). Ekran jest zagłębiony w obudowie, ale oczywiście jest dotykowy i ma wbudowane oświetlenie o regulowanej temperaturze barwowej (ComfortLight PRO). Co do wyrazistości i kontrastowości ekranu nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Podobnie jest w przypadku równomierności rozprowadzania oświetlenia. Kobo Libra 2 może pod tym względem równać się z (wciąż wzorcowymi) Kindle Voyage czy Kobo Aura ONE.

 

Fizyczne przyciski zmiany stron umieszczone są na prawej ramce okalającej ekran

 

Na prawej ramce otaczającej ekran umieszczone są dwa oddzielone od siebie, lekko wystające w górę przyciski zmiany stron. Dzięki temu wyraźnie można wyczuć nie tylko, który z nich naciskamy, ale i kiedy powinny zareagować na nacisk. Przyciski działają pewnie i sprawnie. Nie ma problemu jeśli chcemy, aby znajdowały się one po lewej stronie. Wystarczy obrócić czytnik, a czujnik położenia spowoduje, że tekst na ekranie od razu zostanie szybko obrócony. W bocznej krawędzi obudowy znalazło się miejsce na gniazdo USB-C. Służy ono do ładowania akumulatora jak i przesyłania plików z komputera. Wyłącznik umieszczony jest na pleckach, które są gumowane. Kobo Libra 2 jest obecnie jedynym czytnikiem tej marki, który ma wersję z czarną lub białą obudową. Urządzenie jest wodoodporne.

 

Kobo Libra 2 wyłącznik ma na pleckach, zaś gniazdo USB-C na bocznej krawędzi

 

W środku znalazło się miejsce na procesor taktowany zegarem 1 GHz, który na pewno nie należy do demonów szybkości, ale mimo tego okazuje się zupełnie wystarczający. Czytnik pracuje bardzo sprawnie, płynnie i nie zacina się. Posiada on 32 GB wbudowanej pamięci wewnętrznej, zaś do dyspozycji czytelnika pozostaje ok. 29,8 GB. Kobo Libra 2 waży 194g.

 

Czytnik posiada także łącze Bluetooth służące do odsłuchu audiobooków. Niestety, dotyczy to tylko pozycji pochodzących z firmowej księgarni lub wypożyczalni. Nie można słuchać na nim własnych plików audio.

 

Na rynku jest kilka bardzo podobnych do Libry 2 (po lewej) czytników, na przykład PocketBook Era (po prawej)

 

Obecnie na rynku jest kilka bardzo podobnych rozwiązań. Fizyczne przyciski zmiany stron umieszczone na bocznej ramce znajdziemy także w Kindle Oasis 3 i PocketBooku Erze. Warto wspomnieć o jeszcze jednym bardzo podobnym czytniku. Obecny na niemieckojęzycznych rynkach czytnik Tolino Vision 6 jest od strony sprzętowej odpowiednikiem Kobo Libra 2. Czytniki mają tylko inne logo marki oraz fakturę na pleckach. Tolino nie ma funkcji audio. Obydwa urządzenia mają całkowicie różne oprogramowanie. Kobo oparte jest na Linuksie, a Tolino na Androidzie.

 

Zestawienie czytników z ekranem o przekątnej 7 cali

 

 

Kindle Oasis 3 (10. generacja)

Kobo Libra 2

PocketBook Era

ekran (przekątna)

17,7 cm (7”)

17,8 cm (7”)

17,8 cm (7”)

ekran [piksele]

E-Ink Carta

1680 × 1264

(300 ppi)

E-Ink Carta 1200

1680 × 1264

(300 ppi)

E-Ink Carta 1200

1680 × 1264

(300 ppi)

płaski front

tak

nie

tak

ekran dotykowy

tak

tak

tak

wodoodporność

tak

tak

tak

wbudowane oświetlenie

tak

tak

tak

regulacja temperatury barwowej oświetlenia

tak

tak

(ComfortLight PRO)

tak

(SMARTlight)

pamięć wewnętrzna [GB]

8/32

32

16/64

procesor [GHz]

1 GHz

1 GHz

2 × 1 GHz

masa [g]

188

215

228

wymiary [mm]

159 × 141 × 3,4–8,3

161,6 × 144,6 × 9

155 × 134,3 × 7,8

fizyczne przyciski zmiany stron

tak

tak

tak

kolor obudowy

grafitowy, złoty

czarny, biały

miedziany (sunset copper), srebrny (stardust silver)

dodatkowe uwagi

TTS (tylko angielski), Send-to-Kindle, opcja łączności 4G

BT audio, zintegrowana usługa Pocket, USB-C, menu po polsku

BT audio, głośnik, TTS Ivona, USB-C, menu po polsku, Legimi, Empik Go, Dropbox, Send to PocketBook

premiera rynkowa [rok]

2019

2021

2022

cena katalogowa [EUR]

 

190

??

cena [PLN]

999,99 (8 GB)

1 199,99 (32 GB)

879

999 (16 GB)

1 199 (64 GB)

 

Warto jeszcze wspomnieć, że czytniki Kobo są produkowane na Tajwanie, a nie w ChRL jak większość elektroniki użytkowej, z którą mamy teraz do czynienia na co dzień. Zapewne wiąże się to z większymi kosztami dla producenta, ale też może być wyznacznikiem produktu lepszej jakości.

 

Ekosystem Kobo

Obecnie wszystkie czytniki Kobo (poza Mini) mają spolszczone menu. Nie wiem jak czy wpłynie to na „otoczenie” Libry 2. Na rynkach, gdzie do tej pory czytniki Kobo były sprzedawane oficjalnie, miały także firmową księgarnię, a czasem także wypożyczalnię e-booków i audiobooków. Oczywiście z książkami w lokalnym języku. Tego na razie w Polsce brak. Księgarnia Kobo (póki co) nie ma wiele polskojęzycznych tytułów (poza nielicznymi wyjątkami np. z self-publishingu, PWN, PZWL).

 

Czytniki Kobo domyślnie połączone są z firmową księgarnią (ikona Discover na głównym ekranie), ale brak w niej (póki co) polskojęzycznych tytułów

 

Nawet jeśli księgarnia Kobo zacznie oferować polskie e-booki i audiobooki, to trzeba pamiętać, że będą one zapewne chronione zabezpieczeniem Adobe DRM. Polskie księgarnie zarzuciły ten mechanizm, ponieważ jest drogi (dla wydawców i księgarzy), zawodny (łatwo go usunąć) i niewygodny dla klientów. Teoretycznie zakupiona w firmowej księgarni książka może być otwierana tylko na autoryzowanym urządzeniu (np. czytniku Kobo). Zaś praktycznie jeśli ją chcemy swobodnie kopiować między swoimi urządzeniami, a w szczególności potrzebujemy przegrać na inny czytnik (np. Kindle) można lub nawet trzeba usunąć DRM. Nie jest to trudne, robi się to tylko raz z danym plikiem, ale trzeba mieć ten problem na uwadze przed ewentualnymi zakupami w księgarni Kobo.

 

Aplikacja mobilna Kobo może służyć do czytania zarówno tytułów pochodzących z firmowej księgarni (ekran po lewej) jak i dodanych własnych tytułów znajdujących się np. w pamięci telefonu (pierwszy tytuł na ekranie po prawej). Te drugie jednak nie będą synchronizowane z czytnikiem

 

Kobo ma także aplikację mobilną. Poza książkami z firmowej księgarni można też do niej zaimportować także własne pliki znajdujące się na przykład w pamięci telefonu. Jednak postępy czytania tak dodanego tytułu nie będę synchronizowane między urządzeniami. Kobo posiada również aplikację komputerową, która służy do zarządzania książkami znajdującymi się na koncie w firmowej księgarni.

 

Korzystanie z formatu Kobo EPUB niesie ze sobą dodatkowe korzyści, jak na przykład statystyki czytania (ekran po lewej) i odznaki czytelnicze (ekran po prawej)

 

Czytniki Kobo najlepiej radzą sobie z dwoma formatami e-booków: EPUB oraz Kobo EPUB. Jeśli mamy na dysku komputera pliki w którymś z tych formatów, wystarczy je skopiować do pamięci urządzenia przy użyciu kabla USB. Lepiej jednak poświęcić chwilę i zainstalować bezpłatny program Calibre. Może on w locie (podczas kopiowania) konwertować pliki EPUB na format Kobo EPUB. Po co? Daje to w czytniku większe możliwości, jak na przykład rozbudowane opcje modyfikowania wyglądu tekstu czy wyświetlanie statystyk czytania. Można także na Kobo spokojnie czytać e-booki w formacie MOBI, ale ich obsługa nie jest tak sprawna. Pliki PDF natomiast lepiej sobie odpuścić. Czytnik nie posiada wystarczająco dużego ekranu, aby je czytać komfortowo bez przykrawania, a w urządzeniu brak odpowiednich narzędzi (np. dzielenia strony dokumentu na kolejno wyświetlane ekrany) do komfortowego czytania takich dokumentów.

 

Możliwości modyfikacji sposobu wyświetlania pliku PDF nie ma za wiele, w zasadzie  tylko skalowanie (ekran po lewej). Jednak to co ustawimy na jednej stronie aby dała się przeczytać, na drugiej może już być nieadekwatne (ekran po prawej)

 

Warta podkreślenia jest dbałość Rakuten Kobo o użytkowników czytników tej marki. Nawet bardzo stare, od wielu lat nieprodukowane urządzenia wciąż otrzymują aktualizacje oprogramowania i są wzbogacane o nowe funkcje tak samo jak najnowsze czytniki. To dziś raczej niespotykane podejście w świecie elektroniki użytkowej. Producent podchodzi raczej liberalnie do modyfikowania oprogramowania wewnętrznego czytników przez użytkowników. Obecnie mamy do czynienia z zalewem systemów zamkniętych, gdzie użytkownik jest pozostawiony z tym, co producent uznał za wystarczające. Dość często kolejne aktualizacje oprogramowania służą głównie zamykaniu ewentualnych luk, dzięki którym użytkownicy np. mogą dopasowywać oprogramowanie do własnych upodobań. Natomiast Kobo temu nie przeciwdziała a nawet wydaje się, że wprowadza do oficjalnej wersji funkcje, które wcześniej wymyślili i nieoficjalnie dodali do swoich czytników użytkownicy.

 

Podsumowując, warto pamiętać, że ekosystem Kobo należy do bardziej zamkniętych. Co prawda bez problemu można wgrywać własne pliki przez kabel czy odłączyć czytnik od macierzystej księgarni, ale bardzo brakuje możliwości wgrywania bezprzewodowego własnych e-booków.

 

Kobo Libra 2 a polskie wypożyczalnie e-booków (Legimi, Empik Go)

Czytniki Rakuten Kobo nie współpracują z polskimi wypożyczalniami e-booków. Jeśli potrzebujemy dostępu do Legimi lub Empik Go, polecam czytniki PocketBook lub Kindle. Jedną z przyczyn jest to, że Kobo posiada własną usługę abonamentową. Nazywa się ona Kobo Plus i jest dostępna dla czytelników (tudzież słuchaczy) w Holandii, Belgii, Francji, Portugalii, Włoszech, Kanadzie, Australii oraz Nowej Zelandii. Przykładowo w Holandii abonamentowy dostęp do e-booków lub audiobooków kosztuje 10 EUR/mies., zaś w przypadku e-booków i audiobooków jednocześnie – 13 EUR/mies. Trudno się więc spodziewać, że czytniki Kobo będą otwarte na polską konkurencję. Ale skoro Legimi i Empik Go są dostępne na czytnikach Kindle, to kto wie?

 

Wypożyczalnia e-booków Kobo we Francji oferuje obecnie ok. 500 tys. tytułów (źródło: fnac.com)

 

Kobo Libra 2 – na co dzień

Czytniki Kobo powiązane są z firmową księgarnią. Pierwsze uruchomienie wymaga więc domyślnie zalogowania się na konto Kobo. Można jednak to jednak obejść. Niewielka strata, bo w firmowej księgarni generalnie brak jest polskojęzycznych publikacji (więcej o tym we wpisie „Poradnik: Jak używać czytnik Kobo BEZ REJESTRACJI?”).

 

Integracja czytnika z usługą Pocket (menu „Moje artykuły” na ekranie po lewej) pozwala na gromadzenie i wygodne czytanie artykułów ze stron WWW (ekran po prawej)

 

Warto natomiast zalogować się w usłudze Pocket. Jeśli wcześniej nie korzystaliśmy z tego serwisu, lepiej założyć sobie wcześniej konto korzystając z komputera. Od razu też warto pomyśleć o instalacji wtyczki Pocket do przeglądarki internetowej, tudzież aplikacji mobilnej. Dzięki nim będzie można wysyłać ciekawe artykuły ze stron WWW prosto do czytnika. Dla mnie czytanie tego typu tekstów na czytnikowym ekranie, do tego bez reklam jest bardzo ważną funkcją czytnika i korzystam z niej na bieżąco. Jedyną wadą jest to, że dostęp do aplikacji Pocket na czytniku jest ukryty w menu Więcej/Moje artykuły zamiast skrótu na głównym ekranie.

 

Ikonki umieszczone w górnej części ekranu startowego dają dostęp do regulacji oświetlenia (ekran środkowy), połączeń wi-fi, informacji o baterii (ekran po lewej), synchronizacji (ekran po prawej) i wyszukiwarki

 

Obecnie ekran startowy Kobo jest trochę przeładowany, ale wciąż funkcjonalny. Górny pasek ikon przy górnej krawędzi daje dostęp do takich funkcji czytnika jak: regulacja oświetlenia ekranu, połączenie wi-fi, poziom naładowania baterii, synchronizacja oraz wyszukiwanie. Poniżej paska ikon wyświetlane są cztery miniatury okładek ostatnio czytanych książek. Niżej znajdziemy cztery pola odsyłające do biblioteczki (Moje książki) lub propozycji księgarskich (Odkryj kolejną świetną lekturę). Zaś pasek czterech dużych ikon na samym spodzie odsyła do ekranu startowego (Strona główna), czytnikowej biblioteczki (Moje książki), księgarni (Discover) oraz ustawień i dodatkowych funkcji czytnika (Więcej).

 

 Jak już wspomniałem wyżej, do wgrywania e-booków do czytnika najlepiej używać Calibre. Ale nic też nie stoi na przeszkodzie kopiowania plików z komputera przy użyciu kabla USB lub ze smartfona korzystając z USB OTG (więcej we wpisie: „Jak wgrać książki do czytnika Kobo?”).

 

Biblioteczka z widokiem listy (ekran po lewej) i miniatur okładek (ekran po prawej)

 

Ekran biblioteczki pokazuje książki wgrane do pamięci czytnika. Zawartość księgozbioru możemy wyświetlać wykorzystując liczne sposoby filtrowania i sortowania. Główne zakładki biblioteczne nazywają się Książki, Autorzy, Serie oraz Kolekcje. Tak pogrupowane tytuły można filtrować według źródła formatu, postępów czytania czy pochodzenia oraz sortować według daty dodania, otwarcia, tytułu, autora, typu pliku czy rozmiaru pliku. Widok biblioteczki ma także dwa tryby wyświetlania książek – w postaci listy lub miniaturek okładek. Opcji jest więc całkiem sporo. Kobo pod tym względem ustępuje chyba tylko PocketBookom.

 

Kobo Libra ma duży zakres płynnej regulacji wielkości czcionki, odstępów między wierszami oraz marginesów (ekran po lewe) ale także pogrubienia tekstu (ekran po prawej)

 

Książki można otwierać zarówno z poziomu ekranu głównego jak i biblioteczki. Aplikacja służąca do wyświetlania e-booków wygląda zrazu prosto, ale ma zaskakująco dużo opcji modyfikacji wyglądu tekstu oraz dodatkowych opcji. Modyfikacji wyglądu tekstu służy menu ukryte pod ikoną „Aa” (prawy górny róg ekranu), które wywołuje się dotknięciem ekranu w środkowej części. Tu wybiera się przede wszystkim krój czcionki. Niestety zainstalowane w czytniku czcionki bezszeryfowe mają kłopot z ładnym wyświetlaniem polskich znaków. Na pocieszenie należy podkreślić, że w Kobo znajdziemy dwa najładniejsze (moim zdaniem) czytnikowe kroje: Caecilia oraz Kobo Nickel. Poza tym można tu modyfikować wielkość tekstu, odstępy między wierszami, marginesy oraz justowanie. I nie są to po trzy ustawienia jak w większości czytników. Mamy tu naprawdę wielostopniowy zakres dość płynnej regulacji. A gdyby tego było mało, w ustawieniach zaawansowanych można także zmieniać grubość i ostrość używanej czcionki. Pod tym względem rozwiązanie z czytników Kobo należy traktować jako wzorcowe.

 

W czytniku można włączyć informacje o postępach czytania (ekran po prawej) w rozdziale (nagłówek) oraz całej książce (stopka) (ekran po prawej)

 

Ważną cechą Kobo jest to, że można sobie ekran ustawić tak, że nie będziemy mieli na nim nic poza samym tekstem książki. Jeśli jednak chcemy wyświetlić coś dodatkowo, nie ma problemu. Do dyspozycji jest choćby dyskretny pasek pokazujący postępy czytania. W nagłówku można włączyć szczegółową informację o miejscu w książce w odniesieniu do rozdziału (wraz z jego tytułem), zaś w stopce dla całej książki (wraz z jej tytułem). W ustawieniach (ikonka trybiku) dostępnych z poziomu książki można m.in. zdefiniować częstotliwość odświeżania strony (ja mam co rozdział), orientacji strony czy trybu ciemnego (nocnego). Jedyny (dla mnie) problem to brak opcji wyświetlenia zegarka.

 

Duże możliwości dopasowania wyglądu tekstu, w połączeniu z bardzo dobrą jakością ekranu, wpływają pozytywnie na wrażenia z lektury na recenzowanym czytniku. Strony zmieniają się płynnie i nic nie przeszkadza w czytaniu, choć lekkie zacięcia można zauważyć przy szybkim kartkowaniu tekstu. Konstrukcja czytnika umożliwia wygodne trzymanie czytnika zarówno w lewej jak i prawej ręce. Fizyczne przyciski są dobrze ulokowane i zdecydowanie pomagają w płynnym czytaniu.

 

Czytnik dobrze sprawdzi się trzymany lewą ręką (zdjęcie po lewej) jak i prawą (zdjęcie po prawej), ponieważ żyroskop szybko dopasowuje orientację tekstu na ekranie do położenia urządzenia

 

Nowością w czytnikach Kobo (od września 2022 r.) jest spolszczone menu. To miłe, że kolejny producent zauważył nasz rynek. Szkoda, że spolszczenie nie wyszło poza tłumaczenie napisów. Przede wszystkim zabrakło polskich słowników. Ale dzięki klawiaturze ekranowej, którą wzbogacono o polskie znaki, można także notatki pisać po polsku. Choć producent zaliczył w jej przypadku wpadkę, bo polskich znaków nie znajdziemy w klawiaturze wyświetlanej w oknie wyszukiwania, które jest na stronie głównej. Ale już wywołanie wyszukiwarki z poziomu książki wyświetla poprawną klawiaturę. W zakresie spolszczenia producent ma jeszcze sporo do dopracowania.

 

 W czytniku znajdziemy także opcję podkreślania i notatek (ekran po lewej) oraz możliwość wyszukiwania zaznaczonych słów w słowniku, książce, Wikipedii czy dzięki wyszukiwarce Google (ekran po prawej)

 

Podsumowując, Kobo Libra 2 to bardzo przyjemny czytnik, który sprawdza się w codziennym użytkowaniu. Fizyczne klawisze zmiany stron są wyraźnie wyczuwalne a ich działanie jest bez zarzutu. Bardzo odpowiada mi zarówno wielkość czytnika jak i jego wzornictwo. Dodatkowym atutem, od niedawna, jest także menu i klawiatura ekranowa w języku polskim.

 

Kobo Libra 2 - przydatne modyfikacje

Jak już wspomniałem, producent czytników Kobo nie blokuje możliwości modyfikacji oprogramowania wewnętrznego. Powstało więc całkiem sporo poprawek i uzupełnień, które rozszerzają możliwości czytników Kobo poza to, co otrzymujemy wraz z oryginalnym oprogramowaniem. Czasami sposób wprowadzenia zmian jest całkiem prosty, bo wymaga edycji tekstowego pliku konfiguracyjnego. Plik eReader.conf znajduje się w katalogu „.kobo/Kobo” czytnika. Można go bezpiecznie zmieniać przy pomocy edytora tekstowego (np. Notepad++).

 

Do bardziej zaawansowanych zmian potrzebna jest instalacja specjalnej wersji pliku instalacyjnego zawierającego łatki (tzw. patche). Zwykle działają one dla wszystkich czytników Kobo. Cały czas są one kontrolowane, uzupełniane i dodawane przez społeczność skupioną wokół forum MobileRead. Ich nieprzemyślana instalacja potencjalnie wiąże się z niebezpieczeństwem uszkodzenia oprogramowania wewnętrznego, więc wszystkie ewentualne modyfikacje wykonujecie na własną odpowiedzialność. Przywołam teraz tylko najważniejsze i (moim zdaniem) najbardziej przydatne.

 

i) pierwsze co robię w nowym czytniku, to wyłączenie potwierdzenia przy podłączeniu czytnika do komputera przez kabel USB. Wystarczy wpis w pliku konfiguracyjnym:

[DeveloperSettings]

AutoUsbGadget=true

 

ii) z czytnika Kobo można korzystać także bez połączenia z firmową księgarnią, choć domyślnie jest ono wymagane. Szczegółowo opisałem procedurę odłączenia we wpisie „Poradnik: Jak używać czytnik Kobo BEZ REJESTRACJI?”. Jeśli czytnik mamy już zarejestrowany, wystarczy modyfikacja pliku konfiguracyjnego:

[ApplicationPreferences]

SideloadedMode=true

 

iii) nie za bardzo wiem w tym momencie, czy spolszczenie menu wiąże się także z dodaniem dzielenia wyrazów zgodnie z polskimi regułami. Ja akurat mam w Librze 2 dodany już wcześniej plik, który za to jest odpowiedzialny. Sposób jego dodawania opisałem w poradniku „Podział wyrazów w czytnikach Kobo”.

 

iv) czytniki Kobo nie mają problemu z wyświetlaniem okładek zarówno w biblioteczce jak i w postaci wygaszacza ekranu. Jeśli jednak chcemy sobie ustawić własną grafikę jako wygaszacz, nie ma problemu. W takim przypadku zachęcam do lektury poradnika „WŁASNY wygaszacz ekranu w CZYTNIKU Kobo – poradnik”.

 

v) dla osób bardziej wymagających w pracy z tekstem, może być przydatna opcja eksportowania własnych notatek. W Kobo jest to możliwe. Więcej informacji na ten temat zawarłem we wpisie „Notatki w czytniku Kobo – jak wyeksportować?”. Najprostszym sposobem jest dodanie odpowiedniego wpisu do pliku konfiguracyjnego i wykorzystanie nowej opcji w menu. Należy dopisać:

[FeatureSettings]

„ExportHighlights=true”

 

vi) pomimo spolszczenia menu, w czytnikach nie został dodany żaden polski słownik. Można sobie jednak wgrać własny plik. Jak to zrobić, opisałem w poradniku „Własny SŁOWNIK w czytniku Kobo – problem rozwiązany”.

 

vii) można także w czytniku tworzyć listę słówek poszukiwanych w słownikach. W Kobo ta funkcja nazywa się „Moje słowa”. Więcej o niej można znaleźć we wpisie: „Aktualizacja: SŁÓWKA do nauki języków OFICJALNIE dostępne w czytnikach KOBO”.

 

viii) jeśli komuś brakuje zegarka wyświetlanego podczas czytania, można temu zaradzić. A w tym przypadku to już trochę bardziej skomplikowane. Zainteresowanych odsyłam do źródła na Githubie.

  

Kobo Libra 2 – gdzie kupić?

Od niedawna Rakuten Kobo sprzedaje swoje czytniki oraz firmowe akcesoria (w tym okładki) bezpośrednio do Polski. To duży krok naprzód, bo do tej pory mogliśmy kupować czytniki Kobo tylko za granicą lub w nielicznych polskich sklepach, które sprowadzały je nieoficjalnie. Jeśli cena jest priorytetem, przed zakupem warto jednak sprawdzić ceny na przykład w Amazonie. Bywa, że nawet z kosztami przesyłki do Polski, zakup tam może być tańszy.

 

Kobo Libra 2 w firmowym sklepie Kobo (źródło: https://eu.kobobooks.com/pl)

 

Podsumowanie

Moim zdaniem Kobo Libra 2 to jeden z najlepszych czytników, jakie są obecnie na rynku. Przekonuje mnie wzornictwo, solidne wykonanie, jakość ekranu oraz stabilne działanie. Również spolszczone (w końcu) oprogramowanie wewnętrzne czytnika bardzo dobrze zachowuje równowagę pomiędzy dużymi możliwościami (np. w zakresie wyglądu tekstu), a prostotą obsługi. Nie bez znaczenia jest niespotykana (już dziś) dbałość firmy o klienta, która przejawia się w bardzo długim i regularnym aktualizowaniu oprogramowania czytników nawet dawno już nieprodukowanych. Z drugiej strony wiem, że nie jest to czytnik dla każdego. Najbardziej może brakować wysyłki bezprzewodowej własnych plików oraz dostępu do polskich wypożyczalni e-booków. Otwarta pozostaje kwestia, czy w firmowej księgarni pojawią się polskie książki...

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli nie korzystacie z polskich wypożyczalni e-booków, pieniądze wydane na Kobo Libra 2 zwrócą się w postaci przyjemności płynącej z czytania.

 

Kobo Libra 2

 

Plusy:

- lekka i solidna konstrukcja;

- najnowszy ekran E-Ink Carta 1200 (szybka zmiana stron i wysoki kontrast);

- regulacja temperatury barwowej oświetlenia;

- znakomita i precyzyjna reakcja na dotyk (wywoływanie odsyłaczy, zakreślenia tekstu);

- stabilne i sprawne działanie;

- polskie menu;

- sprawne fizyczne przyciski zmiany stron;

- duże możliwości dopasowania wyglądu tekstu;

- możliwości samodzielnej (bardziej i mniej zaawansowanej) modyfikacji oprogramowania wewnętrznego;

- bardzo dobra integracja z usługą Pocket;

- przynajmniej dwie ładne czcionki (Caecilia, Kobo Nickel);

- wirtualne nagrody za czytanie;

- wodo/pyłoodporność;

- możliwość instalacji własnego wygaszacza ekranu;

- powiększanie rycin zawartych w tekście;

- polska instrukcja obsługi w czytniku;

 

Minusy:

- brak bezprzewodowej przesyłki własnych plików;

- brak polskich słowników;

- pełna funkcjonalność (np. statystyki czytania) tylko z plikami KEPUB;

- brzydkie wyświetlanie polskich znaków w napisach menu, spisach treści i siedmiu zainstalowanych krojach bezszeryfowych;

- brak współpracy z polskimi wypożyczalniami e-booków (Legimi i Empik Go);

- słaba obsługa PDF;

- (nieliczne) błędy spolszczenia.

 

Dane techniczne Kobo Libra 2 (według producenta):

Wymiary: 161,6 × 144,6 × 9 mm;

Masa: 215 g;

Ekran: przekątna 17 cm (7”) E-Ink Carta 1200, 1680 × 1264 pikseli, 300 ppi, dotykowy, wbudowane przednie oświetlenie z płynną regulacją poziomu natężenia i temperatury barowej;

Procesor: 1 GHz;

Łączność bezprzewodowa Wi-Fi (802.11 b/g/n);

Kolor: czarny;

Pamięć wewnętrzna: 32 Gb (ok. 29,8 GB na pliki użytkownika);

Złącze USB-C;

Czcionki: 11 krojów (możliwość instalacji własnych krojów czcionek) z płynną regulacją wielkości (55 stopni);

Obsługiwane języki (menu oraz słowniki): angielski, chiński, duński, francuski, japoński, niemiecki, hiszpański, holenderski, japoński, włoski, kataloński, portugalski, szwedzki, turecki;

Obsługiwane formaty e-booków: EPUB, EPUB3, FlePub, PDF, MOBI, JPEG, GIF, PNG, BMP, TIFF, TXT, HTML, RTF, CBZ, CBR;

Audio: BT, audiobooki z firmowej księgarni;

Dodatkowe cechy: wodoodporność, polska instrukcja obsługi,;

Wersje kolorystyczne: czarna, biała.

 

Strona produktu: https://eu.kobobooks.com/pl/products/kobo-libra-2

 

[Aktualizacja 20 VII 2023 r.]

Wszystkie czytniki Kobo, w tym Kobo Libra 2, można teraz kupić także w polskim sklepie czytio.pl. Szczegóły we wpisie „Sklep Czytio sprzedaje także czytniki Kobo”.

 

Kobo Libra 2 w Czytio (źródło: czytio.pl)

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

 

 

 

 

 

Like Reblog Comment
review 2022-09-03 16:00
Recenzja: „Dziecięca” wersja Kindle Paperwhite 5 Kids Edition (2021)

Wraz z premierą bieżącego modelu Kindle Paperwhite, Amazon zaoferował także wersję przeznaczoną specjalnie dla młodszych czytelników – Kindle Paperwhite Kids Edition. Na blogu recenzowałem już poprzednią edycję, czyli Kindle 10 Kids Edition. Czas przyglądnąć się bieżącemu modelowi. Czym różni się on od „zwykłego” Kindle Paperwhite 5, i czy warto rozważyć zakup tej wersji dziecięcej? Zapraszam do lektury krótkiego testu.

 

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition od strony technicznej

Pod względem sprzętowym Kindle Paperwhite 5 Kids Edition nie różni się niczym od podstawowej wersji Kindle Paperwhite 5 z 8 GB pamięci wewnętrznej. Po podłączeniu do komputera, czytnik zamelduje się jako Kindle z ok. 6,5 GB pamięci dostępnej dla użytkownika. Ale najważniejszym atutem tego czytnika pozostaje dotykowy ekran E-Ink Carta 1200 o przekątnej 6,8 cala. Pod kątem kontrastu i nasycenia nie można mu nic zarzucić, choć może nie jest tak dobry, jak się zapowiadało. Ale na pewno jest bardzo szybki. Wbudowane oświetlenie ma regulowane natężenie oraz temperaturę barwową. Jeśli ktoś z niego korzysta, można sobie dobrze dopasować kolor światła padającego na ekran.

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition pod względem technicznym nie różni się od „zwykłego” Kindle Paperwhite 5

 

Wyróżnikiem wersji Kids Edition jest dołączona firmowa okładka. Jest ona nawet od razu na czytnik założona. W poprzedniej wersji była zapakowana osobno. Dzięki takiemu rozwiązaniu pudełko, w którym otrzymujemy czytnik jest wyraźnie mniejsze niż to było z Kindle 10 Kids Edition. Zapewne wybrano takie rozwiązanie, bo teraz opakowanie zajmuje mniej miejsca w magazynie. Sama okładka jest dość pancerna i ciężka. Czytnik wraz z nią waży ok. 320 g, więc całkiem sporo jak na urządzenie z ekranem o przekątnej 6,8 cala. Dostępne są trzy wersje kolorystyczne: czarna, leśna i robocikowa.

 

Czytnik ma już założoną okładkę, tu wersja czarna

 

Czytnik objęty jest także specjalną, dwuletnią gwarancją, która oficjalnie obejmuje także fizyczne uszkodzenie ekranu. Jednak warto pamiętać, że czytnik nie jest przeznaczony na polski rynek. W razie reklamacji, może się okazać, że zastępcze urządzenie Amazon będzie chciał dostarczyć na terenie RFN lub Wielkiej Brytanii (w zależności od tego, gdzie pierwotnie czytnik był zakupiony).

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition pierwsze kroki

Uruchomienie czytnika nie różni się od tego, co trzeba zrobić przy starcie zwykłego Kindle Paperwhite 5. Należy połączyć się z internetem, zalogować na amazonowe konto i wtedy następuje automatyczne aktualizowanie oprogramowania wewnętrznego czytnika. Do tej pory nie można było samodzielnie aktualizować oprogramowania z pliku. Nie wiem, jak to wygląda obecnie, ale po kilku kolejnych samoczynnych aktualizacjach, czytnik otrzymał najnowszą dostępną wersję firmware'u.

 

Pierwsze uruchomienie czytnika wygląda podobnie jak w przypadku zwykłej edycji Kindle Paperwhite 5

 

Poprzednia wersja Kindle 10 Kids Edition domyślnie pracowała w trybie „dziecięcym”. Teraz jest inaczej, należy go dopiero włączyć. Mi się to zrazu nie udało, ponieważ na polskim koncie nie jest dostępna usługa abonamentowa Amazon Kids+. W sumie więc nawet jeśli bym chciał, to nie bardzo mam jak uruchomić czytnik w trybie „dziecięcym”, skoro nie posiadam konta w niemieckim lub brytyjskim Amazonie i jednocześnie miejsca zamieszkania (a pewnie i banku) w RFN czy Wielkiej Brytanii. Jako, że nie miałem parcia na uruchomienie wypożyczalni Kids+, to nie kombinowałem z „przenoszeniem się” choćby na chwilę do wspomnianych krajów.

 

 

Próba włączenia abonamentu Amazon Kids+ nie uda się dla polskiego konta (ekran po prawej) i czytnik może zaproponować wyrejestrowanie (ekran po lewej), wtedy należy się wycofać z tych ustawień i dalej korzystać jak ze zwykłego Kindelka

 

Po ukończeniu rejestracji czytnika i wycofaniu się z ekranu rozpoczynającego korzystanie z Kids+, czytnik połączył się z moim kontem i wykonał synchronizację tytułów znajdujących się na moim koncie. Jeśli jednak mimo wszystko chcemy używać trybu „dziecięcego”, można stworzyć dodatkowy profil użytkownika (dla dziecka) i korzystać z czytnika zgodnie z jego nazwą. Trzeba jednak pamiętać, że będą się wtedy wyświetlać tylko odpowiednie dla młodego czytelnika e-booki zakupione lub wypożyczone w firmowej księgarni. W abonamencie Kids+ lektury dostosowane są dla grup wiekowych 3-5 lat, 6-8 lat oraz 9-12 lat.

 

Przy włączeniu konta dziecięcego z poziomu ustawień czytnik zaproponuje aktywację abonamentu Amazon Kids+ (ekran po lewej), ponieważ w tym trybie nie można wgrywać do czytnika własnych plików i biblioteczka będzie pusta (ekran po prawej)

 

Zarządzanie odbywa się np. poprzez tzw. „Parental Dashboard” (np. parents.amazon.com). Nawet podłączenie czytnika do komputera przy pomocy kabla nie pozwala na transfer własnych plików. W sumie więc ten tryb pracy urządzenia jest u nas bezużyteczny.

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition codziennie użytkowanie

W sumie więc Kindle Paperwhite 5 Kids Edition w codziennym użytkowaniu niczym się nie różni od „zwykłego” Kindle Paperwhite 5, którego recenzowałem na początku tego roku. Zainteresowanych odsyłam więc do wpisu „Recenzja: Kindle Paperwhite 5 (2021) czyli najszybszy EKRAN na rynku”.

 

Z czytnika można korzystać jak ze zwykłego Kindle Paperwhite 5. Mamy dostęp do firmowego sklepu (ekran po prawej) i własnej biblioteczki (ekran po lewej)

 

Czytnik Kindle Paperwhite 5 Kids Edition może w pełni korzystać z amazonowych usług, jak na przykład dostęp do firmowej księgarni, biblioteczki na koncie użytkownika czy bezprzewodowej wysyłki poprzez Send-to-Kindle. Nie jest w żaden sposób „okrojony” czy „ograniczony” w stosunku do „zwykłej” wersji. Czytanie na nim jest przyjemne i jedyne co mnie denerwuje to brak okładek wgranych przeze mnie e-booków i to zarówno w czytnikowej biblioteczce jak i na wygaszaczu ekranu. Początkowo to działało, tak mniej więcej ze dwa tygodnie. Potem nagle przestało. Niektóre książki okładki mają, inne nie. I nie widzę w tym reguły. Drugi problem wiąże się ze sporymi marginesami, których nie można zlikwidować. Radzę sobie z tym, poprzez modyfikację i wgrywanie do czytnika plików AZW3 przy pomocy kabla. Więcej na ten temat znaleźć można we wpisie „Poradnik: Jak zrobić MIŁY dla oka plik dla czytników Kindle?”.

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition, gdzie kupić?

Niestety, wersja Kids Edition jest dostępna w Europie tylko dla klientów z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Nie zamówimy jej do Polski. Można więc zamówić do paczkomatu na terenie RFN (np. blisko granicy) lub skorzystać z usług pośrednika pocztowego. Przetestowałem zarówno paczkomaty, Mailboxde jak i jednego z polskich przewoźników (np. BS-CAR, BODY CAR). W tym ostatnim przypadku w skrócie wygląda to tak, że:

- kupujemy przez Allegro usługę u polskiego pośrednika (ok. 30-50 PLN) i otrzymujemy adres na terenie Niemiec;

- zamawiamy Kindle Oasis 3 wskazując wspomniany niemiecki adres (przesyłka jest bezpłatna na terenie RFN);

- pośrednik przesłaną do niego przez Amazon paczkę przekazuje polskiej firmie kurierskiej;

- otrzymujemy numer śledzenia przesyłki i czekamy na czytnik.

 

Na terenie RFN lub Wielkiej Brytanii czytnik można zamówić np. do paczkomatu, który może być zlokalizowany w jakimś sklepie (Londyn, sierpień 2022 r.)

 

Więcej szczegółów można znaleźć we wpisach: „Poradnik: Jak zamówić Kindle Oasis 3 do Polski (teraz taniej o 50 EUR)” oraz „Jak kupić Kindle Oasis 2 z dostawą do Polski”.

  

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

(8 GB, wi-fi, czarny, bez reklam, okładka czarna)

149,99 EUR (ok. 710 PLN)

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

(8 GB, wi-fi, czarny, bez reklam, okładka szmaragdowy las)

149,99 EUR (ok. 710 PLN)

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

(8 GB, wi-fi, czarny, bez reklam, okładka sen robota)

149,99 EUR (ok. 710 PLN)

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

(16 GB, wi-fi, czarny, bez reklam, okładka czarna)

169,99 EUR (ok. 765 PLN)

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

(16 GB, wi-fi, czarny, bez reklam, okładka szmaragdowy las)

169,99 EUR (ok. 765 PLN)

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

(16 GB, wi-fi, czarny, bez reklam, okładka sen robota)

169,99 EUR (ok. 765 PLN)

 

Czytnik kosztuje (w wersji z 8 GB pamięci wewnętrznej, w komplecie z firmową okładką) 149,99 EUR. Do tego należy doliczyć ew. koszty przesyłki do Polski (przez pośrednika pocztowego – ok. 50 PLN). W czasie akcji promocyjnych Kindle Paperwhite 5 Kids Edition bywa przeceniany w niemieckim Amazonie do 100-120 EUR. Tak jest na przykład teraz, gdy piszę te słowa. Wraz z kosztami przesłania do Polski daje to obecnie kwotę ok. 595-615 PLN (w zależności od kosztów przesyłki do Polski). Tymczasem Kindle Paperwhite 5 (oczywiście bez okładki) kosztuje normalnie w polskim Amazonie 689,99 PLN.

 

Podsumowanie

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition nie różni się zarówno sprzętowo jak i pod względem sposobu korzystania od „standardowego” Kindle Paperwhite 5. To solidne urządzenie z bardzo szybkim ekranem. Jest to więc potencjalnie ciekawa propozycja dla osób, które chcą mieć tańszy czytnik Kindle (zakupiony w czasie promocji) w komplecie z firmową okładką i nie boją się zamawiania przez pośrednika pocztowego. Zakup takiej wersji powinny rozważyć także osoby, którym zdarza się uszkodzić ekran. Dwuletnia gwarancja (nawet jeśli realizowana np. w Niemczech) może być warta uwagi.

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli macie tendencje do „pękania ekranów” w waszych czytnikach, warto kupić sobie spokój i przejść procedurę zamówienia przez pośrednika pocztowego aby zamówić Kindle Paperwhite 5 Kids Edition.

 

Kindle Paperwhite 5 Kids Edition

 

Plusy

- solidna konstrukcja;

- firmowa okładka dołączona w komplecie;

- bardzo dobry i bardzo szybki ekran (czas zmiany stron, kontrast i wypełnienie czernią tekstu);

- płaski front;

- znakomita reakcja na dotyk;

- stabilność i prostota oprogramowania;

- bezprzewodowa wysyłka e-booków (również z polskich księgarni);

- regulacja temperatury barwowej oświetlenia;

- powiększanie rycin i tabel zawartych w książce;

- wodoodporność (a przy okazji trochę pyłoodporność);

- ładne czcionki (np. Caecilia, Bookerly);

- możliwość instalowania własnych czcionek (OTF, TTF);

- możliwość instalowania własnych słowników;

- szybkie i sprawne przetwarzanie plików PDF;

- możliwość wyświetlania zegarka podczas lektury;

- bardzo dobry stosunek jakości/możliwości do ceny, szczególnie przy samodzielnym zakupie z niemieckiego Amazonu (w czasie promocji cenowych);

- współpraca z wypożyczalniami: Legimi i Empik Go;

- dwuletnia gwarancja także na ekran (może nie obowiązywać w Polsce).

 

Minusy

- brak dostawy do Polski;

- ekran o trochę słabszym kontraście niż np. w starszym modelu Kindle Voyage;

- małe możliwości istotnej regulacji (a w zasadzie redukcji) wielkości marginesów;

- brak fizycznych przycisków zmiany stron;

- brak spolszczenia (instrukcji obsługi, menu, klawiatury, słowników);

- mało opcji dostosowania PDFów do małego ekranu;

- brak możliwości wymuszenia justowania tekstu;

- okładki wgranych książek mogą się nie pojawiać, albo też mogą się pojawiać i chyba nikt do końca nie wie, jakie są reguły rządzące tym zjawiskiem.

 

Parametry Kindle Paperwhite 5 Kids Edition wg producenta:

Ekran: przekątna 17,3 cm (6,8 cala) ekran E-Ink Carta 1200 i rozdzielczością 300 ppi, 16 odcieni szarości, dotykowy, z regulacją temperatury barwowej oświetlenia;

Masa: 205g (320 g z dołączoną okładką);

Rozmiary: 174,2 × 124,6 × 8,1mm;

Żywotność baterii: do 10 tygodni;

Pamięć: ok. 6,5 GB wewnętrznej (8GB pomniejszona o pliki systemu operacyjnego);

Czcionki: 10 krojów łacińskich czcionek;

Obsługiwane formaty tekstowe: Kindle Format 8 (AZW3), Kindle (AZW), TXT, PDF, MOBI, PRC;

Łączność: Wi-Fi, USB-C;

System: linux;

Główne funkcje: słowniki (bez polskiego), przeszukiwanie książek (klawiatura ekranowa bez polskich znaków), zakładki, wbudowana przeglądarka WWW, abonament Amazon Kids+ niedostępny w Polsce.

 

Odsyłacze do sklepu, zawarte w tekście, są częścią programu afiliacyjnego Amazon

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

Like Reblog Comment
text 2022-08-05 09:18
Szybki test sklepowy: Huawei MatePad Paper

W niewielu sklepach można obecnie na żywo przetestować czytniki książek. Nie mogłem się więc oprzeć pokusie i wstąpiłem do Huawei Flagship Store w Berlinie. A to za przyczyną Huawei MatePad Paper.

 

Sklep firmowy Huawei w Berlinie (lipiec, 2022 r.)

 

Stosunkowo nowy produkt marki Huawei pomyślany jest co prawda nie jako typowy czytnik książek, ale raczej tablet wyposażony w rysik, tyle że z ekranem z papieru elektronicznego. Jest przykładem coraz liczniej obecnych na rynku urządzeń przeznaczonych do wykonywania odręcznych notatek, czytania czy korzystania z różnorodnych aplikacji mobilnych, a przy okazji bardziej przyjaznych dla oczu bo wyposażonych w „papierowy” ekran. Do tej pory podobne urządzenia znajdziemy w ofercie licznego grona chińskich marek jak: Onyx Boox, Boyue, iFlytek, Hanvon, iReader. Mamy też przykład spoza Chin - Remarkable. Z firm liczących się na rynku czytników, do tej pory tego typu urządzenia zaprezentowało Kobo (Kobo Elipsa, Kobo Sage) oraz Bookeen (Bookeen Notéa).

 

Porównanie wielkości Huawei MatePad Paper z Kobo Libra 2 

 

Huawei MatePad Paper wzbudza zaufanie swoim wzornictwem. Miło się go trzyma w ręku. Jest całkiem spory w porównaniu do większości czytników, bo wyposażono go w dotykowy czarno-biały ekran o przekątnej 10,3 cala o rozdzielczości 1 872 x 1 404 piksele (227 ppi). Wymiary urządzenia to 225,2 x 182,7 x 6,65 mm. Tablet posiada wbudowane oświetlenie, ale jego jakości nie mogłem w sklepie ocenić. Brakuje natomiast regulacji temperatury barwowej oświetlenia, co w tego typu sprzęcie powinno być już normą. Pod kątem kontrastu i wyrazistości teksu ekran prezentuje się całkiem nieźle, choć bezpośrednie porównanie z Kobo Libra 2 (akurat taki czytnik miałem przy sobie) wypada na korzyść Kobo. Producent nie pomyślał niestety o fizycznych przyciskach zmiany stron.

 

Ekran Kobo Libra 2 przy Huawei MatePad Paper

 

Ogólnie czytnik wydaje się działać sprawnie. Czas reakcji nie jest tak szybki, jakby wskazywała na to specyfikacja techniczna (ośmiordzeniowy procesor HUAWEI Kirin 820E, 4 GB pamięci operacyjnej). Jednak domyślnie zainstalowane aplikacje, które uruchamiałem na czytniku będąc w sklepie, działały żwawo. Oczywiście nie była to prędkość najnowszych tabletów, ale też urządzenia z ekranem z papieru elektronicznego aż tak szybkiej reakcji właśnie ze względu na specyfikę ekranu mieć na razie nie mogą.

 

Ciekawą opcją jest tłumaczenie na bieżąco tekstu dokumentu wgranego do pamięci urządzenia. Ekran można wygodnie podzielić na dwie części. Z jednej strony wyświetlany jest oryginał, z drugiej – tłumaczenie. W czasie króciutkiego testu w sklepie nie podjąłem się sprawdzać przekładu z chińskiego na polski. Niestety książki wgrane do urządzenia w większości były po chińsku. W przypadku tłumaczenia z angielskiego czy niemieckiego było słabo. Na pocieszenie, pracownica sklepu stwierdziła, że translator jest cały czas poprawiany. To co widziałem w sklepie było wynikiem działania Baidu Translate, ale podobno można przełączyć np. na tłumacza Google. Niestety nie udało się to na miejscu. Być może dlatego, że usługi Google nie są domyślnie dostępne na urządzeniach Huawei i pokazowy egzemplarz ich pewnie też nie miał.

 

Ale oczywiście najważniejszą funkcją w tego typu urządzeniu jest odręczne notowanie przy pomocy rysika. Ta funkcja wydaje się działać bardzo sprawnie. Zarówno esy-floresy jak i odręczne pismo ładnie było odwzorowywane na ekranie. Pisać można zarówno w osobnym notatniku jak i na samej książce, czy stronie wyświetlanej obok tekstu. Co ważne przy notowaniu na książce, nawet po przeskalowaniu czcionki, czy to na mniejszą czy na większą, odręczne rysunki i notatki pozostawały w odpowiednim miejscu.

 

Odręczna notatka pozostaje na swoim miejscu nawet po przeskalowaniu tekstu 

 

Ogólne wrażenia z korzystania z MatePada Paper miałem pozytywne do momentu, gdy próbowałem zrobić coś nieoczywistego. Choć dotyczyło to raczej dość podstawowych czynności jak zmiana czcionki, czy rozpoznawanie pisma odręcznego. O co bym nie zapytał pracowników sklepu, kolejne obsługujące mnie osoby z uporem maniaka chwaliły tablet za to, że ma przeglądarkę internetową. Po co? Aby wpisać w wyszukiwarkę za każdym razem taką samą frazę – nazwę aplikacji z dodatkiem trzech liter „apk”. Tego typu wyszukiwanie pozawala zazwyczaj znaleźć w sieci pliki instalacyjne androidowych programów, które są udostępniane w ten sposób także poza sklepem Google Play. A tego sklepu w Huawei nie znajdziemy. Przy takich wyszukiwaniach trzeba jednak bardzo uważać, żeby sobie nie pobrać aplikacji przerobionej tak, aby np. wykradła nam dane do logowania w różnych serwisach (np. w banku). Jak później się zorientowałem, czytnik powinien posiadać opcję zamiany pisma odręcznego na tekst maszynowy. Widocznie w sklepie tego nie wiedzieli. Szkoda, bo to akurat mnie chyba najbardziej interesowało.

 

Podsumowanie

Wydawało mi się, że idąc do „flagowego” sklepu zlokalizowanego w centrum europejskiej stolicy, mogę liczyć na wiedzę pracujących tam młodych ludzi. Myliłem się! W sumie na moje pytania próbowało odpowiedzieć dwie, a w porywach ze cztery osoby. Swoją niewiedzę tłumaczyły one faktem, że produkt jest nowy. W końcu poradzono mi, żebym poczytał sobie recenzje w internetach czy pooglądał filmiki na YouTube. No nie tego się spodziewałem skoro już byłem na miejscu.

 

Huawei MatePad Paper to na pierwszy rzut oka całkiem ciekawy sprzęt, choć nie w pełni funkcjonalny (jak na androidowe urządzenie), bo m.in. bez dostępu do usług Google. Myślałem przez chwilę o przetestowaniu go i publikacji pełnej recenzji na blogu. Raczej nie zdecyduję się jednak na to choćby z tego samego powodu, dla którego wybierając mój obecny telefon szukałem czegoś co nie będzie chińskiej firmy i nie będzie produkowane w Chińskiej Republice Ludowej. Udało się i to nawet bez specjalnego kombinowania – mam teraz telefon koreański wyprodukowany w Wietnamie. Do tego wszystkiego, jeśli wierzyć internetowym doniesieniom, Huawei wznowił normalną współpracę z Rosją. Pomijając wszystkie inne wcześniejsze kontrowersje związane z tą marką, jeśli to prawda, to daje mi dodatkowy argument, żeby sobie ich produkty jak raz też odpuścić.

 

Im dłużej o tym myślę, ty bardziej się przekonuję do tego, że nawet ja bym mógł się podjąć promowania czy sprzedawania w sklepie Huawei. Na podstawie jednej przypadkowej wizyty w firmowej placówce opracowałem sobie nawet przykładowy skrypt dla przychodzącego klienta:

- Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc?

- Czy ten tablet umożliwia rozpoznawanie pisma odręcznego?

- Tak oczywiście bo zainstalowany jest w nim nowy Android (choć wiem, że to nie Android tylko Harmony OS, ale pewnie i tak nikt nie będzie się czepiał). Wszystko będzie działać! A jaka aplikacja to robi?

- Hmmm, nie wiem. Raczej się spodziewam, że tablet z rysikiem powinien mieć już taką opcję dostępną...

- Nie ma problemu! Proszę spojrzeć, tu jest zainstalowana przeglądarka internetowa. O, jak łatwo się uruchamia! Wpisuje pan w wyszukiwarkę nazwę szukanej aplikacji i na końcu dodaje „apk”. Może pan sobie taki plik pobrać, zainstalować aplikację i korzystać.

- Ale nie ma w tablecie takiego programu?

- Wszystko pan może zainstalować, co tylko pan chce. W tablecie jest przeglądarka internetowa i działa wyszukiwanie.

- Czyli nie ma tej funkcji?

- Proszę sobie poczytać recenzje w internetach albo oglądnąć filmiki na YouTube. Na pewno pan coś znajdzie... Czy ma pan jeszcze jakieś pytania? Mogę w czymś jeszcze pomóc?

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

More posts
Your Dashboard view:
Need help?